Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#wspomnienia

Fanatyk

w Hydepark

29piorunów

Mój ADHD-owy łeb dziś od rana produkuje wspomnienia i przemyślenia. Zawsze mi lepiej, jak się czymś takim podzielę na hejto, bo mam jedną myśl we łbie mniej. Zwykle nie romantyzuję lat 90., ale czasami trzeba i dziś jest ta chwila 😉

Moi rodzice mają znajomych, którzy za komuny wyemigrowali do Niemiec. Tam się nieźle ustawili finansowo i jakoś na początku lat 90. za śmieszną sumę kupili dom w moim rodzinnym mieście. Kupili z myślą, że będą przyjeżdżać do Polski na wakacje, albo święta. Poza tym okresem dom stał pusty. Zajmowali się nim moi rodzice i jeszcze jeden facet, który zimą robił za palacza i obsługiwał chatę w kwestii ogrzewania. Moi rodzice szli tam i sprzątali, odkurzali, wietrzyli, podlewali rośliny. Wiosną moja mama ogarniała ta ogródek. W zamian mogliśmy sobie z tego domu do woli korzystać a było z czego: wielkie podwórko z ogrodem, w domu wypasiona łazienka z trójkątną wanną w której można było puszczać masaż wodny, stół do piłkarzyków, stół do ping-ponga. Bywało, że spędzaliśmy tam kilka dni. Wypas. Ja jednak najbardziej lubiłem przeglądać rzeczy, które zostały po poprzednich właścicielach. Były tam całe góry gazet, kolorowych magazynów, książek. Kochałem otwierać na oścież wiosną ogromne okno, siadać na kanapie i godzinami przerzucać stare, kolorowe magazyny typu "Kino", "Przekrój", "Poznaj Świat" albo jakieś niemieckie katalogi, które się tam walały w szafkach. Czasami leżałem na kanapie w jednym z pokoi i po prostu patrzyłem, jak światło wpada przez szyby i na suficie pojawiają się różne wzory odbijające się przez kolorowe szybki w rogach okien. W rogu największego pokoju na szafce stało ogromne, stare, niemieckie radio, które zawsze włączałem. Ten dom nawet pachniał specyficznie. Czuć było jakby zapach fajkowego tytoniu. Z ogrodu słychać było ptaki a gdzieś w oddali szum samochodów. Kochałem wiosnę w tym domu.

Pokaż więcej komentarzy (5)

Fanatyk

w Hydepark

113piorunów

Natchniona wpisem https://www.hejto.pl/wpis/bez-pracy-nie-ma-kolaczy-part-4-sprzataczka-w-podstawowce-przyznam-ze-ta-praca-o oraz za pisemnym pozwoleniem @Cori01 postanowiłam dorzucić coś od siebie do tagu konkretnie w temacie pracy na stanowisku Konserwatora Powierzchni Płaskich.
Jako że wciąż siedzę udupiona i czasu mam w nadmiarze, to nie będę pisać skrótowo, tylko zamierzam opisać swoje przygody w full HD, premium extended edition xD

Tytułem wstępu

Zarówno moja edukacja jak i zatrudnienia, były początkowo mocno burzliwe. Próbowałam bardzo wielu rzeczy, ale z czasem zaczęłam obierać konkretne kierunki, w których czułam się najlepiej.
Za czasów, w których jeszcze nie miałam odpowiednich kwalifikacji i zostawały mi prace fizyczne, dla mnie i mi podobnych, pracami 'premium' wydawały się te w znanych, ładnie się prezentujących firmach. Mam tu na myśli przykładowo Media Saturn czy Empik, gdzie pracownik był 'ładnie' ubrany, raz w roku szedł na imprezę firmową gdzie dostawał bon świąteczny na 100 zł (tylko do wykorzystania w naszym sklepie!), oraz miał 5% zniżki na niektóre towary.
Jak się ktoś pytał, siema shiva, gdzie pracujesz, to mogłam z godnością odpowiedzieć, że jestem Doradcą Fachowym w Dziale AGD w Media Saturn. Prawda, że brzmi dumnie?
Za to jak możecie się domyślić, pracownik taki był zwykłą ścierą do podłogi, którą kierownictwo i klienci na zmianę wycierali d⁎⁎ę, a on przy tym musiał się ładnie uśmiechać i dziękować za skorzystanie z jego usług. Może o pracy w sklepach też kiedyś opowiem.
W porównaniu do takiego pachnącego doradcy fachowego, praca na miotle wydawała się obciachem i zajęciem dla starych bab z brakiem ambicji. Miałam podobne przekonanie, do momentu aż przypadkiem nie trafiłam do pierwszej takiej pracy. Ale po kolei, bo miało być o wszystkim ;)

Nieopodatkowane praktyki małolata

Zaczęło się jeszcze za czasów mojej niepełnoletniości. W wakacje czasu miałam nadmiar, o koloniach i innych wyjazdach mogłam zapomnieć, bo się nie przelewało.
Tata zaproponował mi, abym dorobiła sobie u niego w robocie. Tata zajmował się wykończeniami i remontami wnętrz (po nim mam do tego słabość), a moim zadaniem miało być sprzątanie po tych remontach. Izi, tak mi się wydawało, bo wtedy jeszcze jedyne doświadczenie w sprzątaniu, miałam ogarniając pokój wspólnie z bratem.
Ogółem zapierdziel był zacny, ale tata był ze mnie zadowolony i obskoczyłam z nim sporo mieszkań, nie tylko tych jednych wakacji.
Z czasem dostałam j⁎⁎⁎ny awans i tata pozwolił mi malować grzejniki, a nawet dostałam jedną ścianę. Niestety nigdy nie dostałam pozwolenia na gładź, dlatego teraz robię średnio, ale kto robi dobrze, jak tata już nie żyje.
Noooo, w każdym razie to była moja pierwsza pieniężna robota na sprzątaniu, jeszcze na spokojnie, potem było coraz lepiej. Słuchajcie tego...

Gołębie i złodziej

Właściwie była to również praca u taty przy remoncie, różniło się to tym, że mieszkanie należało do znajomej mojej mamy i skrywało paskudne tajemnice 🫣
Mieszkanie było ogromne i bardzo wysokie, ulokowane w starej, przedwojennej kamienicy na ostatnim piętrze. Zamieszkiwały je dwie starsze kobiety i jeden facet, nie pamiętam kto był synem kogo, w każdym razie facet był trochę młodszy i miał jakąś chorobę psychiczną. Poza mieszkańcami były zwierzaczki. Jedna z kobiet KOCHAŁA ZWIERZACZKI, dlatego miała pieska i połowę osiedlowej populacji GOŁĘBI.
Nie wiem jak zimą, bo sprzątałam tam latem, w każdym razie okna były cały czas otwarte, a gołębie non stop wlatywały i wylatywały z tego mieszkania. Wszystko było zasrane, śmierdzące, odrzucało mnie okrutnie, bo latających szczurów nigdy nie darzyłam sympatią.
I WEŹ TO K⁎⁎WA SPRZĄTAJ
Co do wariatów nic nie mam, sama normalna nie jestem. Ale wtedy, mój nastoletni umysł nie miał jeszcze tyle empatii do drugiego człowieka, a obecność gołębi dodatkowo podnosiła mój poziom kortyzolu. Pan, oprócz innych dziwnych zachowań, miał niemiły zwyczaj przenoszenia różnych rzeczy w losowe miejsca.
Pewnego razu, zaliczka którą dostałam od właścicielki, zmieniła miejsce na nieokreślone. Ulało mi się wtedy mocno, cała wściekłość, która kumulowała się we mnie z powodu tych gołębi i wiecznie ginących rzeczy, uszła ze mnie w obecności moich rodziców. Zrobiłam giga aferę, po czym zabrałam manatki I wyszłam trzaskając drzwiami. Zwykle dostałabym za to srogi opierdol od rodziców, ale tym razem zbyli to milczeniem, widocznie powiedziałam na głos, to co sami czuli.

Stary człowiek i morze alkoholu

Wtedy już byłam pełnoletnia.
Moja mama miała starszą przyjaciółkę, mieszkającą z mężem piętro niżej. Kiedy zmarła, sąsiad został sam w tym sporym mieszkaniu, na pewno było to trudne przeżycie.
Pewnego razu przyszedł do moich rodziców z pytaniem, czy nie chciałabym sobie dorobić sprzątając mu mieszkanie. No ba.
W przeciwieństwie do mieszkania z gołębiami, a nawet do zwykłego zadbanego mieszkania, było tam czysto. Wiadomo, kurz osiadał, jakieś brudy z codziennego użytku, ale ogółem sprzątało się szybko i przyjemnie, oczywiście słuchawki na uszach, sąsiad nie przeszkadzał w pracy. A praca ta zapadła mi w pamięć, ponieważ z każdym razem (sprzątałam u niego parę razy), po skończonej robocie, zapraszał mnie do salonu abym z nim usiadła i otwierał barek pełen najróżniejszych alkoholi z przewagą rumów. Polewał i opowiadał. A miał o czym. Teraz już tych opowieści nie pamiętam, pamiętam za to, że nie chciałam wyjść na słabiaka, więc piłam ten rum na równi z nim, gadać nie musiałam, bo ten biedny, samotny człowiek czuł dużą potrzebę mowy, a ja potem wracałam na swoje pięterko nawalona w cztery d⁎⁎y xD rodzice zadowoleni nie byli xd

I to by było na tyle sprzątania w ramach dorobienia sobie. Jak wyprowadziłam się od rodziców, zaczęłam łapać się zupełnie innych prac, a do sprzątania, już na pełnoprawnej umowie wróciłam później, już przetyrana przez linie produkcyjne i sklepy.

Spanko opierdalanko w klimacie postapo

Tą pracę załatwiła mi koleżanka. Ja byłam wtedy na bezrobociu studenckim, a ona musiała rzucić tą pracę. Skusiła mnie opowieściami o zarobkach i obijaniu się.
Była to hala produkcyjna, pracująca na jedną zmianę, od początku było wiadomo że lada chwila mają się zamykać, ale jeszcze trochę miesięcy roboty było. Wszystko tam było stare, większość budynków na terenie firmy była już nieużywana. Teren zmierzał do wyburzenia, obecnie stoi tam nowe osiedle mieszkaniowe.
Kochałam klimat tego miejsca, piękne postapo, pomału przechodzące w gruz i zapomnienie.
W pracy musiałam siedzieć 6-14, tak jak reszta pracowników. Samej roboty każdego dnia miałam 2-3 godzin, w zależności od dnia, czy szłam dodatkowo na drugi budynek.
Co tam było do roboty? Łazienki, stołówka, gdzie trzeba było oblecieć szmatą stoły i wymopować podłogi. Sama hala produkcyjna była ogarniana przez garstkę pozostałych pracowników.
Z rzeczy śmiesznych, był tam taki stary Janusz, który bardzo pilnował DODATKOWEGO obowiązku sprzątaczki, jakim było wstawienie ogromnego gara wody o odpowiednim czasie, aby zagotował się akurat na czas przerwy pracowników, aby mogli sobie zrobić herbatę. Facet był psychiczny na tym punkcie, sam codziennie doglądał czy wstawiam gar o właściwej godzinie i minucie, tak miał j⁎⁎⁎ny wszystko wyliczone.
Najbardziej lubiłam sprzątać na drugim budynku, rzadko kiedy szło tam kogokolwiek spotkać, samo przebywanie tam to było czyste urban exploration.
Miałam tam do ogarnięcia tylko podłogi w szatni i łazienkę, które prawie wcale nie były używane. Wlóczyłam się tam po przeróżnych pomieszczeniach z dziwną aparaturą, starymi maszynami, próbówkami, fantazjowałam o tym co tu kiedyś było robione, że może było to tajemne rządowe laboratorium, w którym pracowano nad rzeczami, które nie mieściły się w głowie.
Tak wyglądała moja praca tam. Miotła, słuchawki, a pomiędzy spanko w swojej kanciapie, gdzie nikt mi nie przeszkadzał. Byłam tam jedyną kobietą, co dodatkowo sprawiało, że miałam tam prawdziwy spokój.
Łezka się kręci w oku na wspomnienie tej roboty. Wtedy też zrozumiałam, jaka praca daje mi spokój i szczęście, bo wtedy jeszcze o kasie za bardzo nie myślałam, kasa miała przyjść wraz z kwalifikacjami.
Pracowałam tam do samego końca, z wielkim żalem szukałam kolejnej roboty, ale skupiałam się już tylko na sprzątaniu.

Błyszczące krany i ludzkie tkanki

Tym razem nie trafiłam zbyt dobrze xD
Myślałam, że gdziekolwiek pójdę sprzątać, będzie dobrze. Prywatna premium klinika medyczna na początku nie wzbudziła moich podejrzeń xD jedyne co od początku nie się nie podobało, to to że nie byłam tam jedyną sprzątaczką, był cały ZESPÓŁ sprzątaczek, ze sprzątaczką naczelną, a jak xD ale przyzwyczaiłam się już, że mogę opłacać studia za własny hajs, więc do roboty!
Struktura ważności była oczywista, właścicielka kliniki, lekarze, pielęgniarki, recepcja, sprzątaczka naczelna i MY - karaluchy ze ścierami. Panował tam iście schizofreniczny klimat, na każdej przerwie karaluchy opowiadały za co dostały opierdol, na co trzeba zwracać uwagę i co jest dla mnie najważniejsze (bo świeżaka trzeba było straszyć aby nie miał lepiej niż one).
Jednym z ważniejszych obowiązków, było pucowanie kranów I innych elementów błyszczących w łazienkach dla kliento-pacjentów.
W miarę możliwości po każdym pacjencie, należało wbić do łazienki i wypucować wszystko czego dotknął. Jednocześnie ważne było aby pacjenci nas NIE WIDZIELI. Mieliśmy przemykać tak, aby nikt z nie musiał narażać się na nasz widok.
W klinice była sala zabiegowa. Nie była używana często i zanim padła moja kolej na sprzątanie, nasłuchałam się jakież ludzkie kawałki przyjdzie mi sprzątać, że lepiej abym była odporna na widok krwi itp. Oczywiście było to karaluchowe bajkopisarstwo, bo nawet sale po zabiegu lśniły tam czystością.
Odeszłam, bo czułam się tam jak sprzedawca w Empiku, czy innym elektro media. Ja marzyłam o pracy samodzielnej, z minimalnym kontaktem z ludźmi, a tam byłam pod wiecznym wzrokiem kamer i ciągłą krytyką tego co robię. Serio, non stop ktoś się tam na coś oburzał a jedyną osobą z którą dało się normalnie pogadać była... właścicielka. Parę razy jak sprzątałam jej gabinet, zagadnęła mnie i były to owocne rozmowy jak równy z równym. Widać byłam zbyt mało karaluchowata, dlatego postanowiłam pokierować swoją karierę sprzątaczki spowrotem na halę produkcyjną.

Oszuści, zdziwiony pikaczu i marihuaen

Tym razem robotę znalazłam na gumtree i był to powrót na halę produkcyjną.
Tak jak poprzednio, zatrudniona nie byłam bezpośrednio przez fabrykę, tylko pośrednictwo pracy o nazwie Robot 1, czy jakoś tak (reklama im się należy).
Od początku śmierdzieli januszexem, ale chciałam tą robotę więc zgodziłam się na lipne warunki. W ofercie na gumtree załóżmy, że rzucili stawkę 5 zł na godzinę brutto. Jak przyszło do podpisania umowy, okazało się że było tam 3 zł na godzinę, plus premia, że niby miało się zgadzać z ofertą z gumtree, bo premia miała być ZAWSZE i obiecali, że dostanę tyle na rękę jakby umowa była za piątaka. Wiadomo, oni sobie lepiej opodatkują, a karaluchy i tak nie potrafią liczyć i zgodzą się na wszystko.
Dobra, do roboty.
Pierwszego dnia dowiedziałam się że ja odpowiadam za wszystkie hale (łazienki, kuchnie itp) plus portiernię dla załadunków, a dodatkowo raz w tygodniu pomagam dwóm sprzątaczkom od sprzątania biur, które miały swoją siedzibę osobno ode mnie, więc ogółem byłam samodzielna.
Na wstępie zostałam ostrzeżona, że na portierni są dwie wredne, wymagające baby. Ogółem nie jestem bardzo rozmowna i kontaktowa, ale odpalił mi się jakiś przekór i postanowiłam wbić na tą portiernię z piękną gadką, wysprzątać im wszystko na błysk i nie dać małpom się czepiać. I tymi swoimi działaniami, niechcący sprawiłam że miałam z 'wredotami' super sztamę, okazały się bardzo fajne w rzeczywistości i uśmiechały kiedy tylko mnie wypatrzyły. A starsze sprzątaczki nie wierzyły własnym oczom. Heh.
Ale znajomości miałam tam więcej, było parę fajnych chłopaków, którzy zawsze niezobowiązująco zagadywali, a skończyło się na tym że w mojej kanciapie urządzaliśmy regularne sesje z jointami, bo było to jedyne bezpieczne miejsce na terenie firmy gdzie można było bez pszypau zajarać. Fajnie było, klimat inny niż na poprzednim prodzie, ale też fajnie wspominam.
To teraz przejdźmy do tego co tam było nie tak xD
W każdym miejscu znajdzie się ktoś, kto musi się dla zasady prz⁎⁎⁎⁎⁎⁎olić. A ja kiedy wiem, że jestem niewinna, to pokazuję kły xD
O tym że w jednym z budynków jest ziomek, co wiecznie narzeka, że przykazane sprzątanie raz w tygodniu się nie odbywa, wiedziałam na samym wstępie. Tak więc pewność, że jego włości nie ominęłam, miałam całkowitą.
No i tak jak mnie ostrzegano, dzień później zaczepił mnie kierownik, że tamten się skarży, że u niego nie posprzątałam xD zagotowałam się momentalnie, wygarnęłam kierownikowi co wiedziałam, że ziomek się dla zasady przypierdala, a ja z pełną świadomością dnia poprzedniego ładnie sprzatnelam, na co mam świadków i że nie życzę sobie takich uwag bo wszystko robię dobrze xD
kierownika zamurowało, przyszedł przygnieść karalucha, a ten urósł ponad niego i nie pozostało nic jak przeprosić i więcej się nie odezwać xD
Żeby nie było, pofatygowałam się osobiście do sprawcy zamieszania i powtórzyłam mu wszystko co mówiłam kierownikowi, i że w skrócie ma się odpierdolić ode mnie i zająć swoją robotą xD
Boże, czułam się wtedy jak BOGINI, z jednymi miałam twardą sztamę, a reszta co najwyżej szeptała za plecami, ale nikt nie odważył się więcej do mnie przyjebać.
Nie tylko na miejscu zdziwili się, że karaluch umie szczekać i pokazywać kły.
Nadszedł dzień wypłaty.
Jako studentka kierunku ścisłego coś tam potrafiłam liczyć. Na przykład policzyć ile powinnam dostać przelewu za przepracowane godziny.
Jak się domyślacie było dużo mniej niż w ofercie, niby te 3zł/godz plus premia ale nie zbliżało się to do 5zl z oferty. Zaczęłam wydzwaniać do pośrednictwa z żądaniami wyrównania do kwoty z oferty. Oczywiście zaczęli się wykręcać, przekierowywać mnie od jednej osoby do drugiej.
Ale ja się wkurwiłam i stwierdziłam, że nie odpuszczę.
Oczywiście oferta zdążyła zniknąć z gumtree, miałam w historii link do tej oferty i skontaktowałam się z gumtree, a oni powiedzieli, że w razie czego na wniosek nie pamiętam, sądu? policji? Mogą udostępnić szczegóły tej oferty, a ja z żądzą mordu wybrałam się osobiście do januszexu i zaczęłam robić dym, grożąc że sprawa będzie eskalowana i mam do tego narzędzia xD
Zakładam, że nigdy wcześniej, ani nigdy później, nie trafili na tak problematycznego karalucha, z pewnością ludzi na takich stanowiskach bardzo łatwo oszukać i nie jeden to wykorzystuje.
Wkrótce nadeszło na konto wyrównanie, może było to 100 zł, może 200, nie wiem. Ale walczyłam dla ZASADY i dla tych wszystkich, którzy nie potrafią się bronić.
My job here is done

[reszta wpisu w komentarzu]

Fanatyk3piorunów

Miałem to przeczytać jutro w trakcie pracy ale jakoś dałem radę xD

P.S. edytor tekstu w hejto czasami potrafi skasować odstępy np. podczas edycji posta. Wierzę, że rzeczywiście były w Twojej wersji 😉

Fenomen2piorunów
każdy zasługuje na szacunek i adekwatne wynagrodzenie

Uuuuuu, prawie komunizm.

Zebym ja tak ksiazki chcial czytac, jak takie historie. Nie masz jakichs sytuacji w ktorych stricte dosralas kierownikowi, albo szefowi? Brzmisz, jakbys mogla miec. A takie rzeczy najlepiej mi sie czyta, bo

Pokaż więcej komentarzy (42)

Fanatyk

w Hydepark

15piorunów

Chciałbym dziś pociągnąć temat rozpoczęty we wczorajszym wpisie, do którego także zapraszam. Dziś wygrzebane podczas pobytu u rodziców zdjęcie mojego dziadka ze strony ojca. Mój dziadek, to ten starszy chłopaczek w czapce. Na bagażniku siedzi jego młodszy brat. Obok moja prababcia i pradziadek. Dziadek miał na imię Ludwik i pochodził z Kresów, urodził się pod Tarnopolem. Zdjęcie pochodzi z czasów tuż przed II wojną światową, sądząc po wieku dziadka i tym, co mówi mój tata. Niewiele wiem o moich pradziadkach. Jedynie to, że pradziadek był człowiekiem ciężko pracującym a jako nastolatek pojechał z domu rodzinnego na Śląsk, by pracować w kopalni. Później wrócił i zajął się gospodarstwem rodziców. Co do dziadka, to niestety mało go pamiętam. Zmarł gdy miałem niecałe cztery lata. W pamięci mam jakieś urywki wspomnień. Dziadek miał być tym synem, który się wykształci. Skończył liceum i poszedł do seminarium z którego się wymiksował z nieznanych dziś już powodów. Po wojnie z wędrówką ludów trafił na tzw. ziemie odzyskane. Chciał się dalej uczyć, ale nie wyszło. Ostatecznie zaczął pracować w spółdzielni dziewiarskiej, gdzie po kilku latach został wiceprezesem. Był bardzo czułym i ciepłym człowiekiem. Mój ojciec wspomina go jako kochającego i bardzo dbającego o rodzinę. Był nie na swoje czasy jako mąż i ojciec. Nie krzyczał, nie bił a zawsze wybierał rozmowę, wsparcie i oferował mocny uścisk pomocnej dłoni. Do dziś mam przypadki, że gdy ktoś dowiaduje się, że jestem jego wnukiem, to zaczyna się bardzo otwierać i wspomina mojego dziadka niezwykle ciepło.

Tu wczorajszy wpis dla zainteresowanych

https://www.hejto.pl/wpis/nostalgia-wspomnienia-troche-historia-rodzina-wypad-na-majowke-w-rodzinne-strony

Fanatyk

w Hydepark

46piorunów

trochę

Wypad na majówkę w rodzinne strony zaowocował przekopaniem się przez pudło pełne wspomnień i to dość odległych. U moich rodziców znalazłem sporo pamiątek, zdjęć, listów. Chciałbym się nimi podzielić na hejeto. Po co? Sam nie wiem. Po prostu czuję taką potrzebę, a może i ktoś inny będzie chciał napisać coś o sobie i swoich korzeniach. Na początek zdjęcie wykonane w drugiej połowie lat 30. w Paryżu. Ta dziewczynka w białej sukience, to moja babcia. Siedzący obok niej facet w ciemnym garniturze, to mój pradziadek a obok w jasnych kolorach, moja prababcia. Pozostali ludzie na zdjęciu, to jacyś ich znajomi. Pradziadek i prababcia wyemigrowali do Francji w drugiej połowie lat 20. Tam też urodziła się moja babcia. Pracowali w bogatym gospodarstwie i dzianego faceta, który miał wszelkie luksusy tamtych czasów - wielki dom, samochód którym woził go szofer, konie. Mój pradziadek pracował przy zwierzętach, prababcia w kuchni. Można powiedzieć, ze był to łaskawy pan 😉 Służba i pracownicy żyli na wysokim, jak na owe czasy poziomie, uczestniczyli uroczystych obiadach itp. a moja babcia miała ładne ubrania i dostawała prezenty typu rower, lalki albo ładne sukienki. Do Polski wrócili po wojnie. Podobno na wyraźne życzenie prababci. Moja babcia całe życie tęskniła za Francją i płakała, gdy np. podczas Mundialu przed meczem grali "Marsyliankę". Jako dziecko słuchałem historii o Francji, o tym jak babcia uciekła z domu do Paryża rowerem i pół wsi jej szukało, o tym jak nosiła kosze z jedzeniem "panom w lesie", którzy okazali się członkami ruchu oporu, o wystawnych przyjęciach i o tym jak babcia jechała do Polski, która dla niej była obcym krajem, znanym jedynie z opowieści rodziców.

Gruba ryba1piorunów

@WatluszPierwszy jak na lata 20-te wyglądają bardzo dostatnie. Wiem że zdjecia zawsze byly pozowane, więc też wlozylyli najlepsze ciuchy, ale mimo wszystko. Myślę że w Pl na służbie wyglądaliby dużo gorzej i robienie zdjęć mięliby w głębokim d.

Pokaż więcej komentarzy (7)

GURU

w Hydepark

112piorunów

Xdd fotka dziadzi sp jak gral po weselach, moze nigdy nie nauczylem sie grac tak jak on ale za to Udalo mu sie przekazac ten wspanialy gen lini wlosow ehh tyle wygrac.

Pokaż więcej komentarzy (11)

Fenomen

w Hydepark

6piorunów

Wszystko co bym teraz chciał, to cofnać się do 2016/2017 roku w wakacje kiedy jako młody student ze stówą na koncie bankowym, siedziałem z ziomkami nad Wisła, robiliśmy jednorazowego grilla, piliśmy browarki i słuchaliśmy podchmieleni dla beki gangu albanii

heszke w meszke, riszki sziki to król albanii

a teraz praca i powazne życie 30 letniego typa

Pokaż więcej komentarzy (3)

Zawodowiec

w Dyskusje

33piorunów

Hejka. Przychodzę do Was z problemem. Miałem wspaniałego wychowawcę w podstawówce. Zawsze nas uczył fajnych rzeczy o kulturze i kreował w nas kawał silnej tożsamości, wskazywał nam drogę. Natomiast w roku 2005 nie pojawił się już w szkole na początku nowego roku. Chodziły pogłoski, że gdzieś wyjechał. Jedyne co mam to Jego stare zdjęcie z tamtych czasów. Zachowało się na starym dysku, dlatego sobie o Panu Sławku przypomniałem. Miejsce w którym się wychowywałem to południe - nie chce dokładnie podawać lokalizacji. Czy kojarzy ktoś z Was taką osobę? Podejrzewam, że mógł się w międzyczasie trochę zmienić. Jedyny facet, który miał honor i był niesamowicie szczery, ale jednocześnie dumny z tego kim jest. Proszę o info priv CYA

Zawodowiec1piorunów

Znalazłem na dysku jeden tekst piosenki, który pisaliśmy razem z klasą, a Pan Sławek przygrywał radośnie na fortepianie:

Urodzony w przyjaźni możesz tu budować swój dom
Urodzony w radości na tej ziemi jesteś jak plon
Wieki przeminęły niosąc radość dla Twojej szkoły
Która bezustannie radosnym blaskiem wciąż się tli

Ref:

Nasze dzieciństwo, klasy całej głos
Której przyszłość zależy dziś od Ciebie
Jeszcze niedawno plan mógł być ocalony
Dziś jest inaczej więc klasy swojej broń

Siłą swojej wiedzy klasówkę zdaj na 5!


By na zawsze niezależny miłości tonem zabrzmiał Twój głos
Świadectwa z paskiem płomień niech rozjaśnia zawsze Twój dom
Duma Twojej mamy kiedyś znów zagości tu znów

Ref 2x zawsze śpiewaliśmy chórkiem na koniec

Pokaż więcej komentarzy (17)

Fanatyk

w Hydepark

142piorunów

Historia pewnych schodów

i trochę

Mój dziadek pracował jako spawacz w Centrum Szkolenia Wojsk Inzynieryjnych w przy ulicy Obornickiej. Jako pracownik otrzymał mieszkanie w barakach na przeciwko jednostki.

Moja rodzina mieszkała tam od około 1960 do 2004 kiedy została przeniesiona do nowych bloków czynszowych, a baraki z czasem, kolejno burzono.

Osobiście mieszkałam tam przez pierwszy rok swojego życia. Natomiast przez resztę mojego dzieciństwa mieszkała tam moja kuzynka z rodzicami oraz babcia. My z rodzicami i bratem wyprowadziliśmy się do bloku w centrum, ale przyjeżdżałam do babci w każde wakacje i ferie, to był dla mnie inny świat.

Warunki nie były najlepsze. Barak był drewniany, nie ocieplony, z dachem pokrytym papą. Grzało się węglem w piecach, a woda w kranie ogrzewana była z boilera, przynajmniej u nas, biedniejsze rodziny radziły sobie na własne sposoby.

Początkowo baraków było 5. W każdym 5 mieszkań podzielonych zwykle na 2 rodziny, choć moja rodzina miała całe mieszkanie dla siebie, oraz po bokach po jednym mieszkaniu wielkości średniego pokoju, nigdy w żadnym z tych skrajnych nie byłam, pomieszkiwala tam zazwyczaj największa patologia.

Mieszkanie dwurodzinne zawierało 3 pokoje oraz wspólną łazienkę i kuchnię. Nie wszystkie rodziny żyły ze sobą w zgodzie, co przy współdzieleniu kluczowych pomieszczeń sprawiało, że wielu żyło się tam źle, ale zwykle nie mieli oni możliwości wyprowadzki 'na swoje'.

Wśród młodych dorosłych zawiązywały się bandy, które sprawiały różnorodne problemy z braku perspektyw na ambitniejsze spędzanie czasu. Niektórzy trafiali do więzień, inny bez konsekwencji wykorzystywał swoją młodszą siostrę. Za dzieciaka nie wywoływało to we mnie tylu emocji co teraz.

Ale nie tylko patologia tam pomieszkiwała, moja rodzina miała szczęście, ponieważ najbliźsi sąsiedzi byli ludźmi porządnymi. Jak i my, chociaż ja długo uważana byłam za czarną owcę w rodzinie.

Miałam tam też własną bandę, składającą się głównie z dzieciaków młodszych ode mnie, mojego brata, kuzynkę i parę innych, choć miewaliśmy w swoich szeregach częste roszady. Jako najstarsza i najkreatywniejsza w głupich zabawach, zwykle stałam na czele grupy i od rana do wieczora walczyliśmy z wrogami na patyki z gównem.

Zwykle mi się za to obrywało, bo dzieciaki za mną lazły, znikaliśmy na całe dnie, po czym wracaliśmy poobijani i brudni.

Mimo że miejsce znajdywało się w granicach Wrocławia, była to dla mnie wieś. Do najbliższego sklepu daleko, a wokół pola, działki i jednostka wojskowa. Zaraz obok baraków był mały park. Ten park kręcił mnie jak cholera, ponieważ wcześniej w jego miejscu znajdował się cmentarz żydowski. Ciocia mi mówiła że jak była mała, to ze zniszczonego grobu wystawała noga nieboszczyka, ale ja tam jej nie wierzę. Wierzyłam za to w jedno: w parku w wykopany był dół, niezbyt głęboki ale rozmiarami wydawał się być przeznaczony na pochówek do którego nigdy nie doszło. Jak można nie skorzystać z takiej okazji i nie bawić się w pogrzeby? Zwykle to ja grałam nieboszczyka, choć nieco mnie ten dół schizował.

Poza tym w parku było sporo cmentarnych pozostałości, jakieś słupki, resztki nagrobków oraz klimat. Niepowtarzalny klimat, wysokie szumiące drzewa, ścieżki wysypane białym żwirem, stare ławki na których obmyslaliśmy plany oblężenia wrogiej grupy, która miała swoją siedzibę przy garażach. Wokół parku szła asfaltowa ścieżka, którą potrafiłam objeżdżać rowerem setki razy kiedy wiało nudą.

Moja babcia miała w pobliżu 3 działki oraz zajmowała się ogródkiem z przodu i z tyłu domu. Była w tym niezła, mieliśmy niezliczone ilości owoców i warzyw, które częściowo sprzedawaliśmy a reszta szła na bieżące potrzeby oraz w słoiki na zimę. Uwierzcie mi, odchowana jestem na najzdrowszych dobrach, uprawianych bez pestycydów. A najsmaczniejsze były owoce jedzone z drzewa na które trzeba się było wspiąć. Na szczęście nigdy nic nie złamałam a co pojadłam jabłek i czereśni to moje.

Wydaje mi się że te ogródki w dużej mierze nauczyły mnie ciężkiej pracy. Mimo że kręciłam nosem i wolałam się bawić to wiedziałam że trzeba przekopać grządki, oblecieć wszystkie ogródki z wodą w konewce bo pomoc babci to rzecz święta. W zimie też nie było lekko, węgiel przechowywaliśmy w szopie po drugiej stronie baraków, trzeba go było przynieść do domu, co nawet z sankami nie było łatwą sprawą.

Ale odbiegłam od tematu schodów.

W cieplejszym sezonie było to najfajniejsze miejsce w domu. Mój dziadek zbudował nad schodami zadaszenie i ławkę. Wykładałam ją poduszkami i w leniwe popołudnia czytałam na niej książki. Obok pięły się piękne różnokolorowe róże, o które moja babcia bardzo dbała.

Mieszkania nie były zbyt duże, dlatego siedząc na własnych schodach można było rozmawiać z sąsiadami obok bez podnoszenia głosu.

Grill. Wiadomo, to co Polacy lubią najbardziej. Na niezbyt szerokim pasie zieleni przed domem, stawiało się grilla, plastikowy stół i krzesła jeśli zjechało się nas więcej.

Basen. Miałam własny, dmuchany. Dzieciaki z okolicy zazdrościły, ale z przykazu babci, oprócz mnie mógł korzystać tylko mój brat i kuzynka.

Barak na przeciwko. Jak daleko sięgam pamięcią, to pamiętam tam tylko jedną starszą babkę, którą uważaliśmy za wiedźmę. Prawdopodobne zmarła, a cały barak pozostał nie zamieszkamy, powoli staczając się w ruinę. A to było to co najbardziej mnie pociągało. Szybko przedni ogród zarósł, zaczęliśmy nazywać to miejsce wysoką trawą, a rodzice nie pozwalali nam tam chodzić. Czy może być większa zachęta? Tam po raz pierwszy spotkałam się z pornografą, chociaż potrzebowałam paru lat aby zrozumieć, co widziałam w tej porzuconej gazetce, którą przypadkowo znaleźliśmy na wysokiej trawie.

Najwięcej emocji dawał mi sam opuszczony budynek. Zawsze miałam świra na punkcie historii, w dzieciństwie chciałam zostać archeologiem a ten budynek był moim małym guilty pleasure, kiedy odkrywałam w nim różne pozostałości cywilizacji sprzed kilku lat. Ale najlepszy był wieczorem po zmroku, kiedy siedząc na ławce przy moich schodach, czarne okna jak otchłań dotykały mojej dziecięcej duszy. A czytywałam wtedy dużo horrorów i interesowałam się zjawiskami paranormalnymi, więc dla mnie to było przeżycie, którego smak pamiętam do dziś.

Wkrótce barak zburzono, co otwarło nam kolejne drzwi do poszukiwań zaginionych skarbów.

Ehh, dużo mogłabym opowiadać a i tak się rozpisałam za bardzo.

Po decyzji o zburzeniu przybytku i przeniesieniu mieszkańców miałam straszną chandrę. Mimo że miałam już z 17 lat i przestałam jeździć do babci na wakacje, to strasznie kochałam to miejsce.

Moją rodzinę, oraz tych bardziej zaradnych szybko wysiedlono, została tylko garstka bezrobotnych, którzy żyli ze zbierania puszek, widocznie był problem z rozwiązaniem ich sytuacji. Zakładam że w końcu pomarli, bo baraki kilka lat temu całkowicie zniszczono.

Z niektórych rzeczy nigdy nie wyrosłam. Do opuszczonych ale wciąż stojących baraków zaciągałam po nocach różnych znajomych, oprowadzalam ich po pustych salonach opowiadając historie z dzieciństwa, które wspominam z wielką nostalgią.

To miejsce to dla mnie to symbol mojego dzieciństwa, pomnik historii mojej rodziny.

Obecnie zarośnięty krzakami i zdziczałymi drzewkami owocowymi mojej babci.

Na zdjęciach:

1. Moja mama, ok 1970 r.

2. 1988 mój tata i ja

3. Ja, tata, mama, babcia trzymająca mojego brata i wujek ok 1991 r.

4. 2014 r. Moje odwiedziny opuszczonego baraku

5. 2025 r. z Google maps bo coś nie mogę znaleźć własnego zdjęcia

Pozwoliłam sobie nie cenzurować twarzy bo osoby ze zdjęć nie żyją lub wyglądają zupełnie inaczej

Pokaż więcej komentarzy (54)

Fanatyk

w Dyskusje

158piorunów

Kto nie grzał się nigdy przy piecu kaflowym, ten nie wie co to życie. Jedno ze wspomnień z mojego wczesnego dzieciństwa to 5.00 rano, zaśnieżone pola, mróz, chłód w domu, pierzyna i babcia rozpoczynająca dzień od rozpalenia w piecu i upieczenia chleba w dużych blachach.

Na śniadanie chleb z masłem i solą (obficie), kakao pół na pół z mlekiem i wodą i trzaskający pod fajerami ogień.

Piękne, przaśne i niezwykle ciepłe wspomnienie sprzed ponad 30 lat.

Osobistość3piorunów

Jedna z traum młodości. Mieszkanie w kamienicy z piecami- może rano zimno, ale za to wieczorem też bo kaflak nigdy doby nie wytrzyma z ciepłem.

Zawodowiec1piorunów

@Kaligula_Minus Jezu, nienawidziłem tych czasów. Z rana lodówa, a ja jestem ciepłolubny. Ledwo otwierałem oczy i już nic mi się nie chciało.

Czasami kibicuję globalnemu ociepleniu, ale też mam wiadomość, że nie dozyję wiecznego lata w Polsce, za to tych gorszych konsekwencji jak najbardziej mogę. I, paradoksalnie, nawet gorszych mrozów wynikających ze zmian klimatycznych spowodowanych ociepleniem i w jego wyniku "przesunięciami pogód".

Pokaż więcej komentarzy (30)

Mocarz

w Hydepark

37piorunów

Człowiek przyjechał do rodzinnego domu i rusza w sentymentalną podróż. Mam takich perełek więcej.
I wiecie co? Mam wrażenie, że to było dziesięć lat temu

Pokaż więcej komentarzy (4)

Lider

w Heheszki

162piorunów

Pokaż więcej komentarzy (17)

Osobistość

w Dyskusje

11piorunów

Osz kurde ale mi googe zarzuciło dziś wspomnienie .... 2019 rok, z brytyjskiego kołchozu dla niepoznaki nazywajacego sie laboratorium kontraktowym xdxdxd

Dzieło wykonane z ciasta, które dostawaliśmy raz na kilka dni do testów xdxd. Ja pi⁎⁎⁎⁎le jak ja sie cieszę, ze juz tam nie pracuje, ale w sumie atmosfera i (większość) ludzi była naprawdę spoko. Z kilkoma do dzisiaj mam kontakt.

Jeszcze 6h do 2 tygodni urlopu....chyba ze sie wy⁎⁎⁎ie i wyjdę o 14 xdxd