Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#pasta

Specjalista

w Siłownia

6piorunów

-bądź mną
-anon lv. 19 (tak, nie ma tu tylko starych ludzi XD)
-wstań rano
-Idź na wagę
-76,6
-ok, d⁎⁎y nie urywa, ale może kiedyś do tych 80 kg wrócę

Mija trochę czasu

-Idź na bieżnię
-godzinka biegania
-po skończeniu, Idź weź prysznic
-skończ się myć
-diabeł.exe
-coś Cię podkusza i idziesz na wagę
-75,1
-co_do_kur.jpg
-schudłeś 1,5 kg

GURU3piorunów

@Szkieletor Ty mi junior lepiej powiedz jakim cudem schudłem 5kg od września nie robiąc nic poza okazjonalną pracą fizyczną i brakiem snu, jadłem masę gówna bo nie miałem czasu gotować, a mam lvl 47, to dopiero jest zonk.

Fanatyk7piorunów

Gość wszedł pod prysznic i schudł 1,5 kg. No ja bym się nie chwalił. 😉
No dobra, zazdroszczę.

Pokaż więcej komentarzy (15)

Osobistość

w Hydepark

2piorunów

wytlumaczcie mi prosze fenomen burgerow. nie miesci mi sie w glowie, ze ktos jest w stanie z wlasnej woli i to jeszcze płacąc za to niemałe pieniądze jeść kotlety mielone. z czego by ten mielony nie był, i niby co to zmienia, że w bułce (te normalne też są w bułce XD). no po prostu nie pojmuję tego. faktura tego jest i tak absolutnie obżydliwa (ort zamierzony). ale, mało – zwykłe mielone przynajmniej można jeść nożem i widelcem, wygodnie i elegancko, nie ubrudzisz się. a te w bułce? rozsypuje sie to, tłuszcz ci pryska po twarzy i ubraniu, te nieszczęśnie upchane tam warzywa spadają na ciebie i wszędzie dookoła. i za takie niesmaczne i nieprzyjemne do jedzenia byle co płacić 50zł? po⁎⁎⁎⁎ne są te wielkomiastowe gówniaki.

GURU7piorunów

Tu nie ma żadnego fenomenu. Po prostu są ludzie (zaskok) którzy różnią się od Twojego odczuwania rzeczywistości. Ot, cały sekret (° ͜ʖ °)

Pokaż więcej komentarzy (10)

Gruba ryba

w Fotografia analogowa

61piorunów

Tydzień temu pisałem, jak to mnie klisza pękła w aparacie po sfotografowaniu pewnego jegomościa, co mnie zaczepił na ulicy po angielsku i prosił bym mu zdjęcie zrobił aparatem zabytkowym, bo on zawsze chciał mieć zdjęcie takim aparatem zrobione XD Jako, że klisza pękła akurat po zrobieniu tego zdjęcia, podejrzewałem, że albo było to spowodowane jego niewybredną urodą albo to był diabeł. Udało się zdjęcie wywołać i wyszed na nim o dziwo do diabła niepodobny, a kobiety, co im fotkę pokazywalem mówią, że przystojny nawet. W każdym razie fotografię koleżce wysłalem, z czego był wielce rad. Takie jest zakończenie tej historii, ale co spowodowało pęknięcie kliszy pozostanie zagadką.

https://www.hejto.pl/wpis/spaceruje-sobie-dzisiaj-rano-jak-to-mam-w-zwyczaju-z-aparatem-po-miescie-zaczepi

Pokaż więcej komentarzy (4)

Fanatyk

w Hydepark

21piorunów

Ja to proszę pana mam bardzo prostą metodę zakładania spółki w Polsce. Wstaję rano, za piętnaście trzecia. Latem to już widno. Od razu loguje się na EKRS, tworzę w systemie umowę spółki, kilka załączników...

- Wszystko w systemie?

- Oświadczenie o tym, że nie jestem cudzoziemcem, adresy członków zarządu i udziałowców muszę dodać spoza systemu, bo zmienili prawo a systemu nie dostosowali.

- Aaaa, fakt.

- Zajmuje mi to z godzinę. Robię przelew do sądu i wysyłam wniosek.

- I w jeden dzień zdanża pan zarejestrować spółkę?

- Nie, ale i tak mam dobrze, bo jak wyślę rano, to jeszcze tego samego dnia dostanę sygnaturę. Czekam kilka dni aż sąd zarejestruje spółkę Potem wysyłam NIP 8, VAT R i VAT UE i deklarację PCC-3.

Na momencie przychodzi do mnie urzędnik, prosi o kopie umowy bankowej, umowy najmu lokalu i kilka oświadczeń. Wysyłam wniosek do Centralnego Rejestru Beneficjentów Rzeczywistych, to jest godzinka.

Potem szybko rejestruje się w Rejestrze BDO, wiesz pan, na wypadek gdybym jednak handlował tymi śmieciami, wdrażam RODO, a to tylko 124 dokumenty.

A potem to już z górki, muszę przygotować politykę rachunkowości, plan kont, politykę przeciwdziałania praniu pieniędzy, następnie kursy BHP pracodawcy (16 godzin), teczka BHP (38 dokumentów), szkolenie przeciwpożarowe, badanie jasności w biurze, badanie gniazdek elektrycznych

i prawie jestem w domu. Jeszcze tylko muszę dostać koncesję lub zezwolenie, jem śniadanie i idę spać.

Lider1piorunów

wirtualne biuro i siema.
> przygotować politykę rachunkowości, plan kont, politykę przeciwdziałania praniu pieniędzy, następnie kursy BHP pracodawcy (16 godzin), teczka BHP (38 dokumentów), szkolenie przeciwpożarowe, badanie jasności w biurze, badanie gniazdek elektrycznych
🤨

Pokaż więcej komentarzy (4)

GURU

w Hydepark

83piorunów

14 marca w kinach będzie premiera filmu "Wujek foliarz". Film jest inspirowany pastą pod tym samym tytułem, reżyserem Michał Tylka, ten sam który nakręcił inny film inspirowany popularną pastą "fanatyk"
https://www.youtube.com/watch?v=40B7VPxvUnI

Pokaż więcej komentarzy (17)

Gruba ryba

w Fotografia analogowa

52piorunów

Spaceruję sobie dzisiaj rano, jak to mam w zwyczaju, z aparatem po mieście. Zaczepia mnie młody mężczyzna i po angielsku zwraca się do mnie, że skąd jestem. No to mu mówię, że stąd, no to on mówi po polsku, że myślał, że jestem obcokrajowcem, jak i on jest, bo pochodzi z Ukrainy (choć akcent miał iście niemiecki). Wskazał na mój aparat - Zorkij 4 i poprosił, żebym mu zdjęcie zrobił, bo on zawsze chciał mieć zdjęcie zrobione takim starym aparatem. No dobra mówię, ale uprzedzam, że to trzeba poczekać, bo wywołać trzeba i nie wiadomo czy w ogóle wyjdzie, bo aparat stary i kapryśny. A on na to, że OK i że mi da maila, jak mi zdjęcie wyjdzie, to żebym mu przesłał, a on mi pieniądze zwróci za wywołanie. No to dobra, dał mi adres, zrobiłem mu zdjęcie. Podziękował, zadowolony. Poszedł. Ja przewijam film i naciągam migawkę, coś się blokuje... Trzasnęło i ... C⁎⁎j! Klisza pękła. Nosz kurde. Tyle fajnych zdjęć tam miałem. No nic. Wrociłem do domu i w łazience, w całkowitych ciemnościach wyciągnąłem film - niestety luzem i wsadziłem go do czarnego pojemniczka. Żaden lab mi tego nie wywoła (zerwanego filmu raczej nie wsadzą do maszyny), więc będę się musiał w końcu sam nauczyć, bo samemu w korexie zerwany film bez problemu się ogarnie.
Tak więc, od dzisiaj powiedzenie, że ktoś jest tak brzydki, że klisza pęknie, uważam za prawdziwe.
Albo to jaki diabeł był, czy jak?
trochę, choć historia prawdziwa.

Fanatyk8piorunów

@adamszuba Ogarnij sobie rękaw/worek ciemniowy. Różowa się bawi Zenitami, Smienami, pudełkowcami i innymi sprzętami tej klasy. Od czasu kiedy dostała w na urodziny taki rękaw, ani razu sobie nie prześwietliła filmu po awarii aparatu.

A był jakiś zakład, który wywoływał wszystko, w tym zerwane i bardzo egzotyczne formaty filmu, ale muszę popytać.

Pokaż więcej komentarzy (9)

Gruba ryba

w Hydepark

8piorunów

pod te święta

Ja pi⁎⁎⁎⁎lę, danony, nie postępujcie nigdy jak mój ojciec. Skąpy zgredzik postanowił zaoszczędzić na świętach – wyciął choinkę z parku, na prezenty dla rodziny przeznaczył ukradzione z hoteli ręczniki i kosmetyki, a prąd do lampek podpierdala od sąsiada. Wszystko dało by się znieść, gdyby skurwiel nie żałował szekli na jedzenie. Grzybowa na najtańszych pieczarkach jest nawet całkiem smaczna, ale kupić karpia od Wietnamczyka na bazarze, bo dwa złote tańszy? Po⁎⁎⁎⁎ne. Przez pierwsze dni świeżo kupione bydlę o inteligencji gościa „Sprawy do Reportera” wdrażało program „Das Boot” – leżało na dnie wanny i robiło „bulbulbul” (a weź się człowieku umyj w zlewie, jak tam stoi Wielka Piramida Kurwinoksa naczyń). Ad rem – wczoraj beztrosko sobie rżnąłem w coś na kompie w świetle pełni Księżyca, gdy nagle w łazience coś zabulgotało. Najpierw myślałem, że to sąsiad znowu zapchał kibel, ale kiedy odgłos przypominający zaśpiew mnichów z jakiegoś tybetańskiego wypizdowa i bulgot jelit po kilogramie żelków bezcukrowych na czczo się powtórzył, postanowiłem coś zrobić. Obudziłem ojca śpiącego przed TVN Masturbo i kazałem mu się tym zająć. Stary wziął pamiątkę po dziadku, wicemistrzu Europy w pałowaniu górników z 1980, i wyruszył z pałą bojową do łazienki. Przeżegnał się, otworzył drzwi...
I JAK COŚ NIE WYPIERDOLIŁO!
Rzuciło mną na ścianę, otwieram oczy, patrzę, a tu rybka za 5 zł/kg stoi i robi k⁎⁎wę z praw Mendla, teorii względności i kodeksu prawa cywilnego naraz. Macha ku⁎⁎⁎⁎two skrzydłami, wymachuje dookoła mackami i syczy staremu do ucha coś w rodzaju „R’lyeh khinzir fhtagn sakhif”. Karpulhu pierdolony. Niewiele myśląc, zabrałem pałę ojcu, wydarłem mordę „NA POHYBEL SKURWYSYNOM” i zajebałem wypierdkowi ewolucji między oczy jak UB Pileckiemu. Jebaniec zemdlał, więc odruchowo zakopałem go do łazienki w myśl ukraińskiego przysłowia „Z pizdu wyszoł, w pizdu paszoł” i zatrzasnąłem drzwi.
Teraz jest godzina 8.30, ojciec siedzi pod choinką w obszczanych gaciach i kiwa się, powtarzając „ZGRRRRROZA, ZGRRRRROZA”, matka biadoli, że nie trzeba było dawać rybce pamiętającej Gierka radzieckiej odżywki dla dzieci, a Karpulhu skrobie w drzwi od środka i j⁎⁎ie śledziem. Co gorsze, dziś przesilenie zimowe, więc ku⁎⁎⁎⁎two pewnie wezwie przez kanalizację swoich pieprzonych chłopców z ferajny z jakiegoś jądra ciemności czy innego kurwidołka.
A mnie coraz bardziej chce się srać.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Gruba ryba

w Heheszki

78piorunów

Dostałem taki sprzęt na komunię. Pewnego wieczoru odezwał się głos pilota samolotu. Pogadałem z nim chwilę...

Powiedział mi, że ma kurs codziennie o 22:15 nad moim miastem.

Ja codziennie o 22:15 czekałem, kiedy się odezwie pilot. Oczywiście pochwaliłem się kolegom z osiedla, i oni też kupili sobie radia, żeby pogadać z pilotem.

Nawet rodzice o 22:15 przychodzili do pokoju posłuchać rozmowy z pilotem. Nie musieli oglądać telewizora – wszyscy byli skupieni na rozmowie z pilotem. A on co wieczór opowiadał inną historię ze swojego życia: jak był w wojsku pilotem i latał na wojny.

I tak przez pół roku my go słuchaliśmy codziennie od 22:15 do 22:30. Potem sygnał się urywał.

I wiecie co?

To był sąsiad z bloku obok! Jaja sobie z nas robił przez pół roku, a my całym osiedlem go słuchaliśmy jak świnia grzmotu :rolling_on_the_floor_laughing::rolling_on_the_floor_laughing::rolling_on_the_floor_laughing::rolling_on_the_floor_laughing::rolling_on_the_floor_laughing:

--
*to nie moja historia i być może krąży po necie jako pasta ale że miałem takie krótkofalówki, to nie mogłem przejść obojętnie nad tą historią 😉

Osobistość1piorunów

Z dzieciństwa pamiętam jak na walkie talkie trafiliśmy na częstotliwość na której gadali wojskowi i zaczęliśmy robić sobie z nich jaja. Po chwili zmienili częstotliwość a nam powiedzieli że nas namierzyli i do nas jadą, więc obsrani poszliśmy się schować 😁

Autorytet1piorunów

@jaczyliktoo dostalem kiedys takie na gwiazdke, dziwna sprawa bo raz udalo mi sie podsluchac jak sasiad rozmawial przez telefon stacjonarny (jako jedyny mial wtedy telefon w promieniu 100m) i do dzis sie zastanawiam czy to w ogole bylo mozliwe

Pokaż więcej komentarzy (15)

Lider

w Heheszki

30piorunów

Ale umówmy się, że kawiarnie w Polsce to już nawet nie jest parodia westernu, tylko obraz nędzy i rozpaczy bez ramy.

Każde wnętrze wygląda inaczej, ale na swój sposób i tak do bezguścia brakuje tylko czarno-białych zdjęć Manhattanu, portretu Audrey Hepburn i napisów na ścianie typu „Nie odzywaj się do mnie przed pierwszą kawą". Za ladą osoba w kryzysie bycia BARISTĄ (czyt. odróżnia robustę od arabiki i potrafi zrobić liścia z pianki), na stolikach cukier, na ścianie z wypisanym kredą menu drobnym druczkiem info, że kubek dopłata 2 zł, na scenie Hamlet lamentuje nad tym, że chciał KAWĘ, nie matcha molte volte frappe d'Annunzio. Możesz dostać mleko sojowe, migdałowe, owsiane i generowane przez AI, ale o dobrej latte czy cappuccino zapomnij, bo na to nie ma przepisów na pintereście czy Ania Baristuje. A co jest najgorsze?

CENY! (I wiatr). Ja rozumiem, że naród polski był w stanie zarobić na wszystkim i niczym od kamyczków wyrzucanych przez morze przez zboże po (IPN zalecił mi nie dawać pointy), tak kawiarnie w tym kraju to pralnie pieniędzy na skalę światową. Espresso we Włoszech gania euro-półtora, wliczając w to miejsca turystyczne (póki nie jesteś turystą idiotą), a u nas w cenie jednocyfrowej to rzadkość. Kawa z mlekiem, cukrem i syropem (czyli cukrem), kosztuje tyle, co całodzienne wyżywienie, a i tak jest wywyższanym pod niebiosa milkszejkiem z shotem espresso. O pretensjonalności takich miejsc, nazywaniu się HEAVEN'S ROASTERY COFFEE LABORATORY EST 2023 i pensjach pracowników to już szkoda strzępić ryja. Ludzie ludziom nawarzyli takiego lekko kwaśnego blenda z delikatnym aromatem czekolady, a jeśli nie masz pomysłu na prezent, kupuj śmiało kawiarkę / makinetkę / ten śmiszny dzbanek kanciasty z amelinum i kubek termiczny: obronisz go przed polskimi kawiarniami i dasz mu pod choinkę godność.

https://www.facebook.com/share/1KcP4QhvCK/

Wirtuoz3piorunów

Czekam aż ruscy padną i jadę do Lwowa do Manufaktury Kawy i ich kawy z rumem.
W Polsce to jeszcze Ząbkowice Śląskie pod krzywą wieżą i Nowa Ruda - Biała Lokomotywa. Polecam.

Pokaż więcej komentarzy (13)

Autorytet

w Heheszki

25piorunów

Jedna z moich ulubionych
Cenzura z wykopu. Zgadza się. Ukradłem.

Relacje kobieta - mężczyzna w znanych mi związkach bardzo często przypominają mi relację właściciel plantacji - m----n, w Stanach z czasów niewolnictwa.

Żony i dziewczyny moich znajomych postrzegają mnie trochę jak murzyna z tamtych czasów, który nie ma swojego właściciela. Łazi sobie taki uśmiechnięty, najedzony i wyspany m----n gdzie popadnie, i nie dość, że nie musi wracać w nocy na plantację, to jeszcze całą zebraną bawełnę zatrzymuje dla siebie. Co gorsza - podburza do buntu przeciwko ich właścicielom innych murzynów! To niedopuszczalne! Jak to możliwe, że ten wstrętny arogancki czarnuch uchował się bez swojego pana?! Przychodzi na plantację wystrojony jak biały człowiek, kieszenie wypchane bawełną i śmieje się w twarz właścicielowi - a drugi m----n patrzy i se myśli...

To dlatego właśnie za każdym razem gdy przychodzę w gości, gdy odsiedzę na kanapie swoje, gdy zjem cały makowiec i gdy żarty się skończą słyszę:
- "nie myślałeś czarnuchu aby znaleźć sobie jakiegoś właściciela?",
- "nie jest ci tak źle samemu, co czarnuszku?",
- "taki fajny m----n, tak dobrze zbiera bawełnę i sam... kto ci poda szklankę wody na starość czarnuchu?",
- "ale z ciebie dziecinny m----n, ile tak można bez właściciela...",
- "a może wolisz murzynów, co murzynie?", :grinning:
Niektóre z nich już nie chcą wypuszczać swoich murzynów na wódkę ze mną. Jeśli chcę się spotkać z kolegami muszę się pofatygować i przyjść na plantację, bo nie daj boże czarnuch spuszczony z łańcucha przez swojego pana jeszcze zasmakuje w wolności i będzie próbował bawić się w "Django Unchained" :smiley: Ta cała bawełna i plantacja bez pana... TYLKO DLA MNIE!

Pokaż więcej komentarzy (10)

Fanatyk

w Heheszki

2piorunów

Jeżeli inni nie mają odwagi zróbmy to my POLACY. ZBIERZMY GRUPĘ 300 POLAKÓW, W ŚRODKU TŁUMU EKONOMIŚCI Z WORKAMI, ŻEBY PRZENIEŚĆ DŁUG DO AUTA KTÓRE BĘDZIE STAŁO POD MINISTERSTWEM FINANSÓW. NIECH NA ZEWNĄTRZ CZEJA BARDZO DUŻO AUT ODPALONYCH Z KIEROWCAMI. POKOJOWO WCHODZIMY IDZIEMY I NIE ZAPRZYMUJEMY SIĘ. OTACZAMY MINISTERSTWO. EKONOMIŚCI ODPINAJOM FUNDAMENTY DŁUGU. I WYCHODZIMY. ONI W ŚRODKU OSLANIANI. JEDZOEMY WSZYSCY PRZED I ZA ZEBY NIKT NAS NIE ZATRZYMAŁ I CIĄGLE BLOKUJEMY DOSTĘP POLICJI DO DŁUGU. SŁUCHAJCIE NARÓD NAS ZABIJE JAK BĘDZIEMY CZEKAĆ..

Pokaż więcej komentarzy (2)

Inspirator

w Hydepark

8piorunów

💥Mój stary to fanatyk Biedronki. Pół mieszkania zajebane paletami. Codziennie tam chodzi, czasem po kilka razy, nawet jak nic nie potrzebuje, bo „może akurat rzucili coś ciekawego”. Po całym mieszkaniu walają się gazetki promocyjne, słodziaki, fajniaki, produkciaki, a nawet plastikowe koszyki – „to pamiątki z najlepszych łowów”. Ale najgorzej to te palety. Mamy ich więcej niż przeciętny magazyn – „do ćwiczeń”, jak mówi. Mama już trzy razy próbowała je wywalić, ale stary stwierdził, że „jak usuniesz palety, to przestanę chodzić do Biedronki” i temat się skończył.

Codziennie trenuje w domu parkour. Rozstawia te palety po całym salonie i robi tor przeszkód. „Ćwiczę technikę na sezon wyprzedaży” – mówi. Skacze, przeskakuje, czołga się, robi salta przez kartony i imituje omijanie klientów z wózkami, normalnie Janusz-komandos. Jak ktoś by to nagrał, mielibyśmy viral na TikToku, ale mama zabroniła, bo „wstyd na całą rodzinę”.

W weekendy zmusza mnie i brata, żebyśmy grali w jak to nazywa: „Symulator Biedronki” – my jesteśmy klientami z wózkami, a on nas omija, krzycząc „alejka z nabiałem wolna!”. Opracował nawet specjalny system punktacji: 5 punktów za ominięcie dziecka biegającego po sklepie, 10 punktów za uniknięcie kolizji z emerytem, a 50 za zdobycie ostatniego produktu w promocji. Czasami każe nam ustawiać się w kółku wokół niego, żeby ćwiczyć „wychodzenie z oblężenia przy regale”. Raz nawet ustawił na środku salonu lodówkę turystyczną jako „punkt strategiczny dla mrożonek”.

Kiedyś utknął w Biedronce między paletą jogurtów a mrożonkami. Próbował przeskoczyć, ale coś poszło nie tak i ratowali go strażacy. Niestety mama musiała później jechać odebrać go z komendy – zawinęli go ze sklepu, bo wyrywał się strażakom i krzyczał na cały głos, że „nie opuści pola bitwy, zanim nie dorwie tych filetów z kurczaka po 12,99/kg”.

Jak wraca z zakupów, zawsze chwali się nowymi rekordami – ile razy udało mu się ominąć palety bez zatrzymania, ile produktów zgarnął z najniższych półek w trakcie biegu, czy na ile paragonów skasował zakupy, żeby wykorzystać wszystkie promocje. Ma nawet osiem telefonów z aplikacjami Biedronki, żeby z Shakeomatu mieć więcej kuponów, i nosi je w specjalnym pasie na klatce piersiowej jak Rambo. „Biedronka to nie sklep, to styl życia” – powtarza.

Kiedyś zapisał się nawet na kurs parkouru, żeby poprawić zwinność. Instruktor pytał, czy przygotowuje się do jakiegoś turnieju, a stary z dumą powiedział: „Do sobotniej promocji na proszek do prania”. Ostatnio zaprosił sąsiada, żeby razem trenowali przeciskanie się między paletami. Sąsiad przyniósł własną paletę, a potem zaczęli wymieniać się gazetkami promocyjnymi jak kartami kolekcjonerskimi. Stary planuje nawet zrobić osiedlowy turniej – kto pierwszy zdobędzie produkt z końca alejki podczas symulowanego „oblężenia”.

W niedziele (te niehandlowe) ma swój rytuał – chodzi oglądać Biedronkę z zewnątrz. Twierdzi, że musi „naładować baterie” na poniedziałkowy rajd po promocjach. Mama grozi rozwodem, bo ostatnio chciał wstawić paletę do sypialni, „żeby się czuć jak w domu”. Twierdzi, że mieszkanie „powinno odzwierciedlać jego pasję”.

Ojciec ma specjalną szafę z „mundurami Biedronkowca” – różne wersje koszulek, czapek i kamizelek, żeby „wtopić się w tłum”. Na największe wyprzedaże ma specjalny kamuflaż – przebiera się za paletę i zostaje na całą noc w sklepowej alejce, żeby rano jeszcze przed otwarciem sklepu złapać najlepsze promocje.

Ostatnio też zamontował w domu atrapę kasy samoobsługowej, żeby ćwiczyć skanowanie produktów z maksymalną prędkością. Organizuje zawody rodzinne, kto zeskanuje więcej w minutę.

Na osiedlowych grupach na Fejsie regularnie wdaje się w wojny o Biedronkę. Pisze, że „te palety to esencja ich stylu – tylko prawdziwi mistrzowie zakupów potrafią w tym chaosie złapać prawdziwe okazje”. Raz poszło grubo o to, że ktoś skrytykował rozstawianie towaru, a stary w odpowiedzi napisał elaborat o „pięknie nieprzewidywalności Biedronki”. Miesiąc wstydziłem się wyjść na osiedle.

Niedługo Święta, a w naszym domu zamiast tradycyjnej choinki, stary w salonie stawia stos palet ozdobionych gazetkami promocyjnymi i światełkami w kolorze logo.

Zgadza się, ukradłem. Ale tylko głupi by nie skorzystał

Lider

w Hydepark

66piorunów

druga w moim wykonaniu! XD

W Internet to jednak łatwiej wstawić zdjęcie gołej d⁎⁎y niż talerza z jedzeniem...

Na wstawienie zdjęcia jedzenia nigdy nie ma dobrej pory. Zawsze, ale to zawsze ktoś się zrobi na sam widok głodny i da o tym znać. Zrobisz to rano? Jak możesz coś takiego wrzucać przed śniadaniem! Południe? W porze obiadowej nam to robisz? Sadystka! Wieczorem? Przez ciebie będę teraz żarł jak świnia, a ja jestem na diecie (chyba obrotowej...) i nie mogem już jeść!!11!!!1!1ONE!!1!1!

Jeśli uwiecznisz mięso, nie ważne jakie było w rzeczywistości, jak się prezentuje na zdjęciu, ZAWSZE, ale to ZAWSZE, trafi się ten jeden znawca, który napisze, że ono jest suche.
Zupy, gulasz lub jednogarnkowce to z pewnością coś, co już raz zostało przeżute, nim trafiło przed obiektyw, a jeśli nie - nikt nie chce oglądać michy twojego pupila (najczęściej napisze to amator zupek chińskich i gorących psów z płazosklepu).
Z ciastami takich problemów nie ma, chyba że za problem uważasz to, że ktoś chce je potraktować tak, jak skończyła pewna kultowa szarlotka w amerykańskim kinie klasy B.

Ale to dopiero początek, bo poza tym co zostało zrobione, zwykle wypływa kwestia jak. I tu się otwierają wrota piekieł. Bo JA SAM lub w ostateczności MOJA babcia, matka, żona, kochanka (wstaw dowolne), robi to inaczej, więc cokolwiek zrobione nie jak u mnie w domu (albo piwnicy - niepotrzebne skreślić) jest do wypierdolenia do śmietnika, jest niejadalne i chcesz wszystkich potruć.

Jeśli nie do techniki, zawsze można dowalić się do składników - NIE WOLNO używać półproduktów (bo kto to widzioł na ten przykład użyć mrożonych warzyw), bo to nie prawdziwe gotowanie (widać marchewce nie jest wszystko jedno, czy potnie ją maszyna, czy ja). Zabronione są również gotowe mieszanki przypraw (bo jak to sama nie produkujesz przyprawy do gyrosa?!), ale z drugiej strony spróbuj użyć większej ilości przypraw lub czegoś mniej standardowego - przepis zyskuje lvl łzy dziewicy i lulek zbierany przez staruchę w trakcie majowego nowiu.
Zapomnij też o łączeniu różnych kuchni i różnych smaków. Najpierw przypiertolą się puryści kulinarni, którzy kuchnię danego regionu uprawiają lepiej od tamtejszych autochtonów, a zaraz potem amatorzy zupek chińskich i kebaba od prawdziwego polaka, którzy o klasykę kulinarną mogliby się potknąć, a i tak by jej nie zauważyli.

Właśnie dlatego w Internet to jednak lepiej wstawić zdjęcie gołej d⁎⁎y niż talerza z jedzeniem...

@VonTrupka - ze specjalną dedykacją dla Ciebie xD

Pokaż więcej komentarzy (42)

Kosmonauta

w Hydepark

41piorunów

 
Jest tłusty czwartek 2025 roku, kampania wyborcza skupia się nad zrzucaniem ścieków do wisły i nowych dopłat do bąbelków. Nagle przerwa w nadawaniu master chefa - to Rober Makłowicz ogłasza start w wyborach. "Drodzy Polacy, nadszedł czas, by zamiast papki serwowanej nam od lat, wprowadzić do polityki pełnię smaku. Czas na nową przyprawę w tej mdłej zupie zwanej polityką – czas na mnie!" - głos Pana Roberta grzmi z ekranu. Na ulicach pojawiają się plakaty z hasłem "Nie obiecuję gruszek na wierzbie, obiecuję gruszki w winie!", Sprzedaż koperku rośnie o 300%. Pierwsza debata prezydencka - każdy z kandydatów rzuca ostre hasła o inflacji, bezpieczeństwie i obronności, ale Makłowicz spokojnie kontruje: "Inflacja? A może zamiast drożyzny w restauracjach, zainwestujemy w domowe obiady? Bezpieczeństwo? Uważam, że każdy powinien mieć w domu podstawowy zestaw przypraw i nóż szefa kuchni – to gwarantuje spokój ducha." Ludzie biją brawo. Sondaże rosną. Kolejne debaty rozstrzygane są już w formie bitew kulinarnych.
Pan Robert oczywiście wygrywa wybory w pierwszej turze. "Polska to nie fast food, Polska to biesiada!" - krzyczy Robert Makłowicz w austro-węgierskim mundurze podczas swojej inauguracji. Następne lata to okres prosperity, stolica zostaje przeniesiona do Krakowa, a województwo galicyjskie to najszybciej rozwijający się okręg w Unii Europejskiej. Uruchomione zostają połączenia szybką koleją z Dalmacją. Pod koniec drugiej kadencji Makłowicz umiera zadławiając się sznapsem. W Warszawie powstaje pomnik Makłowicza na wzór Franza Josefa, gdzie trzyma w dłoni widelec z pierogiem.

Pokaż więcej komentarzy (5)

GURU

w Heheszki

55piorunów

Każden jeden heist movie (pol. olsenówka) wygląda tak samo xD

>główny bohater, Jack, wychodzi z pierdla, bo go ekipa z poprzedniego skoku wsypała na psiarskich
>ma gotowy pomysł podpierdzielenia forsy / złota / brylantów / popcornu z jakiegoś skarbca, najczęściej w Vegas, bo obmyślał go ostatnie trzy lata
>zgarnia ekipę, kusząc ich forsą, szantażując, biorąc na litość albo dla jajec (tego ostatniego gra Young Carl Gustav czy inny raper)
>kasiarz na spektrum z genialnym słuchem, zwinna była gimnastyczka od przekradania się między laserami, nerd od informatyki i oszukiwania kamer, stara kumpela protagonisty od uwodzenia strażników i świeżak od dynamitu
>wielkie omówienie operacji TYM RAZEM SIĘ UDA z pokazaniem akcji na żywca
>szef szajki z kocią mordą polskiej mendy społecznej mówi, że to nasz ostatni skok, TAKA KASIORA, tym razem musi się udać
>dawny znajomy Jacka, obecnie bagieciarz bez broni i odznaki za alkoholizm, czuje pismo nosem i zaczyna prywatne śledztwo
>ekipa jedzie do Vegas i dyskretnie obczaja kasyno, w którym wystawiają klejnoty von Biebersteina
>bagieta stoi na balkonie i obserwuje ferajnę
>noc skoku, nerd podpina się pod system, grając Campanellę na klawiszach, kumpela pyta strażników, czy to ich kasztan, świeżak wycina diamentem dziurę w oknie
>wszystko idzie dobrze, aż nagle odpala się alarm, bo Jack rzucił peta pod czujnik dymu
>spierdalańsko mortale, pościg po Stripie, skakanie z okien, nokautowanie strażników, kaskader kaskaduje, no akcja pod arsenałem
>okazuje się, że:
- świeżak miał na sobie maskę i to dawny znajomy Jacka, który się chciał za nim zemścić za położenie pierwszego skoku;
- nerd uwalił egzamin na technika informatyka i tak naprawdę rżnął w ligę, a syćko się nagrało, ale zasilacz od kamer był z czarnej listy;
- kasiarz ogłuchł i robił wszystko na czuja, a że przez autyzm nic nie mówi, to nikt się nie skapnął;
- gimnastyczka była wtyką policji i siostrą byłej Jacka;
- kumpela też była wtyką policji, ALE przekupioną przez rywalizującą szajkę, której miała ogarnąć łup;
- to nie był Jack, tylko jego brat bliźniak po sfingowaniu śmierci w katastrofie lotniczej przez wujka matematyka.
>całej ekipie poza Jackiem-nie-Jackiem cudem udaje się uciec przed psiarskimi i skitrać na melinie u pana House’a;
>otwierają worek z łupem, a tam zamiast klejnotów nasrane;
>ostatnia scena, bagieciarz i Jack właściwy siedzą na kupionej za klejnoty von Biebersteina plantacji na Jamajce, piją rum i rżną w pokera z Tupakiem, Elvisem i Jackiem Jaworkiem

Pokaż więcej komentarzy (9)

GURU

w Kawiarnia "Za Firewallem"

14piorunów

O serwerowni Hejto, Style. Wymaga dopracowania xD
ZBIEŻNOŚĆ NICKÓW Z OBECNYMI LUB BYŁYMI UŻYTKOWNIKAMI PRZYPADKOWA!!! (xD)

W podmokłej piwnicy, gdzie serwer stoi
Ciasna komórka, z adminami w niedoli
@ebe , @kris i @bartas , trzej admini dzielni
Aktualizują stronę, kradnąc prąd z rozdzielni

Stworzyli AI, ze znanego kawiarenki członka
Nadzieja że strona ruszy, polali już samogonka
Zgrali Dziwena umysł do swojego komputera
Obyło się nawet bez cyfrowego konwertera
@Dziwen Umysł jest na dyskietce w tekstowym pliku
Plik zawiera jedną literę, więc jest bez mętliku

Próbują to wgrać, co za umiejętności test!
Serwer crashuje, tylko wiatraka został szelest
Admini trzej dzielni, chleją więc z rozpaczy
Kogo tu winić? Nie naszych trzech dzielnych badaczy!

@bojowonastawionaowca , jak zwykle nic nie robi
Najwyżej zaległości w sonetach już nie nadrobi
Gdy strona wciąż w rozsypce, użytkownicy w rozterce,
Czego chcieliście od adminów występujących w "Usterce"?

Pokaż więcej komentarzy (8)

Fanatyk

w Hydepark

18piorunów

Poszedłem wczoraj na siłownie, i trafiłem na gościa który tam długo ćwiczy. Chwile gadamy, po czym stwierdził że jak na mój staż to ch⁎⁎⁎wy mam progres, i mi kazal robić plecy pod jego okiem. No więc wyglądało to jak w tej paście xD

O ja głupi chciałem się zapisać do siłowni, coby sobie przykabanić i zaimponować miejscowym Karynom muskulaturą, i się wybrałem do renomowanego fitness klubu. Nie zdawałem sobie sprawy co mnie tam może czekać, ale po kolei. Początkowo spoko luz, zwłaszcza, że darmowa wejściówka na próbę (można sobie zarezerwować na PESEL, na ich stronie i masz dzień otwarty w zasadzie). Pracownicy widzą, że potencjalny klient to mili i pomocni, pokazują jak co obsługiwać żeby sobie nie zrobić kuku, zachwalają saunę, opowiadają, że wypasiona solara za symboliczną złotówę, no i trenerzy do dyspozycji. Trochę się pomachało żelastwem, popróbowało maszynki, to z ciekawości spytałem jak to wyglada ten personal trainer. Okazuje się, że płatny dodatkowo sporo, ale za jakość trzeba płacić, a oni mają najlepszych trenerów w mieście. A zresztą dzisiaj gratis mogę się przekonać i zawołali go. Tą górę mięcha. "Panie Sławku, pan chce się dowiedzieć jak tam u nas z prywatnym treningiem" Usłyszałem głośne "FAAAAAAAAAAAAAAAAAK!" i dźwięk upuszczanych hantli. Podbiegł do nas światowej sławy strongmen Sławomir Toczek. Byłem zachwycony, bo taki kolos, strongmen miał mi dawać wskazówki. Toczek powiedział tylko "Cho!" i złapał za koszulkę i pociągnął w stronę drążka do podciągania się na drążku. Chłopak, który się podciągał jak tylko zobaczył Toczka, to odskoczył od drążka jak Jasiu Mela od transformatora. Toczek mówi do mnie "Wskakuj i się podciągnij 20 razy." na co ja w śmiech i mu mówię, że jak 4 razy się podciągnę to będę zaskoczony. Jemu do śmiechu nie było. Wydarł się na mnie "FAAAAK! Wskakuj na drążek!" Podciągnąłem się z 5 razy i już nie miałem sił, a ten krzyczy "Podciągnij się! Jeszcze trochę. Jeszcze 2 razy i dostaniesz mordoklejkę!" Nie dałem rady to ten zwyrol wziął jakąś miotłę i mnie kłuje w odbyt, że niby na motywację. No w sumie zadziałało, bo nie chciałem mieć kija od szczotki w d⁎⁎ie. Podciągnąłem się jeszcze 2 razy a Toczek zadowolony "FAAAAAAAAAAK! No i to je motywancja! Tak wygląda personal trening, motywancja żeby przełamywać bariery." Po czym odkleił z papierka mordoklejkę i wsadził mi ją do gęby. Długo sobie nie odpocząłem, bo Toczek zaczął ciągnąć mnie na ławeczkę. Chciałem powiedzieć, żeby poczekał bo jestem jeszcze wyczerpany tym podciąganiem, ale miałem sklejoną mordę mordoklejką. Wszystkie ławeczki były zajęte, więc pan Sławek podszedł do pierwszego z brzegu kafara i uprzejmie go przeprosił mówiąc "Wypialaj! FAAAAAK!" Pokaźnie umięśniony facet odłożył ciężar i posłusznie wyperdolił. Toczek nawet nie zmniejszył ciężaru, tylko kazał mi siadać i wyciskać, a on będzie mnie asekurować. Jak to złapałem, to mnie pryszpiliło do ławeczki. Toczek na to "weź wyciśnij z 3 razy to dostaniesz mordoklejkę." Ja na to wysapałem, że w d⁎⁎ie mam jego mordoklejkę, jak tego nie uniosę. On zdziwiony zapytał "CO KU---A?" To mu odpowiedziałem, że się zaraz zesram z wysiłku, i do d--y z jego mordoklejką. A ten wyciąga z ryja na wpół przerzutą mordoklejkę i zaczyna ściągać mi pory. Ja do niego krzyczę co on odp---la, a on "FAAAAK! No sam mówisz żebym ci zapchał d⁎⁎ę bo się zesrasz." Wydukałem już że spoko, i jakoś podniosłem to żelastwo 3 razy, nie wiem jak, chyba siłą woli. Zadowolony Toczek odwinął nową mordoklejkę i wsadził mi ją do ust. Powiedział, że idzie się wyszczać, a ja mam iść do rowerków, to mi pokaże co to jest motywancja do szybkiego pedałowania. Wiedziałem, że muszę uciec. Zwlokłem się z ławeczki i doczłapałem do szatni. Nie mogłem podnieść ramion. Przebranie się zajęło mi zbyt długo. Usłyszałem jego ryk zza drzwi "FAAAAAAAAAAK! Gdzie ty jesteś?" Wiedziałem, że to tylko moment zanim się zorientuje, że jestem w szatni. Wrzuciłem pierwszą z brzegu monetę do solarki i wskoczyłem do środka. Kilka sekund później Toczek wparował do pomieszczenia. Słyszałem jak chodzi po szatni, i zastanawia się gdzie jestem. Tak jak się spodziewałem, zapukał do kabiny solarium i się pyta "FAAAAAAAAAAAAK! Jesteś tam?" na co odpowiedziałem najniższym możliwym dla siebie, nienaturalnym basem "Zajęte, ziom." Dał się nabrać. Wyszedł, podejrzewam do recepcji żeby się spytać czy nie wyszedłem z klubu. Postanowiłem, że poczekam z 10 minut w solarce, co powinno mi starczyć na odzyskanie wystarczająco sił, żeby dać szybko dzidę z klubu, na wypadek gdyby Toczek mnie przyuważył. Po 5 minutach Toczek wlazł z powrotem do szatni i zaczął mnie szukać, tym razem po szafkach. Chwilę potem do szatni wszedł jakiś chłopak na co Toczek wykrzyknął "FAAAAAAAAAAK! gotowy na trening?" Chłopaczynacoś tam zaczął dukać, i najwyraźniej nawet nie zdążył się przebrać. To był kolejny nowy w klubie, który miał darmową wejściówkę, który jak ja padł ofiarą Toczka. Ten kazał mu zrobić 300 pompek w szatni, to dostanie mordoklejkę. Zastrzegł, że nie wypuści go na salę dopóki nie zrobi porządnej rozgrzewki, czyli tych pompek. Minęła z godzina, ale biedak zrobił te 300 pompek, z przerwami, ale Toczka to zadowoliło i wziął swoją nową ofiarę na salę. Mogłem wyjść z solary. Skóra mnie piekła, o mały włos bo wrzuciłem piątraka i starczyło jeszcze tylko na kilkanaście minut opalania. Wyszedłem z klubu. Po drodze ludzie dziwnie się na mnie patrzyli. W domu okazało się, że po godzinie w solarium wyglądam jak brązowa mordoklejka Toczka. Nie polecam treningów personalnych.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Autorytet

w Hydepark

1piorunów

Catrtagena, @bartek555 nieśmiało wysiada z okrętu, a że na morzu trzęsie, to i Bartkiem otrząsnęli.

Siada więc w kafejce obok. Piję lure, ale lepsza niż w każdym polskim hotelu i mówi:
"Penne!"
I zjawia się tam kobieta przyjmująca zamówienia. A Bartosz na to rzecze:

* te k⁎⁎wa weź naprawi te moje termo alarmy w domu bo się pochlastam, place w hrywnach marokańskich

I tak upłynął dzień szósty.

P.s. Bartosz nikogo nie zabił.

Pokaż więcej komentarzy (3)