Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

Gorące — ostatnie 3 godziny

gość

Typ wpisu

Specjalista

w Dyskusje

24piorunów

Strasznie się boję o swoja pracę.

Jestem matematykiem, pracuję na uniwersytecie i od zawsze uwielbiałem to co robię. Uwielbiam swój zespół, uwielbiam swojego przełożonego, uwielbiam swoich studentów - a nade wszystko uwielbiam swoją pracę. Nic nie sprawiało mi nigdy większej radości. Potrafię godzinami wpatrywać się w tablicę, bazgrać sobie po całym biurze jakieś układy dynamiczne, nie móc zasnąć bo jakichś ciekawy problem siedzi mi w głowie.

Codziennie wstaje koło 8:00 - biorę zawczasu przygotowaną w lodówce owsiankę, idę pieszo na uniwersytet, kupuje kawę w lokalnym bistro i siedzę w biurze rozwiązując co tam akurat mam do rozwiązania. Siedzę tak czasami do 20:00, czasem nawet później.

Nic nie sprawia mi tyle szczęścia co moja praca. Oczywiście są ważniejsze sprawy - mam rodzinę, dziewczynę którą kocham całym sercem, wspaniałego przyjaciela - ale nie wyobrażam sobie życia bez pracy.

Ósmego września przeczytałem, że model Open AI rozwiązał problem milenijny (jeden z bardzo trudnych problemów w matematyce) w 88h, nad którym ludzie bezskutecznie myśleli 90 lat. Wiem, że wokół całego tematu jest mnóstwo kontrowersji - na ile to była samodzielna praca modelu, na ile pracował na danych ukradzionych od innych matematyków, to że wygenerowania rozwiązania kosztowało kilkadziesiąt milionów dolarów itd. Nie zmienia to faktu, że pierwszy raz w życiu poczułem, że to co robię jest całkowicie bez sensu.

Od kilku dni myślę o przyszłości. O tym, że widzę tak naprawdę tylko dwie drogi: te „optymistyczną” - w której dostęp do AI jest równy. Po pewnym czasie modele staną się coraz tańsze. To, że rozwiązanie problemu milenijnego kosztowało teraz kilkadziesiąt milionów dolarów nie znaczy że będzie kosztowało tyle za 2 lata. Patrząc na to jak skaluję się ta technologia, to o ile nie dojdziemy do jakiejś ściany - całość powinna wtedy kosztować kilkaset dolarów. A problemy, którymi ja się zajmuję są wielokrotnie mniej skomplikowane. Pewnie będzie się dało je rozwiązać modelem dostępnym w „standardowym” abonamencie za 20$.

Jeśli tak będzie to  moja praca traci całą kreatywność - bo nie będę już musiał myśleć nad jakimikolwiek rozwiązaniami - wszystkie wygeneruje za mnie model. Matematyka jest też na tyle specyficzną dziedziną, że jeśli AI dostarczy mi kod w formacie LEAN to nawet nie będę musiał sprawdzać czy rozwiązanie jest poprawne. Po prostu pytam czy twierdzenie X zachodzi i dostaje „TAK/NIE”. Cała moja rola sprowadza się do bycia pasterzem AI. O ile AI takiego pasterza będzie potrzebować.

I to jest ta wersja optymistyczna. Bo jeśli koszta AI nie będą się skalować a sama technologia będzie się rozwijać - to za niedługo praca naukowa w nie wiodących ośrodkach straci sens. Za 2 lata Harvard może mieć dostęp do AI które rozwiązało obecnie problem milenijny - ale europejski uniwersytet na którym pracuje - raczej nie. Nie będę miał wtedy żadnych szans, żeby konkurować z Harvardem. Matematycy tam będą mogli generować artykuły i twierdzenia codziennie - a ja wciąż będę potrzebować na to miesięcy lub lat.

Nie widzę przyszłości w której zachodzą pozytywne zmiany. I to wszystko - wciąż przy założeniu, że AI pozostanie narzędziem a nie stanie się świadoma (cokolwiek to znaczy) lub nie stanie się cybernetyczną bronią.

Nie wiem czemu tak mało się o tym mówi w społeczeństwie - bylem ostatnio na weselu, gdzie ludzie bawili się i tańczyli, a ja siedziałem przy stole, obserwowałem to i czulem się jak jakiś pieprzony Wyspiański. Najlepsze jest to, że gdybym napisał opowiadanie na podstawie tego wesela i rozmów toczonych przy bardziej akademickim stoliku - to cztery lata temu miałbym fenomenalne opowiadanie sci-fi. Jeśli zrobiłbym to dziś - byłby to już tylko gorzki zbiór myśli kilku akademików o przyszłości.

Zmierzamy do zagłady i nikt z tym nic nie robi. Nawet ja nie wiem co miałbym zrobić - mogę wam podrzucić jakąś petycję do podpisania (https://superintelligence-statement.org) - o zastopowanie rozwoju AI na obecnym poziomie, ale czy rządy się tym przejmą? Nie mam pojęcia. Ja podpisałem żeby mieć poczucie, że robię cokolwiek. Próbuję też organizować doktorantów na swojej uczelni.  Problemów, które widzę jest dużo, dużo więcej - choćby to w jak wielu miejscach bezrefleksyjnie oddaliśmy pole sztucznej inteligencji delegując do niej myślenie. Jak fatalnie wpływa to na myślenie nowych studentów (moje także!). Mógłbym i z 10 postów o tym popełnić, ale pewnie nikomu nie będzie się chciało tego czytać.

Wybaczcie chaotyczność i zapewne kulejącą interpunkcję, potrzebowałem to jakoś z siebie wyrzucić. Dzięki jeśli dotrwaliście do końca.

Osobistość5piorunów

@KryptoHuman Jeszcze kilka lat temu jarałem się programowaniem i bardzo lubiłem główkowanie nad jakimiś problemem, architekturą itd. Teraz głównie nadzoruję AI. Praca z bardzo kreatywnej stała się powtarzalną rozmową z botem. Tak więc Twoja wizja to nie czarnowidztwo ale realny problem który będzie dotykał coraz to nowych gałęzi przemysłu. Ja też czarno to widzę niestety...

Gruba ryba2piorunów

od długiego czasu jestem wciąż na etapie szukania kolejnej pracy. Firmy nie zatrudniają, powodów jest wiele. Nie zachowują się też jak partnerzy, a jak wyzyskiwacze.

Sztuczka polega na tym, że ai jest tylko (jak to ktoś tutaj napisał) "pewnym siebie debilem". Nie umie myśleć po naszemu, nie umie tworzyć po naszemu. Umie tylko naśladować znane już wzorce. Kazałem mu wymyślić coś wykonalnego, technicznego (łatwiejsze, bo nie abstrakcyjne tak mocno), przydatnego. Wymyślił generator mocy w stylu perpetuum mobile i do momentu, aż mu to wytknąłem brnął ślepo.

Jest pewna szansa, że nadejdzie refleksja na rynku, że będzie trochę bardziej po staremu z pracą, ale kiedy - czas pokaże.

Specjalista3piorunów

@macgajster Fundamentalnie się nie zgadzam.

Kodowanie z AI jest 100 razy łatwiejsze niż bez - rozwijam swoją własną bibliotekę kodu i to co dawniej pisałbym kilka miesięcy - teraz jestem w stanie wygenerować w tydzień. Co więcej robię to bez procesu "uczenia się" - nie potrzebuję mówić mu: "opracuj strukturę grafu dynamicznego taką jak w pracy X przy pomocy algorytmu Y" - opisuję mu jakiej struktury danych potrzebuję i po kilku minutach mam wynik. I muszę tak pracować - bo jeśli nie, to byle student z Claudem będzie ode mnie sto razy efektywniejszy. Ciężkom mówić, że jest to tylko "pewny siebie debil" skoro pozwala zastąpić kilku programistów (może nie tych z najwyższej półki - ale porządnych rzemieślników? Bez problemu!).

Ten "pewny siebie debil" rozwiązuje problemy w matematyce, którym człowiek nie dał rady przez 90 (!) lat. A przy tym robi to dobrze. Oczywiście nie jest to model, do którego dostęp masz Ty czy ja - ale taki model istnieje.

A co gorsza zobacz jak fenomenalnie idzie im ulepszanie się - w zeszłym roku modele ledwie co dawały sobie radę z olimpiadą matematyczną - teraz są na poziomie problemów otwartych. Kiedy pojawiły się pierwsze czaty zadania z poziomu uniwersyteckiego były dla nich nieosiągalne, dzisiaj nie ma zdania którego nie potrafiłyby rozwiązać.

Zapewne wciąż są jakieś aspekty w których kuleją - ale czy będą w nich dalej kuleć za dwa, trzy lata? O ile wzrośnie ich moc? Patrząc na postęp który dokonał się w ostatnich latach nie wierzę, żeby za 2-3 lata były jeszcze zadania "ścisłe" w których człowiek może sobie radzić lepiej.

Gruba ryba1piorunów

@KryptoHuman rozwiązał problem, rozwiązaniem, które ukradł 😉 Jakby rzeczywiście było to legitne, to firma odtrąbiłaby niesamowity sukces, a tymczasem rakiem wycofali się z nagrody, oficjalnie zapewnili, że nie zbierają danych z promptów. Śmierdzi...

Masz problemy matematyczne, które zapewne są trudne albo nie do rozwiązania - zarzuć mu, niech się męczy i przepala prąd. Mnie, w embedded, potrafi z niesamowitą pewnością twierdzić, że pamięć jest zainicjowana na 0x0000 i trzeba ją sformatować do 0xFFFF. Co mówi dokumentacja? Nie trzeba nic robić, bo jest dobrze fabrycznie.

To jest model statystyczny neuronów. Prawdopodobieństwo jest wysokie, więc idzie drogą X, ale nie weryfikuje tego.

GURU0piorunów

@KryptoHuman z tego co pamiętam, co czytałem ostatnio, kilka takich matematycznych problemów które ludzi męczyły od dziesięcioleci AI rozwiązało, nie tylko ten co mówisz

Pokaż więcej komentarzy (17)

Fanatyk

w Hydepark

28piorunów

Zdrowie Hejciarzy i Hejciarek!

Pokaż więcej komentarzy (4)

Fanatyk

w Hydepark

14piorunów

Jak już drapie w gardle to znaczy, że jest za późno. Wirus się rozprzestrzenił. Nic nie da się już zrobić. Rokowanie krótkoterminowe jest skrajnie niekorzystne, ale te długoterminowe na szczęście tak.

Pokaż więcej komentarzy (5)

Gruba ryba

w Jedzenie

14piorunów

Z rybom, tak?

Pokaż więcej komentarzy (4)

Lider

w Hydepark

10piorunów

Odjebalem prowizorke wokol drzwi liczac na prowizoryczna niezawodnosc!

Koneser1piorunów

Żeby mi fachowcy takie prowizorki odpierdalali jak wy... Po rękach bym całował.

Pokaż więcej komentarzy (7)

Gruba ryba

w Hydepark

4piorunów

Co na Kryzys Wieku Średniego polecacie?

Chciałem zaimportować jakaś mloda tajke ale żona nie pozwala 😒

To drugi pomysł: kupić sobie jakieś stare SL500, tak myślałem o roczniku 2003-2004. Silnik 5.0 bez turbo.

Jakieś inne propozycje jak przejść przez ten trudny etap aż do stanu gdzie będzie mi juz wszystko jedno?

Pokaż więcej komentarzy (11)

Gruba ryba

w Książki

10piorunów

1226 + 1 = 1227

Tytuł: The First Wall

Autor: Gav Thorpe

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Black Library

Format: ebook

Liczba stron: 528

Ocena: 4/10

“I would rather win a battle fighting for nothing than loose one.”

III część cyklu The Horus Heresy: Siege of Terra

Niestety, w stosunku do pierwszych dwóch, bardzo przyzwoitych części, zjazd jakościowy jest wyraźnie odczuwalny.

Po pierwsze, chronologia powieści jest poprzestawiana w wyjątkowo chaotyczny sposób i każda perspektywa obejmuje nieco inny przedział czasowy. Problem w tym, że odcinki czasowe nie są wzajemnie rozdzielne i odległe - nie ma tak, że jeden wątek dział się w teraźniejszości, a drugi lata wcześniej. W “The First Wall” różnice czasowe sięgają często zaledwie kilku dni i\\lub przedziały czasowe częściowo nakładają się na siebie, więc istnieją bezpośrednie powiązania przyczynowo-skutkowe pomiędzy wydarzeniami, które zupełnie niepotrzebnie zostały zamienione miejscami. Autor co prawda częściowo uzasadnił takie podejście w posłowiu, ale nie zmienia to poczucia nieuporządkowania, bo dobrej książki nie trzeba tłumaczyć.

Po drugie, Gav Thorpe nie wyciągnął wniosków z poprzednich powieści i nadal wypełnia objętość niepotrzebnymi opisami prozaicznych czynności. W “Angels of Caliban” zanudzał jak chłop jechał czołgiem, a w “The First Wall” poszedł tym tropem jeszcze dalej i rezerwiści jadą pociągiem przez kilka rozdziałów - ze wszystkimi szczegółami: jak pociąg nadjeżdża, jak wsiadają, zajmują miejsca i wykonują inne nic nie znaczące czynności o absolutnie zerowym wpływie na cokolwiek. Nikogo to nie obchodzi.

Podobał mi się natomiast “Wietnam” Forrixa i jego oddziału pozostawionych bez wsparcia na terytorium wroga, bo zawarł w tym epizodzie cały etos Żelaznych Wojowników. Było też trochę innych, bardziej udanych elementów jak przemyślenia Abaddona, stopniowa przemiana Kharna, czy kilka dramatycznych pojedynków.

Niby tragedii nie było, ale niezbyt mi się podobało, nie licząc satysfakcjonującej końcówki, w której jedne wątki się całkiem sprytnie połączyły, a inne dobiegły końca. Jednak wydarzenia w ramach cyklu “The Horus Heresy: Siege of Terra” mają charakter liniowy, więc nie bardzo daje się cokolwiek pominąć.

Lider

w Księżycowy spacer

10piorunów

300 130,47 - 3,20 - 1,30 - 4,00 - 1,80 - 1,30 - 1,40 - 2,00 - 1,50 - 3,70 = 300 110,27

Z tygodnia

---

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

Osobistość0piorunów

Nie mam wyboru — z przykrością muszę potwierdzić zdobycie osiągnięcia

Dokumentalista (50 zdjęć)*

---

Listę swoich osiągnięć możesz zobaczyć na hejtostats

A jeśli masz dosyć Marvina marudzącego pod Twoimi postami, to możesz mu w ustawieniach powiedzieć, żeby się odczepił.