Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#nostalgia

Fanatyk

w Hydepark

42piorunów

Z racji tego, że @Trypsyna pod tagiem przypomniała o tak ważnym słowie jak "nostalgia" a @BapitanKomba wywołał mnie niejako do tablicy w temacie chciałbym podjąć temat.

Pamiętacie te czasy, gdy telewizor był bogiem? Ja pamiętam chociaż było to dawno. W latach 90. Ale po kolei. W moim domu telewizor zawsze był jakoś z boku. Owszem był, oglądało się, ale "stary w fotelu", to raczej nie u mnie. Chyba, że z książką, albo gazetą. To, jak mawiał klasyk "można... jeszcze jak". Natomiast u wielu moich kolegów i koleżanek telewizor pełnił rolę ołtarza do którego rodzice, a przeważnie ojciec rodziny przykuty był niemal, jak bracia Daltonowie z kreskówki o pewnym kowboju do kuli u nogi. Powrót głowy rodziny do domu równał się odpaleniu telewizora i oglądaniu w zasadzie czegokolwiek. Język korpo i influencerek z Instagrama używa często pojęcia "game changer". Czymś takim była w świecie "typowego starego" kablówka. Połowa osiedli się okablowała. Oznaczało to zwykle plus 100 kanałów w telewizji. Raj. Ojciec na kanapie mógł teraz oglądać serial klasy B po niemiecku, albo włoskie wiadomości a w gozinach wieczornych ponętną pani zza zachodniej granicy szeptała mu do uszka "ruf mich an" oferując telefoniczne uciechy za kilka marek. Ponadto telewizor był ważnym punktem zbornym imprez rodzinnych. Familia przy stole a w tle telewizor podkręcony niemal na full nadaje wiadomości, informacje z rynku świń, którymi żyłby przez tydzień Piechociński, albo retransmituje mecz naszej kadry biorącej w tyłek 3:0 z Azerbejdżanem, na ekranie rozmnażają się gibony, żołnierze giną na Bałkanach a w Srebrenicy dokonano masakry ludności cywilnej. Nic to. Rodzina wsuwa obiad, jak włoski kot Makłowicza wsuwał ricottę. Sam pamiętam, jak przychodziłem do mojego kumpla Krzyśka, gdzie tzw. pan domu wydawał się niemal przyklejony do fotela przed ekranem. Sporym szokiem był dla mnie dom jednej z koleżanek, gdzie telewizor grał nawet, gdy nikogo nie było w pokoju a, gdy go ktoś wcisnął przycisk OFF na pilocie, to ojciec potrafił z kibla zawołać "kto wyłączył?". Dziś mam wrażenie, ze telewizor pełnił trochę rolę internetu. Po prostu był zawsze w domu, więc stale się z niego korzystało. Musiał być w centralnym punkcie, by dawać wszystkim domownikom łatwość dostępu.

Na koniec taka anegdotka od kogoś, kto wychował się w mało telewizjożernym domu. Przyszła do nas kiedyś sąsiadka i pierwszym pytaniem jakie zadała było "wy nie macie telewizora?". Bowiem u nas telewizor nie stał w punkcie centralnym tzw. salonu (salon w mieszkaniu w bloku, to też dobre swoją drogą), tylko z boku wciśnięty we wnękę w regale. Brak telewizora. Nie, tak nie można było żyć 😉

Lider2piorunów

@WatluszPierwszy guwniorz nie przełaczy kanału jeżeli usiądziesz na pilocie ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Gruba ryba1piorunów

@WatluszPierwszy no telewizor w centrum. Ja miałem tylko cztery kanały, bo na moje zadupie telewizja nie dochodziła, a dekodery i TV cyfrowa to dopiero później. Ojciec przyssany do ekranu, ku⁎⁎⁎⁎cy na widok Buzka czy tam innego Cimoszewicza to codzienność. Do tego obiady i wszystko inne przy TV, choćby to miały być TV Mango

Pokaż więcej komentarzy (10)

Gruba ryba

w Hydepark

30piorunów

Legenda głosi że ktoś kiedyś grał w pełną wersję tej gry

Sum0piorunów

Szkoda, że gatunek za bardzo sie nie rozwinął. Jakieś nowsze bridge buildery mają usprawnioną grafikę, levele czy UX, ale sama mechanika budowania mostów to prawie to samo co pontifex 2.

Pokaż więcej komentarzy (8)

Fanatyk

w Hydepark

30piorunów

Dzieci z żoną na wakacjach, więc mam czas na różne bzdury. Wczoraj czekjąc na mecz postanowiłem odświeżyć sobie po latach serial "Z Archiwum X". Oglądałem go w czasach licealnych, gdy prezentowała go TVP2 i stwierdziłem, że czasami fajnie jest skonfrontować się po latach z czymś, co niegdyś przykuwało mnie do ekranu telewizora na te 45-50 minut. Nie miałem jednak za bardzo ochoty na oglądanie od początku odpaliłem więc dwa randomowe odcinki z pierwszej serii. No i poległem. Nie potrafię już tego oglądać. Jawi mi się, to jak jakiś horror klasy B pomieszany z serialem typu " Czy boisz się ciemności". Jak agent Mulder odpowiada na zaczepkę jednego z bohaterów "używam damskich perfum, ale o męskim zapachu", to prychnąłem aż mi poszła kawa nosem. To jakieś mrugnięcie okiem i beka z konwencji filmów o twardzielach? Jeśli tak, to spoko. Rozbawiło mnie. Jeśli nie, to przepraszam, ale wyszło zabawnie. Same historie też mnie nie wciągnęły. W połowie odcinka w którym jakiś wilkopodobny koleś morduje ludzi stwierdziłem, że to co robię jest zwyczajną stratą czasu. Kolejny odcinek też o jakimś mordującym "kimś" znudził mnie już po kilkunastu minutach a "niepokojący" klimat raczej mnie bawił niż powodował gęsią skórkę. Dziękuję. Straciłem jakąś godzinę życia, by przekonać się, że czasami nostalgia i wspomnienia ze szkolnych lat nie wystarczają.

Gruba ryba1piorunów

@WatluszPierwszy spokojnie, zaraz się rozkręci.

No zestarzał się. Pamiętam jakoś w 2010 z bratem oglądaliśmy to częściej bekę mieliśmy niż na serio. Pierwszy sezon to też średnio, bo wszystko musiało się rozruszać

Pokaż więcej komentarzy (18)

Gruba ryba

w Gry

26piorunów

Dziewczyna znalazła u siebie pudełko z „Need for Speed Underground 2”, które właśnie instaluję, i o rany, jaka nostalgia.

Raz, że musiałem wygrzebać odtwarzacz DVD na USB, bo przecież w komputerze takiego nie posiadam.

Dwa, że trzeba było wpisać klucz licencyjny.


Trzy, że w połowie instalacji trzeba było zmienić płytkę.

Dzisiejsze czasy są jednak o wiele wygodniejsze, bo jednakże trochę tęsknię za zabawą z instalowaniem „Dungeon Siege 2”, które wraz z dodatkiem i spolszczeniem miałem na pięciu czy sześciu płytach. : D

Gruba ryba1piorunów

Low low low low low

Bądź fajny i powiedz na ile zmieniły się ściganki w latach 99-2026.

Gruba ryba1piorunów

ja nawet jak znajde plytke i chce pograc to wpisuje w tazatokapiratow.org "tytulgry gog", bo szybciej, wygodniej, i jest szansa, ze zaktualizowali jakos pod nowe systemy i sprzet

Pokaż więcej komentarzy (12)

Fanatyk

w Hydepark

78piorunów

Mieliście jakieś fajne miejscówki na spotkania i grupy znajomych, które wspominacie z nostalgią?
U mnie znajdzie się takich kilka, niektóre w jakiś sposób mnie ukształtowały, nie zawsze na lepsze xD

---

Jak szłam do gimbazy to jeszcze nie miałam takiej stałej paczki znajomych. Były co prawda dzieciaki z podwórka ale to był ten czas, gdy zaczęłam od nich trochę odstawać wiekowo, bo w tamtym czasie 2-4 lata różnicy to była ogromna przepaść. Ponadto moje 'odejście' zostało pięknie przypieczętowane. Któregoś dnia odebrałam od koleżanki z podwórka kasetę, na którą miała mi nagrać nowy album Britney Spears. Zbyła mnie wyjątkowo szybko, a w domu, kiedy puściłam taśmę, okazało się że na początku kasety, przed nagranym albumem jest wiadomość głosowa od niej i kilku innych koleżanek zaczynająca się od chóralnego 'My cię już nie lubimy, bo dziwna zrobiłaś się' xD a potem każda po kolei się przedstawiła i pięknie wygarnęły mi za co dokładnie już mnie nie lubią, nie szczędząc słownictwa nie przystającego na podbazę xD
W każdym razie na własnym podwórku byłam spalona. Trochę pszykro, bo nikt wcześniej nie dał mi do zrozumienia, że odwalam może jakieś szambo czy coś. Ale tak chciało życie i dziecięca logika.

---

OPUSZCZONE
Nie powiem abym po tym szukała jakiegoś punktu zaczepienia w innych grupach, bo introwertyzm mocno, wtedy jeszcze wręcz skrajny, plus fakt że raczej gdzie się nie zjawiałam tam mnie raczej odrzucali, bo jak ktoś się nie odzywa to do d⁎⁎y taki kontakt.
Ale coś się zaczęło zmieniać. Miałam w klasie taką koleżankę, która była bardziej otwarta na innych i miała znajomości też w innych klasach. A tak się złożyło, że mieszkałyśmy na jednej ulicy, naprzeciwko siebie, więc razem chodziłyśmy do szkoły. Zwykle ulicami, ale była też opcja przejść na skróty przez pobliskie podwórko.
I właśnie na tym podwórku jej znajoma wkręciła nas do gimbazjalistów z naszego i pobliskiego gimbazjum. Spotykali się tam wszyscy, którzy po drodze do szkoły mieli to podwórko, a nawet z nieco oddalonych ulic. Nazywaliśmy je OPUSZCZONE.
Dlaczego tak? Właściwie to nieco niefortunnie, ponieważ nasza miejscówka była od strony nowo wybudowanego bloku. Była przelotówka oczywiście, po jednej stronie winkiel, po drugiej schodki a wzdłuż ściany budynku był betonowy podest, który chyba ochraniał poniższe piwnice przed zalaniem. I na początku głównie ten podeścik służył nam za miejsce do siedzenia.
Kiedy w grę wchodziła alkoholizacja, to siedziało się za winklem. Zresztą wszyscy byliśmy tam niepełnoletni więc większość paląca też miała gdzie się ukryć bo pały najczęściej wyskakiwały znienacka.
W późniejszym czasie mieszkańcy zaczęli się skarżyć na smród fajek lecący im do okien, więc murek zabudowano, ale nie przeszkodziło nam to siedzieć na schodkach i za winklem.
A jeśli chodzi o pochodzenie nazwy Opuszczone, to wzięła się właściwie z tego, że było to spore podwórze, z masą nieczynnych ale niewielkich zabudowań, magazynowych i innych. Wszystko oczywiście wyglądało tak jak podobne im na początku XXI wieku.
Ludzie:
Ja chodziłam do tego bardziej odległego gimnazjum, więc ode mnie przychodziły tam w porywach 4 osoby łącznie ze mną. Do dziś nie wiem dlaczego miałam rejon w tej dalszej szkole.
Cała reszta to były dzieciaki z bliższego gimnazjum.
Przekrój ludzi był niezbyt spory. W większości były to punki i metale, raczej mniej ambitne, część brała już dragi, miała problemy z chodzeniem do szkoły i robili różne odpały. Absolutnie nie każdy taki był, myślę, że połączyliśmy się tam subkulturowo, bo reszta kultury mocno kulała.
Cieszyłam się wtedy, że mogę czuć się częścią jakiejś grupy, chociaż do swoich znajomych zaliczałam tam tylko garstkę. To właśnie tam poznałam moją najlepszą psiapsiółę, która jest przy mnie już dobre ćwierć wieku. Z dużą częścią z nich nigdy nawet nie gadałam albo ograniczałam się do samego 'cześć'. Wtedy nie wiedziałam, że da się lepiej trafić.
Niektórzy bywali agresywni, z powodu dragów lub innych życiowych problemów. Kiedyś wracając ze szkoły sama, przechodziłam przez Opuszczone, zauważyłam że siedzą tam dzieciaki, z którymi raczej nie gadałam, więc rzuciłam tylko cześć i chciałam iść dalej. Podbiegła do mnie jedna z dziewczyn i do mnie z tekstami w rodzaju 'co ty na mój temat ploty, farmazony rozpowiadasz'.
No zatkało mnie, bo ja raczej nie byłam z tych co chcieli komuś szkodzić, a już na pewno nie pamiętałam abym o niej cokolwiek mówiła. Próbowałam to wyjaśnić, ale ona zdecydowanie chciała zaczepki i zaczęła mnie popychać. Obesrana byłam strasznie, bo nie wiedziałam co się dalej wydarzy, reszta towarzystwa podśmiechiwała z całej sytuacji, na szczęście jeden z chłopaków zlitował się nade mną i odciągnął agresywną koleżankę. Po tym czasie długo się tam nie pojawiłam, a potem tylko w towarzystwie. W każdym razie nie było to już dla mnie to samo miejsce.

Przesiedziałam tam do końca gimnazjum, początek liceum oznaczał inną drogę do szkoły i z wieloma osobami też zaczęłam się odsuwać, poznając nowe, licealne towarzystwo.

---

GÓRKA
Pierwsza klasa liceum to były właściwie nudy. Spędzałam czas tylko z chłopakiem, który chodził ze mną do klasy i jego kolegą. Czasami też spotykałam się na fajce z ziomkiem z innej klasy, którego poznałam wcześniej na Opuszczonym. Poza lekcjami grałam w kąkuter, czasem spotykałam się z ludźmi z Opuszczonego, z którymi znajomość przetrwała próbę czasu.
Ale od 2 klasy zaczęła się jazda.
Do mojej szkoły trafiły osoby, które też znałam z Opuszczonego lub innych miejsc. W tym czasie zmieniłam też nudną klasę na bardzo fajną, gdzie miałam 3 super ziomków, z którymi spędzałam sporo czasu. W trakcie przerw wszyscy spotykaliśmy się na fajce, zaczęły dochodzić nowe osoby, znajomi znajomych i to było WYBORNE towarzystwo, z całej szkoły chyba z 15-20 osób. Dream team. I to była pierwsza grupa, w której czułam się tak dobrze. Oczywiście ci znajomi mieli też znajomych z innych szkół, spotykaliśmy się z nimi w weekendy na wyspie, garncarzu, nad Odrą, wszędzie gdzie dało się spokojnie raczyć tanim winem i harnasiem. Wiadomo, że nie byłam ze wszystkimi blisko, ale oni dawali mi prawdziwe poczucie wspólnoty w której dobrze się czuję. Wszyscy punko - metale, taki mieliśmy klimat.
Czasem jak się spotykaliśmy, to była nas grupa aż kilkudziesięciu osób, wszyscy jeden cel.
Z tej grupy wyłoniła się moja najukochańsza paczka, z którymi widywaliśmy się niemalże codziennie. Jakoś tak wyszło, że większość mieszkała blisko mnie i w pobliżu mieliśmy park na którym była GÓRKA. Upatrzyliśmy sobie miejsce na jej zboczu, na schodkach, w ustronnym miejscu.
Początkowo było nas parę osób, z czasem grupa się rozrastała, z wieloma z nich mam do dziś kontakt. Byli to ludzie, których szczerze kochałam. Nie było wśród nas patologii, dragów, większość ambitna i z dobrych domów. Wiadomo, prawie każdy palił i alkoholu nie odmawiał, ale takie to byli czasy, nie to co dzisiejsza młodzież 😅
Właściwie przez większość czasu w tygodniu po szkole ktoś tam siedział. Nie było nudy, śpiewaliśmy piosenki, odrabialiśmy lekcje, snuliśmy plany na przyszłość i najbliższy weekend.
W tym wieku czas leci inaczej i ta pierwsza jesień z nimi wydawała się trwać wieczność. Kiedy nastała zima, nasze codzienne spotkania zostały zaburzone.

---

BUNKIER
Tak na prawdę to nie był bunkier, tylko opuszczona altana nad Odrą, którą kiedyś wypatrzyliśmy. Nie było tam drzwi, było za to jedno zakratowane okienko i niewielka dziura w suficie. Z czasem zaczelśmy się tam urządzać. Ktoś przyniósł jakiś stary dywan, kto inny duży pergamin na którym robiliśmy rysunki aby ozdobić ściany. Siedzieliśmy przy świecach, gadaliśmy, śpiewaliśmy piosenki. Klimatu tego miejsca nigdy nie zapomnę, jak zebrało się nas więcej to nawet nie było tak zimno.

---

ŁAWKI
Na wiosnę wróciliśmy do parku, ale tym razem nie na górkę lecz pobliskie ławeczki ze stolikami na których były plansze szachowe. Zazwyczaj mieliśmy obok towarzystwo miejscowych dziadków co przychodzili rozgrywać partyjki, nawet czasem pogadaliśmy. Niestety wraz z rozrostem grupy, pojawiły się pierwsze konflikty. Między innymi dlatego nasze spotkania stały się mniej regularne aż w końcu zupełnie się skończyły, kosztem spotkań w innych grupach i miejscach. Dalej widywaliśmy się w szkole, kto z nami chodził oraz w knajpach, bo pomału wchodziliśmy w dorosłość.

---

TORY
Na tory się chodziło, kiedy nie było kasy siedzieć w pobliskiej knajpie, albo godzina była późna.
Tam trafiłam jeszcze z przyjaciółmi ze szkoły, ale moja grupa pomału zaczynała się wykruszać, to był czas matur, niektórzy spędzali całe dnie na nauce, inni naturalnie zmienili towarzystwo. Niestety z czasem wokół mnie było coraz więcej osób, które przypominały to od czego uciekłam z Opuszczonego, dlatego mój czas na tego typu spotkania dobiegał końca.

---

Od tego czasu już nie miałam takiego miejsca gdzie zawsze mogłam pójść i wiedziałam, że ktoś tam będzie.
Z czasem coraz trudniej było zebrać większą ilość osób, która będzie się cieszyła ze swojego towarzysza i oczywiście miała czas.
Myślałam wielokrotnie, czy nie zorganizować jakiegoś spotkania dla mojej ulubionej górkowej paczki, ale wydaje mi się, że po latach mogłoby to wyjść sztucznie i drętwo. Pomijając kwestię braku czasu w dorosłym życiu, to nie jesteśmy już tymi samymi ludźmi. Niemniej jednak bardzo się cieszę, że mogłam być ich częścią, bo dzięki nim czuję, że przeżyłam wiek nastoletni w pełni.

1. zdj. Bunkier, widok z dziury w suficie
2. zdj. Bunkier wewnątrz
3. zdj. Górka

Osobistość1piorunów

@Shivaa U nas to były stare działki. Było takie miejsce gdzie kilkanaście lat wczesniej były działki komunalne (ROD bodajże) ale takie malutkie. Zdemontowano tam wszystkie płoty i zostawiono tak o na dziko. Był obok nieduży lasek, sporo drzew owocowych, śmierdzirów. W jednym ze śliwkowych zagajników wyrąbaliśmy sobie miejsce na ogniska, to dopiero była zabawa.

Fenomen1piorunów

@Shivaa Było kilka takich miejsc. Najfajniej wspominam kopalnię piasku na Stokach w Łodzi, gdzie paliliśmy ognisko. To miejsce było nad gigantyczną dziurą w ziemi, gdzie koparka na dole wyglądała jak mrówka. Stoki to najwyższy punkt Łodzi, więc w oddali widać było światła miasta i bloki Widzewa nawet nie jak pudełka zapałek ale jak kostki cukru.

Pokaż więcej komentarzy (69)

Fanatyk

w Hydepark

12piorunów

Zafundowałem sobie taką nostalgię, że mi wywaliło skalę. Postanowiłem przy robocie odpalić radio. Takie tradycyjnie z antenką 😉 i włączyć Jedynkę i Lato z Radiem. No dobra ktoś powie, na hejto są starzy ludzie i każdy to pamięta. Ale, ale... poczekajcie. Otóż włączam sobie, leci "Polka Dziadek" i już jest nostalgicznie, ale raczej w skali normy. Po chwili pan Roman Czejarek zapowiada tę piosenkę... i rany... Milion wspomnień. To jedna z pierwszych jakichkolwiek melodii jakie pamiętam z dzieciństwa. Druga połowa lat 80., meble pokryte fornirem, mieszkanie w długim bloku w mieście powiatowym, magnetofon Grundig stojący w pokoju, na ścianie makatka do której przypięta była okładka "Abbey Road" Beatlesów. Mam może 5 lat i pamiętam tylko, że tata nauczył mnie obsługiwać magnetofon. Wkładam kasetę Stilon i wśród raczej rockowych rzeczy, których teraz nie jestem w stanie przywołać w pamięci jest Urszula i "Malinowy król". Nie wiem, kto nagrał ten kawałek z radia, bo gust mojego ojca raczej odbiegał od normy i nie pamiętam, by w domu słuchało się Urszuli, ale do dziś ta melodia włącza mi w głowie całe sekwencje obrazów z wczesnego dzieciństwa.

https://www.youtube.com/watch?v=C9SQcO3Zins

Fanatyk

w Kolej

15piorunów

Kolej: "Żelazny Węzeł", reportaż z 1999 roku pokazujący pracę na stacji w Tarnowskich Górach

"Żelazny węzeł" to 45-minutowy reportaż telewizyjny z 1999 roku zrealizowany przez Canal+. Dokument w pigułce przedstawia 24 godziny z życia ważnej stacji węzłowej w Tarnowskich Górach. Materiał ukazuje specyfikę i trudy pracy kolejarzy oraz funkcjonowanie infrastruktury

Fanatyk

w Hydepark

16piorunów

trochę

Moje dzieciaki dziś sobie pospały do 10:00. Wiadomo wakacje.

Tak sobie pomyślałem, że spytam, jak to było u Was w wakacje. Spaliście do południa czy od razu rano rodzice Was do czegoś gonili? Ja w domu miałem święty czas. Rodzice uważali, że skoro cały rok szkolny biegam co rano do budy, to w wakacje mam pełną swobodę. Jak miałem ochotę wstać o 8:00 i lecieć na rower z kolegami, to droga wolna a jak chciałem leżeć w łóżku do obiadu, to proszę bardzo. Natomiast u mojej żony i niektórych kumpli było zupełnie inaczej. Od rana wyznaczone zadania bo "masz wakacje, to zrobisz to, masz czas żeby pomóc w tamtym, możesz się zająć tym...".

Pokaż więcej komentarzy (4)

Fanatyk

w Hydepark

28piorunów

Są wakacje, lato, słonko świeci. Postanowiłem więc porzucić na te dwa miesiące ideę przyświecającą mi w tagu i karmić Was czystą nie skalaną myślą złą.

Czy byliście kiedyś w pustej szkole w wakacje? Ja bylem i mimo, że lato i ten cudowny czas pełen beztroski powodował, że szkoła nie była tym o czym chciałem myśleć, to jednak zdarzyło mi się chodzić jej korytarzami w tym czasie. Mama mojego kumpla Marcina była kucharką i kiedyś poszliśmy do naszej podstawówki w wakacje, bo miało się obyć jakieś wielkie sprzątnie kuchni. Postanowiliśmy skorzystać i zobaczyć, jak to jest w szkole, gdy są wakacje. Mama Marcina wpuściła nas tylnym wejściem i... dziwne uczucie. Pusto, głucho, przez okna wpada gorące światło słońca. W klasach stoją puste ławki, gdzieś brzęczy obijając się o rozgrzaną szybę zagubiona mucha. Każdy dźwięk i krok słychać głośniej. Przeszliśmy korytarzem na parterze i poszliśmy na piętro. Stanąłem w oknie i patrzyłem na psute szkolne podwórko. Nieco dalej na boisku kilku chłopaków grało w piłkę. Spod pobliskiego szpitala wychodzili ludzie. Ktoś szedł na zakupy do sklepu. Cisza szkolnego korytarza dziwnie kontrastowała z życiem za oknem. Patrzyłem na to chyba kilka minut. Z tego dziwnego stanu wyrwał mnie głos Marcina "ej zobacz, jak się fajnie ślizga po korytarzu". Pobiegliśmy a raczej poślizgaliśmy się ku schodom i zbiegliśmy na dół. Nie wiem dlaczego, ale do dziś to wszystko dość dobrze pamiętam, mimo że minęło ponad 30 lat.

Gruba ryba1piorunów

@WatluszPierwszy to uczucie nie znika. Często kończyłem późno lekcje, wychodziłem ze szkoły np. 17:00 bo siedziałem w świetlicy i za mną praktycznie zamykano drzwi. Nigdzie nikogo. Ten obraz szkoły, która przed 3-4 godzinami tętniła życiem, hałasem, sprawami, rytmem, teraz taki wyciszony mocno mnie uspokajał. Lubiłem przejść się pustym korytarzem, czasem wybierałem dłużsżą drogę przez wszystkie kondygnacje. I to nawet mimo że nienawidziłem szkoły i jakieś 90% wspomnień mam złe albo bardzo złe.

10 lat po tym jak wyszedłem z podstawówki wróciłem tam w odwróconej roli, prowadziłem zajęcia dodatkowe z angielskiego. Nadal pusta szkoła mocno mnie uspokajała.

Fanatyk1piorunów

Byłem wielokrotnie bo mnie wrobili w latanie ze sztandarem po uroczystościach w wakacje. Miałbym z tego podwyższone zachowanie, wpis na świadectwie i nagrodę na koniec roku. Oczywiście jedyne co dostałem to udar słoneczny.

Szkoła w wakacje kojarzy mi się tylko z zapachem farby olejnej połączonej z chujnią.

Pokaż więcej komentarzy (6)

GURU

w Reklamy

15piorunów

Czerwona Łapa, Kopytko i mama na drugiej linii: historia polskich emocji w 30-sekundowych spotach

Istnieją reklamy, które się ogląda. I takie, które się przeżywa. Polska reklama dała nam obie — czerwoną Łapę, za którą stało całe pokolenie buntu, i głos z offu, który mówił "zadzwoń do mamy" tak prosto, że ścinało krew w żyłach. Daliśmy się zarazić Frugo

Fenomen

w Hydepark

36piorunów

Już za chwileczkę, już za momencik, jadę się spotkać z ziomkami ze szkoły średniej.

Szkoła ta miała miejsce dawno temu, jeszcze kiedy prezydentem był Kwaśniewski. Jako młodzi, niepokorni, zbuntowani chłopcy bez komórek w kieszeni, bardzo do serca braliśmy przykład z głowy państwa, szczególnie w obszarach konsumpcji płynów. A, że to było na ścianie wschodniej, to brak kasy przeszkodą nie był, bowiem na bazarkach można było tanio dostać podejrzanie wyglądający napitek. Były wódki Bolchoy, w prostokątnych, litrowych butelkach. Były także w zieolnych, kwadratowych butelkach wódki: Starka oraz porzeczkówka. Potem, z czasem pojawiać się zaczynały coraz to bardziej dziwne wynazaki, typu wódka w puszce, w kartonie, w plastikowej butelce. Niemniej jednak królem taniego chlania był spirytus zza Buga. Przemycany w pognieconych butelkach po wodzie mineralnej, w słoikach, a nawet raz widziałem w woreczkach. O tym może być inny wpis, bo to temat rzeka.

No więc po latach rozłąki, znowu się spotkamy i niech się starówka w Lublinie ma na baczności, bo wypełźnie dzisiaj i stado dziadów. Nie no, kultura będzie, wiadomo.

Ale nie o tym chciałem. No więc, jak powszechnie wiadomo, kiedy stare capy próbują znaleźć termin spotkania, który będzie każdemu pasował, to jest z rok planowania. Bo wiadomo, jeden ma poligon, inny nockę w pracy, trzeci chore dzieci, czwarty akurat na urlopie gdzieś za granicą, a piątego to w maju żona nie puści. Po całych miesiącach prób, w końcu udało się znaleźć termin!

Jak już data została zatwierdzona, bez żadnego veta, to przyszło nam zarezerwować nocleg. Marzyły nam się obszerne komnaty, pokoje z wielkim TV, co by jakiś meczyk wskoczył na ekran, wygodne sofy i tarasy. Otóż takiego wała, bowiem jak się okazało, dokładnie w ten sam weekend, w Lublinie ma miejsce światowy kongres Świadków Jehowy. Ma kilkadziesiąt tysięcy wiernych zjechać i jak szukaliśmy noclegów, to nas odsyłano z kwitkiem, mówiąc, że na ten weekend, to poszło wszystko już pół roku temu. No i kotwica nam w plecy. Ale data ustalona, jak odpuścimy, to z rok znowu zajmie nam znalezienie dogodnego terminu. Tak więc bierzemy cokolwiek!

Zarezerwowaliśmy dwa mieszkania, każde po 25m2. W każdym z nich zadokuje się po 4 chłopa. Będzie jak w akademiku, więzieniu albo na okręcie. Będzie ocieranie się o siebie, kolejki do kibla oraz niemożliwość odwrócenia wzroku od towarzyszy, bo gdzie się nie odwrócisz, to będzie tam inna morda. I co w związku z tym? Nic, bo wiem, że będzie zawaliście. Jak za lat szczeniackich, ponownie razem. W ten weekend znowu będziemy młodzi!

Fanatyk5piorunów

@Spleen baw się dobrze.

Wódka w puszce. Prawie o tym zapomniałem a faktycznie coś takiego było.

Mocarz2piorunów

Bardzo miło czytać takie posty :smiley:

Też mam nadzieję, że z ziomeczkami będę organizował takie wypady!

Na zdrowie!

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fanatyk

w Hydepark

20piorunów

Na początku lat 90. w moim rodzinnym miasteczku zlikwidowano księgarnię Domu Książki. Pozostał po niej spory lokal, który należał do miasta. Wynajął go mój ojciec i wspólnie z mamą i kolegą z czasów szkolnych założyli tam księgarnię... ale ja nie do końca o tym. W księgarni był dział z kasetami a tam w 1992 pojawiła się widoczna na obrazku kaseta kabaretu OT.TO. Wspomniany kabaret był niezłym fenomenem. Byli wszędzie, w telewizji, radiu, dawali występy w większych i mniejszych miastach. Sam pamiętam, że gdy pojawili się u mnie w mieście, to bilety sprzedały się na pniu a sala MDK wypełniła się po brzegi. Ci którzy nie załapali się na miejsca siedzące ostali dostawki, jak na premierze w teatrze, albo musieli stać przy ścianach. Zresztą sam na tym występie byłem. Miałem nawet plakat z autografiami, który dostałem od jednego z członków kabaretu. Wspomniana kaseta to też był fenomen. Pamiętam, że były na nią... zapisy, bo tak szybko się rozchodziła. Generalnie scena kabaretowa lat 90. to była gruba sprawa. Występ Kryszaka w amfiteatrze w moim mieście oglądał dziki tłum. Ludzie stali nawet za ogrodzeniem na murkach i ławkach, byle tylko zobaczyć "tego gościa z telewizji". Podobne sceny miały miejsce gdy występował Stefan Friendmann. Jenak popularności OT.TO nikt nie przebił. Pamiętam, że gdy po występie rozdawali autografy, to stał tłum ludzi i głównie były to dziewczyny. Niemal jakby przyjechał jakiś zespół rockowy. Byłem już zresztą na tyle duży, by skumać, że panowie niektóre z nich podrywają. Dziś można do tamtych żartów i kabaretów pochodzić różnie, ale poziom i tak był o niebo wyższy od tych wygłupów serwowanych dziś masowo przez Polsat na jakichś kabaretowych nocach i innych tego typu wydarzeniach.

Gruba ryba3piorunów

@WatluszPierwszy Pamiętam jak stary ponagrywał Marzenia Marcina Dańca, to później kaseta krążyła po osiedlu jak jakiś ultra rzadki artefakt za miliony monet i też kolejka do tego była.

Pokaż więcej komentarzy (14)

Fanatyk

w Hydepark

70piorunów

Wakacje, wakacje... wspomnienia i

Dziś pozytywnie o latach 90., które zwykle wspominam mocno ambiwalentnie po tagiem

Każde porządne miasto w tym kraju a już szczególnie miasto w tzw. Polsce powiatowej musiało mieć w latach 90. Dni Miasta. Cóż to było, to pewnie wielu wie i pamięta a tym, którzy zapomnieli przypomnę. Impreza ta zawsze miała ten sam schemat. Scena w amfiteatrze, ewentualnie na rynku lub stadionie lokalnego A-klasowego klubu Orzeł czy inny Zawisza a niej obowiązkowo występy kapeli wiejskiej z Kobyłki Dolnej, kabaretu OT.TO albo innego Konia Polskiego, gdzieś pomiędzy tym wciśnięte wybory Miss Ziemii jakiejś tam a na koniec koncert gwiazdy. Jak hajs był to gwiazdą była np. Republika. Sam zaliczyłem ich koncert właśnie na takiej imprezie. Jak było gorzej i hajsu mniej, to wystarczyć musiał coverband Queen czy Led Zeppelin złożony z podstarzałych Czechów (nie żartuję, sam widziałem). Jenak jako małolat nie na to czekałem najbardziej. Dni Miasta były dla mnie czasem świętowani gdyż to właśnie wtedy moi rodzice pozwalali mi na przysłowiowe odpięcie wrotek. Nie wiem na czym polegała magia tego czasu i logika ich myślenia, ale o dziś pamiętam, że słyszałem jedynie "możesz iść" zamiast zwyczajowego "a o której wrócisz?", "tylko bez głupot", "a z kim ty się tam wybierasz?". To co się wyprawiało w ciągu tych dwóch dni określić mogę jedynie słowem bachanalia. Byli koledzy, alkohol, wygłupy, wszelkie możliwe sytuacje, które moi rodzice określiliby w najlepszym razie jako głupie i nieodpowiedzialne. No i najważniejsze... we wszystkim tym ochoczo brały udział także moje koleżanki. Do dziś pamiętam, i jest to wspominane w moim domu rodzinnym, jak na jedną z takich imprez wyszedłem przed obiadem i wróciłem na obiad, ale... dnia następnego. Zero konsekwencji w domu. Czy uczestniczyłem w pokazach wokalnych Zespołu Żon i Matek z Koziej Wólki na scenie amfiteatru... a w życiu. Ten czas spędzało się przy piwie w parku, albo po prostu łażąc bez celu wśród ludzi i spotykając kolejnych znajomych. Pamiętam natomiast bardzo dobrze koncerty gwiazd. Dziś włos się jeży na głowie, bo standardy bezpieczeństwa... j⁎⁎ać je. Nie było ich. Na koncercie Republiki luzie stali nawet na dachu wejścia na amfiteatr miejski a pod scenę nawet nie poszedłem, bo zadziałała resztka rozsądku i nie chciałem zostać zgnieciony. Występ Oddziału Zamkniętego zakończył się zamknięciem przez ochronę bram na skutek inwazji rządnych muzyki fanów. Pamiętam też starcie mojego kolegi z kimś z zespołu Formacja Nieżywych Schabuff. Panowie z kapeli salwowali się ucieczką i zasłaniali ochroną w konfrontacji z... 16-latkiem. ten czas, to było szaleństwo.

Osobistość2piorunów

@WatluszPierwszy Ale mi teraz nostalgię obudziłeś! Pamiętam takie imprezy w mojej pipidówie gdzie jak na wielkość miejscowości były zapraszane naprawdę spoko zespoły. Jakąś magię miało to wszystko w sobie (wiadomo - młodość). Muzyka, podchmielone koleżanki, alkohol. No miło to wspominam :grinning:

Fenomen1piorunów

@WatluszPierwszy Masz talent do odkurzania z mojej pamięci wspomnień, które są tam gdzieś, ale przysypane kolejnymi latami zmagań z życiem. Twoje wpisy budzą we mnie nostalgię, więc bardzo Ci dziękuję.

Pamiętam Dni Łodzi, które były chyba na początku września i różne koncerty, włóczenie się z kolegami, piwko. Dziewczyny wtedy też były jakieś bardziej miłe i otwarte. :grinning:

Pokaż więcej komentarzy (26)

GURU

w Muzyka

6piorunów

usłyszałem dzisiaj w radio. wakacyjna miłość się przypomniała, jeszcze do siebie listy pisaliśmy.

a teraz mieszkam raptem 3km od jej byłego domu :smiley:

Kasia Kowalska - chce zatrzymać ten czas

https://www.youtube.com/watch?v=dAY9wboJa4Y

Fanatyk2piorunów

@skorpion ale, że do Kasi Kowalskiej pisałeś? W sumie to się nie dziwię. W najtisach ona była totalnie w moim typie. Muzyki nie znosiłem, ale te czarne włosy i smutne oczy...

Pokaż więcej komentarzy (8)

GURU

w Hydepark

87piorunów

Fenomen2piorunów

A teraz w windzie ktoś wpadł na genialny pomysł, żeby paski ukrywać do momentu najechania myszą. Briliant k⁎⁎wa!

Pokaż więcej komentarzy (8)

Fanatyk

w Hydepark

49piorunów

Są melodie, które wywołują u mnie taką falę nostalgii i wspomnień, że gdy je słyszę, to nie potrafię później z godzinę lub dwie wyjść ze studni pełnej obrazów z dzieciństwa. Jedną z nich jest sygnał audycji "Lato z radiem" czyli tzw. "Polka Dziadek". Jak tylko usłyszę tę melodię, to mam w głowie kilka obrazów z późnych lat 80. i wczesnych 90:

* mieszkanie mojej babci latem. W kuchni gra radio, takie PRL-owskie z drewnianą obudową. Moja prababcia krząta się przy kuchni a ja bawię się z kotem siedząc na podłodze. Rzucam mu kulkę z kolorowego papieru. Jest uchylone okno i słychać dźwięki z ulicy;

* mieszkanie mojego kumpla Marcina. Mamy jakieś 10-12 lat. Wakacje. Siedzimy u niego w kuchni. Na parapecie stoi radio Nina. Zaraz mamy iść do Marcina na działkę i zbierać owoce. W mieszkaniu panuje delikatny półmrok, bo zasłonięte są żaluzje, by nie robiło się gorąco;

* mój rodzinny dom. Osiedle, bloki. Mama ma urlop i zaczyna nas pakować na wyjazd do babci na wieś. W moim pokoi stoi wymarzony i na owe czasy wypasiony magnetofon Sony. Gra "Poleczka Lata z Radiem". Od jutra czekają mnie dwa tygodnie wiejskiej beztroski;

* autobus PKS-u. Jedziemy z mamą do babci i dziadka na wieś. Mamy dwa plecaki, ja oczywiście targam ze sobą komiksy z "Tytusem" i książki do których i tak nie zajrzę, bo całymi dniami będę latał z moją kuzynką po ogrodzie i wymyślał jakieś zabawy. Kierowca ma na sobie spoconą koszulkę, gra "Lato z radiem". To już ostatni etap podróży podczas której zrobiliśmy wie przesiadki. W autobusie jadącym na koniec świata do małej wsi nie ma prawie nikogo oprócz nas. Z tyłu gada dwóch facetów, jedzie jeszcze jakaś kobiecina z zakupami z miasta. Nie mogę się doczekać dwóch tygodni biegania po ogrodzie, szukania fajnych kamieni w rzece, obserwowania czego tylko się da przez lornetkę wujka i niekończących się rozmów z dziadkiem.

https://www.youtube.com/watch?v=MBBO84mEWHE

Autorytet3piorunów

@WatluszPierwszy Ale mi zrobiłeś tym jinglem - też musiałem to często słyszeć w tle dzieckiem będąc, bo od razu przywołało wspomnienia ʕ•ᴥ•ʔ

Pokaż więcej komentarzy (11)

Gruba ryba

w Hydepark

30piorunów

Dobra, noc to rodzinne opowieści ciag dalszy.

Dziś wujek Piotrek.

Wujek Piotrek to jeden z 6 rodzeństwa mojej Mamy.

Dosłownie kopia mojej babci w wersji męskiej jeśli chodzi o wygląd i włosy (kręcone krótkie czarne).

Wujek Piotrek to typ typowego jajcarza, ale nie cringe tylko taki serio jajcarz.

Bardzo Go lubię.

Ojciec 3 córek i 1 syna (kuzyn niestety już nie żyje ale o tyk kiedy indziej).

Wszystkie Jego dzieci są starsze ode mnie.

Mama dużo opowiadała jak za młodu mieszkali i co się działo jak np zostawali z najmłodszą siostrą (moją ciotką) zimą i wujek Piotrek wjebał się do przerębli, jak Go moja Mama wyławiała to już był lekko podsztywniały bo spędził pod lodem dobre 2-3 minuty.

Po wszystkim śmiał się i nie kazał nic mówić swojemu ojcu (mojemu Dziadkowi).

Jak dorastali to legendarny tekst wujka Piotrka tj. "Już mogę zostać ojcem bo mi nogi śmierdzą"

Najbardziej go pamiętam z jednej akcji.

Któregoś dnia w nocy były to lata 1999-2000 chodziłem jakoś końcówka podbazy lub początek gimbazy wychodząc do szkoły zobaczyłem rano wujka na podwórku, po powrocie ze szkoły babcia opowiada mamie co się działo.

Okazało się, że wujas w nocy przybiegł z wioski obok cały w strachu, ponieważ wg jego relacji jechał rowerem i niedaleko cmentarza w takim bardzo dziwnym miejscu mówi że uderzyło w niego ufo, on wie jak to brzmi ale opowiadał ze szczegółami co i jak się wydarzyło.

Dodam, że w miejscu gdzie to się stało była też moja szkoła i ze szkołą jest związana inna historia, gdzie kiedyś kolega wracał pieszo z wioski obok i przechodził późną nocą obok szkoły i zaczął słyszeć jak ktoś w szkole zaczął grać na fortepianie - noc, pusta szkoła obok cmentarza i melodia fortepianu...

Wracam do wątku wujka, po uderzeniu ufo przewrócił się na rowerze i pobiegł spanikowany jakieś 5km do wioski obok właśnie do mojej babci.

Kolejnego dnia wracając ze szkoły autobusem zauważyłem w rowie obok cmentarza rower skojarzyłem, że to wujka, obok też stał znak przejścia dla pieszych taki mocno wykrzywiony, wszystko zaczęło mi się układać w całość, na⁎⁎⁎⁎ny wujek jadąc rowerem przydzwonił w znak po czym wy⁎⁎⁎ał się do rowu aż mu się ufo objawiło i spierdolił z buta do babci xD

Koniec