No i znów to samo
Pod koniec sierpnia spełniłem jedno ze swoich motoryzacyjnych marzeń – kupiłem Volvo XC70 z 2002 roku, 2.4 Turbo, z LPG i manualną skrzynią biegów. Dokładnie taką konfigurację, jakiej od dawna szukałem.
Cena była atrakcyjna, buda zdrowa, a największym problemem miała być uszczelka pod głowicą. Pomyślałem: trochę roboty, ale przecież do ogarnięcia. No i kupiłem dziada.
Praktycznie cały wrzesień spędziłem popołudniami w garażu. Głowica poszła do obróbki, nowe uszczelniacze zaworowe, uszczelka pod głowicą, śruby, kompletny rozrząd z pompą wody i masa innych drobiazgów przy okazji. Skoro już wszystko rozebrane, to chciałem zrobić to porządnie, bez oszczędzania na częściach i późniejszego plucia sobie w brodę, że czegoś nie wymieniłem.
Ponad 4000 zł w samych częściach, nie licząc własnej pracy i niezliczonych godzin spędzonych przy samochodzie.
Na początku października wszystko było już poskładane. Silnik odpalił, pracował ładnie, test CO₂ wyszedł negatywny. Zrobiłem ponownie przegląd, żeby w końcu przerejestrować auto, i zacząłem normalnie jeździć.
I powiem Wam, że było warto. XC70 jeździło świetnie, silnik miał moc, nic niepokojącego się nie działo. W końcu mogłem się cieszyć samochodem, o którym od dawna marzyłem.
Aż do teraz...
Po powrocie z Bielska-Białej miałem już około 2000 km przejechanych od remontu. Całą trasę samochód pokonał bez najmniejszego problemu. Temperatura w normie, silnik pracował równo, żadnych niepokojących objawów.
Następnego dnia, po przejechaniu około 40 km, nagle czerwony wykrzyknik i komunikat o niskim poziomie płynu chłodniczego.
Dolałem płynu, wróciłem pod dom i zrobiłem test CO₂.
Niestety, płyn testowy zmienił kolor z niebieskiego na żółty.
A ja tak bardzo liczyłem, że po prostu pękł zbiorniczek wyrównawczy na szwie albo puścił jakiś przewód...
#motoryzacja #diy #zepsujtosam