Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#zycie

Osobistość

w Dyskusje

17piorunów

Dawno nic nie pisałem. Nie to, że nie mam o czym ponieważ jest sporo zaległego materiału do napisania do opowiedzenia a tym bardziej do zrobienia. Tylko czasem przychodzi taka chwila, czy moment, że czas może nie tyle co zwalnia a wprost przeciwnie...

I tak właśnie po zamknięciu zeszłego roku, a może nawet i trochę wcześniej. Zacząłem czuć, że nie do końca ogarniam co się wokół mnie dzieje, nie mogłem skoncentrować się na czymkolwiek, miałem w sumie mam, problem z zaplanowaniem czegokolwiek. Może nie do końca planowaniem ale skupieniem się.

I mimo tego że nic konkretnego się nie robi to ten czas ucieka... Może to przez to że dzień jest za krótki? Może za mało witaminy d .No ale jakieś tam kapsułki łykam.

Przypuszczam, że nie tylko ja mam taki okres zimowy. :grinning:

No ciężko jest mi to wytłumaczyć. Może to taka zimowa depresja? A może gubię się jak mam za dużo wolnego czasu? Jestem przerażony bo nie wiem co mam z tym wolnym czasem zrobić? :thinking_face:

Ale zostało to potwierdzone nawet na studiach. Im bardziej napięty grafik tym większe prawdopodobieństwo, że wszystkie punkty z checklisty będą odhaczone.

Z całą pewnością rozbił mi się harmonogram dnia. Który nie był zbyt skomplikowany po prostu polegał na pracy.

Teraz może dobrym rozwiązaniem będzie wdrożenie jakiegoś nowego? :thinking_face: I chyba tak będzie trzeba zrobić... Zaplanować i rozpisać następny dzień. Powinno to się udać...

Jutro w sumie plan nie jest zbyt ambitny ponieważ jadę z samego rana do Radomia.

Więc punkt pierwszy, jutrzejszego harmonogramu wiadomo jaki będzie.

Pokaż więcej komentarzy (9)

GURU

w Hydepark

143piorunów

Eh k⁎⁎wa ulotne jest to życie jak ja pi⁎⁎⁎⁎lę.

Wczoraj zmarł przyjaciel mojego ojca, rak z przerzutami. Załatwił go tydzień od diagnozy. Wesoły, pełen energii chłop, który miał "tylko" kaszel. Jednego dnia człowiek pełen życia, a drugiego życia już nie ma. Miał życzenie, żeby każdy za jego skórę wypił, więc usiadłem i ja ze swoim ojcem i opiliśmy chłopa tak jak chciał.

Za to odszedł pięknie, na swoich zasadach, wszystko dopiął zanim się zawinął z tego świata. Umarł w domu, wśród swoich i bez bólu. Na ile można dobrze umrzeć, na tyle dobrze umarł. Planów miał w c⁎⁎j, ale życie standardowo miało swoje.

Ulotne to k⁎⁎wa wszystko, ja nie wiem

Osobistość1piorunów

@Rozpierpapierduchacz "Załatwił go tydzień od diagnozy", nie no jakieś obawy musiał mieć tak chociaż z miesiąc przed spotkaniem ze świętym Piotrem

Fenomen0piorunów

@Rozpierpapierduchacz przykro mi i zgadzam się, rak to ku*wa, ale ochlewać raka, to jak opijać trzeźwość byłego alkoholika :confused:

Pokaż więcej komentarzy (20)

Fenomen

w Hydepark

4piorunów

Mój ojciec kupił w 1996 roku pół domu 110 m2 (drugie pół mieli dziadkowie, teraz mam mieć ja, ale na razie nic tam nie ruszam, bo trzeba duzo siana na remont) za 25 tysięcy, co jest warte dziś w przybliżeniu 150-200k maksymalnie.

Jak pojebały się ceny nieruchomości, sami sobie odpoweidzice, czy dziś 110m2 z dostępem do ogrodu w centrum miasta (sredniej wielkosci, 100k mieszkancow) kupicie za 150k xD

To tyle odnośnie łatwego startu dla młodych z ich kredytami pod korek na mikro klatki na osiedlu pistacjowym za 600k 40m2 xD

Tytan0piorunów

Złoto dałoby lepszy zwrot

Pokaż więcej komentarzy (10)

Fenomen

w Hydepark

6piorunów

Pracuję w handlu B2B i podzielę się z wami czymś po latach doświadczenia

1.Ludzie płacą często nie wiedząc za co. Jeśli dostarczacie nie produkt, a usługę i to w modelu abonamentowym (co miesiąc faktura), to tak na dobrą sprawę firmy często mają w d⁎⁎ie, czy koszt jest adekwatny do jakości i ilości pracy. Ponieważ po jakimś czasie jest to faktura jedna z wielu do opłacenia, a nikomu się nie chce tego weryfikować. Każdy pracownik chce mieć spokój. Żaden też nie chce podejmować decyzji i się wychylać. Czasami nawet szef. Nawet jak jest coś do d⁎⁎y, to kierują się zasadą "jest jaki jest, ale jest", bo po prostu boją się zmian, plus mają brak czasu i chęci na angażowanie się we współprace od zera z nową firmą.

2.Relacja jest najważniejsza. Taka jest prawda. Jeśli ludzie cię lubią, to z tobą współpracują. Nawet jak inni są lepsi. Największy bajer w sprzedaży nie polega na "trikach sprzedażowych", którzy janusze bez wiedzy wypisują w ogłoszeniach o pracę, bądź handlowcy starej daty, którzy zostali kierownikami po X latach zapierdalania.

Najważniejsze jest być autentycznym. Musisz mieć "to coś" w sobie. Coś, żeby ludzie cię polubili. Każdemu, kto szuka pracy w sprzedaży odradzam uczestnictwa w rekrutacjach, gdzie jest "scenka sprzedażowa", lub ktoś pyta cię o "techniki sprzedaży". To wszystko to bullshit zaczerpnięty z amerykańskiego call center. Perswazja i drobna manipulacja psychologiczna ma sens, jeśli umiesz to robić dyskretnie między wierszami, jednocześnie będąc po prostu pewnym siebie i co najważniejsze - sobą. Ktoś ma pomyśleć o tobie "fajny chłopak", a potem dopiero "zna się na fachu". Taka jest brutalna prawda. Może szefowie firm tego nie lubią ze strachu, bo zbyt dobra relacja handlowiec-klient to zbytnie przywiązanie do jednostki zamiast do firmy, ale tak to po prostu działa.

Ostatnio przyjechaliśmy do klienta i nieco improwizowaliśmy z robotą, to gość wprost jak o kolektywie, "MY" - "coś tam mamy, coś tam się udało i coś jest" xD Gdzie ja z moim charakterem to bym zadawał 100 pytań i prosił o raporty z pracy. No ale c⁎⁎j.

3.Nie pal mostów, bądź za klientem czasem bardziej niż za firmą

To jest dla mnie najważniejszy wyznacznik. Jeśli twoja firma daje d⁎⁎y, to naturalnie szef wymaga, byś stawał w roli adwokata, reprezentował interesy firmy, bo oni ci płacą. I ja to rozumiem. Też bym tak chciał. Ale prawda jest taka, że powinieneś dbać o swoje własne dupsko. Firma daje d⁎⁎y i NIE DA SIĘ ich wybronić - przyznaj rację klientowi.

Jeśli nie będziesz go uświadamiać, że jest głupi i nie rozumie i robić z siebie oponenta, jest większa szansa, że go utrzymasz, bo po ludzku pomyśli "każdy ma prawo do błędów" albo "ci z tej firmy to są tumany, ale ten chłopak jest w porządku i go lubię, dobrze mi się z nim współpracuje, daj im szanse". Wielokrotnie sprawdzało się w moim przypadku.

Klient chce rzucić wypowiedzenie i wiesz, że nie ma linii obrony, nie ma argumentów - pogódź się z tym. Nie twoja firma, nie twoje błędy, nie twoja historia. Wykaż zrozumienie w stosunku do klienta, podaj mu rękę, pożegnaj się, daj mu upominek, pogadaj na koniec o życiu i pierdołach, życz powodzenia. Jak miałeś fajną relację, zostaw do siebie jakieś namiary "gdyby coś było potrzeba to pomogę". Zawsze zachowuj kontakty. Działając w powyższy sposób, budujesz przede wszystkim swój wizerunek i nigdy nie wiesz, kto się do ciebie z jakim tematem odezwie.


Generalnie w teorii, w ogłoszeniach o pracę, w rozmowach z menadżerami/szkoleniowcami, usłyszysz to o 180 stopni inaczej, ale to właśnie dlatego, że firma chce, byś maksymalizował zysk i reprezentował tylko ich interesy, nawet narażając na szkodę swój wizerunek. Ale da się generować dobry zysk i budować kontakty, które wzmacniają stabilność firmy, a przede wszystkim pracujesz na siebie i swoje uznanie. Więc rób na odwrót, bo wszystko co ci przekazują na zewnątrz to bullshit pod budowanie potencjalnych komórek w excelu.

Inspirator0piorunów

@Lopez_ też widzę że w B2B to głównie relacja z klientem się liczy, a co do sprzedaży to zamiast dobrej gadki lepiej mieć dobre słuchanie i dobrą znajomość produktu. Często ludzie którzy byli świetni w B2C i potrafią "nawijać makaron na uszy" są potem fatalni w B2B bo tam wychodzi ich nie szczerość

Kosmonauta

w Pracbaza

111piorunów

Myślę o przebranżowieniu się. Niestety, ale ze względu na rozstrojenie emocjonalne przełożonej oraz pewne zachowania dyrekcji wobec pracowników (sprzeczne z prawem pracy) podjęłam trudną decyzję o zmianie pracy.

Na razie szukam czegoś na przetrwanie, ale w tym samym czasie będę robić podyplomówkę, by rozpocząć na nowo gdzie indziej. Mam nadzieję, że to dobry krok. Czuję ulgę, że wychodzę z toksycznego środowiska, ale jednocześnie jest pewien strach i niepewność, co przyniesie przyszłość i jak się wszystko poukłada. Na szczęście mam duże wsparcie w @AdelbertVonBimberstein - dzięki :smiling_face_with_3_hearts:

Sum2piorunów

@Jaskolka96 też kiedyś uciekłem z toksycznego miejsca pracy, do niczego praktycznie, bo nie miałem żadnej innej pracy wtedy. Ale opłaciło się i dzisiaj bardzo dziękuję młodszemu mnie za te dezycję. I też ta zmiana łączyła się z przebranżowieniem.

Tak btw to jest jakaś podyplomowka która umożliwią przebranżowienie?

Specjalista0piorunów

@Jaskolka96 Czym się dotychczas zajmowałeś i na co chcesz się przebranżowić?

Pokaż więcej komentarzy (29)

Fenomen

w Hydepark

0piorunów

Z jednej strony świat jest dziś bezpieczny i ludzie mają możliwość samorealizacji, a przede wszystkim wolność i swobodę. Tylko jak tak sobie patrzę na sens życia, no to te boomerskie gadanie o słabych pokoleniach wcale nie jest takie głupie xD

Ludzie dziś rzekomo wolni, żyją samotnie w klitkach deweloperskich w kredo pod korek od banku, mają bullshit job, łykają SSRI, bo stresuje ich byle co i idą na l4 bo zesrali się na rzadko po dyniowym latte xD Są takimi samymi niewolnikami jak kiedyś chłopstwo z prowincji, tyle że technologia i komfort życia poszły do przodu i zmienił się Pan. W dodatku są totalnie niezdolni do sprzeciwu wobec władz i kompletnie nieświadomi politycznie.

Jak kiedyś chłopstwo i robotników chwytano za bardzo za mordę, to wybuchały rewolucje. Jak Imperium przegrało wojne, to dochodziło do abdykacji wielkich cesarzy. Jak mniejszości czuły się tłamszone, to wybuchały powstania.

No tak dziś to w sumie to na człowieka można napluć, nasikać, nasrać, a i tak nic nie zrobi xD W sumie brzmi to jak teoria spiskowa, ale świat zmierza w kierunku nowoczesnej dyktatury. Sporo zapożyczone z komunizmu, ale to globalny kapitalizm.

-Internacjonalizm
-Odejście od religii, tradycji, zwyczajów, stworzenie globalnego społeczeństwa multi-kulti
-Władze ludową zastępują globalne korporacje
-Proletariat dziś nie tyra w fabrykach, bo mamy dobę technologii, dziś proletariat to korposzczury
-Własność prywatna to przeżytek, bo przecież możemy subskrybować, wynajmować i jest to zbędne, wszystko jest wspólne. O ile w komunizmie nie istniała w ogóle własność prywatna, tak w globalnym kapitalizmie będzie ona dedykowana tylko najbogatszym elitom.

Jak się człowiek tak zastanowi nad tym do czego świat zmierza, to trochę zaczyna rozumieć skąd się wziął Narodowy Socjalizm i inne tego typu doktryny.

Tak szczerze, to wolałbym jako prosty mieszczanin zdechnąć na wojnie w wieku 50 lat w imię cesarza niemieckiego albo w wyniku buntu podczas jakiejś rewolucji, niż dożyć 80 lat jako niewolnik globalnych elit i szczur w klatce, któremu zabierze się wszystko na pstryknięcie palcem za sprzeciw. Życie musi mieć jakiś sens.








GURU6piorunów

Śmiem twierdzić, że mówisz to z perspektywy Europejczyka.
Tak, my mamy tą iluzoryczna wolność, Bliski Wschód, Chiny, część Azji, tam może jest wolność ekonominczna ale rząd trzyma lud krótko za mordę.
I tak, od zawsze biedni byli niewolnikami króla/szlachty/bankow/korporacji, okres powojenny dał nam trochę oddechu ale już wracamy do ustawień fabrycznych.
A osobiście, wolę zgnić w klatce niż zginąć w wojnie o interesy pana szlachcica.

Autorytet2piorunów

Z takich rozterek skutecznie leczy wizyta w pato krajach afrykańskich, azjatyckich, Ameryce Południowej czy w gównianej rosji.

Przypominam, że kredytu na klitkę nikt nie musi brać.

Pokaż więcej komentarzy (4)

Fenomen

w Hydepark

10piorunów

Wali mi się w robocie. Szef narcyz-egocentryk reaguje ironicznym śmiechem jak mu coś zarzucam, że jest źle. Klienci chcą rzucać wypowiedzenia albo się rozliczać z efektów. On jak się dzieje źle, chowa głowę w piasek i mówi, że on ma ludzi od robienai tych rzeczy, bo on jest szefem xd Ostatnio klient mu na spotkaniu wytknął wprost, że ma problem z delegowaniem zadań + ma wątpliwości co do pracy niektórych osób w zespole, ale "ten gość ma parcie" i powiedział, że jest tutaj dalej ze względu na mnie. Szef ironiczny uśmieszek i takie ciche "pff". No k⁎⁎wa nie wytrzymam z tym bananowym dzieckiem xD A tak mi się żalił jak przychodziłem, że mu się firma wali. Zarobiłem na nią 100 % tego co mieli na początek, ale ni c⁎⁎j tego nie docenił.

Pod koniec miesiąca się ważą moje losy, bo jak dostanę zielone światło, zmieniam pracę. Jak nie, to jestme w czarnej d⁎⁎ie, bo zostaję wypalony, bez chęci, motywacji i z toksycznym środowiskiem na tonącej łajbie. Nie mam siły dalej pchać sprzedaży + obsługi klienta, gdzie zespół nie raportuje, nie komunikuje się i nie pomaga w utrzymaniu klienta (umowy abonamentowe). Rynek pracy taki, że plakać się chce, 0 ofert w tym momencie, na które mógłbym aplikować.

Ja już total wypaleniec. Stres chroniczny, brak ochoty na rozmowę z ludźmi, brak motywacji do pracy. Ostatni kwartał zrobiłem super wynik, to ten dzban nawet na czas faktur nie wystawił, a w połowie miesiąca w niektorych przypadkach nie zaczelismy pracy u nowych klientow xD I potem ja mam się z tego spowiadać. Bo mamy burdel organizacyjny.

Fanatyk3piorunów

@Lopez_ Na tyle na ile możesz nie wczuwaj się w losy firmy, dawaj minimum i szukaj czegoś na spokojnie.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fenomen

w Hydepark

5piorunów

Mała gówno-rozkminka. Dlaczego w polskim społeczeństwie jest ogólnie taki umiłowanie do prostoty, biedy i wszechobecna pogarda dla ludzi wykształconych, dla tych, którzy umieją powiedzieć po polsku więcej niż 3 proste zdania i tak dalej? Przecież u nas zawsze najbardziej kochani to ci, co są "proste chłopy dla ludu", a ci którzy w życiu mają jakieś osiągnięcie nie boją się mówić o tym na czym się znają uchodzą za zarozumiałych burżujów xD

Jeszcze bardziej mnie wkurwia ta mentalna biedota nowobogacka, co się nachapie kasy i potem się zachowują jak małpy z granatnikiem xD

Tylko błagam, nie argumentujcie tego "konserwatyzmem", bo to będzie oznaczało, żeście abnegaci, bo Konserwatyzm co by nie było jest często (co mi się akurat tu nie podoba) wręcz klasistowski i zakładający hierarchię klas xD

Z drugiej strony, jak już mamy ludzi inteligentnych i wykształconych, to dlaczego to często muszą być takie bezjajeczne, sojowe npcty z wysoko rozwiniętym intelektem, ale nisko rozwiniętą inteligencją emocjonalną i wyobraźnią nie wykraczającą poza własne ego?

Czy taki wizerunek silnego, przy czym inteligentnego i zaradnego finansowo mężczyzny i inteligentnej wykształconej kobiety, która godzi karierę z rolą matki to już jest po prostu archaizm?

Może mój ideał mężczyzny jako samego siebie to jak american dream z lat 50 (staremu brakowało tylko charakteru poza kasa i prestiżowym wykształceniem), a ideał kobiety to wykształcona, zaradna, dobrze zarabiająca, ale także i matka? (moja mama, moje ciotki, więc to chyba sobie uroiłem z domu).


Gruba ryba1piorunów

@Lopez_

Ot, walka klas.

Od dziadka często słyszałem, że skrót „mgr” rozwija się w „mózg gówno rozumie”, a mimo to jako nastolatek musiałem mu tłumaczyć, dlaczego jednostkowy koszt produkcji wynosi parę złotych, a w sklepie można dostać ten produkt za prawie sto złotych. Przejawiał też takie podejście, że jeśli ktoś jest wykształcony, to nie może popełniać błędów - jak w tym memie z gościem pijącym piwo przed telewizorem, nazywającym debilami naukowców, którzy się pomylili w czymś.

Może po prostu miał uraz do osób z wyższym wykształceniem, którzy się wywyższali, może miał kompleksy, ponieważ technikum ukończył z ogromną pomocą mojej babci, która między innymi pisała za niego wypracowania na język polski.

Rodzice i młodsza siostra mojej byłej dziewczyny też często krytykowali szkolnictwo wyższe, mimo że nigdy nie mieli z nim do czynienia, ponieważ żadne z nich nawet nie zaliczyło matury. A mimo to mieli sporo negatywnych słów do wypowiedzenia o ludziach z wykształceniem wyższym.


Z drugiej strony inteligencja też nie ma za najlepszego zdania o ludziach prostych, niewykształconych.

Skończyłem licencjat i wcale nie czuję się lepszy od nikogo. Wręcz przeciwnie, czuję się jeszcze głupszy, ponieważ okazało się, ile jeszcze materiału muszę zgłębić, żeby móc nazwać się specjalistą w mojej dziedzinie naukowej.

Pokaż więcej komentarzy (8)

Fenomen

w Hydepark

9piorunów

Właśnie przeczytałem na facebooku wywód pt. "nic mnie tak nie wkurwia, jak ludzie, którzy traktują McDonalds jak j⁎⁎⁎ną 5-gwiazdkową restaurację..." i w dalszej części posta ból d⁎⁎y o to, że ktoś wydaje 35 zł na śmieciowe jedzenie. I nie, nie była to pasta, żaden bait, tylko frustracja jakiegoś influencera, którego tablica wyświetliła losowo (Facebook jest martwy).

Czytam tak to sobie i pomyśleć, że jeszcze jakiś czas temu, zwłaszcza będąc wówczas aktywnym wykopkiem, sam tworzyłem taki gówno content żeby powylewać frustracje na rzeczy, które mnie nie dotyczą xD
**
Trochę poobserwowałem otoczenie i dociera do mnie, że ludzie to w sumie narzekają na absolutnie k⁎⁎wa wszystko.** Sam (co pewnie i tutaj widać) wielokrotnie tyram/tyrałem się o wiele rzeczy, ale od jakiegoś czasu zacząłem myśleć w kategorii "co mi to daje", "to katastrofizuje się głównie w mojej głowie, sam wymyślam czarne scenariusze". Tyle, że ja martwiłem się najczęściej o siebie, swoją przyszłość, w dodatku mając ku temu realne powody. Nawet jeśli wyolbrzymione, to po prostu było to ludzkie. I potrzebowałem pomocy. Dostałem dużo wsparcia. Mniejsza o mnie.

A ludzie? Drą mordę do telewizora, wkurzają się na politykę, dziennikarzy, różne grupy zawodowe i tak dalej. Wrogiem polskiego sfrustrowanego internauty może być w sumie każdy. Czasami to wręcz obsesja. Może oni po prostu nie mają się czym przejmować.

Skoro o polityce mówimy. Kiedyś byłem zapalonym konfiarzem. Wypierałem to, cisnąc innych od partyjniaków. Dziś mam każdą partię polityczną totalnie w d⁎⁎ie, a sama polityka nie ma dla mnie znaczenia w innym okresie niż wyborczym. Niezależnie kto rządzi, jest podobnie. W sumie poza propagandową spiralą spierdolenia, różnice są niewielkie. Jedyne co mogłoby się spierdolić, to gdyby rządziła Lewica (lewackie pomysły, które wychodzą z Koalicji sa po prostu durne),. albo Korona Brauna (Broń Boże...). Reszta to po prostu minimalne różnice.
**
Swoich poglądów nie zmieniłem. Część poluzowałem (te mocno konserwatywne, aczkolwiek konserwatystą jestem dalej), część zradykalizowałem (upatruję czasy, w których nacjonalizm stanie się pojęciem szerszym i bardziej przychylnym dla mas, w kontrze do globalizmu i światowego liberalizmu). Ale przede wszystkim żyję swoim życiem i daję innym żyć swoim.**

Niedługo minie rok detoksu od wykopu i chyba nic lepszego mnie nie mogło spotkać. Czasem tam zaglądam, ale poziom tam poleciał tak na dno, że obecnie to siedlisko miłośników patostreamingu, a toksyczny to on dla mnie był jeszcze wtedy, gdy był tam jakiś poziom.

Hejto to zdecydowanie lepsze miejsce, choć przed tym jak poukładałem sobie trochę w głowie, niejednokrotnie zachowałem się nie w porządku w stosunku do niektórych użytkowników (ale też niektórzy w stosunku do mnie).

K⁎⁎wa, jakie życie jest lepsze, jak człowiek nie zaprząta sobie głowy polityką i trendami oraz życiem innych. Nie wiem czy zgredzieję (rocznikowo wkraczam w 30 rok życia) i tracę energię do życia, czy po prostu to jest dojrzałość, ale autentycznie mi się nie chce na wiele rzeczy poświęcać uwagi xD

Swoje gównowpisy pewnie będę tworzyć dalej, bo czasem lubię coś z siebie anonimowo wyrzucić, ale jednak kontekst zupełnie inny niż ten toksyczny, który obserwuje się w Internecie.


Fanatyk5piorunów

@Lopez_ Ze swojej strony polecam detoks od social mediów. To jest obecnie taki śmietnik, że nic człowiek nie traci przez brak kontaktu z mądrościami, które się tam pojawiają. Obecnie mam Facebooka tylko, by obserwować wydarzenia. Z Instagrama niemal nie korzystam, nic tam nie zamieszczam. Mam po prostu puste konto z jednym zdjęciem. TikToka nie mam i nie zamierzam tego zmieniać. X stał się ściekiem jeszcze w czasach Twittera i się z niego wyniosłem.

Pokaż więcej komentarzy (4)

Fenomen

w Hydepark

6piorunów

Skumajcie takie coś. Mam 29 lat (rocznikowo 30). Jestem singlem. Nie wiem co zrobić ze swoim życiem. Serio, dla mnie ono jest rozgrywką pozbawioną fabuły. To nie tak, że jestem z tym sam. Gadam z ziomkami w podobnej sytuacji i też nie widzą światełka w tunelu. A mają jeszcze inne problemy. To jest chyba ta mityczna samotność mężczyzn.

Źle nie jest. Zależy jak na to spojrzeć. Mam mieszkanie do remontu, duże, ale jednak w domu z rodzicami (piętro, ale 90m2 osobne mieszkanie, stary dom). Mam pracę, może uda mi się zmienić i zarabiać lepiej robiąc to samo, ale to się wyjaśni do "przedwiośnia". Wtedy bym naprawdę miał spoko kasę. I co? I c⁎⁎j mi z tego xD

Remont mogę zrobić dla siebie, ale od wiosny małymi krokami najszybciej, trzeba rzeczy po babci ogarnąć, ojcu i ciotce się nie spieszy, bo to duży koszt emocjonalny (zmarła nieco ponad rok temu) i to odkładają, więc siedze na dole ze starymi (oba mieszkania prawie 100m2, to się mieszczę, pracuję na górze zdalnie).

Zastanawiam się, czy nawet jakbym zmienił robotę i zarabiał dobrze, to nie uciec gdzieś na bolta weekendami jeździć. Trochę lipa najebusów wozić, ale ogólnie ja chcę jak najwięcej uciekać od siebie. Bo się męczę. Poza samotnością dokucza mi trochę zdrowie (choroba układu pokarmowego). Od stresu i spinania nabawiłem się też żylaków w nieciekawej okolicy i zwiększonego napięcia mięśni w obrębie miednicy i kręgosłupa. I też mi to dokucza. Mam wyjebany kortyzol ponad normę. Przez ADHD lecę w overthinking i czuję, że przegrałem życie. Katastrofizuje, nadmiernie rozmyślam.

Ogólnie jakby tak na mnie spojrzeć z boku, to jestem dobrze zbudowany, podobno przystojny (według koleżanek), mam gdzie mieszkać, co jeść, mam auto, może niedługo będzie też spoko z kasą, mam grupę przyjaciół, na których mogę mega liczyć w każdej sytuacji, ale 2 najważniejsze rzeczy - zdrowie i życie uczuciowe to u mnie dramat.

O zdrowie walczę. To drugie to już chyba c⁎⁎j strzelił. Łączny staż w związakch 7 lat, a zakochałem się raz w życiu. W osobie z nieprzepracowanymi traumami z poprzedniej relacji (2 lata singielka). Po push-pullu w stylu:" podobam się jej, robi kilka kroków w przód i będąc na wyciągnięcie ręki, kilkanaście w tył". I mam wysrane, bo nie mam ochoty z nikim randkować. Przez rok mi nie uciekła z głowy, więc nie ucieknie jeszcze hoho.

Zastanawiam się po prostu w co uciec. Latem ulgę daje mi rower. Robię kilometry bez opamiętania ze słichawkami na uszach, by uciec od samego siebie. Ale teraz mam potrzebę uciec jeszcze bardziej. Zastanawiam się czy nie iść na bolta albo na jakąś kurierkę, tylko to drugie ciężko weekendowo ogarnąć chyba. Nie mam pomysłu. Praca zdalna i brak ludzi obok od 8 do 16 nie pomaga mi segregowaniu myśli.

W co uciec? Do jarania fajek nie mam zamiaru wracać. Alkoholu od tego roku nie chcę tykać za często, to moje postanowienie, a ja jestem mega konsekwentnym skurczybykiem jeśli chodzi o samodyscyplinę.

Sorry, musiałem się wyżalić, żeby to z siebie wyrzucić, lepiej anonimowo niż ludziom dookoła mnie. Chodzi o to, że czuję się totalnie bezwartościowy jako mężczyzna. Nie mam celu, jestem samotny, nie widzę dla siebie światełka w tunelu. Chciałbym w życiu coś zbudować, ale dla samego siebie to mi wystarczy w sumie materac, telewizor i biurko, niezależnie ile bym nie miał na koncie. Nie mam po prostu motywacji. Gdybym teraz wygrał 100 milionów w Jackpot, to bym chyba z 90 % oddał rodzinie i biednym, bo po c⁎⁎j mi?



Lider4piorunów

@Lopez_ a może właśnie na odwrót nie uciekaj od siebie, tylko poznaj to co Cię dręczy i naucz się z tym żyć? Wygląda na to, że najlepszym rozwiązaniem byłaby dla Ciebie terapia. Przecież sam widzisz, że jedyne czego potrzebujesz to zmiana sposobu myślenia.

Fenomen1piorunów

@splash545 chodzę na terapię i robię postępy, ale czasem mam gorsze momenty jak obecnie. Po prostu samotności terapią nie wleczysz.

Fenomen4piorunów

po prostu odpierdolilo ci od nadmiaru dobrobytu.

Pokaż więcej komentarzy (11)

Gruba ryba

w Psychologia

16piorunów

Rozdzielanie rodzeństwa

Jak już wcześniej zdradziłem, mam rodzeństwo. Konkretnie brata, którego właściwie nie znam.

Wychowywaliśmy się, mieszkając przez ponad dwadzieścia lat w jednym, małym pokoju. Sam ten fakt nie pomagał w spokojnym życiu, ale był jeszcze jeden element, który dodatkowo (a może przede wszystkim) nas podzielił.

Ja byłem tym „lepszym” synem, on z automatu musiał być „gorszym”. Lepszym, bo się nie buntowałem, bo byłem spolegliwy, wykonywałem polecenia. On z kolei był moją odwrotnością – jeśli czegoś nie chciał zrobić, mówił to, buntował się, „pyskował”, a w zamian otrzymywał wyzwiska typu „głąb kapuściany”, negatywne komentarze, spojrzenia. Ogólnie on był wrogiem, a skoro ja byłem „przyjacielem” jego wroga, to automatycznie byłem również wrogiem.


Kiedyś, podczas zakazu korzystania z komputera dla obu z nas, ja dostałem hasło do konta, ale z zastrzeżeniem, żebym nie podawał go bratu. Podwójne standardy i wciskanie dziecka w sytuację bez wyjścia. Podam bratu – podpadnę rodzicowi, nie podam bratu – podpadnę bratu.

Dziel i rządź w prostym, skutecznym wykonaniu.

Koniec końców brat zerwał kontakt z tym rodzicem, choć już wcześniej ta relacja nie była zażyła. Przeprowadził się też wystarczająco daleko, żeby nie spotkali się nawet przypadkiem. Powoduje to we mnie poczucie, że on odsuwa się również ode mnie i drugiego rodzica.


Jego odcięcie się było poprzedzone terapią, która moim zdaniem nie rozwiązała wszystkiego (moim zdaniem nadal nie pogodził się z przeszłością), ale chociaż coś sobie przepracował.

Ciekawym zjawiskiem jest, że widząc, jak on obrywa, we mnie odzywały się emocje, jakby pogarda była kierowana na mnie. Odczuwałem wyzywanie jego jak wyzywanie mnie.

Inspirator3piorunów

@macgajster Jeśli tylko twój brat jest w stanie pojąć to w takim stopniu jak ty- to nie widzę przeszkód w pojednaniu. Prócz długiej i emocjonalnej rozmowy najwyżej.

Gruba ryba1piorunów

@DonRzoncy chciałbym złapać się z nim w ciągu tych najbliższych dni wolnych. Co się stanie nie wiem, ale jak nie spróbuję, to różnice będą tylko się pogłębiać.

Inspirator1piorunów

@macgajster nie musicie być jednakowi ziom. Nie zakładaj nic. Jak sam mówisz że i tak blisko nie byliście- to pogadaj po prostu jak z kumplem na luzie najpierw. Potem to już jesteś na tyle inteligentny że wyłapiesz sygnała jakby chciał rozwinąć temat :slightly_smiling_face: Najgorzej to właśnie nie spróbować.

Gruba ryba1piorunów

@DonRzoncy taaaa. Ciekawe jak zareaguje, bo jedną, krótką, rozmowę mieliśmy i raczej było na plus.

Inspirator1piorunów

@macgajster No i z tą myślą idźta se na piwko czy tam co lubita robić.

Gruba ryba3piorunów

Kalka z mojej młodości. Chyba dlatego podświadomie wybrałem szkole z internatem bo połapałem sie, ze Jareccy nie grają fair.

Po latach sie odnaleźliśmy się i mamy teraz dobre braterska relacje (a starzy gotują się w tym swoim kościółku spierdolenia nadal).

Polecam wszystkim dobre relacje z rodzeństwem, warto!

Walcz Samuraju!

Gruba ryba1piorunów

@AndrzejZupa tak łatwo krzywdzić, a tak trudno naprawić...

Gruba ryba1piorunów

@macgajster it depends ¯\\(ツ)
Ludzie z natury nie są chujami.

Pokaż więcej komentarzy (17)

Gruba ryba

w Psychologia

89piorunów

Jestem DDA, ale bez A

Będzie na grubo, bo to jest prawdopodobnie źródło największych moich smutków.

Schematy i mechanizmy mojego działania są bardzo podobne do tych, które przejawiają dzieci dorosłych alkoholików dorosłe dzieci alkoholików. Wiem, jak to się stało, bo o ile alkohol w domu był, to nie lał się często, strumieniami i nie do upadu (nigdy żadne z moich rodziców, na moich oczach, nie było na tyle pijane, żeby się zataczać lub gorzej). Nie on był problemem, a rodzic narcystyczny w połączeniu z drugim rodzicem – zależnym od narcyza.

Czuję się w obowiązku nieco edukować, dlatego też poniżej są obowiązujące w domu z narcyzem niewypowiedziane zasady:

* „Nie mów” – nie opowiadaj, co się dzieje w domu, bo to może zagrażać pozycji narcyza, może go zdemaskować. Tę regułę, wyjątkowo, usłyszałem w formie przysłowia „nie mów nikomu, co się dzieje w domu”.

* „Nie ufaj” – wszyscy są zagrożeniem, nie wiesz, gdzie je spotkasz. Nie ufaj nawet sobie, skąd wiesz, że się nie mylisz? Podważa to zaufanie do ludzi i samego siebie.

* „Nie czuj” – emocje są groźne, zbędne, prowadzą tylko do problemów (czyich?).

Efektem tych zasad jest u mnie oczywiście odcięcie od emocji i uczuć, brak zaufania, ale także wymazanie wspomnień negatywnych z dzieciństwa. Pozostaje obraz sielanki, spokojnego i fajnego dzieciństwa, takie idealizowanie. Do tego dochodzi chorobliwe przywiązanie do rodzica/ów, chorobliwy strach przed ich utratą (szczególnie jeśli zdarzały się manipulacje zdrowiem/życiem).

Doszedłem w tym roku do ślepego zaułka. Z jednej strony chcę żyć, czerpać ze swojego życia, cieszyć się, a z drugiej hamuje mnie mechanizm trzech zasad. Odciąć się? To potęguje strach przed utratą rodzica/ów. Obydwoje nie są odpowiedzialni za ten stan, a odcięcie jednego spowoduje częściowe ukaranie w ten sposób drugiego.

Wyrzucenie im tego w twarz nie zrobi nic dobrego – narcyz co najwyżej pogrąży się w depresji i będzie nas pogrążał, a rodzic zależny dostanie niezasłużoną karę. Zresztą, ja ich obydwoje racjonalizuję i tłumaczę we własnej głowie. NO NIE MOGLI INACZEJ, kropka!

Tak naprawdę, bez rodziców, pozostaję sam. Mam trudną relację z bratem, a raczej jej brak, bo tak potoczyły się losy (o tym też będzie wpis). „Nie ufaj” pozbawia mnie szans na związek, więc moje „stado” rozpada się i ta myśl straszy mnie od dłuższego czasu. To nakręca spiralę nie-przyciągającą w moim kierunku.


Mam zamiar spróbować poznać swojego własnego, rodzonego, brata. Jesteśmy sobie bliscy krwią, miejscem i czasem, ale nasze historie, mimo życia pod tym samym dachem, są bardzo odmienne.  To jest decyzja z mojej ostatniej sesji terapeutycznej.

I tu przyznam wam się do czegoś. Wykorzystuję was. Uczę się, mówić, ufać, czuć. Właśnie głównie po to są te wpisy.

Ten wpis miał wpaść w wigilię, z premedytacją wbić się na zadowolone stoły, żeby zacząć zadawać pytania. Tylko nie miałem weny ani czasu :grinning:

Polecam cały film, a dla niecierpliwych sam monolog: https://www.youtube.com/watch?v=7XcpvCLQDMk

Fanatyk2piorunów

Może nie jestem wzorem, ale polecam się wraz z całą mini społecznością, jaka utworzyliśmy po hejtonalewki

Koneser2piorunów

@macgajster widzę że zdejmujesz z rodziców odpowiedzialność za to jacy są. No nie, fajnie że rozumiesz w jakim byli położeniu ale zawsze mieli wybór. Ty też teraz masz, wybierz jak najlepiej dla siebie. Powodzonka!

Gruba ryba1piorunów

@sadamasin wiem, że to robię wobec nich. Nie umiem ich obwinić. W tym roku mam zupełną kastrację z agresji, bo skupiam się dużo na sobie. Zobaczymy co będzie w przyszłym roku

Gruba ryba1piorunów

@macgajster mała diagresja: masz agresję skumulowaną i uśpioną IMO. Tylko nie masz jeszcze pomysłu co może być zaworem upustowym...

Pokaż więcej komentarzy (27)

Gruba ryba

w Psychologia

46piorunów

Granice „grzecznego dziecka”

Wiele mówi się o granicach, jak to warto je mieć, żeby nie dawać ich naruszać i w ogóle. Wtrącę tu swoje kilka groszy, bo jestem z tej strony, której granice były co najmniej naruszane.

Od kiedy pamiętam miałem problem z granicami.
Gdzieś do 6-7 roku życia nie odczuwałem głodu, z najedzenia, albo nie potrafiłem go odczuć. Pamiętam nawet sytuację, w której zapytałem jak odczuwa się głód, gdy poczułem go pierwszy raz świadomie. Zawsze jednak byłem „niejadkiem”, który „nie wstaniesz od stołu dopóki nie zjesz” albo „nie po to tyle stoję przy garach żebyś zimne jadł”* tudzież inne podobne teksty. Byłem zatem zmuszany do odpuszczania swoich granic pod tytułem „nie jestem głodny”.
Zdarzyło się kilka razy, że gdy czegoś nie chciałem zrobić dla kogoś, to byłem „nieużytkiem”.
[* swoją drogą ciekawe jest, że w wielu domach padały podobne słowa, choć nikt nie spisał księgi wyrzutów słowno-kuchennych :smiley: ]

Generalnie mam takie odczucie, że nie liczyło się moje zdanie i nastąpiło to tak wiele razy, że… właściwie nie przeszedłem buntu nastolatka. Gdzieś od gimnazjum postanowiłem, że nie będę sprawiał rodzicom więcej kłopotów niż mają i będę bezkolizyjny. Dla nich na pewno super, dla mnie z dłuższej perspektywy gorzej.

W testach MBTI wychodziła mi asertywność, w życiu… nie do końca. Jeśli sytuacja wymaga obrony własnych granic albo ich stawiania, to jest to bardzo trudne w czasie rzeczywistym, bez logicznego kalkulowania. Dlatego też moja była miała łatwe zadanie, by wspiąć się na szczyt mojej głowy, umościć tam gniazdko, sterować i wyrzucić kukiełkę, kiedy się znudziła.

Nie powiem, pojawia mi się jakiś intuicyjny sygnał, że coś jest nie tak, gdy ktoś depcze mi po odcisku. Szkopuł w tym, że jest słabo wyczuwalny i mu nie ufam. To zaufanie będzie tematem następnego wpisu.

Autorytet2piorunów

Jak zwykle źródłem problemów w dorosłym życiu jest toksyczny dom. A to właśnie w rodzinnym domu powinna być bezpieczna przystań, schronienie, ciepło, poczucie stabilizacji i pewności siebie.

Smutne w chvj.

Ps.

To jest kolejny wpis motywujący mnie do stworzenia przytulnego gniazda dla mojej córki. Obiecałem jej (jak była jeszcze w brzuchu), że będzie mieć za⁎⁎⁎⁎ste dzieciństwo.

Gruba ryba2piorunów

@WysokiTrzmiel smutne jest, że dopiero pokolenie milenialsów przerywa przedwieczny krąg cierpienia, choć jednocześnie to radosne, że w końcu ktoś. Jest duża szansa, że kolejni ludzie będą bardziej uśmiechnięci w tym kraju :crossed_fingers:

Miło mi, że motywuję :smiley: Najważniejsze, to słuchać potrzeb dziecka, bo ono (z własnego doświadczenia) nie zawsze wie konkretnie i nie zawsze powie. Jednak z odpowiednim startem, bezpiecznym domem, dużo łatwiej żyć. Nawet jeśli coś jest do przerobienia, to zdrowa pewność siebie dużo daje.

A mniej poważnie: https://www.youtube.com/watch?v=AImHHMwn86s

self-help singh- parentingAuf YouTube findest du die angesagtesten Videos und Tracks. Außerdem kannst du eigene Inhalte hochladen und mit Freunden oder gleich der ganzen Welt teilen.YouTube
Pokaż więcej komentarzy (5)

Fenomen

w Hydepark

7piorunów

Nawrocki wyniósł okrągły stół z pałacu. Pomijam już ten gest jako polityka, ale rozbudził on dyskusję wśród pokoleń pamiętających te czasy.

No i pokolenia lat 40-50-60 twierdzą, że to jest skandal, bo to jest symbol porozumienia dwóch obozów i budowy nowego państwa w zgodzie, bez użycia siły, kompromis, wybaczenie krzywd i tak dalej i tak dalej.

Ja powiem tak. Gdybym to ja był na miejscu Nawrockiego, zrobiłbym to samo. To jest DLA WAS symbol porozumienia. Ja się urodziłem w latach 90 i dla mnie ten symbol i te porozumienia są c⁎⁎ja warte. Jedyne co utorowały, to drogę starym komuchom i resortowym dzieciom do wygodnego życia, bez ponoszenia konsekwencji za swoje czyny plus ustawiły politycznych karierowiczów na państwowych stołkach z przyzwoleniem na jawne wały robione na prywatyzacji i transformacji gospodarczej.

Dla mnie okrągły stół to nic innego jak symbol podziału tortu między elity, z których część wyszła spod płaszczyka PZPR i zaczęła się ustawiać w nowej rzeczywistości. Generalnie gardzę i pluję na to wszystko, choć zdaję sobie sprawe, że w tamtych czasach nie było innego wyjścia. Tyle, że dla mnie była to niesmaczna konieczność, a nie jakiś symbol zwycięstwa i pokoju.

To jest w ogóle k⁎⁎wa skandal i wstyd, że takie komuchy jak Czarzasty mają czelność mordę otwierać i mówić o tym, że "dwa obozy się dogadały", gdzie po prostu jedni byli psami Moskwy na posyłki i służyli wiernie obcemu mocarstwu i to jeszcze pod najbardziej zbrodniczym systemem świata xDDD Przecież to jest niepojęte.

Powiedzmy sobie szczerze. Ludzie pełniący funkcje publiczne w latach 80 i 90 nie powinni w ogóle dziś uczestniczyć w życiu politycznym w tym kraju i tutaj się Batyrowi wcale nie dziwię, że po prostu się tym wszystkim brzydzi.

Ja też się brzydzę. Brzydzę się tymi wszystkimi "działaczami", brzydzę się wierchuszką Solidarności, brzydzę się politykami starej daty, brzydzę się III RP. Kraj ustawiony pod wąskie grono kolesi, budowany na fundamentach biedy, mafijnych interesów, układów, agentury i działaniu na szkodę obywateli. Wszystko to tak naprawdę do totalnej reformacji i zaorania w pizdu, najlepiej bez udziału ludzi +50 lat (obecnie).

Jesteśmy 36 lat po transformacji gospodarczej. Powinniśmy brać okrągły stół z dystansem i z biegiem lat systematycznie odsuwać ludzi komuny od władzy i funkcji publicznych, a zrobiliśmy sobie z tego jakiś pomnik. A dla mnie to co najwyżej pomnik wstydu.


Gruba ryba6piorunów

@Lopez_ Przecież to idealne miejsce na siłkę, stół tylko przeszkadzał... A poważniej - sądzę że Nawrocki, a bardziej jego doradcy, chcieli jakiejś "głośnej" zmiany w Pałacu Prezydenckim, coś na wzór budowy sali balowej w Białym Domu (a wiadomo że są zapatrzeni mocno w Trumpa), tylko może z nieco mniejszym rozmachem, bo jednak tu Polska a nie USA.

GURU7piorunów

@Lopez_ No masz rację. Bo to symbol bardzo zgniłego kompromisu, choć być może jedynego bezkrwawego i najbardziej optymalnego w tamtym czasie. Inaczej, trzeba by tych komuchów powywieszać na latarniach. I nie wiadomo, jak by się ta historia skończyła.
Jako Polacy mamy spory bagaż sowietyzacji, który dalej w nas tkwi. Nie wiem, czy dałoby się go wykrzewić jednym pociągnięciem, szczególnie w tamtym czasie.
Ten stół to jest jakiś symbol. Symbol pewnej cezury. Wartościowanie jej jest generalnie bez sensu, podobnie jak onanizowanie się do wielkiego sukcesu symbolizowanego przez mebel. Więc się z Batyrem tutaj zgodzę, choć mi to nie w smak. Niech se siłkę walnie zamiast tego, albo oktagon. Na zdrowie.

A co do "elit" - to nie w nich problem. Problem w tych, którzy je wspierają. A jakość naszych "elit" jest śmieciowa na całym przekroju sceny, za przeproszeniem, politycznej. Co świadczy o ciągle niskiej świadomości politycznej obywateli. To od nich trzeba zacząć.
Ach - i nie dawać głosować nikomu poza przedziałem 30-60.

Pokaż więcej komentarzy (4)

Gruba ryba

w Psychologia

15piorunów

Pierwszy raz film "Siła spokoju" obejrzałem w 2016 albo 2017 roku. Znając tę "zasadę" dobrego życia tak długo sądziłem, że ją stosuję, a na pewno znam, więc przecież to działa. Przynajmniej przed izotekiem. Jedną z nauk jest, w uproszczeniu, żeby odpuścić rozmyślanie o przeszłości i przyszłości, a zacząć żyć tu i teraz. Przez ostatni rok, a raczej więcej, trudno mi było nie martwić się przyszłością. Izotek rozorał jeszcze przeszłość, więc miałem problem w obie strony.

Wczoraj, siedząc rano w pracy, zmieniło się moje postrzeganie zasad co do "przeżuwania" przeszłości i przyszłości. Nie tylko wiedziałem to umysłem logicznym, ale również poczułem sens. Nawet nie wiem jak to inaczej opisać, bo to abstrakcja.

Na tym właśnie polega moja terapia, żeby czuć, nie tylko rozumieć.

Popatrzyłem na to co robią mi te myśli nieco z boku. Co daje mi martwienie się, że 10 kilometrów dalej, w domu rodzinnym, dzieje się coś niedobrego ze zdrowiem rodziców (ten lęk nabyłem przez izotek), skoro nie jestem w stanie ani natychmiastowo im pomóc, ani wpłynąć na to żeby czuli się lepiej? Przede wszystkim nie wiem jednak jak się czują, bo może nawet nic złego się nie dzieje. Tymczasem ja zamartwiam się, angażuję swoje nerwy, jedynie w imię masochizmu. Byłem myślami oddalony od swojego otoczenia, nawet siebie, byle tylko mieć jakieś nikłe poczucie kontroli nad sytuacją.

Uświadomienie tego dało mi lekki zastrzyk szczęścia (bo coś rozwiązałem), ale także zdjęło duży ciężar, który nakładałem na siebie.

https://www.youtube.com/watch?v=cFbbV5a1Dds