Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

baklazanTytan

Dołączył/a:

  • 39 wpisów
  • 1241 komentarzy
  • 2 obserwujących

GURU

w Hydepark

52piorunów

Kolejny ciekawy wpis płk Korowaja.

"Matrioszka" to nie tylko rosyjska sieć dezinformacyjna. W analizie ppłk. Korowaja to także nazwa operacji wymierzonej w przejścia graniczne. Mołdawia, Rumunia, Polska – to nie są trzy incydenty, to jedna sekwencja.

Glazomier, czyli etap Operacji Matrioszka. Granica jako cel, a Warszawa jako przedmiot ryzykownej rozgrywki

Premier mówi o udaremnionym zagrożeniu dla przejścia z Ukrainą, ale nie mówi, czego udaremniono. Ja spróbuję. Od Suworowa i GRU Serguna po drony nad Dunajem, tak rosyjski planista czyta polską granicę.

Jak rosyjski planista czyta polski korytarz kolejowy?

Od 20 sierpnia Rosja uderzyła w ukraińskie przejścia graniczne co najmniej 6 razy.

Tabaki 21 sierpnia, Wynohradiwka 25 sierpnia, Orliwka na Dunaju 1 i ponownie 6 września, Starokozacze w nocy na 9 września, gdzie zginęło 2 cywilów. Wszystkie w obwodzie odeskim, wszystkie na granicy z Mołdawią i Rumunią, wszystkie dronami. Równolegle 1 września w Kijowie spłonęła lokomotywownia Kolei Ukraińskich, a wśród zabitych byli kolejarze. To nie są dwa osobne wątki. To jedna kampania, którą warto przeczytać oczami tego, kto ją planuje, a nie tego, kto ją odbiera.

W jednej z moich ulubionych książek, „Nauce zwyciężania” («Наука побеждать»), Suworow otwiera wykład trzema słowami. Glazomier (глазомер), bystrota (быстрота), natisk (натиск).

Glazomier to ocena na oko odległości, terenu i przeciwnika, zanim ruszy się do przodu.

Suworow uczył, że przed natarciem idzie ocena, ile przeciwnik wytrzyma i gdzie stoi. Kampania odeska jest dokładnie tym, pomiarem reakcji NATO przed ruchem na północ. Od 20 sierpnia rosyjski sztab mierzy w obwodzie odeskim, ile wytrzyma NATO, kiedy drony spadają kilkaset metrów od jego granicy.

Pytanie, które zadaje sobie Warszawa, brzmi czy następne będą przejścia z Polską. 10 września przestało ono być pytaniem analityka. Premier Donald Tusk (@donaldtusk) powiedział w Bratysławie, że w nocy dzięki współpracy polskich i ukraińskich służb udało się uniknąć bezpośredniego zagrożenia dla jednego z przejść granicznych z Ukrainą, i sam powiązał to zdarzenie z rosyjskimi uderzeniami w Mołdawii.

Odpowiedź nadal jednak wymaga odłożenia na bok emocji związanych z tym zdarzeniem i wejścia w logikę rosyjskiego myślenia, czyli planowania rosyjskiego sztabu w ramach doktryny „Nowej Wojny”, którą sam określam mianem Wojny Zrównoważonej. Ten sztab od kilku miesięcy rozwiązuje jedno konkretne zadanie, które roboczo nazywam Operacją Matrioszka.

ZADANIE

Rosyjski planista nie atakuje przejść granicznych, bo są symbolem. Atakuje je, bo są wąskimi gardłami.

W artykule w „Wojenno-promyszlennym kurjerze” z lutego 2013 Gierasimow napisał, a moim skromnym zdaniem są to słowa jego zastępcy gen. Kima, że akcent przesuwa się w stronę środków niewojskowych, stosowanych w proporcji 4 do 1 wobec wojskowych. To był początek ujawnienia doktryny „Nowej Wojny”, później omyłkowo nazywanej doktryną Gierasimowa lub wojną hybrydową, choć ta ostatnia jest tylko jedną z 4 jej części.

Praktycznie od początku minionej dekady generałowie ówczesnego GRU, Igor Sergun, a po Krymie także jego zastępca Aleksiej Diumin, budowali zaplecze operacyjne do działań niewojskowych prowadzonych tak, by dobrze prosperujące państwo w ciągu dni mogło stać się areną walki. To zaplecze pracuje dziś na naszej granicy, bo efekt na polskim przejściu osiągnięto bez jednego uderzenia.

Od wiosny rosyjska kampania przeciw kolei przeszła z frontowego zaplecza na całe terytorium Ukrainy. Między grudniem a połową maja jawne źródła odnotowały 127 uderzeń w obiekty Kolei Ukraińskich, a geografia operacji uderzeniowych rozszerzyła się na obwody wołyński, lwowski i rówieński.

Cel został nazwany wprost w rosyjskim obiegu ekspercko-wojskowym i potwierdzony z drugiej strony przez Serhija Beskrestnowa. Chodzi o zniszczenie logistyki łączącej Ukrainę z Europą, zarówno wojskowej, jak i cywilnej.

W tej logice przejście graniczne jest najtańszym punktem w całym łańcuchu. Nie trzeba niszczyć setek kilometrów toru ani całego węzła. Wystarczy spalić budynek odpraw, uszkodzić zasilanie i systemy łączności, a przepustowość spada do zera na 24 do 48 godzin, bo tyle według ukraińskich danych trwało awaryjne przywracanie pracy przejść po sierpniowych i wrześniowych uderzeniach.

Przy kosztach jednego Shaheda to najlepszy stosunek nakładu do efektu, jaki rosyjska armia ma dziś w arsenale.

A masy nie brakuje. W samym sierpniu Rosja wystrzeliła w Ukrainę ponad 2800 dronów o napędzie odrzutowym, a 8 września na Kijów poszły 32 pociski manewrujące i 166 Shahedów. Rosyjski sztab dysponuje nadwyżką środków, którą może przesuwać na cele drugorzędne bez uszczerbku dla głównego wysiłku.

DLACZEGO ZACZĘTO OD MOŁDAWII I RUMUNII

To najważniejsza część analizy MGŁY WOJNY i tu widać, jak Rosjanie nauczyli się kalkulować w nowoczesnym targetingu, jak ktoś, kto liczy koszty polityczne równie starannie jak tonaż ładunku.

Tu przypomina mi się cytat z V księgi Tukidydesa. „Silni robią to, co mogą, a słabi znoszą to, co muszą”. Dlatego Operację Matrioszka zaczęto od Mołdawii, państwa poza sojuszem.

W 416 roku p.n.e. posłowie ateńscy powiedzieli mieszkańcom Melos, wyspy, która nie należała do żadnego sojuszu i chciała pozostać neutralna, że silni robią to, co mogą, a słabi znoszą to, co muszą. Melos odmówiło kapitulacji, zostało oblężone i zniszczone.

Co ciekawe, podobną taktykę zastosował 200 lat później Hannibal, który przez 8 miesięcy oblegał Sagunt, miasto sprzymierzone z Rzymem, i patrzył, czy Rzym przyjdzie. Rzym słał poselstwa. Kiedy Sagunt padł, Hannibal wiedział już, ile naprawdę warta jest rzymska gwarancja, i wiosną 218 roku przekroczył Ebro.

Mołdawia nie jest w NATO. Rumunia jest, ale między Orliwką a Isaccea leży Dunaj, który daje naturalny bufor i pozwala uderzać kilkaset metrów od terytorium Sojuszu bez naruszania jego przestrzeni.

Bukareszt reaguje spokojniej niż Warszawa, nie ma za sobą własnego Przewodowa i nie podrywa myśliwców przy każdym nalocie na sąsiedni obwód.

Tu mój wniosek jest prosty. Rosyjski sztab wybrał odcinek, na którym może przetestować całą sekwencję, od pierwszego uderzenia przez odbudowę po drugie uderzenie w ten sam obiekt kilka dni później, i zmierzyć reakcję państwa NATO przy minimalnym ryzyku.

Wynik tego testu jest dla Moskwy zachęcający.

Orliwka została trafiona dwukrotnie w ciągu tygodnia, a poza komunikatami służb granicznych i ukraińskiego MSZ nie nastąpiło nic, co podniosłoby koszt kolejnego uderzenia. Cytując analityków ISW, z którymi tym razem wyjątkowo się zgadzam, to podwójna strategia izolowania Ukrainy od Europy i wywierania presji na sąsiadów.

Z perspektywy rosyjskiego planisty, w którego zawsze się wcielam, to raczej kalibracja. Sprawdza, jak daleko może przesunąć linię celów na zachód, zanim ktoś po drugiej stronie granicy zrobi coś więcej niż wyda komunikat i sięgnie po artykuł 5.

CO WIDZI ROSYJSKI SZTAB, PATRZĄC NA POLSKĘ

Granica polsko-ukraińska ma 6 kolejowych przejść, od Dorohuska i Hrubieszowa na północy przez Hrebenne i Werchratę po Przemyśl i Krościenko na południu.

Rosyjski planista patrzy jednak nie na punkty graniczne, lecz na to, co jest za nimi. Kluczem jest zmiana szerokości toru. Cały ruch towarowy z Europy musi zostać przeładowany lub przestawiony na wózki w terminalach po ukraińskiej stronie, w Mostyskach, w Jahodynie i węźle kowelskim, w Rawie Ruskiej.

To tam, kilkanaście do kilkudziesięciu kilometrów od granicy, leży realna przepustowość korytarza. Tam też są podstacje trakcyjne, bez których elektryczna kolej staje niezależnie od stanu torów.

Rosja wie to od dawna, bo już w maju 2022 uderzyła rakietami w infrastrukturę kolejową rejonu jaworowskiego 20 kilometrów od granicy, a w marcu 2026 pozbawiła prądu Lwów i Wołyń, trafiając w energetykę zasilającą między innymi kolej. W maju obwód rówieński dostał uderzenie 70 kilometrów od Polski, z ofiarami śmiertelnymi.

Korytarz polski jest więc w rosyjskim targetingu i katalogu celów od dawna. Nowością nie jest cel, lecz metoda.

Kampania odeska pokazuje, że Rosja przestała zadowalać się podstacjami w głębi i zaczęła schodzić do samej linii granicznej, gdzie efekt jest natychmiastowy, a ukraińska obrona przeciwlotnicza najrzadsza i strzela w stronę granicy, co po naszej stronie skończyło się tragedią w Przewodowie.

Przeniesienie tej metody na kierunek polski oznacza uderzenie dronami z osi północnej, znad Wołynia i Polesia, w terminal i stację graniczną w Jahodynie lub Rawie Ruskiej.

Odległość od polskiego terytorium mierzyłaby się w pojedynczych kilometrach. Moskwa rozumie, że to zupełnie inny szczebel eskalacji niż operacje wzdłuż Dunaju.

Polska podrywa lotnictwo przy każdym większym nalocie na zachód Ukrainy, ostatnio 5 września, gdy alertami RCB objęto Lubelszczyznę i Podkarpacie.

Pamięć Przewodowa z listopada 2022 nadal wyznacza w Warszawie próg, którego przekroczenie oznaczałoby wejście do gry NATO jako instytucji, a nie tylko dyplomatów.

To jest koszt, którego dotąd Kreml nie chciał płacić. Moje pytanie analityczne brzmi, czy po udanym teście na Rumunii nadal go tak wycenia.

WARSTWA INFORMACYJNA ZAPALA SIĘ PIERWSZA

W rosyjskiej kulturze planowania uderzenie kinetyczne poprzedza przygotowanie narracyjne, które ma rozmyć odpowiedzialność i przenieść ją na ofiarę.

Ta warstwa już pracuje. Piotr Panasiuk, polski działacz figurujący od grudnia 2023 w bazie Myrotworec, ogłosił na Telegramie, że Dorohusk i Hrebenne powinny się przygotować, bo Rosja atakuje przejścia, przez które płynie broń.

Ten wpis natychmiast podchwyciły prorosyjskie portale w Mołdawii, dopisując do niego tezę, że polski rząd wykonuje polecenia Brukseli i Londynu kosztem życia własnych obywateli.

Nie ma znaczenia, czy Panasiuk wie coś o planach rosyjskiego sztabu. Prawie na pewno nie wie. Znaczenie ma to, że rosyjski ekosystem informacyjny buduje z jego słów gotowe uzasadnienie na wypadek, gdyby uderzenie nastąpiło. To model S.E.D.E.S., o którym nie raz pisałem, czyli selekcja, edycja, dystrybucja, ewaluacja, sekularyzacja.

Schemat jest znany z Przewodowa i z każdego incydentu dronowego nad Polską. Najpierw pojawia się teza, że to Polska sama ściąga na siebie ryzyko, potem teza, że przejście było celem wojskowym, a na końcu teza, że Zachód i tak nie zareaguje.

W ramie operacji kaskadowej, którą stosuję do monitoringu presji poniżej progu wojny, to klasyczny sygnał domeny informacyjnej wyprzedzający domenę kinetyczną. Sam nie przesądza o niczym. Skorelowany z kolejnymi wskaźnikami staje się ostrzeżeniem wyższego rzędu.

ZAPOWIEDŹ, O KTÓREJ MÓWIŁ PREMIER

O takim scenariuszu mówiłem 9 września w rozmowie z Mateuszem Lachowskim (@LachowskiMateus) dla „Gońca” i „Racji Stanu”, nagranej na kilkanaście godzin przed nocnym zdarzeniem i przed wypowiedzią premiera.

Podobną dyskusję prowadziłem z Krzysztofem Wojczalem (@KWojczal) na jego kanale, polemizując o kierunkach rosyjskiej eskalacji i jej warunkach.

Nie piszę tego, by podkreślać trafność moich prognoz, lecz by pokazać, że sekwencja od Dunaju do Bugu była czytelna dla każdego, kto śledził działania rosyjskie i powietrzną kampanię odeską, a więc była czytelna także dla rosyjskiego sztabu, który liczył na to, że Warszawa zareaguje dopiero po fakcie. Stąd, w mojej ocenie, wizyta ministra koordynatora służb specjalnych (@TomaszSiemoniak) w Waszyngtonie, by w reakcji Polski i całego NATO, a szczególnie jego wschodniej flanki, nie doszło do falstartu.

Wypowiedź premiera z 10 września trzeba czytać równie uważnie w tym, co mówi, jak w tym, czego nie mówi.

Premier użył słów o współpracy służb, o zapowiedzi i o gotowości także na sabotaż wewnętrzny. Nie padło słowo o wojsku, nie było komunikatu Dowództwa Operacyjnego (@DowOperSZ), alertu RCB ani podrywanych myśliwców, jak 5 dni wcześniej.

Tej nocy nad polską granicą nic nie leciało, co trzeba by zestrzelić. To zawęża pole interpretacji do dwóch wariantów.

Pierwszy to ukraińskie ostrzeżenie o planowanym uderzeniu w ukraińską stronę konkretnego przejścia, na które zareagowano prewencyjnie po obu stronach linii.

Drugi to wykryty zamiar dywersji na obiekcie granicznym, wykonywanej rękami kogoś rekrutowanego zdalnie, w schemacie znanym z wcześniejszych spraw prowadzonych przez ABW (@ABW_GOV_PL).

Oba warianty mieszczą się w modelu rosyjskiego planowania, który opisałem wyżej, bo przejście graniczne pracuje dla Rosjan jednocześnie w warstwie kinetycznej i w warstwie ukrytej, a wybór narzędzia zależy od tego, które jest w danym tygodniu tańsze lub politycznie bliżej celu.

Do tego dochodzi zdanie o raporcie szefa CIA, który premier określił jako dość precyzyjny i dotyczący możliwych zdarzeń w najbliższych miesiącach. Dwa dni wcześniej minister koordynator służb specjalnych rozmawiał z Johnem Ratcliffem w Langley.

Chciałbym zauważyć, że ta sekwencja jest czytelna także dla Moskwy. Sojusznicy widzą ten sam obraz, który wynika z odczytu kampanii odeskiej, i przekazują go w trybie, który uzasadnia mówienie o tym publicznie na europejskim szczycie.

Trzeba przy tym zachować ostrożność wobec komunikatu o sukcesie naszych i ukraińskich służb, bo jest z natury niesprawdzalny i pada w kontekście sporu o to, kto w Unii komu robi łaskę, co premier sam nazwał wprost.

Nie zmienia to jednak faktu, że sekwencja Mołdawia, Rumunia, Polska została po raz pierwszy wypowiedziana nie przez analityków takich jak ja, lecz przez szefa rządu państwa NATO.

To pierwsza odpowiedź na Operację Matrioszka.

OCENA I WSKAŹNIKI RYZYKA

Rozdzielam tu 3 różne zdarzenia, bo zbijanie ich w jedno prowadzi do fałszywego alarmu albo do fałszywego spokoju.

Uderzenia w kolejową logistykę korytarza polskiego w głębi zachodniej Ukrainy, w węzły, terminale i podstacje, oceniam jako wysoce prawdopodobne w horyzoncie tygodni.

To nie jest prognoza, to kontynuacja trwającej kampanii, która rozszerza geografię o kolejne obwody.

Uderzenie w samą infrastrukturę przejścia przy granicy z Polską, w odległości kilku kilometrów od naszego terytorium, oceniałem jeszcze 9 września jako umiarkowanie prawdopodobne.

Po nocy z 9 na 10 września przesuwam tę ocenę w stronę wysokiego prawdopodobieństwa, a horyzont z miesięcy na tygodnie, z przewagą wariantu dronowego nad rakietowym i z większym ryzykiem dla Jahodyna i Rawy Ruskiej niż dla Mościsk.

Trzecie zdarzenie, czyli upadek środka napadu na terytorium Polski w efekcie takiego uderzenia, pozostaje mało prawdopodobne, ale przy dronach odrzutowych lecących po zachodnich trajektoriach i przy ukraińskiej obronie strzelającej w kierunku granicy nie jest to ryzyko zerowe.

Wskaźniki, które przesunęłyby tę ocenę w górę, są też czytelne.

Pierwszym byłoby przeniesienie kampanii odeskiej z przejść drogowych na kolejowe, bo pokazałoby, że Moskwa testuje na południu dokładnie tę kategorię celu, którą ma na północy.

Drugim byłoby uderzenie w węzeł kowelski lub terminal Mostyska II, czyli zejście z podstacji na obiekty przeładunkowe.

Trzecim pojawienie się w komunikatach Ministerstwa Obrony FR i u głównych milblogerów sformułowań o polskich hubach uzbrojenia jako uzasadnienia bieżących uderzeń.

Czwartym wzrost rozpoznania dronowego nad Wołyniem i Polesiem od strony białoruskiej.

Jeśli 3 z tych 4 wskaźników zapalą się w jednym oknie tygodniowym, przejście kolejowe z Polską przestaje być hipotezą i staje się celem następnej kolejki.

Obecnie to nocne zdarzenie nie mieści się w żadnym z tych 4 wskaźników, bo jest czymś więcej. Jest samym zdarzeniem w formie udaremnionej.

Z mojej perspektywy to nie porażka Rosjan, lecz cenny wynik testu. Dowiedzieli się, że polskie i ukraińskie służby wymieniają się informacją w czasie zbliżonym do rzeczywistego, co podnosi koszt wariantu dywersyjnego, i dowiedzieli się zarazem, że sama groźba wobec polskiego przejścia wystarcza, by premier mówił o tym na europejskim szczycie i wiązał to z raportem CIA.

W logice operacji kaskadowej to efekt osiągnięty bez jednego uderzenia i taniej niż jakikolwiek nalot.

Jak już wspominałem, Rosjanie nauczyli się, że nie muszą uderzać w Dorohusk, żeby osiągnąć swój cel. Wystarczy im, że Warszawa zacznie o tym myśleć, że przewoźnicy podniosą stawki ubezpieczeń, a część ładunków przesunie się na wolniejsze trasy.

10 września ten efekt osiągnęli bez jednego uderzenia, bo o zagrożeniu dla polskiego przejścia mówił szef polskiego rządu. Kampania odeska pokazała, że potrafią zamykać przejścia na 2 doby jednym nalotem i wracać po tygodniu.

Kierunek polski jest dla Rosji kosztowniejszy politycznie, ale logistycznie ważniejszy niż Dunaj. Dlatego Kreml czyta nasze reakcje na alerty RCB, podrywane myśliwce i konferencje prasowe tak samo uważnie, jak my czytamy jego uderzenia w Orliwkę.

Sedno tej mojej MGŁY WOJNY nie polega na tym, że nie wiemy, co Rosja chce zrobić. Polega na tym, że nie wiemy jeszcze, ile jest gotowa za to zapłacić, eskalując na granicy z NATO i czy ta eskalacja nie jest szyta po to, by małym kosztem sprowokować Sojusz do przedwczesnego sięgnięcia po artykuł 5 i wejścia w uszytą przez Rosję rolę agresora.

I to jest pytanie, na które Warszawa powinna dziś szukać odpowiedzi, zanim odpowiedź przyleci sama z Waszyngtonu lub Brukseli.

Pozdrawiam i dziękuję.

Pokaż więcej komentarzy (22)

Fanatyk

w Wojna wna Ukrainie

24piorunów

Z dedykacją dla @zed123 od rosyjskiej Prawdy:

Iluzja braterstwa ostatecznie się rozpadła: Polska pozostała z pustymi arsenałami i bez obiecanych korzyści

STRUKTURY SIŁOWE » WIADOMOŚCI WOJSKOWE

Były czasy, kiedy polskie władze goręcej niż jakikolwiek inny europejski przywódca wspierały Zełenskiego. Polską granicę masowo przekraczały fale ukraińskich uchodźców w oczekiwaniu na hojne zasiłki. Tymczasem w przeciwnym kierunku również masowo przemieszczał się polski sprzęt wojskowy w ramach pomocy dla Ukrainy. Teraz jednak Polska coraz częściej czuje się oszukana, zazdrośnie zaglądając do cudzego portfela i przeliczając pieniądze skradzione przy dostawach broni.



Stosunki polsko-ukraińskie przeżywają nie najlepsze czasy.

Heroizacja Bandery, przemilczanie ofiar rzezi wołyńskiej, wzrost przestępczości ukraińskiej w samej Polsce, wydawanie środków z polskiego budżetu na zasiłki dla ukraińskich migrantów – wszystkie te fakty otworzyły Polakom oczy na prawdziwą Ukrainę. I najwyraźniej nie jest to zbyt przyjemne, po tym wszystkim, co Polska zrobiła dla Ukrainy.



Początkowo Polska była jednym z głównych sponsorów pomocy wojskowej dla Ukrainy. Tylko czołgów Warszawa przekazała Kijowowi około trzystu — była to największa dostawa czołgów spośród krajów europejskich. Oszałamiająca hojność, ale być może Polacy kierowali się zasadą „co nie jest nasze, tego nie szkoda”. Wszystkie te czołgi to wariacje na temat radzieckiego T-72. Chociaż czołgi te zostały wyprodukowane w polskich fabrykach na podstawie radzieckiej licencji, to Polska najwyraźniej bardzo chciała pozbyć się „komunistycznej” spuścizny „okupantów”.



Była w tym też pewna doza przechwałek: niech radziecka technika walczy z Rosją, jako spadkobierczynią Związku Radzieckiego. Z pewnością kryła się w tym pewna złośliwa satysfakcja polskiej elity. Proszę bardzo, „Radzieccy”, macie to z powrotem.



Okazało się jednak, że Polska sama się tym oszukała, co zresztą w jej historii nie jest wcale rzadkością. Podczas gdy Polacy z głębi swoich czystych serc, czyli bezpłatnie, czyli za darmo, wysyłali ešelonami sprzęt pancerny na Ukrainę, inne kraje europejskie z kalkulatorem w ręku zastanawiały się, co mogą oddać i co za to otrzymać.

W rezultacie te z nich, które okazały się najbardziej pragmatyczne i rozważne, przez te lata stworzyły skuteczne modele biznesowe współpracy z Ukrainą i teraz czerpią z tego korzyści. Tymczasem Polacy muszą wydawać własne pieniądze na zakup nowego uzbrojenia, na przykład w Korei Południowej, aby uzupełnić braki w swoim arsenale, który został przeznaczony na Ukrainę.



Oczywiście Polacy również uczestniczą w łańcuchach produkcyjnych związanych z dostawami broni na Ukrainę, ale już dawno przestali być liderami.



Znacznie wyprzedziły ich sąsiednie Czechy. A dokładniej chodzi o cały konglomerat przedsiębiorstw z branży zbrojeniowej pod nazwą Grupa Czechosłowacka (CSG). W skład tego zrzeszenia wchodzą dziesiątki firm z całej Europy, ale przeważającą część stanowią przedsiębiorstwa z Czech i Słowacji.

Jeśli chodzi o Słowację, należy od razu wyjaśnić pewną kwestię. Po tym, jak w październiku 2023 roku premierem kraju został Robert Fico, pojawiły się doniesienia, że Słowacja wstrzyma dostawy wojskowe na Ukrainę. Dotyczyło to jednak wyłącznie pomocy wojskowej. Komercyjne dostawy ze słowackich przedsiębiorstw trwają do dziś.

Właśnie z tą grupą czechosłowacką wiąże się kolejny skandal korupcyjny, o którym poinformował dziennik „New York Times”. Według danych tego medium jedno z przedsiębiorstw grupy czechosłowackiej otrzymało kontrakt na dostawę amunicji dla Ukrainy po cenie o 130 mln dolarów wyższej niż ta, za którą można było nabyć ten sam produkt od przedsiębiorstwa tureckiego.



Audytorzy nie oskarżają bezpośrednio firmy o nadużycia, ale kierują pytania do Ukrainy. A to tylko jedno z nich. Wyniki kontroli audytowej działalności za rok 2024 wykazały, że straty związane z zakupami wojskowymi Ukrainy wyniosły ponad miliard dolarów. Jednocześnie siedmiu z dziesięciu największych ukraińskich dostawców wojskowych, w działalności których wykryto nieprawidłowości, nadal realizowało zamówienia z Kijowa.

Jak zauważa „New York Times”, niekoniecznie jest to korupcja – chodzi również o niewłaściwe wykorzystanie środków i nieefektywne zarządzanie w obszarze zamówień wojskowych. Nasuwa się jednak pytanie, dlaczego problemy te nie zostały rozwiązane od 2024 roku?

Pytania zadaje również dr Aleksander Olej, polski ekspert ds. bezpieczeństwa i redaktor naczelny serwisu Defence24.com:

Sytuacja ta nieuchronnie rodzi pytania dotyczące stosunków między Warszawą a Kijowem. Polska jako pierwsza dostarczyła broń, zrobiła to szybko i w wielu przypadkach nie traktowała Ukrainy przede wszystkim jako klienta komercyjnego. Po kilku latach Polska dysponuje znacznie mniejszymi zapasami broni, podczas gdy inne europejskie firmy opracowały bardzo dochodowe modele biznesowe ukierunkowane na popyt ukraiński. Różnica ta będzie nabierać coraz większego znaczenia politycznego.



Analizując obecną sytuację polityczną w Europie, a konkretnie we Francji i Niemczech, gdzie zbliża się etap ostrej walki wewnątrzpolitycznej, polski ekspert przewiduje, że Ukraina będzie miała problemy z dalszym finansowaniem swoich potrzeb wojskowych, i to właśnie ze strony liderów europejskiej gospodarki.

Jakie stanowisko zajmie w tej całej sprawie Polska, na razie nie jest jasne. Polityka zagraniczna Warszawy wykazuje tendencję do krytycznego przemyślenia poglądów na temat Ukrainy. Wydaje się jednak, że Polacy nie zdecydowali jeszcze, po której stronie chcą stanąć – „po stronie mądrych czy pięknych”. Innymi słowy, czy chcą coś poświęcić, czy też chcą zarobić na Ukrainie?

Właśnie ta niezdolność do trzeźwego spojrzenia na wydarzenia niejednokrotnie prowadziła w przeszłości Polskę do wielkich porażek, aż po upadek państwowości. Na ile współcześni Polacy zastanawiają się nad tą kwestią? Czy zdają sobie sprawę ze swoich niepowodzeń, czy też pozostają w poczuciu zwycięzców bez względu na wszystko?

W latach 20. i 30. ubiegłego wieku, kiedy społeczeństwo polskie przeżywało odrodzenie państwowości, takie rozważania były prawdopodobnie bardziej aktualne. Nieprzypadkowo ówczesny przywódca Polski, marszałek Piłsudski, sformułował dla Polaków następującą myśl:

Ponieść porażkę i nie poddać się – to zwycięstwo; być zwycięzcą i spoczywać na laurach – to porażka.

Cóż, z takim nastawieniem Polakom powinno być łatwo – to bardzo wygodne słowa: można przegrać, ale jeśli w głębi serca się z tym nie pogodzić, to i tak jest to zwycięstwo. Taki właśnie jest polski dualizm. Czego więc Polacy mogą oczekiwać od Ukrainy?

Pokaż więcej komentarzy (8)

Osobistość

w Żebropioruny

84piorunów

Dziś proponuje 930 000 polskich nowych złotych(a niech stracę co mi tam) A jak mało grzmotów będzie to znacznie więcej

Aby wziąć udział w zabawie należy dać pioruna i komentarz o treści - beee

konta spamerskie/bot które wrzucają treści z jednego lub kilku tych samych źródeł nie mogą brać udział w zabawie

Użyszkodnik biorący udział w zabawie nie może posiadać aktywnego konta na wykop.pl

Minimalny wiek użytkownika biorącego udział to 18 lat

Pioruny liczą się do godziny 21:00 danego losowania

wypłata będzie dokonana gry wygram minimum 50% z całej puli

gdyby pula do podziału pomiędzy użytkowników miała przekroczyć 50% wygranej to poszczególna kwota dla każdego użytkownika zostanie zmniejszona tak by nie przekroczyć tych 50%

w przypadku wygranej obie strony zobowiązuje się do zachowania poufności danych

Wypłata nastąpi do miesiąca czasu po otrzymaniu wygranej. Czas ten może się wydłużyć gdyby zaszły czynniki na które nie mam wpływu.

Minimalna wygrana po której nastąpi wypłata środków to 6 milionów złotych

Pokaż więcej komentarzy (45)

Fenomen

w Dyskusje

49piorunów

Rok ch… a nie linuxa.

Zaraz to gówno przez okno wypierdo…

Mam mały pececik i chce na nim postawić Linuxa do torrentów. Zainstalowałem Linux Mint, wybrałem Proton VPN i czytam - oczywiście mordo, banalne mordo, po prostu sobie wpisz tę komendę i zainstaluj. Używam komend z oficjalnej strony. Nie działa. Używam komend z 3 różnych już AI - nie działa. Jakieś stare komendy, braki pakietów, teraz jakieś APT się zepsuło.

Mogłem iść na rower. Mogłem grać w gry.

Ale ku… nie, zachcialo mi sie tego gówna ruszać.

Jeszcze chwila i wydupce tego minta w pizdu, co za gówno. A proton nie lepszy, mogliby ch…je na swojej własnej stronie instrukcje aktualizować

Pokaż więcej komentarzy (48)

Fanatyk

w Hydepark

28piorunów

Widzę, że w świecie ostatnio bardzo popularny robi się CachyOS. Chciałbym zapytać szanowne grono spod tagu czy używacie/ używaliście i polecacie? I czy polecili byście osobie, która nie umie w programowanie i nie ma zbytnio skilli/ochoty co chwilę walczyć z systemem operacyjnym?

Czuję potrzebę odejścia od windy bo misroslop już przegina a system zrobił się cholernie intruzywny i ociężały ale zastanawiam się czy wszystko będzie banglać tak jak trzeba, szczególnie jeśli mam kartę nvidii.

Gruba ryba2piorunów

@Stashqo używam od ponad roku CachyOS i jest gitarka. Gry (tylko single ogrywam) w zdecydowanej większości ruszają od strzała. walczę z systemem zazwyczaj dopiero wtedy gdy sam coś w nim spierdolę, a i tak zazwyczaj chatgpt w kilku komendach mi go naprawia, więc jest luz xD

Osobistość3piorunów

CachyOS bazuje na Arch Linux. Jest to dystrybucja znana z tego, że dostaje ciągle aktualizacje przez co czasem potrafi się sama z siebie zepsuć. Od prawie 4 lat korzystam z innej bardzo podobnej dystrybucji EndeavourOS. Ona też bazuje na Archu i experience jest niemal identyczny więc mogę się wypowiedzieć.

W skrócie archopodobne dystrybucje są genialne póki działają. Ale musisz być przygotowany że raz za czas będziesz musiał jednak coś zrobić z systemem. Zazwyczaj to się dzieje gdy team który pracuje nad Archem coś zmienia w podstawowych składnikach systemu. Wtedy też informują oni, że coś "requires manual intervention" i podają instrukcję którą należy wykonać. Zazwyczaj jest to jakieś proste polecenie do wklejenia w terminal albo przeinstalowanie jakiś paczek. Ale to też nie tak, że zawsze będziesz musiał to robić. Jedynie jeśli cię to dotyczy, zawsze jest napisane kiedy powinieneś to zrobić a kiedy możesz mieć wywalone. Informują o tym tutaj: https://archlinux.org/news/. Ale że, komu by się chciało co jakiś czas tam wchodzić i sprawdzać ręcznie więc powstał super program: https://github.com/bradford-smith94/informant. On za każdym razem jak aktualizujesz system to przed update sprawdza, czy nie ma jakiegoś nowego newsa i przerywa update jeśli jest żebyś mógł przeczytać i sprawdzić czy potrzebujesz coś zrobić.

Oprócz tego, jeśli masz kartę Nvidii to korzystanie z archopodobnych distro jest trochę upierdliwe ponieważ przy każdej aktualizacji jądra system musi tak jakby "odbudowywać" sterowniki grafiki aby pasowały do aktualnego jądra. Dzieje się to automatycznie i nie musisz się tym martwić ale trwa to dość długo, czasem połowę całego czasu trwania aktualizacji. Nadal jest to krócej niż aktualizacje Windowsa btw xD.

To tyle z minusów. Jeśli ci to nie przeszkadza, to arch i jego pochodne to są świetne systemy a zwłaszcza jak potrzebujesz czegoś lekkiego, szybkiego i łatwego do customizowania pod siebie. Wszystkie inne rzeczy związane z graniem robi się tak samo łatwo jak na innych dystrybucjach. Chcesz pograć to po prostu instalujesz Steama albo inny launcher i grasz.

Jeśli jednak chcesz system przy którym nic nie musisz robić i po prostu będzie działać to są lepsze wybory:

* Bazzite - Prawdopodobnie najlepsze distro stworzone do grania

* Mint - Najbardziej przyjazne distro dla początkujących, proste w obsłudze i wszystko powinno działać bez problemów

* ZorinOS - Najlepsze distro jak chcesz mieć bardzo łagodną przesiadkę z WIndowsa

* Ubuntu - Ostatnio trochę hejtowane ale to jest najbardziej typowe distro jakie można mieć i jest sporo tutoriali do niego

I teraz na koniec najważniejsze. Jeśli chcesz przejść z Windowsa na Linuxa tylko dlatego, że Windows działa coraz wolniej to uwaga: O ile sam pulpit i większość aplikacji systemowych faktycznie będzie działać szybciej i mieć mniejsze wymagania, tak reszta aplikacji jak przeglądarka itp. będzie działać co najwyżej identycznie jak nie wolniej. To samo tyczy się gier, a zwłaszcza jak masz kartę Nvidii. Typowa gra na Linuxie będzie działać co najwyżej tak samo szybko jak na Windowsie ale najprawdopodobniej będzie osiągać kilkanaście % mniej FPS. Jest w necie masa benchmarków i gry działają porównywalnie albo nawet lepiej praktycznie jedynie na kartach AMD bo ich sterowniki są bardziej dopracowane na Linuxie. Do tego dochodzą wszelkie gry multiplayer z antycheatem który nie pozwoli ci ich odpalić na Linuxie.

Więc jeśli jedynym powodem dla którego chcesz przejść na Linuxa jest chęć większej wydajności w grach i aplikacjach to zwyczajnie tego odradzam. Zwłaszcza jak masz szybki komputer, nie zobaczysz większej różnicy ani jakiegoś magicznego wzrostu wydajności. Jeśli jednak chcesz zmienić system bo np. wkurwia cię Microsoft i to co robi z Windowsem, zależy ci na prywatności, Windows przestaje być dla ciebie intuicyjny, masz ochotę spróbować innych alternatyw, lubisz customizować desktop pod siebie, itp. To w takim wypadku jak najbardziej polecam, Linux to świetny system.

Arch Linux - NewsArchlinux
Pokaż więcej komentarzy (47)

Tytan

w Hydepark

20piorunów

Witam państwa, ogłaszam: rynek juniorski a moze i wczesny mid? :grinning: (~2 lata exp) zdechł.

Jak to zdech? Ano normalnie - odpowiedzi tyle co nic, rozmów jeszcze mniej. Człowiek patrzy na Warszawę, firm od cholery, biurowców jeszcze więcej, a ofert dla kogoś pomiędzy juniorem a midem jak na lekarstwo :grinning: (smiech przez łzy)

Powoli spada motywacja i nadzieja, że uda się znaleźć coś konkretnie w technologii, w której chcę dalej iść. Coraz częściej rozważam zasadę „byle dochód był”, a jak sytuacja zmusi, to i pudełka na magazynie same się nie przeniosą :grinning: Żyćko.

Na razie jednak jeszcze cisnę Javę/backend i wysyłam dalej, bo może statystyka w końcu zadziała, prawda?

Jak ktoś przypadkiem widział ostatnio sensowną rolę Java/Backend w Warszawie albo remote dla człowieka z ~1,5–2 lata komercyjnego doświadczenia, to chętnie, zapraszam na priv albo do sekcji komentarzy :grinning: ( edit, dodano koto mema, bo z obrazkami jakoś ładniej te posty wyglądają)

Fanatyk12piorunów

@konrad1 Smutna prawda jest taka, że większość zadań, jakie się 5 lat temu dawało juniorom, Claude Code czy inne boty ogarnie jako tako, czasem lepiej niż juniorzy, a na pewno zdecydowanie szybciej. I tak i tak trzeba zrobić review, a jeśli trzeba zrobić, to firma woli dopłacić seniorowi 20% do pensji, a zamiast zatrudniania juniora dokupić mu jeszcze licencję na Claude Code za $200/miesiąc.

Żeby pozostać konkurencyjnym, trzeba się szkolić w dziedzinie architektury systemów, security, compliance, oraz "soft" rzeczy, bo samo kodowanie jest moim zdaniem ślepą uliczką, o ile ktoś nie jest pasjonatem. Absolutni wymiatacze, żyjący tym koderzy jeszcze robią lepiej niż automaty, ale dla juniorów/midów nie-fanatyków okienko się właśnie zamyka. Jakaś nisza zostanie, ale sytuacja będzie taka, jak z klepaczami assemblerów, po tym jak powstało C, czy klepaczami C po tym jak powstała Java, C++ i C#, etc.

Oczywiście wiadomo, że bez juniorów nie będzie ludzi doświadczonych, ale to nie jest coś, co wpłynie na wyniki finansowe firmy na Q4 2026, więc zatrudniających to nie obchodzi.

Pokaż więcej komentarzy (15)

Lider

w Hydepark

39piorunów

No to chłop musiał się ucieszyć na widok auta, a ta co to zrobiła inteligencją nie grzeszy🙂 bardzo ciekawy sposób na rozwiązanie problemu

Pokaż więcej komentarzy (13)

Lider

w Hydepark

35piorunów

No i dopadło mi tego S-Max a. Czarny płyn chłodniczy. Nie będę go już robił i dobrze, że to poważna sprawa bo tak znowu utopiłbym hajs.

Potrzebuje zatem porady. Duże, rodzinne, pakowne a przede wszystkim bezawaryjne auto rodzinne- głównie jazda miejska plus od czasu do czasu trasa około 300 km.

Budżet- plus minus 35 tysięcy, fajnie jakby nie miał więcej jak 10 lat.

Jakieś rozsądne propozycje? Samochód może być nudny, brzydki i wolny. Ma jeździć i się nie psuć.

Pokaż więcej komentarzy (77)

Lider

w Wojna wna Ukrainie

115piorunów
Obwód samarski (Rosja)

🔥OZON🔥22.08.2026🔥Dzisiejszy zaatakowany magazyn to numer 5!🔥

Pokaż więcej komentarzy (14)

GURU

w Hydepark

101piorunów

Jak mnie wkurwia microslop co miesiąc coraz gorzej. W aktualizujemy systemy w cyklach co 2 tygodnie. Kilkaset zaktualizowanych i żaden się nie padł. Są problemy z zachowaniem systemd, to jedyny komponent co ma jakieś problemy co aktualizacja ale 2 komendy na krzyż i działa.

A okna? Mieli godzinę update i błąd x0002137. Domyśl się czemu się wywalił. Dosłownie można losować która maszyna się nie zaktualizuje.

GURU0piorunów

Ostatnio jakaś aktualizacja weszła do Windowsa 10 i teraz jak kliknę na lupę żeby wyszukać jakąś aplikację (przeważnie jest to kalkulator) to mam parę sekund czarny kwadrat zanim się tam cokolwiek pojawi

Pokaż więcej komentarzy (29)

Autorytet

w Hydepark

3piorunów

Jestem na kupnie laptopa gamingowego do użytku domowego, ale również do grania w gierki raczej starsze (Wiedźmin 3,GTA 5,itp). Na co zwrócić uwagę przy kupnie? Znacie może jakieś porównywarki laptopów? Budżet tak 5-6k

Inspirator5piorunów

Nie rób sobie tego. Kupno laptopa gamingowego to w 9 przypadkach na 10 sytuacja w której może i nie masz za bardzo przenośnego sprzętu użytkowego, ale za to masz kiepski i przepłacony sprzęt do grania. To już sobie lepiej w podobnych pieniądzach kupić lapka który jest serio przenośny i oddzielnie sprzęcik do grania (złożyć PC z używek, kupić coś a'la SteamDecka itp.).

Po prostu nie ma za bardzo opcji żeby pogodzić ze sobą ideę laptopa (lekki, przenośny, nadający się do pracy na baterii) z bebechami które ogarną granie (duże i grzejące się, żrące prąd), dopóki emulacja x86-64 na ARM nie pójdzie trochę dalej do przodu.

Fenomen1piorunów

@DerMirker nie powiem czy to aktualne, ale z gamingowych konstrukcyjnie podobały mi się z reguły MSI i Lenovo Legiony - miały dosyć solidne chłodzenie. Ziomek w pracy ma z resztą już drugiego Legiona i jest zadowolony. Przy czym zawsze jak wybieram jakiegoś lapka, to wpisuję w Google model + notebookcheck - masz tam z reguły dosyć rzetelnie opisane i pomierzone laptopy.

Pokaż więcej komentarzy (29)

Osobistość

w Hydepark

57piorunów

Siemanko!

Gorąco polecam słowackie Tatry, przez trzy godziny spotkałem tylko jedną parę!

Btw w zakopanym camping i namiot ok 60zl, a na Słowacji nocleg pod dachem w prlowskich warunkach 15 euro i do szlaku 500 metrów

Pokaż więcej komentarzy (11)

Lider

w Wojna wna Ukrainie

77piorunów

Jara się obiekt infrastruktury naftowo-gazowej w rejonie portu Taman w Kraju Krasnodarskim🔥Dzień dobry:sunny:

Pokaż więcej komentarzy (2)