Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#depresja

Gruba ryba

w Hydepark

23piorunów

TLDR: Złości, złości daj mi siłe aby móc zniszczyć świat.

7.
Wraz z procesem terapeutycznym, do którego zabierałam się jak pies do jeża zdaje sobie sprawę z kluczowej roli tłumionej złości w moim życiu. Jak pierwszy raz usłyszałam o tym, aż chciałam się zaśmiać "Jaka złość, przecież dobrze się kontroluje?!". Kontroluje, kontroluje...

Jest to temat na tyle trudny, że sama chęc poruszenia go stawia mój organizm w tryb obrony. To okropne, że wraz z dorastaniem ludzie stawiają Ci cenzurę na tak kluczową emocję jaką jest złość. Przecież to ona pozwala postawić w dobitny sposób własne granice. To ona pozwala przekroczyć limity w chwili zagrożenia. Dzięki niej czujemy, że jesteśmy autonomicznym bytem z własnymi przekonaniami, pragnieniami i tolerancją. Kortyzol to nasz przyjaciel i wróg. Problemy zaczynają się wtedy, jak nie masz strategii rozładowania jej w mało destrukcyjny sposób i to kurestwo się zbiera, zbiera i zbiera, ale nigdzie nie uchodzi.

Powodów takiego stanu jest tak wiele, że aż nie podejmuje się proby ich wymienienia. Wydaje mi się, że każdy kogo dotyczy ten problem wie, w którym momencie jego życia pojawiła się u konieczność hamowania reakcji. U mnie zaczęło się od pierwszego wpierdolu od mojego ojca. Wtedy poczułam że sprzeciw tylko pogarsza sytuację, no i tak już zostało.

Później wraz z uzupełnianiem magazynu zwanego frustracją pojawiły się zachowania autodestrukcyjne. Nie umiałam inaczej sobie ulżyć. Chciałam aby ból fizyczny był spójny z tym psychicznym i w wieku 12 lat zadałam sobie pierwszy cios. Później było tylko gorzej, ale to jedna z tych historii, która ma wyraźny początek, ale niejednoznaczny koniec. Kończysz czytać i za cholere nie wiesz z czym właśnie obcowałeś i jaki morał miał z tego płynąć.

Kończę swoją opowiastkę apelem do Was Czytacze: Nie ma złych, czy dobrych emocji, bo wszystkie pełnią ważną rolę w próbie uporządkowania siebie w świecie pełnego dobroci i okrucieństwa. Trzymajcie się wszyscy ciepło. Dbajcie o siebie. Peace!

Pokaż więcej komentarzy (16)

Gruba ryba

w Hydepark

17piorunów

TLDR: Ja i mój przyjaciel zepsuty mózg. Achtung: Będzie długo, nie dało się krócej, znaczy dało się, ale nie chciałam.

Czas na kolejne pierdololo, chyba zacznę je numerować. Załóżmy że to 6 wpis. Fajna dyskusja się wywiązała pod wczorajszym postem, a najważniejszym wnioskiem z wielu jest to, że świata nie zbawię, ale siebie już tak.

Może czas abyście choć trochę dowiedzieli się o specyfice moich problemów, choć sama nie wiem od czego zacząć. W wieku 17 lat w wyniku natłoku problemów w rodzinie, zaniedbań oraz traum wszelakich skończyłam na oddziale ostrej psychiatrii po próbie s. Opętało mnie dosłownie, nawet ksiądz z parafii zorganizował mi egzorcyzmy
XD jak domyślacie się, nie pomogło. Nie było sensu się męczyć i tolerować te upiorne postacie krzatające się po moim pokoju co noc. Ledwo, ledwo mnie odratowali. Pamietam tylko to, że umieranie wcale nie było ani łagodne, ani romantyczne. Nie zasnęłam, dusiłam się czując spowalniajacą akcje serca. Ocalił mnie (nie)szczęśliwy zbieg okoliczności, ale może o tym innym razem. Rozpoznanie: depresja urojeniowa.

Do około 24 roku życia prostowałam się na wszelkie sposoby. Zaliczyłam jeszcze jeden pobyt w szpitalu w międzyczasie. Po nim odesłano mnie do szpitala leczenia zaburzeń osobowości. Czas leczenia 3 miesiące. Wymiękłam, nie pojechałam. Teraz żałuję.
Od tamtej pory wszystko lepiło się znacznie lepiej. Paczka przyjaciół, wyjazdy, doświadczenia, zawód marzęń, a jako wisienka na torcie stabilny i wzmacniający związek. Poza małymi dołkami i górkami, był to najlepszy czas mojego życia. Psychika odeszła na dalszy plan. Chciałam żyć.
Do 30 roku życia. Dopadła mnie peseloza.

Zdrowie posypało mi się do reszty. Wszystko naraz. Aż do dzisiaj nie ogarniam co, gdzie i k⁎⁎wa kiedy. Przestałam chodzić z dnia na dzień. Dosłownie. Ból ciała i drżenia mięśni uniemozliwy mi normalne życie. Poszłam do internisty, po zwolnienie z pracy. Cała obolała, w gorączce, ciągnąca się po ścianach, każdy ruch kosztował mnie zdecydowanie zbyt wiele. Z przychodni od razu pojechałam do szpitala. Tam trafiłam na oddział chorób wewnętrznych. Bałam się że tak już mi zostanie. Pamiętam komentarze jak czołgalam się do toalety lekarzy: Czy ona ma parkinsona? Się żyło i chodziło, ale się zesrało. W szpitalu doświadczyłam największego bólu w życiu, 9 na 10 i wcale nie przesadzam. Czułam jakby mięśnie odchodziły mi od kości. Znieruchomiałam, bałam się ruszyć. Diagnostyka bardzo szeroka, nic nie wyszło. Fart chciał że trafiłam do lekarza, który wiedział jak mnie nakierować. Trafiłam do psychiatrki ze specjalizacja w wąskiej dziedzinie zaburzeń czynnościowych.

Po wstępnym rozpoznaniu trafiłam pod skrzydła Profesora Friedmana na oddziale neurologii w szpitalu Bródnowskim. Zaliczyłam wszystko co można było zaliczyć z diagostyki neurologicznej, łącznie z scyntrygrafią mózgu (niech żyją izotopy promieniotwórcze!- może uda mi się zaliczyć wideo z pokoju "odpoczynku" przed badaniem. Moze też poczujecie klimat Stranger Things z polskiego podworka ;). Po konsylium lekarskim, którzy lekarze raczą pieszczotliwie nazywać "prezentacją", na którym przed 20 lekarzami wdzięcznie się zaprezentowałam niczym małpka w zoo dostałam koleją diagnozę: ruchowe zaburzenia czynnościowe FMD. Okej, mamy kolejny puzelek. Co dalej?

Dzięki terapii i farmakologii objawy zeszły do minimum. Żyje, biegam, a to wszystko co pisałam wyżej wytworzył mój mózg. Zaburzenia konwersji. Chciało się żyć, nie myśląc o sobie to się ma. Nie uwzględniasz bólu psychicznego, to co powiesz na ból fizyczny? Tego nie zignorujesz.
Dzięki terapii doszłam do wypartych wiele lat temu traum. Pierdolneło mnie to jak cegła puszczona na łeb z wieżowca. Zniszczyło mnie to doszczętnie. Dysocjowałam się raz za razem, wpadałam w katatonie, dostawałam amnezji. Nie wiedziałam gdzie jest góra, a gdzie dół. Wszystko się pomieszało. Diagnoza: Zaburzenia dysocjacyjne idące w kierunku dysocjacyjnych zaburzeń osobowości. Tylko czekałam, aż mi się moje JA ro⁎⁎⁎⁎⁎doli na oddzielne części. Czyli jednak mogłam parę lat temu jechać do tego ośrodka. Może wyglądało by to wszystko inaczej.
Byłam o krok od unicestwienia się. Tak się nie dało żyć. W międzyczasie atak jaskry, SIBO, i w uj innych dolegliwości, aż już nie chce mi strzępić ryja.

Teraz jestem na górce, bez benzo i pregabaliny, tabletek szczęścia.
To ja, w ogromnym skrócie. Bohaterze, który dorwałeś do końca, nie czuj się zobowiązany, by cokolwiek pisać. W sumie to nie warto, po prostu brawa dla Ciebie że poświęciłeś mi i mojej historii swój cenny czas.

Gruba ryba2piorunów

@Fafalala zycze Ci zdrowia! U mnie wiekszosc problemow psychicznych skorelowana jest z dieta. Musze trzymac czysta miche bo inaczej choruje. Takze i tobie polecam wyrzucic wszystko co przetworzone i jesc tylko warzywa, mieso, orzechy, ryby. Zreszta jak masz sibo to wiesz. Wiekszosc problemow dzisiaj moim zdaniem wynika z zaburzen jelitowych. Pierwszy raz w historii czlowiek ma tak okropna diete.

Fenomen1piorunów

JPRDL...
No to to to konkretnie - były przypadki tego w rodzinie albo jakaś poważna ekspozycja na rtęć ? Mógłbym napisać że współczuję itd - ale to będą puste słowa co nie ? Zdrowia ci życzę oby się to jakimś cudem spełniło i spełniało.

Tak z niczego takie coś ? No to moje problemy to przy tym są drobniaste drobiazgi które są nieistotne (choć i tak robią swoje)...
>nie czuj się zobowiązany, by cokolwiek pisać. W sumie to nie warto
PS: ależ właśnie warto - warto ! Masz deprechę,chcesz to wyrzucić z siebie - i tak masz najwyraźniej za mało wsparcia ze strony otoczenia. To żadne pocieszenie że inni mają też ten problem na mniejszą skalę,ale istnienie ludzi którzy chcą dla ciebie dobrze - nawet jeśli to są anony z neta których nigdy nie poznasz - pociesza. Choć ociupinkę. Zatem trzymaj się tam @Fafalala .Trzymaj się tam w twojej nierównej walce z ku⁎⁎⁎⁎ko trudnym wrednym życiem.Zdrowia ci życzę i się trzymaj !

Pokaż więcej komentarzy (15)

Gwiazdor

w Przegryw

3piorunów

Także jadę do pracy, w autobusie, słuchając se teraz: "Queen - Radio Ga Ga"... Normalnie mam ochotę poleżeć w łóżku, i pograć se na New 2DS XL w Pokemon X... A tak? Trzeba pracować...

https://youtu.be/azdwsXLmrHE?si=Y2JP_1rNYRC3Wlk2

Osobistość0piorunów

@Akinori456 Pracuje większość społeczeństwa, nie tylko przegrywy więc nie rozumiem czemu się żalisz ( ͡~ ͜ʖ ͡°) Sam teraz jestem w pracy i wcale jakoś nie narzekam

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Psychologia

13piorunów

Wiecie co mnie ostatnio najbardziej bawi i przeraża? To że właściwie mało kogo obchodzi to co ja pisze, kim jestem i co przeżywam na codzień. Wyrzucam swoje wnętrzności na stół i mówie, patrzcie to mam w sobie, a widownia pochyla się nad tym stołem, świruje oczami bez drgniecia powieką, w ostateczności kwitujac to przeciagłym: okejjj. Większość z nas szuka tylko odbicia siebie samego w innych, aby poradzić sobie z samotnością, zidentyfikować się, zaspokoić ciekawość, lub poznać inne perspektywy na własne problemy. Czy to źle?
W gorszej opcji pojawia się umniejszanie, dewaluowanie, aby podbudować swoje wątłe ego poczuciem, że ma się wpływ na innych. Wszystko w takt myśli: nie ważne jak o mnie mówią, byle mówili.
Tak wiele rzeczy, które robimy nie ma znaczenia dla świata. Próbuje sobie z tym poradzić. Mimo wszystko teraz biorę to na klatę i postaram się zrobić coś co zawsze ciężko mi było zrozumieć - zrobię to dla siebie.

Gruba ryba6piorunów

Jeśli jako pisanie rozumiesz pisanie na Hejto, to sorry ale nie powinnaś oczekiwać nic więcej poza kilkoma komentarzami wsparcia. Po prawdziwe wsparcie idzie się gdzie indziej, ale to pewnie wiesz. Zastanów się, jak kogoś ma tak naprawdę interesować i poświęcić więcej swojego życia na to kim jesteś w realu, jak przez pisanie na Hejto to jest praktycznie niemożliwe i sama przecież nie dasz się na tyle poznać. Każdy coś tu wrzuca, dzieli się, część świruje na . Ale i tak każdy wraca do swojego życia, bo ile można tu siedzieć.

Pozdrawiam cieplutko.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Gruba ryba

w Psychologia

22piorunów

Hejo,

a tak ulokuje sobie tekst w internecie z przemyśleniami. W sumie już mi się nie chce. Miałam jakąś natchnioną myśl, ale.... A już wiem! Nie czuje się już tak źle. Jakbym z pudla wyszła, z tej ciemności i nieznośnej duchoty. Aż dziwnie, że znów nabrałam się na wrażenie że epizod depresji będzie trwał wieczność i jedyne co mnie od tego uwolni to śmierć. Chyba jednak nie muszę teraz umierać. To dobrze, oszczędzi to wiele problemów.

Śnie na jawie. Nie wiem co może się dziać naprawdę, a co tylko w głowie.

.

Pokaż więcej komentarzy (11)

Koneser

w Hydepark

6piorunów

https://youtu.be/u5CVsCnxyXg?si=l2GU9WVRnFQ-SiXg

  

Pokaż więcej komentarzy (5)

Mocarz

w Przegryw

11piorunów

Ehhhhhhh
https://youtu.be/i0n8gh-oMuA



Lider1piorunów

Ludzki umysł ma tendencję do nadmiernego analizowania sytuacji, które jeszcze się nie wydarzyły i prawdopodobnie nigdy nie wydarzą się w takiej formie w jakiej Ci się wydaje. Mózg zawsze przesadnie dramatyzuje i praktycznie zawsze później wychodzi lepiej niż to sobie myśleliśmy o tym. Nie ma się co poddawać tym myślom. Póki co masz rodziców masz to wsparcie, ciesz się tym, że teraz to masz. Wiem, że nie jest różowo, że mogłoby być lepiej, ale co zrobić? Warto docenić chociaż to co się ma, że w tym momencie masz rodziców, że Cię wspierają i postarać się cieszyć trochę choćby z tego. Bo co będzie jutro nigdy nie wiadomo, tak jak kolega wyżej napisał może jakieś leki na Ciebie lepiej podziałają, albo wynajdą jakieś nowe i wtedy to, że teraz to wszystko przeżywasz okaże się niepotrzebne i tylko zatruwające Twoje życie w tym momencie. A może ruskie j⁎⁎ną atomówkę i jutro wcale nie nadejdzie :upside_down_face:
Przyszłość jest nieprzewidywalna i trzeba się starać nadmiernie o niej nie myśleć, bo nie ma to sensu. Jedyne co możesz zrobić dobrego dla siebie teraz i w przyszłości, to starać się cieszyć małymi rzeczami, tym że teraz rodzice są obok, czy tym, że zebrałeś w sobie tyle odwagi, że nagrywasz te vlogi. Niby są to małe rzeczy ale tak naprawdę duże i cholernie ważne.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gwiazdor

w Przegryw

5piorunów

Wcinam se na prawdę, ch0jowego kebsa, ale wołowinka mi smakuję więc na plus, zaraz jeszcze skoczę sobie na stację po jakąś małą cole, i idę na chwilowy ...
Oczywiście samotny... ( ͡° ʖ̯ ͡°)

Witamy w świecie samotności...
( ͡° ʖ̯ ͡°)(╥﹏╥)

"BARANOVSKI - Chcę być sobą".
https://youtu.be/xhiUVwMjVTM?si=7rn7VcEdeTEpzBmK

Gwiazdor

w Przegryw

6piorunów

Taki mały po mieście, bo z roboty wracam... Chociaż samemu będę przez krótką chwilę...

Witamy w świecie samotności...
( ͡° ʖ̯ ͡°)(╥﹏╥)

https://youtu.be/vWHhZxo-Fy4?si=5s7bSFw5yZH8R7HS

Gruba ryba1piorunów

Hmm.. A ja zobaczyłem tę fotkę i bardzo mi się podoba. Aż bym tam wykrzyczał jak pięknie żyć w taki wieczór 😛 (w duszy przynajmniej, bo teraz na ulicy lepiej nie krzyczeć przez jakiś czas.. ). Więc inaczej filtrujemy rzeczywistość.
Widzę tagi i od razu piszę, że już od 11 miesięcy miałem nie żyć.
Ale poszedłem do lekarza 😉

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fenomen

w Hydepark

18piorunów

Rok temu przeprowadziłem się do dużego miasta. Za lepszymi perspektywami. W moim rodzinnym nie miałem źle - miasto średniej wielkości (przedział 80-120k), niczego mi w sumie nie brakowało. Praca nie była zła, choć trzeba było się namęczyć, by zarobić (praca w sprzedaży, wiadomo prowizje i podstawa nie takie jak w dużych miastach).

I czuję się wypłukany ze wszystkiego. Będąc na studiach zawsze wracałem w weekendy, potem mgr zaocznie. Teraz czuję co innego - pustkę. Wracam rzadziej. Zostawiłem tam wszystkich znajomych. Tu mam ledwie kilku ze studiów. Moja dziewczyna też nie jest stworzona do wielkomiejskiego życia.

Wiecie co jest najgorsze? Świadomość, że przyjechałem wziąć poniekąd udział w wyścigu szczurów. Teraz zacznę pracę w IT jako handlowiec. Niezła kasa, ale co z tego? Nie czyni mnie szczęśliwym. Nie interesuje mnie ta branża, ale jest dochodowa. Będę się trochę męczyć, ale trzeba poprawić byt. Paradoks, bo rok temu odchodziłem z roboty, która mnie interesowała, ale perspektywy rozwoju żadne, zarobki nawet dobre jak na średnie miasto, ale inflacja zaraz by zjadła. (Moja 1 praca w dużym mieście to rozczarowanie tak jakby kto pytał i po roku zmieniam)

Żyję ze świadomością, że na 100 % będę w ciągu kilku lat chciał tam wrócić. Może pracując zdalnie, może 1-2x w tyg dojeżdżając. Jestem ledwie ok 100 km od domu, a czuję się jak na emigracji. Brakuje mi wszystkiego, nawet głupiego krajobrazu nad rzeką.

Jak wracam, to wiadomo - do rodziców. I choć to mój dom rodzinny, to czuję się jakoś inaczej. Przez ostatnie 2 lata mieszkałem z dziewczyną na swoim. I to za tym chyba tęsknie, naszym pierwszym mieszkaniem, codziennym życiem, które toczyło się powoli, bez wielkomiejskiego zgiełku.

Jedyne o czym marzę, to złapać dobrą pracę, która umożliwi mi mieszkanie poza dużym miastem i wrócić do sibiei być szczęśliwym. Bez tych wszystkich wielkomiejskich trendów. Tylko ja, moi znajomi, rodzina, dziewczyna i to co kocham - sport, lasy, jeziora, krajobrazy, tanie gastro w moich rodzinnych stronach, małe lokalne podróże bez stania w korkach.

      

Gruba ryba1piorunów

Przeprowadziłem się z małego miasta do Krakowa (4 lata), później WWA. Nigdy bym nie wrócił. Ale faktycznie pierwsze 2-3 lata tęskniłem za Krakowem, myślałem o jakimś mniejszym mieście. Powrót do miasta rodzinnego z dobrą pracą wydawał mi się wgl błogosławieństwem (ceny nieruchomości!). Warszawę jednak pokochałem - trzeba się do dużego miasta przyzwyczaić, grać wg. jego zasad, poznać je. Za to jak już się to zrobi to jest cudnie. Jeżeli przeprowadzka to wgl na całkowite zadupie bez ludzi.

Wyżej pisali - po co galerie, teatry, muzea etc. skoro się i tak nie korzysta. To zależy od człowieka - ja właśnie korzystam i regularnie chodzę do ulubionego kina na niszowe filmy, do muzeów na oprowadzania kuratorskie, do filharmonii jak tylko mogę, na koncerty. W małych miastach takiej oferty nie ma. Nie ma szans.

Fenomen0piorunów

@ColonelWalterKurtz Tyle, że mieszkałęm już w dużym jako student 3 lata na licencjacie i było spoko, ale nie tak żeby sobie tu ułożyć życie. I dalej tak samo myślę, a minęło kilka lat.

Gruba ryba1piorunów

@ColonelWalterKurtz ja np. Nienawidze Warszawy, ludzie w wawie sa okropni. Mieszkalam tam krotko i nigdy nie wroce. Miasto totalnie nie dla mnie. Jakbym miala wybor moje male miasto rodzinne - 150 k, a wawa to bralabym na 100 % to male, rodzinne.

Gruba ryba1piorunów

@GtotheG Każdy ma swoje preferencje i charakter. Może to nie dla Ciebie. Dwie moje kuzynki miały taki pomysł, żeby się do WWA przeprowadzić i obie po paru miesiącach się zawinęły pomimo, że miały pracę i jakoś im szło. Też coś im nie siadło.

Co do ludzi to wiadomo, że są różni. Ja mam grupę fajnych znajomych - zarówno przyjezdnych jak i tzw. prawdziwych warszawiaków. Jak ktoś jest bucem czy jakimś innym debilem to po prostu relacji nie utrzymuję. Uwierz mi, że poznawałem niby spoko ludzi i po 20 min wiedziałem, że ich nigdy już nie chce spotykać (i tak właśnie było:P).

Jedyne co w mnie wkurza to to, że ciężko się spotkać - każdy pracuje, ma rodziny, zajęcia, zobowiązania etc. Ale to chyba nie tyle kwestia rozmiaru miasta co etapu życiowego tzw. dorosłości.

Gruba ryba0piorunów

@Lopez_ studia to inna bajka mam wrażenie. Ja np. na studiach uwielbiałem Kraków (i dalej twierdzę, że to idealne miasto na studia;P). Teraz żeby się tam przeprowadzić to chyba za karę. Natomiast na melanż dalej jeżdżę z przyjemnością.

Może po prostu duże miasto nie jest dla Ciebie stworzone.

Gruba ryba1piorunów

@Lopez_ duze miasta sa fajne jak masz 20 lat i duzo znajomych, albo chcesz sie uczyc. :smiley: w kazdym innym wypadku srednie miasta sa lepsze do zycia. Szczegolnie jak masz gdzies przyjaciol. Ja np. Przez X przeprowadzek nie mam juz zadnego kregu przyjaciol. Mam jakies pojedyncze osoby, ale nigdy tak zeby wyjsc w wiekszej grupie znajomych. Z perspektywy czasu to najbardziej mi zal, ze nie dbalam o przyjaznie i gdybym miala gdzies super przyjaciol to juz bym sie z takiego miejsca pewnie nie ruszala.

Pokaż więcej komentarzy (31)

Gwiazdor

w Przegryw

7piorunów

Kolejne rozsterki mam w pracy... Chcę coś zmienić w swoim życiu, codziennie widzę co muszę u siebie zmienić, co poprawić, podszkolić się w czymś... Ale tego już tyle się pozbierało, że jak widzę tą górę, którą pozbierałem, z napisem: "CO MUSZĘ ZMIENIĆ W ŻYCIU:" to po prostu odechciewa mi się brać za co kolwiek... Nie potrafię zrozumieć tych ludzi którzy potrafią coś robić codziennie... Znaczy też mam niektóre pasję, ale np: znowu moje ukulele leży nieużywane, a ostatni raz grałem to było pod koniec kwietnia...
Albo jestem kunktatorem, albo niektóre rzeczy jednak nie sprawiają mi frajdy... Albo czuję wypalenie...
Sam już nie wiem... ( ͡° ʖ̯ ͡°)

Autorytet1piorunów

Ooo właśnie! Jana przykład kiedyś za*%$&!&!?łem na rowerze co wieczór, noc, kilkadziesiąt / set kilometrów i sprawiało mi to frajdę, radość i tak dalej. A teraz już przeszło dwa lata

jak na swój rower nie wsiadłem dla pojezdzenia. Już pewnie nawet kondycji bym nie miał takiej. Nie wiem czemu mam obiekcje, a teraz to dla mnie problem… w sumie to już całe miasto objeździlem i okolice. Tak mi się to skojarzyło jak z tym Twoim ukulele, taka sytuacja.

Pokaż więcej komentarzy (7)

Mocarz

w Hydepark

72piorunów

Jedziemy z tatą znowu do psychiatry. Nogi taty po lewej, moje na środku na dole. Strasznie jestem nerwowy mimo że jadę z ojcem.
Nie wyobrażam sobie bycia samodzielnym.
Jeszcze mnie młodzież mogguje wzrostem jak tylko wyjdę z domu.

Nie jest zbyt komfortowo jeździć pociągiem, bo nie ma miejsca do siedzenia połowę czasu. Zawsze się boje ze nie znajdę miejsca, nie otworze drzwi do pociągu albo nie dostanę się do toalety. Albo przegapcie przystanek. Na razie chodzę za ojcem.
W zasadzie nigdy nie byłem bez opiekuna długo. W szkole chodziłem za kolega, poza domem za rodzicem.

Jeszcze głowa boli ciągle. Pewnie to że stresu ale mam jest to nie do wytrzymania. Mam skierowanie do neurologa i laryngologa ale pewnie wizyta będzie za rok. Do tego muszę umawiać się przez ten cholerny telefon, co mnie wysysa z energii na cały dzień.

Psychiatrze powiem o autyzmie. Zobaczymy co powie na moje spanie po 20h, totalny brak sił i przygnebienie.
Chce żeby mi dał zaświadczenie do zespołu orzekania niepełnosprawności. Obecnie mam stopień umiarkowany przez problemy psychiczne z . Dostałem finasteryd od dermatologa. Mam nadzieję że psychiatra nie każe mi odstawić przez skutki uboczne w postaci większej depresji.

Pokaż więcej komentarzy (16)