Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#nostalgia

Fanatyk

w Hydepark

142piorunów

Historia pewnych schodów

i trochę

Mój dziadek pracował jako spawacz w Centrum Szkolenia Wojsk Inzynieryjnych w przy ulicy Obornickiej. Jako pracownik otrzymał mieszkanie w barakach na przeciwko jednostki.

Moja rodzina mieszkała tam od około 1960 do 2004 kiedy została przeniesiona do nowych bloków czynszowych, a baraki z czasem, kolejno burzono.

Osobiście mieszkałam tam przez pierwszy rok swojego życia. Natomiast przez resztę mojego dzieciństwa mieszkała tam moja kuzynka z rodzicami oraz babcia. My z rodzicami i bratem wyprowadziliśmy się do bloku w centrum, ale przyjeżdżałam do babci w każde wakacje i ferie, to był dla mnie inny świat.

Warunki nie były najlepsze. Barak był drewniany, nie ocieplony, z dachem pokrytym papą. Grzało się węglem w piecach, a woda w kranie ogrzewana była z boilera, przynajmniej u nas, biedniejsze rodziny radziły sobie na własne sposoby.

Początkowo baraków było 5. W każdym 5 mieszkań podzielonych zwykle na 2 rodziny, choć moja rodzina miała całe mieszkanie dla siebie, oraz po bokach po jednym mieszkaniu wielkości średniego pokoju, nigdy w żadnym z tych skrajnych nie byłam, pomieszkiwala tam zazwyczaj największa patologia.

Mieszkanie dwurodzinne zawierało 3 pokoje oraz wspólną łazienkę i kuchnię. Nie wszystkie rodziny żyły ze sobą w zgodzie, co przy współdzieleniu kluczowych pomieszczeń sprawiało, że wielu żyło się tam źle, ale zwykle nie mieli oni możliwości wyprowadzki 'na swoje'.

Wśród młodych dorosłych zawiązywały się bandy, które sprawiały różnorodne problemy z braku perspektyw na ambitniejsze spędzanie czasu. Niektórzy trafiali do więzień, inny bez konsekwencji wykorzystywał swoją młodszą siostrę. Za dzieciaka nie wywoływało to we mnie tylu emocji co teraz.

Ale nie tylko patologia tam pomieszkiwała, moja rodzina miała szczęście, ponieważ najbliźsi sąsiedzi byli ludźmi porządnymi. Jak i my, chociaż ja długo uważana byłam za czarną owcę w rodzinie.

Miałam tam też własną bandę, składającą się głównie z dzieciaków młodszych ode mnie, mojego brata, kuzynkę i parę innych, choć miewaliśmy w swoich szeregach częste roszady. Jako najstarsza i najkreatywniejsza w głupich zabawach, zwykle stałam na czele grupy i od rana do wieczora walczyliśmy z wrogami na patyki z gównem.

Zwykle mi się za to obrywało, bo dzieciaki za mną lazły, znikaliśmy na całe dnie, po czym wracaliśmy poobijani i brudni.

Mimo że miejsce znajdywało się w granicach Wrocławia, była to dla mnie wieś. Do najbliższego sklepu daleko, a wokół pola, działki i jednostka wojskowa. Zaraz obok baraków był mały park. Ten park kręcił mnie jak cholera, ponieważ wcześniej w jego miejscu znajdował się cmentarz żydowski. Ciocia mi mówiła że jak była mała, to ze zniszczonego grobu wystawała noga nieboszczyka, ale ja tam jej nie wierzę. Wierzyłam za to w jedno: w parku w wykopany był dół, niezbyt głęboki ale rozmiarami wydawał się być przeznaczony na pochówek do którego nigdy nie doszło. Jak można nie skorzystać z takiej okazji i nie bawić się w pogrzeby? Zwykle to ja grałam nieboszczyka, choć nieco mnie ten dół schizował.

Poza tym w parku było sporo cmentarnych pozostałości, jakieś słupki, resztki nagrobków oraz klimat. Niepowtarzalny klimat, wysokie szumiące drzewa, ścieżki wysypane białym żwirem, stare ławki na których obmyslaliśmy plany oblężenia wrogiej grupy, która miała swoją siedzibę przy garażach. Wokół parku szła asfaltowa ścieżka, którą potrafiłam objeżdżać rowerem setki razy kiedy wiało nudą.

Moja babcia miała w pobliżu 3 działki oraz zajmowała się ogródkiem z przodu i z tyłu domu. Była w tym niezła, mieliśmy niezliczone ilości owoców i warzyw, które częściowo sprzedawaliśmy a reszta szła na bieżące potrzeby oraz w słoiki na zimę. Uwierzcie mi, odchowana jestem na najzdrowszych dobrach, uprawianych bez pestycydów. A najsmaczniejsze były owoce jedzone z drzewa na które trzeba się było wspiąć. Na szczęście nigdy nic nie złamałam a co pojadłam jabłek i czereśni to moje.

Wydaje mi się że te ogródki w dużej mierze nauczyły mnie ciężkiej pracy. Mimo że kręciłam nosem i wolałam się bawić to wiedziałam że trzeba przekopać grządki, oblecieć wszystkie ogródki z wodą w konewce bo pomoc babci to rzecz święta. W zimie też nie było lekko, węgiel przechowywaliśmy w szopie po drugiej stronie baraków, trzeba go było przynieść do domu, co nawet z sankami nie było łatwą sprawą.

Ale odbiegłam od tematu schodów.

W cieplejszym sezonie było to najfajniejsze miejsce w domu. Mój dziadek zbudował nad schodami zadaszenie i ławkę. Wykładałam ją poduszkami i w leniwe popołudnia czytałam na niej książki. Obok pięły się piękne różnokolorowe róże, o które moja babcia bardzo dbała.

Mieszkania nie były zbyt duże, dlatego siedząc na własnych schodach można było rozmawiać z sąsiadami obok bez podnoszenia głosu.

Grill. Wiadomo, to co Polacy lubią najbardziej. Na niezbyt szerokim pasie zieleni przed domem, stawiało się grilla, plastikowy stół i krzesła jeśli zjechało się nas więcej.

Basen. Miałam własny, dmuchany. Dzieciaki z okolicy zazdrościły, ale z przykazu babci, oprócz mnie mógł korzystać tylko mój brat i kuzynka.

Barak na przeciwko. Jak daleko sięgam pamięcią, to pamiętam tam tylko jedną starszą babkę, którą uważaliśmy za wiedźmę. Prawdopodobne zmarła, a cały barak pozostał nie zamieszkamy, powoli staczając się w ruinę. A to było to co najbardziej mnie pociągało. Szybko przedni ogród zarósł, zaczęliśmy nazywać to miejsce wysoką trawą, a rodzice nie pozwalali nam tam chodzić. Czy może być większa zachęta? Tam po raz pierwszy spotkałam się z pornografą, chociaż potrzebowałam paru lat aby zrozumieć, co widziałam w tej porzuconej gazetce, którą przypadkowo znaleźliśmy na wysokiej trawie.

Najwięcej emocji dawał mi sam opuszczony budynek. Zawsze miałam świra na punkcie historii, w dzieciństwie chciałam zostać archeologiem a ten budynek był moim małym guilty pleasure, kiedy odkrywałam w nim różne pozostałości cywilizacji sprzed kilku lat. Ale najlepszy był wieczorem po zmroku, kiedy siedząc na ławce przy moich schodach, czarne okna jak otchłań dotykały mojej dziecięcej duszy. A czytywałam wtedy dużo horrorów i interesowałam się zjawiskami paranormalnymi, więc dla mnie to było przeżycie, którego smak pamiętam do dziś.

Wkrótce barak zburzono, co otwarło nam kolejne drzwi do poszukiwań zaginionych skarbów.

Ehh, dużo mogłabym opowiadać a i tak się rozpisałam za bardzo.

Po decyzji o zburzeniu przybytku i przeniesieniu mieszkańców miałam straszną chandrę. Mimo że miałam już z 17 lat i przestałam jeździć do babci na wakacje, to strasznie kochałam to miejsce.

Moją rodzinę, oraz tych bardziej zaradnych szybko wysiedlono, została tylko garstka bezrobotnych, którzy żyli ze zbierania puszek, widocznie był problem z rozwiązaniem ich sytuacji. Zakładam że w końcu pomarli, bo baraki kilka lat temu całkowicie zniszczono.

Z niektórych rzeczy nigdy nie wyrosłam. Do opuszczonych ale wciąż stojących baraków zaciągałam po nocach różnych znajomych, oprowadzalam ich po pustych salonach opowiadając historie z dzieciństwa, które wspominam z wielką nostalgią.

To miejsce to dla mnie to symbol mojego dzieciństwa, pomnik historii mojej rodziny.

Obecnie zarośnięty krzakami i zdziczałymi drzewkami owocowymi mojej babci.

Na zdjęciach:

1. Moja mama, ok 1970 r.

2. 1988 mój tata i ja

3. Ja, tata, mama, babcia trzymająca mojego brata i wujek ok 1991 r.

4. 2014 r. Moje odwiedziny opuszczonego baraku

5. 2025 r. z Google maps bo coś nie mogę znaleźć własnego zdjęcia

Pozwoliłam sobie nie cenzurować twarzy bo osoby ze zdjęć nie żyją lub wyglądają zupełnie inaczej

Pokaż więcej komentarzy (54)

Fanatyk

w Hydepark

51piorunów

Wczesne lata 2000, to był dziwny czas jeśli chodzi o design sprzętu audio. Przypomniało mi się, że jakoś około 2000 dostałem od rodziców tego bydlaka. Świeciło, zmieniało płyty, wyglądało jak moduł z lądownika księżycowego. Po jakimś czasie zmieniarka płyt odmówiła posłuszeństwa a było to najlepsze, co ta wieża mogła dać. Leżąc na kanapie miałem bez podnoszenia tyłka trzy płyty do wyboru 😉 Co ciekawe ten sprzęt nadal gdzieś jest u rodziców w piwnicy a jeszcze kilka lat temu służył mojej mamie jako "radyjko w kuchni".

Gruba ryba2piorunów

@WatluszPierwszy ja dalej mam Panasonica AK40 co go na komunie dostałem xD kasety i zmieniarka nie działają, ale tak to na⁎⁎⁎⁎ia pięknie

Osobistość1piorunów

@WatluszPierwszy Śmieszne bo jak wszyscy kupowali takie potworki na komunię to ja wziąłem elemisa :grinning: Nawet nie ma porządnego zdjęcia tej wieży, działała ponad 20 lat.

Pokaż więcej komentarzy (22)

Fanatyk

w Hydepark

41piorunów

Hej wrocławskie dinozaury, pamiętacie Goliata na Placu Grunwaldzkim?
Mieliśmy tam stosunkowo blisko, więc byliśmy stałyśmy bywalcami. Moi rodzicie mieli dobrze obcykaną ścieżkę, która omijała stoiska z zabawkami, dzięki czemu łatwiej było przejść tamtędy ze mną i moim bratem xD
Że to miejsce nazywało się Goliat, dowiedziałam się dopiero w dorosłości bo my zawsze nazywaliśmy je po prostu Namiot.
Miałam stamtąd całą kolekcję dinozaurów, głównie średniej wielkości gumowe figurki, ale miałam też większego t-rexa, który powtarzał co się mu powiedziało, a wypowiedź kończył potężnym rykiem xD
Książkę o dinozaurach też miałam stamtąd. Młodsi nie zrozumieją tej gadziej fascynacji z tamtych lat xD

Dla osób które nie znają miejscówki: Goliat to był ogromny namiot położony w pobliżu centrum Wrocławia, oprócz zabawek można było w nim kupić spożywkę, owoce, warzywa, ubrania, drobną elektronikę i chemię. Działała od 1991 do 2000 roku, kiedy nakazano ją zlikwidować pod zarzutem samowoli budowlanej.
Na jej miejscu dziś znajduje się centrum handlowe Pasaż Grunwaldzki.

GURU4piorunów

Rurururki z kremem obok :) Jak byłem młody moja matka robiła doktorat na PWr to praktycznie codziennie byłem na Grunwaldzie.

Gruba ryba2piorunów

Cool story bitch!

Jak ja (Cię) szanuję za takie wrzutki! 🙏

Pokaż więcej komentarzy (22)

Fanatyk

w Hydepark

63piorunów

Kończąc już wątki ostatni fant z domu rodzinnego.

Złote myśli - pamiętacie? Mieliście własny zeszyt ? wpisywaliście się innym? 😉

Tytan2piorunów

jestem chłopakiem, miałem (z może 4 wpisami - 2 od kumpli żeby cokolwiek było, a 2 to były od koleżanek żeby od nich wyłudzić dane)
kurcze, może gdzieś jest na strychu u rodziców, muszę to znaleźć zanim wpadnie w niepowołane ręce

Osobistość1piorunów

@Gilgamesh Jestem rocznik '99 i totalnie pierwsze słyszę o czymś takim i nigdy nie widziałem tego na oczy lol.

Pokaż więcej komentarzy (28)

Fanatyk

w Gry

286piorunów

Mniej więcej 20 lat temu pobiłem rekord świata w Sapera na poziomie ekspert !

Jak do tego doszło ? Nie wiem xD

Prawda była taka, że w tamtym czasie nałogowo grałem w Sapera, sprzyjał temu m.in. wolny internet przez który trzeba było czekać na załadowanie karty. Zamiast patrzeć jak ładuje się stronka zacząłem wykorzystywać ten czas na szybką partyjkę.

Grałem codziennie, przez co byłem w stanie rozminowywać planszę mechanicznie, będąc pogrążony we własnych myślach.

I prawdopodobnie tak się stało podczas rekordowej gry.

Zamyśliłem się i nagle pyk, moim oczom ukazał się wynik 39 sekund !

Jak to możliwe ? Trzeba wiedzieć, że w Saperze jest możliwe wygranie gry bez oznaczenia żadnej miny flagą. Ważne jest aby pozostała liczba nieodkrytych kwadratów równała się liczbie pozostałych min. Wtedy automatycznie zostaną zaznaczone i gra jest wygrana. Także mogłem oznaczyć część min poprawnie i trafiłem puste pole, które odkryło resztę planszy, a że liczba kwadratów = liczbie min to gra została wygrana.

Świadomie na poziomie ekspert byłem w stanie schodzić do wyniku poniżej 90 sekund, wynik podobny do rekordowego nigdy się nie powtórzył.

Moja pasja skończyła się wraz z nową wersją sytemu - Windows 7, to już nie był ten sam Saper 😒

Koneser3piorunów

Ja pamietam jak zagrywałem się wpinball space cadet mimo, że nie narzekałem też na brak innych gier :grinning:

Pokaż więcej komentarzy (38)

Fanatyk

w Hydepark

85piorunów

Syn mnie ostatnio spytał, co zbierałem jako dziecko, bo on zbiera np. karty piłkarskie i komiksy. Przypomniały mi się m.in. karty telefoniczne.

Pamiętam, że biegałem od automatu do automatu i patrzyłem, czy ktoś może zostawił zużytą kartę.

Fenomen2piorunów

@WatluszPierwszy gorzej jak w mieście było pięć automatów - w tym trzy obok poczty :smiley: Szybko się na złom przerzuciłem

Fanatyk1piorunów

@WatluszPierwszy mam do dzisiaj 2 klasery, setki pojedynczych kart. Ciekawe czy to coś warte.

Pokaż więcej komentarzy (34)

Fanatyk

w Wspinaczka

13piorunów

tl;dr

Zamyka się ściana wspinaczkowa. Taka stara. A ja będę bajdurzył coś że [#nostalgia](/tag/nostalgia) mocno i takie tam. Zapewne ten post nie zainteresuje prawie nikogo, może poza kilkoma dinozaurami.

Po 25 latach istnienia zamyka się jedna z najstarszych ścian wspinaczkowych w Warszawie. Z punktu widzenia konkurencyjności: był to niestety od dawna spodziewany ruch. Modniejsze (to nie sarkazm) i atrakcyjniejsze dla współczesnych ludzi (eventy, turnieje, konkursy, facebooki itd.) przejęły klientów. Można się pochylać nad tym, czy to dobrze, że część (większość?) ludzi woli miejsca, gdzie itnieje "bulder tygodnia", który można zapostować na swoim story i wygrać kawę albo coś, albo ceni sobie uatrakcyjnianie wspinania wydarzeniami typu "haloween na ściance", kiermaszami czy czymkolwiek innym. Można, ale mi się nie chce, są całe gromady ludzi, którym chce się o tym dyskutować w internetach, że tak pozwolę sobie podlinkować ten artykuł (i zachęcam do zajrzenia do dyskusji w komentarzach). Będę się trzymał stwierdzenia, że najlepszy wspinacz to ten, który ma z tego największą frajdę. (Tak, nawet jeśli nosi skarpetki do butów wspinaczkowych xD)

Dlaczego w ogóle wspominam o tym miejscu? Bo tam, kilkanaście lat temu popełniłem duży błąd: poszedłem się wspinać. Umówieni z kolegą na odpowiednią godzinę, skitrani w kącie zostaliśmy na zupełnym nielegalu przeszkoleni z asekuracji ("co będziecie płacić za szkolenie, to proste, wszystko Wam pokażę"), a potem już poszło dalej. Kilka samodzielnych wizyt, kursy skałkowy i taternicki, sekcja wspinaczkowa...

Gdy zaczynałem, w Warszawie działały chyba tylko trzy ściany: Obozowa, Nowowiejska i coś po drugiej stronie Wisły, gdzie nigdy nie byłem, bo za daleko. Jakiś czas później pojawił się Makak, który zaistniał z przytupem, bo dodał jednak kilka metrów do wysokości, solidną ścianę z przewieszeniem (lina trzydziestka już nie wystarczała) i trochę struktur, dzięki czemu wspinanie było solidnie zróżnicowane. Mieli (i mają!) sporo wydarzeń, kiedyś nawet przyjechał tam sam Adam.

Obozowa z kolei zawsze była miejscem dla solidnych treningów. Znaleźć wolną linię nie podczas własnej sekcji graniczyło z cudem, tworzyły się kolejki, instruktorzy krążyli, by się wzajemnie podogadywać i porezerwować sobie kolejność. Miałem swoje miejsca, w których odczuwałem duży dyskomfort, pamiętam przełamywanie się, sukcesy, zmęczenie po treningach, różne nowinki techniczne, bo jeśli coś nowego wychodziło, to prędzej czy później ktoś to kupił i przyniósł.

Ceniłem sobie tę ścianę (i w wersji przeszłej i bieżącej) za stabilność treningową: drogi robione bez udziwnień, bez nieskałkowych ruchów. Wyceny odzwierciedlały realną trudność bez ułatwień po to, żeby klienci mogli sobie "zrobić cyfrę" (której, w dobie wspinania panelowego, niektórzy mogą nigdy nie zweryfikować w terenie). Na pewno solidnym plusem była też ściana z rzeźbą, która - mimo że znana na pamięć - zawsze dodawała delikatny posmak wspinania skałkowego. Plusem na pewno była też obsługa, która zawsze była na bieżąco z drogami, patentami i bieżącymi na ich temat opiniami.

Jeśli masz jakieś wspomnienia związane z tym miejscem, to czas skoczyć tam ostatni raz.


Osobistość1piorunów

Szkoda kurde, szkoda.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fanatyk

w Hydepark

47piorunów

Czasami wstaję rano i przypominają mi się jakieś bzdury z dzieciństwa. Dziś mam wspomnienie o tym, gdy jako dziecko pierwszy raz zobaczyłem ilustracje Alphonse de Neuville'a do "20 000 mil podmorskiej żeglugi" Juliusza Verne'a. Miałem stare wydanie tej książki z lat 60. z tymi ilustracjami. Robiły one na mnie niesamowite wrażenie. Jedne mnie niepokoiły inne zachwycały. Potrafiłem czasami z godzinę przeglądać tę książkę tylko dla tych ilustracji.

Fenomen6piorunów

Dziecięce skupienie i wkraczanie w takie światy jest czymś pięknym. Warto wracać, ale i pielęgnować te doświadczenia :smiley:

Lider1piorunów

@WatluszPierwszy a najlepsze jest to, że dzięki AI sam możesz je teraz generować i wracać do wspomnień z czasów dzieciństwa

Pokaż więcej komentarzy (4)

Fanatyk

w Hydepark

16piorunów

W dzieciństwie też mieliście taką zabawkę?

https://streamable.com/i68wxc

Fanatyk2piorunów

Nadal mam bardzo podobną do tej, tylko koło jest z boku i generalnie służy do szatkowania np kapusty, bęben z ostrzem jest osobno, tj ostrza nie są na kole

Gruba ryba3piorunów

@nobodys
Ach te poparzone ręce od pokrzyw (bo rękawiczki były, ale dziurawe. Ale były!).

Młodości, wróć.

Pokaż więcej komentarzy (11)

GURU

w Seriale

27piorunów

Pięć lat temu, 27 stycznia 2021 w wieku 88 lat zmarł Ryszard Kotys, znany głownie z kreacji roli Mariana Paździcha w sitcomie Świat według Kiepskich. W ostatnich latach życia aktor zmagał się z postępującą demencją, a do jego śmierci przyczyniły się powikłania pocovidowe.

Kojarzę go również z roli rycerza w polskim Wiedźminie, sprzedawcy kota z miasta Łodzi w Samych Swoich, listonosza w Koglu-Moglu, wrednego członka komisji etyki lekarskiej krytykującego ideę przeszczepów w Bogach. To tylko znikomy ułamek jego ról, wktóre wcielał się podczas swojej bogatej kariery sięgającej lat 50-tych ubiegłego wieku.

Gruba ryba0piorunów

Nie no, bez przesady. Daj dekadę na wspominki chociaż. Po pierwszym roku to jak cie moge - ale czcić Paździocha co 5 lat to poziom Onetu...

Osobistość4piorunów

@aerthevist Ehh, Paździoch. Jak dla mnie najlepiej wykreowana i zagrana rola komediowo-tragiczna w polskich serialach. Oglądałem Kiepskich tylko dla Paździocha.

Pokaż więcej komentarzy (10)

Osobistość

w Hydepark

24piorunów

Fanatyk8piorunów

Cizburger jako bułka z tym dziwnym kotletem i surówkami, zalane keczupem i majonezem, ale to żarło. Nie wiem do końca czym się różniło od hamburgera, chyba ilością surówek xD

Hot dog zapewne w stylu amerykańskim, bo to co obecnie mamy w żabkach i na stacjach było jako hot dog francuski.

Ale mi smaka narobiłeś

Sum1piorunów

Chyba centrum Warszawy, bo u nas cheese był po 3zł.

Pokaż więcej komentarzy (8)

GURU

w Hydepark

77piorunów

Niektórzy jarają się w tym i ja. Od czasu do czasu robię foty na kliszy i mam kilka aparatów analogowych w kolekcji. Ale moja córka lvl 18, która chcąc nie chcąc, jest Zetką, jara się też fotografią, ale inną.

U niej w środowisku, jest teraz zajawka na retro cyfrę. Stare aparaty cyfrowe. Z przełomu lat 90tych i wczesnych 00wych. Foty robione jak najbardziej starymi aparatami cyfrowymi. Zasada jest taka, że wszystko jest robione na automacie, koniecznie z tym "żułtym" znacznikiem daty i godziny. Z lampą błyskową i efektem czerwonych oczu (choć co do tych czerwonych oczu, to już zdania są podzielone). Trochę jak u nas jaranie się łomografią. Im bardziej gówniana jakość i większe ziarno, tym lepiej. Ja oczywiście znam takie aparaty, bo takimi robiłem foty jako gnój. Ale postanowiłem trochę nostalgnąć i sprawdzić, jak się tym dzisiaj będzie robiło. Pożyczyłem od córy Samsung'a Digimax D73. To i tak za bardzo "nowoczesny" aparat, jak na jej gusta. Ma jeszcze starszego Canona, ale nie pamiętam jaki to model. Ten Samsung ma matrycę 7M pixeli. więc musiałem obniżyć do 2M pixeli, bo to najbardziej pożądana rozdzielczość. I wiecie co? Ma to klimat (° ͜ʖ °) O ile na zewnątrz, w dobrym świetle to nie ma jakiejś róźnicy, o tyle w ciemnych miejscach zaczyna się cyfrowe ziarno. Dodając do tego lampę błyskową, to już zaczyna się zabawa "ziemniakiem". Fajne to to i zamierzam się bardziej pobawić tym ustrojstwem, bo przypomina mi nastolactwo (° ͜ʖ °)

Wrzucam też próbkę filmiku z takiego aparatu, w rozdzielczości 640x480 bo to już w ogóle poziom ziemniaka ze starych filmów szkolnych xD

https://streamable.com/eilh1l

Wirtuoz7piorunów

@Klamra ooo ale mi teraz ochoty narobiłeś. będę za dwa miechy w domu to zawinę od rodziców olympusa. jedyny problem to że pamiętam że żarł paluszki niesamowicie szybko - na początku myśleliśmy że zepsuty.

Fenomen3piorunów

Kurde blaszka, jestem w wieku, w którym młodzież uznaje moją młodość za kultową.

That went fast, bro

Pokaż więcej komentarzy (42)