Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#bookmeter

Gruba ryba

w Hydepark

23piorunów

156 + 1 = 157

Tytuł: Opowiadania

Autor: Sławomir Mrożek

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Liczba stron: 289

Ocena: 6/10

"Półpancerz w każdym domu"

"Jeśliś harcerz - kup półpancerz!"

"Nie pomoże koń ni wieża - jeśli nie masz

półpancerza (hasło dla szachistów)"

Duża ilość Mrożkości naraz, cała masa opowiadań w jednym tomie. Większość króciutka na stronę czy dwie, nieliczne dłuższe formy. Nudy nie ma, nawet jak jedno nie podejdzie, za chwilę mamy kolejne i kolejne - któreś na pewno siądzie. Tematyka typowa dla tego autora - historia PL zmiksowana z jej tradycjami kulturowymi w sosie absurdu i groteski. Niestety, cała ta gonitwa przez strony i kolejne utwory powoduje, że lektura na dłuższą metę jest trochę nużąca i męcząca. Dobrze wchodzi kilka opowiadań, po wzięciu książki do rąk - ze 3 czy 4 pod rząd czyta się dobrze; potem, z powodu stężenia absurdu następuje tzw. zmęczenie materiału, umysł odpływa i trzeba sobie zrobić przerwę.

Tak czy owak - na pewno warto.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider

w Hydepark

23piorunów

155 + 1 = 156

Tytuł: Czarna kropla

Autor: Leonora Nattrass

Kategoria: powieść historyczna

Wydawnictwo: Nemezis

Format: książka papierowa

Liczba stron: 374

Ocena: 8/10

Kontynuując postanowienie noworoczne, by sięgać po książki, które mam na półce, wybór padł na powieść historyczną "Czarna kropla". Od dłuższego czasu byłem mega ciekaw jak to wyjdzie, bo jest to jeden z moich ulubionych klimatów w książkach, grach i serialach.

Nattrass serwuje kapitalny mariaż faktów i fikcji: Londyn roku 1794, wojna z Francją, procesy o zdradę stanu, pamfleciarze i salony polityczne, a w tym wszystkim nasz protagonista - Laurence Jago, urzędnik Ministerstwa Spraw Zagranicznych, który po uszy pakuje się w spisek i działania, które mogą go skrócić o głowę. "Czarna kropla" to tu nie tylko mroczny eliksir - laudanum, od którego Jago jest uzależniony - ale i metafora atramentu, kłamstw i depesz pisanych piórem w nim maczanym, które mogą przesunąć oś geopolityki europejskiej. Mamy tajemniczą śmierć z pozoru samobójczą, znikające listy, wyścig o poufne papiery związane z negocjacjami obcymi mocartswami i cieniem francuskich agentów w tle. Fabuła świetnie meandruje: im więcej śladów, tym mniej pewny staje się narrator (uzależnienie od czarnej kropli robi swoje), a drobne detale zasłyszane przypadkowo, na spotkaniach i w kuluarach składają się w większą układankę.

Najmocniejsza strona książki to klimat i realia epoki. Czuć uliczny kurz i brud, zimną mgłę nad Tamizą i nerwowość tamtejszej polityki: mowy w parlamencie, ulotki, podsłuchane szepty w prywatnych gabinetach. Świetnie wypada też konstrukcja pół-wyznania: pierwszoosobowy Jago jest niejednoznaczny, przerażony, naćpany i przez to wciągający, a jego błędy i nawyki realnie wpływają na śledztwo.

To wszystko dało mi mocne skojarzenia z grą "The Council" czy serialem "Tabu" – podobne przecięcie dyplomacji, salonowych intryg i tajemnych sojuszy, tylko tu całość jest mniej barokowo zagmatwana i bardziej przyziemna, zakotwiczona w dokumentach, pieczęciach i poczcie dyplomatycznej. Nałóg i psychoza w jaką popada Laurence świetnie gra z czytelnikiem w kotka i myszkę, a do tego sprawia, że nie do końca wiemy, czy serio oni coś na niego mają.

To czemu nie dyszka? Tempo bywa nierówne. Środek potrafi się dłużyć, gdy bohater krąży między kolejnymi biurkami i drukarniami, a kilka dygresji historycznych brzmi jak bardzo rozległy aneks czy DLC - świetny dla budowania klimatu, ale dużo gorszy dla tempa. Końcówka jednak ładnie spina wątki, a twist nie jest z czapy, tylko wynika z ziarenek rozsypanych wcześniej, po których czytelnik mógł trafić do prawdy.

Jest to pierwszy tom trylogii i chętnie sprawdzę jak rozwinie się akcja w kolejnych tomach.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 18/128

(18/25) - pole 22 - Powieść historyczna

Pokaż więcej komentarzy (4)

Gruba ryba

w Książki

26piorunów

154 + 1 = 155

Tytuł: Szczygieł

Autor: Donna Tartt

Kategoria: literatura piękna

Ocena: 8/10

*

Gdy otworzył drzwi, rolety były opuszczone i moje oczy potrzebowały trochę czasu, żeby się przyzwyczaić do ciemności, aromatycznej, perfumowanej, z nutą choroby i medykamentów.

Będzie kilka słów o Szczygle pani Tartt, ale to za chwilę. Zacznę od czegoś innego. A zacznę od tego, że jest (a raczej był, bo w roku 2023 mu się niestety zmarło) taki autor jak pan Cormac McCarthy. Pan McCarthy zachwycał mnie swoją prozą nieraz, a szczególnie zachwycał mnie językiem swojej prozy (ukłony również dla pana Roberta Sudóła, dzięki któremu możemy chłonąć wrażenia z książek pana McCarthego również po naszemu), językiem oszczędnym, skąpym wręcz i tym minimum ekspozycji, jakie za pomocą tego języka osiągał. Nie bez kozery wzmiankuję tutaj tego a nie innego autora, bo na początku mojej przygody ze Szczygłem pojawiła mi się w głowie taka myśl, że „Ta książka to Cormac McCarthy. Tyle, że do minus pierwszej.”

Bo faktycznie, Szczygieł właśnie tak się językowo zaczyna. Wszystko na początku tej książki jest takie krwiste (soczyste – wersja dla wegetarian), takie pełne i takie obrazowe. Każde wydarzenie, każda emocja jest na początku Szczygła wyeksponowana tak silnie, że czuje się ją własnymi oczyma, które śledzą składające się na niego literki. A później (choć początek w kwestiach estetyczno-emocjonalnych podobał mi się bardziej) następuje coś jeszcze bardziej fantastycznego, coś co absolutnie w książkach uwielbiam – kiedy bowiem w życiu Theo Deckerta to i owo (a w zasadzie to wszystko, i to po raz drugi) się zmienia, zmienia się również i język książki. Te dwie pierwsze części, dziejące się odpowiednio w Nowym Jorku i Los Angeles (Amsterdam na razie przemilczmy) są tak od siebie narracyjnie zupełnie różne, a każda z nich każdym elementem narracji wspaniale przystaje do opisywanych wydarzeń. Coś absolutnie kapitalnego! (I tutaj również ukłony dla pana Jerzego Kozłowskiego, który przełożył tę książkę na nasze*.)

O fabule Szczygła nie będę pisał (Amsterdam przemilczymy więc całkowicie), to można sobie samemu przeczytać (w książce nawet, niekoniecznie na Wikipedii), skupię się tylko na tym, co mi po tej lekturze pewnie pozostanie. A oprócz wrażeń estetyczno-emocjonalnych zostaną mi po niej dwa pytania: ile wart jest skarb, o którym nie tylko nie można nikomu powiedzieć, ale nawet nie można się nim w pełni cieszyć, bo trzeba go przed innymi ukrywać oraz czy można winić siebie za swoje zachowania, które doprowadziły do tragedii, choć tragedii nie można był w żaden sposób przewidzieć ani jej zapobiec. To są dwie rzeczy, które (trochę wbrew opiniom i recenzjom tej książki, z którymi kilkoma miałem okazję się zapoznać) z tej książki przemówiły do mnie najsilniej, a ponieważ całkowicie zgadzam się ze stwierdzeniem, że zadaniem literatury jest stawianie pytań, jestem po lekturze w pełni usatysfakcjonowany i może kiedyś, jeśli czas pozwoli, zabiorę się za którąś z pozostałych książek autorstwa pani Tartt, która to wydaje mi się pisarką ze wszech miar interesującą.

*

* - w sprawie tłumaczenia jeszcze. W niczym to panu Kozłowskiemu nie ujmuje, bo ten się nie myli, który nic nie robi, ale bardzo ubawiło mnie zdanie […] a czasem po prostu obserwowałem go, jak przekręca nogi krzeseł na tokarce. Po tym jednak, jak już się pośmiałem, uświadomiłem sobie, jak trudna musi być praca tłumacza i jak wiele wysiłku trzeba w nią włożyć zapoznając się z terminologią z wielu rozmaitych dziedzin. Na przykładzie powyższego cytatu – w Polsce powiedzielibyśmy, że na tokarce (po angielsku: turning machine) raczej się toczy (to turn) a nie przekręca (to turn).

Pokaż więcej komentarzy (3)

GURU

w Książki

41piorunów

153 + 1 = 154

Tytuł: Wojna nuklearna. Możliwy scenariusz

Autor: Annie Jacobsen

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Insignis

Format: e-book

ISBN: 9788368053692

Liczba stron: 500

Ocena: 8/10

Prywatny licznik: 3/30

Autorka przedstawia hipotetyczny scenariusz, co by się działo na świecie od momentu gdy dane państwo zdecyduje się wystrzelić bombę nuklearną. Niemalże sekunda po sekundzie przedstawia jakie organy i w jaki sposób byłyby informowane, gdzie i jakie decyzje by padały już od drugiej sekundy po wypatrzeniu przez satelitę wystrzelonej rakiety. Cała akcja rozgrywa się w około 2 godziny.

Widać, że został ogrom pracy włożony na pozyskanie i sklejenie treści. Same przypisy wraz z bibliografią to 25% książki.

Jedyne co mi nie pasowało, ale nie mogę powiedzieć że przez to książka jest gorsza, było to ile instytucji czy działów politycznych byłoby po drodze informowane, sekunda za sekundą. Po prostu gubiłam się w tym wszystkim ale wiedziałam chociaż jaka ogromna skala wszystkich decyzji musi być po drodze.

Nie będę ukrywała, wzbudziła we mnie ten promil niepewności/strachu.

Chyba książka typu nie wiem czy polecać, osoby z tendencjami do zmartwiania się mogą mieć mniej spokojne noce po niej. xD

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Tytan

w Postanowienia

23piorunów

Dobra, czas i na mnie. Czekałem prawie miesiąc, ale warto.

Zeszłoroczny wpis: https://www.hejto.pl/wpis/na-2025-lista-postanowien-bedzie-krotka-regularnie-uczeszczac-na-silownie-i-base

Zrealizowane 2/4:
- Na siłownię chodziłem, ale nieregularnie. Na basen wcale. Serio, null. Gdyby nie wyjazd i kąpiel w zbiorniku wodnym to nawet st00pek bym nie zamoczył. Najważniejsze z tego wpisu - w zeszłym roku przestałem traktować siłownię jak zło konieczne, wreszcie polubiłem tam chodzić;

- Przeczytane książki - 30/30 - nie wszystkie tu wrzuciłem, bo w ostatnim okresie roku odpuściłem wiele social mediów (gorąco polecam), końcowo jednak wrzucałem wszystkie na lubimyczytac. Teraz będę częściej wrzucać je tutaj, ale tam pewnie zostanę;

- …w tym jedna w języku obcym, poza angielskim.
Nope, poddałem się po paru rozdziałach, a takie książeczki dla dzieci to raczej ciężkie do zaliczenia. Teraz szlifuję francuski, żeby sobie lepiej z tym radzić, bo nadal idzie średnio.

- Częściej rozmawiać z rodziną i znajomymi.
Uwierzcie lub nie, ale nawet pomimo wielkiej kłótni z mamą przed świętami, niemal codziennie rozmawiałem z najbliższą rodziną przez telefon (parę lat temu nie do pomyślenia), dwa razy w tygodniu z dziadkami, a z przyjaciółmi i znajomymi co najmniej raz w miesiącu. Coś pięknego, dzięki temu zaraz jadę na narty ze znajomymi, większą grupą.

Czy mogło być lepiej? Pewnie tak. Czy jestem zadowolony? Pewnie, to był bardzo dobry rok.

W tym samym wpisie, na 2026 podejmuję się:
- prowadzić dziennik (co robię z opuszczeniem dwóch dni jak dotąd),
- popracować nad charakterem pisma,
- dalej czytać, w kwestii liczby książek wolna amerykanka,
- przeczytać tę cegłę do astrofizyki, którą kupiłem w zeszłym roku,
- wycisnąć 100kg na klacie w 3 seriach po 10 powtórzeń,
- nauczyć się grać na czymkolwiek,
- wrócić do edc i idei minimalizmu w pakowaniu się na wyjazdy.

Pokaż więcej komentarzy (5)

Lider

w Książki

25piorunów

152 + 1 = 153

Tytuł: Wdowy

Autor: Lynda La Plante

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: W.A.B.

Format: e-book

Liczba stron: 434

Ocena: 7/10

Bardzo udany heist z kobiecą perspektywą, który działa właśnie dlatego, że nikt tu nie jest niezniszczalny i nieomylny.

"Wdowy" to kryminał od drugiej strony barykady. Po nieudanym napadzie, w którym giną ich mężowie, trzy kobiety (i przypadkowa prostytutka) - z Dolly Rawlins na czele - znajdują plany kolejnego skoku i decydują się dokończyć spartaczoną robotę. London noir, w którym zamiast białych rękawiczek dostajemy: dokładnie zaplanowany rekonesans, szyfry, logistykę napadu, zgrzyty w zespole i narastające ryzyko, że ktoś pęknie i wygada się policji lub innemu gangowi, który próbuje przejąć interesy po mężu Dolly.

Najbardziej kupiło mnie ujęcie tych złych bez komiksowości. Bohaterki nie są superwoman - mają chwile słabości, paniki, żałoby czy żalu, codzienne kłopoty i całkiem ludzkie wątpliwości. Dolly jest twarda, ale rozdarta, Linda, Shirley i Bella mają kotwice w postaci własnych demonów i licznych wątpliwości. Ta mieszanina kompetencji i kruchości sprawia, że kibicuje się im mimo moralnych wątpliwości. Świetnie wypada Dolly, która próbuje przejąć przywódczą rolę męża, też jako jedyna była w pełni świadoma, skąd się bierze kasa w domu i ten kontrast między nią, a jej koleżankami robi ogromną robotę w tej historii.

Mocne strony: mechanika skoku (planowanie, próby, improwizacja), szorstki klimat Londynu i napięcie wynikające z psychologii, nie tylko z pościgów. La Plante utrzymuje napięcie scenami, w których coś może się sypnąć jednym złym gestem czy słowem.

Słabsze strony: środek potrafi się rozciągnąć, a kilku antagonistom brakuje głębi przestępczego półświadka. Czuć momentami telewizyjny rodowód opowieści (zbiegi okoliczności tu, pójście na skróty tam). Finał domyka historię solidnie, choć bez nokautu.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 17/128

(17/25) - pole 20 - Kryminał bez klasycznego detektywa

Gruba ryba

w Książki

39piorunów

151 + 1 = 152

Tytuł: Nowy wspaniały świat

Autor: Aldous Huxley

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Muza

Format: książka papierowa

Liczba stron: 256

Ocena: 7/10

Ciąg dalszy nadrabiania klasycznych dzieł literatury sci-fi.

Antyutopia totalna, przedstawia świat w którym wszystko zostało zaprojektowane, a społeczeństwo jest wynikiem genetycznej architektury i warunkowania do predeterminowanej roli społecznej. Realizacja maksymy “Wspólność, identyczność, stabilność” dotyczy wszelkich warstw życia, zarówno zawodowego jak i prywatnego. Wszyscy są użyteczni i szczęśliwi, są perfekcyjnymi konsumentami o przewidywalnych i stabilnych potrzebach. Indywidualizm nie istnieje, a uczucia są korygowane farmakologicznie.

Co ciekawe, mimo, że książka została napisana w 1931 roku, to zestarzała się bardzo wdzięcznie. Ba, obserwując dzisiejszą inżynierię społeczną, śmiem twierdzić, że jej treść stała się nawet bardziej aktualna, że miała być ostrzeżeniem, a stała się podręcznikiem.

Dzieło wybitne, któremu jednak nie dam najwyższej oceny, bo choć doceniam fakt, że wizja świata przedstawiona została perfekcyjnie i ponadczasowo, to strona fabularna jakoś mnie nie porwała i momentami robi się z tego rozprawa o religii i moralności.

I nawet pasuje do - SF, w którym technologia jest moralnym problemem

Mocarz2piorunów

Przeczytałem po raz pierwszy stosunkowo niedawno. Bardzo mi się podobała.
Zresztą podobnie jak „Limes Inferior” Zajdla.

Widzę, że masz ciekawe bingo.
Polecam dorzucić do którejś kategorii „Trylogię Husycką” Sapkowskiego (wszystkie 3 tomy), jeśli jeszcze nie znasz. Możesz użyć jako polecajka z Hejto ;)

Najlepsza rzecz jaką przeczytałem w ostatniej dekadzie

Pokaż więcej komentarzy (7)

Fenomen

w Książki

23piorunów

150 + 1 = 151

Tytuł: Zmierzch bożyszcz

Autor: Nietzsche Fryderyk

Wydawnictwo: Ventigo Media

Liczba stron: 91

Ocena: 3/10

Przeczytałem, ale uczciwie: to nie była książka dla mnie.

„Zmierzch bożyszcz” to w skrócie jedna wielka krytyka wszystkiego, co Nietzsche uznaje za fałszywe autorytety: moralności chrześcijańskiej, filozofów w stylu Sokratesa, „obiektywnej prawdy”, kultu rozumu i słabości. Autor chce to wszystko rozwalić i pokazać, że Zachód czci idee, które zamiast wzmacniać człowieka — robią z niego bierną, winną i uległą istotę.

Problem w tym, że forma jest ciężka, agresywna i pełna prowokacji. To nie jest książka, która coś tłumaczy krok po kroku. Raczej zbiór tez rzucanych w twarz czytelnikowi, często bez rozwinięcia. Dużo ironii, dużo ataków, mało momentów, gdzie czułem: „okej, to do mnie trafia”.

Rozumiem, co Nietzsche chce powiedzieć i czemu ta książka jest ważna, ale czytało mi się ją źle. Nie porwała mnie, nie wciągnęła, bardziej męczyła niż inspirowała. Może dla fanów filozofii i ostrej krytyki kultury — spoko. Dla mnie: nie kliknęło.

Nie żałuję, że przeczytałem, ale drugi raz bym nie sięgnął.

Gruba ryba

w Książki

19piorunów

149 + 1 = 150

Tytuł: PoznAI przyszłość. Opowiadania o umyśle i nauce

Autor: Magdalena Salik, Rafał Kosik, Michał Protasiuk, Janusz Cyran, Aleksandra Zielińska, Michał Cetnarowski, Wojciech Gunia, Radek Rak, Olga Niziołek, Justyna Hankus

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Powergraph

Format: e-book

ISBN: 9788367845380

Liczba stron: 473

Ocena: 7/10

Antologia opowiadań fantastycznych poruszających tematykę edukacji i sztucznej inteligencji.

Szkoda, że tekst Radka Raka otwiera antologię. Rozumiem, że jest oczkiem w głowie wydawnictwa, szczególnie po otrzymaniu nagrody Nike, jednakże jego opowiadanie jest najgorsze z całego zbioru i obawiam się, że po jego przeczytaniu łatwo się zniechęcić do reszty. Do tego stworzył bardzo irytującą główną bohaterkę, najprawdopodobniej świadomie, więc o tyle fajnie, że pokazał o tej patologii wśród nauczycieli, jakiej sam doświadczyłem podczas edukacji - że ci nie pomagają uczniom, której tej pomocy potrzebują, tylko wręcz stają przeciwko im.

Na szczęście im dalej w antologię, tym lepsze teksty.

„SPONAR” Protasiuka według mnie z wykorzystaniem motywu szkolenia modeli sztucznej inteligencji przez uczniów sugeruje, że lepsza jest nauka myślenia i samodzielnego wyciągania wniosków niż wtłaczanie wiedzy w puste głowy. Miałem tak na historii w szkole średniej - historyczka wymagała od nas nie znajomości suchych danych, a opisywania wydarzeń: co je spowodowało, jaki był ich przebieg i skutek. Bardzo dobre podejście.

„Latimeria, latimeria” z kolei między innymi pokazuje, że zachowanie kolejnego pokolenia może odbiegać od tego, co znamy. Już zresztą się tak dzieje - trudniej jest nawiązać szkolne czy uczelniane znajomości, jeśli nie ma się ze sobą kontaktu fizycznego. Brat koleżanki ze studiów miał tak, że przez lockdown swoich „kolegów” zobaczył dopiero na trzecim roku, więc byli dla siebie kompletnie obcymi ludźmi. Justyna Hankus wspomina o ćwiczeniach i zwrotach face-to-face, o smalltalku. Oczywiście zdalnie. ;') To nie jest motyw przewodni opowiadania, jednakże dało mi dużo do myślenia. Mimo że wychowałem się w świecie z internetem, do którego dostęp miałem od najmłodszych lat (mama była wtedy pasjonatką nowych technologii), to jednak internet stanowił dla mnie substytut i ciągnęło mnie do znajomości realnych. Dopiero w latach nastoletnich stał jedynym miejscem, w którym mogłem znaleźć osoby chociaż trochę podobne do mnie. Trudno sobie wyobrazić, jak to wygląda w przypadku dzieci, dla których TikTok czy Instagram to coś normalnego, a nie nowinki. I trudno je też oceniać.

W „Kodeksie Umysłu” Kosika mamy do czynienia z dość ciekawym zabiegiem - wypowiedzi sztucznej inteligencji cytującej tytułowy kodeks zostały wygenerowane przez sztuczną inteligencję. To może budzić kontrowersje, ale mnie zaintrygowała taka decyzja.

Ponadto opowiadanie przekazuje dość brutalną prawdę, że nie mamy równych szans i nigdy tak nie będzie. Bogatsi będą coraz bardziej się oddalać od biednych - jak masz pieniądze, możesz zapewnić dziecku najlepszą edukację, lepszy start w życiu et cetera, powodując, że już na początku dorosłości będzie „o wiele dalej” względem rówieśników, którzy dopiero muszą zarobić na swoje pierwsze mieszkanie.

Oczywiście bohaterowie nie mają tej pewności - dziewczyna głównego bohatera podejrzewa to, jest wręcz przekonana, że tak właśnie się dzieje, że niektórzy otrzymują lepszą edukację od innych. Tu mały spoiler, ale autor bardzo mnie zaskoczył pod koniec opowiadania.

„Portret Emilii Wierzbanowskiej” zachwycił mnie ideą wykorzystania bakterii z zaszczepionym genem bioluminescencji do oświetlania miast przyszłości. Intrygujący pomysł, bardzo mi się spodobał.

Dodatkowo przypomniał mi opowieść mamy, że przedszkolaki potrafią dopiero w przedszkolu po raz pierwszy w życiu trzymać kredki, o takiej plastelinie nawet nie wspominając. Co jest dla mnie niewyobrażalne, ponieważ odkąd pamiętam, męczyłem mamę o kupowanie różnych kredek i innych takich, chociaż do dzisiaj nie przejawiam talentu artystycznego. ; ) No ale obecne dzieciaki mają znacznie ciekawsze pokusy niż bazgranie po kartce.

„Cięcie nici babiego lata” Wojciecha Guni otworzyło mi oczy na możliwe inne zastosowania VR, w który „zanurzamy się pełnym ciałem”. Państwo czy ktokolwiek inny mógłby wykorzystać takie doświadczenia do szkolenia i zaszczepiania odpowiedniej postawy w obywatelach na wypadek kolejnej wojny. Wszystko w ramach pozornie nieszkodliwych lekcji historii.

„Atlas chwastów” to dla mnie historia o tym, że w dorosłym życiu często zapominamy o rzeczach, które sprawiały nam przyjemność w dzieciństwie. Głównie chodzi o różne działania artystyczne, jak chociażby kolorowanki. Zajmujemy się Bardzo Poważnymi Sprawami Dla Dorosłych, nie dbając o wewnętrzne dziecko, które potrafi się cieszyć z byle czego.

„Sposób nauki” Cetnarowskiego przypomina mi trochę „Linię oporu” Dukaja, ale tylko trochę.

To kolejne opowiadanie, które dało mi do myślenia - w kontekście opinii o powieściowym „Łowcy androidów” piszę głównie o ludziach, którzy w odróżnieniu od androidów są w stanie odczuwać empatię, ale często zdarzają się osobniki, które jej nie okazują. Cetnarowski zasugerował, że jakby istniały w pełni doświadczalne symulacje, to moglibyśmy w ten sposób uczyć ludzi empatii właśnie. Pokazać, jak się czuje osoba niepełnosprawna, chora na coś, bita czy nawet gwałcona – spektrum jest ogromne i myślę, że jakby coś takiego było możliwe, to dobrze byłoby od czasu do czasu wczuć się w sytuację zupełnie innej osoby, żeby poznać jej perspektywę i odczucia.

Myślę, że Magdalena Salik w opowiadaniu „Lenno wieczyste” chciała pokazać pewne patologie panujące w polskim (chociaż pewnie nie tylko u nas) świecie naukowym. Że mogą istnieć profesorowie, którzy będą utrudniać rozwój swoich podopiecznych z obawy, że ci mogliby ich kiedyś przewyższyć talentem, dorobkiem naukowym, sławą czy czymkolwiek. Spotkałem się z czymś podobnym na jednej akademii muzycznej: pani profesor miała konflikt z panem profesorem i podczas egzaminów z grania utworów zawsze gorzej oceniała jego podopiecznych. Nie była to jakaś drastyczna różnica, ale gdy inni egzaminatorzy przykładowo dawali piątki, to ona oceniała wykonania na cztery z plusem, przez co ocena końcowa nie mogła wynosić pięć. A to utrudniało chociażby zdobycie stypendium.

Najlepsze na koniec. Chciałbym umieć znaleźć słowa odpowiednie do opisania „Lectio Divina” Janusza Cyrana. Ten tekst trzeba po prostu przeczytać. ; )

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fenomen

w Książki

19piorunów

147 + 1 = 148

Tytuł: Czerwona królowa

Autor: Philippa Gregory

Kategoria: powieść historyczna

Wydawnictwo: Książnica

Format: e-book

ISBN: 9788324579211

Liczba stron: 384

Ocena: 7/10 (dobra)

Małgorzata Beaufort nie miała łatwego życia. Osierocona przez ojca w niemowlęctwie, ze względu na swoje królewskie pochodzenie stała się pionkiem w rozgrywce rodziny panującej. W wieku 12 lat została wydana za mąż za walijskiego arystokratę również będącego królewskiego pochodzenia, Edmunda Tudora. Rok później, już jako wdowa, Małgorzata urodziła syna, Henryka, co nawet w średniowiecznej Europie było uznawane za zbyt wczesne macierzyństwo (z reguły czekano ze skonsumowaniem małżeństwa do czasu, aż dziewczyna osiągnie mniej więcej 15 rok życia – to wiek, w którym organizm kobiety staje się na tyle silny, by podołać trudom porodu). Jakkolwiek Małgorzata Beaufort byłaby w tym wieku gotowa psychicznie na macierzyństwo, nie dane jej się było nim nacieszyć, bowiem szybko została wydana ponownie za mąż i na lata rozdzielona z synem. Nikt wówczas nie przypuszczał, że w wyniku bratobójczej Wojny Dwóch Róż młody Tudor zasiądzie w przyszłości na tronie…

Już przy okazji czytania części tudorowskiej zauważyłam, że poziom tomów cyklu o władcach Anglii autorstwa Philippy Gregory przypomina trochę sinusoidę. I tak po słabej i w wielu miejscach obrażającej inteligencję czytelnika Białej królowej, Czerwona królowa trzyma wysoki poziom. Największa w tym zasługa kreacji postaci. Małgorzata Beaufort to antybohaterka, wobec której ciężko przejść obojętnie. Religijna fanatyczka, jednocześnie ambitna i pazerna na władzę jak Lady Makbet, od początku marzy by rządzić, wpierw samodzielnie, później poprzez syna. W decydującym momencie gry o tron nie waha się przed krwawymi intrygami. Ciekawy kontrapunkt dla jej manii wielkości i machinacji stanowią równie barwne postaci jej dwóch kolejnych mężów – Stafforda, melancholijnego pacyfisty o dużej przenikliwości, bohatera bardzo podobnego do Ashleya z Przeminęło z wiatrem, oraz Stanleya, kutego na cztery nogi cwaniaka i intryganta zawsze umiejącego się znaleźć na fali.

Postacie wyszły świetnie, lecz niestety, przez większość czasu akcji brak większej dynamiki, prawdziwie rozkręca się dopiero pod koniec. Wynika to trochę z pomysłu na całą serię – ostatecznie historia opowiadana jest z perspektyw kobiet, które w części dotyczącej Wojny Dwóch Róż znalazły się na drugim planie. Utwierdza mnie to w przekonaniu, że za temat tego konfliktu powinien się wziąć ktoś, kto rozpisałby od razu całą sagę. Najlepiej mężczyzna, bo imho kobiety nie umieją w tematykę bitewną 😛

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Fanatyk

w Książki

27piorunów

146 + 1 = 147

Tytuł: Rytm Wojny tom 1

Autor: Brandon Sanderson

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: MAG

Format: e-book

ISBN: 9788366712188

Liczba stron: 560

Ocena: 10/10

Przechodzimy dalej w serii, rozgryzamy wątki, poznajemy znane już wydarzenia z początku pierwszego tomu z zupełnie nowej perspektywy, a także - dzięki retrospekcjom - poznajemy świat Pieśniarzy, zarówno sprzed kluczowego momentu, od której zaczyna się pierwszy tom, jak i w jego bezpośrednich okolicach.

Co prawda różni dziwenni ludzie trochę kręcili nosem (dziobem), że może nie do końca ta część jest taka, jak poprzednie trzy, ale ja z czystym sumieniem daję dziesiątkę. Czytało się naprawdę wyśmienicie!

Fanatyk5piorunów

Aż sprawdziłem, 3 miesiące ją męczyłem. Czytam 2 tom i lepiej @Dziwen dla Ciebie żebyś miał rację że się rozkręci 😉

GURU2piorunów

@Ravm teraz to już musi, choć na Wiatr i Prawdę bym uważał. Widzę, że podchodzisz do tej serii dość podobnie do mnie i tam możesz się zamęczyć. XD

Pokaż więcej komentarzy (11)

Lider

w Hydepark

29piorunów

145 + 1 = 146

Tytuł: Dżuma

Autor: Albert Camus

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: PIW

Format: e-book

Liczba stron: 294

Ocena: 8/10

Wracam do Oranu (od którego zaczynałem ten rok w Hurysce) i do lektury sprzed ponad 20 lat, żeby sprawdzić jak wypadnie tym razem, już w przypadku dorosłego (podobno) czytelnika, które miał szansę obserwować jedną pełnoskalową pandemię na własne oczy 5-6 lat temu.

To jest kronika miasta i jednocześnie kronika jednostek, które nagle zostają wrzucone w "nowy porządek" (a może chaos) - taki, w którym nie da się już żyć na autopilocie. Narrator od początku uprzedza, że nie będzie tu legendy o herosach, tylko zapis tego, jak na prawdę wygląda życie ludzi, gdy świat przestaje udawać przewidywalny. Narrator zbiera dla nas świadectwa, notatki, zwierzenia - bo sam jest "wmieszany" w to, co nam opisuje, choć na początku jeszcze o tym nie wiemy.

Oran jest banalny, wygodny w swojej rutynie i prostocie. To miasto nawyków, które uspokajają swoim rytmem. I właśnie dlatego pierwszy znak przychodzi jak dysonans: szczury. Martwe, wyłażące z kubłów, żerujące na śmieciach - coś, co miało „nie istnieć”, a jednak zalega na schodach i ulicach. Z początku jest w tym więcej irytacji niż strachu. Bo jeśli uznasz, że to tylko delikatny odbieg od rutyny - to przecież nic się nie stanie, prawda?

Kiedy choroba zostaje nazwana w końcu po imieniu, miasto zaczyna się zamykać: bramy, ograniczenia, kolejki, braki w sklepach. Ale sedno Camusa jest gdzie indziej: dżuma w tej książce jest abstrakcją, która miażdży rutynę jednostki, jeśli chce żyć tak, jakby nic się nie stało. Każdy z głównych bohaterów reprezentuje zgoła odmienne podejście, które uznaje za jedyne słuszne, a argumenty innych traktuje bardziej jako ciekawostkę, niż realną alternatywę.

Świat może być absurdalny i okrutny, ale człowiek nie jest zwolniony, z tego powodu, z decyzji. U Camusa godność nie polega na tym, że wygrywasz z dżumą. Polega na tym, że nie klękasz przed nią - stajesz do walki, wybierasz działanie, solidarność i uczciwość nawet wtedy, gdy nie masz gwarancji sensu swoich poczynań ani tym bardziej nagrody za taką postawę.

Świetna wizja apokalipsy w małej skali i to apokalipsy, która nie przychodzi nagle, przeradza się w nią z czasem. Zaczyna się jako obrzydzenie, zdziwienie, trochę śmiechu, trochę wstrętu. Szczury wyskakują z piwnic, wiją się na chodnikach, leżą martwe pod drzwiami. Ktoś zaczyna zamiatać. Ktoś przeklina. Ktoś żartuje, że "natura robi porządki". I w tej zwyczajności jest pierwsza wielka myśl książki: katastrofa długo wygląda jak usterka w codziennym planie. Dopóki nie nazwiesz jej po imieniu, możesz udawać, że nic nie wymaga zmiany i nic specjalnego się nie dzieje.

Dla mnie główna różnica w czytaniu tej książki po 20 latach, jest taka, że wtedy czytałem o ideach i zbiorowości. Teraz czytałem o mechanice psychiki i roli jednostki. "Dżuma" nie daje happy endu w stylu: a po apokalipsie wróciliśmy do normy. Bo ta książka jest o tym, że norma jest krucha i nie trzeba wiele, by ją zburzyć.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 16/128

Postanowiłem powalczyć z i spróbować je ukończyć w styczniu, zobaczymy czy się uda :smiley: Trzymajcie kciuki
Tym razem pole 14 - Książka starsza od ciebie (16/25)

Pokaż więcej komentarzy (12)

Gruba ryba

w Książki

23piorunów

144 + 1 = 145

Tytuł: Rzym. Miasto nad miastami

Autor: Piotr Kępiński

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Wielka Litera

Format: e-book

Liczba stron: 301

Ocena: 7/10

Lekka książka, w których autor, mieszkaniec Rzymu, opowiada o mieście w oparciu o swoje doświadczenia. Niewiele tu porad, gdzie co zjeść, ale są i takie, a autor głównie pisze jakie miejsca warto odwiedzić, zobaczyć poza tymi z turystycznego top 10. Jest też sporo opowieści z codziennego życia miasta.

Mistrz

w Książki

48piorunów

143 + 1 = 144

Tytuł: Kwiaty dla Algernona

Autor: Daniel Keyes

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Rebis

Format: e-book

Liczba stron: 298

Ocena: 9/10

Link do LubimyCzytać:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4875015/kwiaty-dla-algernona

Inteligencja i wykształcenie niewzbogacone ludzkimi uczuciami nie mają żadnego znaczenia.

To jedna z tych niepozornych książek, które widzi się, że inni czytają, a zdecydowanie za mało się o nich słyszy. A przy okazji jest to klasyka science fiction — pierwsze wydanie pochodzi z 1966 roku.

Charlie Gordon jest upośledzonym umysłowo mężczyzną po trzydziestce. Został porzucony przez rodzinę. Jego codzienność to praca w piekarni, gdzie zamiata podłogi i dostarcza zamówienia. Uczęszcza do szkoły — bardzo zależy mu na tym, by nauczyć się pisać i czytać. Jego nauczycielka zachęca go do wzięcia udziału w eksperymencie doktorów Straussa i Nemura, którzy chcą wykonać na nim operację mającą zwiększyć jego IQ.

Operacja się udaje, i Charlie staje się inteligentniejszy. Odkrywa przy tym jednak niewygodną prawdę o sobie i świecie, o swojej przeszłości i tym, jak naprawdę do tej pory postrzegali go ludzie.

Powieść ta ma formę pamiętnika, dzięki czemu znajdujemy się w centrum wydarzeń i jeszcze silniej empatyzujemy z Charliem. Śledzimy jego rozwój z każdą przewróconą stroną. Czujemy jego dylematy moralne, wątpliwości, frustracje. Jest to naprawdę fenomenalna książka, napisana lekko i przemyślanie.

Prywatny licznik (od początku roku): 5/52

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobistość1piorunów

@Wrzoo jako, że to wpisy pamiętnika to początki były dla mnie trudne, a zanim zrozumiałem że błędy to celowy zabieg to myślałem że mam jakieś upośledzone wydanie xd

Pokaż więcej komentarzy (12)

Fanatyk

w Książki

44piorunów

142 + 1 = 143

Tytuł: Autostopem przez galaktykę

Autor: Douglas Adams

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Format: książka papierowa

ISBN: 978-83-65521-28-6

Liczba stron: 321

Ocena: 7/10

Książkę ostatnio czytali kolega @Barcol i kolega @kopytakonia a ich recenzje znajdziecie tu i tu.

No cóż mogę powiedzieć - jak zawsze świetnie się bawiłam, ale to poczucie humoru trzeba lubić.

Czytelnicze bingo: Space opera z prawdziwego zdarzenia

Pokaż więcej komentarzy (11)

Gruba ryba

w Książki

34piorunów

141 + 1 = 142

Tytuł: Daliśmy radę, chłopaku. Wspomnienia

Autor: Anthony Hopkins

Kategoria: memoir

Wydawnictwo: Marginesy

Format: książka papierowa

Liczba stron: 336

Ocena: 5/10

Prywatny licznik: 7/48

Anthony Hopkins mógłby napisać dobrą autobiografię, bo pamięć ma bardzo dobrą, a życie miał pełne wielu dobrych i złych momentów. Zamiast tego dostaliśmy przeciętną książkę ze wspomnieniami.

Hopkins pisze o swoim życiu oszczędnie, tylko tyle aby nakreślić kontekst i nie wchodzi w zbytnie szczegóły. Skupia się przede wszystkim na początkach kariery i alkoholizmie. Hopkins napomina jedynie o swoim pierwszym małżeństwie. O swojej córce, którą zostawił, pisze odrobinę więcej. Drugiemu małżeństwu nie poświęca wiele uwagi. O tym, że swoją drugą żonę zdradzał wielokrotnie, wspomina w jednym zdaniu i przechodzi nad tym do porządku dziennego. O Stelli (aktualnej żonie) pisze już więcej, wspomina o tym jak się spotkali... a to już coś xD

Więcej jest tutaj o grze w teatrze, niż o filmach. Z wspomnień wychodzi, że Hopkins miał relację "trochę cię kocham, a trochę nienawidzę" z teatrem. Wiele ról filmowych nawet nie jest wspomniana. Jedynie kreacje oskarowe zostały bardziej opisane, szczególnie wcielenie się w Hannibala Lectera.

W książce widać bardzo wielką miłość aktora do poezji i Szekspira. Na końcu książki jest wybór ulubionych wierszy autora.

Jak ktoś jest fanem aktora, to polecam. Reszta może sobie podarować.

6/25 - Biografia / Autobiografia / Memoir

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fenomen

w Książki

29piorunów

140 + 1 = 141

Tytuł: Wykucie Miecza Mroków

Autor: Tracy Hickman, Margaret Weis

Kategoria: fantasy, science fiction

Format: książka papierowa

Liczba stron: 347

Ocena: 5/10

Czasem tak mam, że chwytam coś z papierowej kupki wstydu. Tym razem miałam ochotę na szybkie fantasy, ale książka była przeciętna cały czas i z dwóch tygodni zrobiły się dwa miesiące czytania.

Opis skopiowany: W królestwie Merilon magia jest życiem. Joram, który urodził się bez magicznych zdolności i któremu odmówiono należnych z urodzenia praw, został oddany śmierci. Wyrósł jednak na dzielnego mężczyznę, pokrywając brak wewnętrznej magii nieustanną czujnością oraz zręcznością doskonaloną w walce.

Zmuszony do zabójstwa w obronie własnej Joram nie może dłużej ukrywać sekretu przed ziomkami: nie ma w sobie ani magii, ani Życia. Uciekając na Bezdroża, Joram przyłącza się do wyjętych spod prawa Technologów, którzy praktykują od dawna zakazane nauki. Tam ma pokonać uzurpatora Blachlocha i wykuć potężny, absorbujący magię Miecz Mroków, by później jako jego władca, powrócić do królestwa Merilon i zemścić się na tych, którzy pozbawili go jego dziedzictwa.

Moja ocena? Szkoda czasu, ale dobrnęłam do połowy i żal było odpuścić. Bohaterowie nie są barwnie zarysowani, w samym świecie łatwo się odnaleźć, ale też nie jest jakoś opisany tak, że chcesz cały czas poznać coś więcej. Kolejnych części trylogii nie zamierzam tykać.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Książki

44piorunów

139 + 1 = 140

Tytuł: Blade Runner. Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?

Autor: Philip K. Dick

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: REBIS

Format: audiobook

Ocena: 9/10

Czas trwania: 6h 43m

Czytali: Robert Więckiewicz, Andrzej Chyra, Anna Dereszowska, Łukasz Simlat, Katarzyna Warnke, Magda Popławska i inni

Czytałem kiedyś książkę, oglądałem film, a do zapoznania się z wersją audio zachęcił mnie wpis @adsozmelku

https://www.hejto.pl/wpis/24-1-25-tytul-blade-runner-czy-androidy-marza-o-elektrycznych-owcach-autor-phili

Dystopijna wizja przyszłości. Korporacja Rosen wypuszcza nowy model androidów, które są tak doskonałe, że według najnowszych testów od ludzi odróżnia je już tylko brak empatii. Zawodowy łowca androidów - Rick Deckard dostaje zadanie wyeliminowania grupy zbuntowanych replikantów.

“Czy Androidy marzą o elektrycznych owcach?” nie jest przeciętnym sci-fi, tylko wybitnym thrillerem psychologicznym, w którym autor buduje mroczną i paranoiczną atmosferę, a poczucie rzeczywistości systematycznie się rozpada. Jeden z największych klasyków Philipa K. Dicka, ikona popkultury i źródło inspiracji dla całych pokoleń twórców - w tym dla Williama Gibsona do napisania “Neuromancera”, w pewnym sensie to więc duchowy dziadek cyberpunka.

Audycja przygotowana została rewelacyjnie: monotonna narracja Więckiewicza, świetna gra aktorska w dialogach i jazzowa oprawa muzyczna Pink Freud znakomicie uzupełniają mroczną atmosferę noir.

- książka, która została zekranizowana

Pokaż więcej komentarzy (10)

Lider

w Książki

27piorunów

138 + 1 = 139

Tytuł: Wampir

Autor: Wojciech Chmielarz

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Marginesy

Format: audiobook

Liczba stron: 316

Ocena: 5/10

Chciałem przeczytać "Zombie", które ostatnio wróciło na półki w księgarniach, ale okazało się, że to 2 tom serii, więc trzeba zacząć od 1.

Razem z prywatnym detektywem Dawidem Wolskim trafiamy do Gliwic, gdzie spróbujemy rozwiązać zagadkę samobójczej śmierci Mateusza i kilka innych pomniejszych spraw, które trafiły na biurko Dawida. Niestety nasz bohater, prowadząc śledztwa, wpląta się w kilka spraw, które nabiją mu na głowie niejednego guza. Okaże się, że miasto kryje drobne tajemnice, a kolejne poznane osoby rzucą odrobinę światła lub mroku na całą sprawę.

Trochę jest to typowy Chmielarz, książka bez fajerwerków, ale bardzo płynna, która właściwie czyta/słucha się sama. Nie ma tu przesadnych dłużyzn, a autor wie, kiedy podkręcić tempo i jak je dawkować, żeby utrzymać uwagę czytelnika.

Ale to tyle z plusów właściwie, bo cała reszta jest już mniej angażująca - główny bohater, to taka trochę ciapa, która w kilku momentach służy za worek bokserski, a raz nawet stoi nad grobem i to dosłownie. Historia jego przeszłości i tego, czemu jest detektywem nie porywa, choć z lekkim twistem dało się to fajnie wyprostować, ale autor chyba nie chciał, no trudno. Wyjaśnienie zagadki i to jak tropy się łączą, wiemy/domyślamy się dość szybko.

Natomiast to jest dobra książka do wciągnięcia na spacerze, w trakcie jazdy autem, czy komunikacją, bo nie ma tu wątków, których trzeba słuchać ze 100% zaangażowaniem i tropów, które łatwo przegapić. Bawiłem się przy niej nieźle i polecam, jeśli nie masz ogromnych wymagań co do kryminału.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 15/128
18 - Pierwszy tom serii

Gruba ryba5piorunów

@WujekAlien

Huh, jest duża szansa, że skończysz jeszcze w styczniu.

Lider2piorunów

@Vampiress ja to traktuję jak achievementy na Goodreads, niby nie trzeba, ale czasem można dzięki nim przeczytać coś, czego się nie zamierzało czytać, ale jest akurat na liście do trofki :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (15)

Osobistość

w Książki

29piorunów

137 + 1 = 138

Tytuł: Rozdroże kruków

Autor: Andrzej Sapkowski

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Supernova

Format: książka papierowa

ISBN: 9788375782073

Liczba stron: 292

Ocena: 5/10

Geralt wyrusza w swoją pierwszą wiedźmińską podróż. Na jego drodze pojawiają się nie tylko potwory, ale też ci, którzy proszą o ratunek: niewinne ofiary, nieszczęśliwi kochankowie i ci, którzy liczą, że wiedźmiński miecz rozwiąże ich problemy. Młody Biały Wilk stara się przestrzegać kodeksu, którego nauczyli go mentorzy, ale życie nie szczędzi mu trudnych wyborów. Czy uda się zachować zasady w świecie, gdzie nic nie jest takie, jak się wydaje? Idealizm Geralta zderza się z brutalną rzeczywistością, a każda decyzja niesie ze sobą konsekwencje, które na długo pozostają w pamięci.

Fanatyk2piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Pokaż więcej komentarzy (13)