Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#bookmeter

Gruba ryba

w Książki

13piorunów

1120 + 1 = 1121

Tytuł: Pozdrówcie Góry Świętokrzyskie

Autor: Cezary Chlebowski

Kategoria: historia

Ocena: 7/10

*

Suchedniowski zespół producentów ustalił zasadę, której starał się wiernie trzymać: „Niech Niemcy szukają stenów na niebie, a nam pozwolą je w możliwym spokoju produkować na szarej, umęczonej, polskiej ziemi”.

Wciąż byłem (a po prawdzie, to nadal jestem) pod wrażeniem, jakie zrobiła na mnie lektura Gołoborza pana Macieja Siembiedy, kiedy uświadomiłem sobie, że choć pochodzę ze Świętokrzyskiego, to w zasadzie nic o tym regionie nie wiem. Postanowiłem to zmienić. Moja ignorancja w tym temacie była jednak (a po prawdzie, to nadal jest) tak ogromna, że nawet nie wiedziałem od czego mam zacząć. Sięgnąłem więc po książkę, która tu i ówdzie przewijała się przez moje dzieciństwo, choć w postaci raczej tylko okładki i tytułu, bo na to żeby choć spróbować ją wtedy przeczytać była zwyczajnie zbyt gruba.

.

Ostatnio, po wieloletniej tułaczce, niczym Odyseusz do Itaki, ja powróciłem do Świętokrzyskiego (choć żadna Penelopa na mnie tutaj nie czekała, a i po drodze też nie spotkałem ani jednego cyklopa). W tym regionie, kiedy tylko wyjedzie się poza Kielce, bardzo często jedzie się przez lasy.

– Ile tutaj jest krzyży – powiedziałem w czasie jednego z takich wyjazdów do mojej towarzyszki, siedzącej na siedzeniu pasażera.

– To partyzanckie – odpowiedziała, ale nie kontynuowaliśmy tematu. Głównie dlatego, że nic o tych świętokrzyskich partyzantach nie wiedziałem, nie miałem więc nic do dodania.

Gdyby ta sytuacja zdarzyła się dzisiaj, kiedy jestem już po lekturze książki pana Chlebowskiego, być może ten krótki dialog rozwinąłby się w jakąś rozmowę, bo Pozdrówcie Góry Świętokrzyskie to opowieść (reportaż?) o jednym ze zgrupowań partyzanckich na Ziemi Świętokrzyskiej, a konkretnie o Zgrupowaniu Partyzanckim AK „Ponury” działającym w regionie pod komendą Jana Piwnika – „Ponurego” właśnie.

Jan Piwnik, urodzony pod Opatowem był jednym z cichociemnych. Do Polski powrócił w listopadzie 1942 roku i w zasadzie od tego zaczyna się ta książka. Jej zasadniczą część stanowią jednak wydarzenia roku 1943 – począwszy od uwolnienia 43 więźniów z więzienia w Pińsku, za co Jan Piwnik został uhonorowany orderem Virtuti Militari (a Jan Wojnowski – „Motor” tylko Krzyżem Walecznych), poprzez działalność w okolicach Wąchocka i Starachowic, aż po późniejsze efekty konfliktu (wówczas) porucznika „Ponurego” z pułkownikiem Stanisławem Dworzakiem – „Danielem”, w wyniku którego Jan Piwnik ostatecznie trafił w okolice Nowogródka, gdzie w roku 1944 poległ w bitwie pod Jewłaszami.

Bardzo się cieszę, że tę książkę przeczytałem. Po pierwsze zacząłem realizować jeden ze swoich zamiarów i dowiedziałem się trochę o historii regionu. Po drugie, zdarzenia roku 1943 oglądane z dzisiejszej perspektywy, kiedy mamy pełniejsze informacje sprawiają, że sama opowieść wciąga, bo jest w niej wszystko, co w dobrej opowieści być powinno – jest motywacja, jest działanie, są silne charaktery, są rozczarowania, ale jest i zdrada. Osobą, którą najbardziej zapamiętam z całej książki, bo wzbudziła we mnie najsilniejsze emocje, na pewno będzie „Motor” – jeden z bohaterów Akcji Pińskiej, który stał się później współpracownikiem gestapo o kryptonimie „Garibaldi”.

Książkę jednak czasami czytało mi się trudno. Dużo w niej nazwisk i pseudonimów (co jest zrozumiałe – jeśli się chce upamiętnić leśne wojsko, to należy w miarę możliwości wymienić wszystkich jego żołnierzy, a nie tylko dowódców i bohaterów), a momentami (moim zdaniem, ale to moje zboczenie) książka kuleje też narracyjnie. Chodzi mi głównie o opisy walk, gdzie autor (co widać) chciał wprowadzić do narracji powieściową dynamikę, ale nie wyszło mu to zbyt dobrze. Niemniej jednak, pomijając moje w zasadzie w tym przypadku zupełnie nieistotne preferencje względem narracji, uważam, że Pozdrówcie Góry Świętokrzyskie to kawał świetnie wykonanej roboty. Imponuje praca, jaką pan Chlebowski wykonał (ta książka, wydana po raz pierwszy w roku 1968 ciągle jest wznawiana i z wydania na wydanie wciąż jest poprawiana), mnogość źródeł, do których dotarł, uczciwa konfrontacja sprzecznych zeznań i jasne zaznaczenie wątpliwości oraz (chyba) obiektywny opis zdarzeń, w tym i tych mniej chlubnych, jak choćby odwet wzięty przez partyzantów na Niemcach za zbrodnię michniowską, co, w mojej ocenie, świadczy o tym, że autor nie chce kreować sztucznych bohaterów bez skazy, ale dotrzeć możliwie najbliżej prawdy. W efekcie, pomijając wartość reporterską, czytelnik nie otrzymuje opowieści o superbohaterach, ale o ludziach, którym przyszło żyć w takich okolicznościach, w jakich im żyć przyszło i którzy robili to, co uważali za słuszne, mając jednak swoje ludzkie słabości i popełniając przy tym błędy.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Twórca

w Książki

11piorunów

1119 + 1 = 1120

Tytuł: Syn Hamasu

Autor: Musab Hasan Jusuf, Ron Brackin

Kategoria: Autobiografia

Wydawnictwo: Aetos Media

Format: książka papierowa

ISBN: 9788361097204

Liczba stron: 288

Ocena: 3/10

Z cyklu nie bierz czytelniku ze sklepowego koszyku

Mleczna krowa medialna pod patronatem rzecz jasna niezawodnego wink New York Timesa, jeszcze raz udowadniająca bezwartościowość kolejnego masowego chłamstwa w literaturze, trzymanego ręką przychylnej statystyki. I nawet niczego nie spodziewałem się, kompletnie niczego, bom dostałem od drugiej osoby w przykrytej okładce, a że jakiś czas temu czytałem książkę o ISIS znacznie lepszą, to miałem przychylny stosunek do kolejnej rozprawiającej o Bliskim Wschodzie rzeczy. Zawiodłem się strasznie, ale przynajmniej nie była tak wielka. Aczkolwiek przedzierałem się przez nią jak podczas monsunu w dżungli.

Autor jest synem niejakiego szajchra Hasana Jusufa, imana z Ramallah i jednego z przywódców znanego chyba każdemu Hamasu, który pomimo bycia najczęściej aresztowanym człowiekiem spośród nich, to nie ma żadnej poświęconej mu strony na wikipedii. Nie dowiadujemy także, czym zajmował się ściśle w organizacji i w jakim stopniu był odpowiedzialny za akty terrorystyczne. Ot dobry religijny tatko szacowany przez wszystkich, tylko niestety akceptujący ludzi stosujących brzydkie metody walki. Jego syn, a nasz bohater zostaje aresztowany w brutalny sposób z powodu wybryku z zakupem broni. Nie przeszkadzało mu tego wpierw tego odmalować jako niesłusznego zdarzenia dla efektu. Metodą złego i dobrego gliny agenci izraelskiej służby bezpieczeństwa Szin Bet werbują go i odtąd nasz Musab rozpoczyna swój nowy rozdział życia jako Kunrado Al-Wallenrodi

Już nie pastwiąc się na stylem niczym z fanfików o Harrym Potterze z Wattpada i dialogami napisami pisanymi pod intencję niż rzeczywistość, książka jest zdecydowanie.. nie.. jest za przeproszeniem k⁎⁎wa GIGANTYCZNIE stronnicza. Sporo nawtłoczono mu do głowy i niestety nasz pan autor nigdy nie próbował zachować umiarkowanej podejrzliwości. Skutkiem takim są kwiatki typu Jaser Arafat to manipulacyjna kanalia łasa na atencję i międzynarodową kasę, współpracująca z terrorystami, bossowie OWP są skorumpowani i jeżdzą drogimi autkami, a ludność została podpuszczona przez palestyńskie władze i biedni żołnierze muszą strzelać do dzieci rzucających w nich kamieniami. Bachory powinny być w szkole, zero odpowiedzialności rodzicielskiej. Hamas prócz znanej radykalności, religijności i wybuchowości są debilami. Autor nie musi nic robić - wystarczy powiedzenie "jestem synem Hasana Jusufa" i już myk sekretne informacje, zapasy trotylowe i położenie niebezpiecznych terrorystów na półmisku Szin Betu. Kij z tym, że on LITERALNIE przyznał się wierchuszce Hamasu w więzieniu i ojcu o zmuszeniu do współpracy ze służbami oraz jeszcze dwoje osób wręcz chętnie by rozpowiedziało o tym. Sam ojciec nie musiał nawet autoryzować jego działań, bo pewnie też uwierzył, że syn Hasana Jusufa nigdy nie poszedłby na większy układ z Żydami.

Do tego wchodzi wyjebane ego ponad standard. Za sprawą "przypadkiem" spotkanego amerykańskiego turysty nawrócił się na chrześcijaństwo i sam pan Bóg z Jezuskiem czuwa nad jego misją zaprowadzenia pokoju w Palestynie. Chodzi sobie na spotkania biblijne, pracuję w amerykańskim USAID, lansuje się M16 i nikt nie wpadł na pomysł o jego podwójnej roli. Złapał stu terrorystów, agencja jak nie chcę by ktoś zginął, to przyzwala na to, gdyż jest najważniejszym agentem rozpracowującym Hamas. A tymczasem mam wrażenie moim niepełnie dobrym zdaniem, że pomimo pozytywnej roli w zniszczeniu zbrodniczej działalności muzułmańskich terrorystów jest najzwyczajniejszym w świecie kolaborantem, który po drodze sprzedał dusze, jeżeli taka w ogóle istnieje

W wiezieniach dla najgrożniejszych terrorystów osadzeni mogą liczyć na darmowe cukierki!

Gruba ryba

w Hydepark

15piorunów

1118 + 1 = 1119

Tytuł: Daimonion

Autor: Andrzej Ziemiański

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Iskry

Format: książka papierowa

Liczba stron: 106

Ocena: 5/10

Króciutki zbiorek opowiadań. W większości mało SF a jedynie takie udających, bardziej można je określić jako psychologiczne. Niestety bardzo mierne, w zasadzie oprócz dwoma czy trzema nic nie zapada w pamięć.

Najlepsze z najgorszych są trzy ostatnie:

"Układ zamknięty" dotyka odwiecznego problemu czy więzienie nie jest czasem tylko w naszych głowach.

"Czekając na barbarzyńców" - co robić w obliczu zagrożenia, bronić się, uciekać?

"Blisko granicy" o powolnym popadaniu w obłęd gdy jesteśmy skazani na długą bezczynność

Reszta do zapomnienia.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobistość

w Książki

14piorunów

1117 + 1 = 1118

Tytuł: Dech zimy

Autor: Robert Jordan

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Format: książka papierowa

ISBN: 9788382026566

Liczba stron: 752

Ocena: 4/10

Brnięcia w krainę bezcelowości i pustosłowości ciąg dalszy, choć ostatni rozdział aż kipi od akcji i punktów widzenia, i tak jak ciągłe mnożenie się tych drugich na przestrzeni ostatnich tysięcy stron trochę mi przeszkadza, tak tutaj idealnie ukazuje to ilość osób i stronnictw zaangażowanych w konflikt.

Autentycznie nie mam nad czym się rozwodzić, co najwyżej nad jakimiś szczególikami; wszystkie postacie i ich charaktery są już właściwie ugruntowane, a eskapady albo następują natychmiastowo za pomocą Podróżowania, albo wloką się przez kilka tomów, że aż zapomina się, skąd i dokąd one wiodły. Tak więc dalej takie tam obserwacje, nic głębokiego.

Scena wzajemnej adopcji Elayne i Aviendhy została przedstawiona w dosyć sensowny sposób: cała ceremonia polegała na rytuałach, które ukazywały poszczególne cechy obu dziewczyn - dobre, złe, irytujące, uwłaczające - a jeżeli chce się kogoś wziąć za członka rodziny z własnej woli, to trzeba być z nim szczerym i go zaakceptować.

Cadsuane nie zwraca właściwie na nikogo uwagi, natrętne petentki z jakiejkolwiek przenoszącej Moc grupy traktuje jak namolne muchy i co najwyżej Sorileę darzy jako takim respektem. Tka jakieś swoje wielowarstwowe intrygi, los uważa ją za istotne ogniwo cyklu, a sama zainteresowana nie zamierza odpuszczać. Bardzo dobrze.

Mat, o zgrozo, nabawił się wobec Tylin Syndromu Sztokholmskiego, jednakże na szczęście owy epizod się tutaj skończył i mam nadzieję, że ta małpa nigdy już na karty serii nie wróci.

Gruba ryba1piorunów

To smutne, ale trzeba przetrwać, żeby dokopać się do tomów które wyszły spod pióra Sandersona wg wytycznych Jordana.

Osobistość1piorunów

@Fulleks nie wiem, jak zajebiste by one musiały być, żebym stwierdził, że warto przebijać się przez kilka ostatnich. Gdyby były tylko nudne - ok, ale to są przecież grube książki.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Autorytet

w Książki

20piorunów

1116 + 1 = 1117

Tytuł: Początkujący złoczyńca

Autor: John Scalzi

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Format: książka papierowa

ISBN: 9788367949705

Liczba stron: 376

Ocena: 8/10

Bardzo spoko historia, taka książka do czytania na luzie (ten autor tak ma) - szybka, łatwa i przyjemna. Jakby jakiś streaming kiedyś chciał z tego zrobić film, to by pewnie się udało. Dla fanów intryg i szpiegowstwa, ale nie tylko. Niektóre sceny mocno z jajem. Dostałaby więcej, gdyby to jakoś się bardziej rozciągnęło na większą ilość stron.

I tak, koty stanowią ważny element opowieści. Nie są jakoś mocno eksponowane, ale coś tam jest 😉

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba

w Książki

25piorunów

1115 + 1 = 1116

Tytuł: Karmazynowy Król

Autor: Graham McNeill

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Copernicus Corporation

Format: książka papierowa

Liczba stron: 544

Ocena: 6/10

“Nie myl miecza z człowiekiem. Jedno można złamać, ale drugie przetrwa.”

XLIV część cyklu Herezja Horusa

Ahzek Ahriman wyrusza w poszukiwaniu odłamków duszy Magnusa, aby umożliwić swemu przywódcy powrót do świata materialnego i dawnej potęgi. Agenci Malcadora wraz ze sforą Kosmicznych Wilków mają zadanie do tego nie dopuścić.

Dziwnie się zaczyna, pomimo, że śledzę mapy z kolejnością czytania, to tutaj poczułem, że straciłem ciągłość - Lucius w drużynie Ahrimana, wtf? Wróciłem więc do krótkiego opowiadania Grahama McNeilla pt. “Lucius: The Eternal Blade”, aby poznać losy fechmistrza pomiędzy “Aniołem Exterminatusem” a “Karmazynowym Królem”.

Jedna z najbardziej złożonych powieści Herezji, której dodatkowo część dzieje się poza światem materialnym, co może stanowić dodatkowe wyzwanie dla wyobraźni.

Dobra książka, może nieco przekombinowana, bez jasnego podziału na dobro i zło, gdzie każda ze stron ma swoją własną motywację.

Na tym kończę papierowe wydania Herezji Horusa będące w moim posiadaniu. Pominąłem kilka tomów, które wydały mi się mniej istotne. Może kiedyś do nich wrócę, a tymczasem zabieram się za jeszcze nie wydany w Polsce ciąg dalszy historii w formie angielskich ebooków.

Lider

w Książki

17piorunów

1114 + 1 = 1115

Tytuł: Bez Skrupulów

Autor: Tom Clancy

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Buchmann

Format: audiobook

Liczba stron: 601

Ocena: 7/10

Pierwszy rom uniwersum Jacka Ryana, ale bez Ryana na zamknięcie czytelniczego lipca i 150 książka w tym roku.

Do Toma Clancy'ego zawsze podchodzę z nastawieniem, że dostanę coś więcej niż tylko sensację. Jego książki słyną z rozbudowanego tła militarnego, politycznych intryg i technicznych szczegółów. "Bez skrupułów" nie jest wyjątkiem, choć tym razem najciekawsze okazuje się nie to, co dzieje się na najwyższych szczeblach władzy, ale historia jednego człowieka.

To właśnie tutaj poznajemy genezę jednej z najciekawszych postaci uniwersum Clancy'ego - Johna Kelly'ego, późniejszego Johna Clarka. Były żołnierz sił specjalnych próbuje poukładać sobie życie po zakończeniu służby, jednak seria tragicznych wydarzeń sprawia, że zamiast spokojnej emerytury wybiera drogę brutalnej zemsty. Równolegle zostaje zaangażowany w tajną operację wojskową związaną z wojną w Wietnamie, przez co książka płynnie przechodzi od osobistego thrillera do militarnej powieści szpiegowskiej.

I właśnie tutaj mam największy problem z tą książką. Za każdym razem, gdy śledzimy losy Johna Kelly'ego, "Bez skrupułów" jest świetne. Clancy znakomicie pokazuje jego determinację, wojskowy profesjonalizm i konsekwencję w realizacji własnego planu. Kelly jest bohaterem, którego trudno nie polubić. To człowiek działający według własnego kodeksu moralnego, niezwykle skuteczny, cierpliwy i bezwzględny wobec tych, którzy przekroczyli granicę. Sceny z jego udziałem czytałem z ogromnym zainteresowaniem i to one sprawiały, że trudno było mi odłożyć książkę/audiobooka.

Niestety, gdy tylko autor przenosi uwagę na politykę, wojskowe narady czy kulisy planowania operacji, moje zainteresowanie wyraźnie spadało. Rozumiem, że dla wielu czytelników właśnie to jest kwintesencja twórczości Clancy'ego, ale mam wrażenie, że tu jeszcze nie rozwinął w pełni swoich umiejętności. Dla mnie te fragmenty były po prostu zbyt rozwlekłe. Nie powiedziałbym nawet, że są złe - bardziej nijakie. Po emocjonalnych i dynamicznych rozdziałach z Kellym dostawałem długie rozmowy, analizy i przygotowania, które skutecznie wybijały mnie z rytmu.

To o tyle ciekawe, że obie historie ostatecznie dobrze się uzupełniają. Problem polega wyłącznie na proporcjach. Czasami widzimy też to co Clark podobno zrobił oczami kogoś innego i ta zgadywanka mnie nie kupowała. Gdyby książka mocniej skupiała się na samym Kellym i jego przemianie w Johna Clarka, prawdopodobnie oceniłbym ją wyżej.

Bardzo podobało mi się natomiast to, jak Clancy buduje swojego bohatera. Nie jest to typowy superagent znany z późniejszych książek i ekranizacji. To człowiek, który dopiero staje się legendą. Widać jego wojskowe doświadczenie, inteligencję i chłodną kalkulację. Ogromne pokłady cieprliwości i budowania przykrywki, gdy swoje przyszłe ofiary ma na wyciągnięcie ręki. Jednocześnie cały czas napędzają go bardzo ludzkie emocje - ból, strata i chęć wymierzenia sprawiedliwości po swojemu, bo nie wierzy w system.

Ostatecznie bardzo dobrze bawiłem się przy tej książce, choć nie ukrywam, że momentami chciałem po prostu przewrócić kilka stron i jak najszybciej wrócić do Johna Kelly'ego. To właśnie on jest sercem tej powieści i sprawia, że mimo kilku dłużyzn warto ją przeczytać. Nie mogę się doczekać, jak wypadnie w starciu z Ryanem w kolejnym tomie uniwersum.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 150/128

Fenomen

w Hydepark

17piorunów

1113 + 1 = 1114

Tytuł: W hołdzie Katalonii

Autor: George Orwell

Kategoria: wojenna

Wydawnictwo: Atext

Format: papierowa

ISBN: 8385156003

Liczba stron: 231

Ocena: 6/10

Książka ta to zbiór wspomnień, tudzież reportaż, Orwella, który walczył w hiszpańskiej wojnie domowej. O konflikcie pisał z punktu widzenia lewicowego działacza w oddziałach POUM (Robotniczej Partii Zjednoczenia Marksistowskiego), który spostrzega, że za wojenno-rewolucyjną retoryką kryje się rywalizacja ugrupowań, które walczą z faszystami. „W hołdzie Katalonii” stanowi cezurę, po której Orwell zaczął rozprawiać się z totalitaryzmami.

Nie jest to oczywiście „Rok 1984” czy „Folwark zwierzęcy”, te dwa utwory to zupełnie inna kategoria literatury. „W hołdzie Katalonii” to książka w miarę ciekawa, chociaż a) przedstawione w niej wioski to w zasadzie zalążki tego, co później Orwell rozwinął we wspomnianych utworach b) ukazane absurdy wojny były mi mniej lub bardziej znane w nieco innych formach i w innych powieściach lub opracowaniach historycznych c) książka momentami była dość sucha. Być może ostatnie zastrzeżenie to „zasługa” tłumacza. Posiadany przeze mnie egzemplarz książki pochodzi z 1990, wydawca na tylnej okładce chwali się, że to pierwsze oficjalne wydanie w Polsce. Podejrzewam, że wydawca niespecjalnie zadbał o jakość, chcąc jak najszybciej wydać wcześniej zakazaną książkę.

Prywatny licznik: 30/50

Sum

w Książki

14piorunów

1112 + 1 = 1113

Tytuł: Miecz i korona. Młody sokół

Autor: Sabine Ebert

Kategoria: powieść historyczna

Wydawnictwo: Sonia Draga

Format: audiobook

ISBN: 9788382306170

Liczba stron: 640

Ocena: 7/10

Niemcy, 1146 rok. Zakończenie wojny między Staufami i Welfami nie przyniosło upragnionego rozstrzygnięcia konfliktu między oboma stronnictwami i kraj dalej balansuje na krawędzi wojny domowej. Tymczasem po upadku hrabstwa Edessy papież Eugeniusz III i opat Bernard z Clairvaux zaczynają nawoływać do kolejnej krucjaty. Król Konrad III niechętnie zostawia władzę nieletniemu synowi Henrykowi Berengarowi i wyrusza wraz z armią na Bliski Wschód. Obserwując porażki krzyżowców i nieudolność króla, uczestniczący w krucjacie młody książę szwabski Frydery pomału dochodzi do wniosku, że tylko on byłby w stanie przywrócić w Rzeszy pokój…

Druga część cyklu nieco gorsza, a to dlatego, że przy opisie II. krucjaty i pod koniec książki autorka zamiast szerzej rozpisać wydarzenia, pędziła z fabułą jak na wyścigu. Mi by tam nie przeszkadzało, gdyby ta książka była dłuższa o 150, a nawet 200 stron, ale za to pewne wątki zostałyby lepiej nakreślone. Zirytowało mnie dość częste powtarzanie, co w wątkach postaci działo się wcześniej - o ile przełknę powtórzenie wydarzeń z poprzedniego tomu, to po co przypominać, co dokładnie wydarzyło się 10 rozdziałów wcześniej?

Na szczęście reszta elementów – polityczne intrygi, oddanie realiów epoki, sposób przedstawienia postaci – nie zalicza spadku jakości.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobistość

w Książki

27piorunów

1111 + 1 = 1112

Tytuł: Niezwyciężony

Autor: Stanisław Lem

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Wydawnictwo MON

Format: książka papierowa

Ocena: 9/10

Bardzo dobra, trzymająca w napięciu historia poszukiwania Kondora/odpowiedzi co zdarzyło się na Regis III, wypełniona rozważaniami filozoficznymi i dylematami moralnymi bohatera w obliczu nieznanego.

Można było wyczuć tę gęstniejącą atmosferę w miarę postępu fabuły.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Pokaż więcej komentarzy (4)

Gruba ryba

w Książki

19piorunów

1110 + 1 = 1111

Tytuł: Heweliusz. Tajemnica katastrofy na Bałtyku

Autor: Adam Zadworny

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Czarne

Format: książka papierowa

ISBN: 9788381919937

Liczba stron: 216

Ocena: 8/10

O historii Heweliusza słyszałem od dziecka. W końcu prom w ostatni rejs wyruszył z mojego rodzinnego miasta. Temat jest mi tym bliższy, że pracowałem jako spedytor i prowadzeni przeze mnie kierowcy nie chcieli pływać bliźniaczym Kopernikiem. Tłumaczyli, że to pływająca trumna.

To były jednak opowieści i przesądy, a czym innym jest przeczytanie reportażu skupiającego się na bezemocjonalnym przekazaniu faktów o tej katastrofie. Faktów, które przez wiele lat były traktowane jako nieistotne, niewpływające na przebieg katastrofy.

Zdziwiłem się, że ktokolwiek chciał pracować na Heweliuszu patrząc na jego bogatą historię awarii i wypadków. Być może nie wiedzieli o tym, ponieważ armator je zatajał, do czego był skłonny także w przypadku samej katastrofy. Gdyby potwierdzono jego winę (brak odpowiednich napraw, niezgłaszanie wcześniejszych wypadków), musiałby wypłacić odszkodowania rodzinom załogi i pasażerów, a także firmom przewożącym ładunki. Od huraganu nikt by tego nie oczekiwał.

Oprócz przebiegu katastrofy i batalii sądowej, autor przybliżył sylwetki członków załogi i poszczególnych pechowych pasażerów. Nie pominął też różnych ciekawostek okołopromowych, jak chociażby świetnie prosperujący przemyt. Że miało to miejsce, dobrze wiedziałem - mój sąsiad kiedyś wpadł i oprócz odsiadki w więzieniu, zakazano mu wjazdu do Szwecji - jednakże nie sądziłem, że udział w tym procederze potrafiła brać większość załogi.

Bardzo dobrze napisany reportaż.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Książki

19piorunów

1109 + 1 = 1110

Tytuł: magia kąsa

Autor: Ilona Andrews

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Format: audiobook

Ocena: 6/10

Urban fantasy, całkiem ciekawy świat tylko nie bardzo mi pasuje romans i to że wszyscy faceci to za⁎⁎⁎⁎ste ciacha. Tak to świat ciekawie napisany i dobry pomysł na przeplatanie magii i technologi.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fanatyk

w Książki

29piorunów

1108 + 1 = 1109

Tytuł: Upadek Lewiatana

Autor: James S.A. Corey

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: MAG

Format: książka papierowa

ISBN: 9788367023191

Liczba stron: 519

Ocena: 7/10

9 część cyklu Expanse - ostatnia :(

To już jest koniec nie ma już nic (no może poza zbiorem opowiadań). Kosmiczna przygoda z ekipą Rosynanta dobiegła końca.

W ostatniej książce brakuje trochę dynamiki ale wiążę się to z chęcią rozwiązania tajemnicy obcych - moim zdaniem nie do końca satysfakcjonująco.

Aczkolwiek historia została jednoznacznie zamknięta z pewnym smaczkiem w epilogu ;)

Gruba ryba5piorunów

Mi się to zakończenie bardzo podobało, właśnie dlatego, że "nie wszystko musisz wiedzieć".

Epilog już znacznie mniej.

Jeszcze jest zbiór opowiadań uzupełniający kilka wątków dotyczących m.in. Amosa, Filipa czy Freda

Pokaż więcej komentarzy (6)

Lider

w Książki

21piorunów

1107 + 1 = 1108

Tytuł: Doggerland

Autor: Agnes Ravatn

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Pauza

Format: ebook

Liczba stron: 240

Ocena: 7/10

Recenzja przedpremierowa, oficjalna premiera za około 2 tygodnie ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

Po niezbyt udanych dla mnie „Gościach” postanowiłem dać Agnes Ravatn jeszcze jedną szansę. I cieszę się, że to zrobiłem, bo „Doggerland” okazało się książką wyraźnie lepszą. Nadal nie jest to powieść, która porwała mnie od pierwszej do ostatniej strony, ale tym razem znacznie bardziej doceniłem sposób, w jaki autorka buduje napięcie między bohaterami i pokazuje rodzinne zależności.

Fabuła skupia się na rodzinie Hostów, od pokoleń prowadzącej renomowane wydawnictwo literackie. Gdy zbliża się moment przekazania firmy kolejnemu pokoleniu, cała rodzina zostaje zaproszona na odizolowaną wyspę, gdzie ma odbyć się spotkanie poświęcone przyszłości wydawnictwa. Cel zebrania jest zakamuflowany za urodzinami nestorki, które wypadają tego samego dnia. Z pozoru chodzi o omówienie strategii i wyznaczenie kierunku rozwoju firmy, ale bardzo szybko okazuje się, że pod biznesowymi rozmowami i mediacjami kryją się rodzinne konflikty, rywalizacja o wpływy oraz sekrety, które od lat czekały na ujawnienie. Dodatkowym katalizatorem wydarzeń wokół głównej bohaterki staje się tajemniczy rękopis, podpisany literą H, mogący zachwiać zarówno przyszłością wydawnictwa, jak i relacjami między jego właścicielami. Niestety dla nas, czytelników, bohaterka czyta nam tylko początek rękopisu, a później go podpala, żeby się go pozbyć. Przez co jest jedyną osobą znającą jego treść (ale czy na pewno jednyną?).

Najbardziej podobało mi się to, że Ravatn nie próbuje zrobić z tej historii thrillera za wszelką cenę. To przede wszystkim kameralny dramat rodzinny, w którym największe emocje rodzą się z rozmów, przemilczeń i wzajemnych pretensji. Klimat odizolowanej wyspy tylko potęguje poczucie, że bohaterowie nie mają dokąd uciec, ani przed sobą nawzajem, ani przed przeszłością.

Jednocześnie właśnie tutaj pojawia się mój największy problem z tą książką. Autorka pisze bardzo spokojnie i niespiesznie. Momentami miałem wręcz ochotę ją popędzić, bo choć dialogi są dobrze napisane, a bohaterowie wiarygodni, to fabuła rozwija się naprawdę powoli. Zdarzały się fragmenty, podczas których czekałem, aż historia w końcu zrobi krok do przodu. Rozumiem, że taki rytm był świadomym wyborem, ale mnie chwilami brakowało większej dynamiki.

Bardzo dobrze wypada natomiast sam obraz rodzinnego biznesu. Ravatn pokazuje, że przekazanie firmy kolejnemu pokoleniu to nie tylko decyzje finansowe czy strategiczne, ale przede wszystkim starcie charakterów, ambicji i różnych wizji przyszłości. To właśnie ten aspekt zainteresował mnie najbardziej. Samo wydawnictwo jest tu właściwie kolejnym członkiem rodziny - czymś, o co wszyscy walczą, choć każdy z zupełnie innych powodów.

„Doggerland” przekonało mnie do Agnes Ravatn bardziej niż „Goście”. Nadal uważam, że jej styl jest bardzo powolny i wymaga cierpliwości, ale tym razem miałem poczucie, że prowadzi do znacznie ciekawszych wniosków. To nie jest książka pełna zwrotów akcji, lecz kameralna opowieść o rodzinie, władzy, ambicji i odpowiedzialności za dziedzictwo. Gdyby tylko autorka odrobinę przyspieszyła tempo, ocena mogłaby być jeszcze wyższa.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Sum1piorunów

@WujekAlien opis tej książki brzmi jak gotowy pomysł na scenariusz, ciekawe, kiedy ekranizacja w kinach

Lider1piorunów

@Telezajaczek poprzednia książka autorki też brzmiała jak scenariusz na film, może nawet bardziej, ale 4 lata później cicho o ekranizacji :)
Fabuła „Gości”: Para jadzie na wakacje do domu bogatych znajomych, podczas ich nieobecności i wszystkim dookoła mówią, że są równie bogaci. Szybko się okazuje, że mają dużo kompleksów i nie pasują do tego stylu życia, w który chcieli się wprosić.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Książki

22piorunów

1106 + 1 = 1107

Tytuł: Niszczycielski Sztorm

Autor: David Annandale

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Copernicus Corporation

Format: książka papierowa

Liczba stron: 376

Ocena: 5/10

“Wszyscy kroczymy wyznaczoną ścieżką.”

XLVI część cyklu Herezja Horusa

Sanguinius, Guilliman i Lion odcięci od reszty galaktyki przez lata żyli w przekonaniu, że Imperium upadło. Dowiedziawszy się, że Imperator wciąż żyje wraz ze swymi legionami postanawiają udać się na Terrę. Czeka ich długa i niebezpieczna droga przez szalejący w galaktyce Niszczycielski Sztorm, w którym zacierają się granice pomiędzy rzeczywistością a osnową. Jeszcze nie wiedzą, że ich podróż będzie miała wymiar zarówno fizyczny jak i metaforyczny.

Książka jest szalenie ważna pod względem fabularnym, ważą się w niej losy aż trzech legionów i czterech prymarchów. Tym bardziej więc boli, że napisana została miernie.

Narracja niemal od razu przechodzi do rzeczy: bitwy flot kosmicznych, demony z osnowy, krew, szaleństwo i przeznaczenie. Najsłabszym ogniwem chyba są płytkie i sztuczne dialogi, a ciągłe sceny walk niestety szybko stają się męczące.

Najmocniejszą stroną powieści niewątpliwie są wewnętrzne rozterki prymarchów - każdy z nich ma swoje sekrety i każdy toczy walkę z własnymi demonami. Najbardziej cieszy, że Sanguinius w końcu odegrał rolę zarówno kluczową dla uniwersum, jak i bardzo osobistą.

Niszczycielski Sztorm to kolejny kamień milowy Herezji Horusa. Tragedii nie ma: książka robi co ma robić, opowiada co powinna i nawet szybko poszło, bo w pociągu nuda, tylko jej poziom literacki mógłby być na nieco wyższym poziomie.

Gruba ryba

w Hydepark

22piorunów

1105 + 1 = 1106

Tytuł: Tylko Ziemia

Autor: Emma Popik

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Iskry

Format: książka papierowa

Liczba stron: 144

Ocena: 7/10

Zbiór opowiadań nieznanej mi wcześniej polskiej autorki. Bardzo ponure i depresyjne w swoim klimacie. Tematyka dotyczy najczęściej końca rzeczywistości jaką znamy - albo właśnie świat się kończy, albo typowe postapo, czyli nieliczni ocaleli próbują jakoś wyżyć na tym co zostało. Stylowo nie jest może rewelacyjnie, ale nadrabia pomysłami. Oczywiście są lepsze i gorsze teksty. Lecąc po spisie treści najbardziej spodobały mi się:

"Maszyna" - Ojciec i syn zamknięci jako konserwatorzy w ogromnej maszynie dostarczającej ludzkości pożywienia i energii. Maszyna działa cały czas, chociaż - jak im się wydaje - nikt nie odbiera już tego co wyprodukowała.

"Nadejście Fortynbrasa" - Pierwsze zdanie z opowiadania brzmi: "Nie było już jedzenia, dorośli umarli i świat należał do nas, dzieci", co w zasadzie opisuje to, najlepsze w moim odczuciu, opowiadanie w tej książce. Mocno podnosi ocenę całego zbioru, absolutnie fantastyczne.

"Telerodzinka" - W Świecie przyszłości niebezpiecznie jest wychodzić na zewnątrz. Do tego stopnia, że wiele osób w ogóle nie wie jak wygląda świat zewnętrzny. Ludzie komunikują się tylko w sieci tworząc tytułowe "Telerodzinki", a o ich rozrywkę i interakcję dba "Teledruh", sztuczna inteligencja, która wie lepiej czego człowiekowi potrzeba do szczęścia.

Reszta albo średnia albo raczej słaba.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider

w Książki

19piorunów

1104 + 1 = 1105

Tytuł: Sądny dzień Carla

Autor: Matt Dinniman

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Czarna Owca

Format: ebook

Liczba stron: 448

Ocena: 8/10

Po świetnym pierwszym tomie miałem spore oczekiwania wobec kontynuacji. Na szczęście "Sądny dzień Carla" nie tylko ich nie zawiódł, ale wręcz utwierdził mnie w przekonaniu, że Dungeon Crawler Carl to jedna z najbardziej pomysłowych serii litRPG, jakie czytałem. Z perspektywy czasu mogę nawet powiedzieć, że drugi tom podobał mi się bardziej od pierwszego.

Historia rozpoczyna się dokładnie tam, gdzie zakończyły się wydarzenia z poprzedniej części. Carl i jego niezastąpiona towarzyszka, kotka Pączuś, schodzą na kolejny poziom (3) lochu , gdzie czekają na nich jeszcze bardziej absurdalne wyzwania, śmiertelne pułapki i przeciwnicy, których wyobraźnia autora zdaje się nie mieć końca. Równocześnie coraz więcej dowiadujemy się o zasadach funkcjonowania samego "show", jego organizatorach i o tym, że cały ten krwawy spektakl ma znacznie większy wymiar niż zwykła walka o przetrwanie. Do tego dochodzi oczywiście Kurozaur, który po raz kolejny udowadnia, że w tej serii nawet najbardziej absurdalne pomysły potrafią działać zaskakująco dobrze.

Największą siłą książki pozostaje dla mnie doskonałe wyważenie humoru i dramatyzmu. Dinniman potrafi w jednym rozdziale doprowadzić mnie do śmiechu przez kompletnie odjechaną sytuację lub dialog z Pączusiem, by chwilę później przypomnieć, że stawka jest jak najbardziej realna, a śmierć bohaterów jest czymś więcej niż tylko kolejną mechaniką gry. Dzięki temu świat nie sprawia wrażenia wyłącznie komediowej parodii gier RPG.

Bardzo podobało mi się również to, że drugi tom nie ogranicza się do dokładania kolejnych potworów i poziomów lochu. Autor rozwija zarówno świat przedstawiony, jak i samych bohaterów. Carl coraz lepiej odnajduje się w swojej roli, ale jednocześnie coraz mocniej odczuwa ciężar odpowiedzialności za innych. Z kolei Pączuś to już nie tylko źródło humoru. Nadal kradnie każdą scenę, w której się pojawia, ale staje się też pełnoprawną bohaterką, bez której trudno wyobrazić sobie tę serię.

To, co najbardziej doceniam, to fakt, że Dinniman nie spoczął na laurach. Zamiast powtórzyć schemat pierwszego tomu, rozwija niemal każdy element świata. Poznajemy więcej zasad rządzących tym kosmicznym widowiskiem, coraz lepiej rozumiemy motywacje różnych frakcji i zaczynamy dostrzegać, że za całą historią kryje się znacznie większa intryga niż zwykłe przechodzenie kolejnych poziomów. Dowiadujemy się też, że te widowisko ma zasady, które nie tylko można naginać, ale również ignorować raz na grę, jeśli się jest jednym z zasadoustalaczy, o czym boleśnie przekonują się nasi bohaterowie i czują się oszukani.

Po drugim tomie jestem już praktycznie pewien, że to nie jest seria, którą czyta się wyłącznie dla systemu RPG czy walk z potworami. Owszem, wszystkie elementy charakterystyczne dla gatunku są tutaj obecne, ale najważniejsi pozostają bohaterowie i relacje między nimi. To właśnie Carl, Pączuś i cała galeria zwariowanych postaci sprawiają, że z ogromną przyjemnością przewraca się kolejne strony.

2 tom utwierdził mnie w przekonaniu, że Dungeon Crawler Carl ma potencjał na jedną z moich ulubionych serii. Drugi tom rozwija wszystko to, co działało w pierwszym, dodaje jeszcze więcej humoru, emocji i szaleństwa, dodaje trochę elementów gore i vibe "oszukać przeznaczenie", a przy tym nie zapomina o budowaniu większej historii. Jeśli kolejne części utrzymają ten poziom, to zapowiada się naprawdę wyjątkowa przygoda, której już nie mogę się doczekać.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Pokaż więcej komentarzy (7)

Fanatyk

w Książki

25piorunów

1103+ 1 = 1104

Tytuł: Dwa lata wakacji

Autor: Juliusz Verne

Kategoria: przygodowa

Format: ebook

Ocena: 8/10

Bardzo podobna do Tajemniczej Wyspy.

Czyli rozbitkowie, niezbadana Wyspa, jak i późniejsze wydarzenia również podobne. Nie mniej bardzo dobra przygoda która polecam każdemu wielbicielowi przygodowych książek w lekkim wydaniu

Pokaż więcej komentarzy (5)

Fanatyk

w Książki

40piorunów

1102 + 1 = 1103

Tytuł: Sto lat samotności

Autor: gabriel Garcia Marquez

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Mediasat Poland

Format: książka papierowa

Liczba stron: 350

Ocena: 3/10

Zaczęło się bardzo ciekawie, oryginalnie. Pomyślałam od razu, że może być to kolejna świetna pozycja na półce. Ale zlatywały kolejne kartki, zapał stygł i w końcu zaczęłam się zastanawiać, skąd ta książka wzięła się na mojej kupce z najbardziej wartościową literaturą wszechczasów. Musiałam sprawdzić opinie na necie, bo nie dawało mi to spokoju, ale okazało się, że ja to chyba nie potrafię docenić dobrej książki, bo opinie ma fantastyczne.

Zacisnęłam zęby i wróciłam do czytania. Niby 350 stron tylko, ale przeczytanie jednej kartki zajmowało sporo czasu. W połowie miałam kryzys i autentycznie chciałam ją wyrzucić do kosza, ale jakoś przetrwałam 😅

Książka opisuje długaśną historię rodziny, gdzie imiona notorycznie się powtarzają, bardzo szybko zaczęłam się gubić czy X to jest X, czy syn wnuka jego siostry z pierwszego małżeństwa, a nie dość że imiona się powtarzają to poszczególne są do siebie cholernie podobne. Dlaczego Panie Autorze? No ale to jeszcze do zniesienia. Trochę gorzej z samą treścią i powaloną historią. Wszczscy ze wszystkimi parzą się jak króliki i trzeba czytać te niesmaczne, zbędne opisy, kazirodztwo - jeszcze jak! Do tego magia, zjawiska nadprzyrodzone, straszny zamęt. Wszystko przeplatane wojnami, polityką, romansami, napisane niemalże bez ładu i składu, przeskakiwanie co chwila po innym temacie. To jest taki strasznie długi, szczegółowy i na prawdę irytujący monolog.

Potrafię docenić pomysł na samą koncepcję i czasem czytałam z większą ciekawością.

Ale niestety okazuje się, że jednak nie potrafię docenić tej najwyższych lotów literatury.

Lider12piorunów

@Shivaa bardzo podoba mi się Twoja recenzja, bo jakbym czytał swoje przeżycia z tą książką ze 100% dokładnością! xd Tylko, że:

W połowie miałam kryzys i autentycznie chciałam ją wyrzucić do kosza

ja właśnie tak zrobiłem. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Fanatyk4piorunów

@Shivaa czytałem książkę 10 lat temu, już nie pamiętam szczegółów fabuły. Natomiast mnie, właśnie zachwyciła ta magia i tak ją zapisałem sobie w głowie. Jako książkę magiczną w odbiorze - 8/10

IMO dużo lepsza niż "Miłość w czasach zarazy" tego samego autora

Pokaż więcej komentarzy (33)

Inspirator

w Literatura

19piorunów

1101 + 1 = 1102

Tytuł: Przemienienie

Autor: Szczepan Twardoch

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Marginesy

Format: książka papierowa

ISBN: 9788368549737

Liczba stron: 336

Ocena: 6/10

Zacznę od plusów:tempo akcji, fajnie przedstawiony klimat tamtych lat i metodyka działania służb bezpieczeństwa oraz wciągająca fabuła. Nie ma czasu się nudzić, sytuacja zmienia się bardzo dynamicznie a akcja jest poprowadzona bardzo zgrabnie.

Z minusów to najbardziej irytujący jest główny bohater który pomimo tego, że jest świeżakiem to z palcem w nosie rozpracowuje kolegów o stażu pracy większym niż jego wiek, kobiety zdejmują majtki przez głowę na sam jego widok oraz generalnie jest jakimś ubeckim Jamesem Bondem na sterydach - tylko długopisu strzelającego rakietami mu brak. Do tego dodałbym jeszcze końcówkę która następuje dosyć nagle jakby autor nie do końca miał pomysł jak to dalej pociągnąć oraz w mojej opinii zahacza o jakieś wyższe poziomy teorii spiskowej ale po pierwsze za bardzo na temacie się nie znam, a po drugie to typowy akcyjniak w którym główny bohater rozbija się Alfą Romeo po mieście, bez problemu rozkłada na łopatki tych, którzy staną mu na drodze oraz od czasu do czasu przeleci jakąś panienkę, więc nie ma też co wymagać jakiejś przesadnej

logiki.