Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#bookmeter

Lider

w Książki

24piorunów

238 + 1 = 239

Tytuł: Przypowieść o talentach

Autor: Octavia E. Bulter

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: W.A.B.

Format: e-book

Liczba stron: 544

Ocena: 3/10

Ja pi⁎⁎⁎⁎le, ale mnie ta książka wymęczyła 😒

Pierwszy tom był świetny, był dokładnie takim postapo, jakie lubie i jakiego szukam, sięgając po ten gatunek. A ten tom, to jakieś nieporozumienie. Główna bohaterka z 1 tomu nie żyje, więc jej rolę jako narratora i głosicielki ruchu Nasion Ziemii, przejmuje jej córka. Nasza ekipa z pierwszego tomu dotarła do "Żołędzia", osady, w której chce się odbudować i zacząć życie od nowa. Oczywiście sama osada jest potraktowana po macoszemu, a większość czasu i tak spędzamy po za jej "murami".

Momentami miałem vibe The Last of Us, ale później mi się przypominało, że nasi bohaterowie dostają wpierdziel nawet od dzieci, technicznie - nastolatków, ale jednak. Nasza bohaterka ma kompleks matki i nie do końca umie z nim żyć, a tym bardziej z nim walczyć. Na czym cierpi cała książka, bo bohaterki po prostu się nie da lubić, na szczęście od czasu do czasu dostajemy od niej chwilę oddechu i możemy się zanurzyć w historii innych postaci przejmujących narrację.

Największy zarzut mam jednak do samej autorki, bo to jak przedstawia mężczyzn w tej książce i inne rasy niż czarnoskórą, to jest jakiś dramat - 90% facetów chce zgwałcić lub gwałci i torturuje kobiety i jesteśmy zmuszeni o tym czytać. To miało być post-apo, a wyszło rape-apo. Rasizm jest na porządku dziennym, bo nasza bohaterka jest czarnoskóra, a przecież wszystkie inne rasy w obliczy światowego kataklizmu, staną przeciwko niej, bo tak.

Trudno się to czytało, kilka razy miałem ochotę rzucić ją w kąt, sprawdzałem opinie na LC i GR i nie miałem pojęcia, czemu są takie wysokie.

Nie polecam, szczególnie jeśli lubicie postapo, bo po świetnym 1 tomie, ten jest gniotem.


Osobisty licznik: 28/128

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobistość1piorunów

@WujekAlien jak dobrze wiadomo, rasizm istnieje tylko w odniesieniu do czarnych, na odwrót to już nienazwane, nieistotne zjawisko.

Lider0piorunów

@Cerber108 w drugą stronę już nie ma rasizmu niestety

Pokaż więcej komentarzy (4)

Autorytet

w Literatura

28piorunów

237 + 1 = 238

Tytuł: 222 polskie gry które warto znać

Autor: Mariusz Kidman

Kategoria: albumy

Wydawnictwo: Open Beta

Format: książka papierowa

Liczba stron: 464

Ocena: 7/10

Książka wpadła w moje ręce dosyć przypadkowo. Wyskoczyła mi w proponowanych na vinted, zaproponowałem cenę 20zł i sprzedawca się zgodził to głupio było nie kupić xD

Jak łatwo się domyśleć książka przedstawia 222 polskie gry zaczynając od roku 1983 do 2019. Każda gra to pojedynczy screen na dwie strony z krótkim opisem, czasem wzbogacony o komentarz autora gry. Dla mnie to jest album w którym możemy dowiedzieć się że dany tytuł istnieje i ewentualnie poszukać czegoś więcej na własną rękę. I w tej roli jest spoko. Wydanie jest dosyć ładne, w twardej okładce i obrazkami zajmującymi całą stronę. Minus za miejscami gorzej czytelnym tekstem na tle screena.
Jeśli ktoś szuka książki z której dowie się o historii polskiej branży gier trochę głębiej to musi poszukać czegoś innego.

Prywatny licznik: 5/30

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Kosmonauta0piorunów

@Pstronk a jest electrobody? Moja ukochana gra dzecinstwa 😉

Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Książki

26piorunów

236 + 1 = 237

Tytuł: Nacja

Autor: Terry Pratchett

Kategoria: literatura piękna

Ocena: 5/10

*

Chcę wiedzieć dlaczego. Dlaczego to wszystko. Nie znam odpowiedzi, ale kilka dni temu nie wiedziałem, że są pytania.

Moja relacja z twórczością pana Pratchetta jest, trzeba to przyznać, dość skomplikowana. To znaczy ja bardzo tego autora cenię, uwielbiam jego obserwacje, zgadzam się z wnioskami z tych obserwacji, które pan Pratchett wyciągał i momentami imponuje mi to, w jak błyskotliwy sposób potrafił to wszystko przedstawić. Niesamowicie podoba mi się sposób, w jaki pan Pratchett stworzył swój świat, ogromnie cenię przede wszystkim jego konsekwencję i słowotwórstwo (i znów: ogromna praca tłumacza, bo pan Kozłowski świetnie przełożył na język polski nie tylko historie, ale i klimat oryginałów). A jednak, mimo tego wszystkiego co napisałem wyżej, książki pana Pratchetta czyta mi się źle. I nawet zastanawiałem się dlaczego tak jest, i miałem kilka pomysłów – bo to może za szybko to wszystko się u niego dzieje? Albo może rozmach i skomplikowanie Świata Dysku są dla mnie zbyt wielkie? Pudło jednak. Bo akcja Nacji ani nie rozgrywa się w Świecie Dysku, ani w Nacji narrator zdaje się nie pędzić i nie skakać w czasie i przestrzeni, bo historia jest liniowa i rozgrywa się w zasadzie w jednym tylko miejscu. A jednak wrażenia miałem bardzo podobne jak przy okazji wcześniejszego obcowania z utworami tego autora. Podobało mi się. Bardzo mi się podobało. Tyle, że podobało mi się fragmentami. Bardzo krótkimi fragmentami.

Nacja opowiada o Nacji, która to jest wyspą położoną na oceanie. Na Nację, zresztą jak na cały świat, przychodzi kataklizm i giną wszyscy jej mieszkańcy. No, wszyscy poza jednym (bo, wydaje mi się, trudno byłoby stworzyć opowieść o wyspie bezludnej w ścisłym tego słowa znaczeniu). Przeżywa więc Mau, który nie jest już chłopcem, ale nie jest jeszcze mężczyzną (mamy więc bildungsroman). Okazuje się jednak, że nie jest on jednym żywym człowiekiem na Nacji. Trafiła tam bowiem dziewczyna, która (również jako jedyna) przeżyła katastrofę morską (mamy więc powieść marinistyczną a może nawet i przygodową). Ci dwoje trafiają na siebie (mamy więc retelling Robinsona Crusoe) i nawiązują ze sobą kontakt. W międzyczasie Mau dopadają wątpliwości na temat słuszności tego, w co przez całe życie wierzył (bo tak wierzyła Nacja – mamy więc i trochę wątpliwości natury moralno-religijno-filozoficznych). A jeszcze później na wyspę przybywają inni – dobrzy, źli i neutralni (o części z tych ostatnich, zdaje mi się, autor trochę w dalszej części książki zapomniał) i dzieją się rzeczy różne. I dzieje się tych rzeczy sporo.

I może właśnie to mi w książkach pana Pratchetta przeszkadza? Że tak naprawdę nie potrafię powiedzieć o czym ta Nacja była. Wątków jest mnóstwo, podniesionych tematów tyleż, ale żaden z nich nie wydaje mi się być tym dominującym. A ja chyba takiego tematu przewodniego w powieści po prostu potrzebuję.

Fanatyk0piorunów

Komentarz usunięty

Lider

w Książki

41piorunów

235 + 1 = 236

Tytuł: Traktat o łuskaniu fasoli

Autor: Wiesław Myśliwski

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Znak

Format: e-book

Liczba stron: 446

Ocena: 10/10

Do powrotu do tej książki zachęciła mnie styczniowa premiera: "Łuskanie bobu w blasku księżyca" Xue Mo i choć to książka zupełnie o czym innym i nie jest nawet jedną całością, a zbiorem opowiadań, to pomyślałem, że czas na dzieła pana Myśliwskiego jest zawsze i każda okazja jest dobra, żeby po nie sięgnąć 😉

Myśliwski pokazuje, że zwykłe życie bywa niezwykłe, jeśli umie się o nim opowiedzieć w ten właściwy sposób. Cała powieść to jeden, hipnotyczny monolog - rozmowa z nieznajomym, który przyszedł po fasolę, a dostał w prezencie cudowną historię życia. Rytm łuskania staje się metronomem pamięci: klik, klik i spada kolejne ziarnko, a z nim anegdota, wyznanie, wspomnienie wojny, pracy, wędrówek, miłości, rozczarowań. Z prostych czynności, prostych słów i prostych rzeczy autor buduje architekturę sensu.

Największą siłą książki jest głos - skromny, nieśpieszny, pełen namysłu i wstydu człowieka, który wie, że pamięć nie jest archiwum, tylko rzeką. Narrator nie moralizuje, układa życie w opowieść, która wraca do miejsc z przeszłośći, ale pod trochę innym kątem i z perspektywy lat. Z drobiazgów - od zapachu kuchni po skrzypienie drzwi - rodzi się metafizyka codzienności. Kiedy mówi o losie, brzmi przekonująco, bo stoi obiema nogami na ziemi, kiedy filozofuje, robi to z garścią fasoli w ręki, nie z ambony.

Myśliwski potrafi jednym zdaniem otworzyć całe panoramy: dom, który już nie istnieje czy ludzi, którzy odeszli. Rzeźbą dla bohatera jest tu opowieść: dłutem - pamięć. Każde zdanie wykuwa z kamienia małą, brutalną prawdę o tym, jak się żyje.

Formę monologu autor wykorzystuje mistrzowsko. Długie frazy mają rytm mowy, nie papieru. Dygresje nie rozpraszają, tylko nawlekają sens na jak nić przez ucho igielne - wracamy, zawracamy, i dopiero widać, że ta spirala prowadzi nas w głąb. To literatura, która nie epatuje pomysłem, tylko pracuje czasem: czytelnik dojrzewa razem z narracją, a kiedy pada ostatnie zdanie, czuje, że dostał coś własnego, nie "cudzą historię". Drugim bohaterem nie jest człowiek, który przyjechał po fasolę, a my sami i to nas narrator wciąga w tę historię.

Jeśli miałbym Was przed czymkolwiek przestrzec, to tylko tyle:

Traktat… wymaga poddania się temu rytmowi. To nie jest książka na "szybkie trzy rozdziały" przed spankiem, tu trzeba usiąść na spokojnie, żeby móc jej w pełni doświadczyć, a zapewniam Was, że warto 😉

Osobisty licznik: 27/128 (zamykam styczeń łącznie z 27,5 ksiązki, ukończonym czytelniczebingo i 6 wyzwaniami Goodreads)

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Zawodowiec

w Dyskusje

22piorunów

234 + 1 = 235

\
Tytuł: DMT Molekuła duszy

Autor: Rick Strassman

Kategoria: popularnonaukowa

Wydawnictwo: Illuminatio

Format: papierowa

ISBN: 9788366134676

Liczba stron: 343

Ocena: 7/10

Żałuję, że nie robiłem notatek, więc poniższa "recenzja" oparta na tym co utkwiło mi w pamięci.

Autor, Rick Strassman jest lekarzem, który wpadł na pomysł przeprowadzenia badań nad DMT na ochotnikach.

Na początku lat 90 zgromadził 60 ochotników którym podawano DMT w szpitalu, pod nadzorem medycznym.

Dr Strassman opisuje jak musiał zmierzyć się ze sporą biurokracją aby uzyskać zgodę na badania, a następnie kombinować gdzie taki środek zamówić (nie było łatwo, laboratoria bały się, że mogą nie sprostać normom czystości, a nawet jakby sprostały, to bały się, że w razie problemów mogłyby odpowiadać prawnie).

No ale się udało, papierologia i dostawa.

Czas na ochotników. Z różnych miejsc, często znajomi znajomych, ale zasada była prosta: celować w osoby które miały już kontakt z używkami, gdyż mogą one w relacjach porównać doświadczenia z DMT do innych używek i innych metod aplikacji DMT (niektórzy wcześniej palili DMT, a w badaniach podawano dożylnie).

I pojawia się kolejna kwestia: ile im tego ładować dożylnie? Okazało się, że 0.6mg/kg masy ciała to dużo. Dawki małe jak 0.05 mogły dawać delikatne objawy, jak uśmiech i dobre samopoczucie. Dawka 0.4mg na kg masy ciała okazała się strzałem w dziesiątkę. Badani doświadczali wtedy swoistego "przejścia", czyli uczucie umierania, opuszczania ciała czy utraty ego.

Hipoteza szyszynki.

Autor wysnuwa hipotezę, że skoro śladowe ilości DMT są w naszych organizmach, to może DMT bierze udział w tworzeniu świadomości? Autor stawia pytanie: co jeżeli DMT jest naturalnie produkowane przez szyszynkę i w przypadku nagłej produkcji w znacznych ilościach, ludzie doznają mistycznych przeżyć lub doświadczają "uprowadzenia przez kosmitów"?

Oczywiście dowodów brak... Wiec do tego trzeba podchodzić bardzo z dystansem.

Ochotnicy mieli być zdrowi, unikano m.in. wysokociśnieniowców, gdyż doznania DMT mogły podnosic ciśnienie, zazwyczaj nieznacznie, ale bywały sytuacje, że wybijało ponad 200mm hg, aż ciśnieniomierz włączył alarm.

Od chwili podania DMT dożylnie, do pierwszych efektów mijało około 15-30sekund. DMT pokonuje barierę krew-mózg bardzo szybko.

Szczyt działania to tak około 3-5minuta.

Ochotnicy najczęściej wracali do realu tak w ciągu 15-30m od podania DMT.

A co doznawali?

Tak u około 30-50%(czyli wg mnie b. dużo) badanych pojawiały się te same motywy i doświadczenia, co właśnie uważam za FASCYNUJĄCE:

Na początku dźwięk buczenia, coś niby transformator. Później częste były wizje figur geometrycznych. Ale dopiero przy tej większej dawce następowało kluczowe doznanie: umierania bądź zatracenia ego, rozpłynięcia się, opuszczenia ciała.

Te około 1/3 badanych widywała jakieś istoty, które przyjmowały różne formy: często clowny :clown_face: lub coś innego na kształt ludzi, czasem owady, czasem rośliny. Niektóre z tych istot atakowały ochotników, ale sami ochotnicy opisywali te doznania ambiwalentnie (?) coś w stylu: rozszarpywały mnie, bałam się, ale czułam miłość.

Ochotnicy opisywali, że te istoty czekały na nich, badały ich, niektóre z uczuciem miłości, inne z obojętnością.

Tak jak przy badaniach LSD ("LSD moje trudnej dziecko" autorstwa odkrywcy LSD, Alberta Hofmanna) ludzie doznawali mistycznych odczuć, trudnych do opisania; często nie chcieli się dzielić nimi, ale tak jak w przypadku książki o LSD, dało się odczuć podczas lektury, że doznania te były tak mistyczne, że ochotnicy żałowali iż inni nie doznali tego samego.

Poza tymi mistycznymi doznaniami były przypadki traumatycznych doznań (coś około 1/3 badanych!). Np. facet miał wizję, że jest gwałcony przez 2 krokodyle. 😱

Ale i w tej kwestii nieprzyjemnych doznań sprawa skomplikowana, bo badani, z którymi się później kontaktował dr, stwierdzali, że nie wywarło to na nich długofalowych negatywnych skutków. Z czasem coraz mniej o tym myśleli.

Ogólnej ciekawa lektura, ale te hipotezy z szyszynką produkująca DMT, to zalatuje takim hmmmm... Nie wiem jak to opisać: nieprofesjonalnością zahaczająca o szurię?

Pod koniec autor słusznie zwraca uwagę, że z powodu tematyki podawania narkotyków, temat badań nad DMT natrafia na opór, są małe szanse na kontynuacje badań - zbyt silna niecheć środowisk naukowych i rządowych; a szkoda, bo w takich badaniach leży ogromny potencjał ulżenia w cierpieniu osobom terminalnie chorym, czy też mogłyby zaowocować opracowaniem nowych leków dla osób leczących się psychiatrycznie (w końcu przecież mogłoby to zaowocować odkryciem nowych mechanizmów działania mózgu).

Z ciekawostek poruszona jest historia asystenta, który trochę nieprofesjonalnie zaczął się spoufalać z badanymi. Czyli zadawał się z nimi w relacje koleżeńskie i zażywał z nimi narkotyki, w ich domach. Gdy dr Strassman zakazał mu takich praktyk, to asystent zareagował oburzeniem, bo przecież "on musi nadrobić lata doświadczeń z używkami!". :rolling_on_the_floor_laughing:

Gdy asystent jednak dał się później przekonać do podpisania stosownego oświadczenia, to.... to zaczął nalegać na zażywanie używek wraz z prowadzącym, dr. Strassmanem... :rolling_on_the_floor_laughing::rolling_on_the_floor_laughing::rolling_on_the_floor_laughing:

Książkę oceniam 7/10. Dobra książka.

Ps. W recenzjach innych osób widzę narzekania, że chcieli tylko głównie relacje o "innych światach" osób będących pod wpływem narkotyku, co wydaje się infantylnym podejściem. Mało tego: książce mogę zarzucić, że za mało poświęca uwagi badaniom wpływu DMT od strony medycznej... Bo zasadniczo co się z niej dowiadujemy na temat wpływu na organizm? Ze szybko zaczyna działać, szybko mija, może podnieść ciśnienie krwi... :face_with_diagonal_mouth:

Sorki jezeli za długie i z recenzji zeobiłem "streszczenie"

GURU2piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Zawodowiec0piorunów

@Belzebub

DMT występuje w naszych ciałach w śladowych ilościach.

Nie wiemy po co...

Wpływ na pracę mózgu, rola w śnieniu

reakcja na stres, produkt uboczny innych procesów metabolicznych? ¯\\(ツ)

Brak jednak dowodów na poparcie hipotezy jakoby szyszynka miała możliwości nagłego wydzielenia znacznej ilości DMT.

Pokaż więcej komentarzy (5)

Fenomen

w hejtoczyta

16piorunów

233 + 1 = 234

Tytuł: Crécy-Orlean 1346-1429

Autor: Edward Potkowski

Kategoria: historia

Format: e-book

Ocena: 7/10

Zgrabne omówienie, o chodziło podczas wojny stuletniej. Najpierw Anglicy wykorzystujący niemożliwości Francuzów, wojny domowe obu stron, epidemia, Joanna d'Arc i "przebudzenie" Francji. Same reperkusje dla Europy i obu krajów były dość znaczące. Podobnie jak ze sztuką wojenną. Słynni angielscy łucznicy przestali być tacy super, jak Francuzi zaczęli stosować nowe, niestandardowe i niezbyt przewidywalne manewry na polu walki. Zorganizowanie coś na wzór strzelcy i organizacji pozwoliło Francji ustabilizować sytuację. A Joanna d'Arc podniosła morale króla Francji jak i samego społeczeństwa. Z tego względu Francji przestała opłacać się jako możliwość szybkiego dorobienia się kasy i glorii. Trzeba też wspomnieć o rokowaniach pokojowych, w których to my mieliśmy swój większy w osobie biskupa Lasockiego i mniejszy wpływ. Król Polski jako rozjemca i gwarant pokoju między krajami Europy? Szkoda, że nie wyszło, bo renomę na "dzielni" to wtedy mieliśmy.

Prywatny licznik: 11/200

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Mistrz

w Książki

27piorunów

231 + 1 = 232

Tytuł: Wyobrażone Życie. Wyprawa na egzoplanety w poszukiwaniu inteligentnych istot pozaziemskich, stworzeń lodu i zwierząt supergrawitacyjnych

Autor: James Trefil, Michael Summers

Kategoria: popularnonaukowa

Wydawnictwo: Copernicus Center Press

Format: e-book

ISBN: 9788378865278

Liczba stron: 287

Ocena: 10/10

Książka traktuje o życiu szeroko pojętym. Bo czym tak na prawdę jest życie? Jak jest definiowane? Czy życiem są tylko struktury węgla i wody? Czy mogą być oparte na innych pierwiastkach? Jakie planety sprzyjają rozwojowi życia. Czy planeta na której żyją musi obracać się wokół gwiazdy? Na te pytania i o wiele więcej odpowiadają autorzy książki. Opowiadają o życiu takim jak nasze, następnie jest sekcja o życiu innym niż nasze a na koniec jest o życiu kompletnie zupełnie nie takim jak nasze.

Polecam czytać ja jednak w formie papierowej (albo na kolorowym czytniku, ja miałem tylko cz/b). Wydawnictwo wyprzedaje ją za jakieś grosze. Jest w niej masa ciekawych grafik NASA z turystyki gwiezdnej. Do zobaczenia tutaj: https://www.jpl.nasa.gov/galleries/visions-of-the-future/

Lider

w Książki

28piorunów

230 + 1 = 231

Tytuł: Gołoborze

Autor: Maciej Siembieda

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Znak Literanova

Format: e-book

Liczba stron: 528

Ocena: 7/10

Siembieda składa historię zemsty, która nie kończy się na jednym życiu - przeskakuje między pokoleniami jak iskra, aż w końcu nikt już nie pamięta, od czego właściwie się zaczęło. I to jest największa siła Głoborza: opowieść o dziedziczonej wrogości, o lojalnościach i nienawiściach, które przekazuje się razem z rodzinnymi opowieściami przy stole. Do pewnego stopnia przypomina to słynny „eksperyment z małpami i drabiną” - po pewnym czasie w klatce zostają już tylko te, które nigdy nie zaznały polewania zimną wodą, a mimo to pilnują rygoru, bo „tak tu u nas jest”. W powieści dokładnie tak pracuje pamięć zbiorowa: zasady są twarde, choć ich źródło dawno się rozmyło.

Autor świetnie prowadzi tło historyczne i społeczne. Realia kolejnych dekad i życia kolejnych pokoleń - są wiarygodnie podszyte codziennością: prowincjonalne układy, milicyjno-urzędnicza biurokracja, lokalne święta i żałoby, język plotki i szeptanej reputacji, która potrafi zburzyć czyjeś życie szybciej niż wyrok. Czuć smak i zapach tamtych czasów: skromność stołów, chłód urzędów, ciężką rękę władzy i prywatne, cichutkie wojny sąsiadów. To nie jest dekoracja - to mechanizm nacisku, który pcha bohaterów do decyzji, jakich w innym świecie pewnie by nie podjęli.

Sama intryga zemsty zbudowana jest solidnie: tajemnice sprzed lat, dokumenty, które wypływają w najmniej dogodnym momencie, przysięgi i półprawdy – to wszystko zazębia się w satysfakcjonujący sposób. Podobało mi się, jak Siembieda pokazuje koszt odwetu: kiedy „spłacasz dług”, płacisz sobą, swoim domem, relacjami. W tle chodzi też o godność i przynależność - komu wolno wyjść z roli przypisanej przez starszych, a komu nie.

Nie wszystko gra idealnie. Bywają chwile dłużyzn - rozdziały, które bardziej dokładają tła niż stawkę i kilka zwrotów akcji, które zbliżają się do melodramatu. Zdarza się też, że postaci drugiego planu pełnią funkcję „przekaźników” rodzinnych podań, zamiast wybrzmieć pełnym charakterem. To drobiazgi, ale miejscami rozrzedzają napięcie i odejmują mocy świetnym scenom konfrontacji. W bilansie jednak Głoborze to bardzo dobra powieść o zemście, która staje się tradycją, i o świecie, gdzie prawo bywa słabsze od pamięci i zadry.

Osobisty licznik: 26/128

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba0piorunów

Kurde, właśnie się zastanawiam, czy przeczytać, bo to moje strony w sumie, gdybym miał okna na drugą stronę, to bym widział gołoborza. A tu jeszcze książka nominację do Nike dostała!

Autorytet

w Literatura

22piorunów

229 + 1 = 230

Tytuł: Ach, te Czeszki!

Autor: Mariusz Surosz

Kategoria: historia

Wydawnictwo: Czarne

Format: e-book

Liczba stron: 344

Ocena: 7/10

Ostatnio był czytany Mariusz Szczygieł, a więc znany czechofil, więc naszła mnie ochota na książkę o Czechach. A muszę wspomnieć że bardzo lubię książki o naszych południowych sąsiadach, i z czystym sercem mogę polecić przy okazji "Gottland" Szczygła właśnie.

Książka przedstawia sylwetki kilkunastu Czeszek, ale tak na prawdę jest to tylko pretekst do opowiedzenia historii Czech w XX wieku. W kilku rozdziałach to nawet cieżko zapamiętać kto jest niby hohaterką xD Jest to druga książka autora w tym stylu. Poprzednia czyli "Pepiki, dramatyczne stulecie Czechów" według mnie jest sporo lepsza bo historię śledzimy z perspektywy dużo bardziej znanych osób jak Masaryk czy Milan Stefanik ( polecam poczytać o nim bo to mega ciekawa postać).

Solidna pozycja. Z jednej strony nie zachwyciła mnie aż tak bo sporo z historii Czech już znałem wcześniej. Ale z drugiej strony bardzo ciekawe były rozdziały o czeskich osadnikach na Wołyniu i ich losów podczas wojny, o polsko-czeskich przepychankach na Zaolziu, czy o losie Niemców w czeskich Sudetach.

Prywatny licznik: 4/30

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba3piorunów

Takie coś niedawno wyszło

Pokaż więcej komentarzy (2)

GURU

w Książki

62piorunów

228 + 1 = 229

Tytuł: Projekt Hail Mary

Autor: Andy Weir

Kategoria: Science fiction

Wydawnictwo: Akurat

Format: e-book

ISBN: 9788328728905

Liczba stron: 512

Ocena: 10/10

Prywatny licznik: 4/30

Samotny astronauta musi uratować Ziemię przed katastrofą.

Z załogi, która wyruszyła na straceńczą misję ostatniej szansy, przeżył jedynie Ryland Grace. Teraz od niego zależy, czy ludzkość przetrwa.

Tylko że on na razie nie ma o tym pojęcia. Z początku nawet nie pamięta, kim jest, więc skąd ma wiedzieć, czego się podjął i jak ma tego dokonać?

Na razie wie tylko tyle, że przez bardzo długi czas był pogrążony w śpiączce. A po przebudzeniu znalazł się niewyobrażalnie daleko od domu. Całkiem sam, jeśli nie liczyć ciał zmarłych towarzyszy.

Czas płynie nieubłaganie, a oddalony o lata świetlne od innych ludzi Grace jest zdany wyłącznie na siebie.

Ale czy na pewno?

Opis skopiowałam z lubimyczytać, bo idealnie obrazuje co nas czeka w książce bez spoilerów

Z a j e b i s t a pozycja.

Mnóstwo smaczków naukowych. Sporo biologii, fizyki, chemii etc. Bardzo lubię ten zabieg, dlatego Marsjanin napisany przez tego samego Autora też mi mocno siadł.

Spodziewałam się, że dostanę tu sporo samej akcji sci fi. Ale pojawiły się też i emocje. Na ostatnim rozdziale aż się wzruszyłam. Pierwszy raz przy książce.

Projekt Hail Mary > Marsjanin

W marcu cisnę na premierę ekranizacji filmowej.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Zawodowiec5piorunów

Dodane do "Chcę przeczytać" :smiley:

Lider3piorunów

@Trypsyna miałem to na liście do czytania od kiedy to miało premierę, ale jakoś tak nie miałem czasu, ochoty, cholera wie co... Aż zobaczyłem, że będzie film. A później się dowiedziałem, że będę czekać niemal dwa lata zanim film będzie miał premierę xD Świetna historia i Gosling pasuje do tej roli idealnie.

Pokaż więcej komentarzy (14)

Gruba ryba

w Hydepark

23piorunów

226 + 1 = 227

Tytuł: Władcy niebios

Autor: Frank Herbert

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Amber

Format: książka papierowa

Liczba stron: 181

Ocena: 4/10

Chemowie to rasa inteligentnych, nieśmiertelnych istot, które władają galaktyką. Ich panowanie rozciąga się także na Ziemię, gdzie rządzi niejaki Frafin. Jako istot nieśmiertelnych, głównym zagrożeniem Chemów jest... nuda. Z tego względu, na licznych planetach powstają kreocentra, w których, na urządzeniach zwanych pantovivorami, nagrywane są poczynania mieszkańców tychże planet. Oczywiście to coś więcej niż zwykły film - nagrywane są także postrzegania zmysłowe i nastroje "aktorów". Puszczane potem jest to ku uciesze wszystkich Chemów na różnych planetach. Wszystko było by dobrze, ale ów Frafin nieco przesadził, gdyż nie tylko nagrywa, ale też kreuje i aktywnie wpływa na historię Ziemi, co najmniej od czasów starożytnego Rzymu. Odkrywa także, że Chemowie mogą łączyć się z Ziemiankami, więc dużo z nich jest porywanych ku hmm... dalszej uciesze Chemów, tym razem nieoficjalnej.

Na Ziemię wysłany zostaje specjalny agent Urzędu Zwalczania Przestępczości, który ma za zadanie sprawdzenie niepokojących doniesień...

Bardzo ciekawy koncept inteligentnej rasy, która de facto rządzi kosmosem uważając, że wszystkie pozostałe rasy to tylko pionki w ich grze, mało ważne robaki, bez żadnej wartości. Choć znowu ich powierzchowność typu "małe zielone ludziki" ehhh.. Powieść oryginalnie wydana w latach 60 więc jest ten gęsty klimat złotej ery SF, seksizmu jak u Dick'a i całej tej otoczki. Niestety gdzieś od połowy, gdy porwana przez Chemów zostaje ważna dla jednego z bohaterów Ziemianka, a jej ojciec morduje swoją żonę, całość skręca w stronę nudnego jak flaki z olejem dramatu sądowego, przetykanego psychologicznymi badaniami zabójcy. Jak to często bywa - pomysł fajny, wykonanie do d⁎⁎y.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

GURU

w Książki

25piorunów

225 + 1 = 226

Tytuł: Moje dni w antykwariacie Morisaki

Autor: Satoshi Yagisawa

Kategoria: literatura obyczajowa, romans

Wydawnictwo: Kwiaty orientu

Format: e-book

ISBN: 9788366658318

Liczba stron: 143

Ocena: 5/10

Dwudziestoparoletnia Takako dowiaduje się, że jej chłopak ma zamiar się ożenić, ale nie z nią.

Po tym wydarzeniu najchętniej przespałaby resztę swojego życia.

Pomóc próbuje jej wujek Satoru, właściciel antykwariatu; proponuje jej mieszkanie w zamian za pomoc w pracy.

Dziewczyna dowiaduje się tam, czym jest miłość do książek.

Historia bardzo prosta, napisana lekko. Czyta się naprawdę szybko, ale nie znalazłem tam nic głębszego, zbyt prosta i banalna historia.

Raczej nie sięgnę po kolejny tom.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Twórca

w Książki

32piorunów

224 + 1 = 225

Tytuł: Wyspa skarbów

Autor: Robert Louis Stevenson

Kategoria: przygodowa

Format: e-book

Liczba stron: 312

Ocena: 8/10

Szklana pułapka na bezludnej wyspie z ukrytym skarbem. Chłopiec zostaję uwikłany w morską ekspedycję po spotkaniu z pewnym starym wygą morskim. I jakkolwiek wyprawa nie wydawała się być zapowiedziana z tych długich i skomplikowanych, to zmienia to rola pewnego kulawego kucharza.

Jakkolwiek powieść była wydawana w częściach do przeglądu dla młodzieży, to trup tutaj potrafi ścielić się sporawo z rąk podstępnych, jakkolwiek zachowujących grzeczność osiemnastego wieku ludzi. Załoga marynarska chleję oczywiście rum i śpiewa jedną, tą samą piosenkę (raz miała więcej niż dwie zwrotki!). Chłopak Jim relacjonujący wszystko to dobry, posłuszny dzieciak, w którym odzywa się Mowgli i zuchwale przeistacza plany w czyn, sprowadzając tym ryzykiem samo dobro. Z Bogiem wszystko możliwe. Długi John Silver pod względem charakteru zjada go w każdym calu.

Ładnie rozrysowane dialogi, opisy przyrody, pływanie statkiem nie jest najważniejszym wydarzeniem

Fanatyk

w Książki

37piorunów

222 + 1 = 223

Tytuł: Endorfiki czyli mniej lub bardziej udane wiersze zebrane

Autor: Tomasz Fąfara

Kategoria: Poezja

Format: książka papierowa

Liczba stron: 206

Ocena: 8/10

To zbiór krótkich, lekkich w formie wierszy – „endorfików” – oraz towarzyszących im komentarzy prozatorskich, które wyjaśniają okoliczności ich powstania. Autor opisuje swoją codzienność i niecodzienność codzienności: bieganie, jazdę na rowerze, rodzinne wyprawy, sportowe wyzwania i drobne epizody z życia. Z tych zwyczajnych sytuacji rodzą się rymowane miniatury.

Czas powstania wierszy to głównie 2020 i 2021 rok, pojawia się w nich wiele wydarzeń ze świata polityki - protesty, obostrzenia covidowe - trudne do pojęcia decyzję rządzących wywołują w autorze chęć wyartykułowania niezgody na nie.

Drugim biegunem są teksty, w których autor opowiada o swojej rodzinie - ciepło, z humorem i ogromną miłością, od której robi się ciepło na sercu.

A, i są jeszcze są przypisy, żadna poezja nie daje mi tyle radości jak ta z przypisami 😉

Polecam!!!

Czytelnicze bingo: Polecajka z hejto 😉

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Fanatyk9piorunów

@KatieWee :open_mouth::heart_eyes:
(ale daj ocenę, nie obrażę się, wiem, że jestem grafomanem :P)

Fanatyk5piorunów

@fonfi :kissing_closed_eyes:

Fanatyk5piorunów

@fonfi gwiazdki i serduszka też się liczą?

Fanatyk5piorunów

@CzosnkowySmok No ba, tylko o skali nie zapomnij, bo jedna gwiazdka na pięć to co innego niż jedna na dziesięć 😛

Lider5piorunów

@KatieWee O o znam autora osobiście! 😁

Fanatyk4piorunów

@splash545 No nie gadaj, ja też :grinning:

Lider2piorunów

@KatieWee niemożliwe! :stuck_out_tongue_winking_eye:

Pokaż więcej komentarzy (11)

Gruba ryba

w Książki

28piorunów

221 + 1 = 222

Tytuł: Solaris

Autor: Stanisław Lem

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Audioteka

Format: audiobook

Ocena: 10/10

Czas trwania: 7h 56m

Czytali: Robert Więckiewicz, Magdalena Cielecka, Adam Woronowicz i inni

Kontynuując nadrabianie klasycznych dzieł literackich fantastyki naukowej wróciłem na krajowe podwórko, by odnaleźć prawdziwy diament.

Kris Kelvin przybywa z Ziemi na stację badawczą orbitującą wokół pokrytej oceanem planety Solaris. Zachowanie załogi jest dziwne, a sama stacja okazuje się być dotnięta niewytłumaczalnymi fenomenami.

Solaris to inteligentne i nieco filozoficzne hard sci-fi, niezwykła powieść o pierwszym kontakcie z obcą inteligencją, niepojętą i bardzo różną od ludzkiej. To emocjonujący dreszczowiec, w którym niewiele jest akcji, często zwalnia za sprawą obszernych opisów i który nie udziela jasnych odpowiedzi. Najbardziej mi się spodobały rozmowy Krisa i Snauta, szczególnie rozważania tego drugiego. Warto dać się ponieść klaustrofobicznej atmosferze, izolacji, tajemnicy i refleksji. Chapeau bas. Gorąco polecam!

Audiobook również zrealizowany został perfekcyjnie: teatralna gra aktorska na najwyższym poziomie uzupełniona subtelną ambientową oprawą muzyczną.

- książka starsza od ciebie - o ponad dwie dekady

“Nie chcemy zdobywać kosmosu, chcemy tylko rozszerzyć Ziemię do jego granic.” Snaut

Gruba ryba3piorunów

Może się kiedyś w końcu wezmę za ten zabytek

Autorytet

w Książki

14piorunów

220 + 1 = 221

Tytuł: Poza dobrem i złem

Autor: Fryderyk Nietzsche

Kategoria: Filozofia

Wydawnictwo: Vis-a-Vis Etiuda

Format: książka papierowa

ISBN: 9788379982578

Liczba stron: 206

Ocena: 7/10

Książka dużo lepsza niż zmierzch bożyszczy. Bardziej klarowna i napakowana przemyśleniami. Szukanie "nadczłowieka" i odpowiedzi na pytanie jak wyrwać się z cyklu "silni ludzie tworzą dobre czasy, dobre czasy tworzą słabych ludzi, słabi ludzie tworzą ciężkie czasy". Wyśmiewanie religii oraz innych filozofii. Ludzie to zwierzęta i nie powinni tłumić swoich instynktów i emocji. Spojrzenie na przemiany następujące w społeczeńtwie i wytłumaczenie dlaczego jest im przeciwny.

Lider

w Książki

27piorunów

219 + 1 = 220

Tytuł: Czuwając nad nią

Autor: Jean-Baptiste Andrea

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Znak Koncept

Format: e-book

Liczba stron: 512

Ocena: 9/10


O książce pisali już @bojowonastawionaowca (TU) i @JapyczStasiek (TU), więc ja się skupię na czymś innym przy moim podsumowaniu.

Andrea pisze powieść-spowiedź. Głos bohatera - rzeźbiarza, który po dekadach wraca do własnej historii - jest cichy, pełen skromności i lekkiego wstydu. Nie unosi się nad życiem, tylko je czyści jak kamień przed pracą dłutem: centymetr po centymetrze. Największą siłą książki jest właśnie ta perspektywa "po czasie" - bez tromtadracji, z uczciwym uznaniem błędów i tego, że nie da się ich naprawić, z podejrzliwością wobec własnej pamięci. Ale także z bardzo krótkimi lakonicznymi opisami wspomnień, w których podkreśla tylko to co ważne, bez zbędnych słów czy ucieczek w dygresje.

To także piękna historia zwyczajnego życia i pięcia się po drabinie społecznej detalami. Andrea nie opowiada o awansie wielkimi gestami, robi to przez drobiazgi: zapach pracowni, pył na mankiecie, spostrzeżenia, których nikt innych nie zauważa, pierwszą zamówioną figurę, reakcję klienta, która zmienia cenę i pozycję. Rzeźba jest tu jednocześnie ekspresją "kim jestem" i buntem "kim nie chcę być" - pracą przeciwko oczekiwaniom innych, ale też przeciwko własnym iluzjom. Ale nie same rzeźbiarstwo jest tu najważniejsze, a to co się dzieje między kolejnymi uderzeniami dłuta.

W tle i w środku - alkohol. Nie jako efektowny rekwizyt, tylko ucieczka, gdy życie skręca nie tam, gdzie miało. Bohater nie jest z tej przyczyny ani demonizowany, ani rozgrzeszany. Andrea pokazuje mechanikę nałogu: małe wymówki, drobne porażki, powolne osuwanie się, które niszczy relacje, talent, zdrowie. To bardzo wiarygodne, bo niepodkręcone i zwyczajne, wpadające w nawyk.

Jest też miłość-przyjaźń z kobietą "spoza jego ligi". On idzie w górę, ona spada w dół i dopiero gdzieś pośrodku ich trajektorie się przecinają ponownie. Autor unika melodramatu - ukazuje czułość, ale nie łzawość. Ta relacja jest latarnią i przestrogą zarazem: pokazuje, że sukces bez oparcia kosztuje, a bliskość bez opieki - parzy.

Jeśli miałbym szukać zastrzeżeń, to momentami bohater przeciąga ciszę - jego skromność, zamknięcie w sobie bywa ucieczką w półsłówka. Zdarza się też, że opisy pracy z kamieniem lekko spowalniają rytm. A czasem nie słyszymy o tym nic. Ale bilans jest oczywisty: to rzadko spotykana powieść o tym, jak codzienność i charakter rzeźbią człowieka nie mniej niż on rzeźbi swój kamień.

Poruszająca, pięknie napisana opowieść o pamięci, wstydzie, pracy i miłości, która nie potrzebuje fajerwerków, by zostać pod skórą. Dla mnie - trafiona idealnie i będąca jednocześnie świetnym zwieńczeniem

Osobisty licznik: 25/128

- 25/25 - Bingo skończone 😁
Pole 13 - Twój wybór


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba6piorunów
Lider3piorunów

@saradonin_redux ciekawa to była przygoda, całkowicie rozwaliła mi TBR, ale chyba było warto xD

Gruba ryba2piorunów

@WujekAlien chyba poniekąd o to chodziło, żeby sięgnąć po pozycje spoza swego głównego kręgu zainteresowań

Lider2piorunów

@saradonin_redux to zapewniały mi wcześniej wyzwania Goodreads, ale tak Bingo zdecydowanie poszerzyło czytelnicze horyzonty

Gruba ryba5piorunów

@l__p chyba powinieneś przygotować dla @WujekAlien na każdy miesiąc. ; )

Lider0piorunów

@l__p da się robić co kwartał te same bingo 😉

może dodałbym do niego coś w stylu czytania książek autora z nowego kraju, może coś od naszych sąsiadów, może książki z każdego kontynentu.

Pokaż więcej komentarzy (17)

Autorytet

w Książki

29piorunów

218 + 1 = 219

Tytuł: Zmierzch bożyszcz

Autor: Fryderyk Nietzsche

Kategoria: Folozofia

Wydawnictwo: Vis-a-Vis Etiuda

Format: książka papierowa

ISBN: 9788379982592

Liczba stron: 112

Ocena: 5/10

Ciężko to się czyta, dość mocno zagmatwana książka, na szczęście krótka. Może jak jeszcze raz na spokojnie ją przeczytam to coś niej wyniosę.

Specjalista1piorunów

@LeniwaPanda Literacki język Nietzschego jest trochę złudny - jego książki sprawiają wrażenie powieści ze swoją narracją, a faktycznie są rozprawami filozoficznymi, nastawionymi na trochę inny rodzaj odbiorcy. Przygotowanie filozoficzne ze starożytności i filozofii niemieckiej jest wskazane. Dzięki temu wyłapuje się znacznie więcej niuansów, rozpoznaje się złożoność problemów.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Osobistość

w Książki

41piorunów

217 + 1 = 218

Tytuł: Płyńcie łzy moje, rzekł policjant

Autor: Philip K. Dick

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Rebis

Format: książka papierowa

ISBN: 9788383383804

Liczba stron: 312

Ocena: 4/10

Nadeszła pora napocząć jeszcze jednego autora, któremu zdarzyło się w życiu kilka książek spłodzić. Jako że nie za bardzo wiedziałem od czego zacząć, a nie chciałem też na sam początek zabierać się za co popularniejsze pozycje (niemal zawsze tak robię), postanowiłem wyjątkowo poszukać rady na Reddicie i sięgnąć po tę książkę, która po prostu rzuci mi się w komentarzach w oczy. Wybór padł na ten tytuł i w sumie nie wiem, dlaczego ktoś miałby go polecać na dobry start z Dickiem.

Cała sprawa tyczy się niejakiego Jasona Tavernera - piosenkarza i prowadzącego programu przyciągającego przed ekrany telewizorów bite 30mln widzów, jak to zresztą często jest powtarzane na przestrzeni całej książki - który w wyniku nieskomplikowanego ciągu wypadków, jednakże w niewyjaśniony sposób, ląduje w wersji świata, w której nigdy nie istniał. Pomysł prosty, ale ciekawy. Realizacja powiedziałbym, że taka sobie.

Zacznijmy od aspektów związanych stricte z nieistnieniem głównego bohatera: do samego jego zachowania w obliczu tej dosyć niecodziennej okoliczności generalnie nie mam zastrzeżeń, to samo mogę powiedzieć o obszarach okołoprawnych związanych z papierologią i biurokracją. Stopniowe poruszenie przyjąłem z nieukrywaną ciekawością, jednak samo wyjaśnienie nie podobało mi się; działa w sposób nazbyt nielogiczny (wiem, odważne stwierdzenie w odniesieniu do historii fantastycznej).

Świat przedstawiony nie jest jakoś bogato przedstawiony, ale jedno wiem o nim na pewno: nie chciałbym tam mieszkać. Na naukę nałożona jest sroga cenzura, biedni studenci kryją się w piwnicach zdewastowanych uczelni i w wolnym czasie sieją uzasadniony ferment. Ludzi złapanych bez przepustki lekką ręką wysyła się do obozów pracy (dawniej śmierci), donosicielstwo jest powszechną praktyką, a zabicie człowieka nie stanowi czegoś niepojętego. Ogólnie gruba wiksa: pedofilia, kazirodztwo, zwyczajni psychole, zniszczeni ludzie, grupowy seks przez telefon robiący z mózgu papkę. Jednakże praworządni i zwyczajnie obywatele nie mają jakoś najgorzej.

Najbardziej jednak kuleje warstwa narracyjna i dialogowa. Akcja przechodzi z miejsca na miejsce w sposób niezdecydowany, obecne są niekiedy sceny czy opisy pojawiające się zupełnie z czapy i niewnoszące nic istotnego do fabuły. Dialogi z kolei często stanowią po prostu abstrakcyjny pokaz dziwactwa, gdzie połowa kwestii często ma niewiele wspólnego z tą drugą. Do tego mamy do czynienia z przykładem tego typu lektury, gdzie magnetyzm bohatera osiąga tak niebotyczne wartości, że kobiety same oferują oddanie mu się, co prowadzi do dosyć żenujących rozmów.

Nawet jeżeli niewiele mi się w tej książce podobało i jeszcze mniej z niej wyniosłem, a jeden z jej morałów może brzmieć "korzystaj z życia, póki możesz", tak w jakiś pokrętny sposób nie żałuję jej przeczytania. Czego by jednak nie mówić, Wam raczej nie polecam tego robić. Za dużo tutaj chaosu.

Nie pamiętam też w sumie, kiedy ostatnio zdarzyło mi się przeczytać książkę w tym samym miesiącu, w którym ją kupiłem. Patrzy na spis i zdaje sobie sprawę, że coś takiego miało wcześniej miejsce ledwie 3 razy, ostatnio we wrześniu 2024. Tak to jest, jak się kupuje tyle na zapas.

Fenomen2piorunów

@Cerber108 właśnie odświeżam sobie Dicka i on ma taki styl jaki ma. To, że ładował w siebie różne substancje i nie był całkowicie neuronormatywny zapewne ma też na ten styl wpływ. No i jak każdy pisarz ma pozycje lepsze i gorsze.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fenomen

w Książki

25piorunów

215 + 1 = 216

Tytuł: Wołanie kukułki

Autor: J. K. Rowling

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie

Format: audiobook

ISBN: 9788327159250

Liczba stron: 456

Ocena: 4/10

Mieszkający we współczesnym Londynie Cormoran Strike, prywatny detektyw ledwo wiążący koniec z końcem, nieoczekiwanie dostaje lukratywne zlecenie od brata zmarłego kolegi ze szkoły i zaczyna badać okoliczności z pozoru samobójczej śmierci supermodelki Luli Landry, przyrodniej siostry zleceniodawcy. Razem z zatrudnioną na czarno asystentką Strike zagłębia się w sprawę i odkrywa, że podejrzenia klienta, które początkowo zbywał jako wyraz zrodzonej z głębokiego żalu paranoi, mają pokrycie w rzeczywistości…

Przegadana i rozwleczona generyczna obyczajówka z wątkiem kryminalnym. Można przeczytać z nudów, ale podczas spontanicznego wypadu do Empiku da się wyhaczyć znacznie lepsze kryminały. Gdyby nie nazwisko Rowling, książka (i nie oszukujmy się, reszta serii pewnie też) nie osiągnęłaby nawet 1/3 swojego późniejszego rozgłosu.

4 tylko za Cormorana, który, trzeba to przyznać, rzeczywiście jest interesującą personą, aż szkoda go na taką słabą literaturę.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Autorytet2piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Fenomen1piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Autorytet2piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Pokaż więcej komentarzy (4)