Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#ksiazki

Gruba ryba

w Książki

32piorunów

785 + 1 = 786

Tytuł: Rycerz Siedmiu Królestw

Autor: George R.R. Martin

Tłumacz: Michał Jakuszewski

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Format: książka papierowa

ISBN: 9788383357768

Liczba stron: 412

Ocena: 8/10

Bardzo lubię George'a R.R. Martina za umiejętność tworzenia wyróżniających i dających się lubić postaci. Dunk i Jajo także do nich należą. Ich relacja została świetnie napisana, mimo że opiera się na powtarzalnych „gagach”: Jajo nie potrafi się powstrzymać i pyskuje, Dunk grozi mu trzepnięciem w ucho.

Bawi też możliwość podsłuchania myśli wędrownego rycerza, który często krytykuje samego siebie, powtarzając słowa swego mistrza. To miła odmiana po różnych „badassowych” głównych bohaterach, mrukach i podobnych.

Do tego świetne ilustracje Gary'ego Gianni. Wielokrotnie przestawałem czytać, żeby móc dłużej nacieszyć się poszczególnymi rysunkami. Aż zazdroszczę, że sam tak nie potrafię. :' )

Jednakże jest kilka rzeczy, które mi przeszkadzały.

Opowiadania zostały napisane w różnych latach, przez co niektóre informacje dosyć często się powtarzają. To jest zrozumiałe - warto przypomnieć coś, o czym czytelnik poprzednim razem mógł przeczytać kilka lat temu. W zbiorze, kiedy teksty czyta się jeden po drugi, trochę psuły odbiór.

Ponadto każe opowiadanie ma ten sam schemat - Dunk bardzo mocno obrywa, ale i tak wygrywa walkę. Albo przegrywa najpierw walce na kopie, by potem odnieść zwycięstwo w walce w bliskim kontakcie. Odniosłem wrażenie, że autor kazał rycerzowi założyć fabularną zbroję, która chroni go przed śmiercią. Co też nie jest dziwne, skoro opowiada o przeszłości Duncana i Jaja. Mimo to nie spodziewałem się, że akurat Martin będzie oszczędzał swoich bohaterów. ; )

No i trzeba uważać na tylną okładkę, która zdradza różne zwroty fabularne. Mnie nie przeszkadzają spoilery, ale istnieją ludzie, którzy wolą sami odkryć niektóre rzeczy.

Dodam, że ekranizacja pierwszego opowiadania jest świetna i warto ją obejrzeć, nawet jeśli przeczytało się historię. Jajo został świetnie odegrany. W drugą stronę tak samo - warto przeczytać opowiadania po obejrzeniu serialu.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Pokaż więcej komentarzy (2)

Osobistość

w Książki

26piorunów

784 + 1 = 785

Tytuł: Smok odrodzony

Autor: Robert Jordan

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Format: książka papierowa

ISBN: 9788381168458

Liczba stron: 864

Ocena: 7/10

Dostrzegam już, że wstawianie wpisów do kolejnych tomów będzie się stawało coraz trudniejsze; nawet jeżeli wydarzą się w nich rzeczy istotne/ciekawe/niespodziewane (niepotrzebne skreślić), to tak czy siak utoną one w standardowej otoczce. Nie jest to dla mnie wada per se, bo dalej czyta się to niezgorzej - po prostu ciężko tutaj zawiesić na czymś umysł na dłużej, doświadczenia przychodzą i odchodzą bez większego poruszenia z mojej strony.

Zupełnie nie jestem fanem wybrańców, którzy po krótkim szkoleniu w jeden księżyc samym swoim potencjałem mogą bić na głowę profesjonalistów z wieloletnim doświadczeniem. Tutaj właśnie coś takiego się zapowiadało i w sumie po części nawet ziściło, ale, będąc szczerym, po tych 2000 stron - podczas których wewnętrznie minął na oko rok, bohaterowie, jakby nie patrzeć, faktycznie sporo przeżyli, szkolili się pod okiem prawdziwych fachowców, no a poza tym to wokół nich kręci się przecież - dosłownie i w przenośni - cała ta historia - nawet człowiek nie zwracał na to większej uwagi. Czytałem znacznie, znacznie gorzej zrealizowane tego typu motywy.

Fabuła ponownie rozdziela drużynę, obiera każdemu nowe cele, rzuca jednocześnie kłody pod nogi, a w trakcie tułaczki niektórym z nich ukazuje nowe rewelacje, by wreszcie mnogością zrządzeń losu sprowadzić całość do jednego punktu. Czy wszystkie fragmenty i epizody są porywające? Oczywiście nie, choć ponownie próby przyjętych - tym razem Elayne - wsadzają bohaterkę do emocjonalnej maszynki do mięsa i fundują czytelnikowi swój specjał: więcej pytań niż odpowiedzi.

Tak jak Nyaneve, Egwene i Elayne już po pierwszym przekroczeniu progów Tar Valon nie za bardzo wiedziały, komu powierzyć swoje zaufanie, tak wydarzenia tej książki spotęgowały to wielokrotnie i zmuszają dziewczyny do szukania oszustw w spiskach, półprawd w każdym zdaniu, dosłownego cienia w każdym kącie i po prostu trzymania języka na wodzy w każdym momencie. Takie uwypuklenie nowego wymiaru nieufności w społeczności, która domyślnie nie papla o wszystkim na prawo i lewo jest czymś intrygującym.

Lekkie zastrzeżenie mogę mieć wobec czasu spędzanego z konkretnymi bohaterami: niekiedy potrafi to być kilka rozdziałów z rzędu, by po stu stronach wrócić do wcześniej przerwanego - w może i dosyć sensownym punkcie, ale jednak - wątku.

Do tego zabrakło tu jeszcze jednej rundy korekty, gdyż kilka razy zdarzyło mi się zauważyć pomieszany szyk zdania albo w ogóle 2 przeplecione sensem sentencje. Zdarzył się też brak myślnika lub zamiana płci. Ponadto ktoś chyba bardzo lubi przecinki; sam zaliczam się do tych osób, no ale bez przesady. Tutaj przykład: "[...]zdawała się czekać. Czekać, aż coś, wybuchnie".

Obiecałem sobie, że przy lekturze będę wypisywał więcej notatek pomagających przy pisaniu tych wpisów, ale tutaj po prostu ciężko znaleźć coś dostatecznie charakterystycznego, by zapaliła mi się lampka każąca sięgnąć po notatnik.

Inspirator

w Książki

33piorunów

783 + 1 = 784

Tytuł: Hobbit

Autor: J.R.R. Tolkien

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

ISBN: 9788381162647

Liczba stron: 304

Ocena: 7/10

Miałem przyjemność poznać ten ponadczasowy tytuł wspólnie z moim 7- latkiem. Przez kilkanaście wieczorów wspólnie poznawaliśmy kolejne przygody Bilba (w które wplątał się trochę wbrew swojej naturze) i jego kompanii, dzięki czemu mogłem się cieszyć nie tylko kunsztem Tolkiena, ale także tym, jak Młody chował się pod kołdrę kiedy bohaterowie wpadali w tarapaty oraz jak skakał po łóżku kiedy z nich wychodzili - taka żywiołowa interakcja z treścią książki jeszcze bardziej zwiększa przyjemność z poznawania fabuły.

Na temat samej książki nie zamierzam za wiele pisać - ponieważ słyszał o niej w zasadzie każdy kto wie jak w ogóle jakakolwiek książka wygląda i nie jestem w stanie napisać na jej temat nic, co już by nie zostało napisane. Szokująco niska dla niektórych ocena wynika z tego, że jest to tylko wstęp do właściwej historii oraz ja osobiście akurat wolę mniej czarno-białe fantasy, co nie oznacza, że nie doceniam wpływu jaki wywarł ten tytuł na literaturę i że kwestionuję to, że na to zasłużył.

Autorytet0piorunów

@Kuba0788 u mnie podobnie reagowały dzieciaki ! Ale końcówkę już nie potrafili słuchać.
Najbardziej irytowało ich świetne zobrazowanie krasnoludów, którzy po ujrzeniu złota, stali się mega nieprzyjemni i chamscy.

Film tego nie oddaje dobrze

Osobistość

w Książki

24piorunów

782 + 1 = 783

Tytuł: www.1939.com.pl

Autor: Marcin Ciszewski

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Skarpa Warszawska

Format: audiobook

ISBN: 9788383291215

Liczba stron: 336

Ocena: 6/10

Po pierwsze kategoria z LubimyCzytac, ja bym tutaj dał bardziej fantastykę jednak.

Po drugie jakoś nie moje klimaty, ale że mam na półce pierwsze trzy książki z serii to je zaliczę, a co.

Silnie uzbrojony batalion wojska polskiego wraz z Amerykanami przygotowuje się do wyjazdu na misję w Afganistanie w 2007. Niestety zrządzeniem losu przenosi się w czasie do pierwszego września 1939. No i mamy super nowoczesne uzbrojenie (przynajmniej jak na tamte czasy) vs wermacht. Dużo opisów technicznych co do uzbrojenia, amunicji czy innych pocisków. Do tego lekka zagadka jak i czemu się tam znaleźli, niektórzy bohaterowie bardzo charakterystyczni (głównie pozytywnie), także książka całkiem dobra.

Licznik prywatny: 29/52

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider1piorunów

@crs333 Ciszewskiego czytalem tylko serię o ekstremach pogodowych (Cykl Meteo) i też była całkiem spoko

Pokaż więcej komentarzy (3)

Lider

w Książki

19piorunów

781 + 1 = 782

Tytuł: Solenoid

Autor: Mircea Cartarescu

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: ArtRage

Format: ebook

Liczba stron: 784

Ocena: 7/10

"Solenoid" to jedna z tych książek, które trudno opisać klasyczną recenzją, bo ona właściwie wymyka się prostej fabule. Niby opowiada o niespełnionym pisarzu, nauczycielu rumuńskiego w podmiejskiej szkole w Bukareszcie, który prowadzi dziennik pełen wspomnień, snów, cielesnych obsesji, szkolnej codzienności i metafizycznych wizji. Ale tak naprawdę jest to ogromna opowieść o porażce, samotności, ciele, literaturze, śmierci i pragnieniu wydostania się poza granice zwykłego życia.

Najbardziej doceniam w tej książce jej kompletność. Cartarescu stworzył powieść totalną - taką, która chce pomieścić wszystko: dzieciństwo, komunizm, Bukareszt, chorobę, szkołę, erotykę, sny, owady, śmierć, religię, matematykę, fizykę, literaturę i kosmos. Są tu fragmenty naprawdę wybitne, szczególnie wtedy, gdy autor opisuje miasto jako organizm albo ludzkie ciało jako coś jednocześnie obrzydliwego, kruchego i metafizycznego. W najlepszych momentach miałem poczucie obcowania z książką wielką, dziwną i bardzo osobistą.

Jednocześnie właśnie ta kompletność jest dla mnie największym problemem. W "Solenoidzie" jest wszystkiego po trochu i nic konkretnie. Książka potrafi zachwycić jednym akapitem, a za chwilę kompletnie zgubić czytelnika w dygresjach, snach, symbolach i cielesnych opisach, które ciągną się daleko poza moją cierpliwość. Mamy cudowny rozdział, a chwilę później bohater wyciąga kolejny fragment sznurka z pępką, jakby chciał sprowadzić czytelnika na ziemię mówiąc: nie przyzwyczajaj się do dobrego. Często czułem się bardziej wrzucony w cudzy majak niż prowadzony przez opowieść. Lubię literaturę wymagającą i dziwną, ale tutaj zagubienie nie zawsze dawało satysfakcję - czasami było po prostu męczące.

Najbardziej przeszkadzały mi fragmenty, które celowo balansują na granicy obrzydzenia. Rozumiem, że ciało jest tu jednym z głównych tematów, że wszy, skóra, pępek, choroby, wydzieliny i pamiątki swojego ciała, mają pokazać człowieka jako istotę biologiczną, śmiertelną i uwięzioną w materii. Tylko że momentami miałem poczucie, że autor tak mocno dociska ten motyw, że zamiast pogłębiać doświadczenie, wybija mnie z immersji. Czujemy, że bohater jest książkowym przykładem psychopaty, a jednocześnie jest nauczycielem, co samo w sobie jest też mocno niepokojące. A opis szkoły, kar cielesnych, traktowania dzieci, spuszczania wpierdolu nauczycielom z zemsty, czy tatuowania uczniom herbu szkoły, wcale nie pomaga i jeszcze bardziej pogłębia tę psychozę. Podobnie działał nadmiar metafizycznych tropów - solenoidy, sny, sekty, znaki, ukryte wymiary - wszystko to jest fascynujące, ale razem tworzy czasem bardziej katalog obsesji niż spójną historię, której autor też przesadnie nie tłumaczy.

Podsumowując:

To weird fiction, bez horrorowego sznytu, to literura piękna, która skręca w rejony "Pachnidła". To książka o fizyce, bez tłumaczenia zagadnień fizycznych. To sci-fi, które przeradza się w "Powrót króla" z Frodem idącym zniszczyć rękopis zamiast pierścienia. Jest tu tak wiele wątków i nawiązań (subtelnych, ale jednak), że łatwo się zgubić. Z jednej strony każdy znajdzie tu coś dla siebie, ale pytanie: czy każdy powinien? Czy na tym polega literatura, żeby jedna książka próbowała zadowolić i zniesmaczyć gusta wszystkich czytelników na raz.

Dla mnie to 7/10 - książka imponująca, gęsta i miejscami genialna, ale też przesadnie rozdmuchana, dezorientująca i momentami odpychająca. Doceniam jej ambicję i literacką siłę, ale nie mogę powiedzieć, że dałem się jej w pełni porwać. To raczej doświadczenie niż powieść: ważne, intensywne, ale nie zawsze przyjemne.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider

w Książki

18piorunów

779 + 1 = 780

Tytuł: To za dużo dla mnie

Autor: Darko Cvijetic

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Noir sur Blanc

Format: ebook

Liczba stron: 150

Ocena: 8/10

To nie jest książka, którą da się "opowiedzieć". To raczej doświadczenie - poszatkowane, niespokojne, momentami wręcz odpychające, a jednocześnie dziwnie przyciągające. Cvijetić buduje swoją opowieść wokół Filipa Latinovicia - zbrodniarza wojennego, który wraca do domu po latach i zamiast potępienia dostaje coś znacznie bardziej niepokojącego - status bohatera - symbolu. To punkt wyjścia, ale szybko okazuje się, że fabuła jest tu tylko szkieletem dla czegoś znacznie cięższego.

Największą siłą tej książki jest jej forma. To kolaż: notatki, listy, monologi, urwane sceny, cytaty, powroty do tych samych motywów. Historia nie płynie - ona się rozrywa na kawałki i scala na nowo. I to działa, bo dokładnie tak funkcjonuje pamięć i trauma. Już od pierwszych stron widać, że autor świadomie rozbija narrację, zestawiając różne głosy i porządki - literackie, historyczne i osobiste. Dzięki temu czytelnik nie dostaje jednej wersji świata, tylko chaos, który musi sam uporządkować.

Bardzo mocno wybrzmiewa tu motyw winy. Nie jako jednorazowego aktu, ale jako czegoś, co zostaje z człowiekiem na zawsze. Świetnym przykładem jest obraz "niesienia kości" - przekonania, że każdy powinien dźwigać szczątki tych, których zabił. To jeden z tych fragmentów, które wchodzą pod skórę i zostają tam na długo. Podobnie działa cały wątek powrotu Filipa - człowieka, który sam widzi siebie jako mordercę, podczas gdy społeczeństwo próbuje zrobić z niego symbol.

Ciekawie wypadają też nawiązania do "Zbrodni i kary". Nie są one tylko literackim mrugnięciem oka - raczej próbą przepisania tej historii na realia wojny i współczesności. Raskolnikow u Dostojewskiego mierzy się z winą jednostkową, tutaj mamy winę zbiorową, rozmytą, często wypieraną. To mocne zestawienie, które pokazuje, jak bardzo zmienił się kontekst moralny w ciągu 1 wieku.

Jednocześnie to książka trudna w odbiorze. Brak klasycznej fabuły, ciągłe przeskoki, brutalność obrazów i języka - wszystko to sprawia, że momentami można się od niej odbić. Są fragmenty, które wydają się chaotyczne albo zbyt hermetyczne. To książka, za którą trudno "przepaść", ale od której trudno się oderwać. Jest w niej coś magnetycznego - może szczerość, może brutalność, może fakt, że nie próbuje być wygodna dla czytelnika. To literatura, która bardziej działa niż opowiada i choć momentami męczy, to zostawia po sobie ciężar, którego trudno się pozbyć.

Po raz kolejny musze zganić polską okładkę książki, która jest nijaka. A w porównianiu z oryginalną (2 zdjęcie), wypada blado.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider

w Książki

20piorunów

778 + 1 = 779

Tytuł: Długa noc zimowa

Autor: Elizabeth Hand

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Format: ebook

Liczba stron: 418

Ocena: 5/10

Wpierdzieliłem się w cegłę "Solenoid", której lektura skutecznie wydłużyła mi czas czytania innych książek.

"Długa noc zimowa" to książka, która teoretycznie powinna bardzo dobrze trafić w mój gust: mamy postapokaliptyczny świat, dziwną biologię, resztki upadłej cywilizacji, eksperymenty na ludziach, ruiny, mity, teatr i bohaterów próbujących zrozumieć własną tożsamość. Na poziomie pomysłu jest tu naprawdę dużo rzeczy, które mogłyby złożyć się na mocną, duszną i niepokojącą powieść weird fiction, które lubię. Problem w tym, że sama lektura częściej mnie męczyła, niż wciągała.

Najbardziej podobał mi się klimat. Elizabeth Hand potrafi stworzyć obrazy, które zostają w głowie: laboratorium, Miasto Drzew, zrujnowane przestrzenie, rytuały, dziwne istoty i świat po katastrofie, który nie jest prostym pustkowiem, ale czymś bardziej organicznym, chorym, przerażającym i nieprzewidywalnym. Ciekawy jest też pomysł Wendy jako empaty - osoby stworzonej do przejmowania cudzych traum, która dopiero przez cudze emocje zaczyna uczyć się własnego człowieczeństwa.

Niestety dla mnie to za mało, żeby książka naprawdę zadziałała. Autorka zasypuje czytelnika nazwami, frakcjami, pojęciami, mitologicznymi odniesieniami i fragmentami historii świata, ale zbyt rzadko daje wystarczające oparcie, żeby się w tym wszystkim odnaleźć. Uwielbiam techniczny żargon w książkach postapo i wszystkie aspekty tego, jak doszło do katastrofy. A tu często miałem wrażenie, że zamiast odkrywać świat, muszę się przez niego przedzierać. To nie była dla mnie przyjemna tajemnica, tylko chaos, który utrudniał immersję.

Za zbędne uznałbym nadmierne komplikowanie wszystkiego: mitologii, języka, struktury świata i symboliki. Niektóre elementy brzmią ciekawie same w sobie, ale nie zawsze pracują na emocje albo fabułę. Momentami miałem poczucie, że książka bardziej chce wyglądać na głęboką i niejednoznaczną, niż naprawdę prowadzić czytelnika przez mocną historię. Przez to nawet dobre sceny tracą siłę, bo giną w nadmiarze ornamentów.

Największym problemem było dla mnie to, że trudno było się emocjonalnie przywiązać do bohaterów. Wendy i Rafael mają ogromny potencjał, ale ich historia zbyt często znika pod warstwą symboli, wizji, rytuałów i dziwności dla samej dziwności. Lubię literaturę wymagającą i nieoczywistą, ale tutaj zbyt często czułem dystans zamiast zaangażowania. A szkoda, bo potencjał był na prawdę niezły.

Książka z bardzo ciekawym światem i kilkoma świetnymi pomysłami, ale zbyt chaotyczna, przeładowana i nieprzejrzysta, żeby naprawdę mnie porwać. Zamiast hipnotycznej, postapokaliptycznej opowieści dostałem powieść, która miała duży potencjał, ale za często sama sobie przeszkadzała.

Książkę wygrzebałem na dysku z paczki setek PDFów i zachęciła mnie bardzo skrajnymi ocenami na LubimyCzytać.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Kosmonauta0piorunów

Czy to ta maksymalnie popierdolona książka, z chłopcem prostytutką, który miał taki "zegarek -żądło" na ręce?

Osobistość

w Hydepark

19piorunów

E czaisz, że ten nieszczęsny finałowy sezon Gry o Tron wyszedł SIEDEM lat temu?! Kiedy ten czas tak zleciał? Albo, czy Wiedźmin 3 najlepszy, to już jedenaście lat. JEDENAŚCIE!

Albo, że Jacek Piekara ostatnią w miarę dobrą książkę (Łowcy Dusz) wypuścił DWADZIEŚCIA LAT TEMU. I teraz tylko odcina kupony. Nie wspomnę nawet o grubasie od pleśni lodu i łognia.

Jakby Tolkien żył, to w grobie by się przewrócił.

Grubas w kaszkiecie brał udział przy tworzeniu ostatnich sezonów GoT. Sapkowski brał udział przy tworzeniu netflixowego wiedźmina. Tanie cwaniaczki. Tolkien brzydziłby się podać rękę holiłudzkim żydom.

Pierścień jest alegorią Krzyża. Tego samego Krzyża, który Pan Jezus niósł na Golgotę, a Pan Frodo do Góry Przeznaczenia. Każdy z nas niesie przez życie swój Krzyż. Tolkien uczył tej godności i wytrwałości, której tak bardzo każdy z nas potrzebuje na codzień. Piekara uczy nas o piciu wina na kacu i bzykaniu karczemnych dziewek.

Gdyby Karol Wojtyła żył, to tymi samymi ustami, którymi całował Świętą Polską Ziemię, to by napluł w mordę Piekary. Przeniewiercy i bluźniercy. Marnego pisarzyny i leszcza z twittera. Hochsztaplera, turbopisowca i ciecia z Łodygowic.

fantasy

Tytan0piorunów

od 2020 moj czas poleciał mega szybko :<

Lider0piorunów

ja pamietam jak zony chrzesniaka ojebalem w fife do placzu xD to bylo w 2018 roku, a dzisiaj typ ma 20 lat i znowu ojebalbym go w fife!

Pokaż więcej komentarzy (7)

Fenomen

w Hydepark

31piorunów

776 + 1 = 777

Tytuł: Bóg. Ludzka historia religii

Autor: Reza Aslan

Kategoria: popularnonaukowa

Wydawnictwo: Znak

Format: papierowa

Liczba stron: 316

Ocena: 9/10

Uprzedzam, będzie we wpisie więcej prywaty niż samej książki.

Nieco rozbudowany esej poświęcony historii religii, a właściwie tego, jak powstawało nasze wyobrażenie o Bogach, a następnie Bogu, na nasz obraz i podobieństwo. Nie jest to praca poruszająca wszystkie możliwe religie, autor skupia się głównie na prehistorii i Bliskim Wschodzie skąd wywodzą się trzy największe religie monoteistyczne świata. Niewątpliwie adresatem książki jest szeroko pojęty świat zachodni i muzułmański. Autor tej pracy jest ateistą i opisując religie zwraca uwagę, jak stopniowo powstawały judaizm, chrześcijaństwo i islam, ale do wszelkich systemów wierzeń odnosi się z szacunkiem.

Książkę tę czytałem po raz pierwszy pięć lat temu, krótko po ukazaniu się polskiego wydania, niedawno odświeżyłem sobie ten tytuł. Nie ukrywam, że ta książka przyczyniła się do tego, że zostałem ateistą. Moja rewolucja z katolika do agnostyka była stopniowa i wieloletnia, zaś proces przejścia na ateizm był już gwałtowny, właśnie dzięki tej książce, która uporządkowała moją wiedzę i zabrała wszelkie złudzenia. Cóż, żadnych bóstw nie ma. Niewiele to zmieniło w moim życiu poza faktem, że śmierć fizyczna skończy się utratą świadomości, poprzedzoną bólem fizycznym i psychicznym. A potem przyjście druga śmierć, gdy umrą wszyscy, którzy o mnie pamiętają. Ot nic po nas nie zostanie, a wiara w Boga, którego stworzyli sobie ludzie, stanowi zwykłe oszustwo.

Dałbym 10/10, ale wydawnictwo Znak wpadło na genialny pomysł, by przypisy (liczące 100 stron) wywalić poza część główną książki. Super pomysł...

Prywatny licznik: 15/50

Autorytet0piorunów

@BapitanKomba chłop jest muzułmaninem, nie ateistą

Fenomen1piorunów

@Hilalum Cholera, możesz mieć rację ( ͠° ͟ʖ ͡°) O poglądach religijnych Aslana czytałem kilka lat temu w wywiadzie dla Wyborczej i wydawało mi się, że deklarował ateizm, gdzie jednocześnie odcinał się od Dawkinsa. Pobieżna kwerenda w wyszukiwarce zwraca wyniki, że identyfikuje się jako muzułmanin, ale są to artykuły sprzed 10-15 lat. Gdyby to było źródło po 2021 miałbym pewność, że się pomyliłem. No nic, jeszcze będę sprawdzać.

Tytan0piorunów

"Bogach, a następnie Bogu", pies też piszesz z wielkiej litery?

Pokaż więcej komentarzy (10)

Fenomen

w Modelarstwo

54piorunów

"To już jest koniec, nie ma już nic".

do złożenia, oczywiście :smiley:

Kolejny skończony.

Niczego nie trzeba było kolanem dopychać, spasowane idealnie.

Klimacik jest fajny, jakość też bardzo dobra jak za tę cenę.

Już mam na oku kolejne ofiary - zobaczymy czy pójdę w klimaty japońskie czy bardziej tejemniczo-fantasy.

Kilka zdjęć na koniec.

ps: fajna zabawa, mnie odstresowuje - żona mówi, że ona nie ma cierpliwości do takich rzeczy.

Fenomen3piorunów

@LovelyPL I zaraz na półce nie będzie miejsca na książki 😉

Fenomen2piorunów

@BiggusDickus spoko, spoko - półek ci u mnie dostatek, książek też. Choć ostatnio przechodzę na wersje elektroniczne, bo jakby nie patrzeć zajmują mniej miejsca, a mieszkanie z gumy nie jest :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fanatyk

w Książki

14piorunów

Newsy książkowe od Whoresbane'a!

Drugi news / 03.05.2026

Wydawnictwo IX zapowiada nową powieść Radomira Darmiły. "Tęcza za horyzontem" trafi do księgarń w okolicach wakacji. Poniżej okładka i krótko o treści.

Kosmiczny rajder "Kobuz" podczas bojowej misji wykonuje awaryjny skok w nadprzestrzeń i trafia... gdzieś. W absurdalne miejsce, które nie powinno istnieć. Ginie większość załogi, w tym kapitan, część personelu wariuje, a zdrowie psychiczne pozostałych dalekie jest od normy. Wszyscy mają problemy z pamięcią, a Trzeci nie wie nawet, kim właściwie jest.

Na ekranach nie widać gwiazd, a jedynie jasne obiekty nad nieskończoną równiną oświetlaną przez nieznane źródło — gasnące i znowu rozbłyskujące w nieregularnym rytmie. Komputer nie przyjmuje rozkazów i odpowiada niezrozumiałym bełkotem. Na dodatek w odległości ledwo kilkuset kilometrów znajduje się okręt nieprzyjaciela — „Rainbow Rider” — należący do Federacji, śmiertelnych wrogów Zjednoczenia. Nieprzyjaciel nie chce jednak walczyć i prosi o rozmowę. Co się za tym kryje?

 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach

Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°)

⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane

suppi.pl/ksiazkiwhoresbane

     

Fanatyk

w Książki

14piorunów

Newsy książkowe od Whoresbane'a!

Państwowy Instytut Wydawniczy przygotowuje wznowienie w serii Rodowody Cywilizacji. "Bogowie Grecji. Obraz boskości w zwierciadle greckiego ducha" Waltera F. Otto ma ustaloną premierę na 5 czerwca 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie obejmie 352 strony, w cenie detalicznej 75 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.

Walter F. Otto, znakomity znawca tematu, oprowadza nas po świecie wierzeń starożytnych Greków i filozoficznych podstawach europejskiej kultury. Malując piórem portrety poszczególnych bóstw olimpijskich, jednocześnie zachęca do głębszej refleksji nad istotą relacji człowiek - bóstwo. Książka jest zaskakującą podróżą w świat greckiej myśli o transcendencji - idei, której panteon bóstw z opowieści mitologicznych jest „namacalnym” ucieleśnieniem. Sam autor objaśnia we wstępie: „Jak wszystko, co greckie, także grecka idea boga jest dla nas czymś bliskim i niemal nieosiągalnie dalekim zarazem. Celem niniejszej książki było i jest przyczynienie się do przezwyciężenia uprzedzeń, które stoją na przeszkodzie pełnemu zrozumieniu owej idei oraz dopuszczeniu do głosu jej prawdziwych świadków w stopniu, w jakim na to zasługują”. Dzieło o Bogach Grecji i jego uzupełnienie w postaci "monografii" Dionizosa są uważane za kanon podejścia do analizy mitologii i mechanizmów opisu wierzeń starożytnych.

 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach

Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°)

⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane

suppi.pl/ksiazkiwhoresbane

      

Gruba ryba

w Książki

28piorunów

774 + 1 = 775

Tytuł: Tybetańska Księga Umarłych

Autor: Padmasambhava

Kategoria: Tekst rytualny

Wydawnictwo: Tłumaczył Ireneusz Kania

Liczba stron: 55

Ocena: 5/10

Oj xD

Nawet nie wiem jak to ocenić, dam 5, tak ze środka skali.

Ta książka to generalnie poradnik dla zmarłego, co ma teraz robić żeby nie trafić do piekła.

Albo nie tak... Ta książka to poradnik dla jego bliskich, co mają mu [denatowi] mówić i jak go instruować, żeby nie zaznał wspominanego utrapienia.

Naprawdę nie wiem jak to ocenić xD fabuły tu nie ma (no shit sherlock!) tekst jest typowo rytualny, ma więc ogrom powtórzeń ("O SZLACHETNIE URODZONY [IMIE DENATA] UJRZYSZ TERAZ BUDDE SRIDŹAJAWARDANAPIRAKOTTE I JEGO SIEDEMSET ŻON, NIE BÓJ SIĘ ICH") oraz nieco smieszne podsumowanie po każdym wywołaniu.

Nie powinienem naśmiewać się z książki religijnej, tym bardziej gdy jestem ignorantem bez kontekstu kulturowego, a tym bardziej-bardziej gdy dotyczy ona spraw pogrzebowych...

ALE

każdy instruktaż kończył się takim akapitem (oczywiście to parafraza na mój język):

"Noo, ufff, mamy to z głowy, po takim instruktażu to już każdy powinien zaznać spokojnego oświecenia. Także na pewno go już, zaznał, na pewno. NO CHYBA ŻEEEEEE" - i myk kolejny lvl spella po którym "NO TERAZ TO JUŻ NA STO PROCENT [...] NOOO CHYBAA ŻEEE" xd

Powtarzane praktycznie od początku do końca książki. Ogolnie te wszystkie modlitwy to takie bardzo abstrakcyjne dla mnie. Milion buddyjskich bóstw, potworów, duchowych kontynentów, symboliki, no poplątane z pomieszanym. I to wszystko językiem rytualnym i z celowymi masowymi powtórzeniami.

Ogólnie pytanie jest jedno: po co ja to czytałem?

Nie wiem.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Fanatyk4piorunów

Też czytałem, z ciekawości. Cieszę się, że udało mi się to potem odsprzedać xd Ale nie żałuję, ciekawa rzecz taki przewodnik do reinkarnacji.

Gruba ryba0piorunów

@RogerThat to prawda, ciekawe było poznać tak odmienne kulturowo spojrzenie na te kwestie. No i jaki to potężny lodołamacz na niezręczne momenty ciszy do portfolio ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Gruba ryba1piorunów

O kurde! Ale mnie to zainteresowało!

Dobrze, że krótkie! 😉

Gruba ryba1piorunów

@George_Stark znaczy ja miałem jakiś skan pdf z A4, stąd taka długość, normalna ksiazka ma chyba 150. Ale czyta się szybko jak zaczniesz pomijać powtórzenia i bezsensowne nazwy xd

Pokaż więcej komentarzy (5)

Mistrz

w Książki

21piorunów

773 + 1 = 774

Tytuł: Nim dojrzeją maliny

Autor: Eugenia Kuzniecowa

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Znak

Format: ebook

Liczba stron: 304

Ocena: 8/10

Link do LubimyCzytać:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5050504/nim-dojrzeja-maliny

"Wróżby to rzecz zimowa" tej autorki wywarły na mnie duże wrażenie, dlatego zabrałam się jeszcze za jej inną książkę, czyli "Nim dojrzeją maliny". To opowieść o relacjach rodzinnych między kobietami: babcią, dwiema wnuczkami, ich kuzynką, ich matką, i... dzieckiem, które trafia do nich przypadkiem. To próba odpowiedzi na pytanie, czy kobieta ma prawo iść za głosem swojego serca, czy powinna przyjąć jakąś rolę, i jeśli tak, to jaką. To próba ocalenia miejsca, które jest "od zawsze" — domu babci i sadu, który posadził dziadek.

Kuzniecowa pisze przyjemnie i lekko, zaś szczególnie doceniam to, jak jej narrator po cichu opisuje ludzi tak, że znamy ich najskrytsze myśli.

Prywatny licznik: 23/52

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Mistrz

w Książki

26piorunów

772 + 1 = 773

Tytuł: Chmara wróbli

Autor: Takashi Matsuoka

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Albatros

Format: ebook

Liczba stron: 448

Ocena: 9/10

Link do LubimyCzytać:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/65238/chmara-wrobli

Kolejna książka z odmętów czytnika, tym razem ściągnięta na fali zachwytu "Shogunem". I tu mamy dzielnych, honorowych samurajów, piękne gejsze, i... chrześcijańskich misjonarzy. Zarys fabuły mocno przypomina "Shoguna", ale jest tu o wiele więcej subtelności.

Naprawdę dobra pozycja, nie będę spoilerować. Kto polubił "Shoguna", polubi też i tę książkę.

Prywatny licznik: 22/52

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba3piorunów

jak ty tyle czytasz?

Mistrz2piorunów

@Hoszin zawsze muszę poczytać sobie przed snem. 🙂 teraz podgoniłam, bo na urlopie w chwilach odpoczynku i w samolocie też mogłam poczytać.

Gruba ryba0piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Pokaż więcej komentarzy (3)