Przedwyjazdowa depresja mnie chyba gniecie.
* Zjedzone: 3 350 kcal
* Spalone: 3 550 kcal
* Kroki: 18 500
* Bieg: 10.2 km
* Spacer: 2 km
Byłem na grzybach. Zrobiłem z nich sos do polędwicy.
Wczoraj już po podsumowaniu stwierdziłem, że wrzucam kalorii do oporu aż się nasycę... i nie miałem czego zjeść. xD Wpadły jakieś 4 pralinki i odrobina płatków-może z 500 kcal. Po prostu u mnie w domu nie ma słodyczy i przekąsek.
Waga stabilne 82.4 kg bez uwzględnienia standardowych odchyleń (od 81.2kg do 83.5kg).
Mam jakieś poczucie... zmarnowanego czasu. Nie wiem czemu.
Ogólnie czuć jesień.
@AdelbertVonBimberstein największa wada bycia człowiekiem myślącym (a niewielu takich jest), to właśnie o ironio, myślenie. Overthinking, melancholia, nostalgia, poczucie przemijania, ciągła analiza, wyrzuty sumienia... Mózg potrafi robić niezłe pętle, nawet jak chcesz mu przetłumaczyć, że pi⁎⁎⁎⁎li głupoty. Niezależnie jak się zracjonalizuje, jesienna chandra musi być :confused:
@npnptcn jestem tego świadomy dlatego we wtorek zaczynam obóz pracy i spuszcze mu wpierdol. Tryb robota 12h + trening siłowy + bieganie i nie ma czasu na głupoty.
@AdelbertVonBimberstein tak, niech się głowa pierdoli, zajedziesz ją i zabierzesz resztki kalorii na jakieś nadmiarowe pierdolenie, to się obudzi jutro, a wtedy znowu wpierdol. Rach ciach i znowu dom z bliskimi, a hajsik za nadgodzinki jest, kilometry do statsów są, a energia którą chciała galareta zużyć na głupoty poszła w bicka xD Tak trzeba żyć!









