Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#autyzm

Osobistość

w Hydepark

7piorunów

Mam pewne rozkminy na temat autyzmu, które stanowią przeciwwagę dla dzisiejszego interwencjonizmu w życie autystyka wysokofunkcjonujacego. 
Jest to też niejako wpis traktujący o tym jakie kiedyś było podejście do osób z widocznymi cechami autystycznymi i jakie efekty może to powodować z perspektywy osoby przed 30stką.

Pierwsze moim autystycznym objawem było to że późno zaczałem mówić, na tyle że powinno to wzbudzić zainteresowanie wokół, i wzbudziło, chodziłem do logopedy. We wczesnym dzieciństwie miałem sporo objawów - fascynacja napisami końcowymi w filmach, ciekawiły mnie one bardziej niż film, byłem mocnym niejadkiem, samotnikiem który albo nie bawił się z rówieśnikami, albo skupiał się na zabawie a nie na kontaktach z nimi. Przedszkole przechorowałem, za to pójście do szkoły było dla mnie ciężkim doświadczeniem.

Chodzenie do szkoły powodowało u mnie wszelkie możliwe objawy typu biegunki, wymioty. Skarżyłem się na hałas i na zapachy. Wtedy też byłem u psychiatry, dostałem jakieś leki na uspokojenie które nie pomagały i zostały wycofane, zaś mi przeszło z czasem choć trochę to zajęło a uraz do małych dzieci mam do dziś. Życie szkolne na tym etapie było z mojej strony pełne izolacjonizmu, po jakims czasie znalazłem znajomego a właściwie kumpla do gier. W szkole podstawowej szło mi średnio, miałem oceny trójkowe, nie wstrzeliwałem się w klucz. Na tym etapie nikt na mnie uwagi nie zwracał bo nikomu nie zawadzałem, nie wiele też ode mnie wymagano. Rodzice widzieli że jestem inny, ale nie próbowali z tym walczyć. Dawano mi wolną rekę w wielu rzeczach typu organizacji dnia, bylebym tylko zdawał, a wraz z wolna ręka wypełzły objawy ADHD na pierwszy plan, robienie kilku rzeczy na raz itp. Od gimnazjum zawsze jak wychodziłem na zewnątrz miałem muzyke w słuchawkach, nieświadomie tak pokonywałęm nadwrażliwość na dzwieki i zaspokajałem ADHD.

Ten pierwiastek ADHD umożliwił też moją socjalizacje od etapu gimnazjum nauczył niejako funkcjonować w społeczeństwie i dobrze się maskować, wiedziałem że musze utrzymywać pewien kontakt wzrokowy, na pytania odpowiadać dłużej i zadawać różne pytania mimo że nie jestem zainteresowany na nie odpowiedzią. Mimo wszystko zawsze miałem tylko 1-2 osoby z którymi rozmawiałem w sposób naturalny dla mnie i mnie tolerowały, jak się później okazało u jednej z nich podejrzewam autyzm a u drugiej adhd, integracja z cała resztą była pelna społecznych wtop. W gimnazjum miałem objawy fobii społecznej i wiele rzeczy typu wyjście do baru sprawiało mi problem, tutaj duży wkład miała moja przyjaciółka która w sposób naturalny zabierała mnie w różne miejsca, a gdy już się oswoiłem to kazała mi np. samemu coś zamówić. Uczyłem sie słabo, mature z matematyki ledwo zdałem, na tym etapie ktoś mogłby posyłać mnie na korepetycje, probować ze mnie robić prymusa, lub stwierdzić że ze mnie będzie już tylko pracownik fizyczny tymczasem , gdy trafiłem na studia na swoja niszę to miałem stypendium naukowe. Pózniej wykorzystałem swój autyzm i adhd by być bardzo dobrym specjalistą w niszowym segmencie IT z dobrymi zarobkami, wszystko to co sprawiało że miałem problemy w szkole jednocześnie wywindowało moją kariere zawodową w góre. Po pewnym czasie autyzm wygrał z adhd, zbyt duza zmienność w IT oraz zbyt ciężkie kontakty z klientami spowodowały wypalenie. Konieć konców skończyłem w nudnej powtarzalnej pracy w księgowości, i tutaj ADHD dostało pierdolca, mózg robił wszystko by nie pracować mimo że chciałem pracować, doszły różne problemy psychiczne co skutkowało szeregiem diagnoz - spektrum autyzmu (w stopniu wysokim), fobia społeczna, zaburzenia lękowo depresyjne a w pózniejszym kroku diagnoza ADHD i to własnie ADHD stało za zaburzeniami lękowo depresyjnymi które z pozytywnymi skutkami są lęczone.

Generalnie jestem zadowolony ze swojego życia, nie próbuje kopać się z koniem, zmieniać siebie by dopasować się do jakiś norm społecznych i cieszę się że i za młodu tego nie próbowano, wiode naturalny dla mnie żywot samotnika piwniczaka, probowałem żyć jak normik ale związki, seks, podróże, konsumpcjonizm i inne rzeczy są nie dla mnie, bardzo długo mi zajeło zrozumienie tego że z racji neuroatypowości mam inne potrzeby.

To co według mnie jest często problemem to traktowanie autyzmu jako odchylenia od normy które trzeba do tej normy naprostować, zamiast zrozumieć jak to działa i pozwolić takim osobą być sobą. Na wykopie czytam doświadczenia innych osób które są na to "leczone" typu:
- terapie grupowe i przymusowa socjalizacja w miejsce zrozumienia że autysta zawsze będzie samotnikiem, otoczonym wąskim gronem ludzi a jego komunikacja polegać będzie na infodumpach na temat jego zainteresowań a nie small talkach. Tego że autysta czesto nie czerpie przyjemnosci z tej całej integracji, rozmów itp.
- psychoterapie na których dziecko co tydzień opowiada o tym jak minał mu tydzień, beż zadnej puenty. 
- jakieś szkoły specjalne 
- traktowanie autysty wysokofunkcjonującego jak niskofunkcjonującego.

Problemem w próbach wsparcia osób autystycznych jest sam fakt ludzkiej natury to że wsparcie interpretujemy jako działanie a czasami najlepszym działaniem jest brak działania.

Obawiam się że gdybym był dzieckiem w dzisiejszych czasach to system by podejmował wszelkie działania które miałyby zwiększyć mój komfort obecny, kosztem niesamodzielnej przyszłości.

1. Na problemy z nadwrażliwością na dzwieki dostałbym słuchawki wyciszające co mogłoby pogłębić problem. 
2. Mogłbym zostać przeniesiony do szkoły specjalnej pomimo że dawałem sobie rade w zwykłej lub zostałaby wdrożona jakaś silna farmakoterapia.
3. Mogłbym być przymuszany do jakiś interakcji społecznych, a to tak jakby próbować leczyć introwertyka z introwersji bo normą jest ekstrawertyzm. 
4. Mogłbym być przymuszany do chodzenia do psychologa/psychoterapeuty, nie z własnej inicjatywy by rozwiązać moje problemy lub zapewnić mi psychoedukacje o tym jak działają ludzie, tylko by próbować leczyć problemy które mają ze mną inni ze względu na ich nietolerancje lub że ten psycholog/psychoterapeuta nie miałby odpowiednich metod dla osób neuroatypowych.
5. Mogłbym dostać metylofenidat mimo że na tamtym etapie nie był mi potrzebny, choć działa on obecnie świetnie to wtedy mogłby pogłębić mój autyzm, zmienić moją nature na etapie jej kształtowania. Jestem zwolennikiem by go podawać wtedy gdy jest faktycznie potrzebny a człowiek bez niego się męczy z samym sobą, najlepiej na jakimś etapie gdy ma sie pewną samoswiadomość. Do tego może i to by poprawiło wyniki w szkole, ale mogłoby utrudnic znaczaco wychwycenie moich predyspozycji.
6.Mogłbym być ciągany na korepretycje, bo syn koleżanki ma lepsze wyniki i z takimi ocenami nic w zyciu nie osiągne. zamiast załapać ze te pojedyncze przedmioty z których mam dobre oceny to moje predyspozycje i zainteresowania które trzeba pielegnować kosztem reszty o ile z nich zdaje.

Tymczasem ja, mając dzisiejsza wiedze jedyne czego bym chciał z perspektywy tamtych czasów to troche ksiażek o ludzkiej psychologii i socjologii, by samemu przeanalizować, wychwycić i zrozumieć jak działają ludzie, czym sie kierują itp. tylko ze na takim czymś nie zarobi ani psycholog, psychoterapeuta, nauczyciel wspomagajacy, szkoła, psychiatra jest to sprzeczne z cała doktryną która nakazuje interwencjonizm.

Według mnie celem powinno być osiągniecie jak największego poziomu samodzielności dziecka, a nie jego bieżacego komfortu z naszej perspektywy. Ten brak samodzielności w przyszłosci może spowodować o wiele wieksze problemy psychiczne niż te które są bieżace. Interweniować należy, ale adekwatnie do problemu jakim on jest dla dziecka a nie dla rodzica czy szkoły, poniekąd też rozumiejąc że zycie osoby neuroatypowej z racji jego odmienności nie będzie lekkie i nie każdy problem da się rozwiązać i że też nie każdy problem jest problem bo bycie osobą neuroatypową to poniekąd płyniecie pod prąd i że nie ma co porównywać ich do osób neurotypowych i probować na siłe z nich takie osoby robić.

Krótko mowiąc trzeba być ostrożnym bo z jednej strony można skonczyć z niesamodzielnym autystą a z drugiej takim który jest samodzielny ale jest to okupione innymi zaburzeniami typu fobia spoleczna, depresja, zaburzenia lekowe, ptsd, generalnie trudny temat.

Inspirator2piorunów

Najpierw czytając Twój wpis czułam się w opozycji do tego, co napisałeś i jakie tezy postawiłeś. W ogóle rozmowy o spektrum i rodzajach wsparcia są trudne, bo każdy patrzy przez pryzmat znanego sobie przypadku - siebie, własnego dziecka, osób z otoczenia. I mogą one nie obrazować tej ogromnej różnorodności potrzeb. Nie mogę się zgodzić z tym, że wspieranie dziecka w spektrum, wdrażanie pewnych narzędzi ułatwiających mu funkcjonowanie skutkuje w przyszłości brakiem samodzielności. Pomówmy na przykładzie:
Problem - ogromna męczliwość dziecka przy pisaniu odręcznym. Napisze parę zdań, ale nie ma szans, żeby dał radę napisać dłuższe wypracowanie. Aby sobie oszczędzić trudu, pisze coraz krótsze zdania, skraca wyrazy, poświęca cenny czas na wymyślanie synonimu danego słowa, który zawiera mniej liter.
Rozwiązaniem wspierającym - dostosowaniem do indywidualnych potrzeb dziecka może być zezwolenie na pisanie dłuższych prac na komputerze. Wiadomo - od razu nasuwa się myśl, że dziecko nie ćwiczy ręki. Ale i tak jej nie ćwiczy, bo nie pisze. A dzięki pracy na komputerze przynajmniej ćwiczy stylistykę dłuższych wypowiedzi pisemnych.

Ważne jest znalezienie tych narzędzi, które zadziałają na rozwój dziecka, a nie jego uwstecznienie lub stagnację.

Jednak po przemyśleniu Twojej perspektywy zgadzam się na pewno z tym, że obecnie duży biznes się rozkręcił wokół terapii. Istotą jest znalezienie tego złotego środka. Wciskanie dziecka na wszystkie możliwe terapie zadziała równie źle, co wyparcie diagnozy przez rodziców.

Fanatyk

w Hydepark

29piorunów

W kontynuacji, załączonego postu, jesteśmy po procesie diagnozy w kierunku spektrum , na sugestie szkoły - TL:DR, syn ma zespół nadpobudliwości psychoruchowej ( ).

Dla bardziej zainteresowanych, ponieważ po drodze dużo się działo, dalsza część postu, w tematyce . Jest długi, ale może komuś naświetli sytuacje, albo zbuduje jakąś ciekawą dyskusję, dla starszych, dzietnych użytkowników portalu, a wiem, że jest nas tutaj wielu.

Noc po wywiadówce była "ciężka", w szczególności dla żony, ja jakoś spuściłem parę postem, ale mam tak, że pierw działam co mogę, potem analizuję plan B. I tak też się stało, rano przejrzałem poradnie w okolicy, sprawdziłem opinie, pyk, jest. Diagnoza ma się składać z rozmowy z nami, potem z dzieckiem, potem diagnoza. Pierw psycholog, potem ewentualnie psychiatra, bo to on może wystawić diagnozę. Termin za tydzień, super, 350zł bo prywatnie, mniej super, ale to dziecko, chcę mu pomóc. Rozmowa z synem, że pójdziemy do trenera, bo się nie skupia na lekcjach i on z nim porozmawia i mu pomoże. Działamy, daję znać wychowawczyni, że chcę opinię na przyszły tydzień, bo mamy wizytę odnośnie Jasia. Luzik, a tak mi się wydawało...

Dostaję odpowiedź, że super, jakim cudem tak szybko, że ona przygotuję, a do jakiego specjalisty. Hmm, żółta lampka ostrzegawcza, znaczy możesz jechać dalej - na spotkaniu, wychowawczyni podała namiary na dwóch Psychiatrów, od Pani wicedyrektor. Ale luzik, tłumaczę jej, że to rozmowa z psychologiem, zaczynam proces diagnozy, chcemy to zrobić jak należy - tutaj dostaliśmy też sugestię od chrzestnej syna, która ma dziecko w spektrum autyzmu, takim mocnym. Dostaję odpowiedź, że Pani Wicedyrektor chcę się z nami skontaktować. Czerwona lampka, znaczy stop. Zgłupiałem. Odpisałem, a w jakim celu, bo robi się dziwnie. Odpowiedź, że chodzi o dobro dziecka, że nie muszę. Okej. Nabrałem postawy oportunistycznej, ale że świetnie się z żoną w sytuacjach awaryjnych uzupełniamy, to powiedziała, że ona to ogarnie w poniedziałek, bo już nabrała siły po kolejnej nocy, do walki o syna.

W międzyczasie, do przedszkola pilne wezwanie odnośnie drugiego syna (5lat), odnośnie tajemniczego incydentu - zwolnienie, wyrzucenie dziecka, policja, kuratorium, udawanie serialu netflixa dla dorosłych, no grubo. Tego wolałbym nie opisywać, dla dobra sprawy, temat zamknięty. Aczkolwiek na spotkaniu z rodzicami, okazało się, że wiele dzieci już z różnych powodów (poza jednym, które ewidentnie powinno) było u psychologa, dużo pomaga. Dało nam to kopa, do działania. Na podwórku rozmowa, z sąsiadką, której wnuczek był niezłym gagatkiem - był u psychologa, dziecko naprawdę się zmieniło - dalej broi, ale nie tak, a powody miało, sam bym się wkurzył na jego miejscu. Zafundowałem sobie spacer do domu piechotą (8km), na rozmyślanie - wynik, chyba połowa dzieci w szkole ma autyzm, bo zarzuty, które sformułowano do syna, jak zapominanie ubrań, czy nie słuchanie na lekcji, albo najlepsze, że w świetlicy, gdzie 50 dzieci drze japę, on siedzi i czyta, tyczą się większości tych dzieciaków, które na co dzień obserwuję.

Kolejny etap, rozmowa z wicedyrektor - żona grzecznie słucha, próbuje rozmawiać, ale w pewnym momencie się wyłącza i przytakuje - po co do psychologa, naciągną was na pieniądze, tylko papier od psychiatry się liczy, że ona musi mieć diagnozę do 15 czerwca, bo inaczej wójt nie da kasy, na 2 lata nauczyciela wspomagającego. WTF. Gdzie tu dobro dziecka. Jak dla mnie, postawiona diagnoza. No zgłupiałem. Ale luz. W międzyczasie inna nauczycielka od kompetencji społecznych (bo akurat na takie zajęcia był skierowane, ale luz, wiedzieliśmy, że nie jest imprezowym dzieciakiem), podsyła info, o darmowych badaniach psychologicznych. Żona dzwoni, spoko, luzik termin na pojutrze, jeszcze przed tym drugim badaniem, dobra bierzemy, co dwie opinie to nie jedna, co nie?

Opinia numer 1: Pani z darmowej konsultacji, psycholog, pierw porozmawiała z żoną, akurat ja dostarczyłem syna. Wzięła go na 15 minut sam na sam w osobnej sali, diagnoza - a niech oni się od dzieciaka odczepią. Nie widzi w nim nic niepokojącego. Objawy, z opinii, są częściowo normalne dla jego wieku, jego otoczenia, nawet jej 14 letni syn czasem takie ma. Możemy podrążyć bardziej, ale ona nie widzi sensu. No okej...

Opinia numer 2: Stwierdziliśmy, że zbierzemy dwie opinie, ok płatne, damy radę. Długa, 1,5h rozmowa z Panią psycholog, opowieści o dziecku, przeplatane pytaniami, fajne wygodne fotele, miła pani, taka do przytulenia, luzik. Na koniec mówi, że jej to na autyzm nie pasuje, z tych pytań co zadała w trakcie, prędzej kierowała by się w kierunku ADHD. Sugerowała by kolejne spotkanie już synem, gdzie ona przeprowadzi obserwacje i chciała by mu zrobić test na inteligencję. No ok, nie ma problemu, koszt 500zł, przeżyjemy. Syn bez problemu spędził z Panią ponad godzinę, ona przeprowadziła obserwację, IQ ponad normę 117, ale rzeczywiście z testów przesiewowych, sugestia w kierunku ADHD.

Zostaje rozmowa z psychiatrą, czyli szansa na ostateczną diagnozę, kolejne 500zł (dopiero teraz sobie uświadomiłem, że mam je w pakiecie ubezpieczenia, ehh). Wizytę udało się też szybko umówić, jak widać diagnozę zamknęliśmy w miesiąc, a nie jak szkoła sugerowała, ale wiadomo, że włożyliśmy w to dużo czasu i pieniędzy. W diagnozie jasno i wyraźnie napisane "wykluczono rozpoznanie zaburzeń ze spektrum autyzmu". Sugestia, dawać Omega3, różne ćwiczenia, pomagać się mu organizować, nic ciężkiego, na pewno nic farmakologicznie.

W sumie okazało się, że jednak znamy nasze dziecko, nie poszło na marne dobre 6 lat gadania z nim o różnych sprawach, co nawet idzie w parze z testem IQ - wrodzona i nabyta, są zbliżone. Trzeba teraz skan puścić do szkoły. Jeszcze zastanawiam się co napisać w wiadomości i czy to koniec tej przygody...

Mam nadzieję, że nie zanudziłem, a może komuś pomogę, dunno. Pora otworzyć browara - drugie piwo w tym roku, szaleństwo.

Poprzedni, krótki wpis.
https://www.hejto.pl/wpis/dzisiaj-wywiadowka-w-szkole-u-mojego-syna-i-dostalismy-powiadomienie-ze-mamy-zos

Fanatyk8piorunów

@zomers - historia z mojego otoczenia.
Dzieciak 11 lat, można powiedzieć, że klasowy klaun, dusza towarzystwa, zero problemów z nauką.
Nowa wychowawczyni wzywa rodziców po 2 miesiącach od rozpoczęcia roku i robi aferę, że chłopak zaburza tok nauczania innych dzieci i jak tak dalej pójdzie to zostanie zawieszony i że koniecznie trzeba wysłać go do psychologa po diagnozę bo na pewno ma ADHD czy inne chuje-muje.
Rodzice w szoku bo dziecko nigdy nie sprawiało szkolnych problemów i stara wychowawczyni się nad dzieciakiem rozpływała.
Rodzice poszli z dzieckiem do jednego psycholog - wszystko w normie, do tego wysokie umiejętności społeczne.
Poszli do drugiego - wszystko ok, dziecko inteligentne i empatyczne.
Dzieciak nienawidzi nowej wychowawczyni - obniża wyniki w nauce i wycofuje się.
Zarządzaniem losu w nowym roku szkolnym klasę przejmuje facet wychowawca.
Dziecka odżywa, zaczyna znowu się dobrze uczyć.
Po jednej wywiadówce rodzice się zgadują i okazuje się, że wychowawczyni gnębiła chłopaków a dziewczynom wybaczała wszystko i za wszystko je chwaliła.
A morał tej opowieści musisz drogi czytelniku wymyślić sobie sam.

Gruba ryba1piorunów

@zomers Jedno nie daje mi spokoju bo u mojego syna też mamy podejrzenie narazie na podstawie własnych obserwacji jakiegoś spektrum autyzmu. Skąd nagle ten wysyp dzieciaków z którymi cos jest "nie tak". Jestem z pokolenia 80' i jak sięgam pamiecią wstecz nigdy nie było u nas czy w przedszkolu czy szkole kogoś kto był zdiagnozowany, że posiada autyzm. Nagle tak nauka wskoczyla na wyższy lvl, że hello odkryliśmy ameryke i autyzm jest wśród nas czy to po prostu świat już do końca zwariował i coś co kiedyś uznawano za norme jest teraz diagnozowane jako nie do końca prawidłowe zachowanie.

Pokaż więcej komentarzy (21)

Lider

w Hydepark

91piorunów

Mogę poczytać, póki nie jestem wypompowana emocjonalnie. Cisza, spokój i jakoś łatwiej przetrawić treść

Więcej takich poranków i książka byłaby dawno za mną. Ehhh...

Twórca2piorunów

Z perspektywy matki ośmioletniego Aspa- większość poradników i rad terapeutów można włożyć w kieszeń. Oczywiście terapię jak najbardziej są potrzebne, ale w moim przypadku bardziej sprawdza się w wychowaniu próba rodzica wejścia w skórę dziecka i dawanie mu całego wsparcia. Dużo cierpliwości na początku i dużo zrozumienia.

Zawodowiec2piorunów

@moll Masz dzieci w spektrum?

Pokaż więcej komentarzy (55)

Fenomen

w Hydepark

56piorunów

Kiedyś to nie było tych współczesnych wymysłów: autyzmu, adhd i innych.
Również kiedyś:

Gruba ryba15piorunów

Może lubił liczyć obroty pedałów? ¯\\(ツ)

Fenomen27piorunów

@Sauronus Przykre, że Turing słynie w Anglii jako człowiek, który odkodował Enigmę, a nikt nie pamięta wkładu Rejewskiego, Różyckiego i Zygalskiego. Polacy już od 1932 roku w największej tajemnicy konstruowali kopie Enigmy, które przekazali przed wojną zdziwionym Anglikom, ale tego już się z oskarowego filmu "Gra tajemnic" nie dowiecie. W filmie Enigmę rozgryza Alan Turing, grany przez Benedicta Cumberbatcha.
W sumie można by powiedzieć, że co przyszło Polakom ze złamania Enigmy, skoro we wrześniu 1939 roku dali się zaskoczyć Niemcom jak dzieci i nie obronili swojego kraju.

Pokaż więcej komentarzy (9)

Autorytet

w Dyskusje

10piorunów

Pock Pockowy słowniczek. Po nowe Pock Pockowe lore zaglądajcie pod tag
Pock Poś- samiec
Pock Posia- samica
Pock Posiątko/dzidziuń- dziecko, w czasie jednej ciąży samiczka może mieć do 3 dzidziuniów.
Tatuń/Mamunia- właściciel/rodzic
Szczypić- szczypać/boleć
tulinki- przytulanie
szturchanie w brzoskwinię/specjalne tulinki/ruchańsko- sex heteroseksualny lub lesbijski
szturchanie w pupcię/sztosiki/sztosikowanie- sex homoseksualny bądź heteroseksualny analny.
Buzdygan- penis we wzwodzie
Sisioreczek/żak-szirak/żak-pierdziak- przyrodzenie
jajecka/bolitas especiales- jądra
brzoskwinka- wagina
najzacniejszy- najlepszy, najczęściej o dziecku
Dzidziuń wśród tęczy-mesjasz Pock Pocków, ma kiedyś przybyć i uratować skrzaty od złych ludzi
Tęczunia- jedno z PockPockowych bóstw
Szczur, który nadejdzie- jedno z PockPockowych bóstw
Wieloręki kradziej spodni- jedno z PockPockowych bóstw
Nic-jedno z PockPockowych bóstw
Licho- coś bardzo strasznego/stwór nocny/wypadek/choroba
zła/straszna pora-zima lub burza
plaża- każda kupka piasku, nieważne jak mała jest plażą dla skrzata
bebech/brzunio/brzuszek-śmierdziuszek- brzuch
pupcia/ pupcia-bubcia-d⁎⁎⁎ia- pośladki
bolisok-krew
boleści-ból
straszliwe boleści- obrażenia
potwór-zły człowiek
dary- rzecz, która została podarowana skrzatu, traktowana z przesadną czcią niezależnie od realnej wartości
kupcia/ kupcia z pupci- odchody
dobre uczucia-radość/orgazm/miłość
kucyś- puszyste kucyki, często wrogie wobec skrzatów
herbatka- ulubiony napój każdego skrzata
zbójec/niedobruch-ktoś kto zrobił coś złego
zbójcowanie- robienie złych rzeczy
gorzki jogurt- nasienie
brzuszne dzidzi- płód
Wodzia-woda
niedobre miejsce- niebezpieczny teren
dobre miejsce-legowisko
sisiać- oddawać mocz
kupsztalić- oddawać kał
nonio- nos
nonia- noc
nunia- noga
zabawunia- relaks bądź zabawa
dzienin- dzień
bajunia/bajawunia- bajka czytana bądź w tv
mua/autunio/autko- samochód
gwałcowanie- dokuczanie/gwałt/tortury
brzydki/bzydki- zły, niedobry
smerfuś- smerf, najczęstszy obiekt wielkiej przyjaźni lub gwałcowania przez Pock Pocka. Zapamiętajcie zasadę: ludzie dręczą puszyste kucyki, te dręczą skrzaty, a skrzaty dręczą smerfy.
na zawsze sen- śmierć
zacny pan/pani- tytułowanie człowieka, którego skrzat nie zna
mlećko- mleko
Stwórz- stworzenie/zwierzę
potworne dzidzi- zdeformowane lub poronione dziecko
nu- nie, wymawiane "nu" oddzielnie, jako odpowiedź lub jako wołacz. W innych przypadkach skrzat mówi normalnie "nie".
Przykład: Nu! Pock Poś nie chce wkładania mu piasku do buzi!
amciu- jedzenie
śmierdziuszki- pierd
specjalny przyjaciel/ specjalna przyjaciółka- partner/partnerka
piłeczka- ulubiona zabawka skrzatów. Jeżeli nie mają w swoim otoczeniu partnera/partnerki, seksualizują zabawkę
sisiorkowo- sieć ośrodków edukacyjno-rekreacyjnych dla skrzatów
cuda na kijaszku- cos głupiego, niebezpiecznego, obleśnego lub zaskakującego
gumeczki- prezerwatywy
kondomki- smażone placuszki z ciasta pierogowego, podawane z sosem myśliwskim albo bbq
suche pierdy- chipsy octowe
gzybory- grzyby
labory x- czarnobylskie laboratoria klasy X, które z niezrozumiałych przyczyn fascynują pock pocki tak jak autystyczne dzieci jarają się pociagami/egiptem/dinozaurami.
miś nienawiści- specjalne misie obrażające skrzaty, kupowane najczęściej przez właścicieli torturujących psychicznie pock pocki. Miś może być dla skrzata obiektem seksualnym.
frajer-(używane przez właścicieli, skrzaty nie obrażają innych ze względu na preferencje)- Pock Poś, który seksualizuje misia nienawiści, przez co po jakimś czasie nie może mieć satysfakcji seksualnej bez bycia obrażanym/poniżanym.
szamponik co nie szczypi- bardzo delikatny płyn co włosów skrzatów
pawiania pupcia/kacze stópki/ogonek/wiewiórze ząbki- części ciała skrzata odróżniające go od istot ludzkich. Pock Pocki akcentują często w rozmowie o swoim ciele właśnie te określenia.
sklepik- sklep zoologiczny, jeżeli pock pock uzna, że jego właściciel go nie kocha, prosi go o oddanie do sklepiku, by ktoś inny go nabył.
dzikie pock posie- pock posie żyjące w dziczy. mają ciężkie życie, ale za to nikt nie zna ich prawdziwego imienia i nie może ich w ten sposób skrzywdzić.
zboczuch- skrzat mający wiadome, bardzo złe tendencje ku dzidziuniom. Najczęściej zaburzenie wynika z braku partnerki/partnera bądź traumy. Ewentualnie zboczuch to właściciel, który seksualnie nadużywa skrzata.
siostrowanie/bratowanie/mamusiowanie/tatusiowanie- seks z członkami rodziny, praktyka powszechna wśród skrzatów, które folgują sobie niczym bonobo.
glutek- koza z nosa, dużo pock pocków je zjada.
obziazianko- obrzezanie. Sposób straumatyzowania pock pocka.
spanko- miejsce do spania lub czynność
figle-migle- zabawy polegające na bieganiu i rekreacji
czytańsko- przeglądanie obrazków
ochroniosz- ochroniarz
prawdziwe imię- imię osoby z której dna powstała konkretna linia pock pocka. Najczęściej są to seryjni mordercy. Wypowiedzenie przy pock pocku prawdziwego imienia jego progenitora powoduje 15 minutową kakatonię, w czasie której skrzat ma wizję zbrodni dokonanych przez człowieka z którego kodu genetycznego powstał. Używane do karania skrzatów przez ludzi.
jamka- dom dzikiego pock pocka
akwarium- sposób trzymania pock pocków w sklepach zoologicznych
pokoik- miejsce w domu odpowiednie i bezpieczne dla skrzata
dałnioreczek- upośledzony skrzat ewentualnie imię dla skrzata
pracunia- przypadek gdy skrzat ma zawód i uczęszcza do pracy. Najczęściej ginie w trakcie jej wykonywania, ponieważ ludzie zatrudniają te skrzaty do niebezpiecznych prac dla lulzów xD
pokaż mi swoje aktywa- wymiana barterowa między skrzatami
potworne pock posie- zwierzęce pock pocki, bardzo przyjacielskie, nie wiadomo czemu zwykłe skrzaty czują do nich trudną do zwalczenia odrazę. Stworzone dla ludzi z fandomu furry. mają pyski zwierząt i ciała zwykłego pock pocka, tylko, że w kolorze brązu, czerni, rudości, bieli lub mieszane.
szare pock posie- blade lub lekko srebrne gotyckie pock pocki, specjalnie stworzone dla gotów.
brązowe i żółte pockposie- najczęstsze obok białych pock pocków. Dzięki temu każdy może kupić pock pocka w interesującym go kolorze rasowym.
światełko- coś pięknego i błyszczącego
świecunia- źródło światła, niekoniecznie świeczka
ElfVT- telewizja dla skrzatów. mocno propagandowe gówno zachęcające do konsumpcjonizmu i płodzenia skrzaciąt.

Warto nadmienić, że gramatyka skrzatów jest upośledzona. Przykłady:
-Poproszę pięć jagodów- poproszę pięć jagód
-Mam troję córków- Mam trzy córki
-Nie lubię torturów
i tak dalej i tak dalej.
Często też mówią w trzeciej osobie:
-Pock Poś kocha tatunia i mamunię!- Kocham was!

Lider

w Rodzicielstwo

49piorunów

Chyba w końcu trafiłam z instrumentem dla młodego! aktualnie drugi dzień brzdąka na kalimbie. Przydałoby się ją porządnie nastroić, ale jemu nie przeszkadza.
Trzymajcie kciuki, żeby mu się zainteresowanie utrzymało :smiley:

Autorytet1piorunów

Dwa dni? Ja już bym rozglądał się za miejscem w szkole muzycznej xD

Osobistość1piorunów

@moll Kalimbe się stroi? Chyba nigdy nie miałem w ręce takiej porządnej, myślałem, że to ma na stałe zamocowane te brzdękadełka

Pokaż więcej komentarzy (25)

Fanatyk

w Hydepark

41piorunów

Dzisiaj wywiadówka w szkole u mojego syna i dostaliśmy powiadomienie, że mamy zostać po niej, na konsultacje, z wychowawczynią. Ogólnie w nauce wszystko w porządku, nawet ponad przeciętną i wysyłają go na jakiś konkurs wojewódzki (pierwszoklasista), ale wychowawczyni klasy i świetlicy miały obserwacje, że młody generalnie nie jest często odklejony, w Swoim świecie (robi czasem na lekcji co chce, pochłania książka po książce w świetlicy), notorycznie czegoś zapomina (a potem wypiera się tego), wszystkie dzieci go uwielbiają, ale on sam do innych trzyma dystans (bo ma jednego przyjaciela od przedszkola i innych nie chce) i generalnie sugerują konsultację w kierunku spektrum autyzmu. No takich obchodów Światowego Dnia Świadomości Autyzmu się nie spodziewałem, myślałem, że na niebieskiej koszulce i o rozmowie na tema dziecka przyjaciół z Autyzmem, się skończy. Biorąc pod uwagę, że on jest ten normalniejszy z dwójki, będzie ciekawie.

Fanatyk7piorunów

@zomers autyzm -srautyzm. Może po prostu nudzi go szkoła i potrzeba mu jakichś wyzwań oraz wyrobienia nawyków samodyscypliny.

Fanatyk1piorunów

@MostlyRenegade i takie też były moje pierwsze sugestie. Ale wiadomo, Swoje dziecko się czasem idealizuje. Co do aspektów społecznych, mam pełną świadomość, że ma problemy i dużo z nim na ten temat rozmawiamy. Z drugiej strony roztrzepanie, no kto z nas nie rozwalił jogurtu w plecaku z książkami, niech pierwszy rzuci kamieniem. No jest dużo rzeczy do przemyślenia na noc 😉

Fanatyk4piorunów

@zomers ja kiedyś worek z kapciami zgubiłem wracając ze szkoły. Dwa razy. A z domu do szkoły miałem może 5 minut piechotą. Żaden z tych worków nigdy się nie odnalazł. Do tej pory nie wiem, jak ja to zrobiłem.

Gruba ryba2piorunów
że młody generalnie nie jest często odklejony

To chyba dobrze? xD

Fanatyk2piorunów

@jiim heh, miało być, że jest. Czasem tak mam, że mi się słowa tak dziwnie sklejają, jeszcze mi potem diagnozę postawią.

Pokaż więcej komentarzy (26)

GURU

w Ciekawostki

62piorunów

2 kwietnia:

* Międzynarodowy Dzień Książki Dla Dzieci
* Światowy Dzień Świadomości Autyzmu
* Międzynarodowy Dzień Sprawdzania Faktów

GURU10piorunów

@Z_buta_za_horyzont

* "Międzynarodowy Dzień Sprawdzania Faktów"

Oooo czyli dziś dzień bez dezinformacji!
Prawda?
Prawda!?

GURU2piorunów

@zuchtomek Dezinformacja trwa cały czas dzisiaj jest dzień, który mówi o tym że warto sprawdzać jak to się ma co do faktów 😉.

Kosmonauta11piorunów

Zacny gif, wszystkie 3 święta w jednym!

Pokaż więcej komentarzy (9)

Fanatyk

w Hydepark

13piorunów

zobaczymy jak szybko mi przejdzie hiperfiksacja nowym tematem

Osobistość2piorunów

@redve szybko. Mnie te wszystkie fizyczne mechanizmy dobijały na studiach.

Fanatyk1piorunów

@Cerber108 mnie fascynuje jak działa świat, i miałem troche podejść do fizyki, ale nie wiedziałem czego dokładnie chce (Termodynamika? Elektromagnetyzm? Meteorologia? Fizyka cieczy?).
Na studia sam wybrałem matematyke, to chyba podobne będzie

Gruba ryba1piorunów

@redve dawaj astrofizyke, przynajmniej nie trzeba pomijac oporu powietrza 😉

Autorytet1piorunów

@redve Kruca fuks, wracają flashbacki ze studiów. Miałem kurs pod tym samym tytułem z niesamowicie mądrym profesorem. Problem był taki, że temat jest delikatnie mówiąc trudny, a on nie potrafił przekazać wiedzy. Finalnie egzamin to była pamięciówka - laplasjany, dywergencje, pola, całki potrójne. No ja pi⁎⁎⁎⁎lę. Zdałem chyba za trzecim podejściem, sporo osób się na tym całkiem wykładało.

Pokaż więcej komentarzy (12)

Lider

w Autyzm

2piorunów

https://en.wikipedia.org/wiki/Special_interest_(autism))

Za: https://bsky.app/profile/depthsofwikipedia.bsky.social/post/3lgvsobxb522x

Around 75–90% of autistic people develop a special interest,[4] with some studies claiming as high as 95%.[14] Special interests are often developed between one and four years of age but may not develop until adulthood.[4] Many special interests start in children as a fascination with a particular object (e.g. Thomas the Tank Engine) and later develop into an interest in a specific topic (e.g. trains).[2] A special interest may change over time or last a person's whole life.[15] A 2014 survey found that the average number of special interests an autistic person has is 2, and the average longevity is 13 years.[2]
Engaging in special interests can bring autistic people great joy[24][25] and many autistic people spend large amounts of time engaged in their special interest.[26] In adults, engaging with special interests has been shown to have positive outcomes for mental health,[27]self-esteem,[28] and can be used to manage stress.[23]

Special interests can sometimes interfere with other areas of a person's life, such as school.[29] In children, incorporating a child's special interest into their education has been shown to improve learning outcomes,[30][28] increase attention on learning topics[31] and teach behaviours such as sportsmanship.[32] Students have been shown to write better when writing about their special interest compared to a control topic.[33] A 2022 study showed 25% of autistic people who worked had employment in their area of special interest and that adults with employable special interests may have better employment outcomes.[26] Special interests may lead people to become child prodigies or savants in their area of interest.[23]

Fanatyk

w Hydepark

17piorunów


jak zacząć rozmowe jak sie nie ma ważnego powodu szukaj

Fanatyk9piorunów

@redve
Nigdy tego nie rozszyfrowałem, pozdrawiam.

Ale ppodziwiam ludzi, którzy potrafią podejść do kogoś znajomego-ledwo-z-widzenia albo widzianego pierwszy raz (np. w kuchni w robocie) i zagadać o pierdołę typu, że nigdy w kuchni nie ma łyżek, a 5 minut później - nieistotne czy przy współpracy rozmówcy - opowiadać o swoim weekendzie albo czym tam innym.

GURU1piorunów

@redve "ciebie też piecze po wczorajszej nocy?"

Pokaż więcej komentarzy (18)

Lider

w Hydepark

26piorunów

67 + 1 = 68

Tytuł: Synu, jesteś kotem
Autor: Katarzyna Michalczak
Kategoria: Psychologia
Wydawnictwo: Wydawnictwo Cyranka
Format: książka papierowa
ISBN: 978-83-67121-20-0
Liczba stron: 174
Ocena: 4/10

Książka o relacji matki z synem w spektrum autyzmu.

Myślę, że najlepszym podsumowaniem tej pozycji jest jej krótki fragment tak z 2/3 długości.

-Mamo, brzmisz jak zupełna atencjuszka!
- Ja jestem atencjuszką, tylko mam to przepracowane i tak bardzo tego nie widać.
- To masz szczęście, bo nie znoszę atencjuszy i atencjuszek.
-No każde z nas ma w sobie części, których nawzajem nie znosimy. Ja na przykład zawsze nie znosiłam ludzi, którzy tak totalnie nie zwracają uwagi na innych.
-Czyli jeszcze raz, co mówiłaś? Że kim jesteś?

I to widać- autorka jest atencujszką. Około 90 procent książki to "ja, ja zrobiłam, myślałam, żałuję" i gdyby więcej było tej relacji, a nie emocjonalnej, czasami zbyt tkliwej i chaotycznej autoterapii polegającej głównie na użalaniu się autorki, to zdecydowanie zagrałoby na korzyść. Bo to co opowiadasz psychologowi na sesji nie zawsze będzie ciekawe i znośne dla czytelnika.
Zdecydowanie najlepiej wypadają komentarze syna i gdzieś 15-20 stron napisane z jego perspektywy. Najbardziej wartościową część tej krótkiej książki.

Chaotyczna w przedstawieniu tematów.
No i gdyby nie to, że otrzymałem ją od kolegi to cena okładkowa 42 zł to takie mocne xd

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider5piorunów

@AdelbertVonBimberstein Czasami mam wrażenie, że takie książki przynoszą więcej krzywdy niż pożytku, przez to jak są napisane. Bo sam zamysł wydaje się dobry, mam chore dziecko, opowiem wam jak wygląda życie z autyzmem, może komuś to pomoże zrozumieć.

Lider2piorunów

@WujekAlien szczerze, to nie do końca. Każdy autysta ma inny odcień autyzmu i tutaj nie da się przyłożyć dziecka do dziecka i stwierdzić, że jest tak samo.
Dlatego według mnie to jest szkodliwe, jeśli odbieramy takie wytwory w sposób uniwersalny, a nie studium jednostki. Ja się na tym łapię nawet w opracowaniach/poradnikach, które najpierw raczą stwierdzeniem "każda osoba w spektrum jest unikalna", by kilka stron dalej zaserwować "każda osoba w spektrum xyz".
Kolejna rzecz, która mnie razi to określenia "nasze dzieci", "wyjątkowe", niektórzy posuwają się do "daru".

GURU6piorunów

@AdelbertVonBimberstein sporo książek tego typu niestety cierpi na coś podobnego. Nawet tytuły typowo naukowe potrafią mieć więcej o autorze, niż o temacie, który omawia. W tym temacie niby to ma jakiś sens, ale podejrzewam, że autorka przekroczyła granicę między "książka o relacji", a "książka o autorce".

Pokaż więcej komentarzy (5)