Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#dziecinstwo

Kosmonauta

w Hydepark

0piorunów

Na początku lat '90 mieszkaliśmy z ciotką (dom po dziadkach), my na parterze ona z rodziną na pozostałych 2 piętrach.

Ciotka była pielęgniarką i mając 4-5 lat czasami się zakradałem żeby pooglądać jej książki z obrazkami. Miała jedną, o patologii ciąży. Widok upośledzonych kończyn u noworodków jednocześnie mnie fascynował i przerażał. Stąd moje późniejsze obawy o moje dzieci czy urodzą się niepełnosprawne czy też nie.

Wtedy nie wiedziałem że część tych patologii została spowodowana jednym lekiem.

Pan z filmu poniżej znowu mi przypomniał moje strachy z dzieciństwa.

Nie wiem czy tagi są ok.

https://www.youtube.com/watch?v=2ZlKCtbWDgg

Fanatyk

w Hydepark

36piorunów

Jakoś mnie po urlopie łapie nostalgia. Tęsknię za tym, co nie wróci, romantyzuję dzieciństwo i patrzę w przestrzeń 😉

Na zdjęciu z Google Maps ta kamienica po lewej z białą ścianą, to miejsce w którym spędzałem w każde wakacje sporo czasu. Tu mieszkały moja babcia i prababcia a wcześniej też (zanim wyszła za mąż) moja ciocia, którą sporo dzieciaków brało za moją siostrę, bo była tylko 10 lat starsza ode mnie. W każde wakacje w czasach gdy miałem jakieś 7 do 12 lat, gdy rodzice szli do pracy ja szedłem do babci i spędzałem tam zwykle cały dzień aż do wieczora. Na zdjęciu z 2013 nie ma już zabudowanego podwórka, ale w latach 80. i 90. miało ono niemal kształt tzw. studni, było z trzech stron otoczone ścianami, coś jak przedwojenne warszawskie kamienice. Była też brama w której w deszczowe dni tworzyła się kałuża do której wrzucaliśmy kamienie. Na korytarzach kamienicy były jakby hole, wolna przestrzeń. W tych holach bawiłem się z moim kumplem Piotrkiem, gdy była kiepska pogoda. Sąsiadem mojej babci był starszy facet krótkofalowiec, który zagłuszał swoją krótkofalówką radio w kuchni mojej babci 😉 Na podwórku w murowanej wiacie stały śmietniki. Na tę wiatę się wspinaliśmy i bawiliśmy z Piotrkiem i Arkiem w czołg. W kamienicy tworzyła się swoista społeczność. Często latem drzwi do mieszkań były otwarte, bo ludzie wietrzyli. Wszyscy się znali, każdy zagadywał. Biegające wszędzie samopas dzieci tolerowano i przymykano oczy na hałas, który robiliśmy. Na początku lat 90. obok kamienicy działa jeszcze spółdzielnia dziewiarska i chodziliśmy podglądać jak pracują maszyny dziewiarskie. Biegaliśmy też sprawdzić czy pod bramą spółdzielni leżą butelki, które można było sprzedać. Jak babcia dała mi 1000 zł, to mogłem w pobliskiej lodziarni kupić dwie gałki lodów. Później jadłem te lody siedząc na schodach przed wejściem na podwórko i przeżywałem pierwsze fascynacje dziewczynami patrząc na nogi starszej o dobre cztery-pięć lat córki sąsiada z parteru. Około 14:00 babcia albo prababcia wychodziły, otwierały małe okienko na klatce schodowej i wołały mnie na obiad. Później babcia albo ciocia schodziły i wieszały pranie na podwórku. Kochałem stać i czuć jak to pranie pachnie. Czasami wyrywaliśmy się (przeważnie z Arkiem) na wolność, poza spojrzenia dorosłych i szliśmy "w miasto". Łaziliśmy chwilę po sąsiednich ulicach i wydawało nam się, że robimy coś bardzo dorosłego. U babci w domu zawsze był spokój, to była dla mnie taka bezpieczna przystań. Kuchnia, Lato z Radiem w głośniku, zacienione podwórko, zabawy z innymi dzieciakami niż kumple z mojego osiedla...

Dziś nie żyje już ani moja prababcia, ani babcia, zmarł facet krótkofalowiec oraz starsza pani, która zawsze była miła dla dzieci i do której często wpadał jej syn, by wyprowadzić jej psa na spacer. Nie żyje też mój kumpel Arek, zmarł kilka lat temu na raka...

Pokaż więcej komentarzy (7)

Gruba ryba

w Hydepark

37piorunów

O. Mój. Boże.

Wpadłem na weekend do domku na wsi moich rodziców. Wcześniej zajechałem do domu rodzinnego po świeżą pościel.

Zagladam do torby, a tam... moja poszewka z dzieciństwa. To ma ze 30 lat! Dziś takie poszewki są dostępne w każdym Pepco, ale w latach 90. to był rarytas i wielkie szczęście oraz skarb. Te czarne przebarwienia są od początku - mama już taką kupiła "na ciuchach".
Nie powiem - trochę się wzruszyłem.

Fanatyk

w Hydepark

70piorunów

Zawsze zastanawiałam się jak to jest spędzić dzieciństwo na wielkim blokowisku, z sebixami na ławeczce, ogromnymi przestrzeniami między wysokimi blokami i masą zieleni. U mnie było trochę inaczej.

Podwórko

Mieszkałam we Wrocławiu na Ołbinie, gdzie królowały stare kamienice, podwórza nie były urodziwe, zazwyczaj z małą ilością zieleni, w latach 80-90 nie było jeszcze ładnych placów zabaw, ale mame mogła kontrolować z okna co robią jej pociechy i w razie czego rzucić picie albo piłkę, a potem wrócić do oglądania Mody na sukces i mieszania bigosu.
Mój blok wybudowany został w latach 80, wkomponowany w sąsiednie kamienice był najnowszym na tym podwórku.
Podwórko miało kształt litery U, ja mieszkałam na jego środku. Dzieliliśmy się na 3 mniejsze podwórka, każde nazywaliśmy kolorem na który niegdyś pomalowane były drabinki na placach zabaw: Zielone, Niebieskie i moje, Czerwone. Moje było największe i najbogatsze w sprzęty do tracenia zębów, więc zazwyczaj schodziły się do nas dzieciaki z sąsiedztwa.
Podwórze miało taki kształt, ponieważ na środku znajdowała się duża piekarnia 'Sobótka', odgrodzona wysokim płotem, gdzie później powstała jedna z pierwszych Biedronek w mieście.
Oczywiście zieleni nie było zbyt wiele, trochę smutnej trawy, parę młodych wtedy jeszcze drzew, poza tym ziemne klepisko, gdzieniegdzie beton i tajemne napisy na ścianach (długo głowiłam się nad tym co oznaczało hasło WAL KONIA widoczne z mojego okna).

Podwórkowe legendy

Pewnie każde takie miejsce miało swoje, ja wspomnę tylko o dwóch bo pamięć już nie ta.

Nawiedzona piwnica: z jakiegoś powodu dzieciaki lubią się trochę bać a przed snem płakać z powodu potwora pod łóżkiem. O jednej z kamienic krążyła legenda, że w jej piwnicy powiesił się jakiś ziomek. Miejsce w którym ktoś odebrał sobie życie, ma dla dzieciaków +100% statsów do grozy i 200% szans, że są tam duchy. Piwnica rzeczonej kamienicy, tak jak zresztą wszystkie na tym podwórku, miała swoje wyjście zaraz obok Czerwonego placu zabaw. Był to obskurny zaszczany kąt, ze schodkami w dół i skrzypiącymi drzwiami, za którymi szedł długi, nie ładniejszy korytarz bez oświetlenia, który kończył się piwnicami. Większość dzieciaków mieszkających w tej bramie, wychodziła na podwórko naokoło, aby nie narażać się na ducha samobójcy. Po czym wszyscy radośnie siadaliśmy na tych schodkach i straszylismy się nawzajem.
Oczywiście lubiliśmy grać w prawda-czy-wyzwanie z czego najpopularniejszym wyzwaniem było wejść do tej piwnicy, po czym delikwent był zatrzaskiwany w środku, dopóki jakiś wściekły rodzic nie zaczynał drzeć się z okien aby zamknął zaryczaną jadaczkę. Potem szedł do domu naskarżyć, a reszta ulatniała się. Następnego dnia znowu była sztama.

Krzysiu Wariat: na samiuśkim końcu podwórek mieszkał sobie Krzysiu z bratem i ojcem alkoholikiem. Krzysiu miał koło 20-30 lat i nierówno pod sufitem. Ploty krążyły o nim niesamowite, co się u nich w domu wyrabia. Prawda, byliśmy wrednymi, znudzonymi szczylami i granie w gałę i zamykanie się w piwnicy samobójcy czasem nam nie starczało.
K. lubił się na wszystkich drzeć bez powodu i miał swoje dziwactwa, które niesamowicie nas śmieszyły. Bywały dni, gdy szczytem naszych ambicji bywało wołanie pod jego oknami 'Krzysiu Wariat' i uciekanie gdzie pieprz rośnie, nierzadko spowalniając się nawzajem, aby kolega trafił w ręce Krzysia.
K. Uwielbiał tą grę, wybiegał wtedy wściekły z domu (nie miał daleko bo mieszkał na parterze) i gonił nas miotając przekleństwa.
Któregoś dnia dostarczył nam niecodziennych emocji wyskakując na nas z grabiani. Gdyby ktoś mi wtedy mierzył czas, mógłby paść rekord w dziecięcej kategorii sprintu.

Aktywności

Niestety nie dane nam było brainrotować się w tamtych czasach na tiktoku, więc musieliśmy być bardziej kreatywni. Ale już wtedy byliśmy gender fluid I każdy z nas skakał w gumę, aby potem grać w nogę z bramkami tworzonymi przez trzepak oraz drzewo i smutny kamień (tam czasem trudno było ocenić czy był gol). Każdy z nas plotkował co tam się wydarzyło w ostatnim odcinku telenoweli, a kiedy były mistrzostwa, lataliśmy z szalikami losowych zespołów piłkarskich (bo nie było wyboru, brało się co było). Nikt nie mówił że coś jest babskie albo chłopskie, taki fajny mieliśmy team.
Byłam jedną z niewielu osób, które miały piłkę do nogi, pamiętam ją do dziś jak bardzo na koniec była zajechana przez niezliczone mecze juniorów.

Jedną z moich ulubionych zabaw, była zabawa w wojnę. Byliśmy podzieleni terytorialnie na Czerwonych, Zielonych i Niebieskich. Przemykaliśmy po podwórku krzakami, piwnicami I bramami, zastawialiśmy na siebie pułapki i latał nie jeden kamień. Celne trafienia zwykle kończyły się rykiem i wizytą rodzica poszkodowanego na polu bitwy. Wtedy grzecznie udawalismy, że całkowitą uwagę poświęcamy szczepionym tramwajom w trawie albo kopaniu dołów w piaskownicy.

Z bardziej popularnych dziecięcych zabaw z tamtego okresu było dzwonienie do kogoś domofonem i uciekanie, albo co odważniejsi wdawali się w durnowatą dyskusję z ofiarą. Odkryłam wtedy, że aby wejść do zamkniętej bramy, zazwyczaj wystarczy zadzwonić pod losowy numer i powiedzieć 'cześć, to ja' albo proste 'otwórz'.

Atrakcje

Na podwórku był mały sklepik, gdzie lokalne żule zaopatrywały się w napoje wyskokowe a my w oranżadę z kaucjonowanej butelki. Były też gumy kulki i star czipsy do uzupełniania kalorii po bieganiu z patykami z gównem.
Ponadto w sklepiku tym była maszyna go gier, gdzie wrzucało się ciężko wyciągnięte od rodziców monety i patrzyło jak ustawiają się w rządku cytryna, jabłko, truskawka i śliwka, co znaczyło zniszczenie naszych dziecięcych marzeń o dołączeniu do klasy średniej.

Mieliśmy jeden kosz do gry, niestety parę metrów od niego był ulubiony murek lokalnej partii koneserów taniego wina, więc raczej trzymaliśmy się od niego z daleka.

Lokalsi

Nie mówię, że teraz tego nie ma, ale lata 80-90 były obfite w rozmaite patologie i mocno zakrapiane trunkami, bo ciężko było o sensowniejsze zajęcia.
Była taka jedna grupa, składająca się głównie z młodych facetów z zaprawionymi mordami. Wielogodzinne wystawanie na murku o po bramach czasem robiło się monotonne więc wyprawiali fajerszoły dla znudzonych mieszkańców.
Nie pamiętam ile razy to odwalili ale kilka będzie. Wieczorem, po zmroku, najpewniej z użyciem benzyny, rozpalali ogień w otwartym kontenerze na śmieci. Jarało się jak marzenie, spokojnie potrafiło sięgać mojego 4 piętra i dosięgać pobliskie drzewa. Wtedy, za dzieciaka, było to dla mnie widowisko nie z tej ziemi, sam wjazd straży pożarnej i ugaszenie tego było czadowe. Teraz myślę, ty debilu jeden z drugim, dobrze żeście nas wszystkich nie pozabijali.

Nie zawsze na podwórku było co robić, najczęściej latem w godzinach porannych były pustki bo sporo dzieciaków było na koloniach lub innych wyjazdach.
Jako, że potrafiłam być stara już za młodu, to w takie nudne dni stawiałam fotel przy oknie, kocyk na parapet i wysiadywalam godzinami w tym oknie, obserwując przechodzących ludzi, latające ptaszki oraz objadając się czereśniami i słuchając w radiu Rikiego Martina i krasza Tarkana.

Obecnie to podwórko nie przypomina swoich lat świetności. Po demograficznym boomie dzieciaków było coraz mniej, a nieliczni rodzice z tego podwórka już nie byli tacy chętni na puszczanie dzieciaków samopas. Mój świrnięty sąsiad zaczął obsadzać wszystko co tylko się da, usunął barierki, z piaskownicy zrobił olbrzymią donicę, całe Czerwone zostało ogrodzone płotem i tak sobie stoi i ładnie wygląda, bo funkcji już żadnej innej nie ma, nawet ławki zniknęły, aby przypadkiem ktoś nie przyszedł skorzystać. Może i nie brzmi to tak strasznie, ale znam typa i jego motywacje, dlatego heheszkuję z jego działań na rzecz wyplewienia dzieciaków i innych z JEGO podwórka.

I tak to było, na pewno cieszę się, że mnie puszczano codziennie samopas na podwórko, zamiast być ciąganą przez rodziców po zajęciach dodatkowych. Było fajnie.

Fanatyk3piorunów

za gówniarza pamiętam że właśnie trójkąt i ołbin (u nas znane jako "jedności", ale to drugi trójkąt razem z nowowiejską i wyszyńskiego) miały patusiarską renomę, i mówię to jako mieszkaniec sebiksowego nowego dworu.

Pokaż więcej komentarzy (38)

Fanatyk

w Hydepark

39piorunów

Bocian, to jest nadptak i nawet nie dyskutujcie. Po prostu król ptaków, jak lew jest król dżungli.

A tak bardziej serio, to za każdym razem, gdy widzę bociany, to po prostu robi mi się ciepło na sercu. Zaraz przypomina mi się dzieciństwo i wakacje u babci. We wsi były dwa bocianie gniazda. Jedno na kominie starego, nieczynnego młyna a jedno na słupie energetycznym. To na słupie niestety szybko opustoszało i było zamieszkane chyba tylko przez jedno lato. Natomiast gniazdo na młynie "działało" dobre kilka lat. Zawsze była tam para bocianów i młode. Bocian w locie, to jedno z piękniejszych przedstawień, jakie może nam dać natura. Widzę bociana i zaraz mam przed oczami lato, dom babci, rzekę, łąkę i uczucie wakacyjnej beztroski.

Pokaż więcej komentarzy (22)

Debiutant

w Dyskusje

12piorunów

Trochę wstyd pisać ale co mi tam.

Historia

Od jakiegoś czasu oglądam (przeważnie nie z własnej woli) serial animowany Bluey, właściwie to obejrzałem wszystkie odcinki jakieś 3-4 razy. Generalnie kreskówka ukazuje życie małej dziewczynki i jej zabaw z rodzicami czy rówieśnikami. Rodzice zawsze chętnie się bawią, są wyrozumiali, nie krzyczą, itd. No w zasadzie tak to teraz wygląda w realu. Trochę inne realia niż to czego doświadczyliśmy te kilkadziesiąt lat temu za naszego dzieciństwa. Wiadomo, inne czasy.

Pomysł

Wpadłem więc na pomysł ukazanie tego uniwersum bardziej w realiach przeszłości, trochę wspomnień z dzieciństwa, trochę przerysowanych sytuacji. Każdy z nas pamięta jakieś dramy czy dziwne sytuacje które byłyby teraz nie do pomyślenia.

Realizacja

Pierwszy odcinek Pilot powstał kilka dni temu, został wrzucony tutaj z anonima. Pomyślałem że dodam własny tag i będę wrzucać odcinki. Drugi już powstał, jego premiera jest ustawiona na przyszły tydzień. Jeśli chodzi o jakość to jest słabo (średnio nie wystarczy xD) w pilocie głos to AI, ale od drugiego odcinka dubbing jest już mój. Kiedyś może będzie lepiej, na razie jest jak jest.

Dlaczego to robię?

Mam ostatnio trochę bardziej stresujący okres w życiu, mogę sobie w ten sposób odreagować i wyrazić się w autystyczny... Przepraszam, artystyczny sposób. Fajnie jest zrobić coś innego niż zwykle - w tajemnicy przed innymi, chujowo ale za to szybko, bez pochłaniania cennego czasu.

Odezwę się za tydzień w sobotę.

Na czarno można dawać tag "bul"

Wrzucam jeszcze link do kanału: https://youtube.com/@the-real-bul

Link do pilota: https://youtu.be/wqtxPqLic0k

GURU

w Hydepark

19piorunów

Jak byliście dzieciakami też lubiliście sobie wyobrażać że chmury niektóre to takie wielkie statki kosmiczne?

No oglądam się dzieciak Star Warsów i potem miał... 😛

Pokaż więcej komentarzy (4)

Fanatyk

w Hydepark

29piorunów

Mój ADHD-owy łeb dziś od rana produkuje wspomnienia i przemyślenia. Zawsze mi lepiej, jak się czymś takim podzielę na hejto, bo mam jedną myśl we łbie mniej. Zwykle nie romantyzuję lat 90., ale czasami trzeba i dziś jest ta chwila 😉

Moi rodzice mają znajomych, którzy za komuny wyemigrowali do Niemiec. Tam się nieźle ustawili finansowo i jakoś na początku lat 90. za śmieszną sumę kupili dom w moim rodzinnym mieście. Kupili z myślą, że będą przyjeżdżać do Polski na wakacje, albo święta. Poza tym okresem dom stał pusty. Zajmowali się nim moi rodzice i jeszcze jeden facet, który zimą robił za palacza i obsługiwał chatę w kwestii ogrzewania. Moi rodzice szli tam i sprzątali, odkurzali, wietrzyli, podlewali rośliny. Wiosną moja mama ogarniała ta ogródek. W zamian mogliśmy sobie z tego domu do woli korzystać a było z czego: wielkie podwórko z ogrodem, w domu wypasiona łazienka z trójkątną wanną w której można było puszczać masaż wodny, stół do piłkarzyków, stół do ping-ponga. Bywało, że spędzaliśmy tam kilka dni. Wypas. Ja jednak najbardziej lubiłem przeglądać rzeczy, które zostały po poprzednich właścicielach. Były tam całe góry gazet, kolorowych magazynów, książek. Kochałem otwierać na oścież wiosną ogromne okno, siadać na kanapie i godzinami przerzucać stare, kolorowe magazyny typu "Kino", "Przekrój", "Poznaj Świat" albo jakieś niemieckie katalogi, które się tam walały w szafkach. Czasami leżałem na kanapie w jednym z pokoi i po prostu patrzyłem, jak światło wpada przez szyby i na suficie pojawiają się różne wzory odbijające się przez kolorowe szybki w rogach okien. W rogu największego pokoju na szafce stało ogromne, stare, niemieckie radio, które zawsze włączałem. Ten dom nawet pachniał specyficznie. Czuć było jakby zapach fajkowego tytoniu. Z ogrodu słychać było ptaki a gdzieś w oddali szum samochodów. Kochałem wiosnę w tym domu.

Pokaż więcej komentarzy (5)

Fanatyk

w Hydepark

17piorunów

i może trochę

Nie wiem dlaczego, ale mój umysł dziś podsunął mi pewne wspomnienie z dzieciństwa i chciałbym Was spytać, czy jako dzieci mieliście podobne rozkminy, albo dziwne rzeczy nad którymi się zastanawialiście?

Gdy miałem jakieś 7-8 lat często myślałem czy moje życie jest prawdziwe? Czy nie jest tak, że skoro wszyscy tak dużo mówią o Bogu tzn. chodzą do kościoła, modlą się, obchodzą wszystkie święta itd. to czy on, albo może ktoś inny steruje naszym życiem? Może nasze życie jest jedynie "filmem" a prawdziwie żyjemy zupełnie gdzie indziej, jako ktoś inny, w innej rzeczywistości.

O takich rzeczach sobie myślałem jako dziecko 😉 Nie, nie było wtedy jeszcze filmu "Truman Show" 😉

GURU2piorunów

@WatluszPierwszy wydaje mi się, że to nie tylko "dziecinne" rozkminy.

wydaje mi się, że ogólnie, jako gatunek jesteśmy gdzie jesteśmy, bo potrafimy właśnie myśleć o takich rzeczach, a później dużo sił włożyć w gonienie abstrakcji.

potem część z nich przekuwa się na postęp, głównie technologicznych :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (6)

Fanatyk

w Hydepark

38piorunów

"Gdy byłem chłopcem chciałem być żołnierzem i miałem szablę i z gazety hełm", śpiewał zespół No To Co w latach 60., ale ch...ja tam. Ja żadnym żołnierzem nigdy nie miałem zamiaru być. Zawsze marzyło mi się jednak, że będę miał pracę, gdzie mi wszyscy dadzą święty spokój. Byłem dziwnym dzieckiem i marzyło mi się np. że będę nocnym stróżem, portierem, albo... kasjerem w spółdzielni mieszkaniowej, bo widziałem, że tam jest tłok tylko w dniach składania opłat. Szczytem moich marzeń była w pewnym momencie, gdy miałem jakieś 8-10 lat praca na stacji kolejowej. Tylko nie gdzieś w Katowicach, Warszawie czy Krakowie, ale w zapyziałej, małej mieścinie, albo jeszcze lepiej wsi. Takim miejscu, gdzie bilet na pociąg kupują cztery osoby na krzyż raz na dwie godziny. Kiedyś gdzieś widziałem w kasie panią, która czytała sobie książkę, grało radyjko a na stacji siedział na ławce starszy pan z drewnianą laską i pieskiem na kolanach. I tak się toczyło życie. Marzenia się rozwiały, ale coś mi z tego zostało i później jako już w zasadzie dorosły człowiek czyli mając te 19-20 lat potrafiłem jechać na jakieś zadupie siadać na stacji i np. czytać książkę w ciszy, jedząc kanapkę. Czekałem 2-3 godziny na pociąg powrotny i za dwa-trzy tygodnie robiłem sobie powtórkę z rozrywki. Rajem było, gdy na takiej stacji był bar. Wtedy wpadałem tam na oranżadę albo kawę a na stacyjce w tle mijało sobie życie.

K...a ja to jednak dziwny jestem.

Gruba ryba2piorunów

@WatluszPierwszy taaaaaaaaak, też totalnie kocham te małe stacyjki. Serce mi pęka, kiedy widzę jakieś zamknięte, ale jak jeżdżę rowerem po wioskach to zawsze zwiedzam malutkie stacje.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fanatyk

w Memy

108piorunów

Tak było. Ten czerwony skurwiel gonił mnie przez całe podwórko. Do tej pory sni mi się po nocach big red cock.

Pokaż więcej komentarzy (34)

Gruba ryba

w Dyskusje

15piorunów

Jak bylem maly to naklejki trzymalem w klaserze, bo byly rarytasem i nie chcialem ich "zużyć". 35 lat pozniej kupilem sobie za grosze papier samoprzylepny do drukarki i cieszę sie jak dziecko, bo w koncu moge miec tak duzo naklejek jak chcę i do tego tak glupich jak chce xD juz niedlugo podbiję scenę streetartu w Katowicach XD

Pokaż więcej komentarzy (6)

Gruba ryba

w Hydepark

31piorunów

Mieliście w dzieciństwie jakieś własne mlodociane wyobrażenia/interpretacje odnośnie sytuacji z dorosłego życia?

Ja zacznę. Jak byłem gowniakiem, to zastanawiałem się jak to jest "znaleźć żonę".

Moje wyobrażenie było takie, że jak już będę miał swój samochód, to będę jeździł po rodzinnym mieście swoim samochodem, a na szybach będę miał naklejki z napisem "szukam zony". Badum tsss.

Gruba ryba2piorunów

@dziki wierzyłem, że jak będę miał 28 lat to będę miał dobrze płatną pracę w korpo na średnim szczeblu, mial domek na przedmieściach i żonę

Ja pi⁎⁎⁎⁎le, jaki naiwny byłem

Pokaż więcej komentarzy (20)

Lider

w Hydepark

10piorunów

Zobaczmy jakie autko

Lider6piorunów

VAG się trafił

Pokaż więcej komentarzy (6)

GURU

w Heheszki

57piorunów

Pokaż więcej komentarzy (12)

Koneser

w Dyskusje

12piorunów

Swego czasu organizowałem kuligi traktorem ursus 3512 idealny do zakrętów! Nie miałem wtedy prawa jazdy ale jeździłem ale też nigdy nie prowadziłem kuligu ktoś z kwitami nas rozbijał. Bo wolałem jechać na 3 sance od końca i patrzeć jak się tamci roz⁎⁎⁎⁎⁎⁎lają po płotach słupach rowach. I tutaj do czego pije @Byk twoja sanka by się nie nadawała na kulig raz by się rozciągnęła drugi by się rozbiła.

Opłata za taki kulig wynosiła 1zł nie ogłaszaliśmy się, kto zdążył to się podpiął ale limit był do 20 sanek. Jazda była od 14 do 19, jakoś tak my jako dzieciaki przy nawrotce zgłaszaliśmy że wysiadamy.

Ale dzisiaj tak se myślę jakie to było niebezpieczne! A i mieliśmy sanie konne przy ciągniku żeby kogoś w koła nie wjebało.

Fanatyk4piorunów

To są: te sanki, a nie ta sanka.

Moje sanki nie brały udziału w takich zawodach, może dzięki temu przetrwały i mogą się z nich cieszyć obecnie moje dzieci.

Pokaż więcej komentarzy (5)