Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#pracbaza

Osobistość

w Dyskusje

69piorunów

BEZ PRACY NIE MA KOŁACZY

Part 10 - kelnerka w arabskiej restauracji

2017

Po rozpoczęciu 5 semestru studiów od razu zaczęłam szukać jakieś pracy, padło na bycie kelnerka w restauracji z czymś co bym nazwała arabską kuchnia i możliwością zapalenia sobie Shishy.

Praca standardowo płatna, najniższa krajowa plus napiwki, oczywiście bez umowy xd Bardzo polubiłam ta pracę. Na prawdę był tam świetny klimat. Lokal miał cudownie przytulną atmosferę. Był mały ale i tak niestety nie wypełniał się klientami. Pamiętam taki dzień jak na mojej zmianie dosłownie nie było żadnego klienta, wtedy zdałam sobie sprawę, że długo tutaj niezagrzeje. Moje przypuszczenia się sprawdziły bo po 4 miesiące pracy, moja kierowniczka musiała mnie zwolnić bo nie miała kasy na wypłatę dla mnie. Parę miesięcy później lokal się całkowicie zamknął, a właściciel go sprzedał.

Prócz bycia kelnerką, byłam też barmanką i testerka Shishy xd więc nudy nie było. Co prawda w tygodniu prawie nigdy nic się nie działo, za to na weekend zdarzyło się całe obłożone niewielkiej sali.

Pracowałam z dwoma dziewczynami plus kierowniczką, która też kelnerowala. Były na prawdę spoko. Co prawda one lubiły sobie chlapać po zmianie na odchodnego, ja niestety nie i to też trochę sprawiało że nie do końca czułam się tam swoja. No ale były dla mnie dziewczyny bardzo miłe. Było mi też miło jak do tej restauracji ze względu na mnie przychodzili moi znajomi. Choć nie ukrywam dość zabawne było pokazanie się przed nimi w chuście na biodrach jakbym była tancerką z Bollywood xd.

Pierwszy raz też dowiedziałam się pracując tam co to jest "U-bot" w żargonie alkoholowym. Przychodził taki stały klient który zamawiał tylko to i potem zostawiał 10 zł napiwku. Nie wiele mówił, mam wrażenie że przychodził tam po prostu się odstresować i z nikim nie gadać. Byla też parka kolesi, przyjaciele jednej z kelnerek, którzy dość regularnie do niej przychodzili na zmianę "poplotkowac". Mieli dość stereotypowy humor "gejów" z komedii romantycznych, czyli bez wtrącenia co drugie słowo "kochanaaa!" by się nie obeszło. Też ich bardzo polubiłam, umilali czas na zmianie.

Niestety byli i też tacy stali klienci, którzy niespecjalnie dobrze się zachowywali. Była parka lasek, ktore po jednej akcji dostały zakaz wstępu do restauracji. Wraz ze znajomymi mocno się upiły robiąc hałas, który przeszkadzał innym gosciom. Prośby o uciszenie nie pomagały. W końcu jedna z lasek do swojej dziewczyny na cały głos wypaliła "ALE MI SIĘ R⁎⁎⁎AĆ CHCE" i poszły obie do kibla z którego dobiegały ich jęki.

Plusem tej pracy było to, że obiad był za darmo. Dla każdego pracownika, mimo to kiedyś zobaczyłam jak pani na zmywaku dojada resztki z talerzy po gościach. Zrobiło mi się wtedy bardzo przykro ponieważ była to dziewczyna zatrudniona dorywczo i widać było, że jest od czegoś uzależniona 😒 zresztą podoba sytuacja była w kolejnej restauracji w jakiej pracowałam.

Również fajne było, to że nie było tam rygoru na zasadzie udawaj, że pracujesz lub oczekuj na klientów na baczność przy wejściu. Jak nikogo nie było, a były to długie chwilę to uczyłam się do kolosów i tak szybko mijał tam czas.

Przyznam, że przykro, że te restauracja upadla, ale było to nieuniknione. Klienci głównie przychodzili zapalić Shishe nikt nie zamawiał za bardzo jedzenia. Kucharki były super, ale co z tego skoro płacono im głównie za czekanie na zamówienia, które często nie nadchodzily. Nie rozumiem czemu po prostu nie zrobiono z tego Shisha baru - jedynie z przekąskami i drinkami.

Najfajniejsze było bycie barmanką, tam czas leciał bardzo szybko, nalewanie piwa było naprawdę super, albo robienie drinków z przepisów. Fajne zajęcie, choć przyznam, że jakbym miała pracować tak cały czas na pełnych obrotach to raczej szybko dopadło by mnie wyczerpanie. Mam do tej pory blizne na dłoni od kufla który pękł mi w dloni podczas jego mycia, taka trwała pamiątka xd

Smaczkiem tej historii jest to, że tą restauracje kupiło jakieś zielone w gastronomii małżeństwo, które postanowilo zmienić coś w swoim życiu, wzięli kredycik i próbowali szczęścia w nowym dla nich biznesie. Jak się można domyśleć, skończyło się w rewolucjach Magdy Gessler, a potem splajtowali. Nie wiem co jest aktualnie w tym miejscu, ale pamiętam jak ostatni raz tamtędy przechodziłam to lokal był pusty. Dziwne niby rynek a jednak jakaś to miejsce nie przyciągalo ludzi i myślę że nawet nie chodziło o dobre jedzenie bo na samym rynku, mnóstwo jest restauracji średniej jakości, ale jakaś nie mogą się odpędzić od klientów, po prostu chyba poboczna uliczka nie jest wszystkim po drodze:)

Podsumowując: bardzo dobrze wspominam ta pracę. Kierowniczka super, nie wymyślała jakiś chorych zasad czy sztucznego rygoru byle pokazać kto jest wyżej, miała bardzo przyjacielskie podejście do pracowników.

Osobistość11piorunów

kurde balans czytam kolejne historie i się zastanawiam czy sam nie zacząć pisać, bo co prawda u mnie totalnie inna branża ale poziom po⁎⁎⁎⁎nych historii całkiem podobny xD

@Cori01 dobrze piszesz, fajnie się to czyta - wrzucaj więcej :*

Pokaż więcej komentarzy (7)

Gruba ryba

w Hydepark

105piorunów

Tartacznik podpisał umowę na kłodę sosnową.

Nie na kłodę sosnową 3 klasy (grubą). Również nie na 2 klasy (średnią).

No to nacieliśmy kłody sosnowej.

Dość sympatycznej

Wyszło procentowo 5-60-35 (3-2-1).

Jak odbiorca je zobaczył to powiedział, że nie weźmie. Bo liczył na same grube. Wiadomo, że każdy by chciał same lochy, ale za nie trzeba zapłacić więcej. Inna sprawa, że duża ilość drewna grubego w kłodzie jest niezbyt zgodna ze sztuką, bo jakby przyjechał ktoś mądry w piśmie na kontrolę to mógłby zarzucić pocięcie dłużyc (które są droższe od kłody) i byłby ryk. W ogóle w zeszłym miesiącu mieliśmy kontrolę i było śmiesznie, ale o tym kiedy indziej.

I teraz kłoda została. Jest to co klasa. I tu pojawia się problem. Dlaczego? Bo przy obecnej pogodzie zaraz zasinieje. A w c klasie sinizna dopuszczalna jest na 50% powierzchni bielu. Teoretycznie. Bo jak sinizna zacznie wchodzić to nie ma brakarza w Polsce, który by obronił c klasę podczas reklamacji.

Czyli trzeba będzie obniżyć klasę. Czyli będzie ryk, bo w systemie będzie brzydko wyglądać.

Czy odbiorca zostanie ukarany? Nie wiem, ale się domyślam.

Pokaż więcej komentarzy (20)

Osobistość

w Hydepark

9piorunów

nie mam gdzie zapytać, więc trafiło na was

spędzam 8 godzin w pracy albo na stojąco, albo łażąc tam i z powrotem po kołchozie nosząc komputery z jednego miejsca na drugie, no i k⁎⁎wa bolą mnie stopy (╯ ͠° ͟ʖ ͡°)╯┻━┻

jaki buty kupić? popularne dostępne w CCC i innych sieciówkach nie zdają egzaminu, bo raz że nadal na⁎⁎⁎⁎iają mnie stopy i pocą się strasznie, to z reguły po około trzech miesiącach lądują na śmietniku bo podeszwa zdarta. w pracy robię średnio około 20k "kroków", przy wzroście 177 mam lekką nadwagę (90kg) ale ciężko mi uwierzyć że normalne buty za trzy stówy nie są w stanie znieść takiego obciążenia... PLEASE HELP ME!

GURU2piorunów

Ja bym szedł w kierunku niskich butów trekkingowych tylko że one będą troszkę cięższe od butów sportowych/do biegania ale za to najczęściej są niezwykle wygodne. Ja kupowałem tego typu obuwie w decathlonie.

Lider2piorunów

@PrzylecialWiekszySamolot miałem ogromne problemu z bólem stóp a zwłaszcza pięt.

Niestety na mechaniczne obciążenie najlepsze nawet buty pomogą tylko trochę.

Powiem wprost- musisz zgubić nadwagę. Niestety nie ma innego trwałego rozwiązania.

Dużo chodzisz to ogarnij michę. Na początek chociaż tydzień/dwa aplikacja fitatu i waga kuchenna i ważysz absolutnie wszystko.

Byłem w tym miejscu. Będzie tylko gorzej bez ingerencji w prostą fizykę.

Pokaż więcej komentarzy (28)

GURU

w Informatyka

11piorunów

Wymiana dwóch patchcordów + deratyzacja „szafy” + 1,5h

Szybko bo wiedziałem co gdzie na obiekcie jest, znam adresację etc.

Gdybym tam był pierwszy raz to dnia by mi pewnie nie starczyło żeby dojść bez dokumentacji.
Zresztą co widać po stanie gryzonia - też niewcześnie się zorientowali, że coś nie działa..

Na ile wyceniacie taką usługę?

Ile kosztuje taka usługa?

  • 50zł4% (3 głosy)
  • 250zł8% (7 głosów)
  • 500zł15% (13 głosów)
  • 750zł13% (11 głosów)
  • 1000zł20% (17 głosów)
  • Syn mojej koleżanki gra w komputer i by zrobił za darmo33% (28 głosów)
  • optowiadomocoijegomafiatez7% (6 głosów)

85 głosów

Mistrz7piorunów

@zuchtomek Panie Tomku, 47,80 zł na godzinę, bo już mam dwóch hindusów na Pana miejsce.

Parę kabelków przełoży i nie wiadomo ile kasy by za to chciał

Pokaż więcej komentarzy (5)

Osobistość

w Hydepark

14piorunów

ależ to był ciężki tydzień w

Osobistość1piorunów

w sumie jak już tu sobie piszę, to podzielę się pewnymi przemyśleniami...

no więc trochę nie chce tu robić drugiego tagu hashtag przegryw z wypoku, zwłaszcza że u mnie to wynika głównie z mocno pojebanej głowy i problemów psychicznych... ale z drugiej strony - nie mam nikogo komu mógłbym o tym opowiedzieć 😔 i domyślam się że nie każdy chce widzieć tutaj takie wysrywy - lepiej się "sprzedają" kotki, różne heheszki i niesamowite wyniki w bieganiu, robieniu pompek itp. no ale cóż - ja tak nie potrafię i o ile dość dobrze się maskuję w pracy, to jak potem jestem sam w domu to jest mi ciężko i czasami mi się trochę ulewa tu na hejto, a potem wy - Kasie i Tomki musicie to czytać...

Pokaż więcej komentarzy (7)

Osobistość

w Hydepark

92piorunów

BEZ PRACY NIE MA KOŁACZY

Part 9 - sprzedawczyni w monopolowym

Rok 2017

To jest najdłuższy post z tej serii:)

Po skończeniu praktyk zawodowych zostało mi jeszcze ponad dwa miesiące wolnego do rozpoczęcia kolejnego semestru. Postanowiłam, że spróbuję poszukać czegoś na ten czas w moim rodzinnym mieście, co było nielada wyzwaniem, więc padło na... Sklep monopolowy, tętniące etanolem serce mojej małej ojczyzny.

Już kiedyś pisalam post o tej pracy skupiając się na jednym wątku, tutaj opiszę wszystko co pamiętam. Zacznę od tego, że żeby dostać tą pracę musiałam nakłamać, że nie studiuje i że to moja praca marzeń, która chce mieć. Głupio mi, że musiałam kłamać i kierowniczka miała nadzieję, że zostanie ktoś na dłużej, ale cóż każdy orze jak może.

Czy kiedykolwiek sądziłam, że praca w sklepie monopolowym będzie najważniejszą dla mnie lekcja życiową, da mi najwięcej wiedzy o społeczeństwie i pozwoli mi zrozumieć czym jest życie i dokąd zmierzamy? A co najważniejsze wyciągnie mnie z depresji..- wysmialabym osobę która by mi to powiedziała, a właśnie tak było.

Zacznę od tego, że fajne miałam współpracownicę. Kierowniczka była specyficzna, ale miła i wyrozumiała. Oprócz niej były jeszcze dwie pracownice - jedna stała, druga dorywczo na weekendy. Też dobrze się z nimi pracowało, zero spin i złośliwości z ich strony.

Praca była zmianowa, od 6-14 i druga zmiana od 14-23. Druga zmiana zazwyczaj była obsadzona przez dwie osoby. Zarobki oczywiście najnizsza krajowa i umowa zlecenie - nie ważne jak długo pracujesz UoP miała tylko kierowniczka.

Czułam się w tym sklepie jak główny bohater filmu "Sprzedawcy" Kevina Smitha. Czarny humor pełna parą no i dużo refleksji. No i też byli odpwiednicy Jaya i cichego Boba. Zaczynając pracę z rana oczywiście już z niecierpliwością stała pod nim kolejka po polskie śniadanie - Monkey i Palmale. Nie sądziłam, że zjawisko jest tak duże, że niektórzy ludzie nie są w stanie zacząć pracy bez alkoholu. Jednak mając już swoją wiedzę jak wygląda życie zawodowe w Polsce, wcale mnie to nie dziwi. Po pierwszej fali stałych klientów, przychodził czas na dokładnie towaru, przyjmowanie towaru, rozkładanie go itp. takie 2-3h chillu, na spokojnie robiło się swoje, do południa nie było za bardzo klientów.

No ale aż do długiej przerwy w pobliskim liceum i kupowania fajek i energoli przez nastolatków. Energole były wtedy dostępne dla każdego, ale przy sprzedaży fajek pilnowałam pokazywanie dowodu. Nie chodzi o to, że mnie martwiło zdrowie tych dzieciaków, bo wiem że jak chcą to i tak kupią i panowie menele chętnie w tym pomagali. Bałam się mandatu 500 zł.

Była jednak przykra sytuacja dla mnie coś co dało mi trochę odpowiedź dlaczego ludzie tacy są dla siebie nawzajem, zwłaszcza na szczeblu zawodowym - każdy chce czuć się lepszy.

Chodziło o sytuację gdzie odmówiłam, jednemu nastolatkowi sprzedaży fajek, po tym jak pokazał mi żałośnie podrobioną legitymację (już pomijam fakt, że legitymacja to sobie może wiadomo co xd). Jak zobaczyłam wydrapaną ostatnia liczbę rocznika i napisaną innym długopisem tak żeby wyglądało że jest 18+ to mu powiedziałam "nieno chłopie na legitymację to ja ci nie sprzedam, po za tym nie pokazuj tego nikomu, bo gorzej podrobić to się jej nie dało" ten się na to obrazil i ni z gruchy ni pietruchy wywalil do mnie "jak byś się lepiej uczyła to byś tutaj nie wylądowała" - powiedziałam mu coś w stylu "mam nadzieję, że tobie fajki pomagają w nauce". Zrobiło mi się przykro, nie dlatego, że mnie obraził bo przecież byłam na studiach więc coś tam się dobrze uczylam, ale że właśnie przez to, że popatrzył na pracownika sklepu z góry jakby to był ktoś na kogo można napluć bo "zasłużył" na swoje miejsce, jakby byl podludziem...

Nie ukrywam czasem było mi wstyd że pracuje w monopolowym, zwłaszcza, że na weekendy przychodzili do sklepu znajomi ze szkoły i przełamanie wstydu to był dla mnie krok milowy w poczuciu pewności siebie, bo serio gdyby nie wyzysk pracowników przez właściciela sieciowki byłaby to spoko praca, ciągle się coś działo i gdybym pracowała tam rok to byłby to świetny materiał na książkę o alkoholizmie właśnie z punktu widzenia sprzedawcy.

Pamiętam jak stała przy mnie kierowniczka i przyszedł mój były dobry znajomy z gimnazjum i czasów liceum i powiedział "ooo Cori jak tam studia" ja do niego z wymownym wzrokiem "coo jakie studia?" Serio bałam się że mnie zwolnią za to, że studiuje i nie przepracuje tam nawet 2 miesięcy xd

W jakiś weekendzik, przyszedł Pan woźny że szkoły że swoją żoną, kiedy mnie rozpoznał powiedział "Cori jak to tak tutaj wylądowałas, uciekaj stąd bo szkoda ciebie na taką pracę.. " pamiętał mnie bo zawsze zostawiałam u niego rower jak jeździłam do szkoły. Mówiłam że jest dobrze żeby się nie martwił, a ten dalej, że się marnuje w tym sklepie xd

Dla umilenia sobie czasu uwielbiałam trollowac nastolatków. Najbardziej było to zabawne jak ze wstydem kupowali prezerwatywy ja jeszcze bardziej to podkrecalam mówiąc na przykład głośno "JAKIE PREZERWATYWY? " Tam żeby wszyscy w sklepie usłyszeli, albo kiedyś przyszła taka zestresowana parka ok 16-17 lat kupili sobie masę chipsów i napojów a na końcu wzięli gumki. Laska poprosiła o nie szeptem bo za nią stała kolejka ludzi. Wszystko od razu zapakowała do torby. Więc uznałam że też ja strolluje i powiedziałam że muszę wszystko jeszcze raz skasować bo mi się nie nabiło. "No i gumki też jeszcze muszę skasować" - biedna zrobiła się czerwona jak burak xd ogólnie kupowanie gumek to zawsze coś ludzie odwalali jak nie jeden typ ok 17 lat przyszedł bez koszulki (mieszkał obok) krzyknął do mnie "kurde lasce chce się r⁎⁎⁎ać, no i muszę kupić gumki, zachciało się jej..." Albo jakiś dziad ok 50 lat stał i pół godziny się zastanawiał czy wziąć gumki o smaku bananowym czy truskawkowym. Mówiłam mu żeby wziął oba pudełka a ten nie i dalej stał i się zastanawiał.

Ciekawymi klientami były też młode laski próbujące się skontaktować ze swoimi misiaczkami odsiadujacymi niesłuszny wyrok. Nawet nie wiedziałam, że do więzienia trzeba dzwonić ze specjalnej ścięci bo z innej się nie da, więc kupowały regularnie doładowania. Zawsze się zastanawiałam jak to jest, że tak młode i ładne dziewczyny są z kryminalistami.

Palenie i picie w ciąży? Też się przestawało mnie dziwić. Pamiętam laska w zaawansowanej ciąży chciała kupić sztangę fajek, powiedziałam jej że nawet jak to nie dla niej to sumienie nie pozwala mi jej tego sprzedać. Ale to był też wniosek do którego doszłam - nie moje sumienie i moralizowanie kogoś to coś z czego powinnam się wyleczyć.

Była taka kobieta która również dobrze mogła mieć 40 jak 80 lat, kurde ciężko było powiedzieć niby była w ciąży więc musiała być płodna z drugiej strony wyglądała serio na min 60 lat. Bez zębów, siwe włosy, wysuszona. Codziennie kupowała jedna puszkę Pepsi, ale o specyficznej pojemności, taka która była wielkości zwykłej puszki piwa. To się chwaliło, że na czas ciąży zrezygnowała z picia z drugiej ta Pepsi chyba też nie za specjalnie służyła dziecku...widziałam ją potem z tym dzieciaczkiem, nie wyglądał na zaniedbanego czy coś. To mnie nauczyło, że rozdzimy się mając nierówne szanse, co taki dzieciaczek miał do wyboru. Sam chciał się rozwijać w komorze gazowej czy być karmiony etanolem... A ćpaniu już nie wspominając:(

Ogólnie kobiety związane z alkoholem miały gorzej od mężczyzn alkoholików, bo to one dostawały od nich dodatkowo w pi⁎⁎⁎ol. Była taka pani ok 50 + regularnie z limem pod okiem. Raz przyszła całkowicie rozebrana do sklepu okryta jedynie sweterkiem, pobita - poprosiła o czteropak kuflowego. Nie wiedziałam jak zareagować, więc pozostałam bierna... Zapytałam tylko czy wszystko w porządku, ale nie dostałam odpowiedzi jedynie wymowny wzrok "c⁎⁎j cię to obchodzi" .

Była też kobieta, elegancka, po 30 która kupowała jakiś lepszy alkohol i chodziła z nieudolnie zamaskowanym limem pod okiem i ciemnymi okularami, widać jak się tego wstydziła.

Zabawnie podchodziła do alkoholizmu pracownica jednego z salonów sieci komórkowej - mówiła, że dla niej zawszę jest piateczek, kupując przy tym wódkę. Przyznam że ja nie wiem jak pijąc wódkę prawie codziennie można wstać do pracy i iść do niej, jak gdyby nigdy nic, mnie by pozamiatało, no ale wiem kwestia przyzwyczajenia do tego organizmu.

Była też taka babka co była bardzo zaniedbana, a mimo to zawsze miała na sobie ciągle nowe markowe ubrania. Myślę że nie tylko piła ale też i ćpała, nie wiem jak było ją stać na takie ciuszki, zwłaszcza że wyraźnie brakowało jej piątek klepki.

Najbardziej było mi szkoda kobiety po 50tce - miała zaawansowana łuszczyce. Jest to choroba autoimmunologiczna, więc Alkohol przy niej jest surowo przeciwwskazany. Nie będę ukrywać jej skóra dosłownie się sypala. Wiele osób nie rozumiało, że nie jest zaraźliwe i przez to czyli wstręt:((( z plotek wiem, że kobieta miała bardzo trudne życie, po⁎⁎⁎⁎ny mąż, który podobno zamykał ja w piwnicy... A pochodzili z bogatego "dobrego" domu.

Były jednak dwie specyficzne klientki, które się wyróżniały jeszcze bardziej w swoim specyficznym gronie innych Pań. Jedna z nich realnie mnie wkurwiala, miałam ochotę jej wy⁎⁎⁎ać, żeby przemówić jej do rozsądku. Miała syna którego woziła w spacerówce ok 3-4 lata i w dzień w dzień kupowała kilka czteropakow piwa i fajki, używając wózka jako transportera dla ciężkich puszek. Raz była sytuacja że dzieciak był bardzo wpatrzony w lizaka za 1zl poprosił go o to mamę, a ona do niego "nie, nie, nie mamusia nie ma pieniędzy", jak mnie wtedy roznosilo, oczywiście dałam temu biednemu dzieciakowi tego lizaka, ale najchętniej jej bym zabrała tego chłopca. Koleżanką - ta która pracowała dorywczo, powiedziała mi, że to laska która jest uzależniona od cpania i że raz już jej zabrali dziecko. Ogólnie ta koleżanka była totalnie street smart, wiedziała prawie wszystko o wszystkich, chodzące kompendium wiedzy o moim mieście.

Streetsmart, też miała swój ciekawy epizod, raz do sklepu przyszła moja znajoma z liceum. Lubiłam ja, ale no cóż była dość specyficzna i często chamska i bezposrednia. Jak ją zobaczyłam to, bardzo delikatnie mówiąc przytyło jej się. Kiedy wyszła ta koleżanka, to Streetsmart powiedziała: "widzisz, a ta cała szkole się ze mnie nabijała, że jestem gruba, a sama jak teraz wygląda" można by rzec, że karma w tym przypadku się nie obijała.

Wracając do Pań alkoholiczek, ciekawym kwiatkiem była hmm babka o dość męskiej aparycji. Bardzo też agresywna. Ba kiedyś mnie pobiła jak byłam w liceum bo myślała, że jak sobie żartowałam z jakimś ziomkiem wracając do domu to, że się nabijam z niej, a ja tylko podchwycilam piosenkę którą śpiewała i też zaczęłam ją z tym typem śpiewać - byliśmy lekko podchmieleni. Ona uznała, że to obraza jej majestatu i że mnie pobije. Zataatkowala mnie i przytrzymała przy ścianie budynku i uderzyła mnie w twarz pięścią, poprosiłam typa o pomoc, a on tylko stał i się patrzył, kopnęłam ja w piszczel i uciekłam, a ona przy tym wyrwała mi torebkę po jakimś czasie napisała do mnie znajoma, że znalazła moja torebkę bo była tam moja legitymacja i dostałam ją spowrtem. Oprócz owłosionej mojej szczotki i legitymacji nic więcej tam nie było więc nie bałam się, że nigdy jej nie odzyskam, a jednak odzyskałam xd.

Wracając do sklepu ona oczywiście mnie nie poznała, ja jak najbardziej i bałam się jej cholernie. Zwłaszcza, że mówiła w taki agresywny sposób. Od koleżanki z pracy dowiedziałam się, że jedna sprzedawczynie znielubila tak, że czekała na nia na zakończenie zmiany i rzucała w nią butelkami po piwie. Ogólnie ta praca była niebezpieczna i już za to powinien być dodatek do wypłaty, ale to swoją drogą ...

Oprócz powyżej opisanej kobiety nie było agresorów, jedynie smutnie przegrywający z uzależnieniem menele, którzy byli mili dla mnie i było mi ich po prostu szkoła. Najbardziej przegrywający był Pan o kulach, często u nas kradł, no ale nie było co z tym zrobić oprócz nie wpuszczania go do sklepu. Ale ten i tak błagał żeby go wpuścić i na raty oddawal za ukradzione piwa. Raz otwierając sklep zastałam go śpiącego w progu, musiałam go przeskoczyć bo nie dało się go dobudzić. Najbardziej po⁎⁎⁎⁎ne było to jak raz samochód go potrącił zaraz przy sklepie, było słychać pisk opon i za chwilę do sklepu wszedł Pan menel z połamaną kulą i cała zakrwawioną twarzą, chciał kupić Halnego. Ja otepiala podaje mu te piwo ale jak zobaczyłam, że podaje mi z kieszeni zakrwiaone monety. Nakrzyczałam na niego, że ma iść na pogotowie i ja tych brudnych pieniędzy nie wezmę. Później przyjechała karetka. Nie wiem jak długo jeszcze pożył ale na pewno przez rok to jeszcze widziałam jak bywałam w mieście. Nie przepadałam za nim. To był jedyny gość po którym trzeba było spryskać sklep muchozolem jak wychodził, no ale nie oceniam. Nigdy nie wiemy jaka była przyczyna jego upadku.

Drugi był panem Pomidorem i z twarzy, czerwonej bardziej od Vinetu i z tego powodu, że przynosił pracownicom sklepu, pomidory, ze swojego ogródka. Był bardzo miły, ale z tego co wiem umarł niedługo później na zawał. Szkoda chłopa choć to był ciężki stan... często w pełnym słońcu spał na ławce.

Cichy Bob i Jay - był taki typ o specyficznej ksywie, ale dla anonimowości nazwę go Jay. Cwaniaczek i śmieszek. Lubiłam jak przychodził do sklepu bo zawsze rozśmieszał mnie ciętym żartem. Do dziś pamiętam jak mnie zjechał i zaczęłam się z tego głośno śmiać. coś w rodzaju "oj Cori Cori gdzie twój Pan Cor" ja do niego, "że gdybym zostawiała 1zl za każdym razem kiedy to słyszę..." A on "to byś miała 1zl xd". Raz chciał się przejechać się na moim rowerze i się elegancko wy⁎⁎⁎⁎⁎olil bo nie powiedziałam mu, że ma on blokade na tylne koło xd pamiętam jak do babki kupujacej cały zapas alkoholu walnął "Cooo 500 plus przyszło" a ta babka "A no coś długo na nie czekałam". Miał też swojego cichego Boba, który chodził z nim czasami do sklepu, ale nie wiele mówił więc ledwo go pamiętam.

Rozbrajalo mnie to, że niektórzy bardzo wstydzili się pokazać że piją, więc na zmianę chodzili do kilku różnych monopolowych, żeby nie wyszło, że tyle piją.

Było też dwóch nierozłącznych kumpli, którzy najbardziej mnie rozczulali, pracowali gdzieś razem, razem też pili i razem też kilkukrotnie próbowali razem rzucić picie. Po tygodniu niepicia i tak wracali, i potem znów. Raz jeden z nich przyszedł i powiedział "Cori ja już dwa tygodnie nie pije" miał uśmiech na twarzy. Powiedziałam mu, że jak nie będzie pił przez X miesięcy to kupie mu czekoladę. Wiedziałam, że nie będę tam długo pracować ale jakbym go spotkała to zapytałabym jak sprawy idą. Zapytałam mojej street smart koleżanki co z tym menelem co wygląda jakby menelem był od nie dawna. Ona powiedziała że podobno żona zabrała dzieci i wyjechała nie wiadomo gdzie i nie ma z nimi kontaktu to się chłop rozpił - może jest w tym ziarno prawdy, ale wiadomo nie jest nic czarno-białe. Później się dowiedziałam, że jakieś 2 lata po skończeniu tam pracy. Zapaliła się melina w której spali. Pożar wybuchł od niedopałku papierosa, oboje zgineli... Po każdej próbie rzucania picia, najpierw kupowali lekki alkohol, jakiegoś żubra czy coś, a potem z dnia na dzień coraz bardziej śmieciowy. Kończąc na jakiś beczułkach o smaku leśnych owoców. Po prostu czuło się że raczej to już przegrana sprawa, choć dalej im kibicowałam:(

Dziwne zderzenie ze smutkiem tego świata miałam w przypadku mojego rówieśnika, którego znałam z gimnazjum. Fajny charyzmatyczny chłopak z talentem muzycznym. Całkiem bystry w gatce - tak go zapamiętałam. Jednak jak go zobaczyłam jako klienta sklepu doznałam szoku. Zachowywał się jak ktoś kto ma hmm nieobrazajac go, pewien rodzaj zacofania. Miał problem z komunikacją i jakby rozum 7 latka. Pytałam innych co się z nim stało. Plotki mówiły że odwaliło mu po narkotykach. Ja mam podejrzenia, że może to była jakaś choroba genetyczna, która ujawniła się z wiekiem. Eh jak go znałam to był całkowicie normalny nastolatek 😒

Inny przypadek mojego znajomego, który był dość introwertyczny za czasów szkolnych, starszy ode mnie o rok. Zakompleksiony... Niestety z tego co zrozumiałam od jego ojca ujawniła się u niego schizofrenia. Widziałam już wcześniej, że coś z nim nie tak. Mówił sam do siebie i był jakby nieobecny. Kupował codziennie energola i fajki. Pewnego dnia przyszedł jego ojciec i się zapytał czy bywa tu chłopak o imieniu X. Powiedziałam, że tak. Ojciec wyjaśnił że chłopak nie chce się leczyć i ukradł jego matce kartę do bankomatu i wydał z niej prawie wszystkie pieniądze... Widać ojciec był zadbany i dobrze sytuowany. Niestety zrezygnowany co do syna. Bardzo mi było dziwnie z tym, że ktoś kogo znałam parę lat wcześniej, odpłynął przez chorobę:((

Najgorsze w tym wszystkim były weekendy nie kończące się kolejki po alkohol, głównie młodzi ludzie i to było właśnie przytłaczające, że jedyną atrakcją w mieście było właśnie picie... Widziałam też jak ten alkoholizm był zaawansowany u ludzi młodszych ode mnie. Opierdalam brata mojej koleżanki z podstawówki za chlanie. Był młodszy ode mnie o trzy lata, a już miał przepity głos i spuchniętą twarz. Jak jednak wspomniałam moralizowanie kogoś nie ma sensu...jeżeli ktoś sam nie chce pomocy, na siłę jej nikomu nie wciśniesz

Była też młoda nastolatka, która rzucała na blat grubym hajsem. Dziwiłam się skąd ma tyle hajsu, raz powiedziała coś do koleżanki z którą była, że mama jej dała pieniądze. Jak wyszła street smart koleżanka powiedziała, że ta laska jest z domu dziecka i dziwne żeby dostała hajs od mamy. Cóż miałam pewne podejrzenia skąd może je mieć :(...

Też raz jeden miejski mafiozo płacił za alkohol wyciągając z kieszeni masę kasy i rzucając stówkę na blat jak śmieciem potem ostentacyjnie schował plik banknotów do kieszeni jakby to byly papierki po cukierkach.

No to teraz przejdę do większej patologii od panow meneli, który zasługują na pewno na większy szacunek niz pan i władca, czyli właściciel sieci sklepów. K⁎⁎wa jak mnie to boli, że byznesmeni wykorzystują małe miasteczko i wiedza, że ludzie są w nich zdesperowani jeżeli chodzi o pracę i j⁎⁎ia ich na hajs ile wlezie. Nie dość że nie było tam UoP, żadnych premii, jedynie sztuczne motywowanie pracowników do sprzedaży promocyjnych produktów, że za wygraną była jakaś kasa. Tyle, że zawsze wygrwal sklep z miasta powiatowego xd dodatkowo jak jakiś produkt się przeterminował to trzeba było płacić za te produkty z własnej kieszeni xd czujecie to? - produkt się nie sprzedał bo nikt go nie chciał, a sprzedawca musiał za to zapłacić. Jak powiedziałam do kierowniczki, że to po⁎⁎⁎⁎ne to mi powiedziała "nie no, rzadko się to zdarza, no ale my i tak potem to pijemy" - przeterminowaly się głównie piwa kraftowe, które były "zbyt dobre" na tutejsze podniebienia... Cóż do tej pory czuję żenade, że dałam się w to wkręcić i kupić przeterminowane piwa xd ale coz mówiłam sobie "to tylko dwa miesiące".

Kompletnie też nie rozumiem braku dbania o komfort pracownika. Krzesło w pracy?? Pfff chyba snicie. Było wiele godzin, gdzie nic się nie działo w sklepie, wszystko było ogarnięte, a jak chciało się usiąść to nie było gdzie. Nawet jeść trzeba było na stojąco albo siedząc na karcie piwa. Eh j⁎⁎ać prądem takich doropkowiczow...

Prace zakończyłam też kłamstwem, powiedziałam, że wyjeżdżam do pracy za granicę, było mi głupio bo już się dogadywaliśmy kto będzie pracował na święta... Kierowniczka powiedziała, że szkoda i życzyła mi powodzenia.

Podsumowując: praca dała mi w cholerę dużo mądrości życiowej, czuję, że weszłam po niej na wyższy lvl świadomości xd a tak na serio to na prawdę bardzo się cieszę że miałam okazję poznać tych wszystkich ludzi, zobaczyć jak wygląda jakiś wycinek społeczeństwa, o którym wcześniej nie miałam zielonego pojęcia. Smutno mi tylko trochę, że i tak o niektórych historiach po prostu już zapomniałam, a było ich więcej, żałuję że nie spisałam tego wcześniej...

GURU3piorunów

@Cori01 jprd jaki dołujący wpis. Dawno to było?

Już wiem! Wmówię sobie że to wszystko zmyśliłaś bo się ćwiczysz w pisarstwie! Ha-ha!

Ale jakim cudem to ci pomogło wyjść z depresji?

Autorytet7piorunów

@Cori01 Ale z tymi gumkami to było niefajne, wiesz? W Polsce seks to generalnie temat tabu i dla wielu ludzi takie zakupy to jednak jest stres i wyzwanie, a przez to twoje traumatyzowanie będą potem mieli spinę i zamiast kupować w sklepie zaryzykują jechanie bez gumy. A potem różne choroby, ciąże i takie tam. Nieładnie. :large_yellow_square:

Pokaż więcej komentarzy (20)

Fenomen

w Hydepark

2piorunów

Nie wiem co trzeba zrobić by załapać się gdzieś indziej niż magazyn/produkcja choć tam też dostaniesz pytanie "jakim rodzajem pizzy jesteś?".
Na staż do HR gdzie w ogłoszeniu w wymaganiach było: chęć rozwoju w HR, znajomość Excel. Obowiązki: wsparcie przy przy rekrutacjach, obserwowanie ich. Babka zadawała pytania z zatrudniania cudzoziemców, odpowiedzi nie wiedziałem. Do tego "skąd pomysł na HR bo większość to kobiety?"
Kursy HR kadry i płace 4k kosztuje, zatrudnianie cudzoziemców 2k

Tutaj coś innego, ale przynajmniej informacja bo tak zawsze "na każdym etapie jest informacja zwrotna" a potem nic.Problemem też jest, że rekrutują kobiety a dla nich jestem tylko desperatem, incelem i nazistą.

Gruba ryba3piorunów

@Dudleus

Nie wiem co trzeba zrobić by załapać się gdzieś indziej niż magazyn/produkcja

trzeba umie robic coś innego. przedsiębiorcy w polsce nadal nie chcą inwestowac w szolenia dla pracownikow. nic nie umiesz -> dostajesz pracę niewymagającą kwalifikacji

Gruba ryba1piorunów

@Dudleus

a dla nich jestem

Dla nich jesteś losowym typkiem co przyszedł, nie był pewny siebie i nie potrafił się dobrze sprzedać w rekrutacji kierunku gdzie w większości przychodzą babki liczące na łatwą robotę. Serio myślisz, że każdy na dzień dobry sobie od razu wymyśla jakieś 200 epitetów o twojej osobie? Jakby każdy tak sobie rozmyślał to oni by tej rekrutacji nie przeprowadzili przez rok do końca. Jest naprawdę mało ludzi w różnego rodzaju firmach czy generalnie, którzy są w stanie wynieść jakieś daleko wiążące wnioski nt. twojej osoby. To nie są psychiatrzy.

Jedyną osobą, która ci wymyśla "-celów" i "-zistów" jesteś tutaj ty. A skoro sobie dopowiedziałeś w głowie ich interpretację twojej osoby to przychodząc na rekrutację w takim nastawieniu nic lepszego nie osiągniesz.

I co znamienne w takich przypadkach - jest całkiem prawdopodobne, że nie znasz i nie rozumiesz samego siebie. Stąd pierdolisz nazywając się tytułami, które mają cię poniżyć i zredukować. Zastanawiałeś się kiedyś, czemu to robisz? Bo jest to za⁎⁎⁎⁎ście fajne pytanie. Można dojść do ciekawych wniosków.

Pokaż więcej komentarzy (24)

Gruba ryba

w Hydepark

16piorunów

Krótka ankieta

Dostajecie za zadanie przeczytać ustawę/rozporzadzenie/jakies gowno Unijne i wypisać obowiązki firmy wynikające z przepisu, czytacie całość sami i sami szukacie czy używacie AI żeby wam streściło/znalazlo co czego szukacie?

Taki mam głupi dylemat moralny, bo u mnie w pracy wszyscy z tych AI korzystają a ja byłem inaczej nauczony.

AI w pracy do streszczania długich tekstów?

  • Czystam samodzielnie i samemu streszczam24% (28 głosów)
  • Czytam samodzielnie a AI formułuje wnioski12% (14 głosów)
  • AI streszcza ale wnioski pisze samemu25% (29 głosów)
  • Uzywam AI do streszczenia i tworzenia wniosków bez sprawdzania10% (12 głosów)
  • OP to część rowerowa30% (35 głosów)

118 głosów

Fanatyk3piorunów

Co jak co, ale AI jest wybitne jeśli chodzi o streszczanie tekstu. Narzędzie 9,9999/10. Takie rzeczy można było robić maszynowo ponad 10 lat temu.

Tylko nie że pytasz w prompcie o co chodzi w dyrektywie 69.420.2137 tylko wklejasz tekst/dajesz plik i każesz streścić/przekształcić jakoś

Ale sprawdź czy nie ma halucynów xd

Gwiazdor1piorunów

@ZohanTSW dokładnie, o ile nie przekroczysz kontekstu narzędzia wklejając 200 stron pdf i nie zadajesz wybitnie złych (np. niejednoznacznych) pytań to wynik takiego eksperymentu można brać praktycznie w ciemno. Dla dokładnych wyników warto dostarczyć dużo kontekstu dotyczącego firmy (najlepiej wiedzieć i opisać to, co decyduje o zastosowaniu punktów z rozporządzenia a co nie). A na koniec wszystko sprawdzić, w końcu za coś w robocie płacą :)

Pokaż więcej komentarzy (11)

Gruba ryba

w Hydepark

102piorunów

Ot jeden z naszych PM’ow przyszedł (tak jak na memie), że środowisko zakontraktowane na koniec kwartału, jutro ma mieć „go live” xD

Sprzęt wprawdzie już wkręcony w szafy, ale bez okablowania, a gdzie konfiguracja i cała reszta xD

Pokaż więcej komentarzy (7)

Osobistość

w Dyskusje

53piorunów

BEZ PRACY NIE MA KOŁACZY

part 8 - praktyki w stacji uzdatniania wody

Rok 2017

Po pożegnaniu się z pracą w sieciowce w galerii, nie szukałam kolejnej pracy dorywczej, uznałam, że to bezsensu skoro i tak wszystko mnie męczyło na tamten moment. Na dodatek moje oceny na studiach zaczęły wyglądać słabo, prawie same 3. Drugi rok studiów to też był dla mnie kryzys co do tego czy na pewno warto było iść na Mikrobiologie.

Po drugim roku studiów musieliśmy obowiązkowo odbyć praktyki i szukanie ich to był koszmar - wszędzie odmowy. Dostałam jednak zgodę na praktyki w mojej wymarzonej firmie która zajmowała się produkcją biocelulozy. Niestety jak doszłam do wniosku że bez auta nie będę wstanie tam dojeżdżać plus to było po drugiej stronie Polski to się poddałam.

Dostałam zgodę na praktyki w oczyszczalni ścieków w mieście wojewódzkim najbliżej położonym mojego domu rodzinnego. Dojazd codziennie to było 1,5h więc nie tak źle.

Dostałam przydział do działu uzdatnia wody i moje obowiązki były super, dokładnie to czego się uczyłam na studiach. Robienie podłoży mikrobiologicznych, posiewy, liczenie bakterii, obsługiwanie wirówek i inne takie zabawy w małego naukowca. Praca była na max 4h dziennie no ale trzeba było siedziec 8h więc w między czasie czytałam sobie książki lub plotkowałam ze stałą pracownicą. Oprócz niej była jeszcze starsza Pani, która średnio się dogadywała z tą młodsza. Jedna chciała robić wszystko oldschoolowo, zeszyty notesy i inne takie a młoda chciała używać komputerów i nie mogły się przez to dogadać. Takie papierowe problemy, ale też pracowały na różnych zmianach więc się głównie mijały. Więcej niż jedną osobą nie była potrzebna na zmianie.

Generalnie praca idealna dla introwetyka, cisza, spokój i jedynie przyjemny szum maszyn w tle, a w między czasie bawisz się w probówki. W tej pracy był tylko jeden mankament zarobki to najniższa krajowa plus stażowe. Dla młodej pracownicy było to git bo miała męża chirurga więc na brak hajsu raczej nie narzekała. A tak miała swoje zajęcie, a za wypłatę mogła sobie kupić waciki. Jednak dla kogoś kto nie ma odziedziczonego majątku ta praca to skazanie się na wegetację.

Praktyki trwały 3 tygodnie i podobały się dla mnie, nie mam uwag ani żadnych dram. Smutne jedyne było to, że ta młoda pracownica mówiła że i tak bardzo trudno było dostać tam pracę i długo się naczekala na ten etat. No cóż dlatego też znam tylko jedną osobę z mojego kierunku która pracuje w zawodzie...

Fanatyk2piorunów

@Cori01 myślę, że jakbyś się dostała do Warszawy na praktyki, to byłoby ciekawiej, bo prócz tego jeszcze dochodzą... małże ;)
https://www.youtube.com/watch?v=i0RkEs3Xwf0

Niemniej jestem dość w szoku w ilu zawodach i ilu zajęć się parałaś w tak młodym wieku (jak na ten portal) patrząc na studia + 2017, czyli podobnie jak ja.

Is Poland's tap water really protected by clams?Auf YouTube findest du die angesagtesten Videos und Tracks. Außerdem kannst du eigene Inhalte hochladen und mit Freunden oder gleich der ganzen Welt teilen.YouTube
Osobistość3piorunów

@Atexor w sumie zawsze się na studiach łapało jakieś dorywcze pracę, nigdzie nie zagrzalam miejsca na dłużej bo zawsze było coś, jak nie warunki pracy to choroba, czy plajtacja pracodawcy. Aktualnie jest stabilnie i nie zamierzam nic zmieniać :)

Pokaż więcej komentarzy (4)

Lider

w Pracbaza

0piorunów

Super plan xD

https://www.reddit.com/r/praca/comments/1toz22g/zwolnienie_si%C4%99_z_dnia_na_dzie%C5%84/

Autorytet6piorunów

@Deykun co za typ. ALE - parę lat temu w pracy spotkałem takiego kolesia, który nawet odwalił takie coś, chciał iść na L4 albo nawet poszedł i chciał zacząć pracę w nowym miejscu. Pierwszy raz widziałem by kobieta z HR przyszła do nas na piętro i głośno komentowała stan umysłu tego kolesia

Pokaż więcej komentarzy (8)

Gruba ryba

w Hydepark

29piorunów

Jak wszyscy tak wspominają ostatnio o swoich byłych (pracach), to przypomniała mi się jedna historia z okazji tej wrzutki:

https://www.hejto.pl/wpis/zeby-ta-kurwe-co-mi-ryzena-9850x3d-z-amazona-z-opakowania-wyciagnela-pociag-na-t

Pracowałem kiedyś w magazynie jednej z firm branży rtv agd (każdy kojarzy) i na dziale reklamacji regularnie były jakieś cyrki. Jeden idiota zwrócił na zasadzie 14-dniowego zwrotu rozplombowanego, nowego iPhone, a w środku był przecięty ziemniak, ludzie podobnie zwracali lodówki, w których chyba przez te 13 dni trzymali same ryby itp. XD Smród okrutny.

Ale dobra historia była jednym razem, przy zwrocie pewnego telewizora. Jak dobrze wiecie, rozpakowanie takiego towaru to nie są 2 minuty. Więc czasem pracownicy tamtego działu, widząc że opakowanie jest ideolo, plomby, kształty etc. na miejscu, dbając również o swoją wydajność, nie rozpakowywali nawet takiego zwrotu i przekazywali dyspozycję, aby klient dostał zwrot pełnej kwoty. Tym razem jednak, kogoś coś tknęło i mimo ładnego wyglądu opakowania, obecności plomb i słusznej wagi brutto, zabrał się za sprawdzanie. Okazało się być to świetną decyzją, bo zamiast telewizora, w środku odnalazła się... płyta pilśniowa :smiley:

Cwany nabywca zamiast zwrotu, doczekał się zatem wizyty bagiet w domu, bo oczywiście te od razu zostały wezwane. A sprzedaż odbywała się z zapisywaniem numerów seryjnych.

i chyba

Gruba ryba9piorunów

@Furto jak ja pracowałem na magazynie szpejów z chin (magazyn pośrednik między Chinami a np Carrefourem z lat 2000) i przychodziła reklamacja że sklepu to kiero się nie gimnastykował.

Brakowało jednej z dysz do pompy wody w oczku wodnym? Brał nową sztukę z palety, wydłubywał z niej brakującą część, wkładał do reklamowanej, reklamowaną odsyłał jako naprawioną, a rozdziewiczoną nówkę odkładał do nówek, która potem szła kolejną dostawą gdzieś... genialne rolowanie wady aż któremuś klientowi nie będzie potrzebna ta konkretną końcówka i oleje temat.

GURU5piorunów

@plemnik_w_piwie lol niedawno reklamowałem hamak i brakowało jednej pierdoły, dosłali bez sapania... Ciekawe czy nie było tak samo.

Ale z hamakiem do którego brakowało tej pierdoły dorzucili niezamówiony zesraw wkrętów.

Zastanawiam się, czy firmy czasem nie robią tak, myśląc że jak klient dostanie "gratis", to oleje brak części?

Pokaż więcej komentarzy (2)

Kompan

w Hydepark

136piorunów

A to i ja się podzielę swoją historią mojej pierwszej pracy.

To była moja roczna przerwa w studiowaniu. Lokalna drukarnia poszukuje grafika komputerowego. Doświadczenia żadnego w tym kierunku nie miałem ale łebski chłopak byłem zwłaszcza w komputerach.

Szefowi się od razu spodobałem, zwłaszcza jak zadeklarowałem, że nim kupi mi firmowy komputer to mogę pracować na swoim (miałem wtedy 1 luźny). Szef zadeklarował, że za wypożyczenie komputera oczywiście mi zapłaci. Umowa od razu na etat na czas nieokreślony.

Od razu z rozmowy kwalifikacyjnej wsiadamy w samochód szefa i jedziemy do mnie po komputer.

To był gorący okres dla drukarni bo tuż (2 tygodnie) przed wyborami a to były takie czasy, że plakaty wyborcze drukowało się na papierze a i każdy kandydat chciał garściami rozdawać swoje wizytówki.

Szef: do rany przyłóż - przynosił ciasteczka, herbatę. Załatwiał od ręki wszystko co potrzeba.

Praca była bardzo intensywna, reszta ekipy to byli starzy wyjadacze drukarscy, mnóstwo się nauczyłem o składzie, czcionkach, projektach itp.

I tak minęły 2 tygodnie, minęły wybory, nadszedł poniedziałek po wyborach a w drukarni nastała CISZA. MARTWA CISZA. Nie ma kompletnie NIC do roboty. Szefa nie ma. Pracownicy siedzą w swoich kątach.

Ja zrobiłem sobie w kąciku kuchennym herbatę. Dzwoni szef do jednego z pracowników:

- Co robi Waldek?

- Noo, konserwuje maszynę.

- A Mietek?

- Eeee, sprząta

- A Logic?

- A akurat pije herbatę w kuchni

- Daj mi go

- To nie bar! Wypierdalaj! Nie chcę cię więcej widzieć! Zwalniam cię dyscyplinarnie!

I rozłączył się. I zadzwonił zaraz do księgowego, żeby mi przygotował rozwiązanie umowy. Oczywiście nie dyscyplinarne tylko za porozumieniem stron ale byłem wtedy w takim szoku, że podpisałem, spakowałem się i wróciłem do domu.

Tego samego dnia zwolnił jeszcze kilka osób.

Ale rozliczył się uczciwie i za nadgodziny i za wypożyczenie komputera. A chwilę później znów szukał grafika...

A ja już nigdy więcej nie piłem herbaty w pracy :grinning:

PS: A gdy ktoś mnie oskarża o pracoholizm to opowiadam tę historię jako wytłumaczenie mojego stosunku do pracy :grinning:

Pokaż więcej komentarzy (10)