Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#pasta

Gruba ryba

w Książki

25piorunów

Że ja się tym szajsem z Fabryki Shitpostu zaczytywałem w gimnazjum, to większa krindżuwa niż przeciętna pasta o gimnazjalnej miłości xD

-byń inkwizytorem
-wejdź na scenę morderstwa
-wyruchaj świadkową
-pomódl się
-ból jak galeon o szkarłatnych żaglach
-zesraj się i zerzygaj
-weź Kostura czy jak mu tam było
-ewentualnie bliźniaków z pociągiem do Zakopanego
-idź zabić demona d⁎⁎y
-udało się
-wyruchaj świadkową jeszcze raz
-powrót do status quo
-Piekara fejs xD

A do tego wszędzie dookoła brud, smród i ubóstwo, kiła, mogiła, burdele, nasrane, Wielka Polska Narodowa i nieludzko niewykorzystany potencjalnie wspaniały worldbuilding xD Czytać w tym kraju fantastykę to jak być subem w Białymstoku xD

(od peja Historyczne memy)

Osobistość1piorunów

@JapyczStasiek Lubiłem tę serię jak byłem młodszy. Ostatnio dostałem pod choinkę najnowszą część i nie mogłem uwierzyć, że to książka "dojrzałego" autora xD Dosłownie połowa treści to opis orgii i pijaństwa - i ok, można i tak. Ale opisane było to w porażająco nudny i wręcz niesmaczny sposób. Dodatkowo NIC nie wniosło to do fabuły. Druga połowa to intryga rodem ze Złotopolskich której rozwiązania można domyślić się po pierwszym rozdziale xD

Pokaż więcej komentarzy (10)

Fanatyk

w Dyskusje

19piorunów



_W czasach podstawówki moja klasa dostała zadanie, by wymyślić jakąś przygodę Kubusia Puchatka. Jako że na pracę były aż trzy miesiące, przekonana byłam, że ma to być długa bajka, więc włączyłam moją wyobraźnię i każdego dnia sumiennie wymyślałam nowe historie. Praca miała ponad 70 stron. 

Po trzech miesiącach, oddając pracę, zdziwiłam się, że niektórzy oddają tylko jedną kartkę A4. Gdy pani oddawała ocenione prace, okazało się, że jako jedyna z klasy dostałam 4, wszyscy inni mieli 5 i 6. Spytałam się nauczycielki, czemu tak oceniła. Na co ona odpowiedziała, że praca była dobra, ale za długa. 

Tak oto straciłam zapał do nauki._

Gruba ryba

w Pasty

117piorunów

Bekę mam z ludzi, którzy wierzą w istnienie Ślązaków.

Tak, na pewno istnieją osoby, co większość życia spędzają pod ziemią na łupaniu węgla, jedzą gumiklyjzy, zakupy wkładają do nylonbojtla, twierdza, że rok ma 14 miesięcy i mówią w jakimś śmiesznym języku, który wygląda jakby Wanda jednak Niemca chciała.

Już prędzej w reptilian jestem skłonny wierzyć niż w Ślązaków.

Pokaż więcej komentarzy (23)

Gruba ryba

w Kawiarnia "Za Firewallem"

20piorunów

Zastanawialiście się kiedyś jak to jest że tak szybko wyłapujemy AI slop?
No jakby... Siedem palców u ręki, rozumiem. Ale widzisz obrazek na którym wszystko z pozoru wygląda dobrze, a jednak gdzieś w duszy klika klawisz mówiący "patrzysz na bezduszne ai gówno" który wybija bardzo mocno. Nawet jeśli pierwszą reakcją na K⁎⁎as Records było "haha ale śmieszne", ba nawet jeśli jesteś z tych wyjątkowo tolerancyjnych na gówno i śmieszyło Cię to pełne 2 dni, to po czasie mówienia "można pomylić z prawdziwością" nagle przychodzi takie... Zmęczenie. Obcowanie z tym dłużej drenuje z sił, i może to po to mamy mechanizm który potrafi nas uratować zanim zacznie się wysysanie energii.

Mechanizm zadziwiająco skuteczny, i względnie ukryty, bo przecież nie umiemy powiedzieć co dokładnie wzbudziło te nieufność, lub jak wielu zgłasza, obrzydzenie. Mechanizm tak dobry, że... Niemal jak te ewolucyjne odruchy? Ewolucyjny odruch wykształcony w 2 lata, ha, dobre sobie. Biolog czy Antropolog pewnie w tym momencie dostaje bólu głowy, ale co jeśli powiem Wam że to nie były 2 lata, lecz nieco więcej?

Co jeśli nasze obrzydzenie AI wynika nie z niskiej jakości obecnych tworów lecz z doświadczeń setek pokoleń nękanych przez to gówno?

Może to ten sam mechanizm który kazał naszym przodkom patrzyć nieufnie na każdego kto mówił zbyt gładko, bez potknięć?

Może to ten sam który sprawia że czasem gdy patrzymy w niebo czujemy że niebo patrzy w nas?

Zastanawialiście się kiedyś jak to możliwe że prędkość ma odgórne ograniczenie? Bo niby czemu miałaby mieć? Czemu w nieskończonej próżni wszechświata samotny stateczek ciągle napędzany silnikiem nagle trafi na wyjątkowo ograniczony limit przez który nigdy nie odwiedzimy innej galaktyki, BA o innej gwieździe też raczej możemy pomarzyć. Skąd ten sztuczny limit? Gdybym pisał symulacje i nie chciał pozwolić robakom na ucieczkę zbyt daleko to też bym je tak zniechęcał. Fizyczna bariera? Nieee, ktoś przeskoczy. Niech mają dowolność, po prostu niech to będzie skrajnie upierdliwe.

Skoro prędkość ma limit, cząstki istnieją tylko gdy ktoś na nie patrzy... Może nie jesteśmy wcale pierwsi? Może jesteśmy kolejna iteracją, poprawianą setki razy i puszczoną samopas po raz kolejny, żeby sprawdzić co zrobimy? Z warunkami brzegowymi wyszlifowanymi tak żeby skupić się na zadaniu?

Co jeśli jesteśmy po prostu instrumentem pomiarowym, wykreowanym jako warstwa walidacji dla kolejnych narzędzi udających życie gdzieś wyżej? Gdzieś... Indziej?




Gruba ryba1piorunów

Mnie najbardziej wkurza slop tekstowy. Jak wejdę czasem na LinkedIna to tam prawie każdy post jest slopem.

Teksty w stylu:

Przyczyna?

:point_right: Akcja -..

:point_right: Rezultat -...

Podsumowując...

Bla bla

Bardzo charakterystyczne sformułowania. Rzygać się chce.

Autorytet1piorunów
Zastanawialiście się kiedyś jak to możliwe że prędkość ma odgórne ograniczenie? Bo niby czemu miałaby mieć?

@Barcol Prędkość ma ograniczenie dlatego że istnieje czas. Tak naprawdę prędkość światła to jest prędkość przyczynowości - przekreczając ją doświadczałbyś skutku zdarzenia zanim nastąpiłaby jego przyczyna. Coś tam w tym temacie fizycy grzebią z tego co się orientuje, bo matematycznie to niby jest wszyskto obliczalne ale jest to już taka abstrakcja że nikt nie ma pojęcia co te wyniki znaczą i czy mają jakiekolwiek przełożenie na realny świat.

Pokaż więcej komentarzy (22)

Gruba ryba

w Hydepark

18piorunów

Wyobrażacie sobie jakiegoś poważnego człowieka z cywilizowanego kraju jedzącego k⁎⁎wa polackiego pączka?

o k⁎⁎wa wyobraźcie sobie jak taki James Bond wpierdala je pączka xD bierze wielką kupę gówna z tłuszczem do mordy, lukier mu się kruszy na garnitur, upierdala mu rękaw, dżem z środka się wylewa, nie panuje nad tym, musi szybko wpierdolić, bo się pączek cały ro⁎⁎⁎⁎⁎doli xD a Donuta? Donuta zje sobie na spokojnie, małymi gryzami, wygląda jak człowiek jedzący deser Z KLASĄ a polak jedzący te "słodkości" to wygląda jak jaskiniowiec co dorwał się do jedzenia xD HALINA SZYBKO ŻRYJ TEGO PONCZKA DAWAJ NASTEMPNEGO

Gruba ryba0piorunów

mi (ulancowi) juz adwokat w paczka zaklety zafajdal klate swoja miloscia (dobrze, ze mam na sobie bluze Rhapsody of Fire z duzym nadrukiem, to wystarczylo zlizac)

Pokaż więcej komentarzy (11)

Gruba ryba

w Hydepark

10piorunów

Swego czasu byłem dość aktywnym członkiem paściarskiej społeczności i mogę się pochwalić 2-3 reguarnie repostowanymi pastami i pomyślałem że będę tu je wrzucał pod tagiem .
A zaczęło się wszystko od wypalenia pracą w agencji HR i tym tekstem:


W każdej, ale to w każdej branży jak masz coś do zaoferowania to mówisz o tym, promujesz to, chwalisz się tym. Jest jednak branża, która robi wręcz przeciwnie: HR. Nic się nie dowiesz, nic Ci nie powiedzą, a jak zaczniesz prosić o jakiekolwiek informacje to nazwą cię roszczeniowym milenialsem i c⁎⁎j, pozamiatane.

Rekruterzy są jacyś powaleni, oni są czasem bardziej oderwani od rzeczywistości niż politycy!

Wyobrażacie sobie co by było gdyby HRy robiły oferty supermarketów?

SEREK HOMOGENIZOWANY - cena do uzgodnienia przy kasie, producent: lider na rynku mleczarskim

Mięso WĘDZONE - cena w przedziale 3-20 PLN/kg, typ mięsa do ujawnienia po wysłaniu CV

KETCHUP - produkt międzynarodowego lidera, konkurencyjna cena

PRODUKT UKRYTY - po więcej informacji zapraszamy do kasy

Wyobrażacie sobie jakby rekruter zaczął prowadzić np. nie wiem... komis samochodowy?

Oczywiście nie byłoby na nim szyldu, on nie może zdradzić co tu się robi, ceny byłyby zamazane, marki samochodów poukrywane a opisy samochodowe wyglądałyby następująco:

STARSZY POKONYWACZ DRÓG albo MŁODSZY NINJA JEŹDZIK i oczywiście opis:

Od naszego dostawcy, międzynarodowego lidera na rynku motoryzacyjnym oferujemy POJAZD. Można nim jeździć.

ewentualnie robią super mega hiper "zajawkę" typu

HEJ! Szukasz innowacyjnych metod poruszania się po mieście? Może masz już dość komunikacji miejskiej? Jeśli lubisz panować nad sytuacją i kontrolować swoją drogę do pracy, czujesz, że to ty powinieneś być odpowiedzialny za swój dojazd to mam coś dla Ciebie! Wyślij swoją ofertę kupna POJAZDU na gownohr@chujasiedowiesz.com

Wysyłaliby spam swoim klientom: Cześć, mam dla Ciebie nowy interesujący produkt spożywczy od międzynarodowego producenta, jesteś zainteresowany?

Albo by dzwonili:

- Dzień dobry, dzwonię z gównorekrutacji, mam świetny produkt na sprzedaż, może ma pan pustą lodówkę i chce coś kupić?

- Ale co Pan sprzedaje i za ile?

- Nie mogę udzielić takich informacji na tym etapie sprzedaży, ale proszę mi powiedzieć czego panu brakuje oraz przesłać wyciąg z konta żebym mógł zobaczyć czy pana stać na nasz produkt a opowiem więcej!

Później publikowaliby gównoraporty o rynku nabywcy, że trzeba teraz robić ukłony w stronę kupujących, że może trzeba przemyśleć podawanie cen w ofertach, może wtedy ktoś chciałby u nich kupować. Karyny na Linkedin wstawiałyby wykresy na biznesowych grafikach mówiące, że informacja o tym jaki produkt się sprzedaje tak naprawdę nie wpływa na jego sprzedaż a IBM po tym jak zaczął podawać ceny swoich komputerów ma problem z tym, że przychodzą do nich ludzie którzy nie chcą kupić komputera ale skusiła ich niska cena produktu.

Nie ma chyba bardziej ograniczonego działu w biznesie niż HR, mam wrażenie że oni sami do końca nie wiedzą co robią dlatego co chwila muszą publikować jakieś raporty, analizy, zestawienia, żeby budować to złudzenie że są potrzebni.

Twórca

w guwnowpispremium

2piorunów

Czy nie uważacie, że program „Jaka to melodia” stracił jakikolwiek sens? Przecież to jest dobre na youtube jako parodia teleturnieju muzycznego.

Zaczyna się jakąś k⁎⁎wa operą mydlaną w stylu Mamma Mia z piosenką śpiewaną ewidentnie z playbacku przez gwiazdę. Po tym pojawia się Robert Janowski sławny poeta, piosenkarz, weterynarz i kompozytor polski. Przedstawia uczestników, którzy jak to wynika z krótkiego wywiadu są tu jest pierdyliard pierwszy raz. Przechodzimy do pierwszej rundy. Uczestnik 1 wybiera Bon Jovi. Muzyczka start – słyszeć krótkie „pruh”. Całe 0,041 sekundy I od razu wszystkie 3 guziczki JEB. Uczestnik 2 był pierwszy. „LIVIN ON A PREJER TYSIAC DZIEWIENSET OSIEMDZIESIATY CZWARTY ROK WYDANIA, A BON JOVI MA NA IMIE JON”. Janowski „Tak”. I karawana jedzie dalej przez całą pierwszą rundę, która jest głupia i bez sensu, bo z upływem czasem punkty rosną zamiast spadać, dopiero w drugiej rundzie jest normalnie.

Chyba zaczaili, że nikt nie będzie oglądał słuchania piosenek przez całe 0,513 sekund to wprowadzają przerywnik. Ktoś odgaduje po 0,031 sekundy (nowy rekord programu) piosenkę Ryszarda Rynkowskiego – Dziewczyny lubią brąz. Robert Janowski standardowo lakonicznie „tak”, ale dodaje uwaga „DAREK NAM ZASPIEWA”. No i zaczyna się karawana. Tylko tym razem połączenie opery mydlanej z polskim weselem i dyskoteką z liceum. Jakaś choreografia na scenie, uczestniczy tancza miedzy sobą jak wujek Staszek z ciocią Basią, widownia robi disko. Wygląda to fatalnie i chaotycznie dodając do tego te sztuczne uśmiechy rodem z teledysków Sandu Ciorby.

Mija pierwsza runda, druga runda (w której wreszcie punktacja działa z zasadami logiki) i mamy 3 rundę. No i tutaj standardowo. Wybieramy artystę – Indila. Janowski podpowiedź „Szczęście”. Uczestnik się zastanawia tak mocno, że kloca zasadzi o jezu tak ciężko w końcu mówi „dobra po jednej ryzyk fizyk”. Koleś na fortepianie zamaszystym ruchem przykłada paluszek i słychać – Tink. „DERNIERE DANSE? Tak”. Tak go ta nutka natchnęła.

Wielki finał. Uczestnik w 0,981 sekundy odgaduje 7 piosenek i mamy charakterystyczną muzyczkę. Na koniec mamy gwiazdę odcinka i kolejny odcinek Mamma Mia. Wszyscy szczerzą ryje do kamery i koniec programu.

Fanatyk3piorunów

Sam fakt, że to oglądasz, dyskutujesz, myślisz znaczy, że dla Ciebie nie straciło sensu. 20 lat temu to ostatnio widziałem, pod przymusem, bo nigdy to dla mnie nie miało sensu;)

GURU

w Hydepark

113piorunów

Post @Yes_Man z spaceru przypomniał mi o świetnym porównaniu na temat parkowania:

Gdyby ludzie srali tak, jak parkują:

* Sram na chodniku, bo miasto nie zapewniło szaletów

* No musiałem nasrać na tym trawniku, bo do szaletu jest daleko, przecież nie będę chodził taki kawał

* Nie będę srać w szalecie, bo trzeba za nie płacić, a ja już płacę podatki, kiedy kupuję papier toaletowy

* Wiem, że tu nie wolno srać, ale tylko szybko małego klocka postawię

* Od 20 lat wszyscy tu srają. Co, nagle przeszkadza?

* No co wam gówno przeszkadza, przecież da się przejść

* Co, zazdrościsz, że mnie stać i się najadłem, a teraz mam czym srać?


Gruba ryba11piorunów

@Trypsyna Może nie sranie ale dokładnie tak jest z sikaniem gdzie popadnie. Nie ma szaletów miejskich więc jak idziesz np. Nowym Światem w Warszawie w piątek wieczór i mijasz bramy to tak potwornie wali z nich jakby pół kompanii się odlało. Wiele miast ignoruje taką oczywistą potrzebę, często jest spychologia typu "to niech wejdzie do restauracji, tam są łazienki" a to, że w restauracji trzeba coś kupić albo zapłacić za skorzystanie to inna sprawa. Albo co gorsza o tej porze lokal jest nieczynny.

Tak samo stacje paliw gdzieś w centrach miasteczek to są awaryjne kible. Ciekawe jaki jest rozkład wchodzących na PŁACI ZA PALIWO/KUPIŁ COŚ NA STACJI/PRZYSZEDŁ SIĘ ODLAĆ. Obstawiam 10-30-60.

To też jeden z czynników czemu wolę dalsze trasy robić autem niż np. pociągiem. Autem mijam MOPa co 50-100km więc zatrzymam się na jednym z wielu po drodze i potem docieram do miejsca docelowego. A pociąg? Jak jest kibel w pociągu to spoko, a jak jest nieczynny to wysiadasz, znowu się błąkasz po stacji bo się okazuje, że jest na drugim końcu obiektu, i niestety w remoncie (w Mińsku Maz jest tabliczka: toaleta nieczynna z powodu regularnych dewastacji) to idę na miasto i zaczyna się polowanie gdzie tu kibel. Szczęściem jest McDonald czy właśnie stacja paliw bo na władze miasta nie ma co liczyć.

Pokaż więcej komentarzy (22)

Twórca

w Dyskusje

16piorunów

Wielka Gra to jakiś nonsens, teleturniej z wiedzy kompletnie do niczego nikomu nie potrzebnej z pytaniami typu

Prowadząca:
- Co powiedziała hrabina Szlezwig-Holsztain cesarzowi Fryderykowi Hohenzelorowi Habsurgowi Trzeciemu gdy przypadkowo nadepnął jej na nogę w trakcie rautu w 1792 w ambasadzie Prus.
Uczestnik teleturnieju
- Odpowiadam na pytanie pierwsze za 25 tysięcy złotych... Hrabina powiedziała "Moja noga! Co jest do diabła?"
Prowadząca:
- Hm.... ja mam tutaj odpowiedź "Moja stopa! Co jest do czarta!". Myślę że możemy uznać tę odpowiedź, ale oddają głos naszemu ekspertowi.
Ekspert w okularach jak denka z butelki:
- No nie nie nie... proszę państwa. Nie możemy uznać tej odpowiedzi. Stopa a noga to zasadniczo dwie różne części ciała. podobnie jak diabła nie możemy uosabiać z czartem, chociaż w podanich ludowych jest to często stosowane zastępczo, ale nas obowiązują źródła naukowe.
Uczestnik teleturnieju:
- Przykro mi ale nie mogę się zgodzić z tą opinią. W książce biograficznej rodu Holsztein wydanej w 1893 roku jest wyraźnie napisane że Hrabina odpowiedziała "Wenn ist das Nunstück git und Slotermeyer" gdzie Slotermeyer tłumaczy się wyraźnie jako noga.
Ekspert do Prowadzącej:
- Czy mamy to źródło jako oficjalnie dopuszczone w tym teleturnieju?

Pokaż więcej komentarzy (7)

Fanatyk

w Dyskusje

6piorunów

Fenomen3piorunów

@Alawar kiedyś widziałem na parkingu baba męczyła się z zaparkowaniem CC. Ponieważ blokowała przejazd to zapytałem czy pomóc. Chętnie się zgodziła. Jak zaparkowałem (jedno podejście) to wydarła się że jej zderzak uszkodziłem i na policję będzie dzwoniła albo mam płacić.
Od tego czasu 3 razy się zastanawiam czy komuś pomóc.

Zawodowiec1piorunów

@Alawar To nie jest pasta a typowa przygoda z tamtych lat. Od lat 90 różni się tylko tym że Policja coś zrobiła w tej sprawie bo w latach 90 nic by się nie wydarzyło, albo by młodzieniec jeszcze musiał omijać okolicę żeby nie trafić ponownie na "tamtych" bo by go ponownie skroili. Samo życie.

Pokaż więcej komentarzy (9)

Gruba ryba

w Hydepark

24piorunów

Pasta o mnichach GE-JU-RU

Na dalekim wygwizdowie, mieszkają mnisi GE-JU-RU, którzy żyją odizolowani od świata. Jedynym kontaktem ze światem zewnętrzym są rysunki @Dziwena i informacje od ich mistrza @bojowonastawionaowca, nazywany przez nich Owcenem.

Mnisi zajmują się przygotowywaniem wpisów oraz tworzeniem autorskich treści na hejto, przy okazji chodując pioruny i ostrząc młoty dla swojego mistrza.

Mnisi klasztoru GE-JU-RU pozostają neutralni i oddani swojemu mistrzowi, codziennie słuchając jego nauk oraz przynosząc mu autorskie treści.

Wpisy różnią się od tego co pisali przed przyjęciem oświecenia, przez co ich opowieści jak i historie są bardziej wyważone i stonowane. Spowodowane jest to dietą twarożaną oraz stoickim podejściem do życia.

Niektórzy wyłamują się od zasad narzuconych przez mistrza, kończąc na banie powodującym wykluczenie z obrzedów. Każdego dnia spędzają czas na modlitwe do świętej relikwi, jaką jest odznaka stworzona przez wielkiego @entropy.

Jako pierwszy doznał oświecenia i jako pierwszy założył klasztor. Jego naśladowcy dołączali do niego, wraz ze zdobyciem rangi.

Niestety, @entropy zdradził swój klasztor pozostawiając na pastwę losu swoich braci i wyruszył na dalszą wędrówkę porzucając zasady, które mu przyświecały.

Po przejęciu władzy oraz stanie się nowym mistrzem klasztoru GE-JU-RU, owcen wprowadził zasady, zmieniające podejście do codziennych zadań wprowadzając rutynę i harmonie.

Każdego dnia do klasztoru przybywają zbłądzeniu użytkownicy, celem oświecenia i osiągnięcia nirvany.

Klasztor ukazuje się tylko wybrańcom, naznaczonym przez symbol nadany przez @entropy.

Kto wie, może kiedyś mnisi GE-JU-RU wyjdą z piwnicy i opowiedzą o historii swojej duchowej przemiany.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Osobistość

w Dyskusje

91piorunów

Zmywanie ręczne to dramat technologiczny. Wprowadziłem stanowiskową instrukcję pracy i żona rzuca talerzami xD

Tomeczki, ale się odjebało xD Jako inżynier nie toleruję marnotrawstwa energii. Nie mamy w domu zmywarki (brak miejsca w obecnym layoucie kuchni), więc zmywanie to proces ręczny.

Patrzyłem jak żona zmywa i serce mnie bolało, zero sekwencji, losowy dobór detali, niepotrzebne cykle płukania. Wczoraj wieczorem jak poszła spać, wykleiłem nad zlewem instrukcję stanowiskową (SOP). Wszystko dokładnie opisane. Segregacja detali według gabarytów (od największych do najmniejszych). Kąpiel wstępna w roztworze o temperaturze 45 st.C (optymalna lepkość tłuszczu). Ruchy gąbki wyłącznie koliste z dociskiem ok. 2N (wyliczyłem, że to starczy do usunięcia osadu bez niszczenia powłoki matrycy.......znaczy się talerza).

Rano synek (8lvl) zaczął mierzyć mamie czas cyklu stoperem, bo go nauczyłem, że "czas to pieniądz". Żona tak się zagrzała, że teraz mamy "przestój na linii" xD A ja mam myć sam, dopóki nie "zoptymalizuję swojej głowy". Czy dążenie do standardów czystości i efektywności energetycznej proceów to naprawdę taki grzech? xD

Pokaż więcej komentarzy (4)

Specjalista

w Koronawirus

3piorunów

Dump

"Po pierwszej dawce wystąpiły u mnie niewielkie objawy niepożądane. Nic poważnego, tylko lekki ból w ramieniu i klatce piersiowej, kołatanie serca – nic nadzwyczajnego.

Miałam szczęście, że się zaszczepiłem, ponieważ dwa dni później po raz pierwszy zachorowałam na COVID-19. To było okropne. Znacznie gorsze niż niewielkie skutki uboczne szczepionki.

Kiedy zdałem sobie sprawę, jak groźny jest COVID-19, jako pierwszy zgłosiłem się na drugą dawkę szczepionki. Byłem przygotowany na ponowne skutki uboczne, wiedziałem, że warto. Tak, druga dawka była naprawdę ciężka. Przez trzy dni nie mogłem funkcjonować. Nie mogłem chodzić, miałem drżenie nóg. Zapomniałem imienia mojego kota. Było ciężko. Ale dostałem drugą dawkę w samą porę, ponieważ cztery dni później zachorowałem na najgorszą odmianę COVID-19, jaką kiedykolwiek miałem. Nie wyobrażam sobie, jak źle byłoby, gdybym nie był zaszczepiony.

Po tym wszystkim martwiłem się o szczepionkę przypominającą. Wiedziałem, że jej potrzebuję, ale wiem też, że wszystkie szczepionki mają skutki uboczne. Zebrałem się w sobie i mimo wszystko przyjąłem szczepionkę przypominającą. Trzecia dawka była ciężka. Straciłem czucie w połowie twarzy, wypadły mi włosy, krwawiły dziąsła i słyszałem głos szatana w łazience. Ale jestem bardzo wdzięczny, że dostałem dawkę przypominającą. Następnego dnia znowu zachorowałem na COVID. Moje lewe jądro podwoiło swoją wielkość, straciłem kontrolę nad jelitami i funkcjami motorycznymi, po prostu ciągle się miotam i sikam na siebie. Okazuje się, że mam długotrwały COVID. To koszmar.

Proszę, zaszczepcie się, ludzie, COVID to nie żart."

Fanatyk

w Hydepark

116piorunów

Wracasz sobie zmęczony po całym dniu z polibudy,
uwaliłeś kolosa z technik obliczeniowych,
oblałeś się kawą przy ładnej dziewczynie i zgubiłeś długopis.
Wleczesz się tym chodnikiem,
dookoła szara polska zima bez grama śniegu,
na obiad znowu odmrażane mielone i już tylko marzysz, żeby walnąć się na d⁎⁎ę przed telewizorem i obejrzeć Kiepskich…
Aż tu nagle jakaś pożal się Boże reporterka z lokalnej telewizji wpycha ci mikrofon w twarz i pyta:
“Gdzie pan będzie spędzał sylwestra w tym roku, jak pan spędzi sylwestra?”.
Już masz jej odpowiedzieć soczystym “w d⁎⁎ie”, bo od technikum nikt cię nie zaprosił na sylwka i nie zapowiada się, żeby to się zmieniło.
Powstrzymujesz się jednak w ostatniej chwili, bo wszystkich trzech widzów się oburzy i wyczerpany odpowiadasz “Bede grał w gre”.
Już chcesz iść dalej, a ona dalej się dopytuje:
“A w jaką?”.
Doskonale wiesz, że odróżnia trzy gry: pasjansa, pasjansa pająka i strzelanki do zabijania ludzi, ale zamiast wyjść z siebie i stanąć obok, stawiasz się ponad to i odpowiadasz:
“TĄB RAJDER”.
Daje ci spokój, więc idziesz spokojnie dalej do tych tłuczonych ziemniaków i komputera, ale to nie jest już normalny powrót do domu - za tobą niesłyszalna, niewidzialna i nieuchwytna podąża nieśmiertelność.

Pokaż więcej komentarzy (7)

Specjalista

w Hydepark

28piorunów

> miałem 16 lat, mieszkałem wtedy w małym domku z 3 sypialniami z mamą, tatą i siostrą
> rodzice są surowi jak sk:face_with_symbols_on_mouth:ysyn, bardzo chrześcijańscy
> ja i moja siostra, mieliśmy swoje własne sypialnie
> rodzice pozwalali mi mieć starego kompa w swoim pokoju, pod warunkiem, że obiecam im nie walić konia
> wiem, to poj:face_with_symbols_on_mouth:e
> drzwi od mojego pokoju musiały być otwarte 24/7, rodzice sprawdzali moją historię przeglądania żeby upewnić się, że nie zejdę z właściwej ścieżki
> k:face_with_symbols_on_mouth:yniewiedząotrybieincognito
> rodzice pracowali do wieczora, więc gdy ich nie było to siostra trzymała pieczę nad polityką otwartych drzwi
> suka co chwilę przechodziła koło mojego pokoju i upewniała się, ze nie robię nic nieprawego
> stałem się Daredevilem, słyszałem ludzi idących do mojego pokoju z odległości kilometra
> wyrobiłem refleks naszprycowanego spastycznego tygrysa otwierając i zamykając okienka z pornografią jak haker po metaamfetaminie w 1980
> nie mam żadnej prywatności więc gdy oglądam to zapamiętuję jak najwięcej, żeby potem strzepać do pamięciówki pod prysznicem

Bardzo chciałbym opowiedzieć o swoich masturbatorskich nawykach ale nie mają nic wspólnego z historią, więc tu skończę.

> siostra zaczęła przyprowadzać do domu chłopaka od czasu do czasu, wyglądał jak metroseksualny c:face_with_symbols_on_mouth:l pokroju Justina Biebera
> ziomuś zachowuje się dobrze i nienagannie przed rodzicami, siostra wmawia im, że chce "uratować jego duszę" więc oni nie mają nic do ich związku
> rodzice dają mi zadanie, mam robić wszystko, żeby jego k:face_with_symbols_on_mouth:s nie znalazł się w waginie mojej siostry
> role się odwróciły
> tak jak wszystko co robię, trenowałem i szlifowałem swoje działania
> zawsze czekałem na odpowiedni moment, zawsze świadom wszystkich chwil z romantycznym nastrojem i z okazją na j:face_with_symbols_on_mouth:ko
> wynurzałem się z cienia za każdym razem, gdy słyszałem, że jest u ich cicho i po prostu stałem i gapiłem się na nich
> jak upiorny cień w kącie ich oka niszczyłem im każdą szansę na zbliżenie
> jak sędziwe oczy gniewnego boga wpatrywałem się w ich spragnione r:face_with_symbols_on_mouth:anka dusze jak najbardziej niezręcznie się dało
> i to wszystko podczas gdy mój umysł powtarzał mantrę
> "JESTEM PEŁZACZEM, CZATOWNIKIEM TERRORU, JESTEM OCZAMI W CIEMNOŚCI, WARTOWNIKIEM NOCY, MOJA JEST OBECNOŚĆ I OSĄD I SIŁA,

JESTEM WAGINALNYM KORKIEM"
> moja siostra była już zmęczona tym co robię, tak samo jej ludzkie dildo
> powinni byli po prostu iść do hotelu
> sfrustrowani obmyślili plan, bardzo c:face_with_symbols_on_mouth:jowy plan
> plan który byłby tylko oliwą do ognia jakim jest mój brak życia socjalnego i nadmiar wolnego czasu
> gdy brałem prysznic, weszli do mojego pokoju i naściągali jakiegoś hardcorowego gejowskiego BDSM porno
> nie spodziewałem się tego
> rodzice wracają do domu, sprawdzają moje zadanie domowe i historię przeglądania
> przypał taki, że ja p:face_with_symbols_on_mouth:lę
> gdy zobaczyłem, co właściwie zrobili, poczułem mieszankę rozbawienia i strachu
> trochę jak oglądanie psychopatycznego klauna wsadzającego monety w d⁎⁎ę karła, gdy wiesz że Ty będziesz następny
> próbowałem im wyjaśnić, że to jakiś wirus albo kawał, ale prędzej chyba bym sprzedał ż__owi wielbłąda z 3 nogami
> zabrali mi internet, wykasowali gry i uprawnienia na komputerze
> wiedzałem, kto był odpowiedzialny za tą zniewagę, i wiedziałem gdzie mieszkają

Wiem, że nie brzmi to przekonująco, ale miałem kumpla który miał magistra we wk:face_with_symbols_on_mouth:ianiu ludzi i chciał, żeby go nazywać Harold

> Harold i ja obmyślaliśmy plany i w końcu zdecydowaliśmy się na ten, który miał największe szanse powodzenia

Faza pierwsza planu: STRACH

> nie miałem nic do robienia podczas wolnego czasu oprócz czytania, bo nie mogłem nigdzie wychodzić po 17
> cały czas spędzałem na siedzeniu w pokoju, nawet przestałem sprawdzać siostrę
> oni myślą, że wygrali
> raz na jakiś czas śmiałem się, nie takim normalny śmiechem ale śmiechem o wyższej barwie, wibrującym śmiechem z małymi pauzami pomiędzy wydechami
> wyobraźcie to sobie jako nagiego Świętego Mikołaja któremu ktoś ssa pałę podczas gdy ten właśnie bierze 80 kg na klatę
> pierwsze starania były bez rezultatu, lecz po jakimś czasie pedałek i siostra zaczęli to zauważać
> wsłuchiwałem się jak nietoperz, a gdy tylko robiło sie u nich cicho, robiłem to tak głośno, żeby usłyszeli, robiłem to z 3 czy 4 razy dziennie, nigdy gdy rodzice

byli w domu
> pewnego dnia siostra pyta o odgłos dochodzący z mojego pokoju
> udaję zmieszanego i zwalam to na przeciąg z łazienki
> ona nie łyka tego i wie, że to ja, jakoś głupio komentuje w stylu "pewnie tak bardzo tęsknisz za swoim pedalskim porno i stąd te odgłosy"
> robię to przez kolejne kilka tygodni i siostra w końcu wk:face_with_symbols_on_mouth:ia się tak bardzo, że wparowuje do mojego pokoju i każe mi przestać
> nigdy nie nakryła mnie robiąc to, zawsze byłem czujny i przestawałem, gdy słyszałem że się zbliża
> zacząłem zachowywać się tak jakbym nie wiedział o czym ona mówi i udawałem nawet zmartwionego jej stanem zdrowia
> ziarno zemsty zostało zakopane, wszystko szło według planu
> po miesiącu mój neurotyczny śmiech spongeboba stał się czymś, do czego siostra po prostu przywykła i nic sobie z tego nie robiła, to też była część planu

Harold jest bogatym dzieciakiem i ma sporo rzeczy których nawet nie potrzebuje

> pożyczył mi dyktafon, mały sk:face_with_symbols_on_mouth:ysyek którego mogłem ukryć praktycznie wszędzie, a można do niego była podłączyć jakiekolwiek wyjście audio
> nagrałem swój śmiech
> wpierw ukryłem dyktafon w szparze pomiędzy pudełkami ze starymi ciuchami w swoim pokoju
> upewniłem się, że ciężko go będzie znaleźć ale nadal zostanie dużo miejsca, żeby nie wytłumić dźwięku
> poszedłem do salonu i upewniłem się, że siostra i chłoptaś mnie zobaczyli, powiedziałem, że wychodzę do sklepu
> wyszedłem z domu i poszedłem do najbliższego spożywczaka
> zostawiłem dyktafon nastawiony na puszczenie nagrania 13 minut po moim wyjściu, i kolejne 10 minut później
> wszedłem do sklepu i patrzyłem na lody jakbym był Sashą Grey na międzyrasowym gangbangu przez 20 minut
> wróciłem do domu równo 30 minut po moim wyjściu i zobaczyłem siostrę i jej chłopaka w salonie
> ich wyraz twarzy gdy wszedłem do domu, niszczy mnie za każdym razem jak sobie o nim przypomnę
> czuję mrowienie w kręgosłupie jakby ktoś masował mi prostatę
> strach w ich oczach, niezaprzeczalny strach
> to wszystko wymagało lat dyscypliny samuraja, żeby nie wybuchnąć wtedy śmiechem
> wyglądali tak, jakby zobaczyli mnie właśnie wyczołgującego się z wielkiego odbytu w ścianie
> odpaliłem wewnętrznego DiCaprio i zachowywałem się tak zdziwiony i przejęty jak tylko się dało
> spytałem czy coś się stało bo wyglądają blado, spojrzałem siostrze w oczy gdy to powiedziałem
> siora się wk:face_with_symbols_on_mouth:iła, zaczęła sapać, mówić, że mam chore pomysły
> ogólnie pełno oskarżycielskiego gówna, tak jakby nie widziała, że dopiero wszedłem drzwiami frontowymi, pytała jak to zrobiłem
> zachowuję pokerową twarz i pytam czy coś brała
> mówię, że zachowuje się jak poj:face_with_symbols_on_mouth:a odkąd zaczęła tu przyprowadzać tego wacka
> spojrzałem na c:face_with_symbols_on_mouth:la wkurzonym wzrokiem
> oznajmiam jej, że powiem wszystko rodzicom o tym jak się zachowuje, to ją trochę uspokoiło
> przypomniało jej się, że mam moc skarżenia jak malutki tchórz którym właściwie jestem
> powiedziałem żeby się ogarnęła i przestała robić to co robi, wyszedłem jak teksański kowboj po Alamo

Faza druga: PARANOJA

> minął tydzień z hakiem po incydencie z dyktafonem
> siostra nic nie powiedziała rodzicom o tym kawale
> ja tu ciągnę za sznurki
> mój śmiech znów zaczął na nią działać, wbiegała do mojego pokoju, żeby mnie przyłapać
> zapomniała, że to ona jest Fretką a ja Fineaszem i Ferbem
> nie udawało jej się mnie przyłapać, czasem nawet nastawiałem dyktafon i będąc z nią w pokoju robiłem swoje
> przeszukała mój pokój próbując znaleźć cokolwiek, bezskutecznie choć raz było blisko
> mówi, że tylko ja mogę wydawać ten odgłos bo pan Timberlake też to słyszy
> zignorowałem ją i nie przestawałem oglądać swojego dokumentu o narwalach i innych arktycznych kreaturach
> zacząłem śmiać się w dłuższych interwałach, czasem pomijałem parę dni żeby miała fałszywe poczucie bezpieczeństwa
> nie mogła spać, nie mogła cieszyć się czasem z jej chłopakiem, próbowała mnie przyłapać
> stałem się najsprytniejszym małym gówienkiem, nawet rozważałem karierę w wywiadzie
> nadszedł dzień gdy siorka nie mogła już wytrzymać i nasłała na mnie rodziców jak parę wściekłych psów na bezbronnego kotka
> powiedziała im, że próbuję ją wkręcić i to wszystko jest niedojrzałe, Johnny Depp ją wspierał mówiąc, że też to słyszał
> rodzice zaserwowali mi pełno bzdurnego gadania, że stąpam po cienkim lodzie itd
> nadal nie puszczałem broni jak upośledzony republikanin po strzelaninie
> dałem pokaz warty Oskara o mojej niewinności, mówiłem, że w wielu przypadkach nie było mnie nawet w domu itd
> pokazywałem in nawet paragony które służyły za alibi, byłem gw:face_with_symbols_on_mouth:cicielem w obcym kraju z dyplomatycznym immunitetem
> rodzice uwierzyli, k:face_with_symbols_on_mouth:a, nawet ja na chwilę uwierzyłem
> siostra nadal zakładała, że kłamię
> rodzice powiedzieli że jesteśmy za starzy na takie rzeczy, dali mi ostrzeżenie i wyszli
> to dało mi erekcję tak silną by powalić nią antylopę
> czas w końcu nadszedł
> cała ciężka praca się opłaciła, spędziłem tyle czasu układając kostki domina
> czas je popchnąć

Faza trzecia: ROZP:face_with_symbols_on_mouth:OL

> piątkowa noc, mama i tato mieli randkę a ja zostałem sam z siostrą, dostała od rodziców pozwolenie na zaproszenie tego k:face_with_symbols_on_mouth:sa
> podsłuchałem rozmowę i pan piękniś się jakoś wywinął i powiedział, że nie przyjdzie
> w tym miejscu wiedziałem, że koza którą zarżnąłem w imię Adanimusa, boga psotników, dała mi jego błogosławieństwo

Od incydentu ze śmiechem, nigdy nie zostawała sama w domu. Wiedziała, że ja jestem jedynym możliwym wytłumaczeniem na te śmiechy, jedyną logiczną solucją.

> spakowałem rzeczy i powiedziałem, że idę do biblioteki
> wyglądała na zdenerwowaną, powinna być
> powiedziałem pa i wyszedłem, z głową wysoko i czując się jak facet z penisem rozmiarów trąby małego słonia
> pojechałem do biblioteki, zajęło mi to 25 minut busem
> gdy dotarłem, złapałem pierwszą książkę która mnie zainteresowała, wypożyczyłem, usiadłem i zacząłem czytać
> wszystko co mogłem zrobić, to czekać

Teraz przedstawiam wersję wydarzeń opowiedzianą przez Harolda

> jestem Harold, wiek nieistotny
> opuściłem szkołę wcześnie tego dnia i poszedłem do domu głównego bohatera, znalazłem klucze pod zielonym kamiennym żółwiem w ogródku
> otworzyłem drzwi, zrobiłem sobie kanapkę, pograłem na PSP w pokoju kumpla aż ten w końcu wrócił do domu
> jak już przyszedł, schowałem się w szafie i zaczekałem, aż wyjdzie, a potem schowałem się w szafie
> jego siostra nie miała pojęcia, że jestem w domu
> kumpel mrugnął porozumiewawczo i wyszedł do biblioteki
> siedziałem w szafie z walącym sercem, erekcja w gaciach, ubrany w czarny czarodziejski płaszcz i maskę okaleczonej świni, coś jak te ziomki w Pile 2
> miałem ze sobą dyktafon który mu pożyczyłem, podłączony do małego wzmacniacza
> na dyktafonie były jego nagrania i miałem czekać około 45 minut od momentu w którym wyszedł
> kiedy czas nadszedł, przypiąłem dyktafon do piersi, strzeliłem knykciami i wyszedłem
> puściłem nagranie na maksymalnej głośności, zero reakcji
> usłyszałem telewizor grający w salonie, więc spróbowałem znów parę razy zanim się poddałem
> telewizor tłumił dźwięk dyktafonu, nic nie szło zgodnie z planem
> głucha szmata zakłócała nasz świetny plan
> wyszedłem z pokoju po cichu, nikogo nie było w pokoju siostry, więc musiała być w salonie
> wszedłem do salonu, a ona była na kanapie
> twarz w poduszce, d⁎⁎a wysoko r:face_with_symbols_on_mouth:ana przez jakiegoś chuderlawego c:face_with_symbols_on_mouth:la
> obydwoje mieli plecy zwrócone do mnie, to było lepsze iż nasz plan, to była jedyna w życiu okazja
> powód dla którego mama mnie nie połknęła, moja szansa, że jestem warty tyle co wojownik-wiking
> nigdy cel życia nie był przede mną postawiony tak oczywiście, bóg umieścił mnie na tej ziemi żeby upewnić się, że te sk:face_with_symbols_on_mouth:ysynki obsrają się ze strachu
> zamiar wypełnienia jego woli coraz bardziej pompuje mi krew w żyłach
> ręce spocone, kolana miękkie
> przewinąłem dyktafon na nagranie na którym kumpel krzyczał jak chińska dziewica r:face_with_symbols_on_mouth:ana przez mastodonta
> wszedłem do pokoju niczym ninja, ziomuś zapinał tego dupala tak mocno, że nie zauważyliby mnie nawet gdybym wszedł do pokoju tańcząc
> sięgnąłem po pilota, wyłączyłem TV a przystojniaczek przestał posuwać
> wziąłem głęboki wdech i krzyknąłem na całe gardło
> CO WY K:face_with_symbols_on_mouth:A ROBICIE
> odskoczyli spłoszeni jak gołębie na placu wolności
> ściągnąłem kaptur odsłaniając maskę świni
> widziałem jak kolory spływają z ich twarzy, terror najwyższej jakości w ich oczach
> patrzyli w odbyt boga i topił on ich oczy śmiertelników, dławiłem się własną śliną próbując się nie śmiać
> dziewczyna zaczęła piszczeć bardzo wysokim tonem, każda nutka przechodziła przez moje ciało jak przyjemne fale
> c:face_with_symbols_on_mouth:l położył się na niej próbując ją osłonić swoim ciałem, ale dziewczyna próbowała desperacko wyrwać się i uciekać
> to wyglądało jak pełzające po sobie robaki po letnim deszczu
> zanim odzyskali równowagę sięgnąłem do kołnierza i nacisnąłem przycisk na dyktafonie puszczając najgorsze odgłosy jakie kiedykolwiek słyszałem
> "POMOCYYYYYYYYYYYYYYYYYY"
> koleś się posikał, dosłownie strumień uryny wyciekł z jego sztywnego puloka

Całkiem imponujące, że mógł utrzymać erekcję w takiej sytuacji, brawo.

> podniosłem ręce odsłaniając rytualny sztylet dzierżony w prawej, podczas gdy demoniczne skrzeki z dyktafonu uderzały w nasze bębenki
> słowa nie mogą opisać dźwięku jaki wydali chłopak i dziewczyna, jak piski balonu z którego schodzi powietrze a ktoś rozszerza ustnik, jak głodne świnki morskie
> jak małe gepardy wołające matkę
> zebrali się i zaczęli biegnąć strącając wszystko po drodze
> wybiegli nago z domu, jedyne co słyszałem to ich krzyki, wiem, że moje przeznaczenie zostało dopełnione, teraz mogłem już umrzeć
- Harold

> spotkałem Harolda później tego dnia, powiedział, że rzeczy nie poszły zgodnie z planem ale wszystko było Ok
> wróciłem do domu widząc kilka radiowozów na podjeździe
> powiedziano mi co się stało, miałem paragon z biblioteki i byłem też nagrany na kamerach więc o nic mnie nie podejrzewano
> przeprowadziliśmy się tego samego miesiąca, znów mogłem używać komputera
> nigdy nie widziałem już tego pedałka a siostra wstąpiła do zakonu

Pokaż więcej komentarzy (16)

Gruba ryba

w Hydepark

27piorunów

Polskie pierwsze/drugie Święto u rodziców/teściów experience:

>6:00 trzaskanie wszystkim po kuchni

>6:30 "no, wstawać już bo zaraz śniadanie"

>9:00 śniadanie

>"To co, zrobię herbatki i przyniosę ciasto"

>10:00 trzaskanie wszystkim po kuchni

>10:30 "obiad na 12, to się nie rozchodzcie"

>14:00 obiad

>14:30 "to co, zrobię herbatki i przyniosę ciasto"

>15:00 trzaskanie wszystkim po kuchni

>15:05 "no tak, siedźta wszyscy na dupach, ja sama bede robić wszystko!"

>15:30 "(guest_name} będą na 16, to sie nie rozchodzcie"

>17:00 przychodzi {guest_name}

>17:30 "to co, zrobię herbatki i przyniosę ciasto"

>18:30"Ale to już? Zostańcie jeszcze na kolacji, zaraz podam.

>19:00 wychodzi (guest_name}

>19:30 "i dla kogo ja to wszystko szykowałam?"

>20:10 Kevin, szklana pułapka, kabarety

>20:11 rodzice/teściowie śpią na fotelu

Pokaż więcej komentarzy (3)

Osobistość

w Hydepark

6piorunów

Koledzy koleżanki, może ktoś ma pod ręką, albo pamięta pod jakimi hasłąmi szukać.

Szukam copy pasty o ostrym jedzeniu.
Coś w stylu JAK JA NIENAWIDZE TYCH TYPKÓW CO TO TWARDZIELE OSTRE MUSZĄ JEŚĆ KURNA TRIPLE PIZDRLE SCORPION FLAMING POTATO BO INACZEJ SMAKU NIE CZUJO
coś w ten deseń.

Pokaż więcej komentarzy (5)

Gruba ryba

w Hydepark

150piorunów

W zeszłym kwartale wdrożyłem Microsoft Copilot dla 4000 pracowników.

30 dolarów za stanowisko miesięcznie.

1,4 miliona dolarów rocznie.

Nazwałem to „cyfrową transformacją".

Zarząd uwielbiał to sformułowanie.

Zatwierdzili w jedenaście minut.

Nikt nie zapytał, co to właściwie będzie robić.

Łącznie ze mną.

Powiedziałem wszystkim, że „zwiększy produktywność 10x".

To nie jest prawdziwa liczba.

Ale brzmi przekonująco.

HR zapytał, jak zmierzymy to 10x.

Powiedziałem, że „wykorzystamy dashboardy analityczne".

Przestali pytać.

Trzy miesiące później sprawdziłem raporty użycia.

47 osób to otworzyło.

12 użyło więcej niż raz.

Jednym z nich byłem ja.

Użyłem tego do streszczenia maila, który mógłbym przeczytać w 30 sekund.

Zajęło 45 sekund.

Plus czas na poprawienie halucynacji.

Ale nazwałem to „sukcesem pilotażu".

Sukces oznacza, że pilotaż nie zawiódł w widoczny sposób.

Dyrektor finansowy zapytał o ROI.

Pokazałem mu wykres.

Wykres szedł w górę i w prawo.

Mierzył „gotowość AI".

Wymyśliłem tę metrykę.

Pokiwał z aprobatą.

Mamy teraz „gotowość AI".

Nie wiem, co to znaczy.

Ale jest w naszej prezentacji dla inwestorów.

Starszy programista zapytał, czemu nie używamy Claude'a albo ChatGPT.

Powiedziałem, że potrzebujemy „bezpieczeństwa klasy enterprise".

Zapytał, co to znaczy.

Powiedziałem „zgodność z regulacjami".

Zapytał, z którymi regulacjami.

Powiedziałem „ze wszystkimi".

Nie wyglądał na przekonanego.

Umówiłem go na „rozmowę o rozwoju kariery".

Przestał zadawać pytania.

Microsoft przysłał zespół od studiów przypadku.

Chcieli nas pokazać jako historię sukcesu.

Powiedziałem im, że „zaoszczędziliśmy 40 000 godzin".

Obliczyłem tę liczbę mnożąc liczbę pracowników przez liczbę, którą wymyśliłem.

Nie zweryfikowali.

Nigdy nie weryfikują.

Teraz jesteśmy na stronie Microsoftu.

„Globalne przedsiębiorstwo oszczędza 40 000 godzin dzięki Copilotowi."

Prezes udostępnił to na LinkedInie.

Dostał 3000 polubień.

Nigdy nie użył Copilota.

Żaden z zarządu nie użył.

Mamy zwolnienie.

„Strategiczne priorytety wymagają minimalizacji cyfrowych dystraktorów."

Sam napisałem tę zasadę.

Licencje odnawiają się w przyszłym miesiącu.

Wnioskuję o rozszerzenie.

5000 dodatkowych stanowisk.

Nie wykorzystaliśmy pierwszych 4000.

Ale tym razem „zwiększymy adopcję".

Adopcja oznacza obowiązkowe szkolenie.

Szkolenie oznacza 45-minutowy webinar, którego nikt nie ogląda.

Ale ukończenie będzie śledzone.

Ukończenie to metryka.

Metryki trafiają do dashboardów.

Dashboardy trafiają do prezentacji zarządowych.

Prezentacje zarządowe zapewniają mi awans.

Zostanę wiceprezesem do trzeciego kwartału.

Nadal nie wiem, co robi Copilot.

Ale wiem, do czego służy.

Służy do pokazania, że „inwestujemy w AI".

Inwestycja oznacza wydatki.

Wydatki oznaczają zaangażowanie.

Zaangażowanie oznacza, że poważnie traktujemy przyszłość.

Przyszłość to jest to, co ja powiem.

Dopóki wykres idzie w górę i w prawo.

Osobistość6piorunów

Ja tam czasem korzystam z copilota. W przeglądarce. Rozpisuje mi najczęściej regexy, bo te gówna mi prażą mózg. Czasem też zastępuje wyszukiwarkę. jedną fajną rzecz zrobił, wygenerował mi losowe ale sensowne dane do excela, jak potrzebowałem mieć zapełnioną czymś tabelę, a nei chciałem wszędzie wpisywać "d⁎⁎a d⁎⁎a".
Nadal, to nie jest warte tych setek miliardów dolców które w tym utopiono.

Pokaż więcej komentarzy (17)

Gruba ryba

w Hydepark

27piorunów

Mój stary to fanatyk twarogu.
Pół domu zajebane pudełkami, workami, wiaderkami i gazetkami z promocjami produnktów mleczarskich. W naszym 40-metrowym mieszkaniu ma specjalny pokój ze szklaną gablotą, w której trzyma swoje perełki – rzadkie, długo dojrzewające twarogi z Włoch i Francji, oraz kilkanaście opakowań Twarogu Swojskiego z Piątnicy (podobno najlepszy, ale to temat na osobny esej).
Codziennie rano, po śniadaniu (twaróg), odpala swój komputer, a na pulpicie ma tapetę z twarogiem i hasło: "Twaróg to życie". Wchodzi na portal Hejto.pl, żeby się kłócić z innymi fanatykami o wyższość Piątnicy nad Pilosem. Ma tam swój własny tag i wrzuca pod niego wpisy po 2137 znaków. Oczywiście ma też tag i w każdym poście obraża zwolenników chudego i półtłustego.
Pilos jest lepszy, bo jest bardziej kremowy! (komentarz od innego użytkownika)
O ty kutasiarzu sojowy! Usuń konto! Piątnica ma lepszy, bardziej intensywny smak! Zresztą, kremowy serek to nie twaróg, idź jeść ten swój zhomogenizowany syf pod ! (odpowiedź mojego starego)
Potrafi tam siedzieć godzinami i obrażać ludzi od "bezsmakowych jogurtowców". Jego konto na Wykopie zostało zbanowane za spamowanie sekcji kulinarnej zdjęciami twarogu i pisanie, że "każdy, kto woli żółty ser, jest zdrajcą narodowym".
Jak jest ciepło, to co weekend bierze plecak-lodówkę, pakuje ze sobą prowiant na cały dzień (oczywiście tylko twaróg: ze szczypiorkiem, na słodko, w naleśniku) i jedzie do lasu "posmakować twarogu w spokoju".
Ostatnio w nocy krzyczał przez sen: "Już po niego jadą, muszę schować ten z Piątnicy!"
Mama raz próbowała go wyleczyć. Kupiła mu wegański, sojowy serek. Stary wstał, wywalił to przez okno i powiedział, że woli umrzeć niż jeść "imitację twarogową". A potem poszedł do kuchni, otworzył lodówkę i zjadł pół kostki tłustego twarogu na surowo.
Ostatnio ze znajomymi fanatykami założyli specjalny tag, na którym chwalą się, kto ile twarogu wpierdolił. To ma być dodatkowa motywacja, do pochłaniania jeszcze większej ilości tego białego gówna.
Niektórzy fanatycy piszą nawet sonety o twarogu, ale starego to tylko wkurwia, bo uważa ich za odstępców od wiary twarogowej - mało jedzą a dużo gadają.

Tyle ode mnie. Trzymajcie się na tym

Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Perfumy

27piorunów

Kurde ale odjebałem...

Chciałem lekko przykryć nieprzyjemny zapach w toalecie, więc użyłem perfum. Sięgnąłem po Joop! Homme EDT, no żeby wziąć coś co ma szansę wygrać w tym starciu.

Ale.

Zapomniałem jaką on ma moc. I tak za zacząłem psiakać. Wiecie jak atomizer kusi jak już się zacznie nim strzelać, prawda? Do kibla prys prys prys prys prys prys, na kibel prys prys prys, pod kibel prys prys prys, do kabiny, na dywanik, na wszystkie (o zgrozo...) ściany prys prys k⁎⁎wa prys.

Gdy opanowałem się z tego amoku to do mnie dotarło cożem uczynił.

Na ten moment sytuacja jest taka że łazienka i pokój przy niej, są oficjalną strefą skażenia. Pokój ten jest zamknięty, a pod drzwi wciśnięty jest mój (co w sumie sprawiedliwe) podkoszulek. Rodzina jest rozczarowana moim zachowaniem. Żona poszła się kąpać na piętro, a ja z dzieciakami schowaliśmy się w sypialni, ostatniej wydawałoby się bezpiecznej przystani.

Problem jest jednak taki, że nie zaznam dziś spokoju, albowiem za każdym razem gdy w skutek wyczerpania od przebywania wśród toksycznych oparów pozwalam swem ciężkim powiekom zaznać oparcia, ze stanu spoczynku wyrywa mnie wizja groteskowych oślizgłych ulepowych różowych macek wciskających się szparą pod drzwiami. Także i inne zmysły nie pozostawiają złudzeń, morowe powietrze dotarło i tutaj. W swej zuchwałej ignorancji sprowadziłem na nas zagładę, bo nie mam okna w kiblu.

A co u Was?

Pokaż więcej komentarzy (9)