Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#psychiatria

Osobistość

w Hydepark

72piorunów

potrzebujesz pomocy? masz złe myśli? święta to nie jest dla ciebie najlepszy czas?zadzwoń, porozmawiaj z kimś. nie jesteś sam - jesteśmy tutaj my hejtowicze oraz cały sztab ludzi którzy będą chcieli ci pomóc! damy radę i pokonamy każdą przeszkodę 💕

800 70 2222 - Linia wsparcia dla osób w stanie kryzysu psychicznego Jest linią całodobową i bezpłatną dla osób dzwoniących. Pod telefonem, mailem i czatem dyżurują psycholodzy Fundacji ITAKA udzielający porad i kierujący dzwoniące osoby do odpowiedniej placówki pomocowej w ich regionie.

Jeśli potrzebujesz wsparcia w kryzysie,

dostępne są bezpłatne, całodobowe linie zaufania, takie jak **116 123** (dla dorosłych) i **116 111** (dla dzieci i młodzieży), a także platforma **116SOS.pl**, oferująca pomoc przez telefon, czat i e-mail, oraz infolinia wsparcia **800 70 2222** Fundacji ITAKA, działające 24/7, zapewniające natychmiastowe wsparcie psychologiczne, poradę i wskazanie dalszych kroków, często łącząc z lokalnymi placówkami pomocy, np. **poradniami zdrowia psychicznego**.

Pokaż więcej komentarzy (12)

Gruba ryba

w Hydepark

56piorunów

TLDR: Liczę owce bez końca.

61.
Witam strudzonego wędrowca. Dzisiaj bez czyszczenia psychiatrycznej kartoteki. Napiszę coś bardziej aktualnego.

Życiu poza przestrzenią pracową żyje mi się bardzo dobrze, ale i z tej trudności można wykuć coś dobrego. To dla mnie istny poligon cierpliwości i nauki stawiania granic. Poza tym nastrój wyrównany, relacje kwitnące i chęc do żyćku jest. Baja, ale... nie ma tak dobrze, musi być u mnie jakieś ale. Znaczy nie musi, ale tym razem jest.

Nie mogę spać, znaczy śpię bardzo dobrze, lecz aspekt zasypiania to istny horror. Trwa godzinami. Różni się to od niespania hipomaniakalnego tym, że jestem zwyczajnie zmęczona. Pragnę wypoczynku, ale głowa nie umie wyłączyć tego pociągu myśliwego.
Zapraszam do wagonu, wybierz sobie jakieś miejsce, najlepiej przy oknie i ruszamy!

Zapada ciemność, ale tylko chwilowa. Zaraz przed oczami pojawiają się kształty, barwy. Wszystko płynie jak po psychodelikach, jedna rzecz przechodzi w drugą. Widzę kozę (dlaczego koza?!), zbliżam na oko, oko zostaje, koza znika, na jej miejsce wjeżdża wąż, wije się sekundę, wyrastają mu koła, jedziemy, zmiana kierunku obrazu, za rogiem miasto, fajnie ze to chociaż ma sens, bloki, tylko trzy, wjeżdżam do mieszkania przez okno, tam jakieś świdry, fraktale, j⁎⁎ie się od tego w głowie. Otwieram oczy, ja pierdziu. Nie chcę już ich zamykać. Ogółem można się tym pobawić, ale tylko chwilę, bo po paru sekundach wszystko pędzi na złamanie karku i czuję że neurony mi się przepalają.

Czasem sobie po przeżywam jakieś stresowe sytuacje, tworzę jakieś dialogi narracją nadające się na dobry film sensacyjny, a przynajmniej tak mi się wydaje. Czasem mignie jakieś bolesne wspomnienie. To są najgorsze batalie. Wszystko poza moją kontrola. Po godzinie jestem jeszcze bardziej pobudzona, niż przed położeniem się. Serce wali odejmując mi rytmicznie kolejne sekundy snu.

Relaksacja nie pomaga, odliczanie wstecz nie pomaga, wizualizacja nie pomaga, oddechy nie pomagają, obserwacja myśli jak nurtu rzeki kończy się na księżycu. Wszystko ląduje w ostateczności w myślowym bagienku. Lżejsze leki nasenne albo są obojętne, albo dają takie skutki uboczne, że są nie warte świeczki. Jedyne co pomaga to zasypianie do podcastów, ale nie zawsze mogę i chcę sobie je puszczać, przy TV na kanapie i oczywiście zajadanie zolpidemu, który mogę brać sporadycznie aby sobie większego kuku nie zrobić. Jam Ci załamana jestem i nie wiem co ta moja głowa znowu wyprawia. Autentycznie, przytulenie głowy do poduszki bez tabletki wywołuje we mnie stres, bo już wiem co mnie czeka.

Czy ktoś oświeci mnie jakaś koncepcją na taki szaleńczy, nocny overthinking?

Gruba ryba12piorunów

@Fafalala polecam podręcznik do metodologii nauk społecznych - nie da się przy tym nie usnąć

GURU4piorunów

Ja wale dyszke valium z podwojnym jamesonem ale to nie sen ale wyciaganir wtyczki z kontaktu, tak porzadnie wyspany to bylem moze z dekade temu. W takim obracaniu sie w wyrku najgorsze jest to ze potem rano oczka szczypia no I wtedy to sie spac chce jak juz trzeba wstac ehhh trzymaj sie tam fafka

Pokaż więcej komentarzy (35)

Praktykant

w Dyskusje

30piorunów

@bojowonastawionaowca jako, że nie ma AHW a potrzebuję się wygadać bez powiązania z moim kontem pozwoliłem sobie założyć konto tymczasowe. Jak co to banuj.

Ogólnie to mam pytanie do uszanowanego grona użytkowników, nie wiem co jest ze mną nie tak (pewnie jestem po⁎⁎⁎⁎ny) ale opis będzie długi i nudny.

23 lata temu poznałem dziewczynę, która totalnie odmieniła moje życie - zmotywowała mnie do wielu rzeczy i zmian, dzięki którym jestem tu gdzie teraz. Uwielbiałem jej charakter, była przebojowa, odważna, inteligentna i totalnie brakowało jej opiekuńczości, zawsze emocjonalnie odcięta od wszystkich sytuacji, trzymała wszystko pod kontrolą - włącznie z emocjami. Była chyba moją najlepszą przyjaciółką w całym życiu. Byliśmy razem kilka lat i w sumie rozeszliśmy się z głupich przyczyn - trochę jej błędów, trochę moich i nie miało to prawa zagrać.

Każdy poszedł w swoją stronę, ona się wyprowadziła pareset km ode mnie, zerwaliśmy totalnie kontakt - bo tak było lepiej.

Po około 2 latach odezwała się do mnie z tekstem byśmy może spróbowali raz jeszcze. Oczywiście z mojej strony była krótka piłka, ze względu, ze gdzieś tam już sobie życie układałem i jak to się mówi "nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki". A w głębi gdzieś czułem, że zrobiłem to wbrew sobie.

W sumie nigdy nie przestałem o niej myśleć, łapię się na tym, że w wielu sytuacjach po tylu latach nadal myślę o niej - była to moja pierwsza miłość i po prostu nieraz w różnych sytuacjach nadal pamiętam co powiedziała, kiedy itp. i w sumie w cięższych chwilach nachodzą mnie myśli typu "mam nadzieję, że sobie to wszystko jakoś ułożyłaś i jesteś szczęśliwa" - nigdy jej źle nie życzyłem.

Około 5 lat temu przypadkiem wpadliśmy na siebie u naszego wspólnego znajomego, akurat ona go odwiedziła na kawę i ja byłem przejazdem - nie było to w żaden sposób planowane ponieważ jak już mówiłem kontaktu nie utrzymujemy. Spojrzeliśmy na siebie i jak zamurowani staliśmy patrząc sobie w oczy nie mówiąc nic, miałem wrażenie jak by chciała mi te 15 lat ostatnich opowiedzieć, gdzie po chwili przerwałem to bo było to dla mnie strasznie niezręczne, grzecznościowo zapytałem co u jej rodziców, wziąłem od kolegi co tam potrzebowałem i wyszedłem czym prędzej. Gdzieś to spotkanie totalnie wyrzuciłem z pamięci by sobie nie zaprzątać tym głowy.

Ja rok po rozstaniu z nią poznałem moją teraźniejszą żonę i jak bym powiedział, że jej nie kocham to bym skłamał, ale są to zupełnie dwie różne osobowości - moja żona jest osobą opiekuńczą, czułą, dobrą, szczerą. Czy jestem szczęśliwy? Tak, jak najbardziej ale brakuje mi tej przebojowości czy jak by to nazwać "szczypty wariactwa" co czyni ją strasznie przewidywalną. Mamy wspaniałe dzieciaki, które kocham nad życie. No i pewnie bym toczył moje sielankowe, w miarę spokojne i ułożone życie, ale w takich sytuacjach zawsze musi się coś wydarzyć. 3 dni temu dostałem wiadomość (mój nr. tel. jest dostępny publicznie), której się totalnie nie spodziewałem, "byłeś najlepszym co mnie w życiu spotkało, tęsknię za Tobą". Nic nie odpisałem, wiadomość skasowałem i przeszedłem do porządków dziennych, ale zasiała ona we mnie tyle emocji, że się pozbierać nie potrafię.

Brzmi to conajmniej dziwnie jak przyznaję sam sobie, że po 20 przeszło latach nadal darzę uczuciami osobę, której totalnie już nie znam. Czy wam zdarza się myśleć o jakiś swoich ex? Totalnie nie wiem co ze mną jest nie tak, czuję się strasznie rozbity i nie mogę pozbierać myśli. Oczywiście nie mam zamiaru z tym nic zrobić, odpisać czy nawiązać kontaktu bo wiem, jak by to się mogło skończyć, ale po prostu potrzebuję się wygadać.

GURU7piorunów

Miałem tak z jedną laską. Mimo, że moja żona jest i zawsze była miłością mego życia, to kochałem się przed nią w innej. Spotkałem ją kiedyś kilka lat po moim ślubie i czułem spore podekscytowanie. Nie potrafiłem tego sobie wytłumaczyć, bo bardzo kochałem swoją żonę, więc przypuszczam, że to po prostu hormony, a nie jakieś braki w mojej relacji, które niby ta druga mogła wypełnić. Nie mogłaby. Dziś potrafię wyciągać wnioski, do których wtedy nie byłem zdolny, a i wiem o tej drugiej więcej. To bardzo toksyczna laska, a ja bardzo długo nieświadomie ciepło o niej myślałem. Zdecydowanie nie był to materiał na trwały związek, ale zdałem sobie z tego sprawę dość późno. Miałem dużo szczęścia spotykając swoją żonę w odpowiednim czasie, choć nasza relacja też miała bardzo trudne momenty i w żadnym razie nie była idealna.

Tylko, że ja byłem wtedy bardzo młody i wciąż wrażliwy na bodźce hormonalne. A ty po 20 latach takie rzeczy czujesz? To jest dziwne i raczej nie poparte realną relacją, lub choć jej perspektywą, a bardziej twoim wspomnieniem i własnym obrazem jej. Zabrakło jakiegoś wyraźniejszego zakończenia tamtej relacji. Może to po prostu być też kryzys wieku średniego. A może podświadomie atrakcyjne jest to, że ona też nie postrzega cię obojętnie, pomimo upływu lat. Dla mnie to jednak czerwona lampka.

Takie rozkminy chyba nie są niczym nienormalnym, ale z całą pewnością podążenie za nimi to już idiotyzm. Ja również hołduję zasadzie, że dwa razy do tej samej rzeki: nie!

Pokaż więcej komentarzy (32)

Gruba ryba

w Hydepark

69piorunów

TLDR: Jak kiedyś z psychiatryka zwiało się.

60.
Żyjąc sobie myślę, co jeszcze mogłabym napisać pod tagiem, tak aby tchnąć w niego trochę życia i powrócić do przyjemności pisania. Obecnie swoje żyćku mogłabym zawrzeć w dwóch prostych słowach piosenki Ladaco "Jest dobrze".
Ostatnio w rozmowie z kumpelą doszło do tego momentu, że opisywałam jej jak zwiałam z psychiatryka w wieku 17 lat przy pierwszej hospitalizacji, a jako że to całkiem zabawna historia postanowiłam podzielić się nią również z Wami. Tak też więc, zaczynamy.

W Garwolinie w szpitalu, zbliżał się już 3 miesiąc pobytu. Stan zdrowia mocno uregulowany, więc w głowie pojawiały się tylko harce i swawole. Zalewanie łazienki, bitwy na poduszki, kolędowanie po salach. Taki kolonialny vibe, tylko że zamiast repremendy do nauczycielki, kończyło się czasem zastrzykiem pacyfikującym w d⁎⁎ę. W niektórych miejscach nie wolno się śmiać. W tamtym już momencie w głowie pojawiała się natrętna myśl "a gdyby tak rzucić to wszystko i wyjechać stąd... gdziekolwiek"? Miałam sny dzień w dzień z uciekaniem. Na samą myśl o tym, czuje jak hormony zaczynają pracować w pobudzeniu nawet teraz. Moja przyjaciółka z tamtego okresu A. też miała w sobie taki gen gagatka, więc fantazjowałyśmy sobie o tym w wolnych chwilach, które to mieliśmy w sumie cały czas. XD
Przed budynkiem był sobie taki plac i spacerniak w moim ulubionym stylu, który bym określiła jako "PRLvibe". Miałyśmy zgodę, aby z opiekunem i niewialką grupką innych pacjentów wychodzić tam i korzystać ze słońca. Od razu przy wyjściu łypnełam swoim bystrym oczkiem, że brama wjazdowa główna do kompleksu jest otwarta, pewnie z powodu jakiś dostaw. Ja pierdziu, ja pierdziu tam zza bramy już powiew wolności uderza mnie w nozdrza. Daje grypserą znać ("ej, ej A. patrz! XD), że to może być ta chwila. Teraz jak się tam zbliżyć z tego placu bez przypału. Niczym pomysłowy dobromir stworzyłyśmy najbardziej innowacyjną zabawę ucieczkową, czyli rzucanie piłeczką przez koło hula-hop. Piłka hyc przez kółko coraz dalej i dalej wzdłuż budynku. Pod sam koniec jak byłyśmy z pareset metrów od grupy uslyszałysmy tylko "Dziewczyny wracajcie tutaj", łyp-łyp oczami po sobie i sekundę po, już bieglysmy w stronę bramy. Wyleciałyśmy jak burza, z tyłu słysząc naiwne ochroniarskie "Dziewczynki, gdzie Wy tak biegniecie?". Widziałam, że próbuje ruszać za nami jak musiałam się wrócić po zagubionego po drodze buta, ale nie miał szans z psychiczną, młodą krwią.

Hi hi ha ha, zwiałysmy he he he i co teras? Głupio to rozegrałysmy na starcie, bo wyleciałyśmy w stronę od miasta, zamiast do. Wyladowałyśmy w krzakach przy jakiś pobliskich działkach, dygając co chwila w paranoi ze ktoś tam chodzi i szuka nas. Każdy dźwięk to było wstrzymanie oddechu. Co gorsza to był krzak pokrzyw, ale bałyśmy się zmieniać miejsce. W końcu w naszych głowach trwała obława na uciekinerki z helikopterami i psami tropiącymi. XDD Trochę tam posiedzialimy, myśląc do dalej. W końcu na działkach nie będziemy budować nowego życia. Trzeba się jakoś dostać do miasta. Na drodze stał nam tylko Wielki Garwoliński Kompleks Psychiatryczny. Nie wiem co my miałyśmy w głowach, ale zamast jakoś od tyłu to wszystko okrążyć, to my dzida przez sam środek wzdłuż takiego sądowego oddziału, dla tych najgorzej pofiziowanych i oddział detoksykacji. Jakoś przez te płoty przeszłyśmy. Idziemy na PKS. Chcemy się dostać do Wawki.

Na dworcu rozglądamy się, za jakimiś dobrymi duszami, co mogłyby nam pożyczyć na bilet, udało się. Pan Numer Trzy na pytanie czy będzie mógł pożyczyć na bilet, a w Warszawie siostra koleżanki na dworcu odda (nie wiem jak to wykombinowałyśmy sobie), powiedział że na spokojnie kupi nam te dwa bilety. Taki fart, nie wierzę. Czekamy już z tymi biletami, które pachniały jak niezły przypał, a tu ziut podjeżdża radiowóz. Nie minęła chwilą jak nas wyczaili i podeszli. Poszło szybko:
"Pani Fafa, Pani A.?- Eee tak. - Zapraszamy do radiowozu".
Jeszcze spojrzałyśmy na twarz tego Pana co nam bilet kupił. Kurde, mam nadzieję że nie złamałyśmy mu jakoś zaufania do świata i młodzieży. My się nie dowiemy, on się nie dowie. Głupio wyszło. XD

W szpitalu oddali nas bez większych ceregieli, chwilą gadania i następnego dnia był już wypis ze szpitala. XDDDD Jeeej! Udało nam się wywalczyć wolność!!! XDDDD

Do dzisiaj sobie myślę, że mogłyśmy to inaczej, sprytniej rozegrać, aby rzeczywiście się udało. Tylko w sumie po co, bo na tym etapie pozostało ze mną to nieźłe, przypałowe wspomnienie.

GURU14piorunów

@Fafalala największą wartością w Twoich wpisach jest tak obrazowe opisywanie emocji, że jak to czytam, to czuję Twój klimat. Zapachy, dotyk, wrażenia słuchowe. Wszystko jest tak opisane, że to czuje. Jakby się czytało dobrą książkę. Powtarzam się, ale masz mega "pióro" Nie wiem z czego to wynika. Może z tego, że sam jestem nerwicowcem lękowym po terapii. Może dlatego, ze miałem dziewczynę z depresją. Że liznąłem tych stanów, choć na pewno nie w takiej skali jak Ty. Może to przez doświadczenia z używkami w przeszłości. Ale ja po prostu odczuwam to co Ty piszesz. I z tego powodu, śmiem stwierdzić, że wiem o co Ci chodzi. To jest doświadczenie kompletne. Dlatego tak bardzo Ci kibicuje w odzyskaniu równowagi. Ja to w jakiś sposób osiągnąłem, choć ostatnio nie jest dobrze, ale jest nieporównywalne, do tego, co przezywałem. Dlatego każdy Twój wpis, jest dla mnie "doświadczeniem"

Fanatyk1piorunów

Który to był rok?

Byłem w Garwolinie w 2002 roku, w tym budynku dla największych psycholi, biały 5.5 metrowy mur, który na początku służył dla OTU.

Pokaż więcej komentarzy (29)

GURU

w Medycyna

10piorunów

Uważność i współczucie dla siebie pomocne w zmaganiach z depresją

Osoby, które praktykują współczucie dla samych siebie i uważność, są mniej podatne na objawy depresji i lęku – dowodzą badania naukowców z Uniwersytetu SWPS, Uniwersytetu Warszawskiego i Instytutu Psychologii PAN. Ich wyniki ukazały się w „Archives of Psychiatry and

GURU

w Zdrowie

5piorunów

Depresja. Nowy lek przełamuje oporność w leczeniu. Poprawa już po tygodniu

Terapia z użyciem nowego leku zmniejszała natężenie objawów. Pacjenci obserwowali poprawę już po tygodniu zażywania. Nowy lek daje dobre efekty w terapii pacjentów z depresją oporną na leczenie, którzy posiadają specyficzną mutacją genetyczną - informuje czasopismo „JAMA

Specjalista

w Psychologia

14piorunów

Hej Tomeczki!

Czy ktoś tu może diagnozował się kiedyś już jako dorosły pod kątem adhd i/lub spektrum autyzmu?
Czy ktoś może polecić miejsce, gdzie można pójść porozmawiać, zrobić testy i się sprawdzić?
Najlepiej Wołomin/Warszawa, ale może być też online, skoro to pewnie tylko rozmowa i wypełnienie formularza. No i wiadomo, że prywatnie.

Mam słabe doświadczenia z psychologami i z psychiatrami. Zależy mi na tym, żeby mieć chociaż wrażenie, że temu komuś zależy na tym, żeby mi pomóc. Nie chcę mieć "załatwionego" orzeczenia, wolałbym, żeby się okazało, że nic mi nie jest. Ale potrzebny mi spokój ducha w tej kwestii i poczucie pewności, bez żadnych wątpliwości.

W ogóle podzielcie się doświadczeniami, jak jakieś macie. Może ktoś też coś u siebie podejrzewał, a wyszło, że przyczyny są gdzie indziej? Jeśli tak, to co, o ile w ogóle, pomogło? Albo ktoś właśnie skończył z orzeczeniem i może napisać, jak wpłynęło to na jego życie?

Z góry dzięki!

Tytan4piorunów

Nie do końca zgadzam się z opiniami że diagnoza nic nie zmienia. W moim przypadku zrozumienie co powoduje dane objawy i dostęp do leków sprawił że wszystko stało się łatwiejsze i bardziej poukładane. Porady dotyczące ogarniania życia w książkach dla ludzi z ADHD są dla mnie znacznie skuteczniejsze niż te dla normalnych ludzi. Leki po dobraniu typu i dawki działają świetnie

Inspirator1piorunów

Sama diagnoza nie zmieni życia. Zmiana może przyjść, jeśli coś z tą diagnozą zrobisz. Tyle opinii, ile przypadków, jednak nie znam żadnego przypadku, w którym diagnoza wpłynęłaby w jakikolwiek negatywny sposób. Najwyżej może nie przynieść żadnych zmian, jeśli zdiagnozowana osoba nie czuje już na tym etapie potrzeby, by tej zmiany poszukiwać.
Znam za to osobiście kilka takich przypadków, z czego jeden to bliska osoba znana mi od młodych lat, gdzie postawienie diagnozy zapoczątkowało wielką zmianę, ale nastąpiła ona w efekcie długiej pracy (zgłębianie wiedzy, szkolenia, terapia, leki). Z osoby, która była zakompleksiona, zahukana, w wiecznym poczuciu bycia niewystarczającym, z depresją - zmieniła się w pogodną, otwartą i świadomą swoich potrzeb dziewczynę. Tę zmianę zapoczątkowała diagnoza.
Ta osoba jest z Warszawy, napisz priv, jeśli nadal potrzebujesz, zapytam ją o namiar na specjalistę.

Pokaż więcej komentarzy (28)

Kosmonauta

w Zdrowie

13piorunów

Open Source Anxiety Toolkit - przeglądarkowa aplikacja pomagająca złagodzić niepokój i lęk

Przeglądarkowa aplikacja pomagająca złagodzić niepokój i lęk. Zawiera proste interaktywne ćwiczenia o różnej długości trwania (2-30 minut) z zakresu m.in. techniki oddychania, uziemienia i rozluźnienia mięśni. Działa na komputerach i telefonach. Ćwiczenia oparte na dowodach naukowych

Gruba ryba

w Autyzm

32piorunów

Dzisiaj napomknę Wam o niecodziennej w której uczestniczyłem przez ostatni tydzień. Był to rodzaj muzykoterapii zwany „rave”, a odbywał się on w ramach węgierskiego festiwalu „Ozora”. Jak jesteście ciekawi szczegółów to zapraszam do piorunowania i ankiety.

O co chodzi w zabawie? Otóż gwóźdź programu, to wspólne uczestniczenie we wspomnianym rejwie (pisownia fonetyczna). Polega on na znalezieniu sobie punktu na „parkiecie tanecznym” w którym będzie nam odpowiadało natężenie i akustyka dźwięku, oraz będzie dostatecznie dużo miejsca abyśmy mogli komfortowo się poruszać.

nastepnie DJ, a czasem bardziej szaman-akustyk używa ogromnego soundsystemu (patrz zdjęcie), aby wprawić powietrze w drgania, które połączone z grupowym ruchem do rytmu wprawiają ciało w stan NREM analogiczny do tego podczas snu, który dosłownie „wypoczywa” umysł, a fizycznie może dać uczucie ekstazy.

poniewaz temat jest mega obszerny a bardzo chciałbym go Wam przybliżyć w przystępnej formie, zostawiam ankietę o czym byście chcieli dalej poczytać

O czym pisać dalej?

  • Techniki przeżycia wydarzenia20%
  • Dostępna automedykacja16%
  • Podstawy naukowe i popularnonaukowe33%
  • Czym dla mnie jest rave6%
  • Sprawdzam / chuj mnie to boli25%

80 głosów

Fanatyk3piorunów

Teraz nie wiem, czy coś mnie ominęło, bo gość opisuje psajki jako coś mistycznego, ludzie w komentarzach podłapują, a ja do tego tupałem swego czasu co i rusz. Ba, letnie rejwy to się regularnie odbywają po miastach. Ale nikt nigdy nie nazwał tam tego psychoterapią.
No ale może działać w coś a'la terapeutyczny sposób, tu się zgodzę. Tyle, że nie w tak dużych słowach.

Pokaż więcej komentarzy (15)

GURU

w Nauka

11piorunów

Czy bieda może nasilać zaburzenia psychiczne u dzieci?

Czy bieda może nasilać problemy ze zdrowiem psychicznym wśród najmłodszych członków rodziny? Nowe badanie międzynarodowego zespołu, w którym pracowała psycholożka z Uniwersytetu SWPS, dowodzi, że problemy finansowe nie odgrywają tutaj istotnej roli, a zaburzenia psychiczne mogą

Gruba ryba

w Gównowpis

11piorunów

chyba dorosłem do tego aby zakupić eSIM i założyć konto na

To nie jest pożegnanie. jest super i na pewno tu zostanę, ale czuje się tu trochę jak w domu. Komfortowe miejsce, gdzie ludzie raczej czytają, myślą i dopytują, zamiast przechodzić do napierdalanki ad-hominem i szukania haków w starych postach. Moja internetowa persona została już chyba ukształtowana i zweryfikowana we wspierającym środowisku jako „nie popierdolona, czasem mająca coś ciekawego do napisania”.

a jak chce docierać do ludzi którzy się ze mną nie zgadzają, to muszę przywyknąć do agresji i nauczyć się ją neutralizować, oraz przekonywać nieprzekonanych, krnąbrnych, ignoranckich i chamskich. Tutaj jest ich w sam raz żebym czuł się dobrze, ale za mało żebym się rozwinął.

kilka razy udało mi się napisać coś z czym ludzie się identyfikowali, za każdym razem jest mi bardzo miło jak któryś mój wpis doceni wiele osób. Dziękuję też tym którzy moje posty lajkują i komentują regularnie. Z takich sławniejszych person to @moll próbująca zrozumieć autyzm zawsze mnie bardzo rozczula, ale też często pomaga mi zrozumieć normalność xD

kibicujcie mi proszę :pleading_face:

i w sumie bo chyba to mnie najbardziej motywuje do dzielenia się przemyśleniami i doświadczeniami

Pokaż więcej komentarzy (14)

Gruba ryba

w Hydepark

65piorunów

dziś wpis bardziej poważny, ponury i ciężki.
Po 2 miesiącach brania leku zaczynają działać antydepresanty bo już myślałem że tracę rozum.

Jestem hipochondrykiem - muszę to w końcu przyznać, leczę się, chodzę na terapię.
Panicznie boję się chorób, głównie raka, ale i wirusów i baterii, unikam witania się uściskiem dłoni, przeraża mnie sezon grypowy. Nałogowo się badam, co chwilę robię badania krwi, regularne USG i konsultacje myśląc że mam jakąś poważną chorobę fizyczną - ale nie mam, badania nic nie znajduja.

Ale mój mózg w to nie wierzy, poczuje swędzenie skóry: pierwsza myśl: rak skóry. Ból pleców: pewnie chore nerki albo rak trzustki. Suchość w jamie ustnej: pewnie rak jamy ustnej. Chrypka w gardle: pewnie rak przełyku.

I tak ciągle, moj mózg jest ciągle w stanie “fight or flight”. W pracy usłyszę jak ktoś kaszle, od razu myślę że sie zarażę. Od Covida mi się to nasiliło a obecnie nie jestem w stanie funkcjonować, a i moja rodzina jest mną zmęczona.

Jestem chory, i jest to choroba strasznie męcząca, odbiera radość z życia, w myślach umieram setki razy dziennie, strach mnie paraliżuje.

Nawet dieta której się trzymam jest pokłosiem tej choroby, bo boję się marskości wątroby i innych chorób związanych z otyłością.

Walczę z tym, nie jest łatwo, zablokowałem wszystkie strony medyczne w domu, chce zrobić filtr ktory zablokuje tez strony na których widnieją słowa kluczowe z chorobami bo Onet i WP co chwilę wrzucają artykuły o chorobach.

No to tyle, musiałem to z siebie wyrzucić.

Gruba ryba1piorunów

@dildo-vaggins

Moja rada, kompletnie pozbawiona odniesienia do Twojego profilu:
Biegaj. Uczestnicz. Twórz.

Biegaj: regularny ruch utrzymuje sprawność, zapewnia poczucie komfortu w swoim ciele. Nie musi to być bieganie.

Uczestnicz: zaangażuj się. Msze, klub miłośników krzyżowek, postowanie na hejto, doradztwo literackie. Cokolwiek, byle dla kogoś i z kimś.

Twórz: pisz. Uprawiaj hobby. Eksperymentuj z doniczka. Czytaj literaturę fachową. Wykorzystaj energię.

To nie rozwiąże Twoich problemów, ale być może sprawi, że nie zdominują Twojego życia.

Fanatyk6piorunów

@dildo-vaggins wielkie brawa za zdanie sobie z tego sprawy - to pierwszy krok ku lepszemu. I drugie brawo przyznanie się publicznie do tego. To również bardzo ważne, że nie chcesz ukrywać to przed światem, ale coś zmienić.

Reszta wyżej już dała Ci fajne rady - ale od siebie zastanawiam się nad jednym, co mogłoby pomóc. Nie myślałeś o locie paralotnią, awionetką, czy skokiem na bungee? Chodzi o pewien sport, albo czynność z tej rodziny. Coś co jest "potencjalnie" niebezpieczne, ale mogłoby Ci pozwolić wyzwolić trochę endorfin, adrenaliny i równocześnie strachu o własne życie - tak właśnie na przełamanie Twojego toku rozumowania. Jeżeli zrobisz jakieś extrema, może codzienność będzie Ci łatwiejsza do akceptacji

Tymczasem dużo zdrówka!

Pokaż więcej komentarzy (21)

Gruba ryba

w Gównowpis

32piorunów

K⁎⁎wa mać, trzy razy już dzisiaj lało. Piętnaście minut ściana wody, godzinę świeci słoneczko, dwie godziny jesienna szarówka. Czuje stany lękowe jakby był j⁎⁎⁎ny listopad. Nie ma to jak ładowanie baterii w wakacje.

GURU9piorunów

eh najlepiej jakby śnieg spadł

Pokaż więcej komentarzy (9)

GURU

w Wiadomości Polska

3piorunów

W ubiegłym roku spadła liczba samobójstw. Dalsza reforma psychiatrii powinna pomóc utrzymać tę tendencję

W 2024 roku po raz pierwszy od kilku lat liczba samobójstw w Polsce spadła, jednak skala problemu wciąż jest poważna. Polska jest w trakcie reformy psychiatrii, w ramach której największy nacisk w kształtowaniu opieki ma być położony na wsparcie środowiskowe. Eksperci zwracają jednak

Zawodowiec

w Dyskusje

28piorunów

Ludzie po pół roku wyszedłem z tej dziury bezczynności jaką jest psychiatryk w Choroszczy na Podlasiu, Boże jak ja się cieszę że nie było tego więcej gdyż bym się już totalnie załamał, a byłem już na granicy wytrzymałości.

Fanatyk1piorunów

A miałeś wi fi?

Fanatyk1piorunów

@Wi-fi a za co pierdziałeś w pasiak? I stąd niepoczytalność?

Pokaż więcej komentarzy (11)

GURU

w Wiadomości Polska

63piorunów

Klimatyści z Ostatniego Pokolenia skierowani do psychiatryka po blokadzie mostu w Warszawie

Dwóch aktywistów klimatycznych z ruchu Ostatnie Pokolenie trafiło 15 czerwca 2025 roku do szpitala psychiatrycznego po głośnym proteście na Moście Siekierkowskim w Warszawie. Policja potraktowała ich działanie jako potencjalną próbę samobójczą, co wywołało falę kontrowersji zarówno

Gruba ryba

w Hydepark

104piorunów

TLDR: Duży progres w małych rzeczach.

58.
Żyje sobie ostatnio w poczuciu osobliwego spokoju. Bez szaleństw, wzmocnionej ekscytacji, czy poczucia wyższości. Ot tak mijają mi dni, na wyregulowanym chillu.
Ciężej mi co prawda wejść w głębiej siebie, bez tych silnych emocji i wewnętrznych wybuchów (może to też kwestia bycia nafaszerowanym paroma stabilizatorami), ale chyba nie na tym polega życie, aby stale grzebać w swojej głowie.

Staram się wychodzić z koszmarów społecznych konwenansów i akceptować rzeczy na poziomie realnych zagrożeń, niżeli obaw jak dane rzeczy mogą zostać odebrane przez innych. Ostatnio zaspałam, potężnie zaspałam, dobre palulku było. Z taką mocą czasami nie idzie wygrać. Tego dnia byłam zobowiązana do grupowych spotkań z rodzicami, więc lipa. Powinnam być punktualnie. Normalnie wstałabym w pełna paniki że zawiodłam, że nie potrafię sprostać danym obowiązkom, że d⁎⁎a i kupa ze mnie. Wiecie, te milutkie i cieplutkie epitety na samego siebie. A tak, zdałam sobie sprawę, że stało się, przykra sprawa i nie zmienię tego stanu rzeczy. Prosta refleksja, że wściekanie się na siebie nie sprawi, że magicznie anuluje opóźnienie w czasie. Miałam też świadomość, że w spotkaniu uczestniczą inne terapeutki, więc rodzice będą i tak zaopiekowani. Zebrałam się najszybciej jak mogłam, zapakowałam w auto i w 40 min byłam już w pracy. Weszłam, bez przesadnego poczucia winy przeprosiłam i dzień leciał dalej, pomimo potknięcia. Magic!
Ja zdaje sobie sprawę, że to pierdoła, że dla niektórych to oczywiste i automatyczne, lecz dla mojej osóbki to sygnał, że trud jaki wkładam w osobisty rozwój pozwala mi na wyjście z utartych schematów i nadmiernej krytyki ukierunkowanej na powolną samozagładę. To dobre uczucie.

Niedługo też zbieram się na pierwszą improwizowaną podróż. Od Świnoujścia, stopniowo w dół w kierunku Wawy. Bez planu i zapewnionego noclegu. Dzień po dniu w innym miejscu. Ufam sobie, wiem że ogarnę, a jak nie ogarnę to nic się nie stanie. Będę mieć śpiworek, więc spanko w aucie też jest brane pod uwagę. Why not. Po ostatniej podróży zauważyłam, że lubię spędzać ze sobą czas.

Mam świadomość, że to co piszę, może być odbierane jako pysznienie się do samej siebie, ale musicie mi uwierzyć, że w ten sposób wyrażam dumę i radość z tego że powoli odnajduje spokój w swoim życiu, oraz głowie. Czuję, że zaczynam być taką osobą, jaką zawsze chciałam być pomimo tego że wiele rzeczy które działy się w moim życiu, sukcesywnie chciały to zniweczyć.

No czuj dobrze człowiek.
Dobrego dnia, pysznej kawusi czy herbatki i zaczynamy dzionek Hejtowicze!

GURU2piorunów

Brzmi jak szara zwykła normalność, więc podążasz chyba we właściwym kierunku. Brak ciągłej huśtawki skrajnych nastrojów, to właśnie stabilizacja, więc leki chyba robią dobrze.
Tak, życie nie polega na ciągłym szarpaniu się ze sobą i staczaniu bitew wewnątrz własnej głowy. Jest spora różnica między tym a autorefleksją, której - jak widać - dalej ci nie brakuje i, do której powinnaś się ograniczać.
Oby tak dalej!

Fanatyk3piorunów

Rozumiem ten punkt widzenia, tym bardziej gratuluję małych kroczków naprzód, kropla drąży skałę!

Pokaż więcej komentarzy (40)

Gruba ryba

w Hydepark

74piorunów

TLDR: Świrkowy come back, czyli ciamkam o tym samym w kółko i w kółko.

57.
Jakoś było mi wstyd pisać ostatnio, a chciałam bardzo. Mój tag to takie epitafium z narzekania. Ja tak nie chce. W moim życiu nie jest tragicznie, jak właściwie to zarysowuje. Mam radości, mam smutki jak każdy. Jestem kochana i ja też kocham. Mam pasje, mam przyjaciół, mam miłość. Moje życie to nie tylko choroba. To tętniący tysiącem barw obraz, zmieniający się tak dynamicznie, że nie wiadomo czasem co na nim jest. Potrafi olśnić jak i przygnębić. Czasem zieleń się z czerwienią miesza. Złoto z brązem. Ten obraz oddycha, zupełnie jak ja.

Znów mnie oderwało. Już od lutego słyszałam że jestem w górce, ale kłóciłam się że mam prawo czuć się dobrze. Ciągnęłam to do końca kwietnia, aż się zrobiło grubo. Głupie wydatki, mało spanka, niemożności bycia bez działania, agresja etc. U psychiatrki już spina, bo widać że kontakt z bazą coraz gorszy. Wysoka hipomania tak też rzekła. Cieszę się, że umiałam się zgłosić po pomoc.
Dostałam nowego dropsa po którym wpadłam w dołka, o czym chyba pisałam. Na szybko na szczęście przeszło, bo już się bałam że po mnie. Teraz już jestem na ziemi. To dobre uczucie.

Dobra, nie ma co więcej strzępić ryja. Nie chcę temu poświęcać więcej czasu niż jest to potrzebne. Warto uwagę skupić na zdrowiu i równowadze, przynajmniej tak chcę zrobić. Show must go on!!!! Żyje, oddycham, walczę.

Jakby co komiks z moim story został wydany już jakoś w poprzednim tygodniu: Przerysowani II komiksowe opowieści o samouszkodzeniach. Sama go jeszcze nie czytałam w całości. Jakoś nie mam gotowości. Jest specyficzny, z dwoma perspektywami. Nie wiem jak to wytłumaczyć. To jedna z 10 powieści, jakie się tam znajdują jakby co.
Jeżeli chcecie poszerzyć wiedzę o mechanizmie samouszkodzeń to polecam się z nią zapoznać. Zarówno jako narzędzie i ciekawostkę. Zwłaszcza że temat jest jakoś tak po macoszemu potraktowany.

Dobrego dnia i uroczyście przysięgam mniej skupiać się na negatywach. Ament.

Pokaż więcej komentarzy (25)