Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

Historia

Kategoria: Nauka

  • 685 członków
  • 3279 wpisów

GURU

w Historia

5piorunów

26 stycznia 1919 roku odbyły się pierwsze wybory parlamentarne po odzyskaniu niepodległości » Historykon.pl

Pierwsze wybory parlamentarne po odzyskaniu niepodległości odbyły się 26 stycznia 1919 roku. W wyniku tychże, do sejmu dostało się kilkanaście partii, które początkowo utworzyły dziesięć klubów poselskich. Najwięcej głosów zdobyły Związek Ludowo-Narodowy i Polskie Stronnictwo

Tytan

w Historia

12piorunów

Front Bałkański w I wojnie światowej część 17, na podstawie "Through the Serbian Campaign -The Great Retreat of the Serbian Army" By Gordon Gordon-Smith wyd. 1916

Poprzednie części pod tagiem

Około wpół do dwunastej przed północą poszedłem do pokoju na pierwszym piętrze dworca i pościeliłem łóżko najlepiej, jak potrafiłem, z masy starych gazet. Nie dane mi było jednak długo pospać. Około wpół do trzeciej obudził mnie wstrząs przypominający trzęsienie ziemi. Cały budynek zatrząsł się, a wszystkie okna wypadły z hukiem. Sekcja saperów właśnie wysadziła most sto pięćdziesiąt metrów dalej. Potem nastąpiła seria mniejszych eksplozji, a czerwony blask pożogi wypełnił pomieszczenie. Rozpoczęło się wysadzanie i palenie setek wagonów. Parowóz znajdujący się kilka metrów od moich pozbawionych szyb okien gwizdał nieprzerwanie przez pół godziny, tak że wszelka nadzieja na dalszy sen dobiegła końca. Zszedłem na dół w bezchmurny świt porannej mżawki i zastałem mieszkańców wioski bawiących się jak za dawnych lat. Trzysta załadowanych po brzegi wagonów i ciężarówek padło ofiarą grabieży. Niektóre z nich zawierały tysiące butów, dwie były wypełnione kilkoma milionami paczek bibułek papierosowych, inne zawierały suchary, konserwy mięsne i warzywne, herbatę, kawę, mundury i wszelkiego rodzaju zapasy. Jeden wagon wypełniony perfumami był bardzo popularny wśród żeńskiej części populacji, chłopskich kobiet, które prawdopodobnie nigdy w życiu nie posiadały buteleczki perfum. Po dłuższym przyglądaniu się tej orgii grabieży, poszedłem pomóc matce zawiadowcy w przygotowaniu porannej kawy. Splądrowałem również naszą skrzynię z zapasami i dałem "madame le chef de gare" kilka puszek konserwowanej żywności do wykorzystania podczas długiej podróży do Prisztiny, jako niewielki rewanż za uprzejmą gościnność, jaką okazała nam ona i jej mąż. Podczas śniadania odwiedził nas niemiecki samolot. Spodziewałem się, że zrzuci bombę lub dwie na stację i byłem nieco zdenerwowany o nasz powóz i konie, ale okazało się, że był to tylko zwiad i odleciał bez żadnych wrogich działań. Po śniadaniu otrzymaliśmy niepożądane informacje. W nocy niemiecka kawaleria wysłana do utrzymania łączności między armią generała von Gallwitza, działającą przeciwko Pierwszej Armii Serbskiej w Kraljewie, dwadzieścia osiem mil na zachód, a siłami feldmarszałka von Mackensena przybyła do Varvarina, wioski oddalonej o zaledwie dwie mile. Ponieważ od Varvarina dzieliły nas tylko otwarte pastwiska, w każdej chwili mógł nas odwiedzić patrol. Postanowiliśmy więc natychmiast wyruszyć. Nigdzie jednak nie mogliśmy znaleźć naszego woźnicy. Wraz z resztą wioski poszedł szabrować. Minęła godzina, zanim się pojawił, obładowany butami, prowiantem w puszkach, setkami paczek bibułek do papierosów, puszkami nafty i buteleczkami perfum. W międzyczasie du Bochet i ja trzymaliśmy rękę na pulsie, ani na chwilę nie odrywając wzroku od Varvarina i spodziewając się, że za moment ujrzymy lance niemieckiej kawalerii zmierzającej do Ćićevaca.

Gdy tylko pojawił się nasz człowiek, nie traciliśmy czasu na zaprzęganie koni i ruszanie powozem. Aby ułatwić zadanie naszym nieszczęsnym wierzchowcom, postanowiliśmy pokonać pieszo dwadzieścia kilometrów dzielących nas od Kruševaca. Po siąpiącym deszczu pojawiło się jasne słońce, więc wędrówka była przyjemna. Nie spieszyliśmy się, więc o czwartej dotarliśmy do Kruševaca. Tam zauważyliśmy niespotykane ożywienie. Całe miasto, mężczyźni, kobiety i dzieci, było na nogach i wszyscy wydawali się być w najlepszych nastrojach. Ludzie stali w grupach, z zarumienionymi twarzami, chętnie dyskutując. Wkrótce znaleźliśmy wyjaśnienie tajemnicy. Podobnie jak w Ćićevacu, wagony na bocznicy kolejowej zostały splądrowane. Wśród ich zawartości znajdowała się partia dwudziestu tysięcy butelek szampana. Mieszkańcy wioski szybko je wchłonęli, w wyniku czego cała ludność była w bardzo podekscytowanym stanie. W pewnym momencie doszło nawet do ekscytujących scen. Wśród łupów znajdowały się setki karabinów i tysiące nabojów, a ci, którzy mieli szczęście je zdobyć, zaczęli je wystrzeliwać we wszystkich kierunkach z czystej lekkości serca, z powodu pobłażania produktom z Rheims i Epernay[fabryki broni we Francji]. To cud, że obyło się bez ofiar. Na głównej ulicy spotkaliśmy kilka pielęgniarek ze Szkockiego Kobiecego Oddziału Czerwonego Krzyża. Poinformowały nas, że dr Elsie Inglis, szefowa oddziału, postanowiła pozostać z rannymi i wezwała piętnaście ochotniczek spośród czterdziestu pięciu pielęgniarek tworzących oddział. Były nieco zdenerwowane tym, jak Niemcy mogą się zachować po wkroczeniu do Kruševaca. Byłem w stanie poinformować je, że z tego, co udało mi się dowiedzieć, wojska cesarskie dobrze zachowywały się w Serbii i dość dobrze traktowały serbskich rannych. Prawdopodobnie była to polityka z ich strony, ponieważ zależało im na pojednaniu ludności, a tym samym ułatwieniu okupacji kraju. Słyszałem nawet doniesienia, że opatrywali rany lekko rannym serbskim żołnierzom i wysyłali ich z powrotem do swoich oddziałów, aby rozgłaszać, jacy są humanitarni. Ponadto sprzedawali chłopom sól za kilka centymów za funt (sprzedaż soli w Serbii jest monopolem rządowym i przynosi duże dochody, co czyni ją drogim towarem) i dostarczali cukier za jedną piątą zwykłej ceny. Wszystko to miało oczywiście na celu, że tak powiem, przekupienie ludności i przekonanie jej, że Niemcy nie są tak czarni, jak ich reputacja.

Od tego czasu spotkałem dr Elsie Inglis w Londynie, po jej uwolnieniu przez Niemców, i przekonałem się, że nie miała powodu, by żałować, że została przy swoich rannych. Chociaż Niemcy obchodzili się z nią i jej pielęgniarkami z pewną dozą niepotrzebnej brutalności i szorstkości, nie były one w rzeczywistości źle traktowane i miały satysfakcję, wiedząc, że ich oddanie obowiązkom nie poszło na marne. Początkowe dobre traktowanie ludności serbskiej przez ich zdobywców zniknęło, gdy uznali, że nie ma już takiej potrzeby. Gdy już całkowicie opanowali Półwysep Bałkański, zrobili „porządek” ze wszystkim. Owce, świnie, bydło, zboże, metale, drewno opałowe itp., jednym słowem wszystko, co mogło być w najmniejszym stopniu przydatne dla ludności niemieckiej, zostało wysłane do Ojczyzny, a ludność serbska głodowała. Ale to już dygresja. Revenons a nos moutons[fr wrócmy do głównego tematu]. Ponieważ było pewne, że dwadzieścia cztery godziny to najdłuższy okres, w którym możemy mieć nadzieję na bezpieczne pozostanie w Kruševacu, rozpoczęliśmy przygotowania do dalszej podróży. Ponieważ stało się jasne, że ciągnięcie naszego powozu w trudnym terenie jest ponad siły naszych dwóch koni, postanowiliśmy dodać trzeciego. Kupiliśmy więc niewidome zwierzę, które pierwotnie odrzuciliśmy. Był najsilniejszy z całej trójki, a gdy umieściliśmy go między dwoma pozostałymi, jego brak wzroku został w znacznym stopniu zneutralizowany. Kiedy następnego ranka wybrałem się na spacer po mieście, zauważyłem ogromny kontrast w stosunku do tego, co było tydzień wcześniej. Tłumy uchodźców, które wypełniały je w nadmiarze, zniknęły, ponownie uciekając przed najeźdźcą. Wraz z nimi odeszła spora część stałych mieszkańców. Połowa sklepów i hoteli była zamknięta, a ulice niemal opustoszałe. Ożywienie, jakie tam panowało, pochodziło od wojska. Niekończący się strumień żołnierzy i wozów przelewał się przez miasto i zmierzał do niebieskiej linii gór, za którymi znajdował się Sandżak Nowego Bazaru.

Spotkany oficer opowiedział mi kilka wzruszających historii o królu Piotrze. Starzejący się monarcha, pomimo słabnącego zdrowia, uważał za swój obowiązek spędzać dni pośród swoich wiernych żołnierzy. Zawsze można go było znaleźć w miejscu zagrożenia i inspirował swoich żołnierzy spokojną odwagą, którą okazywał na polu bitwy. Towarzyszył Drugiej i Trzeciej Armii prawie do Ćupriji i niemal nieustannie znajdował się pod ostrzałem. Podjechał do linii walk swoim samochodem, ale kiedy już tam dotarł, wsiadł na konia, aby wejść w strefę ognia. Wszędzie był przyjmowany z bezgranicznym entuzjazmem. Karadziordżewicze zawsze byli rodem walczącym, a król Piotr jest wierny krwi swoich przodków. Ten sam oficer, który należał do Sztabu Głównego, przedstawił mi techniczne podsumowanie działań serbskich armii, z których pierwsza przeciwstawiła się generałowi von Gallwitzowi w okolicach Kragujevaca, a druga i trzecia próbowały zagrodzić drogę armii feldmarszałka von Mackensena w jej zejściu doliną Morawy. Podział niemieckiej armii inwazyjnej na dwie części był spowodowany uporem serbskiej obrony w dolinie Morawy. Feldmarszałek von Mackensen dostrzegł, że nie jest w stanie przełamać serbskiego oporu frontalnym atakiem na ich pozycje. Sprowadził więc dwie nowe dywizje, by wzmocnić oddziały pod dowództwem swojego podkomendnego, generała von Gallwitza, i wysłał te siły, by zagroziły serbskiej lewej flance. Zmusiło to feldmarszałka Putnika do wysłania do zagrożonego punktu oddziałów wziętych z sił utrzymujących dolinę Morawy oraz z sił przeciwstawiających się na wschodzie natarciu Bułgarów. Od tego momentu równowaga została zachwiana. Bułgarska dywizja atakująca linię Zaječar-Paraćin odzyskała swobodę ruchu, nie znajdując nikogo, kto mógłby się jej przeciwstawić i została wysłana w celu wzmocnienia armii, która zajęła linię Knjaževac-Saint Nicholas [przełęcz na granicy z Bułgarią] (utraconą na rzecz Serbów z winy aliantów) i której misją było zdobycie Niszu. Dzięki posiłkom z linii Zaječar-Paraćin Bułgarzy maszerujący na Nisz mieli przewagę liczebną trzy do jednego.

Wierzchołek kąta utworzonego przez połączenie dwóch frontów został zagrożony, a Serbowie, aby przywrócić swoją pozycję, musieli ustąpić na całym froncie. Operacja ta stanowiła bardzo delikatny problem ze względu na ekstremalną długość frontu, trudności w utrzymaniu łączności tak rozproszonych oddziałów, niewystarczające środki komunikacji, a zwłaszcza ciągłe zagrożenie, że dwie flanki mogą zostać przełamane przez wroga o tak dużej przewadze liczebnej. Interwencja dwóch nowych niemieckich dywizji wystarczyła, by przyspieszyć bieg wydarzeń. Wznowiło to całą taktykę feldmarszałka von Mackensena. Pozwolił Serbom zorganizować obronę, a następnie, po poświęceniu czasu na dokładne rozpoznanie ich pozycji, zebrał swoje rezerwy i kierując miażdżący atak na wybrany punkt, zmusił całą armię do wycofania się do nowe pozycje, aby uniknąć przełamania na pół. Nie ma nic nowego w takiej taktyce, ale feldmarszałek von Mackensen zastosował ją z cudowną precyzją i konsekwencją, kalkulując wszystko, przewidując wszystko i nie pozostawiając niczego przypadkowi. Jego ogromna przewaga liczebna, a zwłaszcza przewaga w broni ciężkiego kalibru, pozwoliła mu uderzyć z siłą młota kowalskiego na cienką, długo przeciąganą linię bitwy, którą Serbowie byli zmuszeni utrzymywać, aby pokonać ciągłe zagrożenie ruchem oskrzydlającym. Armia niemiecka, jednym słowem, przebiła się od Dunaju do linii Kruševac-Kraljewo za pomocą pocisków i szrapneli. Masy piechoty i kawalerii zawsze stanowiły zagrożenie, ale rzadko były angażowane. Teraz armia serbska znalazła się tyłem do gór i nie miała innego wyjścia, jak tylko wycofać się, Pierwsza Armia przez przełęcz z Kraljewa do Mitrowicy przez Raszkę, a Druga i Trzecia Armia przez 70-kilometrowy wąwóz górski biegnący z Kruševaca do Kuršumliji.

Na zdjęciach poniżej król Piotr I w czasie odwrotu

GURU

w Historia

5piorunów

Czy Carl Jung był okultystą?

Większość ludzi zna go jako psychiatrę i psychologa, badacza kultury, miłośnika sztuki oraz ucznia Freuda. Ale Jung interesował się też... wiedzą tajemną. Przyszły psychiatra dorastał w ciekawej atmosferze. Młody Carl Gustav Jung dostał imię po dziadku chirurgu, rektorze Uniwersytetu

GURU

w Historia

4piorunów

25 stycznia 1688 roku urodził się Juraj Janosik » Historykon.pl

Juraj Janosik zapisał się w kulturze dzięki romantycznej twórczości literackiej. Przez Słowaków jest uważany za bohatera narodowego. Został powieszony w marcu 1713 roku, a wkrótce potem narodziła się legenda o tym, jak zabierał bogatym, a dawał biednym. Historycy nie są zgodni co do

GURU

w Historia

12piorunów

Odcisk ręki, który przetrwał wieki. Legenda o Czarciej Łapie ma ździebełko prawdy

Legenda o Czarciej Łapie w Lublinie to bardzo ciekawa legenda związana z miastem. Ma w sobie duże ziarnko prawdy! Dowiedz się więcej o czarcim sądzie! Czarcia Łapa – to wyrażenie zna chyba każdy mieszkaniec Lublina. Nic dziwnego, to jedna z najważniejszych legend miasta. Na dodatek

Lider

w Historia

21piorunów

Byli wśród nich Celtowie – tym ogólnym określeniem greccy historycy obejmowali wiele ludów europejskich – i młody król spytał ich, czego się boją najbardziej na świecie, „w nadziei, że dotarła do nich sława jego imienia […] i odpowiedzą, że to on budzi w nich największy strach”. Spotkało go rozczarowanie, albowiem barbarzyńcy stwierdzili, że ponad wszystko obawiają się, iż niebo im spadnie na głowy. Aleksander nie odtrącił jednak ich przyjaźni, choć po ich odjeździe nazwał ich zwykłymi samochwałami.

(Z książki Filip i Aleksander)

Fanatyk1piorunów

Ga-ga-ga-ga - Galowie!

Lider

w Historia

29piorunów

Śmierć Filipa II Macedońskiego (ojca Aleksandra Wielkiego)

Pauzaniasz (...) przed laty, prawdopodobnie będąc paziem, wpadł Filipowi w oko i jakiś czas był jego kochankiem. Niestały monarcha szybko zmienił obiekt pożądania i uwagą obdarzył innego efeba, również o imieniu Pauzaniasz. W Atenach utrzymywanie tego rodzaju związku było uważane za niestosowne, jeśli młodzieńcowi zaczynała rosnąć broda, ale w innych regionach zwyczaje mogły być inne. Odtrącony kochaś w gniewie i zazdrości odgrywał się na nowym faworycie, nazywając go puszczalskim i bardziej kobietą niż mężczyzną.

Pauzaniasz numer dwa postanowił bezspornie dowieść swej męskości przez śmierć w bitwie. Okazja nadarzyła się w Ilirii w 345 roku p.n.e., kiedy Filip doznał złamania obojczyka. Chłopak uratował mu życie, płacąc za to własnym.

(...)

Attalos był jego przyjacielem i podobno znał jego plan. Zimą z 337 na 336 rok p.n.e., kiedy już cieszył się królewskimi łaskami, umyślił zemstę. Upił Pauzaniasza numer jeden, co nie było trudne w dworskiej kulturze, i gdy nieszczęśnikowi urwał się film, wraz z innymi gośćmi mocno go poturbowali i być może zgwałcili, a następnie – aby zwielokrotnić ból i przede wszystkim upokorzenie, oddali go mulnikom, którzy dokonali na nim zbiorowego gwałtu. Był to nie tylko akt zemsty, lecz także demonstracja władzy Attalosa, który nawet nie próbował skrywać uczynku.

Pauzaniasz poszedł do Filipa ze skargą, królowi jednak przez wzgląd na ciężarną żonę niesporo było karać jej krewnego, który był też jednym z nominowanych dowódców straży przedniej. Nie chciał ryzykować rozdźwięku z powodu afery, która go osobiście nie dotyczyła. Próbował natomiast udobruchać pokrzywdzonego: awansował go w poczet siedmioosobowej gwardii królewskiej, co było uważane za zaszczyt i dowód zaufania.

(...)

Filip, czterdziestosześcioletni monarcha pławił się w satysfakcji, słuchając gromkich wiwatów na swoją cześć. (...) I wtedy od szeregu gwardzistów oderwał się Pauzaniasz i rzucił ku samotnej postaci. Filip nie zdążył zareagować, nim młodzieniec go dopadł i odrzuciwszy oszczep, dobył „celtyckiego” sztyletu, który chował pod okryciem, i zadał królowi cios między żebra. Król zginął, zanim do kogokolwiek na widowni dotarło, co się właśnie stało. Zabójca pobiegł w stronę, gdzie czekały przygotowane zawczasu konie, ścigany przez trzech kolegów, którzy musieli dobrze go znać. Miał nad nimi sporą przewagę dystansu, potknął się jednak o korzeń i upadł. Gwardziści go dogonili i zabili oszczepami. Zwłoki potem ukrzyżowano.

(Z książki Filip i Aleksander)

GURU2piorunów

@smierdakow jak masz więcej ciekawych historii, to wrzucaj :)

Osobistość

w Historia

1piorunów

Mieczysław Kościelniak - dokumentalista zbrodni hitlerowskich - bohaterem Międzynarodowego Dnia Pamięci o Ofiarach Holokaustu

Europejska Sieć Pamięć i Solidarność (ESPS) każdego roku z okazji Międzynarodowego Dnia Pamięci o Ofiarach Holokaustu przygotowuje kampanię społeczno-edukacyjną na temat wiedzy o Holokauście. Tym razem jej bohaterem został Mieczysław Kościelniak, dokumentalista obozów śmierci. O

GURU

w Historia

9piorunów

Kanał Panamski – cud techniki, który kosztował życie tysięcy robotników

Budowa Kanału Panamskiego, prowadzona najpierw przez Francuzów, a potem Amerykanów, trwała ponad 30 lat i kosztowała życie tysięcy robotników. Obecnie ułatwia on przewóz ponad 400 mln ton towarów rocznie. Od 1999 roku kanałem zarządza Panama. anał, zaliczany do światowych cudów

GURU

w Historia

4piorunów

Dowódcy Wielkiej Floty

Nowoczesna Wielka Flota miała zapewnić Wielkiej Brytanii triumf nad Niemcami w wielkiej wojnie. Kim byli admirałowie, którzy stanęli na jej czele? John Rushworth Jellicoe, jak kiedyś powiedział Winston Churchill, był „jedynym człowiekiem po którejkolwiek ze stron, który mógł przegrać

GURU

w Historia

2piorunów

23 stycznia 1368 Zhu Yuanzhang został cesarzem Chin, rozpoczynając rządy dynastii Ming » Historykon.pl

Zhu Yuanzhang, znany również jako Cesarz Hongwu, był architektem upadku dynastii Yuan i założycielem potężnej dynastii Ming. Władca Zhu Yuanzhang, znany również jako Cesarz Hongwu, który urodził się w rodzinie zubożałych chłopów, był architektem upadku dynastii Yuan i

Tytan

w Historia

17piorunów

Front Bałkański w I wojnie światowej część 16, na podstawie "Through the Serbian Campaign -The Great Retreat of the Serbian Army" By Gordon Gordon-Smith wyd. 1916

Poprzednie części pod tagiem

Podróż powrotna do Ćićevaca była spokojna, z wyjątkiem odkrycia, że Caesar, mój wierzchowiec, oprócz tego, że miał zwichrowany kręgosłup, zdawał się cierpieć na pewnego rodzaju kłopoty z sercem, które skłaniały go do kładzenia się w najbardziej nieoczekiwanych momentach. Nigdy nie odkryłem, na ile te ataki pokrywały się ze zwykłym pragnieniem odpoczynku. Zauważyłem, że ostre użycie mojego bata przyczyniło się do jego szybkiego powrotu do zdrowia, a ataki zwykle pojawiały się, gdy trzeba było pokonać szczególnie nieprzyjemny odcinek drogi.

Nasze tempo było powolne, ponieważ droga, jak okiem sięgnąć, była zablokowana przez poruszające się kolumny piechoty, kawalerii, artylerii, wagonów bagażowych i pociągów pontonowych, które niczym powódź płynęły w kierunku gór. Druga i Trzecia Armia były teraz w pełnym odwrocie i dokładały wszelkich starań, aby jak najszybciej zdobyć wejście do przełęczy. Słowo „szybkość” w odniesieniu do armii serbskiej ma oczywiście wartość względną, ponieważ nigdy nie przekroczy ona tempa wyznaczonego przez wozy zaprzężone w woły. Szybkość w przypadku wojsk serbskich została zatem zastąpiona przez wydłużenie wysiłku, tak aby pokonać jak największy dystans w ciągu dwudziestu czterech godzin. Im więcej widziałem serbskich wołów, tym bardziej wzrastał mój podziw dla nich. Wydawały się niezmordowane, a ich siła pociągowa była wprost cudowna. Również wozy, pomimo pozornie prymitywnej konstrukcji, były cudami wytrzymałości i wydajności, wytrzymując zużycie, które zniszczyłoby każdy zwykły pojazd. Problem, przed którym stanęli feldmarszałek Stepanovitch i generał Jurišić Šturm, nie był łatwy. Chodziło o przetransportowanie stu trzydziestu tysięcy ludzi z Drugiej i Trzeciej Armii, z trzydziestoma tysiącami wozów zaprzężonych w woły, stu bateriami artylerii, trzema dywizjami kawalerii, pociągami pontonowymi, polowymi sekcjami telegraficznymi i telefonicznymi, kolumnami amunicyjnymi oraz tysiącem i jedną rzeczą, która stanowi przeszkodę dla nowoczesnej armii, przez górski wąwóz o długości siedemdziesięciu kilometrów. Wejście do tej przełęczy znajduje się tuż za Kruševacem i biegnie przez Jankovą Klissurę do Kuršumliji, kilka mil od starej granicy tureckiego Sandżaku w Nowym Bazarze, zaanektowanego przez Serbię po klęsce wojsk sułtana w 1912 roku.

Ze względu na ciężki stan dróg nasze postępy były powolne. Zwykle, gdy byliśmy konno, mogliśmy przepychać się obok wolno poruszających się kolumn wojskowych, ale w tym przypadku było to niemożliwe, ponieważ powódź chłopów i ich rodzin, uciekających z Ćupriji, Paraćina i wielu innych wiosek, wypełniała drogę po obu stronach maszerujących wojsk. Gdy dotarliśmy do Ćićevaca, zapadł zmrok. Na stacji kolejowej zastaliśmy rozebrany budynek dworca. Wszystkie meble zniknęły, a sędziwa matka zawiadowcy gotowała wieczorny posiłek w przybudówce, w której ustawiono stół i kilka krzeseł, by służyły za tymczasową jadalnię. Sekcja saperów przybyła, by wysadzić most i podpalić wagony kolejowe wypełniające bocznice przed przybyciem Niemców. Komunikacja telegraficzna i telefoniczna nadal istniała na północy do Ćupriji i na południu do Stalać. Dzięki temu mogliśmy śledzić postępy Niemców godzina po godzinie. Podczas kolacji co jakiś czas rozlegał się dzwonek telefonu na stacji. Zawiadowca podnosił czapkę i wychodził odebrać. Pierwsze wiadomości pochodziły z Ćupriji, dwadzieścia pięć kilometrów w górę linii. „Niemcy są trzy mile od miasta”, brzmiał pierwszy komunikat. Następnie kilka minut później: „Pociski spadają dookoła stacji. Przygotowujemy się do odjazdu”. Następnie po półgodzinnej przerwie: „To nasza ostatnia wiadomość. Aparatura telegraficzna została zdemontowana i załadowana do pociągu wraz z całym personelem. Wyjeżdżamy za kilka minut”.

Po tym Ćuprija zamilkła, a Paraćin (szesnaście kilometrów dalej) podjął opowieść. „Odgłos dział staje się coraz głośniejszy z każdą minutą”, zatelefonował, „Ćuprija jest w rękach wroga”. Pół godziny później: „Nasze posterunki i »Comitadjis«” (nieregularne oddziały serbskie, które ze względu na swoją znajomość kraju zazwyczaj pozostają w kontakcie z wrogiem do samego końca) są zaangażowane w walkę z niemiecką strażą przednią”. Po około trzydziestu minutach nadeszła wiadomość: „Wygląda na to, że Niemcy zatrzymali się na noc. Ostrzał prawie ustał. Widzimy ogniska biwakowe wroga na całym horyzoncie”. To było ciekawe uczucie, gdy z godziny na godzinę otrzymywaliśmy wiadomości o postępach najeźdźców. Przypominało to nocne czuwanie przy łóżku umierającego. Kawałek po kawałku widzieliśmy, jak zbliża się ostatni śmiertelny moment. Kiedy pociąg z personelem kolejowym przybył z Ćupriji, otrzymaliśmy kilka dodatkowych szczegółów. Feldmarszałek von Mackensen zatrzymał swoją armię, która była zaangażowana od świtu, tuż przed Paraćinem, który miał zostać zajęty następnego ranka. Pociąg zabrał na pokład kilku uchodźców z Ćićevaca, a następnie powoli ruszył do Stalać, węzła komunikacyjnego położonego około dziesięciu kilometrów dalej. Jak się dowiedzieliśmy, większość mieszkańców Ćićevaca postanowiła nie uciekać, lecz czekać na przybycie Niemców. Wykazali się przy tym rozsądkiem, gdyż ucieczka niewiele by im dała. Zatłoczenie spowodowane exodusem ludności groziło katastrofą narodową. W miarę zmniejszania się kraju pozostającego wciąż w rękach Serbów, masa ludzi, którzy uciekli z dzielnic najechanych przez Bułgarów na południu i wschodzie oraz przez Niemców i Austriaków na północy, była codziennie gromadzona coraz bliżej siebie. Brakowało żywności i nie można było znaleźć zakwaterowania. I to u progu zimy. Do tej pory owce, woły, świnie i mąka, które uciekająca ludność była w stanie zabrać ze sobą, utrzymywały ich przy życiu, ale te zapasy szybko znikały, a wtedy głód zajrzał im w twarz. Nie było mowy o tym, by wąski pas terytorium, do którego zostali powoli, ale pewnie zepchnięci, mógł zapewnić żywność setkom tysięcy głodujących ludzi. Pierwszą troską rządu było zaspokojenie potrzeb armii, od której zależały ostatnie nadzieje na ocalenie narodu. Należało znaleźć racje żywnościowe dla prawie 200 000 mężczyzn i 40 000 „Komordjis” (woźniców), a także paszę dla 80 000 wołów i 20 000 koni. Aby zwiększyć trudności rządu, armia i ludzie zostali zmuszeni do wejścia do kraju, który był serbski od zaledwie trzech lat i którego administracja wciąż znajdowała się w początkowej fazie. Nie można było całkowicie polegać na lojalności tureckiej i albańskiej części ludności. Było więcej niż pewne, że część turecka (na szczęście niewielka mniejszość) uzna Niemców, będących sojusznikami sułtana, za swoich wybawicieli. To właśnie w takich okolicznościach rozpoczął się wielki odwrót do Sandżaku w Nowym Bazarze i nowo podbitych terytoriów albańskich. Trzeba przyznać, że perspektywa była daleka od wspaniałej.

O Aliantach w Salonikach słyszeliśmy niewiele lub nic. Dowiedzieliśmy się, że próba francuskiego natarcia w kierunku Uskubu[Skopje] została odparta przez Bułgarów. Linia kolejowa Monastir-Saloniki wciąż działała, ale była poważnie zagrożona i w każdej chwili mogła zostać przerwana. O ruchach wojsk brytyjskich w Salonikach nic nie słyszeliśmy. Wszystko to nie napawało optymizmem, a kolacja była przygnębiająca. Ponieważ było pewne, że Niemcy nie dotrą do Ćićevaca do następnego wieczora, postanowiłem około północy położyć się spać. Jest to "façon de parler"[fr język potoczny], ponieważ nie było tam żadnego miejsca do spania, z wyjątkiem gołych desek w pokojach dworca. W tym momencie po raz kolejny zadzwonił dzwonek telefonu. Był to telefon ze Stalać, informujący, że inspektor kolejowy przyjeżdża lokomotywą, aby zobaczyć się z zawiadowcą stacji. Ponieważ Stalać znajdował się zaledwie kwadrans drogi stąd, poczekałem na jego przybycie. Instrukcje, które przywiózł, były takie, że jak tylko pociąg z personelem z Paraćina przejedzie, most przed stacją Ćićevac zostanie wysadzony w powietrze, a instrumenty telegraficzne i telefoniczne zostaną odkręcone. Załadowane wagony na bocznicach miały zostać przeznaczone do splądrowania przez ludność cywilną, a następnie wszystko, co pozostało, miało zostać zniszczone przez pożar i eksplozję. Następnie personel stacji miał wsiąść do pociągu i odjechać do Kruševaca. Wszyscy urzędnicy kolejowi i funkcjonariusze cywilni otrzymali rozkaz udania się do miasta Prisztina, oddalonego o około sto dwadzieścia mil.

Wirtuoz0piorunów

@Hans.Kropson najgorsze są chorwackie urwy zbrodniarze z obozów - nożami gardła podcinając potrafili zamordować dziennie tylu co niemcy w komorach gazowych w treblince

GURU

w Historia

3piorunów

Zatoka Meksykańska: historia od Indian do globalnego centrum naftowego » Historykon.pl

Zatoka Meksykańska, będąca jednym z kluczowych akwenów na świecie, nie tylko zapewnia ogromne zasoby ropy i gazu, ale także odgrywa ważną rolę w amerykańskim rybołówstwie oraz żegludze morskiej. Dzięki swojemu strategicznemu położeniu, stanowi obszar intensywnie wykorzystywany

GURU

w Historia

5piorunów

Pierwsza prawdziwa bomba atomowa: co odkryły odtajnione dokumenty? » Historykon.pl

Czy Trzecia Rzesza była w stanie zbudować broń atomową? Fragment książki „Druga wojna światowa. Inna historia” ujawnia zaskakujące fakty z odtajnionych dokumentów. Niemieccy naukowcy, pracując nad Uranprojektem, mieli skonstruować pierwsze bomby jądrowe – mniej potężne od tych

Tytan

w Historia

14piorunów

Front Bałkański w I wojnie światowej część 15, na podstawie "Through the Serbian Campaign -The Great Retreat of the Serbian Army" By Gordon Gordon-Smith wyd. 1916

Poprzednie części pod tagiem

Transport był jednak trudny do znalezienia. Wszystkie warte zabrania konie i powozy zostały już dawno zarekwirowane przez władze wojskowe. Przez dwa dni polowaliśmy wszędzie. W końcu znaleźliśmy starodawny zaprzęg w opłakanym stanie i parę koni, których armia nie chciała. Koła i resory zaprzęgu wydawały się jednak sprawne i to było najważniejsze. Tego samego nie mogłem powiedzieć o koniach. Jeden z nich był całkowicie ślepy, a drugi wydawał się mieć zwichrowany kręgosłup. Ponieważ zamierzaliśmy zawsze opuszczać pojazd w bezpiecznej odległości od linii walki i dosiadać zwierząt, gdy faktycznie znajdują się z przodu, ślepe zwierzę było bezużyteczne. Po kilku poszukiwaniach odkryliśmy trzecie zwierzę, kasztana podobnego do żyrafy. Był to austriacki koń schwytany podczas pierwszej kampanii. Został ciężko ranny w klatkę piersiową przez odłamek pocisku i nie był w żaden sposób pożądanym nabytkiem, ale był to przypadek "Hobson's choice". Cena za powóz i dwa koniki, wraz z uprzężą i kilkoma zabytkowymi siodłami, wynosiła 1100 dinarów, co stanowiło około dwukrotność ich wartości. Ale albo to, albo nic, więc musieliśmy się zadowolić kiepską fuszerką. Ponieważ konie wyglądały na wygłodzone, postanowiliśmy dać im dwadzieścia cztery godziny odpoczynku i dobrze je nakarmić przed wyruszeniem w drogę. Po południu we wtorek, 2 listopada 1915 roku, wyruszyliśmy do Kruševaca w poszukiwaniu Drugiej Armii. Przed południem zjedliśmy obiad w mesie Sztabu Głównego. Dowiedzieliśmy się, że wydano rozkaz opuszczenia Kruševaca i udania się do Raszki w Sandżaku w Nowym Bazarze, w połowie drogi między Kraljewem a Mitrovicą. Otrzymano wiadomość o upadku Kragujevaca. Armia nie była w stanie uratować ogromnej masy materiałów wojennych, które musiały zostać zniszczone. Obejmowało to dziesięć tysięcy namiotów, tysiące mundurów, setki tysięcy nabojów i tysiące pocisków. Serbska rządowa fabryka karabinów i pistoletów zainstalowana kosztem kilku milionów franków została wysadzona w powietrze. Rząd i Korpus Dyplomatyczny powróciły do koczowniczego trybu życia i opuściły Kraljevo na rzecz Mitrovicy. Położenie nieszczęsnych zagranicznych dyplomatów nie było godne pozazdroszczenia. Nie mieli oni możliwości ani komunikowania się ze swoimi rządami, ani otrzymywania od nich instrukcji. Ale nieubłagany postęp armii niemieckiej i bułgarskiej przenosił ich z jednego miasta do drugiego. Za każdym razem zmiana była na gorsze.

Było około trzeciej, kiedy opuściliśmy miasto. Stwierdziliśmy, że drogi są w strasznym stanie. W większości były to zwykłe tory dla wozów i idealne morza błota. Powóz przez połowę czasu przedzierał się przez dwie stopy twardej gliny. Dwa razy utknął aż po osie i udało się go wydostać tylko dzięki przyjacielskiej pomocy przejeżdżającego zaprzęgu byków. Oba nasze konie, kasztan podobny do żyrafy, który miał na imię Juliusz, i jego partner (którego nazwałem Cezar), zapchlony siwy, postrzegały serbskie błoto i wysiłek, jaki się z nim wiązał, z głęboką dezaprobatą. W miejscu, gdzie droga z Kruševac łączy się z główną drogą biegnącą do Stalatch, natknąłem się na pół tuzina brytyjskich żołnierzy należących do ciężkiej baterii broniącej Belgradu. Siedzieli przy drodze, przygotowując nieunikniony dzbanek herbaty, bez którego szczęście Tommy'ego Atkinsa nie jest kompletne. Powiedzieli mi, że ich bateria była w drodze do Niszu i że działa zostały już załadowane w Stalatch. Odległość sześćdziesięciu kilometrów pokonali na kilku wozach zaprzężonych w byki. Byli głęboko nieświadomi tego, co dzieje się w Serbii i na świecie zewnętrznym, ale byli odpowiednio pogodni. Nalegali, abyśmy poczęstowali się ich herbatą i przynieśli dzbanek równie nieodzownej marmolady, która, jak dumnie oświadczyli, była jednym z niewielu przedmiotów, które przetrwały bombardowanie Belgradu. Zostawiłem ich ładujących swój wóz i wydających rozkazy swoim wożnicom w dziwnym, ale najwyraźniej skutecznym serbskim.

Było już ciemno, gdy dotarliśmy do Ćićevac, pierwszego etapu naszej podróży; zderzenie z balustradą mostu złamało listwę wozu i zmusiło nas do zatrzymania się na noc. Problemem było znalezienie kwatery i jedzenia. Każda wioska za frontem była przepełniona uciekinierami z kraju opanowanego przez Niemców. Każdy budynek publiczny był zapchany; ludzie spali na słomie, po dwudziestu w pokoju, w każdym dostępnym domu. W wiejskiej gospodzie zaopatrzenie w żywność sprowadzało się do nieuniknionego „sznycla”, który w tym przypadku był mocno przypalonym kawałkiem wieprzowiny. Mieliśmy jednak szczęście znaleźć w gospodzie miejscowego zawiadowcę, który gościnnie zaoferował nam sypialnię na stacji kolejowej. Kiedy tam dotarliśmy, zauważyliśmy, że zaczął się już pakować do wyjazdu. Wraz z nim był młody urzędnik Ministerstwa Handlu, który został wysłany do zniszczenia magazynów i taboru kolejowego. Ćićevac był punktem, w którym przechowywano serbskie magazyny kolejowe. Ponad sto wagonów zostało załadowanych akcesoriami, w tym dziesiątkami maszyn do pisania, papierem i materiałami biurowymi, mundurami itp., ale okazało się, że nie można ich przenieść, ponieważ każda bocznica między Stalatch a Niszem była tak zatłoczona, że nie było miejsca na ani jeden dodatkowy wagon. Kiedy wszystko zostało stracone na tym odcinku, powiedziano mi, że władze serbskie zamierzają wypełnić cały tor od Ćićevac do Nish taborem kolejowym od jednego końca do drugiego i wysadzić wszystkie mosty, aby uczynić linię bezużyteczną. Nowe amerykańskie lokomotywy, które zostały dostarczone dopiero w 1915 roku, zostały umieszczone w długim tunelu na linii bocznej, a każdy koniec tunelu został wysadzony w powietrze, tak aby nie uległy zniszczeniu. Wieści z frontu nie były zachęcające. Niemcy posuwali się naprzód powoli, ale skutecznie.

Wielkim rozczarowaniem dla ludności serbskiej było niepowodzenie w powstrzymaniu natarcia pod Bagrdanem. Bagrdan znajduje się na linii gór na wschód od Kragujevaca, a jego siła jako pozycji wojskowej jest w Serbii legendarna. Przez pięćdziesiąt lat naród serbski uważał Bagrdan za bastion chroniący przed inwazją. To, że nie udało się powstrzymać niemieckiego natarcia, bardzo przygnębiło armię i ludzi. Niepowodzenie obrony Bagrdanu nie jest zaskakujące. Niemcy zdawali sobie sprawę z siły tej pozycji, podobnie jak Serbowie, i starali się nie przeprowadzać na nią frontalnego ataku. Po prostu skoncentrowali na pozycji wystarczające siły, by utrzymać Armię Serbską w szachu, a następnie, wykorzystując swoją przewagę liczebną, wysłali dwie kolumny, by obejć pozycję. Zmusiło to armię serbską do wycofania się. Jednym z pierwszych rezultatów było zdobycie przez wroga Kragujevaca. Od tego momentu Niemcy stale posuwali się naprzód na każdym brzegu Morawy. Siedem serbskich dywizji przeciwko osiemnastu niemieckim dywizjom było wyzwaniem, którego nie wytrzymała nawet armia króla Piotra. Przez całą noc przez stację przetaczał się pociąg za pociągiem, załadowany wojskowymi zapasami i wypełniony uciekającymi wieśniakami. Następnego ranka zawiadowca stacji obudził mnie o 7.30 słowami: „Niemcy nadchodzą!”. Z jego tonu można było przypuszczać, że kawaleria jest na obrzeżach. Prawdziwym powodem, który wkrótce odkryłem, było jego pragnienie, abym ewakuował swoje sypialne kwatery, ponieważ wóz z wołami był już przy drzwiach, aby przetransportować meble w bezpieczne miejsce.

Postanowiliśmy zostawić wóz tutaj i pojechać na front, ponieważ wóz w nagłym odwrocie może być nieporęczny. Osiodłaliśmy więc konie i pojechaliśmy do oddalonego o dwadzieścia kilometrów Paraćina. Paraćin zastaliśmy w stanie znacznego podniecenia. Grzmot dział zbliżających się coraz bardziej świadczył o zbliżaniu się wroga. Bitwa szalała pod Ćupriją, około czterech mil za miastem. Druga Armia zajmowała wzgórza po obu stronach doliny, przeciwstawiając się siłom niemal dwukrotnie silniejszym. Niemiecka taktyka była prosta, ale skuteczna. Otworzyli ogromny i najwyraźniej masowy ogień do serbskich pozycji z dział i haubic każdego kalibru. Zauważyłem jednak, że nie posiadali już tak potężnych dział, jakie widziałem w akcji pod Palanką; 15-centymetrowe działo wydawało się najcięższą artylerią, jaką mieli przy sobie. Pociski spadały setkami na każdą milę kwadratową serbskich pozycji. Po około dwóch godzinach tego masowego bombardowania zaczęliśmy dostrzegać grupy piechoty, liczące od dwudziestu do pięćdziesięciu żołnierzy, posuwające się naprzód. Kiedy znaleźli się w zasięgu karabinów, zaczęli się rozstawiać i otwierać ogień do serbskich pozycji. Gdy tylko serbska piechota zaczęła odpowiadać, telefon polowy, w który uzbrojona była każda z niemieckich grup nacierających, przekazał artylerii na tyłach dokładną pozycję okopów. Chwilę później na serbskie linie posypała się lawina odłamków i pocisków, podczas gdy w tym samym czasie cięższe niemieckie działa otworzyły „tir de barrage” na terenie dwóch mil na serbskich tyłach, aby utrudnić odwrót lub uniemożliwić sprowadzenie posiłków.

Serbska piechota skarżyła się, że z wyjątkiem tych grup uderzeniowych, które wycofywały się, gdy tylko zmusiły Serbów do ujawnienia ich pozycji, prawie nigdy nie widzieli niemieckiego żołnierza piechoty i musieli wycofywać się przed burzą pocisków i odłamków. Było jasne, że zdobycie Ćupriji to tylko kwestia godzin, więc postanowiliśmy wrócić do Paraćina. Ponieważ sztab Drugiej Armii miał przybyć do tego miasta wieczorem, postanowiliśmy pozostać tam na noc. Przy trzydziestu tysiącach uchodźców w mieście liczącym dwanaście tysięcy mieszkańców nie było łatwo znaleźć pokój, ale burmistrz uprzejmie udostępnił nam opuszczony dom, a także, co było jeszcze ważniejsze, znalazł jedzenie i miejsca dla naszych koni. Następnego ranka mieszkańcy sąsiedniego domu obudzili nas wiadomością, że Niemcy atakują miasto, a ogień piechoty jest wyraźnie słyszalny. Kiedy wyszliśmy na zewnątrz, okazało się, że to przesada, ale serbski pociąg towarowy przelewał się przez miasto - wyraźny znak, że rozpoczął się odwrót. Miasto było w szaleńczym podnieceniu z dwóch powodów - po pierwsze, z powodu zbliżania się Niemców, a po drugie, ponieważ wydano rozkaz rozdania mieszkańcom wszystkiego, co znajdowało się w magazynach wojskowych, aby zapobiec wpadnięciu ich w ręce wroga. W rezultacie widziałem setki ludzi niosących dziesiątki par butów, mundurów, bielizny, chleba, sucharów itp. W południe, gdy kolumny z zaopatrzeniem i amunicją bezpiecznie opuściły miasto, generał Stiepanowicz i jego sztab, po ustawieniu silnej straży tylnej, aby jak najdłużej opóźniać niemieckie natarcie, wyruszyli do Razhan, miasta oddalonego o około dwadzieścia mil, z którego droga prowadziła do wejścia na przełęcz górską prowadzącą z Kruševaca do Kuršumliji.

Lider

w Historia

49piorunów

Dzień dobry,
Poniższe zdjęcie pochodzi zapewne już 1945 roku, a przedstawia ona Tygrysa 2 o numerze 213 oraz oraz żołnierzy brytyjskich, którzy podziwiają wrak, a obok zaparkowany Bren Carrier

Tygrys 213 był dowodzony przez SS-Obersturmführera Helmuta Dollingera, który wraz z innym wozem tego typu o numerze 221 21 grudnia 1944 walczył z kilkunastoma amerykańskimi czołgami. Niemiecki pojazdy zostały na tyle uszkodzone, że załogi zostały zmuszone do ich opuszczenia.

Tygrys ten stoi tam do dziś: https://maps.app.goo.gl/6iUJm6nvLJX9rC93A

Fanatyk1piorunów

@Rzeznik tego typu powiadasz...

Gruba ryba1piorunów

Na moje oko w d⁎⁎ie mają podziwianie bren carierra 😛 Chyba, że to niefortunna konstrukcja zdania xd

Pokaż więcej komentarzy (3)

Autorytet

w Historia

19piorunów

Niepokojące fakty ze Średniowiecza
Między 1600 a 1700 rokiem, odwiedzając Pałac w Wersalu w Paryżu, można zauważyć, że pomimo całego przepychu, budowla ta nie posiadała łazienek.
W średniowieczu nie istniały szczoteczki do zębów, dezodoranty, perfumy ani tym bardziej papier toaletowy. Ludzkie odchody były wyrzucane bezpośrednio przez okna pałacu.
Podczas świąt kuchnie Wersalu przygotowywały bankiety dla 1500 osób, nie zachowując przy tym żadnych standardów higieny.
Na współczesnych przedstawieniach postaci z tamtych czasów często widzimy ludzi wachlujących się wachlarzami, ale powodem nie była temperatura. Pod spódnicami dam unosił się silny zapach, ponieważ nie stosowano żadnej higieny intymnej. Prysznice były rzadkością ze względu na zimno i niemal całkowity brak bieżącej wody.
Tylko szlachta mogła liczyć na służących, którzy ich wachlowali, by rozproszyć nieprzyjemny zapach ciała i oddechu oraz odstraszyć owady.
Obecnie odwiedzający Wersal podziwiają wspaniałe ogrody, jednak za czasów monarchii były one również używane jako toalety podczas słynnych dworskich zabaw, ponieważ brakowało łazienek.
W średniowieczu większość ślubów odbywała się w czerwcu, na początku lata. Dlaczego? Pierwsza kąpiel w roku miała miejsce w maju, więc w czerwcu zapach był jeszcze znośny. Aby jednak zamaskować ewentualne nieprzyjemne wonie, panny młode nosiły bukiety kwiatów blisko ciała, co dało początek tradycji bukietu ślubnego.
Kąpiele odbywały się w dużej wannie napełnionej ciepłą wodą. Głowa rodziny miała przywilej kąpania się jako pierwsza, po czym kolejno kąpali się pozostali członkowie rodziny według wieku. Niemowlęta kąpały się na końcu, a woda była już tak brudna, że mogła stać się dla nich śmiertelnym zagrożeniem.
Dachy domów często nie miały wewnętrznego sufitu, a drewniane belki stanowiły schronienie dla zwierząt, takich jak psy, koty, szczury i karaluchy. Kiedy padał deszcz i dach przeciekał, zwierzęta te skakały na podłogę.
Ci, którzy mogli sobie na to pozwolić, używali cynowych talerzy, ale niektóre pokarmy, takie jak pomidory, powodowały utlenianie cyny, co prowadziło do śmiertelnych zatruć. Przez wiele lat pomidory były uważane za trujące.
Do picia piwa lub whiskey używano cynowych kubków, a połączenie napojów alkoholowych z tlenkiem cyny mogło wywoływać stany nieprzytomności przypominające narkolepsję. Osoby przechodzące ulicą mogły pomyśleć, że ktoś zmarł, a ciało było zabierane i przygotowywane do pogrzebu.
Zmarłego kładziono na stole w kuchni, gdzie rodzina i przyjaciele czuwali, jedli i pili, czekając, czy przypadkiem się nie obudzi. W ten sposób powstała tradycja czuwania przy zmarłym.
W Anglii, z powodu braku miejsca na cmentarzach, groby były ponownie wykorzystywane. Szczątki usuwano i przenoszono do ossuariów. Otwierając stare trumny, często znajdowano zadrapania po wewnętrznej stronie wieka, co wskazywało na to, że osoba została pochowana żywcem.
Wtedy powstał pomysł, by przywiązywać do nadgarstka zmarłego sznurek, który przechodził przez otwór w wieku trumny aż do dzwonka umieszczonego na zewnątrz grobu. Przez kilka dni ktoś czuwał, a jeśli „zmarły” się obudził, poruszając ręką, wprawiał w ruch dzwonek.
Wyrażenie „uratowany przez dzwonek”, którego używamy do dziś, pochodzi właśnie od tej praktyki.

https://wykop.pl/wpis/79818275/taka-ciekawostka-niepokojace-fakty-ze-sredniowiecz

///
Co jakiś czas (raczej nie często) będę przeklejał z wykopu (najciekawsze moim zdaniem) wpisy z Mirko.
Będą się pojawiać pod tagiem z początku tego wpisu - możecie go obserwować lub nawet teraz dodać na czarnolisto. Nie będzie w nim oczywiście polityki ani treści spod tagów które uważam za spam czy patologie typu: famemma, przegryw, mlm, glupichzabaw itp oraz heheszków (bo te maja własny tag) ale nie spodziewajcie się poezji bo tej na Mirko nie ma.
Wielu z was już nie zagląda na Wykop więc pomyślałem ze te ciut "ciekawsze" treści warto dodać na Hejto które ilością contentu nie grzeszy.

GURU19piorunów

Komentarz usunięty

GURU4piorunów

Komentarz usunięty

Autorytet1piorunów

@UmytaPacha nom. Zauważyłem. Ale nie chciałem w niego ingerować.
@Opornik tego nie wiem. Ale społeczności maja to do siebie że trafi sie ktoś kto może zweryfikować a wpis był ciekawy więc ... dobry to pomysł nawet na rozpoczęcie dyskusji.

Gruba ryba5piorunów

@Opornik @UmytaPacha tak mi się przypomniało, że op ostatnio stwierdził że podkolorowywanie rzeczywistości dla plusów jest w porządku

GURU0piorunów

Komentarz usunięty

GURU7piorunów

Zmień kryterium wybierania wpisów, ten nie jest ciekawy, ani tym bardziej rzetelny

Autorytet0piorunów

@Ragnarokk spokojnie. Trafią sie pewnie jeszcze gorsze wpisy :-]
Ale w tym tygodniu będzie też jeden znacznie lepszy.
Jutro czy w środę (czeka na swoją kolej).

GURU0piorunów

Komentarz usunięty

Autorytet0piorunów

@UmytaPacha Chodzi raczej o to że będą tez bardziej lajtowe zapożyczenia z Mirko, z bardziej rozrywkowych tagów.

Pokaż więcej komentarzy (14)

GURU

w Historia

10piorunów

20 stycznia 1320 roku obyła się koronacja Władysława Łokietka » Historykon.pl

Tego dnia 1320 roku odbyła się koronacja Władysława Łokietka na króla Polski z rąk arcybiskupa gnieźnieńskiego Janisława Koronacja Władysława Łokietka na króla Polski była pierwszą, która miała miejsce na Wawelu. Stała się symbolicznym zakończeniem długiego okresu rozbicia