Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#psychologia

GURU

w Nauka

20piorunów

Psycholożka: nasz stosunek do zwierząt przekłada się na nasze relacje z ludźmi

Badania pokazują, że nasz stosunek do zwierząt przekłada się nasze relacje z innymi ludźmi; dotyczy to zwłaszcza ludzi z grup postrzeganych jako "obce", np. imigranci czy mniejszości narodowe – powiedziała PAP dr Aleksandra Rabinovitch z Wydziału Psychologii Uniwersytetu SWPS w Sopocie. Psycholog

GURU

w Psychologia

4piorunów

Chciwość i wyzysk, czyli słów kilka o myśli Veblena | Obserwator Finansowy: Ekonomia | Gospodarka | Polska | Świat

Zagadnienie chciwości i wyzysku, które wiąże się nieuchronnie z wieloma przejawami życia politycznego i ekonomicznego, doczekało się wielu prób analiz oraz ocen, ale wciąż pozostaje do pewnego stopnia tajemnicą – mrocznym i nie w pełni zrozumiałym sekretem życia społecznego, ludzkiej duszy i naszej

Osobistość

w Hydepark

6piorunów

Kompleks Elektry – termin psychoanalityczny wprowadzony przez Carla Gustava Junga w 1912 roku, jako zjawisko łączące się z kompleksem Edypa Freuda z tą różnicą, że kompleks Elektry dotyczył tylko płci żeńskiej; powszechnie występująca u dziewczynek (3–6 lat) podświadoma i stłumiona skłonność płciowa do ojca i strach przed odwetem matki, jako rywalki seksualnej, budzącej nieuświadomioną wrogość dziecka.

https://streamable.com/o4d47a

Pokaż więcej komentarzy (4)

GURU

w Nauka

14piorunów

Ekspertka: FOMO - lęk, że będąc offline coś przeoczymy - to problem, z którym mierzymy się także w święta

FOMO to lęk przed tym, że coś nam umknie, gdy będziemy offline. Może prowadzić do phubbingu – ignorowania realnego otoczenia na rzecz wpatrywania się w telefon. To problem, z którym mierzymy się każdego dnia i święta też nie są od niego wolne – zauważa dr Kinga Stopczyńska z Uniwersytetu Łódzkiego.

Fanatyk

w Psychoterapia

37piorunów

Jedyny taki oddział w Polsce. "Mówią, że to piekło. Ale w piekle nie ratują życia"

13-latek krzyczy ci w twarz, że jesteś chu***. Pokłute żyły, mord w oczach. Ale wystarczy, że zapytasz go o dom i pęka. Tata: nie żyje. Mama: siedzi za zabójstwo ojca. I nagle pojmujesz, że to nie bezwzględny ćpun, tylko skrzywdzone dziecko. #psychologia #uzaleznienie #dzieci

Gruba ryba

w Hydepark

4piorunów

Jak myślicie, jakie atawistyczne mechanizmy powodują, że ta muzyka jest tak przerażająca dla ludzi w naszych czasach?

Zwłaszcza od 2:30

https://www.youtube.com/watch?v=t6zhuFAoC6Y

Pokaż więcej komentarzy (6)

GURU

w Zdrowie

11piorunów

Ministerstwo zdrowia, ale nie psychicznego. Zapobieganie samobójstwom kosztuje za dużo [rozmowa]

Kryzys psychiczny może nas dopaść w nieoczekiwanym momencie: gdy stracimy pracę lub kogoś bliskiego, bierzemy rozwód albo po wygranej w totolotka wpadamy w emocjonalną huśtawkę. Dzięki psychiatrii środowiskowej mniej osób odbiera sobie życie, ale resortu zdrowia to nie przekonuje – mówi psychiatrka

GURU

w Psychologia

7piorunów

Osobowość naszych czasów i pandemia funkcjonalnej psychopatii

Osobowość naszych czasów jest elastyczna i jednocześnie pokawałkowana. Dokładnie taka, jakiej wymaga neoliberalny świat: indywidualistyczna do granic możliwości, nastawiona na konsumpcję i zbieranie wrażeń, bez stałego miejsca, tworząca liczne, ale powierzchowne relacje i kruche więzi. Kiedy byłem

Kosmonauta

w Psychologia

11piorunów

Wywiad "Jak swiadomie towarzyszyć osobie umierającej - o dobrej śmierci i świadomym przezywaniu żałoby."

"To, co pomaga nam żyć, pomaga nam umierać, a to, co pomaga nam umierać, pomaga nam żyć"

"Gdy nie mamy kontaktu ze swoją śmiertelnością, to nie mamy kontaktu z dobrym życiem. Świadomość śmierci motywuje nas do dobrego życia"

"Śmierć, trauma i stres jest częścią natury.
To, co się dzieje w naturze, to jest naturalne. Może być częstsze lub rzadsze. Sztucznym jest wymaganie, żeby zawsze działo się tak, jak ja bym chciał."

https://simonton.pl/dokonca/
Broszura, której autorem jest Mariusz Wirga i Marta Banout - broszura opisuje emocjonalne, psychiczne i duchowe aspekty umierania.

https://youtu.be/-XSvVd20lWA?si=k-khfloJPZyCiaQA

Lider3piorunów

Bardzo ważny temat i świetnie napisana broszura. Każdy powinien ją przeczytać, bo każdy prędzej czy później ze śmiercią się zetknie, warto wtedy wiedzieć co może się dziać i co robić. Wywiad zapisany i odsłucham sobie w wolnej chwili.
A te 2 ostatnie cytaty są na maksa stoickie. 😉

Kosmonauta2piorunów

@splash545 Pan psycholog ma dosyć filozoficzne podejście do śmierci. No bo w sumie jakie inne jest możliwe? Nie da się naukowo zbadać tego co się dzieje po śmierci, więc trzeba się z tym "nie wiem" jakoś dogadać i ułożyć.

Kosmonauta2piorunów

@splash545 Wiesz co mnie poruszyło w tym wywiadzie? Właśnie ta pogoda ducha tego pana, że o śmierci można mówić po ludzku, a nie tylko tak śmiertelnie (;)) poważnie.

Lider2piorunów

@koniecswiata zachęcasz do wysłuchania, jutro chyba znajdę na to chwilkę. 😉
No o śmierci powinno mówić się po ludzku, a przede wszystkim o śmierci powinno się mówić. To część życia, a w naszej kulturze robi się z tego jakieś tabu i udaje się, że jej nie ma, nie mówić, nie patrzeć i nie myśleć. A później wynikiem tego są różnego rodzaju depresje czy traumy gdy umiera nam ktoś bliski. Chyba każdy zna choć jedną historię jakiejś osoby, która sobie ze śmiercią bliskiej osoby nie poradzila. A gdyby tego tematu się nie unikało takie sytuacje zdarzałyby się dużo rzadziej.

Kosmonauta1piorunów

@splash545 Masz rację, nasza kultura dehumanizuje śmierć - chory leży w szpitalu, po śmierci ze szpitala trafia od razu do kostnicy. To się dzieje trochę poza rodziną i najbliższymi. Po co się zajmować śmiercią, nie trzeba o tym myśleć, trzeba być wiecznie młodym. I szczęśliwym, więc nie można też za długo przeżywać żałoby (oczywiście ironizuję tutaj). Zachęcam do odsłuchania wywiadu, bo jest ciekawy i pan psycholog naprawdę rozumie sedno sprawy.

Pokaż więcej komentarzy (7)

Autorytet

w Hydepark

15piorunów

Pisałem już kilka lat temu na wykopie, ze kapitalizm produkuje psychopatów. Wczoraj znalazłem dość ciekawy artykuł na Krytyce Politycznej w tym temacie.

Osobowość naszych czasów i pandemia funkcjonalnej psychopatii

Osobowość naszych czasów jest elastyczna i jednocześnie pokawałkowana. Dokładnie taka, jakiej wymaga neoliberalny świat: indywidualistyczna do granic możliwości, nastawiona na konsumpcję i zbieranie wrażeń, bez stałego miejsca, tworząca liczne, ale powierzchowne relacje i kruche więzi.

Autor artykuły przytacza tutaj coraz bardziej powszechne zjawisko dysocjacji i rozszczepienia osobowości.

Dysocjacja jest unikiem, pozwalającym szybko i bez problemów zdystansować się, oddzielić od konfliktu, wyjść z relacji i nie odczuwać niepokoju z powodu sprzeczności we własnych działaniach i postawach. Mówiąc krótko: przystosować się do wszystkiego, a przede wszystkim do rynku. Osobowość naszych czasów jest elastyczna i jednocześnie pokawałkowana. Dokładnie taka, jakiej wymaga neoliberalny świat: indywidualistyczna do granic możliwości, nastawiona na konsumpcję i zbieranie wrażeń, bez stałego miejsca, tworząca liczne, ale powierzchowne relacje i kruche więzi.
López Mondéjar, mówiąc o „kręgosłupie”, ma na myśli zasadę integrującą ja, wyobrażenie o sobie idealnym, które może stać w sprzeczności z tym, co rzeczywiście robimy, i ze światem, w którym żyjemy. Pozwala porównywać aspiracje i pragnienia z oferowanymi przez społeczeństwo możliwościami ich realizacji. Prowadzi to do konfliktów, co nie jest wygodne, ale pozostaje warunkiem kontaktu z rzeczywistością. Inaczej fragmenty ja współistnieją obok siebie, nie sprawiając problemów i nie wywołując poczucia winy.

W pewnym sensie to zjawisko opisał już Jung w swoich książkach gdzie jego zdaniem psychika współczesnego człowieka jest poddawana ciągłej fragmentaryzacji. Człowiek współczesny szufladkuje różne aspekty jego jaźni oddzielając je od siebie. Zdaniem Junga jednak tego typu rozczłonkowanie jest typowe dla schizofreników.

Problem polega na tym, że tego rodzaju unik nie prowadzi do rozwiązania problemów. Więcej: uniemożliwia skonfrontowanie się z nimi. Wydaje się, że nie dosięgnie nas żadne niebezpieczeństwo, ale żeby w ogóle móc coś realnie zmienić, trzeba najpierw poczuć zagrożenie. Tymczasem osobowość naszych czasów skuteczne przed tym chroni. López Mondéjar jest zdania, że mechanizm ten jest generowany przez system społeczno-ekonomiczny i jednocześnie go wzmacnia. Fantazjujemy, że oto staliśmy się niezwyciężonym Achillesem, którego nie można zranić.

Człowiek alienuje się od rzeczywistości w imię własnych fantazji na temat sprawczości. Problemy jednak przez to nie znikają tylko się pogarszają. Autor przytacza problem otyłości i tego jak współczesne społeczeństwa sobie z tym "radzą",

Kiedy otyłość zaczyna być traktowana tylko jako przejaw różnorodności, realny problem znika, a mówienie o nim okazuje się cezurą i przejawem dyskryminacji. López Mondéjar widzi w krytyce fatfobii także (choć nie tylko) gest odmowy uznawania granic stawianych przez rzeczywistość. Otyłość jest niezdrowa i to nie wszystko jedno, jak wyglądamy. Nie ze względów estetycznych, ale z powodu problemów, które się za nią kryją i z którymi należałoby się skonfrontować.

Końcowo unikanie myślenia o własnych wadach, skrajny indywidualizm, narcystyczne przekonanie o własnej wyjątkowości i rywalizacja promowana przez kapitalizm sprawiają, że obecny system dziś produkuje samych psychopatów.

Wartości współczesnego kapitalizmu i mechanizmy związane z wytwarzanym przez nie typem osobowości popychają w stronę agresji. W akcie przemocy sprawca odzyskuje zachwiane poczucie panowania nad innymi i nad sytuacją. Gwałtowne działanie sprawia, że czuje się potężny, a nie bezbronny, zależny i podatny na zranienie. Oddala w ten sposób poczucie bezsiły i w zarodku dusi budzącą się w nim frustrację. Bardzo łatwo zaprzeczyć jej istnieniu, bo naprawa obrazu ja jest natychmiastowa. Trudne emocje nie przedostają się do świadomości, za to przyjemność związana z rozładowaniem jest bardzo silna.
Towarzyszy temu zjawisko, które López Mondéjar określa pandemią funkcjonalnej psychopatii. W apokaliptycznym kapitalizmie psychopata czuje się jak ryba w wodzie, a szefowie go tylko chwalą. Twarda skóra, brak wrażliwości na ból własny i innych, instrumentalne traktowanie ludzi i relacji oraz wyobcowanie pozwalają nie przejmować się żadnymi granicami.

Ja bym powiedział, że oprócz psychopatów kapitalizm produkuje też autystów których nagły wzrost był mocno zauważalny w ostatnich latach, ludzi z depresją, paranoików i nawiązując też do francuskiego filozofa, Deleuzego, schizofreników.

Kosmonauta8piorunów

@Al-3_x Artykuł bardzo ciekawy, jednak chyba autor nie do końca rozumie czym jest psychopatia. W społeczeństwie rodzi się 1-2% psychopatów, tyle jest "korzystne ewolucyjnie", wiecej nie. Psychopaci maja fizycznie inne mózgi niż przeciętny człowiek, i nie, mózg nie zmienia się w ten sposób, bo ktoś coś zdysocjował. Twierdzenie, że tak jest, jest nadużyciem. Tak samo jak popularne jest teraz diagnozowanie u wszystkich narcyzmu, a to przecież jest poważne zaburzenie osobowości, i nie występuje u co drugiej osoby.

Autorytet2piorunów

@koniecswiata Autor używa terminu psychopatia funkcjonalna. Znaczy to tyle, że nie chodzi o bycie dosłownym psychopatą co wyrabianie sobie pewnych zachowań typowych dla psychopatii. A narcyzm jak najbardziej można sobie wyrobić i wzmacniać.

Kosmonauta2piorunów

@Al-3_x No tak, wymyślił sobie jakiś termin, który jednak jest bardzo sugestywny i sugeruje, że większość ludzi w kapitalistycznym społeczeństwie posiada cechy psychopatów. Nie podoba mi się to.

GURU1piorunów

@koniecswiata To samo mnie uderzyło, ale zabrakło podstawowej konkluzji: wyprodukować ich się nie da - rodzą się tacy. Wyprodukować można socjopatów.
W partyjnym systemie autorytarnym, czy w aparatach przymusu, psychopaci radzą sobie równie dobrze, jak w opisanych artykułem sytuacjach.

GURU2piorunów

A moim zdaniem ludzie byli zawsze tacy sami- lasi na awanse,pieniadze,atencje,lekki styl zycia,podli i zlosliwi.

Teraz po prostu jest wiecej mozliwosci przekazu- dzieki social mediom i internetowi wszystko trafia na caly swiat w czasie rzeczywistym,a jeszcze 15-20 lat temu tyle tego nie bylo: internet nie byl taki powszechny,ale juz sie rodzily te problemy,ktore sa tutaj opisywane. Ile ludzi wrzuca w internet falszywy obraz swojego zycia- bardzo duzo,nie tylko w wieku maturalno-studenckim,ale glownie ludzie 40+lat!

A dlaczego rodzi sie mniej dzieci? Bo im bogatsze spoleczenstwa tym mniej sie dzieci rodzi- to nie dzieje sie od wczoraj. Ktos powie,ze w Niemczech czy Francji rodzi sie wiecej dzieci niz w kraju- tylko jak sie czlowiek zaglebi to wyjdzie na to,ze najwiecej rodzin wielodzietnych jest wsrod rodzin islamskich,a ich w Polsce jest ekstremalnie malo.

W Polsce duzo problemow rodzi sie od patologii szkolnictwa na kazdym poziomie- szkola ma placone od ilosci dzieci,a jako ze jest niz to nie ma nadmiaru chetnych! Wiec trzeba pielegnowac rozne patologie,przepuszczac z klasy do klasy roznych gamoni,wmawiac rodzicom( glownie im sie wpaja rozne pierdy odnosnie dzieci,bo rywalizacja miedzy rodzicami jest ogromna) o wyjatkowosci dzieci,bo jeszcze przepisze do innej szkoly...
Gdzies na hejto smigal artykul,ze rektor uczelni narzekal,ze niewiele ponad polowa maturzystow chce isc na studia- tak,powszechnosc edukacji wyzszej obnizyla poziom,wiec dyplom jest coraz mniej warty.A co jest dla uczelni najwiekszym problemem- spadek prestiżu czy spadek studentow( pieniedzy?).
Niestety zawala sie system i wszystko idzie w dol- nikt nie ma pomyslu co zrobic,zeby bylo lepiej!
Tylko czy nadmiar magistrow niczego cokolwiek pozytywnego wnosi do spoleczenstwa...
Co do chorob psychicznych- psychiatria sie rozwija,wiec sila rzeczy aktualnie za patologie uwaza sie rowniez zachowania,ktore kiedys byly mniej lub bardziej akceptowane.

Pokaż więcej komentarzy (7)

Fenomen

w Hydepark

2piorunów

Od 2/3 miesięcy jestem w nowym środowisku i ostatnio zaczyna mi się faza maniakalna. Od 1.5 tygodnia ludzie mnie nie poznają bo zazwyczaj prawie się nie odzywam, nic nie robię a teraz jestem dużo bardziej aktywny, wygadany. Ktoś mówi "ty to chyba borderline masz" ja z uśmiechem na ustach mówię "tak, i kilka innych rzeczy". Tylko chyba nie biorą moich odpowiedzi na poważnie, a ja wstydzę się wprost wymienić listę zaburzeń, które mam, i że teraz mam epizod maniakalny 😅
Powinienem mówić wprost jakie mam zaburzenia?

Pokaż więcej komentarzy (8)

Inspirator

w Hydepark

48piorunów

Chcę Wam opowiedzieć o swoich wrażeniach z leczenia traumy metodą brainspottingu. Nie będę wrzucać nudnych definicji i wyjaśnień - przedstawię, jak to wygląda z mojej perspektywy. W razie czego w Internecie można doczytać, o co chodzi. Jeśli macie problemy psychiczne i tradycyjne terapie, leki itp. słabo działają, rozważcie przeczytanie tego postu i spróbowanie innego rodzaju leczenia. Ja póki co nie żałuję.

Wyszła kobyła i muszę podzielić to na dwie części - sesja nr 2 będzie w osobnym poście. Z góry dziękuję tym, którzy dotrwają do końca.

Jak najkrócej o mnie (można pominąć te akapity, jeśli nuda): 30+, problemy natury mentalnej przez całe życie, około 10-letnia historia leczenia - dwa krótkie pobyty w szpitalu, wiele wizyt u psychiatrów, różne leki, trzy terapie. Efekt? Jakiś tam, ale za mały, żeby normalnie żyć. Szpitale pomogły na chwilę, leki trudno powiedzieć, a co do terapii:

Pierwsza - za szybko rozkopane traumy, raptem kilka miesięcy, a ledwo uszłam z tego z życiem. Skończyło się szpitalem i gwałtownym zakończeniem współpracy. Myślałam za to, że przynajmniej wywaliłam wszystko, co mnie bolało, niestety myliłam się - po początkowym szoku wspomnienia zostały zakopane jeszcze głębiej. Siedziały w tej ciemnej otchłani przez kolejne lata, podstępnie pociągając za sznurki z ukrycia i sprowadzając na mnie przede wszystkim mnóstwo objawów somatycznych. Niejeden emeryt ma teczkę z dokumentami medycznymi cieńszą od mojej, i to znacznie.

Druga - nauczyła mnie rozpoznawać i nazywać odczuwane emocje, przez co stała się fundamentem dla aktualnego leczenia brainspottingiem i znacznie przyśpieszyła efekty.

Trzecia - nadal trwa. Udało się dużo przepracować, ale kiedy braliśmy się stricte za traumy, natrafialiśmy na ścianę. Na przełomie poprzedniego i obecnego roku podnieśliśmy moją samoocenę nie tyle z kolan, co pomogliśmy jej przestać szorować mordą po podłodze. Na początku czułam się dobrze, nawet bardzo. Jak nigdy wcześniej. Ale wkrótce jakby otwarły się wrota piekielne.

Wspomnienia. Najpierw przypomniało mi się wszystko, co najgorsze z jednego i drugiego związku, oba zakończone wiele lat temu. Ale, o dziwo, z pomocą terapeuty szybko i sprawnie sobie z tym poradziłam. Najwidoczniej te konkretne bóle i żale nie zakotwiczyły się we mnie tak mocno, jak myślałam.

A potem jak mnie trzasło. Wizje dawno zapomnianych sytuacji z dzieciństwa - najpierw dotyczące ojca, potem matki, bo każde zgrzeszyło w inny sposób. Kompletnie nie mogłam sobie z tym poradzić. Zachowywałam się jak zastraszone zwierzę, jakbym żyła w strefie wojny i w każdym momencie mogły mi spaść na łeb bomby. Najbardziej obrywało się oczywiście partnerowi (niestety już byłemu), bo z jakiegoś powodu widziałam go jako wroga. Cały czas obawiałam się ataku z jego strony, ataku o różnej naturze. Objawów somatycznych tylko przybyło, bolało mnie absolutnie wszystko i chodziłam od lekarza do lekarza, a oni załamywali ręce. Nie potrafili mi pomóc.

Wyjaśnienia są dwa, być może oba poprawne. Jedno - organizm uznał, że stałam się na tyle silna psychicznie, by poradzić z tym, przed czym tyle lat mnie chronił. Kiedyś w końcu musimy to zrobić, nie możemy trzymać tego w sobie na wieki. Zajedziemy się, przecież już ledwo ciągniemy. Drugie - dzięki temu, że samoocena podskoczyła, przestałam widzieć siebie jako winną i mogłam ujrzeć sprawy takie, jakimi były. W pewnym momencie natrafiłam na swoje zdjęcie z dzieciństwa, z okresu, kiedy w domu było bardzo źle, i zobaczyłam na nim najsmutniejsze dziecko świata. Możecie sobie wyobrazić bladą jak ściana dziewczynkę, która ma kamienny wyraz twarzy i spojrzenie tysiąca jardów. To mi uzmysłowiło, że byłam tylko przerażonym dzieckiem i rodzina nie może tłumaczyć swoich występków tym, że źle się zachowywałam i nie dało się ze mną wytrzymać (usłyszałam to niegdyś wprost).

DO BRZEGU - BRAINSPOTTING:

Przeczytałam na reddicie CPTSD (to moje zaburzenie), że ludziom pomogła terapia metodą EMDR i postanowiłam spróbować. Terapeuta powiedział jednak, że najpierw zaczyna od brainspottingu i tak też zrobiliśmy w moim wypadku.

Najpierw porozmawialiśmy. Czułam potężne blokady na swoich wspomnieniach i emocjach. To typowe z traumą, przynajmniej u mnie. Trochę się uleje, ale gdy próbuję się z tym zmierzyć to BUM, odmowa dostępu. Masz tu ból brzucha, kołatania serca i atak astmy, żebyś nie zapomniała, że czujemy się skrzywdzeni. Nie licz jednak, że powiem ci, co dokładnie się wydarzyło - możesz tego nie przeżyć.

Pełna więc wątpliwości założyłam słuchawki, które mi wręczono, a potem obserwowałam, jak terapeuta rozwijał kija, który wyglądał jak wskaźnik do tablicy. Czekaj, co.

Gość wziął tego plastikowego patyka i zaczął przesuwać nim z wolna na boki, skosy, w górę i w dół i kazał obserwować oraz pozwolić myślom swobodnie płynąć. Myślę sobie no nie, Jerzy Zięba psychologii xDD Właśnie wystrzeliłaś niemałą kasę w kosmos, zaraz Ci weźmie i na bębnach zacznie grać xDD

W jaki sposób jakieś patrzenie na kij ma mi pomóc, o co chodzi? Nagle terapeuta zatrzymał ten wskaźnik i mówi "o, tu coś widzę". Coś tam poczułam, ale dalej zdziwiona myślę sobie "ale co widzisz", a on włączył muzykę i jakby mnie jakiś emocjonalny piorun walnął.

W słuchawkach leciały dźwięki o różnym natężeniu, szum morza, coś tam, nieistotne. Znałam tego człowieka 20 minut i rozpłakałam się przy nim jak dzieciak, co jest znamienne, bo w dzieciństwie krzykiem i ciężką ręką wytresowano mnie, żeby przy innych się nie rozklejać. Nawet oglądając filmy z kimś bliskim, zawsze chowam się, kiedy się wzruszę i powstrzymuję do ostatniego momentu. Czuję instynktowny lęk przed tego typu odsłonięciem się. A tu zero samokontroli, te uczucia były po prostu zbyt silne, nie do powstrzymania. To było jakby wziął tego kija i dostał się nim poprzez oczy do mózgu, do sedna problemu. Nie wiedziałam nawet, że to było podstawą całego mojego złego samopoczucia, trzonem tych wszystkich zaburzeń.

Zobaczyłam... nie. Znalazłam się w tym wspomnieniu, dosłownie jakby przeniosło mnie w czasie. Ten pokój, to blade światło i te same odczucia z ciała, które czuję na co dzień i których źródła lekarze nie potrafią odnaleźć, bo badania wychodzą dobre. Ból, zawroty głowy, spięte mięśnie, nudności. A potem strach. Paniczny wręcz. Uczucie znalezienia się w pułapce, bez wyjścia.

Strach to moja podstawowa emocja, towarzyszy mi cały czas, przez całe życie. Dzień w dzień muszę się z nim mierzyć. Nagle dotarło do mnie, skąd tak naprawdę się wziął, gdzie miał swój początek.

Po długiej chwili mierzonej w minutach strach przeszedł płynnie w gniew, a razem z nim przyszła chęć walki. Tyle że w tym wspomnieniu nie mogłam się w żaden sposób obronić, więc siedziałam na fotelu u terapeuty, zaciskając pięści bezsilnie. Uświadomiłam sobie, że gniew, który kierowałam na partnera, tak naprawdę nigdy nie był przeznaczony jemu. Nie on go, jak sądziłam, wywoływał. Byłam wściekła na tego, kto faktycznie zawinił, ale o tym nie wiedziałam, a to, co na co dzień czułam, te emocje, ten silny strach i idący za nimi gniew, były flashbackami z sytuacji dawno minionej (to wiem z książki "Strach ucieleśniony", autor Bessel van der Kolk, którą serdecznie polecam).

Nie powiedziałam terapeucie o tym, co widziałam, bo wcale nie musiałam - na tym ta metoda polega, że nie trzeba się otwierać, żeby działała. Skupialiśmy się za to na odczuciach płynących z ciała, bo ważnym było, żebym w końcu odzyskała z nim kontakt. Więc jedyne, co mówiłam, to np. "czuję spięte mięśnie w karku". Oczy miałam zamknięte, nie musiałam już patrzeć na wskaźnik. Mogłam też np. chodzić po pokoju czy nawet schować się pod kurtką, cokolwiek bym sobie zażyczyła.

Terapeuta wyjaśnił mi, że czas po sesji jest kluczowy dla leczenia i zalecił spisywanie wszystkiego - przemyśleń, emocji, odczuć z ciała, a nawet snów. Miałam ich kilka bardzo nieprzyjemnych i podobno to normalne.

Po około dwóch-trzech tygodniach od sesji opowiadałam przyjacielowi o tych najgorszych swoich wspomnieniach. I nic, zero histerii, zero mocnych uczuć, ale też nie czułam istnienia tej blokady (trudno to wyjaśnić, ale fizycznie czuję, kiedy mózg odmawia mi dostępu do jakichś danych). A na kolejnej sesji (po miesiącu) moje myśli nie chwyciły się tego tematu, znalazły inny, wciąż nieprzepracowany. Ten pierwszy jakby przygasł, jego moc jakby się wyczerpała.

Nie wiem, jak to będzie wyglądać długoterminowo, ale po drugiej sesji (o której opowiem w innym poście, o ile się nie rozmyślę) jestem pełna nadziei i żałuję, że dowiedziałam się o tej metodzie tak późno. Nawet jeśli odczucia związane z tą konkretną traumą powrócą, to nadal zachowam wiedzę na jej temat. Może gdybym wiedziała wcześniej, skąd pochodził mój strach i gniew, mój związek by się nie rozpadł, kto wie.

Dzięki za przeczytanie, jeśli dotrwałeś/aś do tego zdania. Napisałam to, bo może ktoś tak jak ja odbija się od lekarza do lekarza i nie może poukładać życia i/lub umysłu. Jeśli masz podobne do mnie problemy, to życzę Ci powodzenia i żebyś próbował/a wszystkiego, co może Ci pomóc, nie poddawał/a się, jeśli wciąż istnieje choć cień nadziei.

Tytan1piorunów

Dzięki za ten wpis - mi też proponowano tę metodę, ale po 5 sesjach przygotowawczych miałem prywatnie tak dużo stresu na głowie, że zawiesiłem temat. Troche irytował mnie "długi" czas trwania przygotowania do samego spottingu(do którego jeszcze nie doszło), ale teraz widzę, że 5 wizyt to chyba jest jeszcze nic.

Sam nie wiem, jaka jest szansa, że mi to pomoże. Problem, z którym wysłano mnie na spotting, opisałem już kiedyś na hejto:

https://www.hejto.pl/wpis/zaczne-od-konkretu-od-kilku-lat-a-konkretniej-od-czasu-upowszechnienia-sie-ledow

Zacznę od konkretu: Od kilku lat, a konkretniej od czasu upowszechnienia się LEDów, czy to w samochodach, czy jako - MuojemuKotu - Hejto.plZacznę od konkretu: Od kilku lat, a konkretniej od czasu upowszechnienia się LEDów, czy to w samochodach, czy jako oświetlenie uliczne/budynkowe, mam poważny problem z byciem oślepianym przez te wynalazki. Nie jestem w stanie wyjść po zmroku na miasto bez czapki z daszkiem, czasem zakładamHejto.pl
Inspirator0piorunów

@MuojemuKotu 5 sesji przygotowawczych? Czy możesz podzielić się, co się na nich działo (bez prywatnych szczegółów)? U mnie przygotowanie trwało 20 minut, a na drugiej sesji to może z pięć.

Tytan0piorunów

@WhiteBelle Hm, działo się głównie gadanie o niczym szczególnym. Prowadząca twierdziła, że trzeba zrobić grunt pod "wyciągnięcie traumy" poprzez brainspotting, bo bez tego może mi to pogiąć psychikę :neutral_face: . Wydawało mi sie to trochę naciągane, bo za wizyty płaciłem prywatnie.

Ale jak któregoś razu namówiła mnie na pewne "ćwiczenie" przed właściwym brainspottingiem, to skończyliśmy wizytę w tym samym momencie, w którym je na dobre zacząłem - niespodziewana panika wgniotła mnie w fotel, i jej zdaniem, nie można robić spottingu do momentu, kiedy nie nauczę się, jak sobie z nią świadomie radzić.

To całe przygotowanie uważałbym w 100% za wyciąganie hajsu, gdyby nie fakt, że 15 lat temu, jeszcze mając naście lat, też byłem na psychoterapii, i miałem to samo uczucie marnowania czasu / kasy rodziców. A jednak po ~10 sesjach poprawa była rewolucyjna. A źródło problemów jest prawodpodobnie nadal to samo, choć problemy zupełnie innej kategorii.

Osobistość1piorunów

Bardzo ciekawy wpis. Znałam samo pojęcie, ale nigdy się nie zagłębiałam. Tym bardziej chętnie poczytam 2. część - nie rezygnuj z niej i miałabym prośbę, aby mnie zawołać :smiley: Życzę powodzenia w dalszej terapii.

Pokaż więcej komentarzy (18)

Specjalista

w Dyskusje

31piorunów

Carlos Tavares – psychopata non grata. Kulisy odejścia szefa Stellantisa

Portugalczyk. Ma troje dzieci. Mówi czterema językami. Potrafi w pięć minut zwolnić pracownika. Oto Carlos Tavares w pigułce. Jego nagłe odejście ze Stellantisa, podwładni uznali za najlepszy prezent gwiazdkowy. W jaki sposób narobił sobie tylu wrogów? stellantis #motoryzacja #gospodarka #samochody

Autorytet

w Hydepark

4piorunów

Choć uważam, że Freud miał racje i istnieje konflikt miedzy Id (pierwotne, podświadome, wyparte popędy) i superego (narzucane społecznie normy) to ten konflikt nie obejmuje wyłącznie kwestii ludzkiej seksualności. Freud też to końcowo przyznał i uznał istnienie popędu śmierci (Tanatos) któremu przeciwstawiał popęd życia (Eros) tożsamy u niego z libido. Ja jednak podobnie jak Jung nie utożsamiałbym libido jedynie z popędem seksualnym. Nietzsche utożsamiał instynkt życia z wolą mocy, która może być realizowana w sposób pozytywny (chęć twórczego artyzmu, lub przygodności o której pisał From) jak i negatywny (dosłownie faszyzm). W ramach intersubiektywnych norm tworzy się możliwość racjonalnego dyskursu co jest podstawą nowoczesnego społeczeństwa. Pojawianie się jednostek pokroju Trumpa zaburza ten dyskurs ponieważ Trump odrzuca jakąkolwiek normy społecznej debaty polaryzując ostro społeczeństwo.

W tym więc przypadku istnienie wspólnego systemu normatywnego ogranicza ludzkie, solipsystyczne pragnienie realizacji własnej woli dominacji (która ma w tym przypadku charakter pragnienia zwiększenia własnej sprawczości, a nie seksualny) nad innymi. Istnieje jednak jeszcze jeden wymiar naszych ukrytych lęków. Uważam, że każda jednostka ma skłonność do popadnięcia w paranoje. Człowiek ma możliwość popadnięcia w największe szaleństwo i bać się nawet własnego cienia, ale społeczny logos pozwala mu racjonalizować otaczający go świat co zwiększa jego poczucie bezpieczeństwa gdy kiedyś radził sobie z trwogą dzięki religii.

Pokaż więcej komentarzy (6)

GURU

w Psychologia

5piorunów

Badanie: starzenie nie musi zwiększać podatności na manipulację

Starzenie się może wpływać na szybkość przetwarzania nowych informacji, ale nie zmniejsza zdolności do podejmowania dobrych decyzji ani nie musi mieć związku z podatnością na manipulację - pokazało badanie psychologów z Uniwersytetu SWPS. Polskie społeczeństwo nieuchronnie się starzeje. Grupa osób w

GURU

w Nauka

4piorunów

Silversi i ryzyko – ile prawdy jest w stereotypach?

Starsi dorośli mają większą skłonność do podejmowania ryzyka niż się stereotypowo może wydawać, ale też potrafią skutecznie oprzeć się manipulacji – wynika z badania przeprowadzonego przez naukowców z Uniwersytetu SWPS. Polskie społeczeństwo nieuchronnie się starzeje. Grupa osób w wieku 65 lat i

Fenomen

w Hydepark

6piorunów

Jak wpływa pora roku na człowieka? A no mocno. Ostatnimi czasy czuję się bardziej nerwowy, przygnębiony, brakuje mi motywacji i chęci do rzeczy, które sprawiały mi niedawno frajdę. Co prawda doszło trochę obciążeń psychicznych w ostatnim czasie, ale nie jest to nic, z czym sobie do tej pory jako-tako nie dawałem rady.

Niczym zadanie na psychoterapii, sam dla siebie zrobiłem sobie listę rzeczy, które zmieniły się na plus względem kwietnia/maja. I było tego naprawdę dużo. Właściwie mogę powiedzieć, że w większości sytuacji życiowych, idę we właściwym kierunku.

W marcu wróciłem do rodzinnego miasta. Świeżo po rozstaniu po 6,5 roku ze wspólnymi planami na życie. ZDRADZONY.... Z rozwalonym zdrowiem (łącznie 2 choroby), które utrudniało mi treningi i wysiłek fizyczny, często życie towarzyskie. Poza tym, od kwietnia do lipca nie miałem pracy, byłem rozbity psychicznie, miałem niskie poczucie własnej wartości, duża nerwowość, brak perspektyw. Gro słabszych osób wybrałoby sznur. Od tego czasu:

1.Moje zdrowie się trochę polepszyło, co pozwoliło mi na powrót do regularnych treningów, chociaż jeszcze droga przede mną. Natomiast zrobiłem naprawdę fajną formę na lato i pokonywałem swoje słabości krok po kroku

2.,Spędziłem piękne lato, obfite w wiele przygód z przyjaciółmi, moje zdrowie mnie coraz mniej ograniczało w życiu towarzyskim

3.Umawiałem się z kobietami, które były mną realnie zainteresowane
-Miałem bardzo fajną przygodę, zauroczenie, z fajną laską, z którą do dziś mam przyjacielską relację i kto wie co tam kiedyś z tego jeszcze wyjdzie
-W pewnym okresie doszedł seks podczas randkowania z jedną laską, czego mi brakowało
in general, mam kilka fajnych koleżanek i baby się mną interesują

4.Odnowiłem niektóre znajomości i zacieśniłem dotychczasowe w taki sposób, że mogę na tych ludzi liczyć

5.Zacieśniłem relacje rodzinne, które ostatnio kulały

6.Przede wszystkim - znalazłem pracę, w której mi fajnie idzie i jestem doceniany, po ostatnich zawirowaniach na drodze zawodowej, mam stałe źródło dochodu i nie muszę się martwić o przyszłość zawodową, bo mam plany

7.W owej pracy nawiązałem już trochę relacji biznesowych i ludziom dobrze się ze mną współpracuje

8.Zacząłem chodzić na psychoterapię i nauczyłem sobie z niektórymi problemami radzić

9.Wszedłem na poziom płynny z językiem angielskim, taki już mocne B2/C1 nawet

I wiecie co? No czuję się gorzej niż kilka miesięcy temu, kiedy jeszcze wiele z tych rzeczy nie było bądź na nie cięzko pracowałem xD Po prostu czuję się do d⁎⁎y. Najgorsze jest to, że absolutnie wszystkiego powyższego nie doceniam. I liczę tylko na końcowy efekt "kiedy w końcu wszystko będzie dobrze". Ale poza tym, że mam do naprostowania zdrowie, to wszystko jest już prawie dobrze. Tylko wszystko siedzi w głowie....

Najbardziej martwię się o to zdrowie, ale ogólnie o przyszłość. Tylko nie wiem czemu aż nadto. W sumie sporo w tym życiu mam.

-Rodzinę, która zawsze mi pomoże. I wsparciem i finansowo w razie czego także
-Przyjaciół, na których zawsze mogę liczyć i z którymi spędzam każdy weekend
-Nie jestem brzydki, jakoś z babami łapię łatwo kontakt
-Mieszkam w rodzinnym domu, w którym będę miał własne mieszkanie po babci (niedawno zmarła, ale ja nie mam głowy się do niczego przygotowywać i zostawiam ten temat na przyszły rok)
-Mam samochód, niewielkie oszczędności i spory budżet na własne zachcianki z wypłaty (nie płacę za nic poza jedzeniem dla siebie i paliwem + swoimi kosztami prywatnymi)
-Mam plany na życie zawodowe i nawiązuje coraz więcej relacji z lokalnym biznesem
-Mam swoje pasje i hobby, na które poświęcam czas.

A i tak jestem nieszczęśliwy i zalękniony o jutro....

Twórca0piorunów

Przede wszystkim nie patrz i nie porównuj się do innych - ze tez chcesz miec to czy tamto, ze inni ustatkowani, ze maja cokolwiek czego Ty nie masz - no i co z tego? swiat jest tak skonstruowany ze wszyscy nie bedziemy nigdy miec wszystkiego - a przede wszystkim tego co nie zalezy od nas - nie rozkazemy nikomu zeby nas kochał (przykladowo). nie patrz na to jak Cie widza inni, zajmij sie tylko i wyłacznie SOBĄ, zadbaj o SIEBIE, niektóre rzeczy same przyjdą bądź nie ale nie mozemy przejmowac sie tym na co nie mamy wplywu, powodzonka :3

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fenomen

w Hydepark

7piorunów

Boję się przyszłości. Głównie z uwagi na zdrowie, które mi dokucza, ale to nie wszystko. Najbardziej boję się znów być w związku. Boję się braku akceptacji, boję się niewierności, boję się, że się nie nadaję, że lepiej być samemu. Boję się też, że sam nie będę nikogo umiał pokochać i będę w związku byle być. Z drugiej strony, mam ogromną potrzebę bliskości i bycia z kimś, więc to po⁎⁎⁎⁎ne.

Byłem 6,5 roku w związku i powiem tak - teraz do mnie dociera, jak bardzo byliśmy niedopasowani i ile było "redflagów", a ja to pchałem dalej. Finalnie, trochę wymuszałem w sobie uczucia i nadmiernie je okazywałem i dałbym sobie uciąć za kogoś rękę. Byłem pewny, że mimo wielu wad, to będzie to (w sumie chyba wyłącznie dlatego, że większość czasu moja ex była mocno za mną i widziała we mnie aurotytet).

Były plany na zaręczyny, dzieci, a finalnie można powiedzieć, że zostałem zdradzony (niefizycznie, ale emocjonalnie tak. Osoba 3 bardzo pomogła ex w tej decyzji + jej matka także, która mnie nie tolerowała, bo jesteśmy z różnych domów/środowisk - ja z takiej wykształconej rodziny, gdzie nigdy niczego nie brakowało, ona z rolniczej - gdzie doszli do czegoś ciężkim zapierdolem wiele lat w foliach, by na końcu przejąć gospodarstwo po rodzicach ojczyma mojej byłej). W skrócie - moja ex mieszkała ze mną w dużym mieście, ale pisała ze starym znajomym jakiś czas, który był z naszego rodzinnego, a i tak sporo siedział za granicą, bo jest marynarzem (na pewno się nie spotkali, bo my 100 % czasu wolnego spędzaliśmy razem, ale jak mnie zostawiła, to zaczęła się z nim spotykac dopiero, wiem to tez od wspólnych znajomych, no tak bywa). Dla mnie i tak jak zdrada.

Zawsze robię dobre pierwsze wrażenie, jak się z kimś spotykam, to druga osoba łatwo się wkręca. Ale mam też swoje wady, z natury jestem dość ciężki, jeśli ktoś nie ma dobrze rozwiniętej inteligencji emocjonalnej, to taki związek nie wypali (jestem nadpobudliwy, mam twarde przekonania, lubię przejmować inicjatywę, bywam zapominalski i nie dbam o detale, czasem jestem bałaganiarzem, ale nigdy syfiarzem, bo jestem czyścioch).

Generalnie najbardziej boję się tego, że albo będę sam na amen, albo będę z kimś, kto mnie nie zaakceptuje i zrani, lub ja po prostu nie umiem odczuwać takich emocji jak miłość, zakochanie, chemia, z powodów blokad w bani.

Mam ziomka, który ma identycznie. Rozstał się 2 razy z dziewczyną, z którą finalnie jest nadal, bo mówił, że on nie chce, nie nadaje się, nie potrafi, ona znajdzie sobie kogoś lepszego. Tylko taki plus, którego ja sobie nie potrafię wyobrazić, że ona o niego walczyła. U mnie myślę, że nikt by o mnie nie walczył.

Gruba ryba3piorunów

@Lopez_

Myślę. że dobrze Cię rozumiem.

Najbardziej boję się znów być w związku. Boję się braku akceptacji, boję się niewierności, boję się, że się nie nadaję

Daj sobie czas na poukładanie tego w głowie, żebyś nie zrzucił tego na nową osobę. Taka prędzej czy później pewnie się pojawi.

lepiej być samemu

Oczywiście, że lepiej być samemu, niż w kiepskim związku. 😛

teraz do mnie dociera, jak bardzo byliśmy niedopasowani i ile było "redflagów", a ja to pchałem dalej. Finalnie, trochę wymuszałem w sobie uczucia i nadmiernie je okazywałem i dałbym sobie uciąć za kogoś rękę. Byłem pewny, że mimo wielu wad, to będzie to

Miałem dokładnie to samo.

Generalnie najbardziej boję się tego, że albo będę sam na amen, albo będę z kimś, kto mnie nie zaakceptuje i zrani, lub ja po prostu nie umiem odczuwać takich emocji jak miłość, zakochanie, chemia, z powodów blokad w bani.

Tak, jak napisałem wcześniej, daj sobie czas. Jak rozstałem się z pierwszą dziewczyną, myślałem, że to koniec świata. Pozbieranie się zajęło mi prawie trzy lata - tyle samo, ile trwał związek. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, jak trudne jest rozstanie po sześciu i więcej latach.

Wiem, że to truizm, ale będzie dobrze. Nie śpiesz się z niczym. Poukładaj sobie to w głowie. Naucz się spędzać czas w pojedynkę (jeśli nie potrafisz), zrób dla siebie coś fajnego. Na przykład pojedź gdzieś albo zapisz się na jakieś zajęcia, jeśli lubisz takie rzeczy.

Ja na przykład zrobiłem właśnie zakupy w IKEI, żeby mieć jakiekolwiek własne rzeczy kuchenne - do tej pory nie miałem takiej potrzeby, a świetnie się bawiłem wybierając garnki, talerze, sztućce i inne potrzebne mi przedmioty. : D

Jakbyś chciał popisać prywatnie albo wspólnie się poużalać, to zapraszam, moja skrzynka jest otwarta. : )