Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#bieganie

GURU

w Bieganie

68piorunów

PSG GARMIN PÓŁMARATON GDAŃSK

Założenia na ten start były takie: Zacznij konserwatywnie. Pierwsza połowa nie może być wymagająca. Jeśli się nie przepalisz w pierwszej połowie, życiówka powinna być w zasięgu.

Od piątku zaczęłam ładowanie węglowodanów. Tego dnia spożyłam około 540 gram węglowodanów (około 9,5 grama na kilogram masy ciała). W sobotę, było to już około 690 gram węglowodanów (około 12 gram na kilogram masy ciała). Czułam się dobrze, nie odczuwałam obciążonej pracy żołądka i jelit. Spałam bardzo dobrze. Przy takich dniach, gdzie muszę zjeść sporą ilość jedzenia, moją taktyką jest spożywanie większej ilości w pierwszej części dnia, tak by nie zapychać się na noc. Lepiej mi się śpi jak mam uczucie lekko pustego żołądka.

Start półmaratonu był przewidziany na godzinę 10:00. Fala, w której uczestniczyłam, startowała o 10:01. Na miejsce imprezy zjawiliśmy się koło 9:20. Gdy szliśmy w stronę stadionu, minęliśmy się z przyszłą rekordzistką Polski na dystansie półmaratonu, Elą Glinką.

Na miejscu poczyniliśmy takie kroki - kolejka do toitoia, potem przebranie się, pozostawienie depozytu. Zostało 20 minut do startu, przydałoby się rozgrzać. Z racji, że startowało koło 15 000 osób na dystansie półmaratonu, ciężko było znaleźć przestrzeń do potruchtania. Nie rozgrzałam się tak jak chciałam, ostatecznie wyszedł jogging przeplatany marszem z racji wyprzedzania ludzi.

Około 9:50 zameldowałam się w strefie startowej. Przyjęłam żel. Byłam zaskoczona, jak słońce grzało. Pogoda była jak na zamówienie. Znikomy wiatr (!), pojedyncze chmury na niebie. Nawet nie „wychłodziłam” się w oczekiwaniu na start.

10:00, elita wystartowała. Minutę za nią, ruszyła i nasza fala. Jedziemy z tym.Nie było ciasno na początku, co mnie cieszyło, czułam się dosyć bezpiecznie.Z tyłu głowy non stop – biegnij zachowawczo, nawet jeśli Cię niesie – trzymaj się bliżej tempa 4:20. Ma być serio luz.

Pierwszy kilometr wybił. Tempo 4:18. Dobrze, lecimy tak.
Drugi, w 4:16. Ok, ale muszę się pilnować by trzymać bliżej 4:20. Na kolejnym kilometrze mijamy Norbiego z ekipą, którzy nam śpiewają Kobiety są gorące. Dodatkowo pociąg intercity, który jechał wzdłuż drogi którą biegliśmy „zatrąbił” na nas w sportowym rytmie co było pozytywne. Fajny vibe wleciał, przy pełnym słoneczku. Trzeci i czwarty kilometr wbija w tempie 4:16.

Zza zakrętu pojawia się lekki podbieg, przy zieleniaku. Piąty kilometr wpada zatem w tempie 4:22.

Pojawia się pierwszy punkt odżywczy i walka o utrzymanie tempa. Przed Tobą masa biegaczy zwalnia, by złapać kubeczek od wolontariusza. Trzeba wykazać się nie małą cierpliwością wobec innych biegaczy, którzy albo na się wciskają przed Ciebie lub dosłownie przed Tobą zatrzymują się bądź wylewają na Ciebie niechcący zawartość kubeczka. Udaje mi się złapać i swój kubeczek. Próbuję ukształtować go w dziubek by łatwiej przenieść jego zawartość do buzi. Biorę dwa łyki. Oglądam się za siebie czy nikogo nie ma bezpośrednio za mną i wyrzucam kubeczek na „strefę zrzutu”.

Zaraz i wbija szósty kilometr, w tempie 4:16.

Dobra, przede mną zaczyna się podbieg na 7 i 8 kilometrze. Koniecznie zwolnij, nawet jakby to miało być 4:30-4:40. Nie możesz się na nich przepalić. Niech Cię inni wyprzedzają jak chcą. Ostatecznie kilometr 7, 8 i 9 wchodzą kolejno po 4:18, 4:25 i 4:21. Pojawia się symptom delikatnej kolki, podbieg minimalnie dał znać.

Przyjmuję żel chwilę przed punktem odżywczym. Łapię kubeczek i tak samo jak poprzednim, łapię 2-3 łyki wody.

Wybija 10 kilometr, tempo 4:20. Okej, to już prawie połowa. Zaraz kolejny podbieg, nie przyspieszaj.
11 i 12 kilometr wybijają po 4:16 i 4:25. Połowa za mną. Wyczekuję już skrętu w okolicach 13 kilometra. Tam, bieg już zaczyna się bardziej z górki i trasa zaczyna zawracać na stadion.

Jest i on, zaczyna się zbieg. Grawitacja i zbieg sprzyjają mi, wymijam coraz to więcej biegaczy. 13 kilometr wchodzi po 4:11.
Wiem, że to nie jest już czas na dalsze trzymanie bezpiecznego tempa. Należy chociaż minimalnie przyspieszyć, dalej z pokorą ale to już ten czas na lekkie nadgonienie czasu.

14, 15 i 16 kilometr wpadają po 4:16, 4:19, i 4:13. Na 16 kilometrze, wyprzedzam jakąś kobitkę, która woła do mnie „Super Ci idzie, świetna robota”. Było to bardzo miłe z jej strony.

Przed 17 kilometrem mijam ostatni punkt odżywczy i tak ja przy poprzednich, łapię kubeczek i biorą kilka łyków wody.

Grupy biegaczy są już bardzo rozrzedzone, w większości jest to bieg samotny gdzie czasem ja kogoś wyprzedzam, czasem ktoś mnie. Muszę już się pilnować i skupiać, aby trzymać tempo w okolicach 4:15, robi się coraz miej luzu.
17 i 18 kilometr wchodzą kolejno po 4:15 i 4:14

Widzę już w oddali stadion. Wiem, że jest to już kwestia parunastu minut i jestem na mecie. Jeszcze tylko „pokonać” podbieg na wiadukt i jesteś w domu. Zaczynam podbieg. Zwalniam, bo jest serio solidny. Staram się nie myśleć o tym, jak długi on jest. Po prostu trzymam rytm i krok za krokiem lecę. Szczyt już coraz bliżej. Wybija 19 kilometr, tempo 4:18. Oddech coraz cięższy. W końcu, udało się, teraz będzie z górki.

Chcę przyspieszyć, ale brzuch zaczyna mi puszczać. Okropnie mnie zaczynają boleć mięśnie brzucha. Każdy krok i napięcie, to kłucie po obu stronach bioder. Kurde, to już tylko około 1,5 kilometra. Brakuje mi przestrzeni do przyspieszenia, ból za bardzo mi wpływa na głowę.Wybija kilometr 20, tempo 4:21.

Zaczyna się katorga, mięśnie przy żebrowe również zaczynają boleć. Normalnie jakbym miała kilka kolek na brzuchu. Dodatkowo bardzo mi się dłuży trasa, są to same zawijasy wokół i po stadionie. Za każdym zakrętem liczę na to, że zobaczę już metę. Każde kolejne 100 metrów to po prostu walka by nie zwolnić.

Ostatnie półkole wokół stadionu. Tłum wiwatuje. Słyszę spikera. Zegarek wybija 21 kilometr – tempo 4:26. To już tylko sekundy.

Przekraczam linię mety. Od razu przechodzę na bok, i padam na czworaką pozycję by dojść do siebie. Wynik netto: 01:31:15. Po chwili wstaję i idę odebrać medal. Jest genialny, świetnie się prezentuje.

_Nec temere, nec timide_ – taki napis widnieje z tyłu medalu. Jest to oficjalna łacińska dewiza Gdańska, która oznacza „Ani zuchwale, ani tchórzliwie” (lub w swobodniejszym przekładzie: „Bez strachu, ale z rozwagą”).
I dokładnie tak, bym opisała ten bieg.

Lider3piorunów

@Trypsyna bardzo ładnie. Gratuluję! 😁 Tak swoją drogą to lubię czytać Twoje opisy biegu. Czuć emocje i wciąga. 😉

GURU1piorunów

@splash545 Dziękuję, miło mi! Jest to w jakiś sposób moje uzewnętrznianie się, z moją „przygodą”. Nie oczekuję że kogoś to może zainteresować, powiedzmy, że to taki mój dzienniczek. Natomiast jeśli spodoba się to 1-2 osobom, uważam to za sukces. 😁 Fajnie będzie, za jakiś rok, dwa kata albo i więcej wrócić na tag i z dalszej perspektywy spojrzeć na swoje myśli świeżo po biegu.

Pokaż więcej komentarzy (17)

Lider

w Sztafeta

20piorunów

33 788,63 + 21,37 = 33 810,00

W końcu .

Jak chce uprawiać sport to muszę więcej jeść, ech...

Pogoda prima sort.

---

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

Osobistość0piorunów

Zamiast uprościć, policzyłem więcej. Zdobywasz osiągnięcie

Kapitan barki (wrzesień)*

---

Listę swoich osiągnięć możesz zobaczyć na hejtostats

A jeśli masz dosyć Marvina marudzącego pod Twoimi postami, to możesz mu w ustawieniach powiedzieć, żeby się odczepił.

Gruba ryba

w Sztafeta

22piorunów

33 713,61 + 0,51 + 21,19 + 1,01 + 5,01 + 5,01 + 5,37 + 9,01 + 5,01 + 3,60 + 0,70 + 1,10 + 2,50 + 10,00 + 5,00 = 33 788,63

Zbiorczo od początku miesiąca. Niestety nie mogłem trenować z uwagi na kontuzję, której się nabawiłem przy starcie w Półmaratonie Warszawskim 3 tygodnie temu. Cele były ambitne - chciałem się zakręcić koło 1:16, niestety na drugim kilometrze musiałem zejść z trasy bo czwórki w obu nogach zaczęły palić potwornym ogniem. Od tamtej pory praktycznie nie biegałem - odpoczynek, kuracja u fizjo, igłowanie...

Po dwóch wizytach u fizjo stwierdziłem, że zrobię sobie dzisiaj test nóg: wystartuję w Gdańsku. Bez żadnych założeń, ze strachem jednak że znowu mi się nogi wyłączą. Także nie byłem nawet pewien czy w ogóle dam radę dobiec do mety... Finalnie dobiegłem, czas jak na 3 tygodnie bez treningu przyzwoity. Najważniejszy wniosek jest taki że nogi najwyraźniej zaczęły znowu działać - wracam do kucia formy :smiley:

FAJNIE. (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

*

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Sztafeta

27piorunów

33 582,07 + 9,50 + 6,20 + 9,30 + 5,60 + 7,90 + 6,60 + 15,60 + 8,60 + 5,60 + 7,50 + 6,10 + 8,10 + 8,50 + 5,10 + 21,34 = 33 713,61

Dawno nic nie wrzucałem, to dam od razu cały wrzesień. W sumie spora szansa że w tym miesiącu już nic nie pobiegnę xD

Drugi półmaraton w tym roku, a zarazem drugi w życiu. Z jednej strony fajnie bo życiówka poprawiona o 6 minut, z drugiej jest delikatny niedosyt, bo liczyłem że może uda się jednak zejść poniżej 1:50, a ostatecznie zabrakło dwóch minut.

Chyba trochę zbyt ambitnie zacząłem. Ustawiłem sobie plan z negatywnym splitem żeby celować w to 1h50 na mecie i praktycznie od połowy musiałem biec powyżej swojej strefy komfortu. No i ostatecznie nie udało mi się utrzymać tempa przyspieszania. Jest co poprawiać na przyszłość. Może w marcu w Warszawie się uda dziabnąć to 1h50.

Muszę przyznać, że dużo bardziej podobało mi się na moim poprzednim półmaratonie w Aarhus. Tam praktycznie nie było kilometra bez dopingu zorganizowanego przez jakiś klub, muzyki na żywo, czy innych atrakcji. W Gdańsku, poza strefą dookoła stadionu, biegliśmy praktycznie całą trasę w ciszy. W Danii też trasa biegła bardziej małymi uliczkami starego miasta, więc też było ciekawiej niż tutaj - długa pętla z prostymi po 10 kilometrów. No i nie rozumiem czemu w Gdańsku nie było kontenerów na śmieci za wodopojami. Ok - co drugi i tak by nie trafił, ale tutaj dosłownie wszystkie kubki lądowały na ziemi.

Na plus dla Gdańska Sudacrem w zestawie startowym - przydał się żeby uniknąć obtarć XD Ale ogólnie zestaw startowy i na mecie tez raczej lepszy w Danii.

Medal z Gdańska jest przekozacki!

Nie mam za dużo doświadczenia w takich biegach - większość imprez jest bardziej jak Gdańsk czy to jak opisuję Aarhus?

*

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

GURU4piorunów

@lukmar gratulacje!
Jeśli mówimy o biegach w Polsce, to niestety większość wygląda jak Gdańsk. Trochę nam daleko do mentalności kibiców z zachodu, ale z roku na rok się to poprawia. Dziś jak na Gdańsk, było sporo kibiców. 😃

Gruba ryba0piorunów

@Trypsyna Nie no też jeżeli chodzi o losowych kibiców na trasie to akurat byłem bardzo pozytywnie zaskoczony. Było bardzo dużo takiego spontanicznego dopingu - biegłem bez słuchawek, to słyszałem :grinning: Mało było tylko takich zorganizowanych punktów.

W Aarhus też jeżeli chodzi o zagęszczenie dopingu bardzo pomaga ta kręta trasa o której wspomniałem. Jako kibic bardzo łatwo jest złapać swojego zawodnika 5-6 razy w różnych miejscach trasy, bez gonienia na rowerze przez pół miasta.

Osobistość0piorunów

@Trypsyna @lukmar do tej pory multum kibiców widziałem tylko raz - na Wings For Life w Poznaniu. Nawet na wsi za Poznaniem już znajdowali się ludzie którzy po prostu przychodzili i ratowali wodą.
W Gdańsku było całkiem fajno, kibice jak byli, to byli dość zaangażowani przynajmniej!

Pokaż więcej komentarzy (6)

Twórca

w Hydepark

68piorunów

No i stalo sie, najdluzszy moj bieg do tej pory. Ochil Ultra 50-mile 2026, ze Stirling do Perth przez wzgorza i pagorki Ochil Hills.

Wyszlo prawie 84km i blisko 2500m przewyzszen - udalo sie zrobic top 10 finish :runner::runner::runner:

Latwo nie bylo ale pogoda troche pomogla, ladnie pochmurno przez wiekszosc biegu. Bylo paru wariatow co robili 100 mil(160km+), z 5 startujacych tylko jeden dal rade, na obecna chwile nie wyobrazam sobie takiego dystansu xD.

Do 55km czulem sie zadziwiajaco dobrze mimo tego, ze rozdupcylem kolano gdzies kolo 42km, ale pozniej juz zaczalem sie rozpadac na kawalki, uda wysiadaly od ilosci zbiegow i podbiegow, jakims cudem dalem rade przez to przejsc.

Na minus oznaczenie trasy, bez mapy na zegarku nie byloby szans tego ukonczyc, bardzo malo "strzalek" i ogolnie oznaczen.

Brzusio bez problemow przyjmowal zel co 30min plus batony i czipsy, wiec mile zaskoczyl bo spodziewalem sie, ze dojdzie do momentu gdzie bede szukal jakiegos krzaczka na boku xD.

Ten tydzien koncze z 117.4km na liczniku, zazwyczaj robie cos kolo 50-60km 😅

Jak zwykle po tego typu biegach: nogi na smietnik, regeneracja i za kilka dni kontynuacja treningu 💪

Osobistość1piorunów

To juz prawie tak jak podkarpacki bieg rzeznika

Szacuken, ja po 10km na rownym wysiadam

Twórca1piorunów

@bucz jak zaczynalem biegac rok temu to tez sie dziwilem jak mozna tyle biec, potem bieganie przejmuje kontrole nad mozgiem i po prostu lecisz 😆

Pokaż więcej komentarzy (15)

Gruba ryba

w Sztafeta

35piorunów

33 529,54 + 21,37 = 33 550,91

dorzucam i ja swój półmaraton. Od początku wiedziałem, że będzie to ciekawy bieg - wydolność mam chyba najlepszą w całym życiu - dzięki rowerowi. No ale ostatni raz biegałem na poważnie w lipcu, więc dzisiaj narzuciłem sobie kaganiec i od początku biegłem spokojnie, tak żeby nie zajechać nóg. Już na pierwszym kilometrze pojawił się ból prawego rozcięgna, taki 4/10, który nie przechodził, nawet pomimo zbicia piątki z Norbim, który cały czas śpiewał, że kobiety są gorące (on chyba sam nie zna innych swoich utworów xD). Z każdym kilometrem przyzwyczajałem się do dyskomfortu i zaczynałem powoli przyspieszać, tak, że z początkowego tempa 6:30/km zlazłem do 6:17/km. I para w nogach jeszcze była, ale na 16km doszło do tragedii - na przestrzeni 500m lewe rozcięgno przeszło z 2/10 do 8/10. Początkowo myślałem, że to rozbiegam, ale każdy kolejny krok powodował tylko ogromny ból. No ale medal taki za⁎⁎⁎⁎sty, duży zapas czasu do limitu, więc stwierdziłem, że idę, pewnie zaraz przejdzie i wrócę do biegu. Na ostatnich 4km więcej przeszedłem (i to stawiając lewą stopę wyłącznie na zewnętrznej krawędzi) niż przebiegłem, a na mecie z bólu prawie się popłakałem, ale mam medal ^^ Jutro rejestrujemy się do ortopedy, by ten mógł mnie zjebać za to, że po pierwsze nie przerwałem biegu, a po drugie, że po wszystkim jeszcze rowerem wróciłem, ale na rowerze to nie licząc pierwszych ruchów po wystartowaniu (np. po światłach) to było git. Teraz się znieczulam winem, bo stopa w górze, bez kontaktu z podłożem a i tak takie mocne 7/10 ^^

---

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

Pokaż więcej komentarzy (6)

Osobistość

w Sztafeta

47piorunów

33 493,09 + 21,23 + 2,71 = 33 517,03

Półmaraton w Gdańsku. Czy jestem zadowolony? No nie bardzo, za to bardzo doceniam trasę. Trochę się ugotowałem ale jeszcze nie wiem czemu 🙃 później na chłodno to przemyśle. Ok. 14km trochę mnie zmiotło z planszy i wiedziałem że celu na sub 1.28 nie zdobędę. Wiec trzepałem interwały :D na moją niekorzyść, złapały mnie skurcze nóg i nawet z tym później była rzeźba koszmarna. Warunki byly super, trzeba przyznać.

---

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

Pokaż więcej komentarzy (2)

Mocarz

w Sztafeta

18piorunów

33 485,39 + 7,70 = 33 493,09

Niedzielny rozruch. Gdyby nie tak dawno ktoś mi powiedział, że wstanę w niedzielę o 6:30 żeby pobiegać to bym mu powiedział, że musiałoby mnie mocno poj**ać! A może i tak się stało. 🤔🤪

---

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

Pokaż więcej komentarzy (4)

Gruba ryba

w Hydepark

13piorunów

Planowałem biec spokojnie, ale w parku znalazłem sobie dwoje rywali i przez to wbiłem pr xD. Nie wiem czy oni wiedzieli o naszym wyścigu, ale i tak się cieszę, że wygrałem.

Pokaż więcej komentarzy (2)

GURU

w Wiadomości Polska

5piorunów

Maraton Warszawski. Kenijczyk i Węgierka zwycięzcami. Najszybszy Polak na 9. miejscu [WIDEO+ZDJĘCIA]

Kenijczyk Stephen Kibor czasem 2:09.19 wygrał 48. Maraton Warszawski. Najszybszą kobietą była Lili Anna Vindics-Toth, która poprawiła rekord Węgier na 2:24.48. W tym roku impreza miała certyfikat World Athletics Elite. Kibor poprawił rekord życiowy. Za nim uplasowali się Ugandyjczycy