mannorothLider
8piorunówW nawiązaniu do moich przemyśleń mieszkaniowych zawartych w poniższym wpisie, chciałbym pociągnąć temat i opowiedzieć Wam historię sprzed bodaj 6 tygodni.
We wspomnianym okresie wybierałem się do szwagra żeby mu pomóc w pewnym temacie przy domu. W związku z tym wiele razy gadaliśmy przez telefon i zdążył mi napomknąć, że jego dalsza kuzynka ostatnio dużo pyta jego rodziców a naszych teściów o to jak mieszkamy, gdzie mamy dom, ile pokoi itp. Ledwo ją znam, na ulicy bym nie poznał, pewnie widziałem ją na jakichś rodzinnych imprezach, w każdym razie nie na naszym i nie na jej weselu, bo bym ją pamiętał. W każdym razie szwagier mi to powiedział, i dorzucił:
-Szwagier, jej córka idzie na studia u Was w mieście, także ja nic nie mówię, ale matematyka robi się sama :smiley:
Wybrałem się do szwagra, który ma chałupę relatywnie blisko teściów. Teściowa do mnie zadzwoniła że muszę wpaść na obiad i po pomidory (no kurła proste, po pomidory to bym z buta przez Saharę poszedł). Super, fajnie.
-A no i Ania, pamiętasz, gadałeś z nią 12 lat temu na festynie jak piłeś piwo z wujkiem Staśkiem, wujek Stasiek to ten co go potem Kazik w Małochwieju traktorem potrącił koło starej mleczarni co ją Oborniak....
-Dobradobra, tak tak, pamiętam.
-No to Ania się koniecznie chce z Wami zobaczyć, to jak u nas będziesz to ona przyjdzie.
No tak, jasne. Ale niech będzie, info od szwagra to pewien as w rękawie. Po ogarnięciu tematu u szwagra pojechałem do teściów na kawę, pozbierałem sobie pomidorów, no i przyjechała kuzynka. No ni ch.. bym jej nie poznał na ulicy, po prostu obca dla mnie osoba. Weszliśmy do domu, gadamy, co tam jak tam, no i w końcu pada nieuchronne:
A(Ania): A bo wiesz, Zosia to się "do was" na studia wybiera...
No tak, to było do przewidzenia. No to as w ruch i atak prewencyjny:
M(mannoroth): Oooo, to już stancji trzeba szukać, bo zaraz wszystko będzie pozajmowane.
Zawieszka Ani i milczenie spowodowane wybiciem jej z planowanego przebiegu konwersacji było potwierdzeniem podejrzeń szwagra co do intencji spotkania tudzież wytłumaczeniem nagłego zainteresowania rozkładem naszej chałupy.
A: Aha...Ahaa...
Udaję głupiego i ciągnę farsę dalej:
M: Mówię Ci, zaraz sama drożyzna zostanie albo jakieś klitki na obrzeżach. A szukaliście już coś? Jak coś to mogę podpowiedzieć gdzie najlepiej, w końcu to moje miasto hehe.
Dopijam kawusię idę włączyć czajnik, wracam.
A: Aha, no wiesz, bo my to nie wiemy gdzie najlepiej, tak u kogoś po kątach to słabo... A ciocia (tj moja teściowa) to coś mówiła że Wy ileś tam pokoi macie...
No mamy. I ch z tego? Udaję dalej że nie wiem o co chodzi.
M: No ale my nie prowadzimy wynajmu.
Ania oczy w słup, no i zaczynają się nieudolne guilt tripy tudzież dowody anegdotyczne...
A: A wiesz, mój Wiesiek jak w Niemczech pracował to u ciotki półtora roku mieszkał i problemu nie było...
M: Mhm. Zrobić Ci herbaty? Bo ja sobie zrobię.
Odpowiedziała mi cisza, taka sama jak jej na tą bezwartościową z mojego punktu widzenia opowieść o rodzinnej solidarności za granicą.
A: A nie dało by się żeby Zosia trochę u Was pomieszkała?
M: Co to znaczy trochę? No i w jaki sposób? U nas nie ma warunków do najmowania pokoi.
Słowo najem, wiążące się z odpłatnością, padało tylko z moich ust. Nie bez przyczyny. Pomału wywieranie presji, jakkolwiek nieudolne, zaczęło mnie nużyć:
A: Jakieś biurko by się znalazło...
M: Nie no, zaraz, my mamy wszystkie potrzebne meble. Jeżeli jest potrzeba przyjechać, posiedzieć parę dni, poszukać lokum, to nie ma problemu, zapraszam, pojeżdżę razem z nią, coś poszukamy i pooglądamy. Ale o ładowaniu się z całym mandżurem czy meblami mowy nie ma.
No i akt rozpaczy:
A: No... To ja nie wiem, czy ona na te studia pójdzie!
Piłeczka do pustej bramki. Z chłodnym uśmieszkiem:
M: No chyba jak składaliście papiery, to nie zakładaliście że będzie u nas mieszkać?
Cisza.
M: Jak jest potrzeba żeby poszukać mieszkania, to zapraszamy, nie ma sprawy.
A: No tak, tak, pomyślimy.
Widzę wyraźnego focha, pogadaliśmy przez kilka chwil o d...e Maryni no i sobie poszła pogadać z teściową na dworze, jak wyszedłem to już jej nie było. Po powrocie do domu powiedziałem o tym różowej, to się popukała w głowę, że w ogóle co to za pomysł. Ona sama praktycznie kontaktu z tą kuzynką nie ma, a jej córki to od 10 lat nie widziała na oczy. Tak, wiem, widziałem filmy z dorosłym facetem i 19stką pod jednym dachem #pdk , ale nie mam takich potrzeb :smiley: Za to w ogóle nie ogarniam, jak można było uznać, że mamy jakiś obowiązek czy uznamy za normalne, żeby kogoś gościć przez 5 lat? Zapytam w ankiecie, choć zluzuję kryteria "bliskości".
#gownowpis #przemyslenia #mieszkanie #studbaza
Wyobrażacie sobie gościć kogoś przez 5 lat u siebie w domu/mieszkaniu zakładając, że macie ku temu warunki np. osobny pokój?
- W żadnym razie48% (11 głosów)
- Tylko absolutnie najbliższą rodzinę22% (5 głosów)
- Tak, jeżeli jesteśmy spokrewnieni0% (0 głosów)
- 18letnie lochy w dowolnej ilości.30% (7 głosów)
23 głosów
@mannoroth ludzie są bezczelni.
@mannoroth Takie te odpowiedzi zbyt jednoznaczne..
W wyjątkowej sytuacji owszem, nawet prędzej dzieci przyjaciół niż rodziny ;P
Aczkolwiek ja to z prowincji jestem i sam z gościnności rodziny w trójmieście swego czasu korzystałem, oczywiście jedynie na wakacje i dokładając się do czynszu, i u kuzynek, z którymi do teraz mam kontakt i jesteśmy chrzestnymi własnych dzieci :D
Ale generalnie raczej tak jak piszesz - na miesiąc, może dwa. Z pomocą w aktywnym szukaniu własnego konta. Na 'stałe' to jak na szybko myślę to chyba tylko w przypadku jednej osoby i jej dziecka bym się zgodził - i to nawet nie jest moja rodzina xD



