„Wardogs” to gra, na którą czekałem, a o tym nie wiedziałem.
Dla kontekstu: mój gust co do multiplayerowych strzelanek został w dużej mierze ukształtowany przez „Project Reality”, obecnie standalone mod do „Battlefielda 2”. „PRka” stawia na bardziej taktyczną rozgrywkę, wymagającą koordynacji piechoty, logistyki i pojazdów. Duchowym spadkobiercą moda jest „Squad”, jednakże to nie jest to samo, więc odpuściłem granie po lekko ponad dwustu godzinach.
W tym roku dałem szansę „Battlefieldowi 6”, ale ten okazał się dla mnie zbyt szybki i chaotyczny. Zdecydowanie preferuję wolniejszą rozgrywkę.
„Wardogs” jest złotym środkiem.
Rozgrywka jest wolniejsza, taktyczna, również wymaga współpracy logistyków dowożących zapasy z budowniczymi FOBów i pilotów helikopterów transportowych, którzy dostarczają ~świeże mięso armatnie~ żołnierzy na pole bitwy. Jednocześnie oferuje swobodę znaną z „BF6”, nie ograniczając liczby snajperów, pilotów czy cięższego sprzętu, jak to robią „Project Reality” i „Squad”.
Gdy już mamy ten wstęp za sobą, przejdźmy do podsumowania pierwszego sezonu.
Trwał miesiąc, więc trochę krótko. Twórcy chcieli sprawdzić na żywym organizmie, jak działają poszczególne elementy tej dość skomplikowanej układanki, ale nie chcieli zmuszać graczy do dłuższego użerania się z zidentyfikowanymi przez społeczność problemami. Większe zmiany wolą wprowadzać po zakończeniu sezonu, choć pokazali, że w trakcie też się da, na przykład zabierając zbyt potężną lornetkę z podczerwienią, która działa prawie jak wallhack.
Przez ten miesiąc udało mi się zdobyć 100 poziom „wardoga”, co zajęło mi… 89 godzin. Nie optymalizowałem rozgrywki pod zdobywanie doświadczenia, starałem się wypróbować wszystkie dostępne opcje, żeby sprawdzić, co sprawia mi największą frajdę. Okazało się, że jak zawsze bycie medykiem na froncie, ale równie dobrze bawiłem się jako logistyk czy zwiadowco-snajper. Budowanie FOBów i niszczenie wrogiego sprzętu także było przyjemne. I to jest ta wspomniana przeze mnie swoboda: chcesz zagrać jako pilot, nie musisz czekać na wolną helkę, tylko kupujesz własną. Chcesz zostać snajperem, nie musisz czekać, aż ktoś zwolni kita, tylko bierzesz odpowiedni szpej i grasz. Możesz się bawić tak, jak tylko się podoba.
89 godzin przez miesiąc to jednak sporo czasu poświęconego na granie. I co najgorsze, nie dotarłem do wielu lategame’owych zabawek. Rzeczy do odblokowania obecnie kończą się na 150 ogólnym poziomie. Ten zdobywa się poprzez zbieranie doświadczenia w sześciu specjalizacjach. Tylko że kolejne levele specek wymagają więcej expa, a co za tym idzie, także czasu.
Problem w tym, że o ile strzelanie do ludzi i leczenie ich jest ciekawe, ponieważ ciągle coś się dzieje, tak levelowanie kierowcy czy piloty jest dość żmudne. Zanim odblokuje się sensowny sprzęt, jak chociażby humvee (ale jeszcze bez karabinu maszynowego), to trzeba się najeździć w kółko z paletami zapasów, a to nie należy do ekscytujących. Próbowałem uprzyjemnić sobie to słuchaniem podcastów, jednak nie pomogło na dłużej.
Z lataniem jest trochę łatwiej, ponieważ do momentu pojawienia się APC (mobilnego punktu odrodzeń) ludzie preferują helikoptery jako znacznie szybszy sposób dotarcia na pole bitwy. No i szybko odblokowuje się model z minigunami, co ułatwia zdobywanie kolejnych leveli.
Nasuwa się pytanie, czy ludzie grający okazjonalnie będą się dobrze bawić?
Myślę, że tak. Dla takich osób przewidziane są serwery z określonym maksymalnym poziomem, więc niskolevelowcy nie muszą mierzyć się z lategame’owym gearem. Niemniej może być trudno z odblokowaniem wszystkiego, co jest dostępne. Na to jednak także jest rozwiązanie!
W tej grze pieniądze zarabia się na każdy możliwy sposób, również poprzez kupowanie i sprzedawanie sprzętu. Dzięki uprzejmości (chciwości pewnie też) innych graczy sam mogłem pobawić się zabawkami z wyższych poziomów. Korzystanie z nich to ogromna satysfakcja i nie dziwię się, że są dostępne dopiero po zdobyciu określonego poziomu. Niemniej nie dziwię się, że może to zniechęcać do grania ludzi, którzy czasu wolnego mają po prostu mniej, a którzy mogą nie mieć szczęścia do „dobrych Samarytaninów”.
Czy polecam grę w obecnym stanie?
„Wardogs” jest dopiero na początku wczesnego dostępu, który ma potrwać od dwunastu do dwudziestu czterech miesięcy. Przez ten czas naprawdę wiele może się zmienić. Na ten moment core rozgrywki jest niesamowity, gra oferuje mnóstwo możliwości zabawy, a dotychczasowe podejście twórców jest obiecujące. Nie reagują panicznie na narzekania niezadowolonych graczy, których jest pełno na Reddicie, i nie podejmują nieprzemyślanych decyzji.
Na przykład początkowo bardzo narzekano na metę polegającą na zbudowaniu FOBa z moździerzami i strzelania z nich do FOBów innych drużyn. Wystarczyło trochę poczekać i ten problem nagle zniknął, ponieważ gracze odkryli sposoby na poradzenie sobie z nim – chociażby raid na takiego FOBa.
Twórcy nie chcą także bezmyślnie nerfić rzeczy, które wydają się OP. Planowane zmiany dotyczące hełmu i pancerza 4 poziomu wydają się sprawiedliwe. Tak samo cieszę się, że nie chcą ukarać graczy latających Havocami, tylko udostępnią kolejną możliwość pokonania ich, żeby skontrowanie było łatwiejsze.
Na pewno problemem są cheaterzy, ale to przypadłość wszystkich gier multiplayerowych. Chyba mam szczęście, że rzadko trafiam na bezczelnie oszukujących graczy, jednak nie można udawać, że ich nie ma. Co ciekawe, przodują w nich Chińczycy, którzy lubią robić wycieczki do Europy. Jednak na to deweloperzy także mają rozwiązanie w postaci maksymalnego pingu, z jakim można dołączyć do serwera.
Pierwszy sezon oceniam bardzo dobrze. Przez większość czasu bawiłem się świetnie (zarówno sam czy z kumplami), a drugi sezon zapowiada się jeszcze lepiej. Zapewne wrócę z kolejnymi przemyśleniami pod jego koniec.
#gry #wardogs