Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#bookmeter

Fanatyk

w Książki

45piorunów

563 + 1 = 564

Tytuł: Podniebna Krucjata

Autor: Poul Anderson

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: REBIS

Format: książka papierowa

ISBN: 978-83-8338-423-8

Liczba stron: 183

Ocena: 8/10

Jest rok 1345. Ansby, Lincolshire, Anglia.

Sir Roger, Baron Tourneville, zbiera swoje siły by dołączyć do króla Edward III w wojnie z Francją. Czynność tę przerywa lądowanie ogromnego pozaziemskiego statku prosto pod murami zamku. Synowie Albionu, niewiele myśląc, atakują statek, wybijają załogę i wchodzą na pokład. Na skutek serii niefortunnych zdarzeń, sir Roger wraz ze swoimi poddanymi, wyrusza w podróż której nikt się nie spodziewał.

Ciekawe sci-fi w raczej humorystycznej odsłonie z nutką powieści historycznej. Nie brakuję też wątków batalistycznych, miłosnych a nawet zdrady i knowań. Postacie są wyraziste i ciekawie opisane, zwłaszcza wspomniany wcześniej baron i opisujący całą historię brat Parvus. Napisane raczej lekkim językiem, chodź kilka terminów musiałem sprawdzić w googlach.

Ogólnie, polecam.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba3piorunów

no i namówił

Fanatyk2piorunów

@SpokoZiomek jest na audiotece, tylko 23zł, może wykupie.

Lider2piorunów

@myoniwy przebijam, na Legimi jest za 12,49zł - 2w1 (ebook+audiobook) 😉

Pokaż więcej komentarzy (4)

Lider

w Książki

22piorunów

562 + 1 = 563

Tytuł: The Girl Bandits of the Warsaw Ghetto

Autor: Elizabeth R. Hyman

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Harper Perennial

Format: e-book

Liczba stron: 352

Ocena: 7/10

To jest reportaż historyczny o pięciu młodych żydowskich kobietach, które z działaczek ruchów młodzieżowych stają się kurierkami, organizatorkami, przemytniczkami broni i uczestniczkami oporu. Książka prowadzi od przedwojennej Polski (na chwilę przed wojną), przez tworzenie getta warszawskiego i jego codzienność, aż po powstanie i to, co przyszło po jego upadku. Najważniejsze jest tu jednak nie samo "co się wydarzyło", tylko komu autorka oddaje głos i centralne miejsce w narracji historii.

Najbardziej podobało mi się to, że Hyman przesuwa środek ciężkości z dobrze znanej opowieści o powstaniu na kobiety, które zwykle stoją gdzieś z boku takich narracji. Dzięki temu ta książka zyskuje własny temat i własną tożsamość, a nie jest tylko kolejnym ujęciem historii getta warszawskiego. Działa też szeroki kontekst: autorka dobrze pokazuje historie dziewczyn, jak wychowanie, język, edukacja i realia przedwojennej Polski sprawiły, że właśnie one zostały łączniczkami. Do tego mocno wybrzmiewa codzienność getta - z głodem, chorobami, brudem, ale też kulturą, edukacją i uporczywą walką o odrobinę człowieczeństwa.

Mam jednak wrażenie, że to książka trochę nierówna. Momentami czyta się ją bardziej jako bardzo solidną pracę historyczną niż opowieść, przez co emocje schodzą na dalszy plan. Szeroki zakres tematyczny jest jednocześnie zaletą i wadą, bo autorka sama zaznacza, że nie pisze pełnej historii wszystkiego, ale i tak wrzuca bardzo dużo tła, organizacji, nazwisk i zależności, co chwilami spowalnia lekturę i może męczyć czytelnika. To jedna z tych książek, które się szanuje bardziej, niż bez reszty pochłania. Ma też dość nietypowe nazwy rozdziałów.

Na plus: perspektywa kobiet i łączniczek, bardzo dobry kontekst historyczny, mocne pokazanie codzienności getta obok samego ruchu oporu. Na minus: momentami zbyt akademicki ton, natłok nazwisk i organizacji, nierówne tempo przez rozbudowane tło historyczne.

Książka trochę spoza mojej strefy komfortu, ale była mi potrzebna do zaliczenia ostatniego zimowego wyzwania Goodreads - Her Story i czytało mi się ją całkiem nieźle. Jestem lekko zdziwiony, że nie została przetłumaczona na nasz język, ale może to tylko kwestia czasu.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba

w Książki

31piorunów

561 + 1 = 562

Tytuł: Upadek Hyperiona

Autor: Dan Simmons

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: MAG

Format: e-book

Liczba stron: 612

Ocena: 8/10

Upadek nie zachwycił mnie tak jak Hyperion. Pierwszy tom był wyjątkowy w swojej formie, drugi to już bardziej typowe sci-fi. Nadal Simmons robi ogromne wrażenie swoim światotwórstwem oraz rozmachem i na tyle, na ile zrozumiałem wszystko, to wydaje się, że mniej więcej domyka bardzo zgrabnie historię i wszystkie skomplikowane wątki, a i udało mu się wpleść w to ciekawe zwroty akcji.

Specjalista1piorunów

@JapyczStasiek mnie w Danie najbardziej fascynuje swoboda i totalny brak ograniczeń wyobraźni w tworzeniu fabuły i łączeniu motywów literackich. Mam na myśli to, że gość jako wykształcony i oczytany człowiek potrafi z warsztatowym mistrzostwem pomieszać totalnie rozbieżne wątki. Teraz czytam "Iliona" w którym sci- fi jest zblendowane z postaciami Prousta, Szekspira, Iliadą i Odyseją Homera, po prostu wtf, to nie powinno się kleić ale jemu to wychodzi. Jeśli chodzi o zarzut "spadku jakości" innych książek to się nie do końca zgadzam, Hyperion i później Upadek to jest jego "powieść życia", pozostała twórczość jest również na wysokim poziomie (research który przeprowadzał przed rozpoczęciem każdej nowej książki jest obłędnie precyzyjny), ale chyba najgorszą rzeczą jaką można zrobić przy zapoznawaniu się z jego literaturą jest właśnie zaczęcie od Hyperiona i później czytanie innych książek- powinno być dokładnie na odwrót bo zaczynając od Dzierzby przy innych książkach pozostaje faktycznie pewien niedosyt.

Pokaż więcej komentarzy (2)

GURU

w Bazar

33piorunów

560 + 1 = 561

*

Tytuł: Atomowi. Testy nuklearne na ludziach

Autor: Łukasz Dynowski

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Agora

Format: audiobook

Długość: 6h

Ocena: 7/10

*

Nie wiem, czy będę w stanie napisać coś odkrywczego, bo @WujekAlien , który zachęcił mnie swoją recenzją o **TUTAJ**, w sumie napisał wszystko to, co ja sam mógłbym powiedzieć o tej książce pozytywnego. Przyznam, że niektóre opisy, widziane przez pryzmat obecnego poziomu wiedzy o bombach atomowych, wprowadzały w lekki niepokój. Lekki, bo w momencie słuchania siedziałem wygodnie w samochodzie, a nie na krzesełku z innymi żołnierzami, czekając na wybuch i robiąc za królika doświadczalnego.

W zasadzie jedynym grubszym minusem tej książki była jej powierzchowność. Im dalej w las, tym robi się gęściej, ale zwłaszcza na początku miałem wrażenie, że temat jest tylko zarysowany, bez większej chęci, żeby wejść głębiej. Takie Wyspy Marshalla i tamtejsza rdzenna ludność dostały ekspozycję równą może dwóm średniej długości artykułom, tylko chyba rozciągniętym na więcej słów. Kiedy kilka lat temu sam zagłębiałem się w ten temat, chcąc napisać coś na hejto, chyba wiedziałem więcej, niż wynika z tej książki. Na szczęście to najpewniej efekt tego, że jej celem było skupienie się na żołnierzach, a nie na cywilach. Ci drudzy oczywiście się pojawiają, ale wyraźnie schodzą na drugi plan wobec tych, którym wydawano rozkazy, by maszerować w stronę grzyba atomowego.

Pewnie trochę się czepiam, ale zabrakło mi też głębszego wejścia w doświadczenia tych, którzy obserwowali wybuchy z bardzo bliskiej odległości. Kilka razy przewija się opis, jakoby byli w stanie widzieć kości - swoje i swoich kolegów - podczas eksplozji, i jest to raczej traktowane jako fakt. Oczywiście nie jestem fizykiem i nie siedziałem na krzesełku na jakiejś pacyficznej wyspie, ale brzmi to, co najmniej wątpliwie. Oczy tak nie działają. To, co widzieli, było najprawdopodobniej reakcją na ekstremalnie intensywne światło, które oślepiało nawet przez gogle ochronne i zamknięte powieki. Bo powieka to w gruncie rzeczy tylko cienka warstwa skóry - ma swoje ograniczenia.

Jak wspomniałem - to raczej czepialstwo z mojej strony. Cała reszta jest naprawdę „fajna” - o ile w ogóle można użyć tego słowa w tym kontekście. Dostajemy sporo bardzo trudnych historii związanych ze śmiercią, deformacjami u dzieci i tuszowaniem wszystkiego przez różne rządy USA. Bo prawda jest taka, że nie tylko ci, którzy byli zmuszani do roli królików doświadczalnych, zapłacili za to najwyższą cenę, ale i ich potomkowie. No, nie wszyscy byli zmuszani. Chyba kilku zgłosiło się na ochotnika. Nie wiem, czy to dobrze pamiętam.

Tak jak wspomniał [@WujekAlien](/uzytkownik/WujekAlien) w swojej recenzji, książka sprawdza się raczej jako wstęp do dalszego zgłębiania tematu. Punkt wyjścia, ale całkiem solidny i godny polecenia.

Skupiłem się bardziej na minusach, bo @WujekAlien przedstawił głównie pozytywy. Uznałem, że ich przepisywanie byłoby bezcelowe, zwłaszcza że z większością się zgadzam. Zresztą, kto by czytał takie recenzje-kobyły na kilka stron A4. Mam wątpliwości, czy ktokolwiek to czyta. xD

*

> <

Lider1piorunów

@Dziwen fakt, ten motyw widzenia kości przewija się kilka razy, ale autorowi nie chciało się go wyjaśnić, w sumie, jak żadnych innych zjawisk, które opisuje 😉

Osobistość

w Hydepark

25piorunów

559 + 1 = 560

Tytuł: Kuszenie

Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Wydawnictwo Mięta

Format: audiobook/synchrobook

ISBN: 9788368005240

Liczba stron: 352

Ocena: 5/10

Taki średniaczek. Książka w której przez pierwszą połowę się nic nie dzieje i jest o niczym. Później coś tam się wyjaśnia i rozkręca, ale bez szału. Do serii z szeptuchą i Jagą nie ma podjazdu. To teraz pora na drugi tom ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

Wpis zrobiony po reprymendzie od @Hilalum i @Cerber108 , że to nie tylko licznik, ale liczy się każde zdanie. To macie choć krótką recke.

Licznik prywatny: 15/52

Osobistość1piorunów

@crs333 dzięki chłopie.

Fanatyk

w Książki

27piorunów

558 + 1 = 559

Tytuł: Ania na uniwersytecie

Autor: Lucy Maud Montgomery

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Zielona Sowa

Format: książka papierowa

Liczba stron: 202

Ocena: 5/10

Tutaj jak dla mnie poziom bardzo mocno spadł.

Jest to historia z 4 lat pobytu na uniwersytecie. Dochodzą nowe postacie ludzkie i zwierzęce (brakowało mi kotków 🥲). Na Zielone Wzgórze Ania wraca na święta oraz wakacje.

Nie było tutaj jakichś ciekawszych wątków, głównie chyba obracało się wokół tego czy Ania i Gilbert będą w końcu razem, ale nie była to historia miłosna rodem z powieści Bronte. Raczej mało ciekawa.

Źle nie było, ale spodziewałam się więcej.

Lecę z kolejnymi tomami.

Inspirator4piorunów

To ten obowiązkowy niegdyś(nadal?) gniot ma ciąg dalszy?! Właśnie sprawdziłem. Jezu, może po prostu jestem chamem, ale to zdecydowanie nie jest literatura dla mnie :face_with_rolling_eyes:

Fanatyk2piorunów

@MuojemuKotu co kto lubi 😉 osobiście nie mogę się doczekać Doliny Tęczy bo wiem że jest dobra

Inspirator0piorunów

@Shivaa Mi ten wpis uświadomił, jak dobrze pamiętam fabułę tej książki, pomimo upływu ~20 lat, odkąd ją zmęczyłem pod przymusem. Może zrobię drugie, tym razem dobrowolne podejście.

Fanatyk1piorunów

@MuojemuKotu a masz na myśli Anię z Zielonego Wzgórza czy powyższą część z uniwersytetu? Bo uważam że ta pierwsza jest na prawdę dobra i warto do niej wrócić, to kolejne części są raczej dla fanów xd

Inspirator1piorunów

@Shivaa "Jedynkę" - Anię z Zielonego Wzgórza. O instnieniu kontynuacji dowiedziałem się dzięki temu wpisowi.

Cóż, może to zwyczajnie nie jest literatura dla samców w wieku ~10 lat. W życiu bym nie pomyślał nad drugim podejściem po trzydziestce, a tu proszę :grinning:

Fanatyk1piorunów

@MuojemuKotu komtynuacje to głównie babska opowieść 😅 ale jedynka jest genialna i polecam każdemu

Pokaż więcej komentarzy (6)

Fanatyk

w Książki

36piorunów

557 + 1 = 558

Tytuł: Ania z Avonlea

Autor: Lucy Maud Montgomery

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Zielona Sowa

Format: książka papierowa

Liczba stron: 221

Ocena: 7/10

W tej części Ania wciąż jest jeszcze dzieckiem, chociaż już z doroślejszymi problemami.

Kończy szkołę i sama przyjmuje posadę nauczycielki, aby zarobić na studia i pomóc Maryli z utrzymaniem gospodarstwa oraz opieką nad przygarniętymi bliźniakami.

Okazuje się że jej otwarty, marzycielski umysł świetnie radzi sobie z wychowaniem młodszego pokolenia. Ponadto angażuje się w różne akcje mające na celu poprawienie życia mieszkańców w Avonlea. Wciąż zalicza młodzieńcze gafy, ale wychodzi z nich bez szwanku, a nawet na lepsze!

Chyba ostatnia część, gdzie jeszcze czuć tą młodą Anię oraz cudowny klimat życia na Zielonym Wzgórzu.

Tytan0piorunów

@Shivaa Ania z Avona? xD

Fanatyk1piorunów

@baklazan Hej chcesz coś z avonu?

Pokaż więcej komentarzy (4)

Fanatyk

w Książki

38piorunów

556 + 1 = 557

Tytuł: Ania z Zielonego Wzgórza

Autor: Lucy Maud Montgomery

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Axel Springer

Format: książka papierowa

Liczba stron: 415

Ocena: 9/10

Trochę zaległości mi się nazbierało na bookmeter, czas nadrobić.

Ania to dla wielu osób piękne czytelnicze wspomnienie z dzieciństwa, dla innych nudna lektura. Dla mnie to wspomnienie z wizyty w księgarni, kiedy to zrobiłam płaczliwą scenę, bo mama nie chciała mi kupić ładniejszego wydania Króla Lwa do kolekcji, za to na otarcie łez kupiła mi Anię z Zielonego Wzgórza.

W domu z niemałym wyrzutem, ale też z wdzięcznością że i tak dostałam nową książkę, zabrałam się do lektury. I przepadałam.

Nie wiem jakie dokładnie odczucia towarzyszyły mi podczas pierwszej lektury, ale jestem pewna że podobne jak i za drugim, trzecim, ... oraz ostatnim, nie wiem już którym, bo do dobrych książek zawsze wracam.

Ilość pozytywnych emocji oraz klap, które zawsze kończą się dobrze, jest tak wielka jak w żadnej innej książce. Ciężko czytać bez uśmiechu i unikając wilgotnych oczu 😅 oczywiście są też smutki, których trudno uniknąć, jak na przykład odejście Mateusza, który wniósł masę dobroci w tą historię i aż ciężko uwierzyć, że nie spotkamy go na dalszej drodze przygód Ani.

Wspaniała jest też przemiana Maryli, która na dobrą sprawę zaczęła prawdziwe życie dopiero od przygarnięcia tej niechcianej rudowłosej istoty.

Powrót do dzieciństwa uważam za udany.

Gruba ryba2piorunów

@Shivaa nie byłaś ciekawa nowego tłumaczenia?

Fanatyk3piorunów

@JapyczStasiek nie wiedziałam że jest, mocno się różni?

Gruba ryba10piorunów

@Shivaa ja nie czytałem, ale wydaje mi się, że czytelnikom się podoba, najwięcej emocji wzbudziła zmiana tytułu na poprawny :p

Fanatyk3piorunów

@JapyczStasiek to przy następnym podejściu sprawdzę tą wersję 😄

Fanatyk4piorunów

@JapyczStasiek tłumaczenie Agnieszki Kuc jest całkiem w porządku.

@Shivaa o ile przywrócenie tytułu i prawdziwych imion w tym tłumaczeniu jest super, to reszta jest taka sobie.

Pokaż więcej komentarzy (9)

Osobistość

w Dyskusje

30piorunów

555 + 1 = 556

Tytuł: Jak Pisać - pamiętnik rzemieślnika

Autor: Stephen King

Kategoria: Autobiografia, pamiętnik

Wydawnictwo: Prószczyński i S-ka

Format: książka papierowa

ISBN: 9788378397359

Liczba stron: 253

Ocena: 7/10

„Było tam ciemno jak w wagonie murzyńskich dup.”

„Jak pisać” to pierwszy w moim życiu poradnik co do pisania. z którym miałam styczność. Przyznam, że spodziewałam się jakiegoś wykładu i opinii na zasadzie: „jak nie zacząłeś pisać w wieku 3 lat, to już nic z ciebie nie będzie”. Jako dziecko zawsze marzyłam o tym, żeby zostać reżyserem. Czytając książki zawsze wyobrażałam sobie, jakby wyglądał film, który bym zrobiła na jej podstawie. Marzenia oczywiście się nie spełniły, jednak przyjemność z tworzenia sztuki dalej jest dla mnie bardzo ważna. Od jakiegoś czasu próbuję pisać. Sprawia mi to wiele przyjemności, choć wiem, że wiele mi brakuje do tego, by być na jakimkolwiek poziomie, który jest akceptowalny. Z jednej strony sprawia mi to radochę jakich mało, z drugiej jest chęć bycia docenionym - a do tego brakuje mi umiejętności.

King w swoje książce podnosi na duchu. Nie mówi niczego odkrywczego, ale są to słowa, które chce się usłyszeć, jak dobrą radę od serdecznego wujka. Co by nie mówić o oczywistych oczywistościach, książka ta spełnia swoją rolę - zachęca i motywuje do pisania, o ile sprawia ci to przyjemność.
Jest też parę rad, które sobie szczególnie zapisałam w pamięci, m. in.:
- moja ulubiona: „nie ma nic lepszego jak dobre porównywanie" - cytat w tytule wpisu właśnie do tego nawiązuje, gdyż jest to ulubione porównanie autora
- „Pisz najpierw dla siebie, a potem dla odbiorcy” - chodzi w tym o to, żeby pisząc pierwotną wersję, nie przejmować się tym, co inny mogą o tym dziele pomyśleć, a dopiero później, gdy się je poprawia, pisać to z myślą o odbiorcy. King mówił, że pisze dla swojej żony. Wiedział, co jej się podoba, dlatego też wiedział, że to co pisze, spodoba się choć jednej osobie.
- „Nie opisuj każdego dialogu” - przyznam, że nigdy nie zwracam za bardzo uwagi na to czytając książki, ale rzeczywiście jest to zabawne, jak każde wypowiedziane zdanie jest komentowane przez autora, nie dając się domyślić odbiorcy, jaki jest jego wydźwięk.
- „Usuwaj min. 10 procent z tego, co napisałeś pierwotnie” - jest to cenna rada, bo łatwo ulec laniu wody 😃

Poza wskazówkami co do pisania, można też poznać trochę autora. Nie rozwleka się o sobie, ale widać w nim dużo pokory i autorefleksji, co sprawia, że nabiera się do niego sympatii i pewnego wspólnego zrozumienia rzeczywistości.

Gruba ryba8piorunów

@Cori01

Przede wszystkim trzeba sobie uświadomić jedną rzecz: nie istnieje jedna ustalona metoda jak tworzyć. Jasne, trzeba poznać podstawowe zasady, żeby móc je ewentualnie złamać - jak jedna powieść wydana przez ArtRage, w której nie ma znaków interpunkcyjnych. Jednakże cała reszta to już dowolna interpretacja.

King pisze zwięźle, jego opisy często odnoszą się do ludzkiej wyobraźni. Na przykład, chyba nawet w tej książce, użył sformułowania „postać weszła do obskurnego baru”. Nie opisuje go wprost, ino pozwala czytelnikowi samemu go sobie wyobrazić. Mój obskurny bar będzie się różnił od Twojego, jednakże dla nas oboje będzie to obskurny bar.

Z drugiej strony barykady mamy takiego G. R. R. Martina, który lubuje się w dokładnych opisach. Pamiętam, jak mnie zmęczył opis proporców i innych takich podczas bitwy.

Któremu mamy uwierzyć, że tak powinno się pisać, skoro obaj odnieśli sukces? ; )


Dlatego warto wypracować swoją własną metodę i przede wszystkim cieszyć się z samego aktu pisania. Bez martwienia się, czy znajdzie to odbiorców. Jasne, można tworzyć stricte pod nich, ale czy miałoby to wtedy sens?

PS Ładne pióro. ; )

Gruba ryba7piorunów

O! Też to czytałem!

Lata temu co prawda, pamiętam dwie rzeczy: właśnie o tym by finalną wersję pisać dla kogoś (zresztą pan Vonnegut twierdził to samo, więc może coś w tym jest?). Później przeczytałem jeszcze podręcznik Maszyna do pisania pani Bondy, a ostatnio wpadło mi w oko to - polecają, ale czytać już nie zamierzam.

Wydaje mi się, że do mnie najbardziej przemawia manifest pana Andrzeja Stasiuka, który brzmi: pisać, skreślać, myśleć, patrzeć, słuchać, pisać i skreślać, skreślać, skreślać…

Jako niespełniony autor który zupełnie niczego nie osiągnął, acz autor taki, któremu pisanie od czasu do czasu do czasu sprawia jeszcze przyjemność, mogę Ci zaproponować dołączenie do naszej kawiarni (zresztą już tam byłaś, wygrałaś jedną edycję , jeśli dobrze pamiętam). Co prawda mamy tam klub klepania się po siurka... no, po plecach, bo i panie czasami z nami piszą, ale jeśli jasno poprosisz o krytykę, to myślę, że ją dostaniesz. Nawet rzeczową. A krytyka jest ważna, bo samemu się wielu rzeczy nie zauważa. Nie mówiąc już o tym, że, zgodnie z bardzo mądrą metodą learning by doing, sam widzę, jak przez te ponad dwa lata rozwinęły się nasze umiejętności pisania wierszy (bo to głównie piszemy, pewnie dlatego, że szybciej idzie). Widzę to tak po sobie, jak i po innych. A ci, którzy piszą i publikują częściej, moim zdaniem naprawdę piszą coraz lepiej.

To tyle. Powodzenia! - głównie w znajdywaniu przyjemności, bo jakbyś nie była dobra, na wiele więcej bym nie liczył. Choć życzę Ci, żebym się w tym ostatnim mylił. :smiley:

Uratuj kotka! Ostatnia książka o pisaniu, jaką przeczytasz | Blake SnyderJedyna książka o pisaniu, jakiej potrzebujesz! Blake Snyder napisał bestsellerową książkę, po którą od lat sięgają nie tylko scenarzyści z całego świata, ale również pisarze i storytellerzy. To...Lubimyczytać.pl
Osobistość1piorunów

@George_Stark dziękuję bardzo konkretny komentarz ☺️

Pokaż więcej komentarzy (6)

Gruba ryba

w Książki

32piorunów

554 + 1 = 555

Tytuł: Frankenstein

Autor: Mary Shelley

Tłumaczenie: Paweł Łopatka

Kategoria: literatura piękna

Ocena: 9/10

*

Gdzież więc teraz, mając przed sobą cały ten świat, miałem skierować swe kroki?

Frankenstein, jak twierdzi (a ja się z nią zgadzam) pani Marzena Kwietniewska-Talarczyk, autorka dość ciekawego posłowia do wydania, które czytałem, to książka z kategorii […] o których wszyscy słyszeli, ale mało kto je czytał. Sam zbierałem się do jej przeczytania już od kilku lat i pewnie poczekałbym z tym kolejnych kilka, gdyby nie to, że przygotowuję się do lektury Biednych istot pana Alsadira Graya (ciekawe ile ma twarzy?), a ta książka jest ponoć na Frankenstenie w jakiś tam sposób oparta. I choć już przed lekturą wiedziałem, że Frankenstein to nie ten powołany do życia potwór, ale jego twórca – ten, który go do życia powołał, to i tak miałem przecież przed oczami obrazek z ucharakteryzowanym panem Borisem Karloffem, tak silnie ten motyw został przemielony przez popkulturę. Pani autorka natomiast w swojej książce nie opisuje dokładnie wyglądu potwora (w przeciwieństwie do przyrody – tak szwajcarskiej, jak i angielskiej, choć daleko jej w tym jeszcze do pani Orzeszkowej).

Zabierając się do lektury nie bardzo wiedziałem czego się po niej spodziewać, choć czułem swego rodzaju ekscytację, bo lubię śledzić to, jak powstawały i jak później rozwijały się motywy literackie. Zresztą sam Frankenstein (którego podtytuł brzmi Nowoczesny Prometeusz) również nie jest niczym nowym, a, ni mniej ni więcej, tylko opowieści opartą na micie o Prometeuszu (tylko że na tej jego części o stworzeniu człowieka, a nie o kradzieży ognia czy przykuciu do skał Kaukazu i całej tej późniejszej historii z wątrobą), o czym zresztą w tym dość ciekawym posłowiu pani Marzena Kwietniewska-Talarczyk również napisała.

Frankenstein to książka z roku 1818, nie ma więc co spodziewać się po niej nowoczesnej, dynamicznej narracji (choć nie jest w odbiorze tak ciężka, jaką być by mogła). Sama opowieść prowadzona jest ramowo (jak twierdzi pani Marzena Kwietniewska-Talarczyk) lub szkatułkowo, jak ja bym to raczej nazwał. Opowieść ta przedstawiona jest w trzech planach narracyjnych – w listach podróżnika Roberta Waltona pisanych do jego siostry, listy te zaś zawierają spisaną przez niego opowieść Wiktora Frankensteina, w której z kolei przedstawiona jest również obszerna relacja z życia demona (jak Frankenstein nazywał stworzoną przez siebie istotę), opowiedziana tego demona własnymi słowami. Pani Marzena Kwietniewska-Talarczyk twierdzi, że pani Shelley nie do końca wykorzystała możliwości, jakie daje taka konstrukcja powieści (z czym również się zgadzam, ale co mogę pani Shelley wybaczyć – wszak Frankenstein ukazał się przed Nędznikami pana Vicotra Hugo, autorzy mieli więc wówczas prawo nie wiedzieć jeszcze jak należy pisać powieści), natomiast od pewnego momentu zupełnie mi to nie przeszkadzało. Tym przełomowy momentem w książce był dla mnie rozdział XI (z dwudziestu czterech), w którym to zaczyna się opowieść stwora. O ile wcześniej miałem do czynienia z opisem wydarzeń, które mocno wpływały na narratora (ach, ta literacka egzaltacja, której w książce nie brakuje!), to mnie pozostawiały jednak wobec tego wszystkiego obojętnym, tak los demona i ultimatum, które postawił swojemu stwórcy zaangażowało nie tylko moją uwagę, ale również emocje. A już największą zaletą drugiej części książki było to, że moje sympatie rozkładały się po równo w kierunku obu wrogów – stwórcy i jego stworzenia. Nie wiedziałem komu w tym starciu mam kibicować (choć teraz, po odetchnięciu i przemyśleniu sprawy, skłaniam się raczej trzymać stronę potwora).

To, co wiedziałem przed lekturą, to liczne interpretacje wskazujące samotność jako główny motyw Frankensteina. Mądrzejszy już po zakończeniu lektury, zgadam się z nimi, choć niekoniecznie w całej ich rozciągłości. Tematów, które znalazłem w książce jest dużo więcej – choćby odpowiedzialność stwórcy za stworzenie (lub szerzej: za własne czyny) czy poszukiwanie przyczyny zła w tym, jak istotę kształtują okoliczności. Choć, jak pisałem wcześniej, momentami przedstawione to wszystko jest trochę niezgrabnie (ale nie jakoś bardzo źle), to lektura zostawiła mnie, tak mi się wydaje, bogatszym o kolejne spojrzenie. A chyba o to w czytaniu książek chodzi. Przynajmniej mnie.

*

Ciekawe w ogóle są też okoliczności tego, że Frankenstein w ogóle powstał. Jest ta historia zarysowana w posłowiu pani Marzny Kwietniewskiej-Talarczyk, a pojawia się w niej angielska bohema literacka tamtych czasów (łącznie z niejakim Georgem Byronem), skandale obyczajowe, konkurs (albo zakład). I chyba trochę nudy (albo innego zblazowania).

Fanatyk

w Literatura

24piorunów

553 + 1 = 554

Tytuł: Abecadło kobiety tamtych lat

Autor: Teresa Ewa Opoka

Kategoria: biografia, autobiografia, pamiętnik

Wydawnictwo: Ston I

Format: książka papierowa

ISBN: 83-87099-03-1

Liczba stron: 161

Ocena: 3/10

Wyszłam z domu, bo nie miałam co czytać i w sklepie z używanymi rzeczami trafiłam na tę książeczkę. Okładka i tytuł zwiastowały fascynującą lekturę, więc nie wahałam się zbytnio.

I tak, to było fascynujące, takie fascynujące jak rozmowa z dawno niewidzianą ciotką na imieninach babci, kiedy wszyscy znaleźli innych rozmówców i popatrują na ciebie ze współczuciem, bo wiedzą co przeżywasz.

A ty siedzisz przy stole i dowiadujesz się od cioci, że Jan Paweł II był wielkim człowiekiem, że ciotka w dzieciństwie widywała anioły, a jako dorosła miała wizję Urbana w piekle, że Kościół jest wspaniałą instytucją, ale rozwody to powinny być wydawane od ręki, że kobiety głupie poświęcają dzieciom mało czasu (wtedy dzieci zostają narkomanami), a te mądre śpiewają dzieciom kołysanki, że najlepszą polską piosenką jest Pamiętasz była jesień, a największą gwiazdą piosenki Janusz Gniatkowski i że seks w peerelu był beznadziejny, ale niektóre koleżanki dawały swoim mężom do czytania Wisłocką i tylko te były zadowolone z życia - tu ciotka zaczyna chichotać, bo koniaczek zaczyna działać, a ty z jednej strony chcesz uciec, a z drugiej strony nie możesz się oderwać.

Fanatyk3piorunów

@KatieWee No i teraz nie wiem czy wrzucać na listę do czytania, czy nie. Ocena nie zachęca, ale opisem to mnie zaciekawiłaś xD

Fanatyk1piorunów

@fonfi nie, lepiej nie :smiley:

Gruba ryba4piorunów

@fonfi @KatieWee

Ja zaufam Koleżance i o książce pewnie zaraz zapomnę, ale opis naprawdę jest kapitalny. Może i miał rację @CzosnkowySmok, kiedy twierdził, że warto czytać tylko opisy książek z niską oceną?

Swoją drogą, to zastanawiam się czy Koleżanka nie dostanie po tym wpisie kolejnego maila od jakiegoś rzecznika autorki? @KatieWee tamta poprzednia historia miała jakiś dalszy ciąg?

Fanatyk1piorunów

@George_Stark nie było dalszego ciągu, skończyło się na jednym mailu, w którym zostałam wezwana do opamiętania się.

Pani ma na koncie 15 książek, ostatnią wydała trzy lata temu, o Abecadle już pewnie zapomniała, więc powinnam być bezpieczna :grinning:

Gruba ryba2piorunów

@KatieWee No to weź może zrób znowu jakiś skandal, bo coś nudno w tym literackim świecie. 😉

Fanatyk1piorunów

@George_Stark niedługo ma się pojawić projekt ustawy o książce, będzie się działo 😉

Fanatyk1piorunów

@George_Stark miałam nie jechać na targi warszawskie, ale chyba zmienię zdanie.

Już na poznańskich były inby, w Warszawie ludzie z ministerstwa chyba będą musieli mieć ochroniarzy xd

Gruba ryba2piorunów

@KatieWee A już myślałem, że Twoja nieobecność na targach byłaby w tym świecie literackim skandalem. 😉

Fanatyk2piorunów

@KatieWee To te targi w maju? Daj znać jak będziesz się wybierać :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (11)

Lider

w Książki

21piorunów

552 + 1 = 553

Tytuł: Złodziej

Autor: Krzysztof Haładyn

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Format: audiobook

Liczba stron: 368

Ocena: 6/10

"Złodziej" to historia Lockena - samotnego złodzieja z Dolnej Dzielnicy, funkcjonującego w mieście kontrolowanym przez Kuźnicowców i ich wszechobecną Gildię. To świat, w którym władza, religia i technologia mieszają się w duszną, opresyjną całość, a każdy, kto próbuje działać poza systemem, szybko staje się celem. Locken gra na własnych zasadach, nie należy do gildii złodziei, przyjmuje zlecenia po swojemu i okrada tych bogatych, których chce. Jest samotnikiem, choć w pewnym momencie dołącza do niego chłopiec, któremu wcześniej pomógł uniknąć kary za kradzież jedzenia. Jest pojętnym uczniem, a do tego potrafi odwracać uwagę i prowadzić rozeznanie, co w fachu złodzieja jest niezwykle ważne.

To, co w tej książce działa najlepiej, to klimat. Miasto jest brudne, ciężkie, opresyjne - czuć tu inspirację estetyką Thiefa i to od pierwszych stron. Skradanie się, cień, napięcie, poczucie bycia obserwowanym - wszystko to buduje bardzo fajną "złodziejską" atmosferę.

Locken jako bohater też się broni - jest samotnikiem i to czuć, nawet gdy do jego paczki dołączają kolejne osoby. Działa instynktownie, ale nie jest pozbawiony zasad. Inni bohaterowie też są fajnie napisani, od chłopaka, przez kurtyzany i praczki, po czynszownika, który szantażuje Lockena ujawnieniem jego profesji straży miejskiej.

To co nie gra, to moim zdaniem paranormalne zjawiska i stwory. Domyślam się, że musiały zostać tu wplecione dla uniknięcia plagiatu, ale są bardzo źle napisane. Instynkt Garetha, tzn. Lockena średnio mu pomaga, bo ujawnia się w oczywistych sprawach, a w tych, w któych serio może pomóc - milczy. Dziecioszczury w kanałach wydłużają książkę o 2 akapity, może pół strony i nic więcej. Nie odgrywają żadnej roli, nawet nie walczą z Lockenem, po prostu go spowalniają w trakcie akcji, która nie jest na czas. Nie podoba mi się tez upływ czasu - liczony oddechami Lockena, żadnych zegarków, żadnych oznaczeń dni. Tu autor mógł się bardziej postarać. Na plus jedynie amulety, ale to dość nieistotny wątek w całej książce, może w kolejnych tomach zyskają na sile.

Nie da się jednak uciec od kontrowersji wokół tej książki. Inspiracja światem gry Thief jest bardzo bardzo bardzo wyraźna - na tyle, że momentami trudno nie odnieść wrażenia, że to coś więcej niż tylko luźne nawiązanie. Nawet jeśli ostatecznie zmieniono imię bohatera i pewne elementy świata, a fabuła jest niezwiązana, to niesmak trochę zostaje. To jedna z tych sytuacji, gdzie czytelnik sam musi zdecydować, czy traktuje to jako hołd, inspirację czy coś więcej.

Fabularnie to solidna przygodowa historia, choć raczej bez większych zaskoczeń. Wątek artefaktu i ucieczki przed konsekwencjami działa, ale nie wychodzi poza dobrze znane schematy. Największą siłą pozostają klimat, świat - miasto, bohaterowie, a mniej sama intryga. Fabularnie pierwsza połowa książki urywa tyłek. Czytałem ją, jakbym grał w grę, tak potrafiła mnie porwać. Ostatniego Thiefa zrobiłem na 100% zaglądając w każdy zaułek i do każdej szuflady i tak się czułem czytając pierwsze rozdziały "Złodzieja". A później fabuła siada i to wyraźnie, a szkoda, bo potencjał był ogromny.

To dobra książka fantasy z bardzo wyraźną tożsamością - choć nie do końca własną. Jestem ciekaw, jak wypadną kolejne tomy.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobistość2piorunów

@WujekAlien może i nie jest to stricte plagiat, tak jednak elementów wspólnych jest zbyt dużo jak na dobry smak.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Książki

27piorunów

551 + 1 = 552

Tytuł: 72 stopnie poniżej zera

Autor: Władimir Sanin

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Czytelnik

Format: książka papierowa

ISBN: 8307000599

Liczba stron: 280

Ocena: 7/10

Książka opowiada o radzieckich polarnikach transportujących paliwo do stacji badawczych na Antarktydę. Bardzo ciekawie są tu opisane warunki z jakimi się zmagają, niewyobrażalne mrozy, zimno aż czuć z kartek książki! Czytając można zdać sobie sprawę ile radości może dać człowiekowi ciepła herbata, czy kilka godzin w śpiworze. Wiele rozdziałów to opis teraźniejszości lub przeszłości z życia każdego bohatera z osobna, niektóre są weselsze, drugie smutniejsze i każda chwyta za serce, czyta się to bardzo przyjemnie i można się zżyc z bohaterami.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobistość

w Książki

14piorunów

550 + 1 = 551

Tytuł: Długi kosmos

Autor: Stephen baxter, pratchett

Kategoria: fantasy, science fiction

Format: książka papierowa

ISBN: 9788380971394

Liczba stron: 400

Strasznie mi się to ciągnęło.

Ocena: 4/10

Osobistość0piorunów

Która to część? Ja odpadłem po drugiej.

Pokaż więcej komentarzy (2)

GURU

w Książki

25piorunów

549 + 1 = 550

Tytuł: Nowoczesny trening funkcjonalny

Autor: Michael Boyle

Kategoria: sport

Wydawnictwo: Galaktyka

Format: książka papierowa

ISBN: 9788375797169

Liczba stron: 265

Ocena: 7/10
Prywatny licznik: 9/30

Książka dedykowaną dla osób które chcą treningiem siłowym wzmocnić się pod swoją "docelową" dyscyplinę i równoważnie się rozwijać siłowo. Bo jak wiadomo, jesteśmy tak silni, jak nasze najsłabsze ogniwo.

Głównie szukałam tu informacji o pliometrii i ją znalazłam.

Autor ma całkiem dobre podejście, choć nie ze wszystkim w 100% się zgadzam. Jeśli ktoś się gubi w rozwoju na siłowni a zależy mu na takim zrównoważonym rozwoju całego ciała - może tu się odnaleźć.

Sporo zdjęć, wyjaśnień do danych ćwiczeń (jak i progresji i regresji danego ćwiczenia) oraz dostęp do nagrań wideo.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba3piorunów

@Trypsyna ale okładka to powinna zostać ocenzurowana za brutalność

Gruba ryba1piorunów

@Trypsyna no za bułgary - jedno z najbardziej sadystycznych ćwiczeń

GURU2piorunów

@saradonin_redux też ich kiedyś nie cierpiałam, aktualnie są moim ulubionym ćwiczenie unilateralnym na nogi ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Gruba ryba0piorunów

@Trypsyna o matko :open_mouth:

mi zawsze lepiej leżała wersja odwrotna tzn. przednia noga wyżej np. na grubym talerzu

Gruba ryba1piorunów

@saradonin_redux tylko bułgary z deficytem

żartuję

każdą wersję bułgarów dość szybko wywalałem z planu. dla człowieka z kiepskim poczuciem równowagi i relatywnie słabym chwytem to ćwiczenie jest niewykonywalne. wolę sobie spokojnie klepać full squaty

Gruba ryba0piorunów

@saradonin_redux przez jakiś czas robiłem zerchery, ale przy większych ciężarach już sam chwyt był ograniczający i problem był z przećwiczeniem właściwych mięśni.

Pokaż więcej komentarzy (9)

Gruba ryba

w Książki

22piorunów

548 + 1 = 549

Tytuł: Narodziny Bohatera

Autor: Jin Yong

Kategoria: wuxia

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Format: książka papierowa

Liczba stron: 542

Ocena: 9/10

“Jeśli tylko w grę wchodziła sprawiedliwość, to czymże było poświęcenie własnego życia?”

Kilka(naście?) lat temu przeżywałem fascynację kinem dalekowschodnim, głównie koreańskim i hongkońskim. Wówczas zetknąłem się z wuxia - popularnym nurtem zarówno literackim jak i filmowym w Chinach i Hong Kongu. Są to historie opowiadające o losach mistrzów sztuk walki często obdarzonych nadzwyczajnymi zdolnościami, ignorujących prawa fizyki. Ojcem tego gatunku w kinematografii jest Tsui Hark - reżyser, scenarzysta i producent znany m.in. z takich klasyków jak “Dao” z 1995 roku, czy serii “Dawno temu w Chinach” z Jetem Li. Mniej popularną, przynajmniej w Polsce, jest trylogia o “Swordsman” o Dongfang Bubai, dla której inspiracją była powieść “The Smiling, Proud Wanderer” autorstwa niejakiego Louisa Cha Leung-yung. Natomiast jedynym tytułem tego autora dostępnym w języku polskim były właśnie “Narodziny Bohatera” opublikowane pod pseudonimem Jin Yong.

Ale do rzeczy.

Niech nikogo nie zmyli reklama na okładce, to nie jest żaden chiński “Władca pierścieni”, tylko wuxia pełną gębą. Książka trzyma się konwencji wręcz perfekcyjnie. Fikcyjne wydarzenia wplecione zostały w tło historyczne średniowiecznych Chin i Mongolii, a dokładniej w czasy panowania dynastii Jin na północy (1115–1234) oraz Song na południu (960–1279). Na szczęście w przypisach zawarto objaśnienia dotyczące licznych wydarzeń i postaci historycznych oraz niektórych elementów kulturowych.

Narracja może wydać się zbyt gwałtowna i chaotyczna dla europejskiego czytelnika, ale to też jest specyfika gatunku wynikająca z różnic kulturowych i odmiennego systemu wartości. Narodziny Bohatera są opowieścią o zdradzie, zemście i honorze, jednak nacisk położony jest na zupełnie inne elementy. Czas często staje w miejscu aby wspomnieć wydarzenia z przeszłości, chwalebne bitwy, dawnych mistrzów czy szkoły walki. Honor jest wszystkim, a raz dane słowo napędza całą fabułę opowieści. Dobro vs zło zastąpione zostaje przez lojalność vs zdrada. Magią nie są kule ognia, tylko nadprzyrodzone umiejętności wypracowane przez lata treningu tajemnych technik. Nie mogło oczywiście zabraknąć dramatycznych pojedynków barwnych postaci o niezwykłych umiejętnościach i testów “wewnętrznej siły”. W tym świecie walki nie są jednak realistyczne, gdyż nie stanowią wyłącznie narzędzia przemocy, a stają się formą sztuki, co podkreślają malownicze nazwy stosowanych technik np. “cios jadowitego smoka wylatującego z jaskini”, “biała rosa przekraczającą rzekę”, “jesienny wiatr zamiatający liście”, czy “dym z kadzidła unoszący się w niebo”. Hołdując formie gdzieniegdzie wplecione zostały również elementy poezji i humoru.

Dawno nie wciągnąłem żadnej powieści z taką lekkością (to zapewne zasługa “techniki lekkiego ciała” hehe) bawiąc się przy tym wybornie. Jeśli komuś podobały się dwie pierwsze części “Swordsmana” lub “Dao” Tsui Harka, poetycki “Hero” z Jetem Li (do dziś chyba najpiękniejszy wizualnie film jaki miałem przyjemność oglądać) albo nawet skrojony pod zachodniego widza “Przyczajony tygrys, ukryty smok” to również i tą ksiązkę serdecznie polecam.

- książka autora z Dalekiego Wschodu - spośród kilku posiadanych pozycji pasujących do tej kategorii chciałem wybrać coś baaardzo azjatyckiego i chyba bardziej się nie dało

Inspirator1piorunów

Pod kątem literackim polecam też gatunki bardziej fantastyczne, ale wywodzące się z Wuxii - czyli Xianxia (仙侠) i Xuanhuan (玄幻).

Pierwszy rozszerza "fantastyczność" świata z mistrzów sztuki walk na "magiczne" ścieżki poszukiwania nieśmiertelności wywodzące się z taoizmu i buddyzmu - dla chętnych spróbowania polecam Er Gena i jego "I Shall Seal the Heavens" (jak lubisz pozytywnych bohaterów) oraz "Renegade Immortal" (jak lubisz bohaterów którzy mają swoje zasady i się w tańcu nie pi⁎⁎⁎⁎lą).

Drugi, robi to samo - tylko zrywając z tradycją i traktując tradycję jako sugestię to wymyślenia własnych założeń, luźno inspirowanych chińską mitologią (albo i nie, bo sporo też czerpie pomysły z "zachodniego" fantasy, krzyżując je z typowymi dla Chin formami). Tutaj ciężko wymienić jakieś "wejściówki" bo tematyka jest duuużo szersza, ale od siebie mogę polecić "Coiling Dragon" Wo Chi Xi Hong Shiego (dosłownie "I eat tomatoes", pseudonimy literackie niektórych autorów to jazda bez trzymanki), "Lord of Mysteries" Ai Qian Shui De Wu Zei (Cuttlefish That Loves Diving, mówiłem że jazda bez trzymanki), "Warlock of the Magus World" Wen Chao Gonga (ale tylko jak nie przeszkadza Ci książka z perspektywy złola w której dobro nie wygrywa) czy "Douluo Dalu"/"Soul Land" Tang Jia San Shaoego.

Tylko muszę nadmienić że większość z nich jest dostępna w formie WebNoveli które są popularną formą w państwie środka - przez co czytanie na papierze raczej nie wchodzi w grę. I to będzie czytanie po angielsku bo z ograniczonymi wydaniami papierowymi, nie ma też zbytnio tłumaczeń na inne języki. Także byłaby to raczej lektura na tablecie/telefonie/czytniku. Swoją drogą większość Wuxii też jest w takiej formie, a nie na papierze - bo cenzorzy luźniej traktują mniej tradycyjne twory niż drukowane książki.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fanatyk

w Literatura

35piorunów

547 + 1 = 548

Tytuł: Szparagi solić, krety gubić. Księga domowych porad wielkopolskiego dworu

Autor: Dorota Mycielska (wstęp i opracowanie)

Kategoria: inne

Wydawnictwo: Dwie siostry

Format: książka papierowa

ISBN: 978-83-8150-785-1

Liczba stron: 227

Ocena: 7/10

Dwór polski dążył do samowystarczalności, dlatego prowadzenie takiego gospodarstwa nie było proste. Korzystano z doświadczeń przodków, ale jednocześnie starano się poszukiwać nowych rozwiązań.

Panie domu często zakładały zeszyty, w których zapisywały interesujące przepisy na bardziej wyszukane potrawy, a także sposoby radzenia sobie z chorobami, plamami, robactwem i innymi szkodnikami. Takie zeszyty były i do dziś bywają przekazywane z pokolenia na pokolenie, najczęściej w linii żeńskiej.

Przykładem takiego zbioru jest wydana w zeszłym roku książka Szparagi solić, krety gubić, która powstała w rodzinie Morawskich z Jurkowa w Wielkopolsce. Przepisy poprzedza krótka opowieść o losach rodziny w XIX wieku, nakreślona przez jedną z potomkiń.

Książka jest bogato ilustrowana i choć jej treść stanowią głównie przepisy kulinarne oraz inne porady, dziś już nie do końca przystające do naszych realiów, pozostaje bardzo ciekawa. Zabrakło mi jednak szerszego komentarza edytorskiego – na przykład wypowiedzi historyka, który umieściłby ten zeszyt w szerszym kontekście dziejów regionu czy historii życia codziennego.

Ale i tak polecam!

Pokaż więcej komentarzy (6)

Lider

w Książki

38piorunów

546 + 1 = 547

Tytuł: Atomowi. Testy nuklearne na ludziach

Autor: Łukasz Dynowski

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Agora

Format: e-book

Liczba stron: 288

Ocena: 8/10

To reportaż, który zamiast skupiać się na technologii czy polityce, oddaje głos ludziom - żołnierzom i cywilom, którzy faktycznie znaleźli się w samym centrum prób nuklearnych. Dynowski prowadzi czytelnika przez miejsca takie jak Nevada, atol Bikini, Nowa Ziemia czy Kiribati, pokazując nie tylko przebieg testów, ale przede wszystkim ich skutki dla zwykłych ludzi. To historia weteranów wysyłanych w stronę wybuchów, mieszkańców żyjących pod radioaktywnymi chmurami i rodzin, które przez pokolenia mierzyły się z konsekwencjami tych eksperymentów

Największą siłą książki jest jej perspektywa. To nie jest "wielka historia" zimnej wojny, tylko opowieść o tym, jak decyzje podejmowane na najwyższych szczeblach krajowych przekładały się na konkretne życie i zdrowie ludzi. Szczególnie mocno wybrzmiewa fakt, że wielu z nich brało udział w testach bez świadomości realnych konsekwencji - wykonywali rozkazy albo po prostu żyli w miejscach, które znalazły się na drodze radioaktywnego opadu. Oczywiście możemy próbować bronić rządy, że nikt nie znał konsekwencji i po to były testy, żeby je zrozumieć, ale to tym badziej nadaje książce bardzo ciężki, momentami wręcz przytłaczający wymiar.

Podobało mi się też to, że Dynowski dobrze balansuje między historią a reportażem. Mamy tu tło - Projekt Manhattan, wyścig zbrojeń, napięcia zimnej wojny - ale to wszystko jest tylko ramą dla ludzkich historii. Dzięki temu książka działa bardziej emocjonalnie niż klasyczne opracowanie historyczne i zostaje w głowie na dłużej.

To dla mnie bardzo solidne wprowadzenie do tematu. Pokazuje różne miejsca, różne grupy ludzi i różne konsekwencje testów nuklearnych, dzięki czemu daje szeroki obraz problemu. Jednocześnie nie jest to książka wyczerpująca temat - raczej dobry punkt wyjścia, który zachęca, żeby dowiedzieć się więcej. Bardzo dobry reportaż, który uświadamia, jak wysoką cenę za "postęp" i "bezpieczeńśtwo" zapłacili ludzie, o których często się nie pamięta.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

GURU4piorunów

Sprawdzę, bo mi mignęło na liście, a nie spodziewałem się tak dobrej oceny. :smiley:

Lider3piorunów

@Dziwen Mi się podobało, ale tak jak napisałem, ta książka to tylko punkt wyjścia.
Właściwie nie ma tu nic o radzieckich testach po za Tzar bombą, ale też jest wspomniana tylko jako straszak i nie ma relacji rosjan biorących udział w jej tworzeniu czy testowaniu. Może po prostu nie ma i nie było dostępu do tych ludzi i informacji.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fanatyk

w Książki

28piorunów

545 + 1 = 546

Tytuł: Dzieci

Autor: Milena Marković

Kategoria: poezja

Wydawnictwo: Warstwy

Format: e-book

ISBN: 978-83-67186-34-6

Liczba stron: 164

Ocena: 8/10

Autorka opowiada o swoim dzieciństwie i młodości w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych w Belgradzie. Tworzy poetycką mapę powiązań rodzinnych, traum, bólu, trosk, straconych szans i rozlicza się ze sobą i swoimi uczuciami.

Polecam!

Lider

w Książki

21piorunów

544 + 1 = 545

Tytuł: Dom

Autor: Michael McDowell

Kategoria: horror

Wydawnictwo: Albatros

Format: e-book

Liczba stron: 272

Ocena: 8/10

Trzeci tom sagi Blackwater wyraźnie zmienia ton całej historii. Po dwóch częściach, które były bardziej obyczajową kroniką rodziny Caskeyów z ledwie zarysowanym elementem niesamowitości, "Dom" w końcu idzie w stronę pełnoprawnego horroru. Relacje rodzinne nadal są ważne, ale tym razem to, co ukryte pod powierzchnią - natura Elinor i związane z nią zjawiska - zaczyna wychodzić na pierwszy plan. Atmosfera gęstnieje, a czytelnik dostaje w końcu więcej konkretów dotyczących tego, z czym tak naprawdę ma do czynienia.

Największą zaletą tej części jest właśnie to przesunięcie akcentów. W końcu pojawia się groza - nie tylko sugerowana, ale realnie obecna (wręcz namacalna) w wydarzeniach i zachowaniach bohaterów. McDowell zaczyna odsłaniać karty, pokazując bardziej nadprzyrodzoną stronę historii, co świetnie współgra z tym, co było wcześniej tylko delikatnie sygnalizowane. Tytułowy dom zaczyna żyć własnym życiem, sprawiając, że horrorowy element zyskuje kolejny wymiar. Całość sprawia, żę książka zyskuje zupełnie nową energię i dużo bardziej angażuje czytelnika.

Jednocześnie czuć, że tym razem warstwa horrorowa wypada lepiej niż obyczajowa. Relacje rodzinne i konflikty nadal są obecne, ale momentami wydają się mniej interesujące niż to, co dzieje się obok w sferze nadnaturalnej. To trochę odwrócenie sytuacji z poprzednich tomów, gdzie to właśnie saga rodzinna była na pierwszym planie.

To zdecydowanie najmocniejsza część serii do tej pory - taka, która w końcu spełnia obietnicę ukrytą w pierwszych tomach i pokazuje, dokąd ta historia naprawdę zmierza. Nie mogę się doczekać 4 tomu.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

GURU3piorunów

Ja gdy widzę ile książek jesteś w stanie z uwagą ukończyć dziennie/tygodniowo. xD

Lider2piorunów

@Dziwen coś kosztem czegoś, albo czytanki, albo filmy/seriale/gry itd ;)

Pokaż więcej komentarzy (2)