Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#pracbaza

Osobistość

w Dyskusje

85piorunów

BEZ PRACY NIE MA KOŁACZY

Part 14 - kelnerka w restauracji z ramenem i sushi

2019

Po ostatniej pracy w pato kawiarni, zrobiłam sobie niecały rok przerwy od zarabiania cebulionow. Głównie ze względu na zbyt dużą ilość nauki na studiach. Zwłaszcza na pierwszym semestrze magisterki, który był semestrem wyrównawczym na politechnice. Moje życie towarzyskie przestało wtedy istnieć, a o pracy zarobkowej nie było co myśleć. Dlatego też bardzo podziwiałam dziewczynę z roku, która równo jechała na kelnerowaniu co weekend. Nie wiem jak ona to robiła, no ale też była dużo bardziej kumata w nauce chemii i generalnie przedmiotów ścisłych, których było najwięcej.

Starałam się bardzo żeby uzyskać wystarczająco wysoką średnią, aby dostać się do programu Erasmus co wymuszało na mnie dodatkowy stres w postaci dobrych ocen, a nie tylko zaliczeń - mówię o tym ponieważ to będzie też istotną informacja w kolejnym wpisie w tym temacie. Generalnie dawałam z siebie wszystko. No więc po zakończeniu drugiego semestru i dostaniu się na Erasmusa, wiedziałam, że mam parę miesięcy wolnego, żeby coś tam sobie dorobić. Po znajomości dostałam pracę w lokalu z ramenem i sushi. To znaczy był jeden pracodawca i dwa lokale. Raz miałam zmianę w jednym, a raz w drugim.

No i powiem tak. Praca jak ja tamte czasy była idealna. Prawie na nic nie mogę narzekać, jedynie na siebie, no i parę niedociągnięć, które mnie jakaś szczególnie nie dotyczyły ale uważałam że były one po prostu słabe.

Zaczynając od plusów. To codziennie jako obiad pracowniczy wcinałam sobie najlepszy ramen jaki jadłam do tej pory, nic go nie przebiło i myślę, że nie przebije. Była super atmosfera, a z napiwków wyciągałam drugą wypłatę. Wiadomo wolałam mieć zmiany w lokalu z ramenem bo tam była masa ludzi codziennie i na tamte czasy ludzie stali w kolejkach żeby tam zjeść.:fish_cake: :ramen::sushi:

W lokalu z sushi było mniej ludzi i można było sobie odpocząć ale przez to mniej się zarabiało. Bardzo lubiłam te wolne chwilę przestoju gdzie można było sobie pogadać z sushimasterem, pożartować posłuchać historii, które do dziś mnie bawią jak sobie je przypomnę. Szefostwo było nie wiele starsze ode mnie i bardzo na luzie. Mieli ludzkie podejście gdyż sami pare lat wcześniej pracowali jako kelnerzy w innym lokalu i potem po prostu założyli spółkę i otworzyli dwa lokale już pod swoim brandem.

Tutaj się zatrzymam i uważam, że właśnie to jest bardzo ważne, żeby szef wiedział jak to jest pracować na niższym szczeblu i wiedzieć z czym ma doczynienia typowy pracownik. To po prostu widać jak ktoś szanuje pracę swojego pracownika. No ale też wie jak pracownicy potrafią kombinować...

Przyznam, że tutaj też panowała zasada "kto nie pije i pali, ten pilnuje sali" no i ma gorsze relacje z resztą zespołu. Wszyscy mnie tam szanowali, ale widać było, że nie jestem "swoja".

Pamiętam pierwszy szok z jedną dorywcza kucharką jaki doznałam. Przebierałam się w toalecie i nagle słyszę walenie do drzwi i tekst "długo będziesz tam k⁎⁎wa siedzieć". Oburzylam się i pomyślałam no "po⁎⁎⁎⁎na i chamska baba" ale okazało się że tak wyrażała swoją sympatię xd do każdego tak gadała i nikt nie uważał to za dziwne, taki styl bycia. - no pewno nie używała wulgaryzmów po to żeby kogoś poniżyć.

Niestety czuję, że ja trochę w tej pracy niedowozilam. O ile praca w ramenie była banalnie prosta. Wystarczyło być miłym dla klientów i nie mylić zamówień, tak w sushi były trochę bardziej skomplikowane zamówienia i wkurzał się na mnie kucharz jak ciągle zapominałam mu przynosić kamienny talerz jak ktoś zamawial kotleta xd Też nie jestem z siebie dumna, że nakrzyczałam na dostawcę jedzenia. Który coś tam sobie sprawdzał z zamówieniami gdzie ma zawieść, a ja nie niego nakrzyczałam "co robisz, zaraz mi wszystko pomieszasz" no i nie miałam okazji go przeprosić do dziś czuję wyrzuty sumienia, że nie umiałam się skontrolować bo mnie stres zeżarl i wylałam to na kogoś zupełnie postronnego.

Z głupich akcji to pracując tam zaliczyłam najbardziej żenującą sytuację w moim życiu. Do lokalu z ramenem wszedł wtedy mój ówczesny ulubiony twórca YT. Był to Dem3000, uwielbiałam jego poczucie humoru więc się podjaralam jak wszedł. Zamiast dać mu zjeść to poprosiłam go o zdjęcie. Oczywiście mnie zignorował - bardzo słusznie. Jednak później zostawił swój rysunek z podpisem dla fanki :smiley: Było to bardzo miłe z jego strony. Do dziś czuję ciary żenady, że zapomniałam o zasadzie nie przeszkadzania ludziom w jedzeniu.

Generalnie zabawne było to jak ten lokal z ramenem przyciągał ludzi, o charakterystycznym wyglądzie. A w tym przypadku fanów mangi. Kiedyś przyszła grupka dzieciaków i na zamówieniu trzeba było podać swoje imię (była to ankieta do wypełnienia z zaznaczonym ramenem i dodatkami) dzieciaki wpisały swoje mangowe imiona, które były dla mnie łamaczem języka. Więc po prostu się pytałam który ramen to jest dla kogo - pewnie byli rozczarowani.

Pamiętam też córkę z mamą, która bardzo głośno bekneła po zjedzeniu ramenu, praktycznie prosto mi w twarz i powiedziała, że tak się dziękuję za dobre jedzenie w Japonii. Jej mama zrobiła się bardzo czerwona że wstydu. Mnie to rozbawiło, fajnie że dziewczyna się nie krępowała zwykłym ludzkim odruchem, wyglądała na bardzo sympatyczną.

Zawsze mnie bawi jak sobie przypomnę to jak różnymi światami jest sala/kuchnia. Jakby się człowiek przenosił z jednego wymiaru do drugiego. Sala to pełna kulturka, wszyscy są dla siebie mili, uśmiechają się, ładnie ubrani ludzie, utopia xd. Wchodzisz na kuchnie, a tam zjarany kucharz nie ogarnia zamówienia. Idziesz do toalety, gdzie szef kuchni dopija ostatni łyk wódki, wyrzucasz papierek do kosza na śmieci i dostrzegasz test ciążowy, w oddali słyszysz jak jeden z kucharzy przegania szczury wyrzucając śmieci do kontenera na zewnątrz xd No dzień jak co dzień xd

Swoją drogą mam pełny szacunek do ludzi pracujących za garami (w sumie mam szacunek do każdego kto ciężko pracuje), warunki są trudne, zapach oleju, powietrze gęste od pary jak w saunie, mało miejsca i pewnie wiele innych trudności, których nie udało mi się zaobserwować. Akurat w tym lokalu co pracowałam okno było w kuchni bardzo duże i ciągle otwarte, niezależnie od pogody. Przez te okno też kucharze wychodzili sobie na zewnątrz zapalić czy wyrzucić śmieci.

Co do jarania to najbardziej pamiętam jak 10 razy tłumaczyłam typowi co ma być w zamówieniu, a ten z uwagą i przekrwionymi oczami patrzył na mnie i wszystko powtarzał, a potem i tak zapomniał pomylil zamówienia xd No ale lubiłam tych ludzi, wszyscy ciężko pracowali i tworzyli swoistą paczkę dobrych znajomych, którzy razem dobrze się bawili więc fajnie się ich obserwowalo mimo, że do tej paczki nie należałam

Była jednak jedna krzywa akcja, w sensie to był już moment w którym choć trochę starałam się żeby ludzie mi nie wychodzili na głowę tylko dlatego że byłam miła i cicha. Często na zmianie lądowałam z laską, która była wiecznie na kacu. Mimo apelu kierowniczki o nie przychodzenie do pracy skacowanym, nikt tego nie słuchał. Raz już była tak zjechana imprezą z poprzedniego dnia, że co 5 minut mówiła jak ja boli głowa - może od kaca, a może od tego że za⁎⁎⁎⁎la głową w grzejnik w klubie na imprezie. Więc robiła wszystko w ślimaczym tępie a ja pracowałam za nią... Ta w pewnym momencie się na mnie wydarła, że myje naczynia zamiast obsłużyć klientów (było tyle naczyń do zmywania, że nie było w czym podawać ludziom jedzenia-pani na zmywak nie przyszła) więc musiałam myć, potem sala i potem znów myć i sala. A ta chodziła i jęczała wszystkim, że ma kaca. Powiedziałam je, że się nie rozdwoje i że sama niech pójdzie do klientów, a ona że kogoś tam rozliczała z rachunku - no typowe wymówki. Powiedziałam potem kierowniczce, że nie chce być z nią już więcej na zmianie bo jest laska wiecznie skacowana i ta prośba została uszanowana.

W zasadzie największy problem był właśnie z osobami które miały przychodzić na zmywak, nie było nikogo stałego do tego zajęcia i przez to kelnerki musiały brać to na siebie, a jak już ktoś przychodził to często ta osoba wyglądała jakby była od czegoś uzależniona (to samo co było w arabskiej restauracji) i też była ta sama smutna sytuacja że pani, ze zmywaka wyjadala resztki z talerzy, mimo, że dostała by od kuchni jedzenie jakby tylko powiedziała, że jest głodna 😒

Druga krzywa akcja to to, że chyba nikt tam nie miał umowy o pracę oprócz kluczowych kucharzy, a i z tym było ciężko. W sushi pracowała kelnerka od 2 lat i co chwile prosiła o UoP a jej przesuwali obietnice ciągle na kolejne terminy. Laska miała zamiar tam pracować, ale nie chciała lecieć ciągle na zleceniowce, była odlewana, choć rozumiem to bo w gastro ciężko o pracownika, który nie znika bez powodu więc też się właściciele wycwanili i przestali dawać umowy ... Albo może zawsze tak było?

Podsumowując bardzo dobrze wspominam to miejsce pracy, jedynie weekendy były niesamowicie trudne i wykańczające fizycznie ,że musiałam po takiej zmianę odsypiać prawie cały dzień. Jako praca dla młodych ludzi super, jednak z wiekiem to ciężko mi sobie wyobrazić taka pracę np w wieku 30+ lat.

Było to pierwsze miejsce pracy gdzie właściciel traktował po ludzku swoich pracowników tak samo kierownicy i już sami pracownicy byli wobec siebie normalni. Dzięki tej pracy odzyskałam wiarę w to, że można mieć miejsce pracy które cię nie wkurwia na samą myśl o przysłowiowej niedzieli wieczór :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (4)

Osobistość

w Hydepark

16piorunów

Poszukiwani ochotnicy na niebezpieczną wyprawę (tak zaczynało się kiedyś ogłoszenie badacza Arktyki, kapitana Fram F. Nansena).

Potrzebuję człowieka na 4-5 dni zapewne od tego weekendu, sam weekend też wchodzi w grę, albo od poniedziałku do położenia kabla sterowniczego pod dachem hali. Praca na zwyżce a hala w Nałęczowie ale mogę zabrać z Wawy czy po drodze i odwieźć.
Wymagany brak lęku wysokości, obsługa wkrętarki, komunikatywny polski, może być w dialekcie budowlanym.



Gx


Pokaż więcej komentarzy (9)

Osobistość

w Gównowpis

164piorunów

Kiedy przychodząc do roboty widzisz obok budynku gości z koparką, a po 15 minutach przestaje działać internet.

Autorytet50piorunów

W poprzedniej robocie ogarniałem różne restauracje od strony IT. W jednej kiedyś padł serwer od systemu sprzedażowego. Przyjechałem na miejsce, połowa pracowników namawia mnie żeby dał sobie spokój to pójdą do domu. Co samo w sobie już było głupie bo każdy na umowie śmieciowej i wolny dzień to bezpłatny dzień. W każdym razie jak szefostwo podjęło decyzję, że mają pracować "na karteczkach" to mnie błagali żeby to ogarnął jak najszybciej bo już nie wyrabiają.

Pokaż więcej komentarzy (8)

Gruba ryba

w Hydepark

35piorunów


Przeklęta niemiecka klawiatura xD
Oszaleje kiedyś przez te 2 literki

Sum4piorunów

Sprężyna gejowa... Gdzie pracujesz? 😁

Znaki specjalne też mają niemiaszki super rozmieszczone. Przesiadam się często między qwertz i qwerty, i dalej nie jest to odruchowe.

Pokaż więcej komentarzy (9)

Gruba ryba

w Hydepark

12piorunów

No i c⁎⁎j, no i cześć. Kolejny cykl korzystania z przepychu Dla biedaków pora zacząć. Priority i pierwszy rząd wizzair.

@rith tanio bilety do Turku można wyrwać z Gdańska

Lider1piorunów

@jarezz nie kupuj pierwszych 1-3 rzędów w wizzair/ryanair. W tych pierwszych rzędach często jest cudowanie z walizkami, bo mniej miejsca, a jeszcze często 1 schowek jest ewakuacyjny i albo obsługa sapie nawet jak to jest twoje miejsce albo nie robi nic i masz miejsce w 2 rzędzie i walizkę w 4, bo ci nicponie zapchały i powodzenia przy wysiadaniu wtedy.

Chyba, że chcesz to więcej miejsca na nogi to spoko, chociaż ja nie chciałbym 1 rzędu po lewej z widokiem na obsługę. dx

W ogóle piszesz o wizzair, to ostatnio zrobili dark pattern na wybór i trzeba przescrollować fest żeby móc wybierać miejsca w dalszych rzędach, może padłeś ofiarą. XD

Pokaż więcej komentarzy (4)

Sum

w Hydepark

12piorunów

Pytanie do osób pracujących w mniejszych firmach - jak u was wygląda sprawa zamykania budynku, i uzbrajania alarmu? Odnoszę wrażenie, że u mnie jest to jakaś patologia.

Sytuacja jest taka: Budynek firmy całkiem spory, dwa segmenty biurowe + produkcja z magazynem. Ci ostatni mają sztywne godziny pracy, 15:30 i idą do domu. Ale zostaje około 30 osób z biur - wszelakich inżynierów, managerów, etc. Oni, w tym ja, mają elastyczne godziny pracy, mogą siedzieć w robocie do 19. Zamknięcie budynku, i uzbrojenie alarmu przypada ostatniemu pracownikowi, który wychodzi z budynku. I tu zaczyna sie sajgon.

Teoretycznie wystarczy rzut oka na liste obecności w intranecie. Ale np. managerowie nie mają obowiązku odbijania karty. Do tego, część osób notorycznie zapomina się wbić/odbić -> ta lista jest w praktyce bezużyteczna. Kończy się to tym, że ktoś, kto domniema, że jest ostatni, chodzi po przepastnym budynku w ciemnościach, i drze pysk "zamyyykaaam, czy ktoś jeszcze tu jest, haaaalo". To samo w sobie jest głupie, i jednocześnie zawodne. Niektóre miejsca są głośne przez maszyny pracujące 24h, a zakamarków jest zbyt dużo, by wszędzie fizycznie sprawdzić, czy ktoś tam jest.

Fałszywe alarmy są non-stop, bo ktoś kogoś "zamknął" w budynku, a sam system wydaje się być debilny. Jak sie to robi dobrze?

Tytan11piorunów

@MuojemuKotu Ten system nie wydaje się debilny. On jest debilny oO

Nie dość, że niewygodny, brak możliwości rozliczenia gdy ktoś "zapomni" uzbroić przed włamaniem, to jeszcze pewnie pół firmy zna hasło po prostu do rozbrojenia alarmu? 😉

Prawidłowo - dodać do kontroli dostępu bramki na każdym wejściu. Bez karty nie wejdziesz, każdy się odbija (nawet gość). System zlicza ilość ludzi w środku, jak zero to wysyła sygnał uzbrojenia. Tutaj dużo zależy co aktualnie macie za system, ale nawet jeśli sam nie wspiera to pewnie da się zrobić jakąś protezę. https://www.bramkiobrotowe.eu/katalog/system-kontroli-dostepu/autorska-kontrola-dostepu/program-software/system-liczenia-osob/

Proteza na szybko i tanio (niekoniecznie dobrze) - wstawić kamerę z liczeniem osób. Wychodząc patrzysz na ekran czy jesteś ostatni, jak tak to uzbrajasz. https://ivel.pl/blog/system-kontroli-liczby-osob-w-obiekcie

PS: Jak macie 30 ludzi w biurze + produkcja to to wcale nie jest mała firma 😛

System liczenia osóbSystem liczenia osób w obiekcie i blokada wejść Sytuacja na świecie związana z wybuchem pandemii COVID-19, choroby wywołanej przez nowy korona-wirus SARS-CoV-2, dotknęła wszystkie kontynenty. Jednak ostatnie dni pokazały, że w niektórych krajach, liczba przypadków chorych na COVID-19 spada, a rządy częściowo pozwalają na otwieranie centrów handlowych i małych sklepów. Aby zapobiec rozprzestrzenianiu się …Bramki Obrotowe - kontrola dostępu
GURU3piorunów

Ten system jest całkowicie debilny i nie ma żadnego sensu.
Do przełożonych nie dotrze nic dopóki nie będą mieli osobistego problemu z tą kwestią.
Zachęcam do celowego uzbrajenia systemu bez szczegółowego sprawdzania budynku tak żeby non stop były alarmy I może wtedy coś dotrze do tych debili.

Pokaż więcej komentarzy (10)

Lider

w Hydepark

60piorunów

dzisiaj miałem swoją pierwszą rozmowę rekrutacyjną w całości po angielsku

(etap 1/3)

jak zwykle rozumiałem 90% a język plątał mi się jak żyd po pustym sklepie

coś tam nadukałem

zaprosili dalej

ogólnie to klęska urodzaju bo będą o mnie "walczyć" jeszcze dwa korpo :upside_down_face:

ofc każdemu mówię, że konkurencja daje więcej

XDDDDDDD

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fanatyk

w Hydepark

90piorunów

Jakiś czas temu pisałam o swojej pracy sprzątaczki i obiecałam @sireplama że opiszę swoją przygodę z pracą w pizzerii. Zapinajcie pasy, bo oto wzięło mnie na pisanie xD

i podepne się też pod

*

Czasy przed rozpoczęciem kariery sprzątaczki były jeszcze bardziej szalone.

Mieszkałam wtedy z rodzicami, więc posiadanie pracy nie było jeszcze krytyczne.

Od poprzedniej roboty, z której mnie wyjebali minęło kilka miesięcy pasożytowania, w dzień spałam a w nocy czytałam joemonstera, wykop i rysowałam.

Ale nie było na fajeczki i imprezy więc trzeba było zacząć wstawać wcześniej i dźwigać większy ciężar.

Odezwali się do mnie z pewnej sieciowej pizzerii, a że pizza to już wtedy było moje love to ochoczo poszłam na rozmowę.

Do tego nie było to zwykłe stanowisko na zmywaku tylko jako SZEF ZMIANY.

W myślach już liczyłam mamonę i wyobrażałam sobie swoją karierę menagerską.

Nie ważne, że w ogóle się do tego nie nadawałam, ale wtedy jeszcze wierzyłam, że chcieć znaczy móc.

Na rozmowę poszłam w kanciastej koszuli, czysta i pachnąca, jakbym nigdy nie była tym trollem nierobem z poprzednich miesięcy.

Rozmowa miała się odbyć w jednej z pizzerii (na tamten czas było ich kilka we Wrocławiu).

Na miejscu okazało się, że nie jestem jedyną kandydatką zaproszoną na to spotkanie xD było nas chyba z 10 osób, zrobili nam wstęp na temat pracy, warunków i wymagań, gdzie już kilku kandydatów zostało odsianych, bo jak możecie się spodziewać, nie była to praca marzeń xD

Mieliśmy do wykonania jakieś testy na kompetencje i inne bzdety, które miały odsiać kolejnych osobników. Na końcu obiecali, że się odezwą i wręczyli nam kupon ze zniżką do wykorzystaniu w lokalu.

I oto zdarzył się cud, przeszłam pierwszy etap! Zaprosili mnie na kolejną rozmowę, tym razem już w lokalu, w którym potencjalnie miałam pracować.

I to spotkanie poszło wyjątkowo dobrze, co zaowocowało moim awansem z bezrobotnej kanalii na potencjalnego SZEFA zmiany.

A dlaczego potencjalnego? Bo to była poważna firma, pizza sirius biznes i to nie tak hop siup, że wbiję do lokalu jak do siebie i będę wydawać rozkazy niższym karaluchom, bo od pozycji karalucha miałam startować aby nauczyć się thug life w pizzerii.

Pizzeria nie była duża, położona na obrzeżach Wrocławia, na szczęście dojazd miałam dobry, nawet nocnymi, bo często zostawało się dłużej.

Oczywiście na początek minimalna krajowa, po czym po zdaniu EGZAMINU na SZEFA zmiany, podwyżka o jakieś 200 zł brutto. Niestety nie dane mi było spróbować jak smakują te lepsze parówki z biedronki, ale o tym później.

Oprócz pizzerów, pracowała tam szefowa lokalu oraz tymczasowo szef zmiany, którego miałam zastąpić. Kierownikiem był ziomek, który posiadał kilka lokali, nasz był najmniej dochodowy i rzadko u nas bywał.

*

Na początek dostałam gruby plik ze wszystkim czego miałam się nauczyć do egzaminu, były tam informacje o wagach kulek, składnikach, datach ważności, no wszystkim co powinnam wiedzieć, w bardzo szczegółowej formie. Zaczęłam od nauki obsługi kasy i kręcenia placka, nie było to nic trudnego więc trzeba było przejść do bardziej skomplikowanych zadań jak zamawianie towaru na podstawie analizy jego schodzenia, przyjmowanie towaru, otwarcie i zamknięcie lokalu, sprawy pracownicze oraz odbieranie telefonów z zamówieniami.

*

Dlaczego wymieniłam to ostatnie? Ponieważ miałam (i do dziś częściowo mam) problem z rozmową przez telefon. A doliczając do tego fakt, że taka rozmowa wymagała wypowiedzenia skomplikowanej formuły na podstawie algorytmu tego co powiedział klient, to był dla mnie koszmar i autentycznie bałam się tego, aż będę musiała zacząć odbierać te telefony.

Oczywiście formułek nauczyłam się na pamięć, ale w sytuacji stresowej naturalnie moja pamięć łapie errora.

Ale stało się, telefon zadzwonił akurat w chwili, gdy koleżanka była zajęta i spojrzała na mnie wymownie (wszyscy widzieli, że unikam telefonu jak ognia). Oczywiście wyszła klapa i kompromitacja, może i przyjęłam zamówienie, ale formułkę totalnie zjebałam, klient nie został poinformowany o hiper promocjach i nie doszło do próby wciśnięcia dodatkowej sałatki do zamówienia. Ledwo odłożyłam słuchawkę, dzwoni znowu, ten sam głos, ale przedstawia się jako kierownik i dostaję zjebę, że nie poprowadziłam rozmowy należycie xD no nie powiem, trochę mnie to wkurwiło robić takie podchody, co dało mi kopa motywacyjnego do wypadnięcia następnym razem lepiej niż ustawa przewiduje. Finalnie się udało, ale telefonu wciąż unikałam xd

*

Pewnie myślicie, że pracując w pizzerii spełniło się moje marzenie o żywieniu się wyłącznie pizzą. Haha, co prawda w ramach pracowniczych benefitów mogłam zrobić sobie raz dziennie małego placka z sosem i serem za 3,50 zł (za dodatkowe składniki płacić musiałam normalnie), ale wcale nie dawało mi to wymarzonego szczęścia, bo pizza była najzwyczajniej ch⁎⁎⁎wa. Nie wiem czy to była kwestia słabych składników czy ciasta, ale wielokrotnie w przerwie na szamę, zamawialiśmy placki z pizzerii nieopodal. Ja nie wiem jak ludzie mając wybór, decydowali się na tą sieciówkę.

*

Co do samej pracy to do najprzyjemniejszych nie należała. Zwykle miałam drugie zmiany bo jak już byłam tylko ja i kierowniczka z ekipy zarządzającej to musiałam być zawsze kiedy jej nie było albo przysługiwała jej pierwsza zmiana. Jedynki były fajne, bo niewiele się z rana działo, a otwarcie lokalu to był banał i mógł to zrobić szeregowiec. Dopiero od drugiej połowy dnia zaczynał się sajgon, a zamknięcie lokalu było tematem najgorszym.

Że weekendy w pizzerii są intensywne to nie muszę mówić. Opowiem za to jakie fajne było zamknięcie lokalu.

Był na to z góry określony czas, powiedzmy, że ostatnie pół godziny zmiany. Pracownicy wtedy sprzątali lokal a ja siedziałam w biurze o wielkości metra kwadratowego i robiłam rozliczenia.

Trzeba było zważyć ile składników zeszło, sprawdzić czego zabrakło, rozliczyć kasę, pracowników którzy zajmowali się dostawami, wszystko musiało być logiczne i system nie pozwalał zdać raportu i zamknąć lokalu jeśli były jakieś nieprawidłowości. A jeśli były to trzeba je było rozwiązywać. Zamknięcie lokalu nigdy nie przebiegło u mnie w wyznaczonym czasie, a co jeśli go przekraczałam? Siedziałam za darmo i walczyłam z systemem. W przeciwieństwie do szeregowych, nie miałam tam nadgodzin, to że siedziałam dłużej niż trzeba to moja wina, bo powinnam już to wszystko umieć rozwiązać xD a nie dało się rozpocząć raportu przed określonym czasem aby się wyrobić bo system nie pozwalał xD

*

Z heheszków to któregoś wieczoru wychodząc z lokalu, zapomniałam uzbroić alarmu. Byłam już na mieście ze znajomymi, kiedy kierowniczka zadzwoniła, że miała telefon z ochrony dlaczego alarm o tej godzinie jeszcze nie włączony xD Tata musiał mnie ratować, bo przecież z szefowej pensji nie stać mnie było na taksę, i pośród nocy odbierał mnie z centrum i wiózł na zadupie abym włączyła ten cholerny alarm xD

*

A tak poza tym to pracowali ze mną różni dziwni ludzie i jeden złodziej. Ale zabawa początkowo była wyborna.

Często po zakończeniu wieczornej zmiany, zostawaliśmy dłużej w lokalu, lał się browar i jarał joint. Prawdopodobnie jeden z dostawców nie czekał z jointem do końca zmiany, ale nic nie udowodniliśmy. Poza tym, mimo że ziomek notorycznie 'gubił' hajs za dostawy (zapisywaliśmy na kartce a potem ściągało mu się to z wypłaty), kierowniczka go trzymała bo nikt inny nie chciał u nas pracować xD raz mnie wkurwił z krętactwem do tego stopnia, że dostałam pozwolenie na wystawienie mu wypowiedzenia umowy. Oczywiście, po kilku dniach kierowniczka błagała MAĆKU (imię zmienione) WRUĆ, bo ostatni ostały dostawca nie wyrabiał z zamówieniami.

Inni też byli dobrzy.

Jedna typka dojeżdżała z wiochy koło wro autem, bo inaczej się nie dało. Oczywiście nie stroniła od pozmianowych używek, po czym wsiadała do auta i wracała na⁎⁎⁎⁎na. Za mojej pracy tam, tylko raz po drodze za⁎⁎⁎⁎ła w słup.

Natomiast kierowniczka to była taka, hmm, grzeczna paniusia, ale widać znudzona życiem.

Chętnie bawiła się z nami po godzinach i przymykała oko na wiele rzeczy, liczył się tylko supervisor, który czasem nas odwiedzał, to była jej sekretna miłość i potrafiła cały dzień o nim pi⁎⁎⁎⁎lić. Noo, chyba że akurat odwiedzał nas jej mąż to robiła się dziwnie cicha.

Były jeszcze dwie laski, takie całkiem spoko, lubiłam je.

*

Wspomniałam o złodzieju wcześniej, pewnie pomyśleliście, że chodzi o Maciusia dostawcę. Otóż nie i tak na prawdę nie mogę na 100 procent powiedzieć, kto. Ale się domyślam.

*

Oczywiście jako szef, odpowiadałam za kasę. Nie pamiętam dokładnie jak to było ze szczegółami, ale załóżmy że kiedy uzbierało się 1000 zł w kasie, to miałam je zanotować, włożyć do podpisanej moim nazwiskiem koperty, oraz zanieść od razu do sejfu, do którego dostęp miałam tylko ja i kierowniczka. W rzeczywistości nauczono mnie mieć na to lekko wyjebane i całość składało się w koperty na koniec zmiany i hurtem zanosiło do sejfu.

Jak już mówiłam, końce dnia były bardzo intensywne pod względem zamówień i formalności. Pewnego razu pod natłokiem roboty, przyjęłam propozycję koleżanki (co pisałam że ją lubię) aby za mnie zaniosła do sejfu koperty z kasą.

Pewnie co było dalej, mówić nie muszę.

Sejf był opróżniany przez uprawnione osoby z zewnątrz raz na jakiś czas. I potem gdzieś w centrali było to przeliczane, czy jest zgodne z raportami.

Pewnego dnia przychodzę do pracy, a tam czeka na mnie supervisor i kierowniczka z nie zachęcającymi minami.

Okazało się, że w sejfie brakowało jednej koperty na moje nazwisko i że muszę zwrócić kasę.

Była to kwota, która pokrywała prawie całe moje miesięczne zarobki na ten czas, a ledwo dostałam pierwszą wypłatę po podwyżce o 200 zł xD

Cóż mogę rzec, rozryczałam się tam jak po⁎⁎⁎⁎na, tłumaczyłam że to nie ja jestem złodziejem, że popełniłam błędy ale kraść to nie ja. Oczywiście wiedziałam że jestem w d⁎⁎ie, sprawa nie do udowodnienia, brak kamer itp, poza tym złamałam regulamin pozwalając koleżance odnieść te koperty.

I tak zakończyłam moją cudowną karierę. Z miejsca rzuciłam papierami i więcej się tam nie pojawiłam.

Dostałam za to bardzo cenną nauczkę od życia, dzięki której niczego podobnego już nie odwaliłam.

Osobistość6piorunów

Świetna historia, eh te zamykanie sklepow/restauracji w sumie zapomniałam o tym wspomnieć w swoich historiach ale tak liczenie kasy to najgorsza rzecz ever xd

Pokaż więcej komentarzy (20)

Gruba ryba

w Hydepark

209piorunów

Pisałem już tu kiedyś, że mojej firmie odpierdzieliło na punkcie używania AI do wszystkiego. Postanowiłem tego użyć jako broń przeciwko ludzkości :D

Mamy takie narzędzie jak Langdock - taki korporacyjny AI do używania Claude, robienia prostych agentów i automatyzacji. Nakarmiłem go dokumentacją związaną z dobrymi praktykami dla naszych wdrożeniowców, bo skoro mogą już sami, bez konsultacji z developerami i designerami robić frontend i korzystają przy tym z tego narzędzia, to niech chociaż to narzędzie wypluwa im coś zgodnego z jakimiś podstawowymi zasadami, którymi dotąd się kierowaliśmy.

No i ostatnio była w firmie afera, bo jeden klient nie był zadowolony z tego, co ci wdrożeniowcy zrobili (żodyn się nie spodziewał, że frontend robiony przez ludzi bez doświadczenia będzie kiepski, żodyn), no i opiekunka klienta przyszła do mnie, żeby na cito to poprawić. Nie lubię z nią pracować, bo zawsze przychodzi na ostatnią chwilę i czasem czekam miesiąc na to, żeby dała znać, czy coś, co zrobiłem, jest ok, następnie zapominam o sprawie, a potem, na tydzień przed terminem, ona wyskakuje z jakimiś radykalnymi zmianami. Przeczuwałem, że tu będzie podobnie. No, ale poprawiłem, oddałem. Dziś przyszedł feedback od niej, że nie do końca jej to odpowiada, bo - i tu wysłała słowo w słowo całą listę punktów z mojej listy dobrych praktyk którą sam rok temu napisałem i wrzuciłem na confluence, a miesiąc temu wrzuciłem jako kontekst do jednego ze skillów do naszego ejaja :grinning: Zupełnie jakby zrobiła screenshot i napisała "powiedz mi co tu jest nie tak", a że screenshot był niewyraźny bo obejmował pewnie kilkanaście zaprojektowanych ekranów, to wypluł generyczną odpowiedź :D

Postanowiłem umilić sobie piątek i odpowiedziałem jej, że bardzo mi miło, że korzysta z mojej własnej dokumentacji przy ocenie naszej pracy, bo po to powstała, i cieszę się, że moja praca nie poszła na marne. Następnie odniosłem się do każdego punktu, pokazując na screenshotach, że wszystko jest dokładnie zrobione jak należy, a na koniec poinformowałem, że dodaję jej i mojego szefa w kopii, aby upewnić się, że jesteśmy zgodni co do wymagań i oczekiwań klienta i aby uściśliła, co dokładnie miała na myśli kiedy wskazywała powyższe problemy. :D

To będzie dobry piąteczek :D

PS: Na zdjęciu po lewej stronie to ja, chwilę przed wysłaniem maila :D


Pokaż więcej komentarzy (50)

Fenomen

w Hydepark

9piorunów

W nawiązaniu do tego wpisu, dziś wyplusowanego przez was ładnie:

https://www.hejto.pl/wpis/zlozylem-cv-do-firmy-jako-menadzer-choc-moje-kwalifikacje-nie-byly-quot-wystarcz

Dzwonił właśnie bezpośrednio CEO firmy, żeby mnie lepiej poznać. I przeprowadził ze mną przez tel 45-minutową rozmowę. I mówi, że decyzja jednak na początku przyszłego tyg XD

K⁎⁎wa 4 etapy rekrutacji, żeby dostać pracę, prawie jak konkurs jakiś XD

Fanatyk1piorunów

Ja j⁎⁎ie, ja chyba w jakiś złych korpach pracuję. Co prawda pierwsza firma to był januszex, ale dwie kolejne to korpo "liderzy rynku" i za każdym razem to było jakoś nie więcej niż godzina pierdolenia do zatrudnienia. W każdej spędziłem co najmniej 4 lata.

Autorytet

w Hydepark

37piorunów

Efektem moich poszukiwań pracy w obszarach techniki/mechaniki/przemysłu jest taki odzew że ja pi⁎⁎⁎⁎le xD
Tylko we wtorek siedząc w wannie w ciągu 15 minut dostałem 3 telefony z zaproszeniami na rozmowę(akurat telefon miałem obok bo podcastu słuchałem). Gadałem też ostatnio ze znajomymi ze środowisk przemysłowych i wygląda na to że znaleźć osoby z umiejętnościami manualnymi i doświadczeniem w sprawach technicznych jest na tyle trudno że chyba niedługo się jak w WH40K kasta tech-kapłanów wytworzy.

Fenomen4piorunów

@Merkury budujące słowa, kiedyś jak odrzuciłem jedną ofertę pracy to dyrektor oddziału mówił że o ludzi którzy mają zdolności manualne i jakiś zmysł techniczny będzie coraz trudniej. Oby tak było bo kiedyś pasuje się wyrwać zza biurka.

Pokaż więcej komentarzy (16)

Fenomen

w Hydepark

15piorunów

Złożyłem CV do firmy jako menadżer, choć moje kwalifikacje nie były "wystarczające" w rozumieniu doświadczenia w CV od strony zarządczej. Ale jednak sporo obowiązków z obecnej pracy było wymuszonych pod kątem koordynowania.

Przeszedłem 1 etap rozmowy

2 etap rozmowy, zaprosili mnie jeszcze podczas jej trwania na 3

3 etap bardzo konkretne zadania z układaniem procesów itd, zrobiłem to na wiele stron A4

i tak se czekam. Jak mnie nie wezmą, dalej tkwię w chujni w której jestem. Jeszcze 1 CV na obiecującą ofertę wysłałem, gdzie się mogą odezwać. A tak to d⁎⁎a. Pocieszam się chyba tylko tak, że chociaż urlop będę miał i wakacje wykorzystam do jesieni, jeśli zostanę tu gdzie jestem. Bo tak z grubej rury musiałbym zapierdalać od lipca.

W sumie mam jeszcze 29 lat (pod koniec roku 30), więc to dość młody wiek jak na bycie menadżerem w kilkukrotnie większej firmie niż ta w kóorej obecnie poracuję i jest mi mega miło, że mnie docenili i doszedłem tak daleko.

Gorzej, że tym sobie nakarmię ego na 5 minut w razie "ładnej odmowy" i docenienia mnie, a potem dalej będzie lipa :(

W ogóle skumajcie, że śmiałem się kiedyś z tego jaką mgr zrobiłem "Zarządzanie" ze specjalnością marketingow, a teraz wychodzi, że pracuje w tym kilka lat i wiedza nawet ze studiów przydatna XD (pracuję w branży IT/E-Commerce/Marketing jako handlowiec b2b). Bekę miałem też z przedmiotu "zarządzanie procesami" a teraz układam procesy i w c⁎⁎j przydatna jest dla mnike ta wiedza, nawet szukam jakichś materiałów ze studiów na mailu XDDDD Jak widać żadne studia nie są do d⁎⁎y, tylko do d⁎⁎y są ludzie.

Ehh w sumie jeszcze jestem młody i mam czas, ale to byłoby dla mnie mega wyróżnienie, bo stanowisko oznaczone jako dyrektor/c-level i ludzie pod sobą. Żaden z moich znajomych w tym wieku tak nie pracuje


Nie nastawiam się ni c⁎⁎j, czuję że odmówią bo znajdzie się ta jedna osoba, która ma po prostu większe doswiadczenie, a praca zdalna to konkurencja ogólnopolska. Ale miło mi, że ktoś mnie docenił, gdzie u mnie w firmie wszystko co wymyślam idzie w tekst "kiedy indziej", "tak, to trzeba zrobić, jak będzie czas", "ok, fajny pomysł, ale nie teraz"/

GURU8piorunów

Nigdy nie obawiaj się tego że masz nie dostateczne doświadczenie na posadę na którą aplikujesz i tak samo nie bój się kolorować tego co wiesz bo uwierz mi że dużo głupsi ludzie zajmują dużo wyższe posady niż ty się starasz.
Kiedyś nawet miałem znajomą która dosłownie zmyśliła sobie większość swojego CV a potem poszła do pracy gdzie i takie musieli przeszkolić i finał był taki że szybko podłapało robotę i potem przy każdej kolejnej rekrutacji też ściemniała bo tak wygląda proces rekrutacyjny w tym kraju i nie pochwalam takiego zachowania ale jeżeli troszeczkę podkolorujesz siebie to naprawdę nic złego się nie stanie.

Lider4piorunów

@Lopez_ z doświadczenia powiem Ci, że zarządzanie w firmach to nie jest coś, co wymaga ogromnego doświadczenia, a w głównej mierze kompetencje da się zweryfikować na rozmowie o pracę. Prawie każda firma i tak wysyła swoich nowych menedżerów na szkolenie z zarządzania jej sposobem.

Ten rok jest też dość średni pod kątem szukania pracy, więc jeśli masz szansę przeczekać kilka miesięcy w obecnej pracy, to polecam. Bo rynek jest straszny, ale niedługo się zmieni na lepsze :)

Trzymam kciuki, powodzenia :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (8)

Gruba ryba

w Hydepark

51piorunów

Od jakiegoś czasu intensywniej szukam roboty, bo mam dosyć mojej obecnej (w której btw już jest plan kolejnych zwolnień, ale wszystko jest robione za plecami szaraczków takich jak ja).

No i biorę sobie udział w rekrutacjach, ostatnio dużo ofert dostaję na linkedinie, więc cały czas się coś dzieje w temacie.
No i odezwał się do mnie rekruter, przedstawił pracę, wysłał ogłoszenie, ja mu dałem cv, no szło to w dobrym kierunku.

Pierwsza rozmowa, z tym rekruterem. Wszystko było piko belo, firma i praca mi się podobała, ja chyba również zrobiłem dobre wrażenie. Przychodzi do omówienia warunków finansowych, rekruter mówi stawkę, ja mu na to, że za tyle to nie, nie będę zmieniał pracy na gorzej płatną, chcę 30% więcej niż to co firma oferuje. Rekruter na to "ojej, on porozmawia z firmą i do mnie wróci, może system premiowy podciągnie to wynagrodzenie".

Po dwóch godzinach rekruter wraca do mnie "Dobra informacja kierowniku złoty, będziesz zarabiał tyle ile chcesz". Ja na to "super, w takim razie jestem zainteresowany". No i zostałem zaproszony na rozmowę do siedziby firmy.

Przyjeżdżam do siedziby firmy. Na rozmowie jestem najlepszą wersją siebie, bo naprawdę dobrze to wszystko wygląda i chcę zmienić pracę. Rozmowa się kończy i przechodzimy do finansów. Mówię, co ustaliłem z rekruterem, a dyrektor z firmy rozkłada ręce i mówi "no tyle to Panu nie zaoferujemy, mamy sztywny budżet". No i c⁎⁎j xDDD

Po co było marnować czas tak wielu ludzi? Nie wiem (chociaż może się domyślam, rekruter był rozliczany z kandydatów, którzy trafią na rozmowę do firmy, a nie zostaną zatrudnieni?). Po wszystkim dowiedziałem się, że firma prowadzi rekrutację na to stanowisko od prawie roku, nikogo nie mogą znaleźć, a większej kasy jak nie znaleźli tak nie znaleźli. No jajka.

Pokaż więcej komentarzy (4)

Gruba ryba

w Hydepark

6piorunów


Jeśli ktoś mi powie ze automotive jest w kryzysie to zdzielę z płaza xD
Czizas..

JesCze byd przyjechało na wizytacje szukając dostawcy xD

Mistrz2piorunów

@Bjordhallen pytanie które automotive xd ale jak marki europejskie sprzedające gotowe auta to możesz mi wy⁎⁎⁎ać

Gruba ryba1piorunów

@maximilianan Audi, VW, mocno cisną o produkcję ponad flex ;O
Dodatkowo Volvo do Kosice i BMW produkcja w Europie na rynek USA i Chiny ;O
No i teraz BYD Węgry i AOU zaczyna coś szukać europejskiego

Mistrz1piorunów

@Bjordhallen ciekawe o co chodzi bo w Niemczech jest wybitny gnój pod tym kątem xD coś czuję, że tutejsi geniusze biznesu znów wpadli na super pomysł jak w covidzie i zaraz znowu się zesraja na miętowo.

Mistrz1piorunów

@Bjordhallen ja nie, bo póki co to moja branża, a szukam pracy XD no ale jak nic próbują zagrać tak jak w covidzie - wtedy zmniejszyli wolumen i podnieśli ceny, teraz chcą po prostu zwolnić ludzi, żeby wyszło na to samo przy mniejszych kosztach.

Jebane debile XD

Pokaż więcej komentarzy (14)

Osobistość

w Dyskusje

15piorunów

Drodzy elektrycy, wszystkiego najlepszego w dniu Naszego święta

Pokaż więcej komentarzy (3)