PawelvkAutorytet
0piorunówJako, że nie wszyscy śledzą alkoinwestora na fb, a ostatni post się przyjął bardzo dobrze to lecimy z kolejnym.
Wczoraj dyrektor zwołał spotkanie całego działu.
Na ekranie wyświetlił slajd:
„MYŚL JAK WŁAŚCICIEL”.
Usiadłem bliżej.
Pierwszy raz od dawna nazwa spotkania sugerowała, że mogę z niego wyjść z czymś więcej niż dodatkowym zadaniem.
Wyjąłem długopis.
- Chciałbym, żebyśmy zmienili nasze podejście do pracy - zaczął dyrektor. - Nie możemy funkcjonować tak, że każdy patrzy tylko na swój zakres obowiązków.
Już mi się nie podobało.
Zakres obowiązków był jednym z moich ulubionych dokumentów.
Zaraz po powiadomieniu o wpłynięciu wynagrodzenia.
- Potrzebujemy właścicielskiego podejścia. Odpowiedzialności. Zaangażowania. Myślenia długoterminowego. Chciałbym, żeby każdy traktował tę firmę jak swoją.
Podniosłem rękę.
Dyrektor uśmiechnął się.
- Słucham.
- Kiedy dostaniemy udziały?
Uśmiech został.
Ale przestał się rozwijać.
- Nie o takich kwestiach teraz rozmawiamy.
- Przepraszam. Usłyszałem „jak swoją” i poszedłem w stronę własności.
- Chodzi o postawę.
- Czyli udziały nie?
- Nie.
Zapisałem.
Udziały: zero.
- Będzie jakiś udział w zysku?
- System premiowy na razie pozostaje bez zmian.
Dopisałem.
Dyrektor spojrzał na mój notes.
- Co ty tam zapisujesz?
- Warunki wejścia.
Dyrektor przeszedł do przykładu.
- Wyobraźcie sobie, że jest szesnasta, a ważny projekt nie został skończony. Osoba myśląca tylko jak pracownik zamyka komputer i wychodzi.
Bardzo dokładny opis mojego planu na dzisiejsze popołudnie.
- Natomiast właściciel zastanawia się, co może zrobić, żeby dowieźć temat.
- Bo ma udział w wyniku - powiedziałem.
- Bo czuje odpowiedzialność.
- Jedno nie wyklucza drugiego. Możemy mu zaproponować, żeby oddał udziały i został z samą odpowiedzialnością. Zobaczymy, o której wyjdzie.
- Naprawdę musisz sprowadzać wszystko do pieniędzy? - zapytał dyrektor.
Rozejrzałem się po sali.
Biuro.
Poniedziałek.
Dziewięć osób, które przyjechały tutaj zamiast zostać w domu.
- Wydaje mi się, że to dość istotny element naszej znajomości.
Pani z HR-u postanowiła pomóc.
- Chodzi o poczucie wpływu. Żeby pracownicy wiedzieli, że mogą realnie kształtować organizację.
To brzmiało już lepiej.
- Czyli będziemy mieć wpływ na podział zysku?
- Nie w tym sensie.
- Na obsadę zarządu?
- Też nie.
- Na wynagrodzenia?
- Możecie zgłaszać propozycje.
Mogłem również zgłosić propozycję obniżenia cen w sklepie.
Nie czyniło mnie to współwłaścicielem Biedronki.
Spojrzałem na notes.
Udziały: zero.
Nowe korzyści finansowe: zero.
Prawo do podejmowania decyzji: zero.
Dodatkowe zaangażowanie: bez podanego limitu.
Zrozumiałem ofertę.
Nie obraziłem się.
Gdybym mógł pozyskać dziewięć dodatkowych wieczorów za jedno zdanie na slajdzie, też sprawdziłbym zainteresowanie rynku.
Problem polegał na tym, że siedziałem po niewłaściwej stronie transakcji.
- To jest inwestycja w waszą przyszłość - powiedział dyrektor. - Jeżeli firma się rozwija, wszyscy na tym korzystają.
- Firma w zeszłym roku miała rekordowy wynik.
- Właśnie.
- A na rozmowie o podwyżce powiedział pan, że wynik firmy nie przekłada się automatycznie na moje wynagrodzenie.
Zapadła cisza.
Lubię pamiętać takie rzeczy.
Ludzie nie doceniają, ile można zaoszczędzić na dobrej pamięci.
Dyrektor odłożył pilota.
- Nie chciałbym, żebyśmy zmienili to spotkanie w negocjacje płacowe.
- Ja też nie. Na razie próbuję ustalić, kim jestem.
- Jesteś ważną częścią zespołu.
- Ale gdy trzeba zostać po godzinach, mam być właścicielem?
- Masz wykazać się odpowiedzialnością.
- A gdy pytam o zysk, wracam na etat?
Nie odpowiedział od razu.
- Proszę tylko doprecyzować, w których godzinach obowiązuje która rola. Nie chciałbym przez pomyłkę zachować się jak właściciel podczas wypłacania dywidendy.
Po spotkaniu dyrektor zatrzymał mnie przy drzwiach.
- Mogłeś nie robić tego przy wszystkich.
- Myślałem jak właściciel.
- To znaczy?
- Zanim zainwestuję dodatkowe zasoby, chcę wiedzieć, co dostanę w zamian.
Popatrzył na mnie.
Przez chwilę miałem nadzieję, że doceni tempo wdrożenia szkolenia.
- Po prostu rób dobrze swoją pracę - powiedział w końcu.
- W dotychczasowym zakresie?
- Tak.
- W dotychczasowych godzinach?
- Tak. Tylko skończmy już ten temat.
Zgodziłem się.
Nie należy przedłużać negocjacji po uzyskaniu korzystnych warunków.
O szesnastej zamknąłem komputer.
Projekt, o którym mówił dyrektor, rzeczywiście wymagał jeszcze pracy.
Zostawiłem informację, od czego zacznę rano.
Wychodząc, zobaczyłem go w gabinecie.
Nadal siedział.
Bardzo dobrze.
Powinien traktować firmę jak swoją.
#alkoinwestor #pasta




















