OpornikGURU
21piorunówSzerłer...
Wczoraj potomstfo bawiło się na moim telefonie aplikacją do edycji zdjęć, i nie wiedziało jak zapisać zmiany bo do zapisu była ikonka floppy. 😛

Dołączył/a:
OpornikGURU
21piorunówSzerłer...
Wczoraj potomstfo bawiło się na moim telefonie aplikacją do edycji zdjęć, i nie wiedziało jak zapisać zmiany bo do zapisu była ikonka floppy. 😛

senpaiFenomen
262piorunówChciałbym się wam do czegoś przyznać, już od ponad roku nie piję alkoholu i czuję się z tym bardzo dobrze.
Nie dajcie sobie wmówić, że tak się nie da, lobby alkoholowe jest bardzo silne, ale coraz więcej osób dostrzega prawdę. Wady? Brak, życie na trzeźwo nabiera barw.
PS nigdy nie miałem problemów z alkoholem
#oswiadczenie #alkoholizm #alkohol #ciekawostki #polska #zdrowie

bojowonastawionaowcaLider
86piorunówDobry wieczór, kończy się pierwszy etap mojej wyprawy do USA, więc coś niecoś mogę się pochwalić zdjęciami 😉 Mistrzem nie jestem (nawet nie aspiruję), ale każde z tych zdjęć budzi we mnie bardzo fajne wspomnienia, wiesz czemu się nimi nie podzielić 😉
Na pierwszy ogień musicale, czyli główny cel pojawienia się w Nowym Jorku. Jak dokonałem wyboru na jakie się wybrać? Ścieżkę dźwiękową z Hamiltona w ostatnich latach przesłuchiwałem wielokrotnie, więc to był cel oczywisty. Podobnie jak Chicago ze swoim Cell Block Tango. Trzecim, dzisiejszym było Moulin Rouge (głównie ze względu na skojarzenie i znakomite recenzje). Muszę zaznaczyć, że na szczęście żadnego z tych musicali nie miałem okazji obejrzeć gdziekolwiek indziej, więc przyszedłem że "świeżym spojrzeniem"
No i zdecydowanie się nie zawiodłem, wszystkie trzy były absolutnie powalającymi doświadczeniami. Jeśli będziecie w NY albo w Londynie - to zdecydowanie polecam wybrać się na chociaż jeden musical, bo to niesamowita rozrywka i frajda. Jedyna szkoda, że nie można było śpiewać, bo co chwilę człowiek aż się do tego rwał :grinning:
Co mi się najbardziej podobało w każdym z nich? Moulin Rouge imponował scenografią i tym, jak wygląd sceny zmieniał się w zależności od fragmentu musicalu, Hamilton to przecudownie opowiedziana (a nawet zaśpiewana) historia i świetna gra świateł, a Chicago podobało mi się szczególnie że względu na orkiestrę mającą duży i czynny udział w przedstawieniu. Nie wiem kiedy kolejnym razem mi się uda tam zawitać, więc dla przyszłego ożywiania swojej pamięci z każdego musicalu kupiłem sobie koszulkę (swoją drogą 100% bawełny, szanuję :D)
Zdjęcia były robione albo przed, albo po spektaklu, podczas samego spektaklu z oczywistych względów nie wyciągałem telefonu :grinning:
Jeszcze słówko o kosztach - najtańszy bilet to około 100 USD za wejściówkę (Hamilton bodajże od 140 USD), za kupno przez internet dochodziło około 30-35 USD dodatkowej opłaty, w kasie biletowej można było kupić bez tej opłaty). Pojedyncze wejściówki były dostępne w zasadzie do samego dnia występu.
W komentarzach kolejne części 😉

krokietowyFanatyk
98piorunów
SnifferOsobistość
111piorunówŚwiątynia Bahai w Santiago de Chile była ostatnim punktem mojej podróży po Chile. Oczywiście nie wracałem do chilijskiej stolicy tylko po to, żeby ją zobaczyć - po prostu po opuszczeniu pustyni Atacama musiałem się jakoś dostać na Dominikanę (skąd później wracałem do Polski), a najsensowniejsze i najtańsze loty wymagały spędzenia weekendu w Santiago właśnie.
Doleciałem tam w piątek wieczorem i tak się jakoś zgadałem z poznaną na lotnisku niecały miesiąc wcześniej Chilijką, że skoczyłem z nią i jej przyjaciółmi na miasto, a potem zlądowaliśmy na domówce. Z góry ostrzegam przed chilijskimi karcianymi _drinking games_, bo nieopacznie zaliczyłem zgona na kanapie i z poczuciem wstydu wracałem prawie nad ranem do hostelu. W związku z tym kolejny dzień polegał głównie na leczeniu kaca i krótkim spacerze, w trakcie którego po raz pierwszy zetknąłem się z psią agresją wycelowaną w moją stronę. I tak jak przez poprzedni miesiąc sfory bezpańskich psów nawet krzywo na mnie nie spojrzały, tak w centrum Santiago wściekle rzucił się w stronę moich nogawek pies wielkości i wyglądu wyrośniętego szczura. Pies niby był trzymany na smyczy przez właścicielkę, ale ta bardziej była zainteresowana telefonem, więc gdybym nie odbił na chwilę na trawnik, doszłoby do bliskiego spotkania psiego pyska z moją nogą. Jaka byłaby dynamika tego spotkania - nie wiem, ale się domyślam.
Na niedzielę miałem zaplanowane oglądanie świątyni Bahai, którą polecało mi mnóstwo osób, i tak jak widać ze zdjęć - jest to prawdziwa perełka architektury. Świątynia jest położona na obrzeżach miasta, co wymagało pewnych kombinacji, żeby się do niej tanio dostać. Dopiero jadąc autobusem z przesiadkami zacząłem trochę czytać na temat tego miejsca i ku memu przerażeniu okazało się, że nie można tam po prostu podejść i sobie popatrzyć na budynek, lecz trzeba mieć bilet wstępu, by w ogóle dostać się w pobliże świątyni. Oczywiście wszystkie bilety na ten dzień były już wyprzedane, więc wyglądało na to, że tłukę się komunikacją miejską po próżnicy. Trudno - pomyślałem - podjadę, może się uda.
Gdy wysiadłem z finalnego autobusu, udałem się pod bramę wjazdową na teren kompleksu świątyni. Oczywiście już na wstępie spytali czy mam rezerwację, a gdy odpowiedziałem przecząco, zaprosili bym wrócił nazajutrz, bo na kolejny dzień jakieś wolne miejsca jeszcze były. Gdy zrobiłem oczy kota ze Shreka i wytłumaczyłem, że kolejnego dnia rano lecę już do dalekiej Polski i nigdy już nie wrócę do Ameryki Południowej, strażnicy zaczęli coś ze sobą rozmawiać. W końcu powiedzieli, że spróbują się dowiedzieć od osób z góry, czy może uda się zrobić wyjątek, ale mam wrócić za godzinę, bo teraz jest przerwa obiadowa. Tliła się więc nadzieja na powodzenie mojej misji.
Postanowiłem znaleźć jakąś knajpę w międzyczasie i też wrzucić coś na ząb. Okazało się to niebanalne, bo rejon w którym stoi świątynia to faktyczne obrzeża stolicy i pierwsze dwa miejsca, które sugerowała Google Mapa okazały się być zwykłymi sklepami, a ja chciałem zjeść coś na ciepło. W końcu znalazłem jakąś spelunlowatą jadłodajnię, w której zrobiłem piorunujące wrażenie na właścicielce kilkoma słowami rzuconymi po hiszpańsku. Szkoda, że jedzenie nie zrobiło na mnie piorunującego wrażenia. Choć najważniejsze, że nie zrobiło piorunującego wrażenia na moich jelitach i zwieraczu.
Wracałem w stronę bramy do kompleksu świątyni i rozglądałem się trochę po uliczkach. Nie czułem się zbyt pewnie, bo zdecydowanie nie była to turystyczna okolica mimo relatywnej bliskości samej świątyni. Po chodnikach chodziło trochę żulowatych osobników i chilijskich sebiksów. Starałem się mieć oczy dookoła głowy.
Przechodziłem akurat obok przystanku, gdy podjechał autobus, z którego wysiadło sumarycznie może z 10 osób różnej płci i wieku. Na końcu wysiadł taki mały śmieszny grubasek z plecaczkiem, lat ok. 8, i zaczął nieco pokracznie biec w stronę przejścia dla pieszych, znajdującego się przed autobusem. Zwróciłem na chłopaka uwagę ze względu na jego specyficzny bieg i pomyślałem sobie, że takie właśnie dzieciaki są często pośmiewiskiem w szkole i mają problemy z pewnością siebie. Grubasek dobiegł do przejścia i nagle schylił się po coś, jakby chciał tym rzucić w stronę grupki dzieciaków po drugiej stronie ulicy. Autobus właśnie ruszał i był już 2 metry od przejścia, gdy grubasek wziął zamach. Pomyślałem sobie - dzieciaku, uważaj na autobus, bo jeszcze przypadkiem w niego trafisz!
Jebs! Pokaźny kamień z hukiem rozbił przednią szybę autobusu. Jebs! Kolejny kamień wylądował na bocznej szybie toczącego się pojazdu. Nie było w tym przypadku. Grubasek z furią sięgnął po kolejny kamień, który tym razem wpadł do środka, gdzieś w okolice kierowcy. Patrzyłem na to totalnie zamurowany. Grubasek koślawym truchtem oddalał się w nieznanym mi kierunku, a ja stałem jak słup soli raptem 5 metrów obok. To nie tak, że nie chciałem zareagować - już po pierwszym rzucie spiąłem mięśnie w gotowości do schwycenia małego wandala, ale w miejscu zatrzymała mnie reakcja tych 10 pasażerów, którzy wysiedli razem z grubaskiem. A raczej ich brak reakcji. A może nawet słyszałem śmiechy. Zbyt dobrze już nie pamiętam - po prostu poczułem, że może rzucanie się na miejscowego chłopaka na jego terenie, w otoczeniu jego ludzi, w dzielnicy, w której nawet łażenie w dzień jakoś nie należało do bezstresowych, nie jest najlepszym pomysłem. Pozostałem więc biernym obserwatorem. Całe szczęście kierowcy chyba się nic nie stało, bo kontynuował bardzo powolną jazdę w stronę zajezdni autobusowej nieopodal.
Wciąż mega zdumiony ruszyłem w stronę bramy do kompleksu świątyni. Miałem szczęście, bo postanowili zrobić dla mnie wyjątek i pozwolili iść dalej. Szedłem więc betonową drogą wiodącą stromo pod górę, aż w końcu po kilku lub kilkunastu minutach marszu ujrzałem w oddali świątynię. Przed nią stał jeszcze budynek, w którym przewodnicy opowiadali historię powstania świątyni oraz samą ideę religii Bahai. Ano właśnie, dość późno zorientowałem się, że jest to świątynia totalnie nieznanego mi kultu, który trochę mi zajeżdżał sektą i dziwiłem się, jak byli w stanie sfinansować tak przepiękną budowlę. Co więcej, takich świątyni jest na świecie jeszcze co najmniej kilka - każda w innym stylu architektoniczym, ale praktycznie wszystkie równie okazałe.
Nie zagłębiałem się w ten temat zanadto, więc wybaczcie brak ciekawostek na temat samej religii lub architektury. Po prostu podziwiałem to miejsce. Jedyne co zapamiętałem, to że niewielka mimo wszystko świątynia miała chyba z 9 wejść, każde było otwarte i symbolizować to miało otwartość religii. Albo może wszystko pokićkałem - najlepiej sami sobie doczytajcie 😉
Usiadłem w środku, wcześniej będąc uprzedzonym, że robienie zdjęć jest zakazane, żeby nie rozpraszać modlących się. Nie mogłem się jednak powstrzymać przed zrobieniem fotki sklepienia - starałem się to zrobić najdyskretniej jak się dało, czyli kładąc telefon na ławie obiektywem w górę i używając samowyzwalacza. W międzyczasie faktycznie dorwać ambony podchodził raz po raz jeden z wiernych czy duchownych (ciężko było stwierdzić) i czytał jakiś werset z ichniejszej świętej księgi.
Świątynia zrobiła na mnie naprawdę duże wrażenie pod względem harmonicznej architektury zarówno budynku jak i krajobrazu. To był całkiem dobry punkt w moim chilijskim planie podróży bez planu. Jednocześnie też ostatni - następnego ranka siedziałem już w samolocie i opuszczałem Amerykę Południową, z myślą, że być może już nigdy do niej nie wrócę. Myliłem się, bo zaledwie nieco ponad dwa miesiące później lądowałem w Buenos Aires, z głównym planem odwiedzenia argentyńskiej części Patagonii. Ale to już historia na osobną serię wpisów.
#polacorojo #podroze #chile #architektura #mojezdjecie

CzosnkowySmokFanatyk
2piorunówRadny miejski Łukasz Wantuch proponuje, by wprowadzone zostały opłaty na baseny na Zakrzówku
1) Dzieci do 18 roku życia za darmo
2) Seniorzy powyżej 65 roku życia za darmo
3) Mieszkańcy Krakowa - 5 zł za cały dzień, nie mieszkańcy 20 zł za cały dzień.

Armo11Autorytet
95piorunów
az5tcxo4-niekibicujepilkarzomGruba ryba
460piorunów
LucorKoneser
4piorunów
DarkinvaiderOsobistość
2340piorunówWitajcie . Jakiś czas temu zrobiłem dla człowieka pierścionek - z rubinami - centrlany rubin wypełniany a boczne naturalne bez poprawek. Nie spodobało mu się że widać na tafli spieki - czyli bardzo delikatne ryski - no ale jak nie chce się płacić 10k za kamień 1.5 ct to trzeba się z tym liczyć :smiley: więc pierscionek zwrócił i rozstaliśmy się w pokoju:) jak że ciężko by mi było go próbować sprzedać bo to na zamówienie robiony - postanowiłem że dam do #rozdajo . Co trzeba zrobić? Dać pioruna ot tak - losowanie jutro w okolicach 20ej za pomocą #hejtolos :smiley: powodzenia - aha i jak trzeba to rozmiar palca będzie zmieniony na potrzeby wygrywającej osoby ( czy neturlanie wystarczajco? Czy hejto osoby lepiej? :P) #sebsjewllery #sebsjewellery #bizuteria

@Darkinvaider Głupie pytanie, czy sam czasem zmieniasz kolor tych kamieni albo czy się w ogóle da?
@Nighthuntero w sensie? czy mogę zmienić kolor kamienia? tak niektorych tak jak planikiem przygrzeje;] ale to zmiana na gorsze;];] niektóre kamienie w ogóle nie toleruja wysokich temp- a np rubin podgrzany robi sie bardzo ciemny- a po ostudzeniu wraca do pierwotnego koloru, kiedyś bez doświadczenia lutowałem łapkę w pierścionku z platyny i spaliłem diament- w szlifie princessa-(kwadrart) - na rogu kamienia- dobrze ze to maluszek byl ;]
adagsjdksbxhekdhdjfndjwkldlrjnsbSpecjalista
306piorunówW Rzeszowie wciąż stoi Pomnik Wdzięczności armii czerwonej (specjalnie z małej). Dziś w nocy ktoś opakował go w folie i zaadresował na Kreml xD
I ten znaczek xDD

@adagsjdksbxhekdhdjfndjwkldlrjnsb
No i za⁎⁎⁎⁎ście, powinien być wysłany od samego początku.
Ale tagów to nie można niestety tak o z wypoku przeklejać, bo się dołączają do wpisu jako linki, a nie faktycznego tagi.
jon-skurvensenTwórca
6piorunówDwa zdjęcia z parady Picniku Country Mrągowo 2011

alicja_po_zlej_stronie_lustraOsobistość
26piorunów#szczecin #fotografia #walentynki
:anatomical_heart: 💕

@alicja_po_zlej_stronie_lustra
>W domach z betonu
>Nie ma wolnej miłości
>Są stosunki małżeńskie oraz akty nierządne
>Casanova tu u nas nie gości
@FrytBajt2057 w Szczecinie dostep do morza jest dobrem naturalnym
RoyBradshawKompan
54piorunówChłop co z nadwagą przebiegł dystans półmaratonu i jest zadowolony z siebie xD było ciężko, ale o wiele lżej niż samo zaczęcie biegania, pamiętam jak na samym początku nie byłem wstanie przebiec kilometra bez robienia marszu.
Pierwsze 8-10km perfecto, tempo 5:40 dystans jaki biegam normalnie, po 10km wydolność trochę spadła do 6:20, na 16 kilometrze pierwszy raz od mojej przygody z bieganiem zaczęło mnie boleć kolano, ból z każdym kilometrem się nasilał, wtedy tempo spadło już do 7:30. Może nie było to zbyt rozważne ale dobiegłem truchtem do końca, a teraz czuję się zaje*iscie :smiley: nic mnie nie boli, jeździłem wcześniej rowerem i tam częściej łapał mnie ten ból.

@RoyBradshaw to czas do lekarza..jak boli to nie jest zdrowe...
@RoyBradshaw za którymś razem nie ustąpi, idź do fizjo, zanim coś nie rozpieprzysz, a zapewniam cię, zapobieganie jest prostsze niż leczenie - pewnie się okaże, że wystarczy trochę ćwiczeń uzupełniających na słabsze elementy i problem będzie mniejszy albo zniknie - kilka godzin w trybie „poboli i przejdzie” kończy się czasem kilkoma miesiącami rehabilitacji :smiley:
96StopniMocarz
10piorunówNIKT:
KWIAT POLSKIEJ MŁODZIEŻY:
Godzinna symulacja posiedzenia sejmu III RP w robloxie, o poziomie wyższym niż te prawdziwe...
#heheszki #youtube #sejm #ciekawostki

@Krokiruks rząd wy⁎⁎⁎ać, Polskę cyfryzować (w Robloxie)!
ReheatedCutletMocarz
7piorunówOk, żeby nie było ze wszystko takie szare i smutne.
Zachód słońca, Cypr 2021 (1)

@matsonovsky prawie, elektrownia pomiędzy Larnaka a Limassol.
groovyInspirator
85piorunówjeden z moich ulubionych

@groovy fajny post, chociaż portal pada. Ode mnie masz piorunka :zap: więcej nic nie gadam 🫠
@choochoomotherfucker ta... Z dużą ilością pixeli xd
SovielOsobistość
314piorunówPierwszy post z ostatnich sześciu godzin na mirko 33 plusy ( ͡° ͜ʖ ͡°) #dobrzezezdech

@Soviel już chyba wysłali 😁 https://streamable.com/84r08p
@proxy Śmieszki śmieszkami ale jak wyślą to moje zdanie jest takie że po prostu szwabom się przestały zyski i straty kalkulować. Szwaby to jednak szwaby. Serce po właściwej stronie to ma jednak Polska i to widać a co widać po szwabach? Szwabienie. Chociaż kolega niemiec mi powiedział że już cały ich parlament przepycha czołgi i są wkurwieni na stoltza za to że blokuje. Na pewno nie wygra następnej kadencji.
Kocham_KotkiInspirator
6piorunówW ogóle Hejtki, taka dziwna sytuacja. Otóż zawsze jak przy dwójeczce sobie siknę to później jak wstanę to muszę "dosikać" bo mam takie dziwne uczucie, że woda jeszcze jest we prąciu.
@Kocham_Kotki choćbyś trzepał cały rok, to ostatnia pójdzie w krok ( ͡~ ͜ʖ ͡°) Polecam dobry, chłonny papier toaletowy
@matsonovsky choćbyś strząsał dwa tygodnie, to i tak ostatnia w spodnie
jmuhhaFenomen
6piorunówzawsze sie zastanawialm czy nie szkoda ludziom tej przestrzeni w bagazniku z takim czyms xD

@SuperSzturmowiec no dla mnie punktem przełamania było jak ostatni dystrybutor ze sztywnym przełącznikiem wymienili. No dramat szczególnie w deszczu i na zimnie.
@matsonovsky podtlenek lpg 😉