Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#kittytheskipper

Gruba ryba

w Ciekawostki

33piorunów

Dziś będzie o świetlówkach, znaczy światełkach takich do nawigacji. A że _navigare necesse est_, to tym bardziej te świetlówki.

Światła nawigacyjne, powszechnie (i obowiązkowo) wykorzystywane przez statki i samoloty, nie tyle służą nawigacji, co zapewnieniu widoczności i bezpieczeństwa.

Dwa podstawowe światła, to zielone i czerwone (są jeszcze białe, żółte, w lotnictwie też niebieskie, ale ich znaczenie jest mniejsze).

Światło czerwone umieszcza się po lewej stronie (lub po lewej burcie statku, tzw. port side - burta "portowa"), a zielone po prawej stronie (lub prawej burcie, tzw. starboard - burta "sterowa" *) ). Światła te są tzw. światłami sektorowymi, co oznacza, że widoczne są tylko w określonym wycinku kręgu - sektorze, licząc w prawo lub w lewo od osi statku (lub samolotu).

Jak to działa? Bardzo prosto. Widząc światło czerwone wiemy, że nie mamy pierwszeństwa. Widząc światło zielone wiemy, że mamy pierwszenstwo, tzw. prawo drogi. Widoczność danego światła pozwala też w przybliżeniu określić, czy obiekt jest na kursie zbliżeniowym i kolizyjnym, czy nie.

Światła nawigacyjne zostały wymyślone, a jakże, w Anglii w Royal Navy pod koniec XVII wieku i obligatoryjnie wdrożone do stosowania - pomagało to w operowaniu większymi grupami okrętów.

A czemu zielone i czerwone? Czerwone, o większej długości fali, jest łatwiej dostrzegalne w warunkach ograniczonej widoczności i we mgle. Zielone z kolei jest lepiej widoczne i odrożnialne w nocy.

*) określenie _starboard_ (ster board) pochodzi z czasów starożytnych, gdy za ster służyło wiosło umieszczane na prawej burcie, a lewa służyła do cumowania do nabrzeża.

Na zdjęciach: światła sektorowe; zasada działania w lotnictwie; zasada działania na morzu; antyczne sektorowe latarnie na naftę

Osobistość1piorunów

Czy jest już późno, czy na tym drugim obrazku opisy burt są zamienione?

Osobistość2piorunów

@kitty95 Fajskie. Takie Hejto to skarb. Dzięki.
W ciasnym mieszkaniu może się przydać xD

Pokaż więcej komentarzy (8)

Gruba ryba

w Ciekawostki

113piorunów

Skąd się bierze ten cały szajs który kupujemy? Wiadomka, z fabryk. Ale jak z tych fabryk? Ano normalnie kąkuterami, kąteterami, no wiecie, takimi pudełkami ze stali.

Globalny transport zrewolucjonizowała konteneryzacja. Za prekursora kontenerów uznaje się drewniane, ustandaryzowane wymiarowo pudła, wymyślone w 1766 w Anglii do przewozu węgla z kopalń.

Konteneryzacja w formie znanej dzisiaj - transportu intermodalnego, rozwinęła się po 2 wojnie światowej. Szacuje się, że obecnie w obrocie na całym świecie znajduje się 65 milionów kontenerów, z czego aż 85% transportowanych jest drogą morską.

Kontenery mają ustandaryzowane wg. systemu ISO wymiary. Typowe kontenery mają 10, 20 lub 40 stóp, (około 3,6 i 12 metrów). Najczęściej spotyka się kontenery 20 i 40 stopowe.

W transporcie morskim pojemność statku przewożącego kontenery - kontenerowca, podaje się w TEU (twenty-foot equivalent unit), czyli w uproszczeniu ile zmieści się kontenerów 20-stopowych. Największe obecnie kontenerowce mogą przewozić nawet 24,346 TEU. Dla porównania typowy pociąg towarowy zabiera 64 TEU. Czyli taki mały stateczek to 380 pociągów...

Kontenerowce dzielą się na różne klasy, w zależności od ich wielkości i możliwości przepływania kanałów: Sueskiego i Panamskiego, odpowiednio klasy Suezmax/Megamax i Panamax.

Na zdjęciach: największe kontenerowce typu MSC-Irina; ewolucja rozmiarów kontenerowców; jedne z pierwszych kontenerów na początku XX wieku; wymiary typowych kontenerów.

Fanatyk4piorunów

@kitty95 Kiedyś chciałem kupić 2 kontenery i zrobić z nich garaż. Ale plany się zmieniły.

Kosmonauta32piorunów

Ostatni obrazek robili graficy z tvpis xD co to za skala haha

Pokaż więcej komentarzy (11)

Gruba ryba

w Ciekawostki

34piorunów

Rotory Flettnera.

Ale co to jest? No właśnie. Nikt nie wie i nikt nie zapyta.

Był sobie taki gostek Anton Flettner, Niemiec, inżynier, który to na początku XX wieku (dawno, prawda?) zastanawiał się jak zoptymalizować napęd statków wykorzystując tzw. efekt Magnusa.

Cóż to za efekt? I znowu ta ohydna fizyka. I piłka kopana. Otóż gdy umieścimy obracający się obiekt w strudze powietrza (lub po prostu wietrze), na powierzchni obiektu powstanie różnica ciśnień, która będzie próbowała ten obiekt przesunąć. Banał, prawda? Dlatego tzw. podkręcone piłki lecą po łuku, a nie na wprost.

No i tenże Flettner wymyślił sobie, że jak postawi na pokładzie wielki obracający się walec, zamiast żagla, to ten będzie popychał statek.

Normalnie wariat, mówili.

Jak pomyślał, tak zrobił. Najpierw na swoim jachcie parowym. Okazało się, że... działa. A jak działa, to trzeba coś większego. I tak oto powstał pierwszy rotorowiec "Buckau", który dziewiczy rejs odbył w 1925 roku.

Mimo udanej i działającej koncepcji, rozwiązanie nie przyjęło się. Tradycyjna śruba i maszyna parowa były prostsze w eksploatacji, a wungiel był wtedy tani.

Do koncepcji Flettnera wrócono współcześnie, gdy zaczęto szukać oszczędności, a jednocześnie pojawiły się nowe materiały i technologie. Aktualnie rotory wykorzystuje się jako napęd pomocniczy, który umożliwia zaoszczędzenie 5-10% paliwa w trakcie rejsu.

Jako ciekawostka, rotor może być też używany jako zanurzony w wodzie stabilizator, skutecznie równoważący przechyły statku. Jednak praktycznych zastosowań brak, poza jednym prywatnym super jachtem.

Kolejno na zdjęciach: rotorowiec "Buckau"; jacht Flettnera; zasada efektu Magnusa; współczesny rotorowiec "E-ship nr 1"; superjacht "Eclipse" ze stabilizatorem rotorowym

Gruba ryba2piorunów

@kitty95 wszystko fajnie ale tego się nie da do wiatru ustawić jak żagiel :thinking_face: są jakieś rysunki z jakim kątem to działa?

GURU1piorunów

@kitty95 hm, czyli na księżycu podkręcona piłka poleci prosto?

Pokaż więcej komentarzy (17)

Gruba ryba

w Hydepark

18piorunów

Zimno, ciemno i do d⁎⁎y, czyli typowa zima od pewnego czasu. Za oknem wyją psy w hodowli malamutów nieopodal, tylko księżyca nie ma, więc wuj wie do czego wyją. Ale ja nie o tym.

Wróciwszy z impresski, na której to wzięło się na wspominki, że kiedyś to było, a teraz to nie jest, rozkminiam fakt, że dużo ludzi ma i miało do bólu nudne życie, w zasadzie w 95% skupione na tyrce, odchowywaniu bombelków i spłatach kredytów.

Często jest tak, że jedziemy na tzw. oczekiwaniach społecznych. Zmień pracę, weź kredyt, a tyranie w korpo, fabryce smrodu albo na magazynie 8-16, to plan na resztę życia. Oczywiście każdy chciałby być słynny i bogaty (a przynajmniej bogaty), ale życie to nie bajka o kopciuszku i cała masa ludzi po prostu nie ma predyspozycji intelektualnych i emocjonalnych żeby cokolwiek super ważnego w życiu osiągnąć, a jeżeli nie osiągnąć, to przynajmniej nie przespać go na kanapie przed Netflixem i z browarem w ręku. Albo nie przećpać ((nie)pozdrawiam rekreacyjnych ćpunów).

Bardzo duże znaczenie ma to jakie wzorce wyniesiemy z domu, o ile w ogóle je wyniesiemy. Jednakowoż otrzymanie tzw. dobrego startu, to gwiazdka z nieba i nie każdemu jest dane. Dużo częściej ludzie otrzymują zły start albo totalną obojętność w tym temacie ze strony rodziców (to po c⁎⁎j te bombelki robić?).

Jednak moim zdaniem najgorszy i najczęstszy jest brak inspiracji z najbliższego otoczenia. Niewielu ma wujków obieżyświatów, kuzynów biznesmenów, a matkę gwiazdę estrady (i kulis często też), czy tatę wziętego neurochirurga.

Inspirację ludzie obecnie czerpią z Internetu, gdzie każdy sławny i bogaty, z biografii miliarderów (którym rodzice parę baniek na rozruch dali) albo gwiazd popkultury, gdzie poza talentem równie ważne jest np. opłacenie przez tatę nietanich nagrań w studiu w Izabelinie (piję do gwiazdy na S).

Ale płyńmy do brzegu. Do czego zmierzam. Praktyczny brak jest przykładów/odniesień do karier, choć to za duże słowo, lepszym będzie "do życia", które jest ciekawe, rozwijające, a nawet burzliwe i takie gdzie na emeryturze będzie co wspominać. Oczywiście wiadomo. Nie każdemu jest to potrzebne. Ale droga środka jest często najlepszą drogą, zamiast skrajności nudy codziennego łopenspejsa albo kariery influencera-milionera.

Zrobiłbym tu chętnie odnośnik do swojej, nieco burzliwej biografii pana nikt, anonka z netu, ale nie wiem, czy do tego dojrzałem. 😁 Może później.

Reasumując szukajcie, przede wszystkim nie bójcie się szukać alternatyw do sztampowych życiowych ścieżek. Milionów może nie zarobicie, ale to czego się nauczycie i doświadczycie zostanie z wami na zawsze. I wbrew pozorom dobre wykształcenie jest bardzo ważne, bo potrafi wiele interesujących opcji otworzyć.

Piszę to trochę z punktu widzenia boomera, który kiedyś się na system zbuntował i miał wyebongo na tyranie od rana do wieczora i robienie kariery w stylu Capital City (taki serial starszy ode mnie). W efekcie nie wyszło najgorzej, choć do pewnych "wyznaczników" statusu, jak np. dom na zadupiewie, dochodzę dopiero teraz, a nie kilkanaście lat temu, jak większość kolegów. Jednak nie wyłysiałem, ominęły mnie zawały i nie mam kredytu po jaja, więc są jakieś plusy. 😉

Ahooy (wam do tego)! - takie żeglarskie pozdrowienie.

Ps. To nie ma być tekst motywacyjny, tylko skłaniający do refleksji nad marnym losem. Swoim i innych. 😁

Osobistość4piorunów

@kitty95 ja znalazłem się jako opiekun/sanitariusz w psychiatryku zupełnie przypadkowo - jak każdemu tutaj nigdy by mi do głowy nie przyszło, że będę się tym zajmował.
Ale spełnia to moje oczekiwania co do pracy bo
a) całkiem dobrze płacą;
b) to praca pożyteczna co jest dla mnie ważne.
W ogóle to uważam, że o pożyteczności się za rzadko myśli w kontekście wyboru zawodu...

Lider2piorunów

>_Nie patrz się na innych._

@kitty95 to jest moje motto życiowe. Jak przestaniesz w końcu to przestaniesz myśleć szablonowo i odnajdziesz siebie. I jeszcze: wykształcenie nie daje z automatu pieniędzy a za pieniądze szczęścia nie kupisz.

Pokaż więcej komentarzy (4)

Gruba ryba

w Ciekawostki

50piorunów

nie zawsze jest romantyczne.

Wpadł mi taki filmik, z grudnia zeszłego roku, przedstawiający początek zatonięcia statku kontenerowego Amnah, który to 23 grudnia przewrócił się i zatonął w porcie w Istambule.

Co też tu się wydarzyło?

Każdy statek posiada coś takiego jak stateczność, czyli w skrócie zdolność do zachowywania pozycji wyprostowanej, gdzie pokład jest mniej więcej równoległy do powierzchni wody.

Zachowanie stateczności jest niezwykle ważne dla każdego statku, ale szczególnie ważne dla tych, które wysoko wystają z wody, jak np. kontenerowce.

W normalnych warunkach odpowiedni zapas stateczności uzyskuje się poprzez odpowiedni kształt kadłuba oraz odpowiednie obciążenie go balastem (czy to stałym, czy wodą w zbiornikach balastowych). Odpowiednim rozłożeniem balastu - na dużych statkach poprzez odpowiednie napełnianie i opróżnianie zbiorników balastowych - mozna do pewnego stopnia równoważyć siły próbujące przewrócić (lub przełamać) statek.

Dla załadowanego kontenerowca, gdzie środek ciężkości jest relatywnie wysoko, prawidłowe balastowanie jest szczególnie istotne.

Jednakże oprócz balastowania, jeszcze bardziej istotny jest sposób i kolejność załadunku i rozładunku, czyli tzw. sztauowania. W przypadku złej kolejności może wystąpić znaczna nierównowaga sił działających na kadłub i statek zacznie się przewracać, tak jak w opisywanym przypadku. Tu dodatkowo dochodzenie ustaliło, że w trakcie załadunku niewłaściwie operowano zbiornkami balastowymi, co również przyczyniło się do katastrofy. Nikt z załogi całe szczęście nie zginął.

Ps. Posty są dla laików, więc spece od BCS i DPS proszę nie krytykować 😛

https://www.instagram.com/reel/DD6cbYqKS2Z

https://shipwrecklog.com/log/2024/12/amnah/

Lider16piorunów

Jakbym mogl naprostowac to sztauowanie to zabezpieczenie ladunku, a nie jego ladowanie i rozladowywanie.

A co do definicji statecznosci to bardziej precyzyjniej mowiac jest to zdolnosc statku do przeciwdzialania silom, ktore probuja go przewrocic.

Wy⁎⁎⁎⁎⁎olic statek w porcie, no to jest wyczyn, ktory zawsze podziwialem xD

Wirtuoz0piorunów

Hm, a co potem robią z takim statkiem? Jeszcze jak zatonie gdzieś przy brzegu to zrobi się z niego atrakcję turystyczną, ale w porcie to raczej przeszkadza. Są jakieś sprytne sposoby na wyciągnięcie go?

Pokaż więcej komentarzy (26)

Gruba ryba

w Ciekawostki

47piorunów

Ostatnio w było o atomowych latarniach morskich. Stąd są dwie opcje. Można kontynuować albo o latarniach albo o atomowych. Ponieważ jestem z natury leniwy i piszę głównie z głowy, to krótszy temat będzie zawsze lepszy od dłuższego.

A więc będzie o atomowych.

A konkretniej o atomowej flocie cywilnej (handlowej). Tak, tak jest taka.

Napęd nuklearny na statkach polega mniej więcej na tym, że kupuje się zwykłą elektrownię atomową w sklepie z elektrowniami atomowymi i zmniejsza się ją tak, aby zmieściła się na statku lub okręcie (okręt to taki co szczela, a statek to taki co cargo wozi i inne dziury w dnie wierci).

A poważniej, to mamy wszystkie elementy z typowej elektrowni - reaktor, pompy, wymienniki ciepła, turbiny parowe lub gazowe, generatory elektryczne i śruby lub pędniki - wszystko to wchodzi w skład napędu nuklearnego.

Zasada działania jest prosta - ciepło powstające z rozpadu pierwiastków promieniotwórczych ogrzewa czynnik chłodzący reaktor - wodę, gaz lub ciekły metal. Ten następnie oddaje ciepło w wymienniku najczęściej wodzie, która zamienia się w parę i napędza turbinę, która z kolei albo bezpośrednio napędza śrubę statku albo generatory elektryczne, a potem silniki i na końcu śrubę (bez śruby nie ma jazdy zasadniczo).

Proste prawda? Ale co z tą flotą?

Ano tak, że napęd nuklearny nie potrzebuje paliwa (ok, potrzebuje ale bardzo rzadko, raz na kilka albo kilkanaście lat pracy). Brzmi idealnie. Dla wojska. I tu też w latach 50-tych nastąpił boom na reaktory okrętowe - zaczęły być powszechnie (tzn. powszechnie w mocarstwach atomowych - USA, ZSRR, UK, Francja, a nie w Polsce, my jesteśmy potęgą humanitarną) używane na pokładach okrętów podwodnych, lotniskowców i krążowników.

Oczywiście były też próby zastosowania napędu nuklearnego na jednostkach cywilnych. Całe cztery (nie uwzględniając ruskich lodołamaczy).

Pierwszym cywilnym statkiem o napędzie atomowym był NS (Nuclear Ship) _Savannah_ pływający pod banderą USA. Zwodowany w 1959 pływał do 1972 roku i okazał się całkiem sprawny, jednakże nieopłacalny ekonomicznie. Na chwilę obecną Savannah oczekuje na demontaż reaktora (od 1972 roku(!)), co ma nastąpić najpóźniej do 2031 i wtedy statek zostanie najprawdopodobniej przekształcony w stałe muzeum.

Drugim niemiecki _Otto Hahn_, zwodowany w 1968 i przekonwertowany na disela w 1979. W trakcie swojej komercyjnej kariery nie odnotował żadnych problemów technicznych.

Trzecim nuklearnym statkiem był japoński _Mutsu_, zwodowany w 1970 roku i w 1992 roku przekształcony w tradycyjny napęd silnikiem diesla. Nigdy nie przewoził on komercyjnego cargo i służył głównie jako statek badawczy.

Czwartym i ostatnim, pozostającym do dziś w służbie, rosyjski _Sevmorput_, zwodowany w 1988 roku LASH Ship, czyli tzw. barkowiec, statek przewożący barki. Z sukcesem obsługiwał Północny Szlak Morski po wodach Arktyki.

Wszystkie powyższe statki, mimo sprawności technicznej, cierpiały na nieefektywność ekonomiczną związaną z wysokimi kosztami obsługi i koniecznością istnienia specjalnej infrastruktury do ich serwisowania.

Czy to już wszystko? Niekoniecznie.

Są też atomowe lodołamacze made in USSR z powodzeniem służące na arktycznych szlakach - aktualnie 8 w służbie i 4 kolejne w budowie, ale to temat na osobny wpis.

Pod wpływem trendów eko i oszczędności poszukiwane są różne alternatywne do spalania ropy i mazutu sposoby napędu. W 2014 największe na świecie towarzystwo ubezpieczeniowe i certyfikacyjne Lloyd's opublikowało pierwsze dokumenty dotyczące certyfikacji statków z napędem nuklearnym. W 2023 roku Chińczycy przedstawili oficjalne plany kontenerowca o pojemności 24000 TEU (12000 kontenetow 40', a więc całkiem spory), który ma być napędzany nowoczesnym reaktorem torowym (Tor pierwiastek, nie tory kolejowe).

Także przyszłość zapowiada się interesująco.

I tym optymistycznym akcentem kończę wpis, bo stukanie dłuższego tekstu na telefonie przyprawia o płacz i ból.

Na zdjęciach: schemat działania reaktora; NS Savannah; mostek NS Savannah; stanowisko kontroli reaktora NS Savannah; Sevmorput

Gruba ryba2piorunów

Where Saddam Hussein

Kosmonauta0piorunów

@kitty95 o ile pamiętam, w wojskowych reaktorach wzbogacenie uranu było bardzo wysokie, żeby całość była mniejsza i rzadziej uzupełniać paliwo. A wysokie wzbogacenie paliwa to "prawie bomba", więc nie można tego dać cywilom.

Pokaż więcej komentarzy (18)

Gruba ryba

w Ciekawostki

34piorunów

Dziś z braku laku, a bardziej czasu, w serii będzie króciutki wpis o nuklearnych latarniach morskich.

Tak, tak, nuklearnych. Może nie do końca z takim reaktorem jak w elektrowniach jądrowych, ale wykorzystujących rozpad promieniotwórczy do generowania prądu.

Zasada działania jest prosta i od lat wykorzystywana np. w kosmosie do zasilania sond. Pierwiastek promieniotwórczy, najczęściej Stront, Pluton, Cez lub Ameryk zamykany jest w szczelnej obudowie. Jego rozpad generuje ciepło, które jest przekształcane bezpośrednio na prąd w elemencie zwanym termoparą, gdzie różnica w temperaturze powoduje przepływ prądu elektrycznego.

Taki typ generatora nazywa się RTG - Radioisotope Thermal Generator (nie mylić z RTG w szpitalu).

Co zatem łączy RTG i latarnie morskie?

Pogoda i zadupie.

Z racji tego, że generatory RTG są bezobsługowe i pracują przez wiele lat, to szczególnie nadają się do zasilania odległych, trudno dostępnych miejsc o kiepskich warunkach pogodowych, np. w Arktyce.

Użycie latarni morskich zasilanych RTG było powszechne w dawnym Związku Radzieckim na tak zwanym Północnym Szlaku Żeglugowym, czyli najkrótszej trasie z Europy do Azji skrajem Arktyki (na północ od Syberii jak coś).

Z racji niedostępności terenów i konieczności dobrego oznakowania trasy, lararnie zasilane RTG były jak znalazł. W okresie prosperity ZSRR opracowano kilkanaście różnych modeli generatorów, a łącznie lararni i boi "nuklearnych" było kilkaset.

Niestety po rozpadzie ZSRR pojawił się problem - latarnie i boje stały się często przedmiotem dewastacji i kradzieży, o wielu zapomniano.

Działające cały czas generatory RTG stały się zagrożeniem zarówno dla środowiska, jak i dla ludzi. Jeden ze słynniejszych przypadków, to napromieniowanie połowy wioski przez dwoch zaradnych złomiarzy. Złomiarze nie przeżyli.

Pozostałości po zaawansowanej technologii straszą na północy do dnia dzisiejszego.

Na zdjęciach: opuszczona "nuklearna" latarnia Aniva na Sachalinie; pozostałości generatorów RTG

Pokaż więcej komentarzy (10)

Gruba ryba

w Ciekawostki

13piorunów

Dziś w cyklu _Romantyczne Morze_ będzie króciutki wpis o fregacie. Ale nie o ptaku żyjącym m.in. na Wyspach Galapagos, a o okręcie żaglowym typu fregata, a właściwie o naszej polskiej fregacie - "Darze Młodzieży".

Fregata to typ statku żaglowego posiadającego przynajmniej 3 maszty, na których jest ożaglowanie tzw. rejowe. Czyli żagle są przymocowane do prostopadłych do masztu belek, zwanych rejami, bramrejami, bombramrejami, marsrejami... Ok, nie utrudniajmy. W Polsce jest nawet miasteczko o nazwie Rejowiec Fabryczny, w woj. lubelskim.

Fregaty i ożaglowanie rejowe największy rozkwit przeżywały w XIX wieku, obsługując dalekie trasy łączące Europę z Australią i Ameryką Południową. Wcześniej zaś, w XVII / XVII wieku fregata była typem szybkiego i dobrze uzbrojonego okrętu wojennego, a służba na nim była przywilejem zamożnych i dobrze urodzonych (plebs oczywiście też był, na dolnych pokładach).

Czyli wiemy już co to fregata.

"Dar Młodzieży" jest nowoczesną fregatą, typu B-95, wykonaną ze stali i w całości zaprojektowaną i wykonaną w Polsce, w Stoczni Gdańskiej. Projektantem był inz. Zygmunt Choreń.

Budowa okrętu była koniecznością, gdyż poprzedni żaglowiec - "Dar Pomorza" dobiegał kresu swoich dni. Tu mała dygresja, "Dar Młodzieży" jest okrętem szkolnym i głównie służy do szkolenia adeptów Akademii Morskiej w Gdyni (obecnie Uniwersytet Morski). Dla wielu krajów posiadanie okrętu szkolnego w typie fregaty, to bardzo prestiżowa sprawa.

Budowę okrętu rozpoczął apel gdańskiej młodzieży w 1978 roku, a zbiórka środków finansowych była prowadzona na całym świecie. Budowa rozpoczęła się w marcu 1981 roku, a okręt zwodowano w listopadzie tego samego roku. Mało kto wie, że budowa fregaty, a zwłaszcza jej wyposażenie, była swoistym czynem społecznym - w klimacie rozpadającej się gospodarki u schyłku PRL i niedoborów praktycznie wszystkiego, osoby prywatne, zakłady rzemieślnicze i państwowe fabryki za darmo wykonały dużą część wyposażenia okrętu.

W trakcie swojej ponad 40-letniej już służby, na "Darze Młodzieży" wyszkoliły się tysiące osób wiążących swoją karierę z morzem oraz miłośników i sympatyków żeglarstwa. Fregata reprezentuje Polskę na morzach i oceanach i często nazywana jest przez zagraniczną prasę "piękną Polką". Dar Młodzieży można podziwiać w Gdyni (o ile nie jest w rejsie) przy Nabrzeżu Pomorskim, wraz z okrętami-muzeum "Darem Pomorza" i ORP "Błyskawicą".

Na zdjęciach kolejno: Dar Młodzieży; Dar Młodzieży na Tall Ship Races w Sydney w 1988, gdzie zasłynął brawurowym nieco przejściem na pełnych żaglach pod mostem Harbour Bridge; ptak Fregata.

Osobistość1piorunów

@kitty95 na czym polega przewaga ożaglowania rejowego nad starszymi typami? Tam jest mnóstwo "sznurków" żeby to działało.

Pokaż więcej komentarzy (26)

Gruba ryba

w Ciekawostki

21piorunów

Romantyczne morze, czyli jak nie utonąć

Dziś, w ramach przybliżania romantyzmu morza, będzie o tym jak na morzu nie utonąć.

Utonięcie na morzu jest zasadniczo dość proste i często się zdarza, ale jest obarczone różnym prawdopodobieństwem.

Utonąć na dużych jednostkach - statkach handlowych, okrętach wojennych (w czasie pokoju oczywiście) jest dość ciężko. O ile marynarz nie wypadnie nachlany za burtę albo nie zdarzy się jakiś wypadek, to obecnie jest tyle różnych procedur, systemów, komputerów i szmerów bajerów, że prawdopodobieństwo takiego zdarzenia, nawet jeżeli statek w efekcie zatonie, jest relatywnie niskie. Opisywanie wszystkich procedur i systemów przekracza ramy takiego gównowpisu. Co więcej, w przypadku dużych jednostek ich ewentualne problemy od razu powodują szeroką reakcję różnych służb i innych statków. A więc na ruskim tankowcu śpimy względnie spokojnie (o ile się nie przełamie na pół ze starości).

Co jednak w przypadku małych łupinek, jachcików żaglowych i motorowych? Z motorowymi jest prosto - te rzadko wypływają daleko, bo najczęściej małe jachty motorowe nie mają wystarczających zapasów paliwa na długie rejsy.

Natomiast w przypadku żaglówek mamy zwykle cztery sposoby wzywania pomocy:

- radiotelefon i sygnały MAYDAY (wezwania pomocy) lub PAN PAN (ponaglenia, w sytuacji gdy nie ma bezpośredniego zagrożenia życia). Sygnały te są też stosowane w lotnictwie. Odpowiednikiem sygnału MAYDAY wysyłanym przy użyciu kodu Morse'a jest znany sygnał S O S.

No dobrze, ale co jeżeli nikt nas nie usłyszy, a jest to bardzo prawdopodobne, gdy na jachcie mamy tylko nadajnik VHF o niewielkim zasięgu?

- możemy wykonać telefon do przyjaciela używając telefonu satelitarnego. Jednak to sposób niepewny, a i telefony satelitarne to nadal niezbyt rozpowszechnione urządzenie

- trzeci sposób, to wystrzelenie czerwonych rakiet lub zapalenie czerwonej flary, jednak szansa, że ktoś je zobaczy na środku oceanu i dodatkowo nie weźmie za sztuczne ognie albo kiboli Legii na wycieczce, jest znikoma.

Co zatem pozostaje? Modlitwa do Neptuna jest zawsze skuteczna, a poza nią mamy:

- system EPIRB (Emergency Position-Indicating Radio Beacon) funkcjonujący w ramach globalnego systemu GMDSS (Global Maritime Distress and Safety System – Światowy Morski System Łączności Alarmowej i Bezpieczeństwa), czyli po prostu satelitarny nadajnik radiowy aktywowany ręcznie lub automatycznie w przypadku zagrożenia. Nadajników EPIRB możemy też używać na lądzie i są one wykorzystywane np. przez alpinistów. Posiadanie EPIRB jest obowiązkowe dla jachtu morskiego w większości cywilizowanych krajów.

W przypadku jachtów EPIRB ma najczęściej postać pławy (bojki) przymocowanej gdzieś na pokładzie, która aktywuje się automatycznie w przypadku znalezienia się w wodzie. Czasem wykorzystuje się indywidualne (personalne, tzw. PLB Personal Beacon Indicator) nadajniki. Sygnał z bojki odbierany jest przez sieć satelitów Cospas-Sarsat i przekazywany do centrum koordynacyjnego. Centrum najpierw próbuje potwierdzić wezwanie, czy to drogą telefoniczną czy radiotelefoniczną, a w przypadku pozytywnej weryfikacji lub braku kontaktu rozpoczyna procedurę akcji ratowniczej powiadamiając lokalne centra SAR (Search&Rescue). Np. w USA jest to Coast Guard, a w Polsce wyspecjalizowane służby SAR.

W morze wychodzą statki, łodzie i wylatują samoloty/śmigłowce w rejon wskazywany przez boję EPIRB.

Prowadzenie akcji poszukiwawczo-ratowniczej na morzu jest zasadniczo ciężkie, a tym cięższe im gorsza pogoda. Szanse odnalezienia małej jednostki są oczywiście niezerowe, ale czasem bywa po prostu za późno. Do tego dochodzą problemy z ew. podejmowaniem ludzi z takich małych jednostek, ale to już temat na oddzielny wpis.

Oryginalny artykuł:
https://www.hejto.pl/wpis/romantyczne-morze-czyli-jak-nie-utonac

Tytan0piorunów

@kitty95 czyli w skrócie im większy statek (prom?) tym bezpieczniejszy?

Gruba ryba0piorunów

@GSX-R750 zakładając, że wszystko jest robione zgodnie z procedurami, stan techniczny ok, to nieporównywalnie bezpieczniejszy.

Gruba ryba1piorunów

@GSX-R750 na takich "klockach" to trzeba się bardzo postarać żeby coś się stało. Oczywiście, zdarza się, vide "Heweliusz", ale to jak z katastrofami lotniczymi. Na Medi te wszystkie promy to jak tramwaje prawie.

Osobistość0piorunów

@kitty95 Chyba że się trafi jebnięty albo pijany kapitan :smiley: Chociaż - na "Costa Concordii" zginęło całe pół procenta narażonych.

Gruba ryba0piorunów

@Michot to było ponad 3000 pasażerów i załoga, więc straty można by rzec żadne, a warunki ewakuacji nie były najwspanialsze ze względu na przechył. Nic, żaden system nie pomoże, jak czlowiek debil się trafi.

>_W trakcie ewakuacji kapitan Costa Concordii, Francesco Schettino, uciekł z tonącego statku jako jeden z pierwszych._

Pokaż więcej komentarzy (11)

Gruba ryba

w Gównowpis

27piorunów

Jako, że @bartek555 wrzuca tylko ch⁎⁎⁎we ( 8===> ) aspekty pracy na morzu 😁, to stwierdziłem że postaram się czasem coś romantycznego z moich wojaży wrzucić dla kontrastu.

Dla mnie, szczura lądowego, morze jest za⁎⁎⁎⁎ste, bo wycisza i uczy pokory. W promieniu kilkuset mil, może nie być żadnej stonki ludzkiej z jej pierdylionem problemów z d⁎⁎y. Oczywiście gorzej, jak coś się stanie, ale wtedy EPIRB i modlimy się do Neptuna czekając na Coast Guard. 😁

Na zdjęciach odpowiednio Carribean Blue i któryś z przelotów przez Atlantyk.

(dawno i nieprawda)

Lider6piorunów

morze to c⁎⁎j i d⁎⁎a

GURU2piorunów

W skali od 1 do 10 jak bardzo bylbys zainteresowany szmuglowaniem coco i/lub mety na Tahiti, mam tam ziomeceka by w opakowaniach masla shea wysylal do portu w Marsyli a potem to juz easy.
( ͡o ͜ʖ ͡o)

GURU7piorunów

@bartek555 taa specjalnie sie pchasz w ciupe zeby tesciu solo zapierdalal a ty wyjdziesz na gotowe, nie ze mna te numery!

Lider1piorunów

@ErwinoRommelo tylko troche za pozno, bo juz prawie po robocie 😉 a do nastepnej jeszcze z pol roku pewnie

Lider2piorunów

@ErwinoRommelo kurla, a nie jednak masz racje, bo remont kuchni zaczal xD

Gruba ryba2piorunów

@ErwinoRommelo tak btw. to na jachtach próbuje się przewozić i czasem się zdarza mocne trzepanko przez służby ot tak. Ale ryzyko takiej zabawy jest raczej spore. Choć z drugiej strony przypuszczam, że sporo towaru może tak do eu trafiać. Musiałbym znajmego spytać, od lat żegluje zarobkowo po Karaibach, to pewnie się orientuje. Zasadniczo ruch turystyczny prawie nie jest rejestrowany, a pływa tego przez Atlantyk fchuj.

Lider1piorunów

@ErwinoRommelo no wlasnie o tym mowie. za 2 tygodnie akt notarialny na druga dzialke, obok tej gdzie zaczniemy zaraz stawiac ten pierwszy budyneczek 😉

Gruba ryba0piorunów

@bartek555 tylko pls bliźniaka nie stawiaj

Lider1piorunów

@kitty95 ok, wiec postawie dwa :smiley:

Gruba ryba0piorunów

@bartek555 eche. Może tak być. W swoim czasie miałem ofertę komercyjnego przeprowadzania jachtów "bogaczy" ze Śródziemnego na Bahamy i z powrotem, ale coś mi intuicja podpowiadała żeby nie brać, choć hajs był na owe czasy zajebisty. Gdzieś 2010 to był.

Sąsiedzi tej inwestycji będą Cię lubić. 😁

Lider0piorunów

@kitty95 dlaczego? co zmienia czy masz obok siebie blizniaka, czy dom jednorodzinny?

Gruba ryba1piorunów

@bartek555 niby nic, ale masz większe stężenie sąsiadów na ar, ulica zamieniona na parkng, bo zazwyczaj miejsca na podjazdach nie mają, etc. Nie mówię oczywiście, że zawsze tak jest, ale bywa. Może na to nieco krzywo patrzę, bo widzę co tu się w okolicach dzieje, natomiast ekonomicznie dla dewa, to oczywiście jest sztos i większy zarobek mniejszym kosztem. Sobie za płotem bym tak raczej nie zrobił. 😁

Lider1piorunów

@kitty95 hmm, mam na swojej ulicy 2, a 2 nastepne blizniaki sie buduja. samochody (w jednym po dwa) stoja na podjedzie, bo oczywiscie te zjebana garaze nie zmieszcza nic wiecej niz smart. no i w sumie fajnie, ze jest wiecej ludzi, to tylko kilka rodzin wiecej.

GURU2piorunów

@kitty95 o to wlasnie mi chodzilo, ilu zrobilo to raz dla siana a potem dla adrenaliny i igraniu z niebezpieczenstwem.

Gruba ryba1piorunów

@bartek555 może trochę inne podejście mamy. Ja po latach kiszenia się w blokach, gdzie zazwyczaj slychać jak sąsiad wodę w kiblu spuszcza, a budzi cię napierdalanie basów za ścianą, szukałem działki na uboczu, poza tym różowa chciała koniecznie las za płotem, to ma Naturę 2000 i rezerwat 😁, a że przez parę lat nayebało dookoła deweloperki, to mam do tego płciowy stosunek. Ale się czasem nie sugeruj. 😁

Gruba ryba1piorunów

@ErwinoRommelo siedzenie w portorykańskim czy innym pierdlu na jakiejś wysepce nie ma nic wspólnego z adrenaliną. Poza tym w skrajnych przypadkach możesz nie przeżyć. Podpływa do ciebie na takich Grenadynach uzbrojona łódka i chuj wie, czy to miejscowe służby czy konkurencyjny kartel. Jest w ogóle sporo regionów, gdzie z jachtowania można nie wrócić.

Pokaż więcej komentarzy (22)