Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#psychiatria

Gruba ryba

w Hydepark

48piorunów

Moja pani psychiatra jest naprawdę dobrym specjalistą i podchodzi w ludzki sposób do pacjentów, a nie jak do klientów.

Na pierwszej wizycie wypisała mi jedną receptę na dwa miesiące, drugą na cztery. Na kolejną wizytę mam pójść dopiero, jak będę potrzebował następnej recepty.

Po dwóch tygodniach miałem spory kryzys. Zadzwoniłem do przychodni i zapytałem, czy mogę się poradzić pani psychiatry. Odpowiedzieli, że tak, pomiędzy pacjentami. Zadzwoniła, nic nie musiałem dodatkowo zapłacić.

Dziewczyna z kolei potrzebowała recepty. Skontaktowała się ze swoją panią psychiatrą, żeby jej tylko wypisała receptę. I co? Proszę się umówić na wizytę. Kilka stów tylko za wystawienie recepty.

Poleciłem, żeby poszła do mojej. Dwa razy tańsza. Efektem wypisanie recepty na rok. Takich lekarzy nam trzeba.

Pokaż więcej komentarzy (7)

GURU

w Bazar

46piorunów

576 + 1 = 577

*

Tytuł: Rozpad umysłu. Biografia schizofrenii

Autor: Jeffrey Alan Lieberman

Kategoria: popularnonaukowa

Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie

Format: audiobook

Długość: 20h

Ocena: 8/10

*

Rozpad umysłu to jedna z tych książek, które otwierają oczy. O schizofrenii słyszał pewnie każdy, ale czy faktycznie rozumiemy, czym ona jest? Czy potrafimy wyjść poza stereotyp? Czy wiemy, jak wygląda życie z tą chorobą i co realnie można zrobić, żeby pomóc? Tu dostajemy wszystko, co warto wiedzieć.

Kompletnie nie spodziewałem się aż tak dobrego tytułu. Całkiem niedawno skończyłem „Czarną owcę medycyny” i tam wszystko było raczej powierzchowne - dobrze opisane, dobry wstęp do psychiatrii, ale brakowało pogłębienia. Tutaj początek trochę przypomina tamtą książkę - dostajemy historię egzorcyzmów, rys historyczny od starożytnej Grecji, przegląd dawnych metod leczenia i znanych postaci, których zachowanie można by dziś interpretować przez pryzmat schizofrenii. No i dość gruba powtórka z "Czarnej owcy", tylko podana z troszkę innej perspektywy. Miejscami serio myślałem, że mam odpaloną poprzednią książkę.

Ale potem zaczyna się właściwa część - i to ona robi całą robotę. Jeffrey A. Lieberman przechodzi od historii do konkretu: pokazuje, czym schizofrenia jest jako choroba, jak ją rozumiemy dzisiaj i jak bardzo to rozumienie zmieniało się na przestrzeni lat. Dużo miejsca poświęca temu, jak powstawały kolejne leki przeciwpsychotyczne - od tych pierwszych, dość prymitywnych i obciążających pacjentów skutkami ubocznymi, po nowocześniejsze terapie. Bardzo dobrze widać, że to nie jest zamknięty temat, tylko coś, co nadal się rozwija i wciąż ma potencjał do dalszych usprawnień. Może nawet prewencji.

Szczególnie mocne jest to, jak książka pokazuje ludzi - nie tylko chorobę. Historie pacjentów są tu kluczowe: jedni nigdy nie dostali pomocy, inni trafili na system, który ich zawiódł, a jeszcze inni - przy odpowiednim leczeniu i wsparciu - potrafili wrócić do całkiem normalnego życia.

Dużym plusem jest też to, że autor nie unika trudnych tematów. Historia psychiatrii, szczególnie w kontekście schizofrenii, to nie tylko rozwój nauki, ale też ogrom błędów, nadużyć i zwykłego okrucieństwa - od zamykania ludzi w instytucjach bez realnej pomocy, po eksperymenty i terapie, które dziś trudno sobie wyobrazić. Nie wspominając o rasizmie. To wszystko tu jest i nie jest wybielane.

Jednocześnie książka mocno osadzona jest w realiach amerykańskich. System „opieki zdrowotnej” w USA, problemy z dostępem do leczenia, kwestie bezdomności czy funkcjonowania osób chorych w społeczeństwie - to wszystko jest bardzo konkretne, ale też momentami trudne do przełożenia na europejskie realia. Nie wiem, czy to wada, bo to naturalna perspektywa autora, ale chwilami brakowało mi szerszego, bardziej międzynarodowego spojrzenia. Ono tu jest, ale ograniczone.

Nie będę ukrywał - zdarzały się momenty frustracji. Niektóre dygresje wydawały mi się zbędne i wybijały z rytmu. Ale kiedy książka wraca na właściwe tory, bardzo szybko to rekompensuje. Zwłaszcza wtedy, gdy skupia się na konkretnych przypadkach i pokazuje, jak cienka bywa granica między funkcjonowaniem a całkowitym rozpadem życia.

Po ukończeniu trudno też nie zacząć myśleć o własnych doświadczeniach. W moim przypadku wróciły wspomnienia osoby, którą znałem - kogoś, kto pasował do wielu opisów z tej książki, ale jednocześnie ukrywał ważne rzeczy przed psychiatrą z obawy przed etykietką „wariata”. Po 20 latach bez kontaktu, mogę tylko mieć nadzieję, że o ile to była schizofrenia, ta osoba znalazła sposób, by się otworzyć.

*

Rozpad umysłu to nie jest książka idealna, ale jest bardzo potrzebna. Nie umiem jej bardziej polecić. Dostaje DZIWEŃSKI ZNAK JAKOŚCI :owl: . Warto.

*

> <

Pokaż więcej komentarzy (3)

GURU

w Bazar

35piorunów

517 + 1 = 518

*

Tytuł: Czarna owca medycyny

Autor: Jeffrey Alan Lieberman

Kategoria: popularnonaukowa

Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie

Format: audiobook

Długość: 12h 36min

Liczba stron: 344

Ocena: 7/10

*

Na hejto mieliśmy już pewnie z 5 recenzji tej książki i nie wiem czy będę w stanie dodać tu coś odkrywczego. Czarna @bojowonastawionaowca medycyny wprowadza nas w historię całej dyscypliny związanej z zaburzeniami psychicznymi i moim zdaniem jest do tego tematu świetnym wstępem. Nawet jak już coś tam wiecie, pomoże wypełnić pewne luki i poukładać to wszystko w czasie.

Moim zdaniem tym, co zabija trochę jej potencjał, jest zbyt rzadkie odnoszenie się do tematu z perspektywy nieamerykańskiej. Ma to sens, ale niekoniecznie sprawia, że temat powstania i sporów o "biblię psychiatrów" - DSM od II do V będzie bliski Europejczykom. Nawet jak DSM-III był rewolucją która wpłynęła na kształt "naszej biblii", czyli wtedy ICD-10, a obecnie ICD-11. Chodzi oczywiście o klasyfikację i diagnozę chorób psychicznych. Mnie zainteresowało, ale bywam specyficzny.

Z mojej perspektywy najciekawsze były tematy wokół freudystów i ich dość religijnego, nienaukowego podejścia, jak i te związane z pierwszymi diagnozami i metodami leczenia. Za to rozdział o zwiększającej się świadomości społeczeństwa najchętniej bym pominął, bo mnie wynudził.

Na plus jest styl tej książki. Nie ma żargonu, wszystko raczej wpłata się w opowieść. Łatwo się przyswaja.

Czy polecam? Raczej tak. Zwłaszcza jak ktoś chciałby zacząć we właściwym miejscu. Idealna książka do rysowania tła pod poważniejsze tematy, które dzięki niej będzie łatwiej zrozumieć.

*

>

Zawodowiec

w Dyskusje

5piorunów

Hej kochane Misie. Nawiązując do wpisu https://www.hejto.pl/wpis/czesc-prawdopodobnie-mam-autyzm-psychiatra-tak-uwaza-ujawnilo-sie-to-po-zmianie-

Dp;Jp: Zacząłem się obawiać, że mam autyzm

Zrobiłem test ADOS-2 ażeby się dowiedzieć czy jestem w spektrum. Nie mam żadnych cech autystycznych

Ale, jeśli was interesuje jak takie badanie się odbywa to chętnie odpowiem :)

Pozdro!

Pokaż więcej komentarzy (15)

Osobistość

w Hydepark

13piorunów

przy okazji tego wpisu - zacząłem pisać tekst o dotyczącego pole tekstowe się rozjebalo idealnie, bo to pokazuje jak wygląda moja głowa podczas manii 😁 https://www.hejto.pl/wpis/blagam-naprawicie-to-w-koncu-bo-nie-da-sie-edytowac-wpisow-po-dodaniu-linka-do-w

GURU4piorunów

Mam w bliskiej rodzinie chad'owca. Grunt to dobrze dobrane leki, działają, ale pod warunkiem że się pilnuje tego. Z tym da się żyć, choć przerabiałem już akcje ściągania chorego z drugiego końca świata w trakcie dołka, nie chce tego drugi raz przeżyć.

Pokaż więcej komentarzy (11)

Lider

w Heheszki

10piorunów

Lider18piorunów

Kiedyś świat był prostszy, miałeś 4 kanały w telewizorze i mogłeś się porównywać z najbliższym otoczeniem. Teraz, co prawda, jest dużo więcej możliwości, jednak kosztem przebodźcowania i stresu związanego z porównywaniem się z ludźmi z całego świata, oraz z różnego rodzaju fomo. W dzisiejszym świecie jesteśmy cały czas atakowani reklamami i fałszywym obrazem świata z mediów społecznościowych, a seriale, gry czy co tylko chcesz jest na wyciągnięcie ręki. Możliwości kariery praktycznie są nieograniczone, tylko co wybrać? Przecież nie pójdziesz jak kiedyś robić do tej samej fabryki co ojciec, ani nie zostaniesz stolarzem. Ciężko się w tym wszystkim nie pogubić i zachować jakąś swoją tożsamość, kiedy człowiek nawet na chwilę nie może zostać z własnymi myślami, bo przecież trzeba obejrzeć filmik albo posłuchać podcastu idąc do szkoły, czy robiąc cokolwiek innego. Bo najlepiej robić 3 rzeczy na raz: sprzątaj, słuchaj podcastu i odpisuj w międzyczasie w społecznościówce i to jest teraz normą.

Pokaż więcej komentarzy (11)

Gruba ryba

w Programowanie

14piorunów

adeptom polecam myśleć o testach jednostkowych jako "zbiorze aksjomatów o kodzie których znajomości oczekujesz od próbujących rozwijać twój system".

dodatkowe twierdzenie do udowodnienia w swojej duszy dla chętnych - nie chce nic, więc większość testów jednostkowych które proponuje jest k⁎⁎wa bez sensu xD

Gruba ryba3piorunów

prompt: zaproponuj wpis na portal społecznościowy hejto na temat "co to testy jednostkowe"

Pewnie każdy coś słyszał, ale krótko i po ludzku :point_down:

Co to są testy jednostkowe?

Testy jednostkowe to małe, automatyczne sprawdziany dla kodu.
Biorą najmniejszy sensowny kawałek programu (funkcję, metodę, klasę) i sprawdzają, czy:

* dla danych wejściowych X

* zwraca wynik Y

zawsze i przewidywalnie*

To trochę jak test smaku w kuchni:

zanim podasz danie gościom, próbujesz łyżeczką sosu, a nie czekasz aż ktoś się zatruje.

Po co to komu?

* :brain: szybciej rozumiesz własny kod (i cudzy)

* :firecracker: zmiany nie psują rzeczy, które już działały

* :hammer_and_wrench: refaktoryzacja przestaje być rosyjską ruletką

* :zzz: mniej „działało u mnie”

Czego testy jednostkowe NIE robią:

* nie sprawdzają UI

* nie testują całego systemu

* nie zastępują myślenia

Najczęstszy błąd:
„Napiszę testy na końcu”
(spoiler: na końcu już się ich nie pisze)

Dobrze napisany test jednostkowy to:

* szybki

* deterministyczny

* czytelny

testuje jedną rzecz*

A najlepszy moment na testy?
:point_right: w chwili, gdy kod jeszcze boli od świeżości

Jeśli chcesz, w kolejnym wpisie mogę:

pokazać zły vs dobry test*

albo wytłumaczyć testy bez frameworków i buzzwordów*

Kosmonauta1piorunów

Ja ogólnie lubię TDD i wydaje mi się, że to najlepszy sposób na AI. Odpalasz takiego gemini cli i mowisz aby na podstawie wymagań (tutaj uzupelniasz) napisał Ci testy. Sprawdzasz czy mają sens i potem w kolejnej iteracji mówisz aby zaimplementował kod jtóry przejdzie testy i spełni wymagania. Potem każda poprawka to najpierw poprawa testów, a dopiero potem zmiany w kodzie. Takie coś u mnie się sprawdza

Pokaż więcej komentarzy (8)

Gruba ryba

w NarkotykiZawszeSpoko

8piorunów

Widzę w sobie defekt, którego nie umiem póki co rozwiązać inaczej niż farmakologicznie.

Istnieje pewna „bariera” myśli których głupio mi pomyśleć na trzeźwo. Są to przeważnie dobre rozwiązania dla mnie lub mojego otoczenia, ale takie które wychodzą poza „normę”.

No bo jak tłumaczyć bliskiemu ze ból po rozstaniu z partnerem będzie chwilowy, a jedyną alternatywą jest cierpienie do końca życia? Niezależnie od tego co powiem, na pewno po moich słowach będzie mu przykro.

Bardzo często dotyczy to też stawiania granic. Jestem turbo efektywny, więc wielu ludziom staram się pomoc. Czasem ze stratą dla siebie, a czasem po prostu ponad siły. No bo jak to tak, odmówić komuś gdy mogę mu ułatwić życie a mnie w gruncie rzeczy kosztuje to niewiele? A tak to, ze życie nie polega na nabijaniu punktów wdzięczności u otoczenia.

Trzy razy pisałem i kasowałem akapit, ze fajnie ze mogę kupić leki w aptece. No k⁎⁎wa w kraju pierwszego świata nie powinno to nikogo dziwić xD czekam na wyniki badań klinicznych z psychodelikami.

(nie wiem czy trzeba dodawać nsfw do takich wpisów)

Lider3piorunów

@wombatDaiquiri brzmi to jak silny konflikt między rozumem a nadodpowiedzialnością za cudze emocje. Widzisz sensowne, czasem trudne prawdy, ale „bariera” pojawia się tam, gdzie boisz się, że ktoś poczuje się źle. i ten koszt bierzesz na siebie. To nie defekt myślenia, tylko lęk przed byciem sprawcą czyjegoś bólu.

Pomaganie ponad siły i trudność z granicami wyglądają jak regulowanie własnej wartości przez bycie użytecznym. Farmakologia raczej obniży tylko lęk przed konfliktem niż „naprawi” problem.

oddziel prawdę od odpowiedzialności za cudze uczucia. Można mówić rzeczy trudne i nie robić krzywdy. Granice to nie brak empatii, tylko empatia wobec siebie.

Pokaż więcej komentarzy (5)

Osobistość

w Hydepark

72piorunów

potrzebujesz pomocy? masz złe myśli? święta to nie jest dla ciebie najlepszy czas?zadzwoń, porozmawiaj z kimś. nie jesteś sam - jesteśmy tutaj my hejtowicze oraz cały sztab ludzi którzy będą chcieli ci pomóc! damy radę i pokonamy każdą przeszkodę 💕

800 70 2222 - Linia wsparcia dla osób w stanie kryzysu psychicznego Jest linią całodobową i bezpłatną dla osób dzwoniących. Pod telefonem, mailem i czatem dyżurują psycholodzy Fundacji ITAKA udzielający porad i kierujący dzwoniące osoby do odpowiedniej placówki pomocowej w ich regionie.

Jeśli potrzebujesz wsparcia w kryzysie,

dostępne są bezpłatne, całodobowe linie zaufania, takie jak **116 123** (dla dorosłych) i **116 111** (dla dzieci i młodzieży), a także platforma **116SOS.pl**, oferująca pomoc przez telefon, czat i e-mail, oraz infolinia wsparcia **800 70 2222** Fundacji ITAKA, działające 24/7, zapewniające natychmiastowe wsparcie psychologiczne, poradę i wskazanie dalszych kroków, często łącząc z lokalnymi placówkami pomocy, np. **poradniami zdrowia psychicznego**.

Gruba ryba5piorunów

Ostrzegam przed robieniem sobie jaj. Kiedyś bracki zadzwonił zjarany i przerwał połączenie stwierdziwszy wcześniej, że "całe to życie bez sensu ". Może 30 minut zajęło policji trafienie pod właściwe drzwi. Godne podziwu

Potem masz wybór taki: idziesz w to - czyli na obserwacje, albo odpowiadasz finansowo za (wstaw paragraf kw). No i to drugie jest kosztowne więc opłaca się wybrać pierwsze , tak też młody zrobił xD

Pokaż więcej komentarzy (12)

Gruba ryba

w Gównowpis

27piorunów

Jakoś od zawsze tak mam, ze okres świąteczny jest dla mnie mega ciężki. Chaos, multum ludzi absolutnie wszędzie, świąteczna muzyczka gra, jaskrawe światła w ciemne dni atakujące z każdej dekoracji. Do tego rozmowy z każdym o niczym. To nie jest dobry czas żeby mieć

Pokaż więcej komentarzy (10)

Gruba ryba

w Hydepark

57piorunów

TLDR: Liczę owce bez końca.

61.
Witam strudzonego wędrowca. Dzisiaj bez czyszczenia psychiatrycznej kartoteki. Napiszę coś bardziej aktualnego.

Życiu poza przestrzenią pracową żyje mi się bardzo dobrze, ale i z tej trudności można wykuć coś dobrego. To dla mnie istny poligon cierpliwości i nauki stawiania granic. Poza tym nastrój wyrównany, relacje kwitnące i chęc do żyćku jest. Baja, ale... nie ma tak dobrze, musi być u mnie jakieś ale. Znaczy nie musi, ale tym razem jest.

Nie mogę spać, znaczy śpię bardzo dobrze, lecz aspekt zasypiania to istny horror. Trwa godzinami. Różni się to od niespania hipomaniakalnego tym, że jestem zwyczajnie zmęczona. Pragnę wypoczynku, ale głowa nie umie wyłączyć tego pociągu myśliwego.
Zapraszam do wagonu, wybierz sobie jakieś miejsce, najlepiej przy oknie i ruszamy!

Zapada ciemność, ale tylko chwilowa. Zaraz przed oczami pojawiają się kształty, barwy. Wszystko płynie jak po psychodelikach, jedna rzecz przechodzi w drugą. Widzę kozę (dlaczego koza?!), zbliżam na oko, oko zostaje, koza znika, na jej miejsce wjeżdża wąż, wije się sekundę, wyrastają mu koła, jedziemy, zmiana kierunku obrazu, za rogiem miasto, fajnie ze to chociaż ma sens, bloki, tylko trzy, wjeżdżam do mieszkania przez okno, tam jakieś świdry, fraktale, j⁎⁎ie się od tego w głowie. Otwieram oczy, ja pierdziu. Nie chcę już ich zamykać. Ogółem można się tym pobawić, ale tylko chwilę, bo po paru sekundach wszystko pędzi na złamanie karku i czuję że neurony mi się przepalają.

Czasem sobie po przeżywam jakieś stresowe sytuacje, tworzę jakieś dialogi narracją nadające się na dobry film sensacyjny, a przynajmniej tak mi się wydaje. Czasem mignie jakieś bolesne wspomnienie. To są najgorsze batalie. Wszystko poza moją kontrola. Po godzinie jestem jeszcze bardziej pobudzona, niż przed położeniem się. Serce wali odejmując mi rytmicznie kolejne sekundy snu.

Relaksacja nie pomaga, odliczanie wstecz nie pomaga, wizualizacja nie pomaga, oddechy nie pomagają, obserwacja myśli jak nurtu rzeki kończy się na księżycu. Wszystko ląduje w ostateczności w myślowym bagienku. Lżejsze leki nasenne albo są obojętne, albo dają takie skutki uboczne, że są nie warte świeczki. Jedyne co pomaga to zasypianie do podcastów, ale nie zawsze mogę i chcę sobie je puszczać, przy TV na kanapie i oczywiście zajadanie zolpidemu, który mogę brać sporadycznie aby sobie większego kuku nie zrobić. Jam Ci załamana jestem i nie wiem co ta moja głowa znowu wyprawia. Autentycznie, przytulenie głowy do poduszki bez tabletki wywołuje we mnie stres, bo już wiem co mnie czeka.

Czy ktoś oświeci mnie jakaś koncepcją na taki szaleńczy, nocny overthinking?

GURU3piorunów
Jedyne co pomaga to zasypianie do podcastów, ale nie zawsze mogę i chcę sobie je puszczać, przy TV na kanapie

Ja zawsze zasypiam do czegoś, co gada w tle. Inaczej nie umiem, a przynajmniej nie za szybko. No i w głowie za dużo myśli.

Gruba ryba1piorunów

Też się kiedyś bałem kłaść spać, tylko ja miałem paraliże przysenne, czasem kilka w jedną noc...

Pokaż więcej komentarzy (35)

Praktykant

w Dyskusje

30piorunów

@bojowonastawionaowca jako, że nie ma AHW a potrzebuję się wygadać bez powiązania z moim kontem pozwoliłem sobie założyć konto tymczasowe. Jak co to banuj.

Ogólnie to mam pytanie do uszanowanego grona użytkowników, nie wiem co jest ze mną nie tak (pewnie jestem po⁎⁎⁎⁎ny) ale opis będzie długi i nudny.

23 lata temu poznałem dziewczynę, która totalnie odmieniła moje życie - zmotywowała mnie do wielu rzeczy i zmian, dzięki którym jestem tu gdzie teraz. Uwielbiałem jej charakter, była przebojowa, odważna, inteligentna i totalnie brakowało jej opiekuńczości, zawsze emocjonalnie odcięta od wszystkich sytuacji, trzymała wszystko pod kontrolą - włącznie z emocjami. Była chyba moją najlepszą przyjaciółką w całym życiu. Byliśmy razem kilka lat i w sumie rozeszliśmy się z głupich przyczyn - trochę jej błędów, trochę moich i nie miało to prawa zagrać.

Każdy poszedł w swoją stronę, ona się wyprowadziła pareset km ode mnie, zerwaliśmy totalnie kontakt - bo tak było lepiej.

Po około 2 latach odezwała się do mnie z tekstem byśmy może spróbowali raz jeszcze. Oczywiście z mojej strony była krótka piłka, ze względu, ze gdzieś tam już sobie życie układałem i jak to się mówi "nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki". A w głębi gdzieś czułem, że zrobiłem to wbrew sobie.

W sumie nigdy nie przestałem o niej myśleć, łapię się na tym, że w wielu sytuacjach po tylu latach nadal myślę o niej - była to moja pierwsza miłość i po prostu nieraz w różnych sytuacjach nadal pamiętam co powiedziała, kiedy itp. i w sumie w cięższych chwilach nachodzą mnie myśli typu "mam nadzieję, że sobie to wszystko jakoś ułożyłaś i jesteś szczęśliwa" - nigdy jej źle nie życzyłem.

Około 5 lat temu przypadkiem wpadliśmy na siebie u naszego wspólnego znajomego, akurat ona go odwiedziła na kawę i ja byłem przejazdem - nie było to w żaden sposób planowane ponieważ jak już mówiłem kontaktu nie utrzymujemy. Spojrzeliśmy na siebie i jak zamurowani staliśmy patrząc sobie w oczy nie mówiąc nic, miałem wrażenie jak by chciała mi te 15 lat ostatnich opowiedzieć, gdzie po chwili przerwałem to bo było to dla mnie strasznie niezręczne, grzecznościowo zapytałem co u jej rodziców, wziąłem od kolegi co tam potrzebowałem i wyszedłem czym prędzej. Gdzieś to spotkanie totalnie wyrzuciłem z pamięci by sobie nie zaprzątać tym głowy.

Ja rok po rozstaniu z nią poznałem moją teraźniejszą żonę i jak bym powiedział, że jej nie kocham to bym skłamał, ale są to zupełnie dwie różne osobowości - moja żona jest osobą opiekuńczą, czułą, dobrą, szczerą. Czy jestem szczęśliwy? Tak, jak najbardziej ale brakuje mi tej przebojowości czy jak by to nazwać "szczypty wariactwa" co czyni ją strasznie przewidywalną. Mamy wspaniałe dzieciaki, które kocham nad życie. No i pewnie bym toczył moje sielankowe, w miarę spokojne i ułożone życie, ale w takich sytuacjach zawsze musi się coś wydarzyć. 3 dni temu dostałem wiadomość (mój nr. tel. jest dostępny publicznie), której się totalnie nie spodziewałem, "byłeś najlepszym co mnie w życiu spotkało, tęsknię za Tobą". Nic nie odpisałem, wiadomość skasowałem i przeszedłem do porządków dziennych, ale zasiała ona we mnie tyle emocji, że się pozbierać nie potrafię.

Brzmi to conajmniej dziwnie jak przyznaję sam sobie, że po 20 przeszło latach nadal darzę uczuciami osobę, której totalnie już nie znam. Czy wam zdarza się myśleć o jakiś swoich ex? Totalnie nie wiem co ze mną jest nie tak, czuję się strasznie rozbity i nie mogę pozbierać myśli. Oczywiście nie mam zamiaru z tym nic zrobić, odpisać czy nawiązać kontaktu bo wiem, jak by to się mogło skończyć, ale po prostu potrzebuję się wygadać.

GURU7piorunów

Miałem tak z jedną laską. Mimo, że moja żona jest i zawsze była miłością mego życia, to kochałem się przed nią w innej. Spotkałem ją kiedyś kilka lat po moim ślubie i czułem spore podekscytowanie. Nie potrafiłem tego sobie wytłumaczyć, bo bardzo kochałem swoją żonę, więc przypuszczam, że to po prostu hormony, a nie jakieś braki w mojej relacji, które niby ta druga mogła wypełnić. Nie mogłaby. Dziś potrafię wyciągać wnioski, do których wtedy nie byłem zdolny, a i wiem o tej drugiej więcej. To bardzo toksyczna laska, a ja bardzo długo nieświadomie ciepło o niej myślałem. Zdecydowanie nie był to materiał na trwały związek, ale zdałem sobie z tego sprawę dość późno. Miałem dużo szczęścia spotykając swoją żonę w odpowiednim czasie, choć nasza relacja też miała bardzo trudne momenty i w żadnym razie nie była idealna.

Tylko, że ja byłem wtedy bardzo młody i wciąż wrażliwy na bodźce hormonalne. A ty po 20 latach takie rzeczy czujesz? To jest dziwne i raczej nie poparte realną relacją, lub choć jej perspektywą, a bardziej twoim wspomnieniem i własnym obrazem jej. Zabrakło jakiegoś wyraźniejszego zakończenia tamtej relacji. Może to po prostu być też kryzys wieku średniego. A może podświadomie atrakcyjne jest to, że ona też nie postrzega cię obojętnie, pomimo upływu lat. Dla mnie to jednak czerwona lampka.

Takie rozkminy chyba nie są niczym nienormalnym, ale z całą pewnością podążenie za nimi to już idiotyzm. Ja również hołduję zasadzie, że dwa razy do tej samej rzeki: nie!

Pokaż więcej komentarzy (32)

Gruba ryba

w Hydepark

70piorunów

TLDR: Jak kiedyś z psychiatryka zwiało się.

60.
Żyjąc sobie myślę, co jeszcze mogłabym napisać pod tagiem, tak aby tchnąć w niego trochę życia i powrócić do przyjemności pisania. Obecnie swoje żyćku mogłabym zawrzeć w dwóch prostych słowach piosenki Ladaco "Jest dobrze".
Ostatnio w rozmowie z kumpelą doszło do tego momentu, że opisywałam jej jak zwiałam z psychiatryka w wieku 17 lat przy pierwszej hospitalizacji, a jako że to całkiem zabawna historia postanowiłam podzielić się nią również z Wami. Tak też więc, zaczynamy.

W Garwolinie w szpitalu, zbliżał się już 3 miesiąc pobytu. Stan zdrowia mocno uregulowany, więc w głowie pojawiały się tylko harce i swawole. Zalewanie łazienki, bitwy na poduszki, kolędowanie po salach. Taki kolonialny vibe, tylko że zamiast repremendy do nauczycielki, kończyło się czasem zastrzykiem pacyfikującym w d⁎⁎ę. W niektórych miejscach nie wolno się śmiać. W tamtym już momencie w głowie pojawiała się natrętna myśl "a gdyby tak rzucić to wszystko i wyjechać stąd... gdziekolwiek"? Miałam sny dzień w dzień z uciekaniem. Na samą myśl o tym, czuje jak hormony zaczynają pracować w pobudzeniu nawet teraz. Moja przyjaciółka z tamtego okresu A. też miała w sobie taki gen gagatka, więc fantazjowałyśmy sobie o tym w wolnych chwilach, które to mieliśmy w sumie cały czas. XD
Przed budynkiem był sobie taki plac i spacerniak w moim ulubionym stylu, który bym określiła jako "PRLvibe". Miałyśmy zgodę, aby z opiekunem i niewialką grupką innych pacjentów wychodzić tam i korzystać ze słońca. Od razu przy wyjściu łypnełam swoim bystrym oczkiem, że brama wjazdowa główna do kompleksu jest otwarta, pewnie z powodu jakiś dostaw. Ja pierdziu, ja pierdziu tam zza bramy już powiew wolności uderza mnie w nozdrza. Daje grypserą znać ("ej, ej A. patrz! XD), że to może być ta chwila. Teraz jak się tam zbliżyć z tego placu bez przypału. Niczym pomysłowy dobromir stworzyłyśmy najbardziej innowacyjną zabawę ucieczkową, czyli rzucanie piłeczką przez koło hula-hop. Piłka hyc przez kółko coraz dalej i dalej wzdłuż budynku. Pod sam koniec jak byłyśmy z pareset metrów od grupy uslyszałysmy tylko "Dziewczyny wracajcie tutaj", łyp-łyp oczami po sobie i sekundę po, już bieglysmy w stronę bramy. Wyleciałyśmy jak burza, z tyłu słysząc naiwne ochroniarskie "Dziewczynki, gdzie Wy tak biegniecie?". Widziałam, że próbuje ruszać za nami jak musiałam się wrócić po zagubionego po drodze buta, ale nie miał szans z psychiczną, młodą krwią.

Hi hi ha ha, zwiałysmy he he he i co teras? Głupio to rozegrałysmy na starcie, bo wyleciałyśmy w stronę od miasta, zamiast do. Wyladowałyśmy w krzakach przy jakiś pobliskich działkach, dygając co chwila w paranoi ze ktoś tam chodzi i szuka nas. Każdy dźwięk to było wstrzymanie oddechu. Co gorsza to był krzak pokrzyw, ale bałyśmy się zmieniać miejsce. W końcu w naszych głowach trwała obława na uciekinerki z helikopterami i psami tropiącymi. XDD Trochę tam posiedzialimy, myśląc do dalej. W końcu na działkach nie będziemy budować nowego życia. Trzeba się jakoś dostać do miasta. Na drodze stał nam tylko Wielki Garwoliński Kompleks Psychiatryczny. Nie wiem co my miałyśmy w głowach, ale zamast jakoś od tyłu to wszystko okrążyć, to my dzida przez sam środek wzdłuż takiego sądowego oddziału, dla tych najgorzej pofiziowanych i oddział detoksykacji. Jakoś przez te płoty przeszłyśmy. Idziemy na PKS. Chcemy się dostać do Wawki.

Na dworcu rozglądamy się, za jakimiś dobrymi duszami, co mogłyby nam pożyczyć na bilet, udało się. Pan Numer Trzy na pytanie czy będzie mógł pożyczyć na bilet, a w Warszawie siostra koleżanki na dworcu odda (nie wiem jak to wykombinowałyśmy sobie), powiedział że na spokojnie kupi nam te dwa bilety. Taki fart, nie wierzę. Czekamy już z tymi biletami, które pachniały jak niezły przypał, a tu ziut podjeżdża radiowóz. Nie minęła chwilą jak nas wyczaili i podeszli. Poszło szybko:
"Pani Fafa, Pani A.?- Eee tak. - Zapraszamy do radiowozu".
Jeszcze spojrzałyśmy na twarz tego Pana co nam bilet kupił. Kurde, mam nadzieję że nie złamałyśmy mu jakoś zaufania do świata i młodzieży. My się nie dowiemy, on się nie dowie. Głupio wyszło. XD

W szpitalu oddali nas bez większych ceregieli, chwilą gadania i następnego dnia był już wypis ze szpitala. XDDDD Jeeej! Udało nam się wywalczyć wolność!!! XDDDD

Do dzisiaj sobie myślę, że mogłyśmy to inaczej, sprytniej rozegrać, aby rzeczywiście się udało. Tylko w sumie po co, bo na tym etapie pozostało ze mną to nieźłe, przypałowe wspomnienie.

GURU14piorunów

@Fafalala największą wartością w Twoich wpisach jest tak obrazowe opisywanie emocji, że jak to czytam, to czuję Twój klimat. Zapachy, dotyk, wrażenia słuchowe. Wszystko jest tak opisane, że to czuje. Jakby się czytało dobrą książkę. Powtarzam się, ale masz mega "pióro" Nie wiem z czego to wynika. Może z tego, że sam jestem nerwicowcem lękowym po terapii. Może dlatego, ze miałem dziewczynę z depresją. Że liznąłem tych stanów, choć na pewno nie w takiej skali jak Ty. Może to przez doświadczenia z używkami w przeszłości. Ale ja po prostu odczuwam to co Ty piszesz. I z tego powodu, śmiem stwierdzić, że wiem o co Ci chodzi. To jest doświadczenie kompletne. Dlatego tak bardzo Ci kibicuje w odzyskaniu równowagi. Ja to w jakiś sposób osiągnąłem, choć ostatnio nie jest dobrze, ale jest nieporównywalne, do tego, co przezywałem. Dlatego każdy Twój wpis, jest dla mnie "doświadczeniem"

Fanatyk1piorunów

Który to był rok?

Byłem w Garwolinie w 2002 roku, w tym budynku dla największych psycholi, biały 5.5 metrowy mur, który na początku służył dla OTU.

Pokaż więcej komentarzy (29)

GURU

w Medycyna

10piorunów

Uważność i współczucie dla siebie pomocne w zmaganiach z depresją

Osoby, które praktykują współczucie dla samych siebie i uważność, są mniej podatne na objawy depresji i lęku – dowodzą badania naukowców z Uniwersytetu SWPS, Uniwersytetu Warszawskiego i Instytutu Psychologii PAN. Ich wyniki ukazały się w „Archives of Psychiatry and Psychotherapy”. W ostatnich

GURU

w Zdrowie

5piorunów

Depresja. Nowy lek przełamuje oporność w leczeniu. Poprawa już po tygodniu

Terapia z użyciem nowego leku zmniejszała natężenie objawów. Pacjenci obserwowali poprawę już po tygodniu zażywania. Nowy lek daje dobre efekty w terapii pacjentów z depresją oporną na leczenie, którzy posiadają specyficzną mutacją genetyczną - informuje czasopismo „JAMA Psychiatry”. Zdaniem

Twórca

w Psychologia

14piorunów

Hej Tomeczki!

Czy ktoś tu może diagnozował się kiedyś już jako dorosły pod kątem adhd i/lub spektrum autyzmu?
Czy ktoś może polecić miejsce, gdzie można pójść porozmawiać, zrobić testy i się sprawdzić?
Najlepiej Wołomin/Warszawa, ale może być też online, skoro to pewnie tylko rozmowa i wypełnienie formularza. No i wiadomo, że prywatnie.

Mam słabe doświadczenia z psychologami i z psychiatrami. Zależy mi na tym, żeby mieć chociaż wrażenie, że temu komuś zależy na tym, żeby mi pomóc. Nie chcę mieć "załatwionego" orzeczenia, wolałbym, żeby się okazało, że nic mi nie jest. Ale potrzebny mi spokój ducha w tej kwestii i poczucie pewności, bez żadnych wątpliwości.

W ogóle podzielcie się doświadczeniami, jak jakieś macie. Może ktoś też coś u siebie podejrzewał, a wyszło, że przyczyny są gdzie indziej? Jeśli tak, to co, o ile w ogóle, pomogło? Albo ktoś właśnie skończył z orzeczeniem i może napisać, jak wpłynęło to na jego życie?

Z góry dzięki!

Tytan4piorunów

Nie do końca zgadzam się z opiniami że diagnoza nic nie zmienia. W moim przypadku zrozumienie co powoduje dane objawy i dostęp do leków sprawił że wszystko stało się łatwiejsze i bardziej poukładane. Porady dotyczące ogarniania życia w książkach dla ludzi z ADHD są dla mnie znacznie skuteczniejsze niż te dla normalnych ludzi. Leki po dobraniu typu i dawki działają świetnie

Inspirator1piorunów

Sama diagnoza nie zmieni życia. Zmiana może przyjść, jeśli coś z tą diagnozą zrobisz. Tyle opinii, ile przypadków, jednak nie znam żadnego przypadku, w którym diagnoza wpłynęłaby w jakikolwiek negatywny sposób. Najwyżej może nie przynieść żadnych zmian, jeśli zdiagnozowana osoba nie czuje już na tym etapie potrzeby, by tej zmiany poszukiwać.
Znam za to osobiście kilka takich przypadków, z czego jeden to bliska osoba znana mi od młodych lat, gdzie postawienie diagnozy zapoczątkowało wielką zmianę, ale nastąpiła ona w efekcie długiej pracy (zgłębianie wiedzy, szkolenia, terapia, leki). Z osoby, która była zakompleksiona, zahukana, w wiecznym poczuciu bycia niewystarczającym, z depresją - zmieniła się w pogodną, otwartą i świadomą swoich potrzeb dziewczynę. Tę zmianę zapoczątkowała diagnoza.
Ta osoba jest z Warszawy, napisz priv, jeśli nadal potrzebujesz, zapytam ją o namiar na specjalistę.

Pokaż więcej komentarzy (28)

Osobistość

w Zdrowie

13piorunów

Open Source Anxiety Toolkit - przeglądarkowa aplikacja pomagająca złagodzić niepokój i lęk

Przeglądarkowa aplikacja pomagająca złagodzić niepokój i lęk. Zawiera proste interaktywne ćwiczenia o różnej długości trwania (2-30 minut) z zakresu m.in. techniki oddychania, uziemienia i rozluźnienia mięśni. Działa na komputerach i telefonach. Ćwiczenia oparte na dowodach naukowych aktywują układ

Gruba ryba

w Autyzm

32piorunów

Dzisiaj napomknę Wam o niecodziennej w której uczestniczyłem przez ostatni tydzień. Był to rodzaj muzykoterapii zwany „rave”, a odbywał się on w ramach węgierskiego festiwalu „Ozora”. Jak jesteście ciekawi szczegółów to zapraszam do piorunowania i ankiety.

O co chodzi w zabawie? Otóż gwóźdź programu, to wspólne uczestniczenie we wspomnianym rejwie (pisownia fonetyczna). Polega on na znalezieniu sobie punktu na „parkiecie tanecznym” w którym będzie nam odpowiadało natężenie i akustyka dźwięku, oraz będzie dostatecznie dużo miejsca abyśmy mogli komfortowo się poruszać.

nastepnie DJ, a czasem bardziej szaman-akustyk używa ogromnego soundsystemu (patrz zdjęcie), aby wprawić powietrze w drgania, które połączone z grupowym ruchem do rytmu wprawiają ciało w stan NREM analogiczny do tego podczas snu, który dosłownie „wypoczywa” umysł, a fizycznie może dać uczucie ekstazy.

poniewaz temat jest mega obszerny a bardzo chciałbym go Wam przybliżyć w przystępnej formie, zostawiam ankietę o czym byście chcieli dalej poczytać

O czym pisać dalej?

  • Techniki przeżycia wydarzenia20% (16 głosów)
  • Dostępna automedykacja16% (13 głosów)
  • Podstawy naukowe i popularnonaukowe33% (27 głosów)
  • Czym dla mnie jest rave6% (5 głosów)
  • Sprawdzam / chuj mnie to boli25% (20 głosów)

81 głosów

Fanatyk3piorunów

Teraz nie wiem, czy coś mnie ominęło, bo gość opisuje psajki jako coś mistycznego, ludzie w komentarzach podłapują, a ja do tego tupałem swego czasu co i rusz. Ba, letnie rejwy to się regularnie odbywają po miastach. Ale nikt nigdy nie nazwał tam tego psychoterapią.
No ale może działać w coś a'la terapeutyczny sposób, tu się zgodzę. Tyle, że nie w tak dużych słowach.

Gruba ryba3piorunów

@RogerThat letnia impreza techno w mieście na pojedynczych glosnikach estradowych to jednak nieco inne doświadczenie niż system takiej mocy na łące pośrodku niczego grający psytrance albo inny szybki gatunek.

zgadzam się, ze na techniawce w mieście do doświadczenia mistycznego trzeba się srogo zaprawić

Kosmonauta1piorunów

@wombatDaiquiri @RogerThat no i ludzie są istotni. Na konkretny festiwal zjeżdżają się ludzie, którzy też taki klimat tworzą. Na lajtowych imprezach albo nawet mainstreamowych festiwalach trance jest dużo takich "przypadkowych" osób, co zbyt miesza atmosferę.

Kosmonauta1piorunów

@RogerThat a to może po prostu nie był właściwy moment. Ja słucham elektronicznej muzyki już prawie 30 lat a tego tanecznego bakcyla tak konkretnie załapałem jakieś 7 lat temu. Wcześniej oczywiście też gibałem się do rytmu.

Pokaż więcej komentarzy (15)