Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#depresja

Gruba ryba

w Hydepark

24piorunów

TLDR: Lustereczko, powiedz przecie, kto jest najbardziej poryty na świecie?

17.
Maniakalnie przerabiam w głowie raz za razem te same historie, bo czuje że coś mi umyka. Jakby odtwarzanie tysiaćsetny raz tego samego scenariusza miało nagle doprowadzić do jakiegoś zaskakującego zwrotu akcji. Tyle że do tej pory, takowy nie miał miejsca. To zawsze są te same historie, kwestie, osoby. Jednym słowem - nuda, ale ja obsesyjnie chcę dojść do prawdy i sensu. A czy w tym musi być jakiś sens, no i jaka miałaby być ta prawda? Prawda, tak samo rzeczywista jak sprawiedliwość.

Może ja wcale nie chce odkryć czegoś nowego, może ja próbuje zakląć myślą wszystko to co miało miejsce z nadzieją na zmianę przebiegu zdarzeń? Coś wymazać, coś dodać? Nieee, aż taka szalona nie mogę być.

Pisze te rzeczy z nadzieją, że przetransferowanie ich na formę tekstową, pozwoli mi się od nich uwolnić, chociaż na chwilę, tak abym mogła zasnąć.
Mam natchnione myśli, ważne myśli i te zupełnie nieistotne. Niektóre chce zapamiętać, ale je zapominam, natomiast te które chcę zapomnieć zostają ze mną na zdecydowanie zbyt długo.
Czasem się czuje, jakby moje życie było na opak. Rzeczy które powinny mnie uszczęśliwiać doprowadzają mnie do rozpaczy, natomiast te dramatycznie pozwalają mi poczuć że żyję. Czy to w ogóle ma sens?! Marzę, o spokojnym śnie.

Pokaż więcej komentarzy (8)

Zawodowiec

w Hydepark

3piorunów

Przyjacel 26 lat pochwalił się nam dzisiaj, że zostanie ojcem, w przyszłym roku ślub.
Dochodzi kolejny ślub w nastepnym roku po znajomym 27 lat i mojej kuzynce 26 lat.

Czuję się jak k⁎⁎wa śmieć. Nie potrafię tak dalej normalnie funkcjonować. Gruby, chudy, brzydki, ładny, bogaty, biedny, młodszy, starszy każdy k⁎⁎wa kogoś ma, a Ty sam jak palec. Hobby i tym co się zajmuję po pracy już nic nie daje. Chodzę tam bo chodzę, bo to to lubię robić i to już moja rutyna tak samo jak chodzenie do pracy. Cały dzień chodzisz załamany i zakładasz maski, aby nie pokazywać tego ludziom, a w głębi jesteś martwy. Nic ciebie nie cieszy.

Matce powiedziałem, że psychicznie nie wytrzymuje, to powiedziała, że głupoty opowiadam i sobie coś zmyślam.

Jak do tych śłubów nikogo nie znajdę, to albo magik, albo psychiatryk. 27 lat zaraz lat i k⁎⁎wa nigdy nikogo nie miałem. Zaraz święta, gdzie znowu będę jak pajac sam przy stole bez partnerki. Potem sylwester, który spędzę sam płacząc.
Nienawidzę swojego życia.
https://www.youtube.com/watch?v=wtT-1M4WfeU

 

Pokaż więcej komentarzy (27)

Gruba ryba

w Hydepark

39piorunów

    

UWAGA! W tym wpisie opisuje krótko akt przemocy domowej, konkretnie w 3 akapicie. Jak jest to dla Ciebie bolesny temat to polecam ominąć. Reszta jest napisana dosyć ogólnikowo. :smiley: Daję znać dzięki sugestiom innych czytaczy, aby dawać lepszy trigger warning, no i w sumie mają rację.

TLDR: Ja i moje przekonania muszą być na pierwszym miejscu- dla niektórych banał, dla innych prawda objawiona i dlaczego już jako dziecko zgubiłam się w świecie własnego ego.

16.
Ostatnio coraz mocniej puka do mojej świadomości jedna rzecz. Poza tym że się pojawia i ją rejestruje, zaczynam ją czuć, rozumieć. Wypełnia mnie od środka myśl, że bez pewności własnego ja i zdolności odróżnienia własnych potrzeb od przekonań innych to daleko nie zajdę w procesie zdrowienia. Będę jak pies, który dla rozładowania emocji gania za własnym ogonem nie mogąc go złapać, a jak już mu się uda, to będzie go to bolało. Gdzieś zawsze w środeczku czułam, że tak powinno być, że to jest normalność, ale wychowanie i zaniedbania emocjonalne odbijają się stale w moim wnętrzu jak echo.

Gdy żyje się w domu przemocowym, gdzie dziecko dla ojca jest workiem treningowym, a dla matki zsypem na trudne emocje, ciężko jest znaleźć siebie, a co dopiero obudować to wszystko solidnym murem własnych przekonań. Z perspektywy dzieciaka, gdzie rodzice są całym światem chce się być po prostu przydatnym by zasłużyć na miłość. Doprowadziło to do tego, że już jako dziecko musiałam się mierzyć z dorosłymi problemami, które mój malutki mózg nawet jak chciał to nie był w stanie ogarnąć. Obwiniałam się za wszystko, dosłownie wszystko, za łzy matki, złość ojca, biedę i za to, że to coś zwane rodziną w ogóle nie funkcjonuje jak powinno. Paradoksalnie łatwiej jest uznać, że ma się na coś wpływ, nawet na najgorszy syf, niż pogodzić się ze stanem bezradności i zaakceptować to, że jest się nic nieznaczącym trybikiem wytworzonym przez niewydolnych dorosłych zwanych mamą i tatą.

Doszło do tego, że wydawało mi się, że są konkretne przyczyny dlaczego ojciec traktuje Nas jak traktował. Przecież dostawać muszę za coś, w tym musi być jakiś sens! Nawet za posmakowanie majonezu z jajka palcem "O Ty niewychowany stworze - należało Ci się". To moja wina, powinnam być czujniejsza, przewidzieć reakcję ojca, pohamować potrzebę. Przecież wiesz, że łatwo wprowadzić go w gniew. Złapał mnie wtedy za ucho i jak worek kartofli przeciągnął mnie do drugiego pokoju. Byłam pewna, że urwie mi to ucho, bo nawet nie zdążyłam stanąć na nogi jak mnie capnął. Potem rzucił mnie na łóżko i miał sk⁎⁎⁎⁎syn cela, po poleciałam na sam kant. Poza urwanym uchem brałam na starty swój kręgosłup. Później już tylko czyste, klasyczne napierdalanko, rękami, potem pasem i to przy całej rodzinie. Wstyd, ból, krzyk, strach wszystko w jednym czasie. Nikt nie zasługuje na takie traktowanie, a przede wszystkim mała dziewczynka z sercem spragnionym miłości.

Tak bardzo pragnę docenienia, poklepania po główce, słów że jestem coś warta, że mogę myśleć zupełnie inaczej niż inni mi bliscy i to nie jest złe. Że mogę odpuścić, że nie muszę już tak mocno obserwować i wyszukiwać sytuacji kryzysowych, aby próbować ich uniknąć. Udowadniać z uporem maniaka, że jestem dobrym człowiekiem. TO CO MYŚLĄ O MNIE INNI, NIE WARUNKUJE TEGO JAK JA MAM SIĘ CZUĆ Z SAMĄ SOBĄ. Czy to to świecie k⁎⁎wa rozumiesz?!

Jestem słońcem własnego wszechświata, jak ja nie będę świecić najmocniej jak się da, nic wokół mnie nie będzie miało barw ani sensu.

Pokaż więcej komentarzy (53)

Autorytet

w Dyskusje

1piorunów

Odstawiłem energole i kawę (kawy malutko piłem) i mam niemal nonstop stan lękowy i skręca mnie w pasie. Muszę brać leki. To przez to?

Miał ktoś tak po kofeinie i tip?

Pokaż więcej komentarzy (21)

Gruba ryba

w Hydepark

28piorunów

   

TLDR: Dzisiaj swobodniej. Pogadajmy o lęku.

15.
Chciałam poruszyć znacznie poważniejszy temat, który wkręca mi się w głowę od jakiegoś czasu, ale czuję że nie mam gotowości w sobie, aby popełnić wpis bez otwierania kolejnych ran. Skupię się na tym co rejestruję od jakiegoś czasu w sobie. Chodzi mi o lęk, strach, paranoje, tacy moi Ich Troje.

Długo nie dochodziło do mojej świadomości jak lękowym jestem stworzeniem. Przecież doświadczałam tak wiele okrucieństw. Musiałam się zahartować, po coś to wszystko znosiłam. Tyle że k⁎⁎wa nie! Dziadostwo się magazynuje i albo doprowadza Cię w skrajności do paranoi, albo do dysocjacji. Ja bywałam bo obu stronach. Z dwojga złego wolę to drugie. Wyłączasz się, nie odczuwasz emocji, bodźców zmysłowych z zewnątrz, ciało się zamraża, czas leci - dużo plusów. Z wad to omijanie przystanków, wybiórcze amnezje i fugi pamięciowe, ryzyko podczas jazdy samochodem i ogólne poczucie wyrwania z kontekstu. Dysocjacja jest zjawiskiem, kiedy układ nerwowy nie daje sobie rady z poziomem stresorów. W reakcji obronnej wyłącza wyższe funkcje skupiając się na potrzymaniu tych głównych, w celu wypracowania odpowiedniej strategii na zagrożenie - zamrożenie/ucieczka albo walka. W skrócie schodzę do poziomu takiego przeciętnego żuka.

Mogłabym powiedzieć, że większość życia czuję strach. Głownie strach, przeplatany krótkimi epizodami odwagi. Nawet nie wiem co napisać. To tak boli. Boję się świata, boję się ludzi i boję się siebie.

Wrócę do tego, dzisiaj nie mam odwagi. Znowu.

Lider2piorunów

Z tym hartowaniem się poprzez doświadczenie złych rzeczy. Słynne: co cię nie zabije, to cię wzmocni. Działa to tylko wtedy jeśli człowiek jest odpowiednio nastawiony i traktuje przeciwności losu jako wyzwania.
W innym razie złe doświadczenia kumulują się, aż w końcu człowieka złamią, niestety.

Ciekawy opis dysocjacji, nie spodziewałem się, że nasz organizm może zadziałać w ten sposób.

Na spokojnie, napiszesz więcej jak będziesz na to gotowa i miała taką potrzebę. Moim zdaniem i tak masz w sobie dużo odwagi, żeby umieszczać te wpisy.
Trzymaj się i dobrej nocy życzę

Pokaż więcej komentarzy (25)

Autorytet

w Hydepark

56piorunów

Chyba zacznę wrzucać.znowu regularnie posty.
Jednak ciężko, bo:
- aktualnie przebywam na oddziale psychiatrycznym z powodu zaburzeń depresyjno-lękowych. Było gorzej, jest już lepiej. Grupa dała mi wsparcie i powoli dochodzę do jakiejś równowagi, ale trochę to zajmie.


Tęsknię za  i  😒

Fanatyk3piorunów

@Utylizejszyn Depresja i problemy psychiczne u fana polskiej piłki.
Czy tylko Ja zauważam oczywistą przyczynę twoich problemów?😂
Na poważnie, to trzymaj się tam i wracaj do normalności.

Pokaż więcej komentarzy (14)

Gruba ryba

w Hydepark

32piorunów

TLDR: Podziękowanki i luźne gadanki.

14.
Na samym początku chciałam podziękować za tak ciepły odbiór mojego poprzedniego wpisu (link w komentarzu). Trzy dni pieściłam treść, aby przez kolejne trzy zastanawiać się, czy warto się tak uzewnętrznić, i czy przypadkiem nie narobię sobie i/lub innym niepotrzebnych przykrości (no może poza osobami, których uderzył ścięgniasty wtręt, soraski). Poszłam na żywioł, dzięki czemu dowiedziałam się, że moje obawy były całkowicie bezpodstawne. Wiem, że poza indywidualnym nastawieniem użytkowników, to również zasługa tego, że mimo wszystko Hejto stara się być społecznością zgoła inną niż mirkowe piekiełko prześciagania się w agresywnym śmieszkowaniu. Cieszy mnie to bardzo, bardziej niż pewnie podejrzewacie.

Pragnę też napisać dotychczasowym i nowym czytelnikom Fafalalowego tagu o ryciu sobie bani, że nie zawsze będą takie fajerwerki jak ostatnio. Często będę po prostu gadać o swoim żyćku, próbując zebrać w słowa to co mi leży na sercu. Nie chcę próbować sprostać zbyt dużym oczekiwaniom nastawionym na wyścigi, wybuchy i lejącą się posokę (chociaż o tym ostatnim to jeszcze pewnie coś napiszę).
Licze, że przybędzie Was więcej, bo zawsze miło jak ktoś zareaguje na moją prace, oraz że zostaną Ci, którzy do tej pory dzieli się że mną swoją uwagą pod poprzednimi postami. Również Wam za to dziękuję. Moze nie wyglądam, ale zależy mi na poznaniu innych, a właściwie Waszych światów. To zawsze miało dla mnie duża wartość w życiu.

No to tyle na dzisiaj. Post czysto organizacyjny, ale wciąż ważny. Zwłaszcza dla osoby, która większość życia poświęciła na spełnianiu oczekiwań innych - mam na myśli zarówno te rzeczywiste, jak i urojone przez moje skrzywdzone ego.

No dobra to wszystko. Miłego dzionka wszystkim. Peace!

GURU3piorunów

@Fafalala ehh sily i woli do walki, oby codziennie bylo troszke lepiej niz wczoraj.

Tytan1piorunów

Bardzo fajnie że piszesz, osobiście się trochę utożsamiam z tym co piszesz na swoim dzienniczku i myślę że potrafię Cię zrozumieć. Oczywiście zostaję tu i piorunek przesyłam. Udanego dzionka

Pokaż więcej komentarzy (14)

Fenomen

w Hydepark

2piorunów

Ostatnio czuje się jakoś jakby nieswojo.

Brakuje mi kogoś z kim można by pogadać, spędzić czas. Mieszkanie samemu i jeszcze praca samem ryje psychikę. Jeszcze jak robiłem w korpo na home office to usiałem być dwa dni w biurze więc jakiś kontakt z ludźmi był.

   

Gruba ryba2piorunów

Same here. Zdalnie, sam w domu.
Z tego co obserwuje to wielu ludzi dopada ta "deprecha". Taki urde klimat.

GURU2piorunów

@SiostraNieZdradziDziewczynaTak Kontakt z drugim człowiekiem jest potrzebny. Jeśli ktoś twierdzi inaczej to kłamie albo jest wyjątkowym samotnikiem.

Szukaj jakichś alternatyw.

Pokaż więcej komentarzy (8)

Gruba ryba

w Hydepark

70piorunów

TLDR: Uzależnić się można od wszystkiego, nawet od ranienia siebie. Zapraszam wszystkich, który nie boją się dłuższych czytanek.

UWAGA! W poście wstawiam zdjęcie z aktu samouszkodzenia jako NSFW. Nie polecam zaglądać osobom wrażliwym na krew. Jakby co otwartych ran nie widać. Wiem, że nie muszę go wstawiać, ale chcę. To była cześć mojej rzeczywistości i pragnę pokazać to takim jakim było, jak ja to widziałam. To trudny wpis dla mnie, ale może być również dla osób, które mierzą się z podobnym problemem. Jak nie masz gotowości nie czytaj, nie oglądaj. Wiem jak to na mnie działało, gdy byłam w emocjonalnym limbo - jak wyzwanie. Jeżeli to co przed chwilą pisałam jest o Tobie, to posłuchaj: poszukaj pomocy, serio. Jakby co to pisz do mnie, coś wykombinujemy razem.

13.
Pierwszą ranę zadałam sobie w wieku 12 lat. Nawet nie wiedziałam z czym to się wiąże i jak to się nazywa. Przyświecała mi jedna myśl: mam zdecydowanie zbyt mało ran na ciele. Dopiero parę lat później, dzięki "barwnej" subkulturze emo zyskałam świadomość dotycząca autoagresji. Można powiedzieć, że zaczęłam się ciąć, zanim stało się to modne.

Na początku na nogach, płytkie, szybko gojące się. Tak aby tylko poczuć adrenalinę, kontrolę i spójność z bólem psychicznym. Z czasem tych płytkich robiło się coraz więcej. Stopniowo przestało starczać miejsca. Do próby s. tylko raz, ŚWIADOMIE poszukałam wsparcia u innych. Pokazałam rany najbliższej w tamtym momencie koleżance, trochę od niechcenia, trochę demonstracyjnie, jak na niestabilną czternastkę przystało. Nie spotkało się to z żadną reakcja, i w sumie się nie dziwię - obie byłyśmy wciąż dziećmi. Ja bez zaufania do kompetencji dorosłych, a ona z zupełnie innego świata gdzie nawet ciężko było poczuć wagę problemu.

Później już poszło. Lawinowo. Z nóg na ręce, z rąk na brzuch, z brzucha na stopy, dłonie. Gdzie się dało, gdzie było miejsce. Aż dziw bierze, ile na tym czasu można było spędzić. Gdy myślę o mojej desperacji mam tylko jedno w głowie, dżizus k⁎⁎wa ja pi⁎⁎⁎⁎le! Rany stawały się coraz głębsze, bardziej bezczelne. Ja nawet nie wiem jak mogłam to sobie robić, na to wszystko patrzeć. Tłuszcz, żyły, mięśnie, ścięgna i inne równie finezyjne tkanki. Zdecydowanie to nie jest coś z czym miło się obcuje. Tolerowałam to, ale nie akceptowałam. Sporadycznie pojawiało się zagrożenie życia, lub zdrowia ale umiałam sobie z tym radzić. Mam czarny pas w samoopanowaniu ran, chociaż tyle z tego. Poradziłam sobie nawet w momencie, gdy ujebałam sobie ścięgno w nadgarstku. Do dzisiaj pamiętam, że strzeliło jak gumka w majtach. Osobliwe uczucie. Długo nie mogłam ruszać palcami prawej dłoni, ale nadal nie skłoniło mnie to do zgłoszenia się po pomoc. Ogółem było chujowo, ale chujowo.

Nie chciałam robić rozpiski z obrzydliwości jakie można dostarczyć swojemu ciału, ale chcę abyście poznali granice desperacji, nienawiści do siebie i zrozumieli, że autoagresja to nie tylko moja przyjaciółka żyletka. Zresztą te wpisy mają być moim katharsis, bez tabu, bo czy tego chcę czy nie, to było i już nic z tym nie zrobię. Poza cięciem skóry, potrafiłam sobie ją wycinać, opalać, zarówno ogniem jak i chemicznie (najgorsza rany do gojenia ever), wyrywać paznokcie, truć się lekami, jedzeniem, rozdrapywać skórę, czy stawiać sobie zadania typu "uderzę dłonią w ścianę 500 razy" iiii... robiłam to, pomimo że po 300 uderzeniu spod opuchlizny już ciężko było dostrzec jaka to w ogóle część ciała. Jakie życie, taki challenge. Do obecnej siebie mam tylko jedno, fundamentalne pytanie: jak było mnie na to wszystko stać, by być tak podłym i zdeterminowanym w niszczeniu siebie?! To bolało, tak strasznie bolało, ale chyba nie umiałam sobie inaczej radzić. Moje ciało, zawsze było elementem dostarczania bólu i cierpienia, jak nie przeze mnie to innych. Nigdy nie byłam nauczona szacunku do własnego, mięsnego robota.

Tajemnica poliszynela, bo inaczej nie umiem tego nazwać jak przez ostatnie 1,5 roku przed niżej wspomnianym wydarzeniem już się w ogóle nie odsłaniałam. Nie ważne czy było 40 stopni i byłam nad morzem, czy był wf. Odmawiałam również pójścia do lekarzy, mimo że już miałam w tamtym czasie znaczące problemy zdrowotne. Z samych sposób ukrywania ran na ciele mogłabym zrobić drugi, równie rozległy wpis ale oszczędzę tego Wam i sobie.Teraz mam pewność, że tylko osoba, która bardzo nie chciałaby sobie czegoś uświadomić nie stawiałaby pytań. A tak! Tajemnica wydała się po 5 latach mojej gehenny, wraz z próbą s. gdzie mama znalazła mnie zatrutą lekami w kałuży krwi. To było jedno z 3 najgorszych doświadczeń w moim życiu. Jeszcze nie umiem o tym mówić, albo nie chce.

Później leczenie, diagnoza, próba wyjścia z tego bagna. Obłudą dla mnie jest myśl, że znaczne problemy w samym sobie potrafią się rozstrzygnąć w jednej chwili, tylko wystarczy dostatecznie mocne pierdolniecie. Nadal po tym dokonywałam samouszkodzeń, ale było już ciężej się chować. Ja też już się zmieniałam. Zaczęłam dostrzegać mechanizm w swojej głowie, który mówił: Hej koleżanko, masz problem? Potnij się! Niczym hasełko reklamy jakiegoś cudownego leku. Czasami podawałam się tej myśli, czasem nie. Tak sobie radziłam, ale im bardziej się stabilizować i im mniej hormonów uderzało do mojej głowy, tym łatwej było zapanować na tym popędem, ale wciąż nie do końca. Potrafiłam w nocy przez sen drapać ręce powtarzając: muszę się pociąć, muszę się pociąć. Ręce fantomowo świerzbiły mnie, skręcały i piekły. W 2016 roku, gdy napięcie sięgało zenitu, co wzmagało chęć sięgnięcia po "sprawdzone" sposoby, zgłosiłam się na terapię poznawczo-behawioralną. Wprost powiedziałam terapeutce, że nie chce zajmować się niczym innym niż próbą zmiany tego wadliwego konstruktu myślowego i tak też zrobiliśmy. Po pół roku ciężkiej i momentami bardzo dziwnej pracy wyszłam wolna. Bardziej zdolna do szukania innych sposób radzenia sobie z trudnymi emocjami i działało to! Przez długi czas ciążyły mi tylko blizny.

Wytrwałam do 30 roku życia, bo w życiu nic nie trwa wiecznie. Trzeba być czujnym, wytrwałym i mądrym, ja widocznie taka nie jestem, albo lubię sięgać po sprawdzone sposoby. Zdaje sobie sprawę, że to proste i trudne zarazem. Zresztą kto był kiedykolwiek od czegoś uzależnionym wie, że nigdy nie jest się w pełni bezpiecznym. Czytelniku, dziękuję za poświęcony czas i chcę dodać, że pomimo takiego mało pozytywnego zakończenia to jestem nadal w procesie terapeutycznym i pod opieką psychiatryczną. Nadal walczę, by było lepiej i Wam też polecam zmierzyć się ze swoim uzależnieniem. Nie ważne jakie jest. :smiley:

Fanatyk0piorunów

Bardzo ci współczuję zarówno problemu jak i tego co do niego doprowadziło. Sama mam bezpośrednie doświadczenie z tym gównem ale nie w takiej skali.
Trzymaj się mocno!

Gruba ryba2piorunów
Na początku na nogach, płytkie, szybko gojące się. Tak aby tylko poczuć adrenalinę, kontrolę i spójność z bólem psychicznym.

@Fafalala zdecydowanie brakuje w tym wpisie informacji co powodowało ten ból psychiczny. 12 lat to jeszcze nie okres burzy hormonów. przez cały wpis miałem nieodparte wrażenie, ze te chlastanie się to tylko wierzchołek, wartstwa zewnętrzna. Odreagowanie jakiegoś innego problemu, z którym sobie od dziecka nie radzisz, więc wyżywasz się na sobie. co tam się stało? rodzice cię nie zauważali? ktoś cię skrzywdził w jakiś sposób?

Pokaż więcej komentarzy (52)

Fanatyk

w Hydepark

23piorunów

  nie ważne co próbuje powiedzieć, równie dobrze mógłbym gadać do ściany.
-Moja była sobie wkręciła że jestem bi, mimo że nigdy nie leciałem (i dalej nie lecę) na facetów. Mogę argumentować godzinami że nie jestem bi, ale bez efektu.
-Jedna grupka znajomych sobie wkręciła że mam fetysz stóp, bo raz stwierdziłem że uważam że są estetyczne. Od grubo ponad roku cały czas sie mnie pytają co fetyszyści stóp w nich widzą, lub wysyłają mi memy ze stopami i żadne inne. Czy mówiłem im że nie lecę na stopy? Tak, a o co chodzi ¯\\(ツ)
-Na urodziny powiedziałem żeby nie kupować alkoholu, bo sam nie piję i te flachy potem u mnie zalegają, więc głównym prezentem od grupki innych znajomych jest johnny walker black label. Taki plus że nie jest to soplica, więc może za kilka lat tą jedną butelke opróżnie.
-Kiedy na studiach zwracam uwagę na to że jest jakaś niejasność w wykładzie, to wszystkich (znajomych lub nie) to rozbawia z jakiegoś powodu, więc już wychodze z założenia że nie pytam bo i tak c⁎⁎ja się dowiem.
-Mówię wprost każdemu że od 1.5 miesiąca moja psychika leży, i dopiero jakiś tydzień temu ktoś zauważył "że jestem jakiś smutny ostatnio"

W większości kiedy próbuję samemu się odezwać to albo jestem ignorowany, albo karany.
Dla jednej byłej zawsze będę bi
Dla znajomych będę stópkarzem
Dla innych będę pojebem

Jasne, mogę się izolować od takich ludzi, ale jeżeli mam się izolować od całego świata, to jaki sens ma przebywanie na nim?
Może milion much się nie myli, i po prostu jestem pojebem.

Fanatyk0piorunów

obawiam się że mój wpis się potwierdza, bo w sumie nikt z komentujących nie zrozumiał że nie umiem się dogadać z dosłownie nikim i każdy mnie rozumie w totalnie odwrotny sposób

Pokaż więcej komentarzy (26)

Gruba ryba

w Hydepark

14piorunów


TLDR: Gdy jest zbyt długo dobrze, to jest niedobrze.

12.
Ogółem z długotrwałym chorobami i zaburzeniami psychicznymi jest jeden, fundamentalny problem utrudniający leczenie. Gdy jest się już długo po⁎⁎⁎⁎nym i w sumie pojebanie robi się pewnego rodzaju normą, to zaczyna się robić dziwnie jak jest względnie dobrze. Głowa zaczyna świrować w nowej rzeczywistości.

Istnieje coś takiego jak tęsknota za depresją. Brakuje Ci z czasem głębszego odczuwania, wrażliwości, poczucia uwagi innych, tego że jak już jesteś na granicy życia i śmierci, to nie ma potrzeby się mocniej starać i takie trochę wyjebongo. Takich aspektów jest znacznie więcej. Można to też ująć tak: zajrzało się do samego piekła i nie bardzo chciałby się tam wracać, ale w sumie ciepło było. ¯\\(ツ)

Mam specyficzny problem z określaniem własnych potrzeb. Gdy słyszę od terapeutki, co mogłaby mi dać podczas tej sesji dostaje świra. Biegam rozgorączkowana w tej swojej głowie szukając danych. Niby wiesz co można powiedzieć, ale wstyd i poczucie bezsensu w komunikowaniu tego blokuje Cię na tyle skutecznie, że w ostateczności milczysz. I się robi dziwnie, przynajmniej dla mnie. Gdy większość życia bliscy ignorowali komunikaty o Twoich potrzebach, zaczynasz dostosowywać się do tego iiii... milczysz, czując wstyd, że w ogóle śmiesz śmiać potrzebować czegoś od świata. Pani Alicjo, chyba chciałam usłyszeć, że nie jestem taką kupą gówna za jaką się uważam i coś jeszcze ze mnie będzie.

BTW. W uj wali tymi świeczkami. Miało być romantico, a czuje się jak w luksusowym zakładzie pogrzebowym.

Tytan1piorunów

Mnie tam się aranżacja podoba.

Fajny wpis. U mnie czasem szkoda ludzi z którymi się polubiłem ale przyszło dno sinusoidalnego cyklu spierdolenia pod deklem i już nigdy nie spojrzą na mnie tak samo. Poza tym można się przyzwyczaić. Już się nie przejmuję kiedy jest długo dobrze bo zaraz przyjdzie dno i wszystko wróci do normy 😬
Miłego wieczoru 😊

Mistrz1piorunów

Skąd ja to znam... Ale no całkiem serio mówię: schodzi epizod manii, zaraz wejdzie epizod depresji. Zapnij pasy

Pokaż więcej komentarzy (37)

Gruba ryba

w Hydepark

14piorunów

TLDR: Zakręcona, zakręcona... I zmęczona.

11.
Nie mogę się skupić. Moje myśli gnają w co najmniej pięciu różnych kierunkach. Chcę oglądać filmiki psychologiczne. Ucz się ucz, bo wiedza to potęgi klucz. 20 minut szukania, ale w końcu mam. Nawet ciekawy materiał, ale zanim się zorientuje już puszczam filmik gameplayowy: "ALL RIGHT EVERYBODY, WELCOME BACK TO ANOTHER VIDEO. TODAY, WE'RE PLAYING JANNA IN THE MID LINE..." Znów się nudzę. Poczytam komentarze w międzyczasie. O! Jeszcze to miałam zobaczyć. Nie kończę kolejnej rzeczy, już jestem w przeglądarce. Konieczne muszę zobaczyć rodzaje skorpionów heterometrusów. Mam nową fazę. Papierosek, jeszcze papierosek, koniecznie. Bez papieroska się nie liczy. O cholera, krostka. Zostawiam wszystko, muszę wycisnąć. W międzyczasie wpadam na pomysł, aby wrócić do malowania. Kurde, ale mi się chce. Muszę już malować. Zanim się za to wezmę, zdążę kupić że dwa komiksy. Natchnęło mnie. Zawsze je chciałam. C⁎⁎j, że nie mam kasy, ale ja mam ochotę kupić te komiksy. Przecież po coś pracuje. Sprawdzam czy można je odebrać za godzinę w empiku. Cholera muszę czekać dwa dni, przecież mam na nie ochotę już teraz. No cóż...zjadłabym wrapa z maka! Daleko nie mam. Podjadę. Zapierdzielam autem jakbym miała swój epizod w Szybkich i Wściekłych. To był dobry ruch. Miałam smaka na maka.
Wybija północ, godzina duchów. O 7 rano pobudka. Wypada się położyć, tylko zmęczenia ani widu ani słychu, czuje się jakby była 15. Włączę horror na usypianki, one zawsze jakoś przewrotnie mnie regulują. W trakcie sensu włączam grę. Nie wygrałam, wkurwiam się. Odinstalowuje. Nie mam do niej cierpliwości. A co tam się w ogóle w tym filmie dzieje... kurde, po ile ten heterometrus był?! Muszę sprawdzić. Znowu się w to wtapiam. O 2 w nocy wybieram terrarium. Jakoś ogarnę kasę. Znów ten moment, papierosek! Nie finalizuje zakupu. Dobra, będzie lipa jutro. Spróbuję zasnąć. Kładę się. Myśli zapierdzielają w ciszy jeszcze bardziej: to miałam zrobić i jeszcze to, może do grania na ukulele wrócę, mam ochotę wstać i grać. Ciężko mi się powstrzymać, ale nie ma opcji, powściągnij konie pannico. Twój chłopak słodko śpi już od godziny. Dobraaaa, to co teras?? Włączę sobie audiobooka, to nie będę musiała siebie słuchać. Już wiem, że w tym stanie spokojnie mogłabym odpuścić sobie próby zasypiania i zacząć, baaaaardzo powoli ogarniać się do pracy. Cholera, za głośno, za cicho, znów za głośno agrhhh. Okej, już i tak się nie wyśpie. Za ciekawa ta ksiażka, przestawiam opcje zasypiania z 30 minut na godzinę. Boję się, że za wcześnie się skończy i znów będę skazana na pastwę własnej, szalonej inicjatywy. Już nawet nie chce patrzeć na zegarek. Kręcę kółka łóżku, powtarzam w sekwencji: plecy, lewe ramię, brzuch, prawy bok i cyk! Znów na plecy. Świadomie robię tak z pięć razy, później powoli odpływam. Wyłącznie z wycięczenia. To już taka 3 noc. Już nic nie słyszę, już nic nie czuje. Uf, udało się, nie powiem że było łatwo. Tyle z tym roboty. Najchętniej odpuściła bym sobie spanie.

Specjalista1piorunów

@Fafalala Jak przestaje działać mózg, to zaczynasz od diety... i nie chodzi o jedzenie mniej, czy jedzenie warzyw i tym podobne pierdoły. Mózg może się odżywiać z dwóch źródeł energii, tj z glukozy lub ciał ketonowych. Jeśli masz w diecie wszelakie cukry to możesz być pewna, że dostaje energię, która go psuje. Diety niskowęglowodanowe są sposobem, aby twój mózg w końcu dostał energię z ketonów, czyli paliwo którego potrzebuje i za którym u ciebie może tęsknić. Dodatkowo częstym błędem jest stosowanie zbyt niskiej ilości cholesterolu. Mózg to prawie sam cholesterol i cholesterolu nie może brakować w diecie. Tłuszcze zwierzęce są potrzebne do życia. Człowiek jest mięsożercą, a w czasie ewolucji dostosował się jedynie do jedzenia pewnych pokarmów roślinnych, aby okresowo przeżyć gdy główne źródło pokarmu jest niedostępne. Jest jednak tryb awaryjny, który nie będzie działał na dłuższą metę. Często też taką dietę łączy się z postami lub postami przerywanymi i co jest charakterystyczne to wielki spokój i skupienie. To jest stara metoda, używana przez łowców, z czasów kiedy człowiek polował i musiał czasem w krzakach przesiedzieć kilka dni, a później używana przez filozofów, myślicieli itp. Nie znajdziesz większego spokoju i stabilności emocjonalnej jak podczas kilkudniowej głodówki.

Lider2piorunów

Masz już jakiegoś skorpiona? Ja mam 2 silenusy 😁

Pokaż więcej komentarzy (18)

Gwiazdor

w Przegryw

11piorunów

I tak leci czas, powolutku, pomalutku, a tak na prawdę zapiernicza jak mały samochodzik... Za rok i trzy miesiące 30 mi strzeli, a nie czuję abym w ogóle jakiekolwiek osiągnięcia, nie mówiąc już o jakiś postępach w swoim życiu zrobił...
Książkę taką sobie czytam, aby mieć chociaż małe pojęcie o tym co będę robić jako UR...

Fanatyk3piorunów

Trochę też miałem takie myśli, ale wiesz co? Nic nie musisz osiągnąć. Masz gdzie mieszkać; jesz to co ci smakuje; słuchasz fajnej muzyki, której nie musisz zgrywać na kasety z szumiącego radia; filmów i ogółem rozrywki pełno i dostęp łatwy - ciesz się życiem i tyle. Jak @Belzebub napisał - jeszcze 200 lat temu dożycie do 30ki byłoby już sukcesem.

Autorytet1piorunów

Co to jest UR?

Pokaż więcej komentarzy (4)

Gruba ryba

w Hydepark

26piorunów

TLDR: Kiedy chce napisać coś mądrego, ale w sumie chyba nie umiem. Jestem za szczęśliwa.

Chciałabym dać jakaś tęgą rozminę. O wartościach, pragnieniach, aspiracjach, marzeniach, cierpieniu, czy wstydzie. Bądź w skrócie: o życiu i śmierci. Tyle że mój nafazowany radością życia mózg, nie jest w stanie wejść głębiej niż w to, że pomimo wielu rzeczy które mnie bolą (często nawet nie wiedzieć czemu) i momentami tak bardzo mi się nie chce, to w sumie i tak jest spoko. Tak po prostu. Dam radę. Go get them Ash!!

Jezeli ludzie mają tak większość życia. Taką nie zaburzoną perspektywę ukierunkowaną na samozniszczenie, oczywiste wydaje mi się, że osiąganie celów i nadanie sobie kierunku jest znacznie prostrze. Miło jest, gdy grawitacja nie działa trzykrotnie bardziej niż powinna. To wręcz wspaniałe.

Nie chce moralizować, nie chcę dawać nadzieji, że może być lepiej. Tak wiele razy moje "lepiej", szybko potrafiło przerodzić się w "chyba lepiej", chwilę potem w "bywało lepiej", by na końcu otrzymać w tej popierdzielonej hormonalnej matmie ostateczny wynik "zdecydowany koszmar". Sama się już nie łudzę, że tak zostanie. Ot, taka szalona dynamika mojego losu.

Tak czy inaczej, miłego dnia czytelniku i pamiętaj: dobrze, że chociaż przez chwilę możemy poczuć się ok.

Autorytet3piorunów

Mój największy życiowy problem to brak problemów ;—;
Jak pan profesor Teodor Kaczyński napisał, aktywności surogackie.

Pokaż więcej komentarzy (10)

Gruba ryba

w Gównowpis

1piorunów

Co robiliście przez większość dnia? Szukam inspiracji.  

Gruba ryba2piorunów

@wombatDaiquiri lekcja duńskiego, przejebanie 3h w ikea, kolacja na street foodzie, serial z piwkiem na wieczór

Osobistość2piorunów

@wombatDaiquiri rżnełe dzewe u kogoś na polu przez jakieś 7h dziś , bolo mnie nogi rece i wszystko i chce umzeć dzien jak codzień pzdr

Pokaż więcej komentarzy (29)