Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#bookmeter

Lider

w Hydepark

32piorunów

439 + 1 = 440

Tytuł: Dawca Przysięgi część II

Autor: Brandon Sanderson

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: MAG

Format: książka papierowa

Liczba stron: 752

Ocena: 9/10

Epicka bitwa.

Malowanie obrazów w mojej głowie: 5/5

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

GURU1piorunów

Kuźwa, ten gość wypluwa książki z siebie, jak karabin maszynowy. Ile on ich napisał już?

Fanatyk4piorunów

@Fly_agaric jest bardzo skuteczny, to się ceni. Nie to co Martin ( ͠° ͟ʖ ͡°)

Pokaż więcej komentarzy (7)

Lider

w Hydepark

24piorunów

438 + 1 = 439

Tytuł: Dawca Przysięgi część I

Autor: Brandon Sanderson

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: MAG

Format: książka papierowa

Liczba stron: 560

Ocena: 8/10

Nie chce mi się pisać recenzji. Warto chociaż po przeczytaniu tom I i II warto traktować jednak jako całość.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Malowanie obrazów w mojej głowie: 4/5

Gruba ryba

w Hydepark

23piorunów

437 + 1 = 438

Tytuł: Druga planeta słońca Ogg

Autor: Péter Lengyel

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Iskry

Format: książka papierowa

Liczba stron: 164

Ocena: 6/10

Planeta Eela, gdzieś w kosmosie, bliźniaczka naszej Ziemii. Z wyprawy badawczej ku gwiazdom wraca statek kosmiczny, w drodze od siedmiuset lat, choć dla załogi minęło tylko lat sześćdziesiąt, z czego większość przespali w hibernatorach. Po powrocie spodziewają się zastać niesamowicie rozwiniętą cywylizację, w końcu tyle lat... Zgodnie z procedurą wywołują bazę dalekiego zasięgu na księżycu planety, ta jednak milczy jak zaklęta. Udaje się dopiero nawiązać kontakt z samą planetą. Otrzymują materiały które mają przygotować ich do zmian na planecie, większość z nich zawiera zaszytą podprogową informację że loty w kosmos są bez sensu, najlepiej siedzieć na Eeli, tylko tam jest bezpiecznie, a już na pewno nie ma czego szukać na księżycu. Po wylądowaniu okazuje się że cywilizacja nie posunęła się tak bardzo do przodu jak sądzili. Całą planetę zamieszkuje tylko pół miliarda ludzi, choć planeta mogłaby wyżywić wielokrotnie więcej. Wszystko jest zautomatyzowane, ludzie praktycznie nie muszą pracować, a tych nielicznych którzy chcą kwateruje się w specjalnych bazach badawczych z dala od miast. Krok po kroku nasi przybysze poznają jednak jaka tajemnica za tym stoi...

Książka bardzo nierówna. Pierwsza połowa jest koszmarnie nudna, nie mogłem wprost zmusić się do czytania. Neie pomagały pretensjonalne imiona jak Igo-Vandar, Uri-An, Nordeng-O' i takie tam. Potem kiedy dowiadujemy się co właściwie się wydarzyło i jakie są pomysły na dalsze losy tego społeczeństwa - no to robi się dość ciekawie. Zakończenie dźwiga sporo do góry, ale jako całość niczym nie zachwyca szczególnie. Trzeba jednak pamiętać że to książka wydana po raz pierwszy w 1969 roku i nie można odmówić autorowi bardzo dobrej futurologii. W roku pierwszego lądowania na Księżycu on trafnie przewidział wiele elementów życia które dziś są powszechne. Może oprócz kryształów do zapisu informacji 😉

ps. Astrologowie ogłaszają tygodnie serii "Fantastyka - Przygoda" Iskier. Populacja recenzji tej serii zwiększa się :smiley:

pps. Książka z "dedykacją" z epoki, więc dołączam

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Fanatyk2piorunów

@trixx.420 Kto czyta ten błądzi :smiley:

Gruba ryba

w Hydepark

23piorunów

436 + 1 = 437

Tytuł: Co słychać za tymi drzwiami

Autor: Ewa Ostrowska

Kategoria: literatura młodzieżowa

Format: książka papierowa

Liczba stron: 216

Ocena: 7/10

Ulica Sprawiedliwa, miasto - w zasadzie dowolne. W starym, drewnianym baraku mieszka rodzina Cegłowskich. Kuchnia z jednym pokojem, bez kanalizacji, wodę trzeba nosić z ulicy. Ojciec - robotnik budowlany, kradnie i wynosi z budowy co się da, potem sprzedając to na lewo lub kręcąc różne fuchy po godzinach. Matka - kierowniczka działu wędlin w Delikatesach - tu nie doważy deko czy dwa, tam sprzeda znajomemu szyneczkę spod lady, albo przyjmie czekoladę czy koniaczek w dowód wdzięczności za zamówienie ekstra. Głównymi bohaterkami są jednak dwie siostry, Bronka - niezbyt dobrze radzi sobie w szkole, i nie jest zbyt urodziwa, ma za to ma sporą nadwagę. Rok młodsza jest Marynka - to ta lepsza. Wzór cnót, prymuska w szkole, piękna, wiotka i uczynna. Okazuje się jednak że i ona ma swoje problemy. Aha, jest jeszcze babka, ale ta została zdegradowana do roli służki, używana do najcięższych prac i powszechnie poniżana. Ambicją matki jest wyrwanie się z tego środowiska; ma na oku piękne mieszkanie na ulicy Słowackiego, w przedwojennej kamienicy. Niestety mieszka tam jakaś starucha, żona przedwojennego pisarza, ale za pomocą różnych machlojek i donosików chyba uda się jej pozbyć i zagarnąć mieszkanie dla siebie...

Każdemu kto twierdzi jak to w PRLu było cudownie i wspaniale kazałbym czytać tą książkę. Brudna, szara i do d⁎⁎y jak cały ten ustrój. Pokazuje jak każdy musiał kombinować żaby przeżyć na jakim-takim poziomie. Ogromną nierówność społeczną - nawet w tej rodzinie. Ładniejsza siostra dostaje super ciuchy, kożuszek z pewexu, pomarańcze, a brzydsza - futro po ciotce i niech żre jabłka, i tak jest gruba. Czasy w których nauczyciel miał zawsze rację, nawet jeżeli był kompletnym głąbem z nadania partyjnego, a jego jedyną ambicją było gnębienie uczniów.

Mocna książka, dobrze napisana i bez happy endu. Taka mroczniejsza wersja Jeżycjady, nie przelukrowana jak tam, gdzie wszyscy się kochają i ach i och. Tu w razie problemów córka może liczyć co najwyżej na liścia w twarz od matki.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

GURU

w Bazar

66piorunów

435 + 1 = 436

*

Tytuł: Nie widzę przeszkód

Autor: Marcin Ryszka, Jakub Białek

Kategoria: biografia, autobiografia, pamiętnik

Wydawnictwo: Sine Qua Non

Format: audiobook

Długość: 6h 24min

Liczba stron: 320

Ocena: 10/10

*


Z mojej perspektywy "Nie widzę przeszkód" to nie do końca biografia. Owszem, życie Marcina Ryszki jest mocną bazą dla tej książki, ale w praktyce bliżej jej do poradnika. Pozwala nie tylko lepiej zrozumieć część osób niewidomych lub z innymi niepełnosprawnościami, lecz także uczy, jak się wobec nich zachowywać i czego unikać. Odpowiada na pytania, których ludzie często boją się zadać, żeby kogoś nie urazić. Dlatego to nie tyle książka znakomita literacko, co niesamowicie potrzebna - daje wiedzę, której próżno szukać gdzie indziej, a wszystko podane jest przez śmieszka, jakim jest Marcin i spisane przez Kubę Białka, który ma całkiem fajny styl.

Autor jest osobą niewidomą, byłym mistrzem w pływaniu, a obecnie dziennikarzem i - o ile się nie mylę - nadal zawodnikiem Wisły Kraków w blind footballu, czyli piłce nożnej osób niewidzących. W tej książce odpowiada na różne pytania na podstawie własnego życia oraz doświadczeń swoich kolegów o różnym stopniu niepełnosprawności, nie tylko związanej ze wzrokiem.

Sam wzrok stracił jeszcze jako małe dziecko i wielu rzeczy nigdy nie było mu dane zobaczyć. Mimo to w snach potrafią gonić go niedźwiedzie - choć nigdy żadnego nie widział.

Jak to jest, gdy gaśnie światło? Czy niewidomi coś widzą? Czy mają sny? Jak zachwycają się czymś, co wizualnie jest piękne? Czy igrzyska paraolimpijskie to „szachy dla debili”? Jak korzystają z telefonu i odpisują na wiadomości w mediach społecznościowych? Jak mogą grać w piłkę nożną? Jak odpowiadać na ich pytania? Jak to jest zgubić się w nowej lokacji i musieć krzyczeć, żeby ktoś pomógł, bo miejsce wydaje się puste? Czy osobie niewidomej można powiedzieć "do widzenia"?

To tylko część pytań, na które dostajemy odpowiedzi. Przy okazji poznajemy też anegdoty związane z pytaniami zadawanymi przez innych ludzi, na przykład podczas rozmów o pracę - i niektóre z nich sprawią, że z pewnością pomyślicie o kimś bardzo niepochlebnie.

Przykład pouczającej historii? Marcin często musi pytać osoby stojące obok, jaki tramwaj lub pociąg właśnie nadjechał. W wielu opisanych sytuacjach dostawał błędne odpowiedzi. Ludzie słysząc pytanie "Czy to tramwaj nr 4?" albo "Czy ten pociąg jedzie do Radomia?", odpowiadali szybko "tak", bez większego zastanowienia. Ryszka korzysta z nawigacji w telefonie i po wejściu do pojazdu orientował się, że jedzie w zupełnie złą stronę. I co wtedy? Marcin jest osobą zaradną, więc zwykle potrafił z takich sytuacji wybrnąć, a na kolei często trafiał też na życzliwych ludzi, którzy mu pomagali. Nie każda osoba niewidoma ma jednak tyle szczęścia.

I co ważne - Ryszka nie opowiada tej historii po to, żeby pokazać, że ludzie są źli albo że odpowiadają byle jak, żeby ktoś się odczepił. Raczej pokazuje zarówno nam, jak i innym osobom niewidzącym, jak można to zmienić. Zamiast pytać, czy coś gdzieś jedzie, dziś pyta dokąd coś jedzie. Na takie pytanie nie da się odpowiedzieć odruchowym "tak".

Takich pouczających historii jest w tej książce mnóstwo. Jest w niej jednak również krytyka części środowiska osób z niepełnosprawnościami. Marcin jest w tej pozycji, że może sobie na to pozwolić bez obawy o lincz. Są bowiem grupy, które wykorzystują swoją niepełnosprawność i bywają zbyt roszczeniowe wobec świata. Żyją w przekonaniu, że skoro los coś im odebrał, to w ramach rekompensaty wszystko im się należy. Sam autor przyznaje, że w młodości też miał podobne podejście, ale z czasem zrozumiał, że to ślepa uliczka. Że w gruncie rzeczy szkodzi to tym wszystkim, którzy mają realne potrzeby.

Ogólnie polecam tę książkę z całego serca. Mam wrażenie, że dzięki niej - mimo własnych doświadczeń z osobami z niepełnosprawnościami - po prostu stanę się trochę lepszy. Czasem bardziej pomocny, a czasem mniej, kiedy sytuacja tego wymaga. Bo ta książka jest też o tym, że nie wszystkimi trzeba się opiekować. Bardzo często poradzą sobie sami, a nadmierna nadgorliwość może być czymś negatywnym.

Nie potrafię ocenić jej na mniej niż 10/10. To jedna z tych książek, które po prostu są potrzebne - a innych podobnych pozycji ze świecą szukać.

*

>

Gruba ryba13piorunów

@Dziwen

Ciekawym, którzy chcieliby sprawdzić, jak to jest być niewidomym chociaż przez chwilę, polecam „wystawę” „W stronę ciemności” w krakowskim Centrum Nauki i Zmysłów WOMAI.

Spędza się prawie godzinę w zupełnych ciemnościach i wykonuje różne czynności, jak na przykład rozpoznawanie przedmiotów czy przejście przez ulicę - na szczęście nieprawdziwą. :')

Twórca7piorunów

@cyberpunkowy_neuromantyk byłem w czymś identycznym zdaje się w Toruniu i również bardzo polecam. Zaskakujące jest również to, że w czasie takie godzinki czy półtorej człowiek jest w stanie bardzo szybko się przystosować i zacząć ogarniać proste rzeczy w absolutnej ciemności

Pokaż więcej komentarzy (6)

Fanatyk

w Hydepark

35piorunów

434 + 1 = 435

Tytuł: Opowieści z meekhanskiego pogranicza. Północ–Południe

Autor: Robert M. Wegner

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Powergraph

Format: e-book

Liczba stron: 576

Ocena: 10/10

Wydaje mi się, że już czwarty raz przeczytałem tę książkę. Jest to jedna z tych, które warto przeczytać wielokrotnie, znam opowieści na pamięć, a i tak za każdym razem odczuwam to samo podczas czytania.

Książka to zbiór opowiadań wprowadzających nas w świat stworzony przez Wegnera: z jednej strony obserwujemy poczynania porucznika Kennetha-lyw-Darawyta, z drugiej, w drugiej części opowiadań, młodego Issara, członka owianego tajemnicą ludu mieszkającego pośród pustyni.

Opowiadania są krótkie, syte, poza światem miecza i topora sięgamy również do magii i bogów (którzy, przynajmniej według legend, w czasach pradawnych wojen pojawiali się na ziemi osobiście). Nie wszystko jest tak oczywiste, jakim się zdaje, dobro i zło okazują się być tą samą stroną jednej monety, a wyborów dokonywać trzeba.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fenomen

w Hydepark

19piorunów

433 + 1 = 434

Tytuł: Punkty krytyczne: Amerykańskie strategie w czasie wojen handlowych

Autor: Edward Fishman

Kategoria: biznes, finanse

Format: e-book

Ocena: 6/10

Książka składa się z kilku części. Pierwsza to opis to czym są tytułowe punkty krytyczne i dlaczego USA nimi "włada". Dalej są rozdziały kolejno o Iranie, Rosji i Chinach. Całość kończy coś na zasadzie sankcje w praktyce, czyli inwazja Ukrainy na Rosję. Każdy tych rozdziałów opisuje w jaki sposób dane sankcje zostały nałożone i dlaczego. Więc dowiadujemy się jak to za Busha sankcje nie działały, za Obamy to urzędnicy USA latali nawet to Turkmenistanu tylko, żeby Iran nie miał dostępu do zachodniego systemu płatności. Putin nie spodziewał, że na Centralny Bank Rosji zostaną nałożone sankcje. Dobrze, że jest wytłumaczenie jak to Moskwa "widzi" rozszerzenie NATO w 1999, Ukrainę od 2014 roku i Niemcy, którego do czasu jak miały gaz i ropę z Rosji to zachowywały się jak primadonna w Europie. Więc jakiś obiektywizm został zachowany. "Jakiś", bo książka trochę ma taki proamerykański charakter, gdzie autor dostrzega wyjście poszczególnych krajów z punktów krytycznych to jest to skazane na porażkę. W rozdziale o Chinach jest cała lista naiwności USA jak i całego Zachodu. Razem z nowymi technologiami przyjdą demokratyczne zmiany w Państwie Środka. Chiny zostały dodane do WTO, żeby amerykańskie korporacje miały kolejny rynek zbytu. Chińczycy postąpili inaczej i tak do 2008 roku przestali "uczyć się" od Amerykanów. Koniec to opis sankcji na Rosję nakładanych przez UE i USA, bardziej taka historia i popłynięcie w hollywodzki sposób patrzenia na świat.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Fenomen

w Książki

22piorunów

432 + 1 = 433

Tytuł: Odetnij napięcie. Jak pokonać stres dzięki praktykom psychosomatycznym

Autor: Rebekkah LaDyne

Kategoria: poradniki

Format: e-book

Ocena: 7/10

Książka o tym, że jak zaczniesz głęboko oddychać i się wyprostujesz to stres i jego skutki się zmienią. Dalej autorka na swoim przykładzie i pacjentów wskazuje jak to ćwiczyć i jakie pozytywne aspekty ze sobą niesie. Jak ktoś takie już coś takiego czytał to nic nowego nie znajdzie

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba3piorunów

@konik_polanowy a faktycznie pomaga, czy klasyczne pierdololo?

Osobistość

w Dyskusje

23piorunów

431 + 1 = 432

Tytuł: A Tale of Two Cities

Autor: Charles Dickens

Kategoria: powieść historyczna

Wydawnictwo: Anne's Archive

Format: e-book

Liczba stron: 489

Czas czytania: 14h31m

Ocena: 5/10

Z jakiegoś powodu to jest jedna z najlepiej sprzedających się książek na świecie. Internet twierdzi, że to dlatego, że jest lekturą szkolną w wielu krajach anglosaskich. Faktycznie, wynudziło jak lektura.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Mistrz

w Książki

29piorunów

430 + 1 = 431

Tytuł: Nigdy w życiu!

Autor: Katarzyna Grochola

Kategoria: literatura obyczajowa, romans

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Format: e-book

Liczba stron: 304

Ocena: 7/10

Link do LubimyCzytać:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/40680/nigdy-w-zyciu

Pamiętam, gdy byłam jeszcze dzieckiem, a moja mama i ciocia zaczytywały się książkami z cyklu "Żaby i Anioły" Katarzyny Grocholi. W głowie utkwił mi obraz tej okładki z gruszką, która towarzyszyła nam podczas którychś wakacji. Wtedy ze strzępków opowieści mamy i ciotki uplotłam sobie teorię, że jest to książka o dorosłych i ich sprawach, a ja przecież dorosła nigdy nie będę, więc nawet nie ma co się interesować.

Parę lat później widziałam zresztą ekranizację "Nigdy w życiu!" z kapitalną rolą Danutą Stenką w roli Judyty ("Ja wam pokażę!" bez niej to absolutny skandal), i dalej jako nastolatka nie przemawiał do mnie w najmniejszym stopniu. No bo kobita na wsi, kogo by to interesowało.

Fast forward do 2026, i... włącza mi się judytowanie. Wajbuję z tym trochę. Podoba mi się chaotyczność myśli Judyty. Podoba mi się ten dom na wsi, świerszcze w polu, ptasi trel, wiejskie mleko, ptasie mleko.

Książka jest lekka, zabawna, trochę naiwna, miejscami krindżowa. Ale nie jest zła. Jest taka w sam raz na początek wiosny. Naprawdę dobrze się bawiłam, czytając ją, mimo że ma już 25 lat.

Niedawno odświeżyłam sobie ekranizację i jej kontynuację, i zaskoczyło mnie to, jak filmowe "Nigdy w życiu" zostało okrojone. Wielu wątków brak, zakończenie się różni, większość przyjaciółek zlewa się w jedną Ulę (a jednak w książce stanowią one armię wsparcia). Ale połączenie książki i ekranizacji przynosi jakieś takie poczucie komfortu.

Wisienką na torcie jest to, że już wkrótce wyjdzie kontynuacja losów Judyty, po 20 latach od ostatniego tomu. Tak że robimy judytowy speedrun.

A chcąc podciągnąć "Nigdy w życiu!" pod czytelnicze bingo wyczytałam, że została uhonorowana prestiżowym ASem Empiku 2001. No to książka nagrodzona.

Prywatny licznik: 14/52

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Zawodowiec

w Książki

19piorunów

429 + 1 = 430

Tytuł: Quo Vadis

Autor: Henryk Sienkiewicz

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Wolne Lektury

Format: audiobook

Liczba stron: 459

Ocena: 6/10

Kolejny kasyk naszej literatury, a zarazem moj pierwszy ever audiobook.

Na poczatku zaznacze, ze jestem z tych, ktorym Sienkiewicz zawsze podchodzil. Wszystkie lektury szkolne spod jego piora wciagniete nosem, a Potop to juz wgl byla esencja zajebistosci dla owczesnego mnie.

Tutaj dostalem jeszcze jedna powiesc historyczna. Rzym zaraz po Chrystusie, pierwsi chrzescijanie, walniety na glowe imperator i splatajacy to watek milosny. Szczerze mowiac, bolala mnie jednowymiarowosc bohaterow (poza Petroniuszem, ten byl spoko ziomkiem). Szkoda tez, ze nie rozbudowano watku Nerona. Gdzies w polowie ksiazki zaczal dawac znaki inteligencji, niestety skonczyl jako prymitywna, brutalna malpa.

Opowiesc raczej prosta, ale jak w przypadku innych dziel Sienkiewicza, on mial pewien cel piszac wlasnie takie ksiazki dla odradzajacej sie Polski. Musze jednak powiedziec, ze dobrze mi sie tego sluchalo i sledzilo losy bohaterow. Ogolnie przyjemna czytanka.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba

w Książki

29piorunów

428 + 1 = 429

Tytuł: Simona. Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak

Autor: Anna Kamińska

Kategoria: biografia

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Format: książka papierowa

ISBN: 9788308085110

Liczba stron: 336

Ocena: 8/10

Po obejrzanym filmie o Simonie poczułem niedosyt informacji o tej jakże ciekawej osobistości. W ogóle po przeczytaniu biografii autorstwa Anny Kamińskiej stwierdzam, że film był wręcz beznadziejny i pozmieniał z pozoru niezbyt ważne szczegóły, które jednak zmieniły odbiór postaci. Na przykład wybicie przejścia pomiędzy mieszkaniami w Dziedzince - zrobił to Wilczek, a nie Simona, jak to zasugerowano w filmie.

Lekturze towarzyszył mi pewien zgrzyt. Na pewno ciekawe było to, że na rozwój człowieka ogromny wpływ ma otoczenie, w którym się wychowywał. Simona miała urodzić się chłopcem, kolejnym Kossakiem-malarzem. A ona nie tylko okazała się córką, to i jeszcze nie miała talentu artystycznego. Od narodzin była zawodem dla swoich rodziców, co przez całe swoje życie starała się zmienić. Odnalazła swoją drogę i stała się wielką osobą w wybranej przez siebie dziedzinie. Jednocześnie przez podejście rodziców, stała się osobą bardzo zamkniętą w sobie. Stąd ten wspomniany zgrzyt - Simona pewne rzeczy zachowywała dla siebie, a przez autorkę biografii dziesiątki tysięcy osób, jeśli nie więcej, mogło ją poznać.

To trochę jak z czytaniem prywatnej korespondencji pomiędzy różnymi osobistościami. Mimo że okropecznie ciekawi mnie wymiana listów na linii Lem-Le Guin, to z szacunku do nich nie chciałbym ich czytać. Ani korespondencji żadnej innej osoby.

Jednocześnie Simona, przynajmniej z opowieści, była niesamowitą osobą i nie będę ukrywał, że uporczywe dążenie do osiągnięcia tego, na co się zdecydowała, zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Z drugiej strony kto normalny chciałby zamieszkać w środku lasu bez dostępu do bieżącej wody i elektryczności? Jest to bardzo kusząca wizja, jednakże miło byłoby zachować pewne udogodnienia cywilizacyjne. ; )

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba

w Książki

23piorunów

427 + 1 = 428

Tytuł: Dom na granicy światów

Autor: William Hope Hodgson

Kategoria: fantasy, science fiction

Ocena: 5/10

*

Po raz pierwszy uzmysłowiłem sobie, że chociaż wycie wiatru ustało, wciąż jeszcze mam w uszach monotonny daleki szum. Dopiero kiedy stał się wyraźny, zrozumiałem, że musiał mi towarzyszyć przez cały czas. Był to szum poruszającego się wszechświata.

Pan Anton Czechow był panu Williamowi Hodgsonowi współczesnym, w związku z czym potrafię wybaczyć temu drugiemu to, że nie zastosował w Domu na granicy światów tej literackiej strzelby. Choć bohater tej nowelki strzelbę stosuje, nie wiesza jej tylko później na ścianie, a o tę ścianę ją opiera i, jak się okazuje, niepotrzebnie – zupełnie tak jak autor. I to jest chyba mój główny zarzut do książki, którą przeczytałem – jej fabuła zupełnie nie jest zawiązana. Rzeczy się dzieją, kończą się i dzieją się następne. Ani nie wpływają one na bohatera, ani nie mają swoich wyraźnych konsekwencji (przynajmniej w większości przypadków).

Sama treść książki, która jest pewną wizją, wydaje mi się bardzo w porządku, zważywszy dodatkowo na to, że została opublikowana w roku 1908. Tylko właśnie – ta książka to pewna wizja. Nie zachwyca ona ani językiem, ani opowieścią, a sam rozmach tej przedstawionej wizji to dla mnie trochę za mało na to, żebym mógł uznać tę książkę za coś więcej niż – powiedzmy – poprawną. I tak się zastanawiam, bo w tamtym czasie – tak mi się wydaje – tak się właśnie pisało. Bardzo podobna była dla mnie ta książka do twórczości pana Lovecrafta (za którą nie przepadam ze względów opisanych wyżej), trochę do powieści pana H.G Wellsa (choć ten akurat miał jakieś puenty tych swoich powieści następujące po wielkim opisie nieznanego świata albo jakiejś wizji, co poczytuję mu za plus) czy może nawet trochę do W kleszczach lęku pana Henryego Jamesa, która – choć w niej też się nic nie dzieje – u mnie wywołała niepokój. Wszyscy ci trzej wspomnieni wyżej autorzy byli panu Hodgsonowi mniej więcej współcześni i wywodzili się z tego samego kręgu kulturowego (inaczej niż również mu współczesny pan Czechow). Wniosek jest więc taki, że może ja po prostu nie przepadam za tą epoką w brytyjskiej literaturze i nie ma co próbować kolejnych książek?

Z drugiej strony, już pomijając to, że brytyjskie powieści z początku XX wieku mało mi się podobają, ciekawe jest to, że autorzy z wcześniejszego pokolenia (choćby pan Dickens, a przede wszystkim pan Hugo, choć to jednak Francja) potrafili tworzyć rzeczy, które przemawiają do mnie dużo bardziej. Mniejsza jednak o moje osobiste preferencje, bo najbardziej fascynującym wnioskiem z tego wszystkiego wydaje mi się być to, jak mocno literatura oddawała (i być może nadal oddaje) stan świata, w którym jest tworzona – jego obawy i nadzieje, tematy, które w tym miejscu i okresie zajmują ludzi. I niby ten wniosek to nic odkrywczego, niby mówili o tym już w szkole, ale czym innym jest jednak o czymś usłyszeć, a czym innym doświadczyć tego i zaobserwować samodzielnie.

Gruba ryba

w Książki

25piorunów

426 + 1 = 427

Tytuł: Absalomie, Absalomie!

Autor: William Faulkner

Kategoria: literatura piękna

Tłumaczenie: Zofia Kierszys

Ocena: 4/10

*

A potem on już miał ten dom i mieszkał tam samotnie, sypiał na sienniku przez trzy lata, dopóki nie stać go było na meble godne tej wspaniałości – przy czym częścią umeblowania, i to wcale nie najpośledniejszą, był właśnie ten akt ślubu.

Ufff. Udało się wreszcie toto skończyć, a wcale nie było to łatwe. I może odłożyłbym tę książkę wcześniej i wcale bym jej nie skończył, gdy nie fakt, że będziemy ją omawiać w niedzielę na spotkaniu ludzi, którym chce się nie tylko czytać, ale i o tym co się przeczytało rozmawiać. I może nawet mimo tego, że będziemy ją omawiać w niedzielę, to i tak odłożyłbym ją wcześniej i wcale bym jej nie skończył, ale sam ją do czytania zaproponowałem.

– „Przecież dwa razy z rzędu nie wylosuje się moja propozycja” – pomyślałem. No i się wylosowała.

Tak więc sam zaproponowałem tę książkę, a zaproponowałem ją dlatego, że stopniowo zapoznaję się z utworami zaliczanymi do great American novels, no i Absalomie, Absalomie! jest jednym z tych utworów z tej „listy”, których jeszcze nie czytałem. Zaproponowałem więc ją, a już przy proponowaniu za tę propozycję przeprosiłem, wcale nie mam więc zamiaru w niedzielę przepraszać za to po raz kolejny. A może ta książka wcale nie jest taka zła, a tylko trafiła u mnie na zły czas na, bądź co bądź, wymagającą jednak lekturę? Bo przecież kiedyś pochłonąłem Ulissesa i nawet mi się podobało (choć, fakt, niewiele z niego zrozumiałem; ale pod wrażeniem lektury aż poleciałem na weekend do Dublina, co prawda tylko po to, żeby przekonać się, że niewiele już tam z tego Ulissesa zostało, no ale poleciałem), a pan Faulkner bywa z panem Joycem zestawiany. I może faktycznie to we mnie coś się zmieniło, bo całkiem niedawno nie dałem przecież rady zmęczyć Pani Dalloway, choć ten utwór pani Woolf bywa z Ulissesem porównywany.

Absalomie, Absalomie! opowiada, jak ponoć większość utworów pana Faulknera, o amerykańskim Południu. Absalomie, Absalomie!, jak ponoć większość utworów pana Faulknera napisana jest w charakterystycznym dla niego stylu, to jest za pomocą strumienia świadomości, częstej i niejasnej zmiany narratorów oraz skoków w czasie. Teoretycznie jest to coś, co bardzo lubię i bardzo mi się podoba i tak samo było w przypadku tej książki. Było tak przez pierwsze jej sto siedemdziesiąt stron (książka ma tych stron 372), do końca piątego jej rozdziału, bo później się w tym wszystkim pogubiłem. Język nadal był ciekawy, ale absolutnie nie wiedziałem już o czym czytam (kiedyś myślałem, że wcale mi to w lekturze nie przeszkadza, ale chyba się myliłem). To, że w ogóle wiem jak ta historia przebiegała zawdzięczam wyłącznie temu, że na końcu książki zamieszczone jest kalendarium i spis bohaterów z ich krótką charakterystyką.

Sama treść tej książki wydaje mi się być czymś w rodzaju wyrzutu sumienia za to, co działo się na Południu w okolicach wojny secesyjnej i choć podejmowanie tego tematu w czasach, kiedy pan Faulkner tworzył wydaje się być ze wszech miar słuszne i uzasadnione, tak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ta książka, przede wszystkim ze względu na jej formę, jest jakimś przejawem snobizmu (choć moje wrażenie może oczywiście być błędne, problemy amerykańskiego Południa dla mnie przecież są ogromnie odległe). Dużo lepiej, moim zdaniem, z problemem (choć przedstawiając go od innej strony) poradziła sobie w Przeminęło z wiatrem pani Margaret Mitchell. I, jeśli dzisiejszy czytelnik nie ma jakichś naukowych, artystycznych bądź snobistycznych powodów ku temu, żeby sięgać konkretnie po pana Faulknera, a chciałby się przenieść na amerykańskie Południe XIX wieku, to ja jednak sugerowałbym zapoznać się z książką pani Mitchell. Jakaś taka wydaje mi się przyjemniejsza w odbiorze. Choć i u pana Faulknera w jego Absalomie znajdzie się wiele (być może nawet więcej) podniesionych istotnych problemó i bardzo dobrze zarysowanych postaci (choć, w porównaniu z Przeminęło z wiatrem, postaci jednak dużo bardziej płaskich), to dokopywanie się do nich naprawdę momentami bywa straszliwą męką. Nawet przy moim umiłowaniu i uznaniu dla języka.

Gruba ryba1piorunów

Może te nowe tłumaczenia jego książek, trochę uratują ciężką dolę współczesnego czytelnika, ale chyba ta z wpisu nie ma nowego przekładu

Gruba ryba1piorunów

@JapyczStasiek To chyba trzebaby zrobić tłumaczenie z przewodnikiem, jak pan Świerkocki zrobił w przypadku Ulissesa. 😉

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fanatyk

w Książki

30piorunów

425 + 1 = 426

Tytuł: Wojna Kalibana

Autor: James S.A. Corey

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Mag

Format: książka papierowa

Liczba stron: 570

Ocena: 7/10

2 część cyklu Expanse

Tym razem fabuła jest opowiadana w podziale na 4 postacie. Do Holdena doszedł Praks, botanik z Ganimedesa, który walczy o odzyskanie swojej córeczki. Bobbie, marsjańska marine oraz Avasarala - charyzmatyczna polityk z Ziemi.

Czytało się dobrze, zaledwie 18 dni temu wstawiałem recenzję 1 części, to też o czymś świadczy. Prawie każdego wieczora znajdowałem czas aby przeczytać chociaż 1-2 rozdziały.

Znów trudno nie odnosić się do serialu. Casting ponownie dobrany perfekcyjnie. Trochę mnie zdziwił opis 3 książki, w serialu takie wydarzenia zostały przedstawione chyba później. No cóż, przekonam się niebawem 😉

P.S. tak, też mam wrażenie, że tytułu kolejnych części wyglądają jakby powstały z generatora tytułów 😛

r

Gruba ryba

w Hydepark

20piorunów

424 + 1 = 425

Tytuł: Wędrówki Tappiego po Mruczących Górach

Autor: Marcin Mortka

Kategoria: literatura dziecięca

Wydawnictwo: Sine Qua Non

Format: książka papierowa

Liczba stron: 176

Ocena: 6/10

Ta mi się jakoś tak średniej w sumie widziała xd

W sensie nadal jest lekka i infantylna i można dziecku czytać, ale ta jest miejscami jakby straszniejsza i ma więcej momentów które trzeba lekko cenzurować przy trzyipółlatce.

No ale generalnie nadal jest klikat Tappiego mocno, uniwersum lekko poszerzone, nawet babcia Tappiego się pojawia xdd

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fanatyk

w Książki

22piorunów

423 + 1 = 424

Tytuł: Lampiony

Autor: Katarzyna Bonda

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Muza

Format: książka papierowa

Liczba stron: 640

Ocena: 6/10

Trochę mnie ta książka wymęczyła ilością wątków i skomplikowaniem całej historii. Mimo wszystko była ciekawa i przyjemnie napisana. Trochę gorsza od poprzedniej z tej serii.

Miejsce akcji Łódź, to genialny wybór dla tej książki.

Autorytet

w Hydepark

30piorunów

422 + 1 = 423

Tytuł: Lepsze czasy. Ja zostać królem

Autor: Pawel Zych

Kategoria: historia

Wydawnictwo: Dobre czasy

Format: książka papierowa

ISBN: 978-83-965286-1-2

Liczba stron: 144

Ocena: 10/10

Podobne odczucia jak do średniowiecznej części „Dobre czasy“

Polska 1605 roku oczami dziesięcioletniego Wladyslwa Wazy, który wyruszył w podróż po Rzeczpospolitej

W formie dialogu księcia z mieszkańcami poszczególnych miast z mapy

Tak powinny wyglądać książki historyczne- 2 stronicowe intro wyjaśniło sytuację międzynarodową i wewnątrz Polski lepiej niż cały system nauczania w szkołach

Rysunku 10/10

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider

w Książki

33piorunów

421 + 1 = 422

Tytuł: Opowieść podręcznej

Autor: Margaret Atwood

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Wielka Litera

Format: e-book

Liczba stron: 368

Ocena: 7/10

Powieść Margaret Atwood przedstawia świat niedalekiej przyszłości, w którym w miejscu dawnych Stanów Zjednoczonych powstała teokratyczna republika Gileadu. W nowym porządku społecznym kobiety zostały całkowicie podporządkowane systemowi, a te nieliczne zdolne do rodzenia dzieci trafiają do roli tytułowych podręcznych - narzędzi reprodukcji w domach uprzywilejowanych rodzin. Narratorką jest jedna z nich (Freda_, która opowiada o codzienności w świecie rygorystycznych zasad, kontroli i strachu, próbując jednocześnie zachować resztki własnej tożsamości.

Najbardziej uderza w tej książce koszmarna wizja świata, który z jednej strony wydaje się zupełnie obcy, a z drugiej niepokojąco możliwy. Atwood nie buduje futurystycznej dystopii pełnej technologii - przeciwnie, jej Gilead jest dziwnie znajomy. To świat, który mógłby powstać właściwie tu i teraz, gdyby kilka społecznych procesów potoczyło się w inną stronę. Właśnie ta bliskość sprawia, że książka działa tak mocno.

Świetnym zabiegiem są retrospekcje. Wspomnienia Fredy z czasów sprzed powstania Gileadu - pracy, przyjaźni, zwyczajnego życia - kontrastują z teraźniejszością i pokazują, jak bardzo zmienił się świat. Dzięki temu czytelnik nie tylko poznaje mechanizmy nowego systemu, ale też czuje, co zostało utracone. To właśnie ten kontrast sprawia, że dystopia Atwood jest tak przejmująca.

"Opowieść podręcznej" to jedna z tych książek, które straszą nie potworami, lecz wizją świata zbudowanego z całkiem realnych elementów. Książka ma pewne braki, a zakończenie nie do końca toczy się schematem, którego mogłem się spodziewać. Jest jeszcze drugi tom i może to on rozwinie historię bardziej i domknie to, co nie domknięte.

Po książkę sięgnąłem ze względu na wyzwanie Goodreads (Star Selections), bo ostatnio trochę je olałem i teraz zostało mi 4 tygodnie na ich ukończenie.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba3piorunów

Nie czytałem, ale mnie zawsze zastanawiało, czy na pewno taki świat byłby możliwy?

No wydaje mi się, że nie do końca. Bo kobiety to nasze matki, siostry, córki.

Połowa społeczeństwa. Czy takie uwstecznienie postępu byłoby możliwe? No moim zdaniem nie. Nie wiem na ile to realna wizja a na ile niepoprawna fantazja jakiejś wojującej feministki?

No bo musielibyśmy sobie to samo jakoś zrobić jako społeczeństwo.

Jak w jakimś Islamie "tak po prostu jest" od początku, o tyle takie świadome uwstecznienie w społeczeństwie zachodnim uwazam za bullshit, bo poziom moralności rośnie a nie maleje.

Oczywiscie z sinusoida, tak jak teraz w USA,.ale trend jest wznoszacy mimo wszystko.

Lider4piorunów

@maly_ludek_lego cały świat może nie, ale jeśli popatrzymy na przedmiotowe traktowanie kobiet w Azji południowej, albo w krajach islamskich, to jest to całkiem możliwe w mniejszej skali.

Pokaż więcej komentarzy (4)

Lider

w Książki

23piorunów

420 + 1 = 421

Tytuł: 22 długości

Autor: Caroline Wahl

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Sonia Draga

Format: audiobook

Liczba stron: 288

Ocena: 6/10

"22 długości" to historia Tildy - nastolatki, która próbuje utrzymać w ryzach życie swoje i swojej młodszej siostry (Idy), dorastając w cieniu trudnego domu i uzależnionej matki. Pływanie w basenie, tytułowe dwadzieścia dwie długości, staje się dla niej codziennym rytuałem i sposobem na zachowanie równowagi. Choć czasami, ta liczba się zmienia. Kiedy w jej życiu pojawia się szansa na wyjazd i zmianę przyszłości, Tilda musi zdecydować, czy wreszcie pomyśli o sobie, czy dalej będzie brała odpowiedzialność za wszystko wokół.

To książka, która porusza bardzo ciężkie i ważne tematy: dorastanie w dysfunkcyjnej rodzinie, poczucie odpowiedzialności za młodszą siostrę, życie w permanentnym napięciu i wstydzie. W wielu momentach Wahl trafnie oddaje emocjonalne zmęczenie bohaterki i jej potrzebę choćby krótkiej chwili normalności. Dzięki temu powieść potrafi być naprawdę poruszająca, szczególnie gdy skupia się na relacji między siostrami i na codziennej walce o przetrwanie.

Jednocześnie mam wobec tej książki sporo mieszanych uczuć. Niektóre wątki rozwijają się w dość dziwny, nierówny sposób - jakby autorka nie do końca wiedziała, w którą stronę chce je poprowadzić. Najbardziej zgrzytał mi jednak wątek romantyczny, który przy całej surowości historii wypada niemal bajkowo i trochę burzy wiarygodność opowieści. Szczególnie scena na dachu. Dialogi też momentami są dziwne, gdy tuż przed nim bohaterka myśli o tym, co zaraz 1:1 wypowie w dialogu.

To ważna i momentami bardzo mocna książka, ale jej potencjał nie zawsze został wykorzystany tak dobrze, jak mógłby, a szkoda.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz