Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#rozkminy

Osobistość

w Hydepark

1piorunów

Jak coś takiego się może nazywać? ¯\\( ͡° ͜ʖ ͡°)/¯ Załóżmy że jadę z kobietą samochodem, ona foch, ja się pytam co się stało, ona mówi że nic, to wój, ja nie zadaję pytań i jadę dalej. Albo widzę że coś robi i zamiast mi powiedzieć POMUSZ MI to nic nie gada i jej nie pomagam a potem pretensje że jej nie pomagam. Albo pretensje że jak ona mi nie powie to ja czegoś nie zrobię no XD Ludzie kochani jestem tylko prostym facetem, jeśli mi nie zakomunikujesz czego chcesz typu "zrób to i to" a potem masz pretensje że jeszcze nie zrobiłem tamtego no to jak? Kazałaś mi zrobić to i to a o TAMTYM nic nie mówiłaś, nie mam zamiaru się domyślać do cholery więc zrobiłem tylko to i tamto co kazałaś. Jeśli nie dostanę instrukcji nie licz że zrobię coś czego nie wiem że mam to zrobić do cholery bo nie będę się domyślać! ¯\\(ツ)/¯ Dobrze mi z tym że taki jestem bo mam zawsze wymówkę - o tym nie mówiłaś, nie będę się domyślać. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    

Pokaż więcej komentarzy (11)

Fanatyk

w Hydepark

4piorunów

Zastanawiam się, czy użytkownicy serwisów pokerowych, którzy generują dla takiego kasyna niezły obrót mają w systemie ustawione jakieś większe prawdopodobieństwo dobrych kart. Pokerzystka, z którą się bujam gra tylko na PokerStars, kręci tam ładne siano, bez przerwy przesyłają jej przeróżne gadżety, pół chaty ma tym zawalone. Ja wiem, że ona jest mega pro w tę gierkę, ale ciężko mi uwierzyć, że takie kasyna nie mają jakiś specjalnych warunków dla zawodowych graczy żeby akurat grali u nich. A ona twierdzi, że dostaje tylko gadżety, a warunki gry są dla wszystkich jednakowe. Ciężko to realnie ocenić jeżeli gra się tylko przez neta, a nie w realu.

 

Pokaż więcej komentarzy (8)

Gruba ryba

w Hydepark

23piorunów

TLDR: Nie mogę nasycić się normalnością. Płynę...

18.
Chwytam garściami mój nowy konstruktywny i unormowany mindset. Tak bardzo mi tego brakowało, tego ogromu możliwości, patrzenia na wprost. Zmniejszonej potrzeby rozpaczliwego poszukiwania punktu za swoimi plecami z którego wystartowałam, a którego już od tak dawna nie widać. Czuję się już lepiej, bo wiem jak machać rękami i nogami, aby utrzymać się na powierzchni wody w oceanie mojego życia (so fucking poetic). A dzięki nabranemu powietrzu w płucach, czuje się znacznie stabilniej, bo wiem, że jak już nie będę mieć siły płynąć, to położę się na tafli wody i pozwolę sobie jakiś czas swobodnie podryfować.

Każdy, kto choć raz zasmakował piekła depresji wie, że jednym z pierwszych objawów nadchodzącego zagrożenia, który jest wysyłany z naszego ciała, jest wrażenie niemożności wzięcia pełnego wdechu. Każde tchnienie jest płytkie, bez wyrazu, nie wystarczace aby nakarmić choć cześć komórek ciała, więc funkcjonujesz na takim ciągłym niedotlenieniu. Zaczynasz wizualizować, że płuca zamieniają się w dwa wypompowane, zdechłe balony niezdolne do ponownego rozciągnięcia się. I jak już weźmie się ten pełny wdech, często wręcz niezauważalnie, naturalnie, to wszystko się zmienia. Płuca się rozszerzają, a wyraz z nimi perspektywa.

Nie mogę się nacieszyć normalnością, tym że czuję, analizuje i robię. Nie wypluwam na siebie litrów kwasu za każdą urojojoną myślozbrodnię. A nawet jeśli, to jestem w znacznie lepszym stopniu odeprzeć atak ze strony tych moich wewnętrznych terrorystów - skrzywdzonych co prawda, ale wciąż terrorystów - którym od lat nie nudzi się wysadzanie raz za razem w moim wnętrzu.

A co mnie tak zachwyca, że aż czuje łagodne, milutkie, misiowe łaskotanie w środku na samą myśl? Otóż jest to m.in: zrobienie sobie obiadu do pracy na następny dzień, szczypanie zimna w nos, dynamiczny płyny, bezbolesny chód, planowanie prezentów na święta w drodze do pracy, zabawa z moimi podopiecznymi, rozmowy i uśmiechy ze strony współpracowników, spacer po galerii w tym szalonym okresie, myśl o kontakcie z przyjaciółmi, których już dawno nie widziałam, zdolność do swobodnego kontaktu z rodziną, branie pod uwagę możliwości zmiany pracy, marzenia o życiu gdzieś indziej, ambicje, chęci, potrzeby. Radosne jest również to, że mogę pisać o tych moich zwyczajnie-nadzwyczajnych rzeczach. Trochę dla siebie, trochę dla Was i trochę dla mojej rodziny w przyszłości.

Już nie tonę i już nie gubię orientacji zawieszona hen wysoko w chmurach. Ja płynę ludziska, po prostu płynę! Jeszcze nie mam ziemi pod nogami, nawet jej nie widzę, ale i tak jest za⁎⁎⁎⁎scie.

Pokaż więcej komentarzy (22)

Gruba ryba

w Hydepark

20piorunów

Poszłam do sklepu, już spokojnie z 20 cm śniegu nasypało... przedzieranie się przez te zaspy to był horror. Jakoś dotarłam. Dzięki sugestii użytkownika @DiscoKhan kupiłam wiśnióweczkę i popijam z herbatką - dziękuję, wyśmienite wsparcie dla mojego niedoszłego alkoholizmu! Mam nadzieję, że na drugi dzień będę już zdrowa. :smiley:

Chciałam kupić herbatkę z konopii bo pomyślałam "oooo ale ciekawa! Trzeba spróbować" - nie patrzyłam nawet na cenę. A na kasie wyskoczyło... 27 zł. No chyba ich powaliło xD zwróciłam xD
Pomidorek za 6 zł... Lubię pomidorki. Jak żyć?! Kiedyś za 6 złotych to bym sobie życie na nowo w sklepiku szkolnym ułożyła... a dzisiaj? 1 pomidorek. Ehhh

Pokaż więcej komentarzy (15)

Gruba ryba

w Hydepark

11piorunów

Ale śniegu napadało ಠ_ಠ mam śnieżycę za oknem. W sumie się cieszę bo to chyba będą pierwsze, białe święta od dawna. Nie lubię śniegu i marznąć, ale tworzy się milutki, świąteczny klimacik.
Tylko teraz mam problem czy wyjść z domu i zaopatrzyć się w zapasy pokarmowe, czy głodować. Jestem chora i się obawiam, że się rozchoruję bardziej po takiej wycieczce... Oczywiście jutro jest niedziela popierdolona (polecam stronę jak ktoś jeszcze nie zna i nie korzysta https://www.niedzielajestnormalnaczypopierdolona.pl ) więc nie mogę tego nawet przełożyć na jutro jak jutro bym się już dobrze czuła 😒 nic mnie tak nie denerwuje jak te głupie niedziele, bo rozwalają mi normalny schemat działania jaki miałam - sobotka na odpoczynek, niedzielka na zakupy i pon znowu do kołchozu.
Niechże ten rząd już to naprawi, bo mam dosyć sytuacji typu "spaliła się żarówka i gówno zrobisz".

Pokaż więcej komentarzy (21)

Sum

w Hydepark

6piorunów

W sumie tak sobie pomyślałem, że moglibyśmy jako ludzkość nadać sobie w końcu jakiś cel.

A gdyby tak spróbować podbić kosmos? Przykładowo można skolonizować Marsa.

Chciałbym zarazić tą ideą wszystkich ludzi. W mojej wizji Polski wyglądałoby to tak:

Jako polityk spróbowałbym najpierw rozeznać się co potrzebuję, by móc stworzyć rakietę i wysłać Polaków na Marsa?

Najpierw trzeba mieć dobrą gospodarkę, by móc w ogóle mieć naukowców i posiadać surowce na budowę takiej rakiety.*

No i trzeba zapewnić spokój społeczeństwu*.

Najlepiej można by było zacząć od Policji. Proponowałbym by została wprowadzona prosta zasada.

K.P. (Kodeks Policjanta)
1. Policjant ma obowiązek mieć włączoną kamerę. A jeśli interwencja nie została nagrana, wtedy to obywatel ma wyższość racji słownej w urzędzie. Policjant taki będzie winny zadośćuczynienie wobec poszkodowanego obywatela i policjant ten zapłaci za to swoimi przeprosinami, premią, karą finansową, więzieniem).

Przestępstwo, to byłby czyn za który jest kara. "Jeśli ktoś komuś zrobi krzywdę". W jakimkolwiek tego zdania znaczeniu. Przykład:

* Oszustwo
* Kradzież
* Morderstwo

Wobec tej definicji wyprowadzalibyśmy kary współmierne do czynu. Kształtowane na podstawie opinii publicznej (ankiety w mObywatel)

Jeśli chodzi o gospodarkę znów o gospodarkę.

Chociaż szczerze twierdzę, że inflację można zwalczyć innym małym krokiem, tak by od razu np. Kupić i wynająć taniej mieszkanie.
A co gdyby teraz zmienić prawo eksmisyjne? Tak aby więcej mieszkań trafiło na rynek, dzięki temu że właściciel odzyska mieszkanie i przywrócimy mu wiarę w sprawiedliwość? I wynajmie chętniej? A Polacy będą mieli na sam początek większą możliwość mieszkań do wynajmu i niższą cenę?

K.S (Kodeks Lokatorów)

1. Właściciel mieszkania ma prawo na eksmisję lokatora z asystą Policji po 6 miesiącach nieopłacania czynszu pod warunkiem, że:

* Właściciel po 3 miesiącach bez wpływu pieniężnego za mieszkanie, poinformuje lokatora o pozostałych 3 miesiącach na eksmisję i zawiadomi najbliższy Komisariat od tego mieszkania.
* Powiadomienie takie zostanie zaliczone także wtedy, gdy obywatel nagra kamerą jak wsuwa pod drzwi lokatora wypełniony list o "zawiadomieniu o eksmisji".

Choć moim zdaniem najszybszym sposobem załatania gospodarki będzie jeden radykalny krok.

Wszystkie zasiłki zostałyby przekształcone w ulgę podatkową. I dopiero wtedy można by było zacząć dodawać jakieś wyjątki:

Przykład:

* Totalnie upośledzony człowiek nie potrafiący zrobić cokolwiek sam (poprzez pełnosprawność ruchową i psychiczną), a także nie podsiadałby rodziny oraz przyjaciół, bądź ludzi ktorzy by mu pomogli. Wówczas zabralibyśmy go do specjalnego ośrodka, gdzie staralibyśmy się czegoś go nauczyć (nie wiem, może machać ręką przy naprawdę skrajnej sytuacji) i opiekować się takim osobnikiem.

W przypadku nadchodzącego buntu ludzi pozostających nagle bez pieniędzy. Urząd pracy musiałby im znaleźć pracę. A dofinansowanie na to, poszłoby z oszczędności na zasiłki (excel będzie publiczny). Jak nie będzie miejsc, to się stworzy nowe miejsca pracy, nawet nadmiarowe (za kasę z zasiłku, ewentualnie dofinansowanie).

Oczywiście to są tylko przykłady, choć ja bym to tak widział.
Potem można się zabrać za inwestycje w coś rzeczowego i ludzkiego (budynki edukacyjne, fabryki, energia, żywność, materiały i udogodnienia dla ludzi).

Ogółem, chciałbym przywrócić sprawiedliwość, poprzez oparcie prawa na zasadzie "_Nie rób krzywdy innemu człowiekowi_" (społeczne), sprawić by Polacy nie byli tacy biedni (gospodarcze) oraz poprawić jakość edukacji (przyszłościowe)

Myślę, że te 3 rzeczy wystarczą, aby wysłać Polskę na Marsa.
Najlepiej zacząć by było od małych kroków.





Sum0piorunów

@moderacja_sie_nie_myje
"Policjant ma obowiązek mieć włączoną kamerę. A jeśli interwencja nie została nagrana, wtedy to obywatel ma wyższość racji słownej w urzędzie. Policjant taki będzie winny zadośćuczynienie wobec poszkodowanego obywatela i policjant ten zapłaci za to swoimi przeprosinami, premią, karą finansową, więzieniem)"

"A jak kamera się zepsuje? Też policjant ma płacić i do pierdla iść?"

Jest zazwyczaj dwóch policjantów na patrolu, poza tym jeden z policjantów zawsze może mieć zapasową włączoną kamerę.

"Właściciel mieszkania ma prawo na eksmisję lokatora z asystą Policji po 6 miesiącach nieopłacania czynszu pod warunkiem, że:"

"A dlaczego właściciel ma być bezkarnie okradany aż przez 6 miesięcy?"

odp. od @DiscoKhan
"właściciel ma być bezkarnie okradany przez 6 miesięcy żeby nie dochodziło do nadużyć w drugą stronę i żeby ludzie nie umierali z wyziębienia na ulicach jak z powodu, czy to wypadku czy to po prostu problemów ze znalezieniem pracy ktoś nie musiał od razu zostawiać bezdomnym co w naszym klimacie, w przeciwieństwie do cieplejszych regionów, może doprowadzić do czyjejś śmierci. Dodać nagłe załamanie psychiczne i nieszczęście gotowe."

Oczywiście właściciele mieszkań mogą je cały czas przecież trzymać puste i nie podejmować takiego ryzyka jeżeli im się nie podoba."

Lepiej bym tego nie ujął

Sum0piorunów

@moderacja_sie_nie_myje
"Przestępstwo, to byłby czyn za który jest kara. "Jeśli ktoś komuś zrobi krzywdę". W jakimkolwiek tego zdania znaczeniu."
"A jeśli ktoś poczuje się skrzywdzony bo ktoś inny powiedział, że jest facetem a nie babą jak sobie uroił to jaka będzie współmierna kara?"

O! I to jest ciekawa rzecz nad którą myślałem, przez parę miesięcy.

W jaki sposób ująć zasadę "Nie rób krzywdy innemu człowiekowi" w przykładach takich jak urazy uczuć religijnych, zwracania się do osób wymyślonymi przez nich zaimkami, czy też ogólnego spojrzenia i próby skatalogowania tego zjawiska w kontekście akceptacji społecznej.

Zanim zabiorę się do wypowiedzi, najpierw przedstawię krótką myśl, by odpowiedzieć w pełni na twoje pytanie.

Z tego co zauważyłem, prawa (tradycjonalistyczna) strona ma takie podejście:

* Kobiety powinny zostać w domu i zajmować się domem. [nie zgadzam się]
* Polska musi być chrześcijańska (również w kontekście prawnym) [nie zgadzam się, choć wyznaję cytat Jezusa "Miłujcie się"]
* Ingerowanie w nowe życie (invitro, aborcja) nie powinno być dozwolone. [nie zgadzam się]
* Nie powinniśmy wpuszczać nielegalnych imigrantów [zgadzam się]
* Nie należy mieszać naszej narodowości z inną. Kraj etnicznie jednolity. [zgadzam się]
* Polska musi jest najważniejsza [zgadzam się]

Lewa strona natomiast:

* Kobiety są wolne i mają takie same prawa jak mężczyźni [zgadzam się]
* Polska powinna być wolna od religii w kontekście prawnym [zgadzam się]
* Aborcja i invitro powinny być dozwolone [zgadzam się z invitro, ale aborcja do 12 tyg. zycia (prawna też)]
* Powinniśmy wpuścić nielegalnych imigrantów np. na granicy z białorusią [nie zgadzam się]
* Polska powinna być multikulturowa [nie zgadzam się]
* Europa jest najważniejsza [zgadzam się częściowo, bo nad nią jest zawsze Polska]

Na twoją odpowiedź na pytanie:

"A jeśli ktoś poczuje się skrzywdzony bo ktoś inny powiedział, że jest facetem a nie babą jak sobie uroił to jaka będzie współmierna kara?"
Odpowiem tak:

Uważam, że jeśli ktoś ci usilnie mówi, że jesteś facetem a ty uważasz się za kobietę. To jedyne co ci tak naprawdę pozostaje jest olać to, ewentualnie spróbować przekonać ludzi do tego, że jednak tą kobietą jesteś. Możesz zacząć od siebie, zacznij wyglądać jak kobieta to więcej osób ci będzie mówiło per "Pani"

Moim zdaniem, jeśli zaczniesz promować kampanię na temat tego, że do osób trzeba się zwracać tak jak one sobie tego życzą, a nie na podstawie wyglądu, wtedy prawdopodobnie wkurzysz tym ludzi (zwłaszcza w tym kraju). Poza tym jeśli ktoś ci nawet usilnie mówi że jesteś jednak tym facetem, to co w takiej sytuacji ma zrobić organ ścigania? Zamknąć kogoś za to, że wyraża swoje zdanie i swoją definicję?

Moim zdaniem zdecydowanie prościej jest kogoś przekonać do twojej racji, tak aby z wlasnej woli zmienił zdanie, niż karać za to.

"W przypadku nadchodzącego buntu ludzi pozostających nagle bez pieniędzy. Urząd pracy musiałby im znaleźć pracę. A dofinansowanie na to, poszłoby z oszczędności na zasiłki (excel będzie publiczny). Jak nie będzie miejsc, to się stworzy nowe miejsca pracy, nawet nadmiarowe (za kasę z zasiłku, ewentualnie dofinansowanie)"
"Jak się 'stworzy miejsca pracy'? Ten inwalida będzie mieć płacone za machanie ręką albo mruganie? Już były stanowiska pracy tylko po to, żeby ludzie mieli pracę a nie po to, żeby tworzyli coś wartościowego. I pierdolnęło to wszystko z hukiem."

Najprościej jak się da: Dajesz ludziom miotłę, oni raz w tygodniu zamiotą ulicę i dostają swój zasiłek spowrotem (to tak na początek i w dużym uproszczeniu).

"I dlaczego mielibyśmy lecieć na Marsa? Bo wodzowi narodu się tak uroiło?"

Bo jest to cel do którego warto dążyć. Po drodze można rozwiązać wiele problemów i sprawić by żyło nam się lepiej i dostatniej.

Pokaż więcej komentarzy (33)

Gruba ryba

w Hydepark

24piorunów

TLDR: Lustereczko, powiedz przecie, kto jest najbardziej poryty na świecie?

17.
Maniakalnie przerabiam w głowie raz za razem te same historie, bo czuje że coś mi umyka. Jakby odtwarzanie tysiaćsetny raz tego samego scenariusza miało nagle doprowadzić do jakiegoś zaskakującego zwrotu akcji. Tyle że do tej pory, takowy nie miał miejsca. To zawsze są te same historie, kwestie, osoby. Jednym słowem - nuda, ale ja obsesyjnie chcę dojść do prawdy i sensu. A czy w tym musi być jakiś sens, no i jaka miałaby być ta prawda? Prawda, tak samo rzeczywista jak sprawiedliwość.

Może ja wcale nie chce odkryć czegoś nowego, może ja próbuje zakląć myślą wszystko to co miało miejsce z nadzieją na zmianę przebiegu zdarzeń? Coś wymazać, coś dodać? Nieee, aż taka szalona nie mogę być.

Pisze te rzeczy z nadzieją, że przetransferowanie ich na formę tekstową, pozwoli mi się od nich uwolnić, chociaż na chwilę, tak abym mogła zasnąć.
Mam natchnione myśli, ważne myśli i te zupełnie nieistotne. Niektóre chce zapamiętać, ale je zapominam, natomiast te które chcę zapomnieć zostają ze mną na zdecydowanie zbyt długo.
Czasem się czuje, jakby moje życie było na opak. Rzeczy które powinny mnie uszczęśliwiać doprowadzają mnie do rozpaczy, natomiast te dramatycznie pozwalają mi poczuć że żyję. Czy to w ogóle ma sens?! Marzę, o spokojnym śnie.

Tytan6piorunów

Ja na takie ruminacje mam wentyl bezpieczeństwa czyli wychodzę na wysiłek fizyczny. Wentyl numer dwa to zmuszenie się do rozmowy z drugim człowiekiem. Podczas kontaktu z ludźmi mózg nawet taki po⁎⁎⁎⁎ny zaczyna wykazywać zdrową aktywność. Wiadomka im wcześniejsze stadium takiej obsesyjki tym lepiej odkręcić wentyl, bo im dalej w las tym ciężej ją zatrzymać. Może propozycja @splash545 też się sprawdzi jako taki wentyl. @Fafalala fajnie, że zrobiłaś wpis 😊 dobrych snów jak już mózg pozwoli Ci się wyspać 😊

Pokaż więcej komentarzy (8)

Gruba ryba

w Hydepark

102piorunów

Znowu zaczyna się płacz o niedziele handlowe ''uciemiężonych'' pracowników marketów podkręcany przez Solidaruchów. Ale już niedługo - daję maksymalnie 10 lat i może się okazać że żaden kasjer nie jest potrzebny ani w niedzielę ani w inne dni tygodnia i taniej wyposażyć sklepy w rozwiązania rodem z Żabki Nano albo zwyczajnie przejściowo postawić ciecia do pilnowania kas samoobsługowych, chociaż to też można rozwiązać dopracowaniem oprogramowania. Większość tych błędów to z mojego doświadczenia to pochodne braku tolerancji wagowej dla produktów, wystarczy zwiększyć o kilka procent i kasa już się nie zatnie. Weryfikacja alkoholu, fajek i tego typu rzeczy +18 w skrajnej wersji może używać chipa w dowodzie osobistym, raczej na zasadzie tokenu niż gromadzenia danych kto co kupił, w bardziej optymistycznej kamery na podstawie AI - zresztą to ostatnie rozwiązanie jest już testowane.

Zresztą nie zapominajmy że są już rozwiązania RFID, tak jak w Decathlonie czy Croppie gdzie wystarczy że produkt znajdzie się w strefie pakowania a maszyna sama szczyta co to za produkt bez przykładania do czytnika nawet. W miarę jak technologia będzie tanieć będzie się je opłacało przyklejać nie tylko na ciuchy czy akcesoria ale na karton mleka czy opakowanie parówek. A nawet jak sprytni Janusze wykorzystają luki w oprogramowaniu to wydaje mi się że i tak taniej chyba zapłacić za straty niż opłacić etat kasjerce. Tak myślę generalnie.

Fenomen9piorunów

W tym miesiącu u mnie w robocie na stacji była o tym rozmowa xd laska i moja kierowniczka mówiły jak to dobrze, że są nie handlowe bo można odpocząć. Ja mówię, że niech se będą bo ludzie do pracy się znajdą( mam na myśli młodych uczących się chcących dorobić) a one do mnie, że " ale tu nie chodzi o to czy będzie ktoś do pracy tylko żeby spędzić czas z rodziną posiedzieć czy wyjść gdzieś a nie na zakupy chodzić". Ja już się poddałem, ale pomyślałem że ci co chcą to znajdą czas na rodzinę a ci co nie chcą to nie poza tym w kinach, na stacjach czy knajpach tez pracują ludzie mający rodziny xD

Lider1piorunów

@MarianoaItaliano pamiętajcie kasjer (który to zawód był do niedawna synonimem porażki życiowej) nową kastą w Polsce. Oni mają rodziny lepsze od rodzin pielęgniarek chociażby. Z tym, że taka pielęgniarka się musi uczyć obecnie 5 lat do zawodu i nikt jej niedziel wolnych nie da. Zmiana zawodu przez pielęgniarkę też nie wchodzi w rachubę z wiadomych względów.

Za to PANI KASJERKA, która się nie chciała uczyć i zdobywać kwafilikacji którą może zastąpić KAŻDA osoba z ulicy, która ma dwie ręce i nogi już pracy zmienić nie może i jest tak uciemiężona pracą że musi w niedzielę przebywać z rodziną.

Butne, roszczeniowe nieudaczniki życiowe.

Pokaż więcej komentarzy (66)

Kosmonauta

w Hydepark

1piorunów

Dlaczego NBP wygląda jak choinka? Czy tam jest jakieś rave party?
I napis na świętokrzyskiej
"NBP Murem za polskim mundurem"
Czy to znaczy, że wy "mundurowi tam bijcie się na froncie a my staniemy za wami, będzie bezpieczniej"? Bo Polacy rozumieją ten tekst metaforycznie, cudzoziemiec, który jest nieświadomy przedłumaczy to dosłownie.

  

Gruba ryba

w Hydepark

39piorunów

    

UWAGA! W tym wpisie opisuje krótko akt przemocy domowej, konkretnie w 3 akapicie. Jak jest to dla Ciebie bolesny temat to polecam ominąć. Reszta jest napisana dosyć ogólnikowo. :smiley: Daję znać dzięki sugestiom innych czytaczy, aby dawać lepszy trigger warning, no i w sumie mają rację.

TLDR: Ja i moje przekonania muszą być na pierwszym miejscu- dla niektórych banał, dla innych prawda objawiona i dlaczego już jako dziecko zgubiłam się w świecie własnego ego.

16.
Ostatnio coraz mocniej puka do mojej świadomości jedna rzecz. Poza tym że się pojawia i ją rejestruje, zaczynam ją czuć, rozumieć. Wypełnia mnie od środka myśl, że bez pewności własnego ja i zdolności odróżnienia własnych potrzeb od przekonań innych to daleko nie zajdę w procesie zdrowienia. Będę jak pies, który dla rozładowania emocji gania za własnym ogonem nie mogąc go złapać, a jak już mu się uda, to będzie go to bolało. Gdzieś zawsze w środeczku czułam, że tak powinno być, że to jest normalność, ale wychowanie i zaniedbania emocjonalne odbijają się stale w moim wnętrzu jak echo.

Gdy żyje się w domu przemocowym, gdzie dziecko dla ojca jest workiem treningowym, a dla matki zsypem na trudne emocje, ciężko jest znaleźć siebie, a co dopiero obudować to wszystko solidnym murem własnych przekonań. Z perspektywy dzieciaka, gdzie rodzice są całym światem chce się być po prostu przydatnym by zasłużyć na miłość. Doprowadziło to do tego, że już jako dziecko musiałam się mierzyć z dorosłymi problemami, które mój malutki mózg nawet jak chciał to nie był w stanie ogarnąć. Obwiniałam się za wszystko, dosłownie wszystko, za łzy matki, złość ojca, biedę i za to, że to coś zwane rodziną w ogóle nie funkcjonuje jak powinno. Paradoksalnie łatwiej jest uznać, że ma się na coś wpływ, nawet na najgorszy syf, niż pogodzić się ze stanem bezradności i zaakceptować to, że jest się nic nieznaczącym trybikiem wytworzonym przez niewydolnych dorosłych zwanych mamą i tatą.

Doszło do tego, że wydawało mi się, że są konkretne przyczyny dlaczego ojciec traktuje Nas jak traktował. Przecież dostawać muszę za coś, w tym musi być jakiś sens! Nawet za posmakowanie majonezu z jajka palcem "O Ty niewychowany stworze - należało Ci się". To moja wina, powinnam być czujniejsza, przewidzieć reakcję ojca, pohamować potrzebę. Przecież wiesz, że łatwo wprowadzić go w gniew. Złapał mnie wtedy za ucho i jak worek kartofli przeciągnął mnie do drugiego pokoju. Byłam pewna, że urwie mi to ucho, bo nawet nie zdążyłam stanąć na nogi jak mnie capnął. Potem rzucił mnie na łóżko i miał sk⁎⁎⁎⁎syn cela, po poleciałam na sam kant. Poza urwanym uchem brałam na starty swój kręgosłup. Później już tylko czyste, klasyczne napierdalanko, rękami, potem pasem i to przy całej rodzinie. Wstyd, ból, krzyk, strach wszystko w jednym czasie. Nikt nie zasługuje na takie traktowanie, a przede wszystkim mała dziewczynka z sercem spragnionym miłości.

Tak bardzo pragnę docenienia, poklepania po główce, słów że jestem coś warta, że mogę myśleć zupełnie inaczej niż inni mi bliscy i to nie jest złe. Że mogę odpuścić, że nie muszę już tak mocno obserwować i wyszukiwać sytuacji kryzysowych, aby próbować ich uniknąć. Udowadniać z uporem maniaka, że jestem dobrym człowiekiem. TO CO MYŚLĄ O MNIE INNI, NIE WARUNKUJE TEGO JAK JA MAM SIĘ CZUĆ Z SAMĄ SOBĄ. Czy to to świecie k⁎⁎wa rozumiesz?!

Jestem słońcem własnego wszechświata, jak ja nie będę świecić najmocniej jak się da, nic wokół mnie nie będzie miało barw ani sensu.

Osobistość4piorunów

@Fafalala bardzo mi przykro.

Wydaje mi się, że nasze społeczeństwo jeszcze za dużo nie wie o zdrowiu psychicznym i nawet jeśli ktoś z otoczenia widział co się dzieje to nie rozumiał powagi sytuacji.

Pamiętam jak koleżanka mówiła, że chce ze sobą skończyć (a może próbowała? wiem to bardziej z plotek) to została uznana za atencjuszkę...

Ile masz teraz lat?

Gruba ryba2piorunów

@Fafalala Dla mnie niepojęte jest jak można bić dziecko, a już w ogóle nie ogarniam jak można uderzyć córkę. To chyba tylko słabi psychicznie ludzie biją swoje dzieci, albo kompletne prymitywy. Smutne, że polskie zjebane prawo potem nakazuje dzieciom płacić za opiekę nad takim rodzicem, zostawiając tylko minimalne grosze na własne przetrwanie. W żadnym innym kraju tak nie ma, wszędzie indziej za domy opieki płaci rząd z pieniędzy wszystkich podatników.

Pokaż więcej komentarzy (53)

Gruba ryba

w Hydepark

28piorunów

   

TLDR: Dzisiaj swobodniej. Pogadajmy o lęku.

15.
Chciałam poruszyć znacznie poważniejszy temat, który wkręca mi się w głowę od jakiegoś czasu, ale czuję że nie mam gotowości w sobie, aby popełnić wpis bez otwierania kolejnych ran. Skupię się na tym co rejestruję od jakiegoś czasu w sobie. Chodzi mi o lęk, strach, paranoje, tacy moi Ich Troje.

Długo nie dochodziło do mojej świadomości jak lękowym jestem stworzeniem. Przecież doświadczałam tak wiele okrucieństw. Musiałam się zahartować, po coś to wszystko znosiłam. Tyle że k⁎⁎wa nie! Dziadostwo się magazynuje i albo doprowadza Cię w skrajności do paranoi, albo do dysocjacji. Ja bywałam bo obu stronach. Z dwojga złego wolę to drugie. Wyłączasz się, nie odczuwasz emocji, bodźców zmysłowych z zewnątrz, ciało się zamraża, czas leci - dużo plusów. Z wad to omijanie przystanków, wybiórcze amnezje i fugi pamięciowe, ryzyko podczas jazdy samochodem i ogólne poczucie wyrwania z kontekstu. Dysocjacja jest zjawiskiem, kiedy układ nerwowy nie daje sobie rady z poziomem stresorów. W reakcji obronnej wyłącza wyższe funkcje skupiając się na potrzymaniu tych głównych, w celu wypracowania odpowiedniej strategii na zagrożenie - zamrożenie/ucieczka albo walka. W skrócie schodzę do poziomu takiego przeciętnego żuka.

Mogłabym powiedzieć, że większość życia czuję strach. Głownie strach, przeplatany krótkimi epizodami odwagi. Nawet nie wiem co napisać. To tak boli. Boję się świata, boję się ludzi i boję się siebie.

Wrócę do tego, dzisiaj nie mam odwagi. Znowu.

Lider2piorunów

Z tym hartowaniem się poprzez doświadczenie złych rzeczy. Słynne: co cię nie zabije, to cię wzmocni. Działa to tylko wtedy jeśli człowiek jest odpowiednio nastawiony i traktuje przeciwności losu jako wyzwania.
W innym razie złe doświadczenia kumulują się, aż w końcu człowieka złamią, niestety.

Ciekawy opis dysocjacji, nie spodziewałem się, że nasz organizm może zadziałać w ten sposób.

Na spokojnie, napiszesz więcej jak będziesz na to gotowa i miała taką potrzebę. Moim zdaniem i tak masz w sobie dużo odwagi, żeby umieszczać te wpisy.
Trzymaj się i dobrej nocy życzę

Pokaż więcej komentarzy (25)

Gruba ryba

w Hydepark

32piorunów

Są tacy co uważają, że kurła kiedyś to było kulturalnie a teraz mamy upadek społeczeństwa.

Ostatnio mi się przypomniało czego można było niemal dwie dekady temu posłuchać w ciągu dnia na stacji VIVA Polska:
-Peja - Życie kure*
-Ascetoholix - Suczki xD
-"Ona bogini seksu jest napalona" xDˣᴰ
-czy też przeboju modelki erotycznej Ewy Sonnet (to wałkowali non toper)

Patola zawsze nas otaczała, brakowało tylko internetu by to unaocznić.

  

Pokaż więcej komentarzy (4)

Gruba ryba

w Hydepark

32piorunów

TLDR: Podziękowanki i luźne gadanki.

14.
Na samym początku chciałam podziękować za tak ciepły odbiór mojego poprzedniego wpisu (link w komentarzu). Trzy dni pieściłam treść, aby przez kolejne trzy zastanawiać się, czy warto się tak uzewnętrznić, i czy przypadkiem nie narobię sobie i/lub innym niepotrzebnych przykrości (no może poza osobami, których uderzył ścięgniasty wtręt, soraski). Poszłam na żywioł, dzięki czemu dowiedziałam się, że moje obawy były całkowicie bezpodstawne. Wiem, że poza indywidualnym nastawieniem użytkowników, to również zasługa tego, że mimo wszystko Hejto stara się być społecznością zgoła inną niż mirkowe piekiełko prześciagania się w agresywnym śmieszkowaniu. Cieszy mnie to bardzo, bardziej niż pewnie podejrzewacie.

Pragnę też napisać dotychczasowym i nowym czytelnikom Fafalalowego tagu o ryciu sobie bani, że nie zawsze będą takie fajerwerki jak ostatnio. Często będę po prostu gadać o swoim żyćku, próbując zebrać w słowa to co mi leży na sercu. Nie chcę próbować sprostać zbyt dużym oczekiwaniom nastawionym na wyścigi, wybuchy i lejącą się posokę (chociaż o tym ostatnim to jeszcze pewnie coś napiszę).
Licze, że przybędzie Was więcej, bo zawsze miło jak ktoś zareaguje na moją prace, oraz że zostaną Ci, którzy do tej pory dzieli się że mną swoją uwagą pod poprzednimi postami. Również Wam za to dziękuję. Moze nie wyglądam, ale zależy mi na poznaniu innych, a właściwie Waszych światów. To zawsze miało dla mnie duża wartość w życiu.

No to tyle na dzisiaj. Post czysto organizacyjny, ale wciąż ważny. Zwłaszcza dla osoby, która większość życia poświęciła na spełnianiu oczekiwań innych - mam na myśli zarówno te rzeczywiste, jak i urojone przez moje skrzywdzone ego.

No dobra to wszystko. Miłego dzionka wszystkim. Peace!

Tytan1piorunów

Bardzo fajnie że piszesz, osobiście się trochę utożsamiam z tym co piszesz na swoim dzienniczku i myślę że potrafię Cię zrozumieć. Oczywiście zostaję tu i piorunek przesyłam. Udanego dzionka

Pokaż więcej komentarzy (14)

Gruba ryba

w Hydepark

70piorunów

TLDR: Uzależnić się można od wszystkiego, nawet od ranienia siebie. Zapraszam wszystkich, który nie boją się dłuższych czytanek.

UWAGA! W poście wstawiam zdjęcie z aktu samouszkodzenia jako NSFW. Nie polecam zaglądać osobom wrażliwym na krew. Jakby co otwartych ran nie widać. Wiem, że nie muszę go wstawiać, ale chcę. To była cześć mojej rzeczywistości i pragnę pokazać to takim jakim było, jak ja to widziałam. To trudny wpis dla mnie, ale może być również dla osób, które mierzą się z podobnym problemem. Jak nie masz gotowości nie czytaj, nie oglądaj. Wiem jak to na mnie działało, gdy byłam w emocjonalnym limbo - jak wyzwanie. Jeżeli to co przed chwilą pisałam jest o Tobie, to posłuchaj: poszukaj pomocy, serio. Jakby co to pisz do mnie, coś wykombinujemy razem.

13.
Pierwszą ranę zadałam sobie w wieku 12 lat. Nawet nie wiedziałam z czym to się wiąże i jak to się nazywa. Przyświecała mi jedna myśl: mam zdecydowanie zbyt mało ran na ciele. Dopiero parę lat później, dzięki "barwnej" subkulturze emo zyskałam świadomość dotycząca autoagresji. Można powiedzieć, że zaczęłam się ciąć, zanim stało się to modne.

Na początku na nogach, płytkie, szybko gojące się. Tak aby tylko poczuć adrenalinę, kontrolę i spójność z bólem psychicznym. Z czasem tych płytkich robiło się coraz więcej. Stopniowo przestało starczać miejsca. Do próby s. tylko raz, ŚWIADOMIE poszukałam wsparcia u innych. Pokazałam rany najbliższej w tamtym momencie koleżance, trochę od niechcenia, trochę demonstracyjnie, jak na niestabilną czternastkę przystało. Nie spotkało się to z żadną reakcja, i w sumie się nie dziwię - obie byłyśmy wciąż dziećmi. Ja bez zaufania do kompetencji dorosłych, a ona z zupełnie innego świata gdzie nawet ciężko było poczuć wagę problemu.

Później już poszło. Lawinowo. Z nóg na ręce, z rąk na brzuch, z brzucha na stopy, dłonie. Gdzie się dało, gdzie było miejsce. Aż dziw bierze, ile na tym czasu można było spędzić. Gdy myślę o mojej desperacji mam tylko jedno w głowie, dżizus k⁎⁎wa ja pi⁎⁎⁎⁎le! Rany stawały się coraz głębsze, bardziej bezczelne. Ja nawet nie wiem jak mogłam to sobie robić, na to wszystko patrzeć. Tłuszcz, żyły, mięśnie, ścięgna i inne równie finezyjne tkanki. Zdecydowanie to nie jest coś z czym miło się obcuje. Tolerowałam to, ale nie akceptowałam. Sporadycznie pojawiało się zagrożenie życia, lub zdrowia ale umiałam sobie z tym radzić. Mam czarny pas w samoopanowaniu ran, chociaż tyle z tego. Poradziłam sobie nawet w momencie, gdy ujebałam sobie ścięgno w nadgarstku. Do dzisiaj pamiętam, że strzeliło jak gumka w majtach. Osobliwe uczucie. Długo nie mogłam ruszać palcami prawej dłoni, ale nadal nie skłoniło mnie to do zgłoszenia się po pomoc. Ogółem było chujowo, ale chujowo.

Nie chciałam robić rozpiski z obrzydliwości jakie można dostarczyć swojemu ciału, ale chcę abyście poznali granice desperacji, nienawiści do siebie i zrozumieli, że autoagresja to nie tylko moja przyjaciółka żyletka. Zresztą te wpisy mają być moim katharsis, bez tabu, bo czy tego chcę czy nie, to było i już nic z tym nie zrobię. Poza cięciem skóry, potrafiłam sobie ją wycinać, opalać, zarówno ogniem jak i chemicznie (najgorsza rany do gojenia ever), wyrywać paznokcie, truć się lekami, jedzeniem, rozdrapywać skórę, czy stawiać sobie zadania typu "uderzę dłonią w ścianę 500 razy" iiii... robiłam to, pomimo że po 300 uderzeniu spod opuchlizny już ciężko było dostrzec jaka to w ogóle część ciała. Jakie życie, taki challenge. Do obecnej siebie mam tylko jedno, fundamentalne pytanie: jak było mnie na to wszystko stać, by być tak podłym i zdeterminowanym w niszczeniu siebie?! To bolało, tak strasznie bolało, ale chyba nie umiałam sobie inaczej radzić. Moje ciało, zawsze było elementem dostarczania bólu i cierpienia, jak nie przeze mnie to innych. Nigdy nie byłam nauczona szacunku do własnego, mięsnego robota.

Tajemnica poliszynela, bo inaczej nie umiem tego nazwać jak przez ostatnie 1,5 roku przed niżej wspomnianym wydarzeniem już się w ogóle nie odsłaniałam. Nie ważne czy było 40 stopni i byłam nad morzem, czy był wf. Odmawiałam również pójścia do lekarzy, mimo że już miałam w tamtym czasie znaczące problemy zdrowotne. Z samych sposób ukrywania ran na ciele mogłabym zrobić drugi, równie rozległy wpis ale oszczędzę tego Wam i sobie.Teraz mam pewność, że tylko osoba, która bardzo nie chciałaby sobie czegoś uświadomić nie stawiałaby pytań. A tak! Tajemnica wydała się po 5 latach mojej gehenny, wraz z próbą s. gdzie mama znalazła mnie zatrutą lekami w kałuży krwi. To było jedno z 3 najgorszych doświadczeń w moim życiu. Jeszcze nie umiem o tym mówić, albo nie chce.

Później leczenie, diagnoza, próba wyjścia z tego bagna. Obłudą dla mnie jest myśl, że znaczne problemy w samym sobie potrafią się rozstrzygnąć w jednej chwili, tylko wystarczy dostatecznie mocne pierdolniecie. Nadal po tym dokonywałam samouszkodzeń, ale było już ciężej się chować. Ja też już się zmieniałam. Zaczęłam dostrzegać mechanizm w swojej głowie, który mówił: Hej koleżanko, masz problem? Potnij się! Niczym hasełko reklamy jakiegoś cudownego leku. Czasami podawałam się tej myśli, czasem nie. Tak sobie radziłam, ale im bardziej się stabilizować i im mniej hormonów uderzało do mojej głowy, tym łatwej było zapanować na tym popędem, ale wciąż nie do końca. Potrafiłam w nocy przez sen drapać ręce powtarzając: muszę się pociąć, muszę się pociąć. Ręce fantomowo świerzbiły mnie, skręcały i piekły. W 2016 roku, gdy napięcie sięgało zenitu, co wzmagało chęć sięgnięcia po "sprawdzone" sposoby, zgłosiłam się na terapię poznawczo-behawioralną. Wprost powiedziałam terapeutce, że nie chce zajmować się niczym innym niż próbą zmiany tego wadliwego konstruktu myślowego i tak też zrobiliśmy. Po pół roku ciężkiej i momentami bardzo dziwnej pracy wyszłam wolna. Bardziej zdolna do szukania innych sposób radzenia sobie z trudnymi emocjami i działało to! Przez długi czas ciążyły mi tylko blizny.

Wytrwałam do 30 roku życia, bo w życiu nic nie trwa wiecznie. Trzeba być czujnym, wytrwałym i mądrym, ja widocznie taka nie jestem, albo lubię sięgać po sprawdzone sposoby. Zdaje sobie sprawę, że to proste i trudne zarazem. Zresztą kto był kiedykolwiek od czegoś uzależnionym wie, że nigdy nie jest się w pełni bezpiecznym. Czytelniku, dziękuję za poświęcony czas i chcę dodać, że pomimo takiego mało pozytywnego zakończenia to jestem nadal w procesie terapeutycznym i pod opieką psychiatryczną. Nadal walczę, by było lepiej i Wam też polecam zmierzyć się ze swoim uzależnieniem. Nie ważne jakie jest. :smiley:

Fanatyk0piorunów

Bardzo ci współczuję zarówno problemu jak i tego co do niego doprowadziło. Sama mam bezpośrednie doświadczenie z tym gównem ale nie w takiej skali.
Trzymaj się mocno!

Gruba ryba2piorunów
Na początku na nogach, płytkie, szybko gojące się. Tak aby tylko poczuć adrenalinę, kontrolę i spójność z bólem psychicznym.

@Fafalala zdecydowanie brakuje w tym wpisie informacji co powodowało ten ból psychiczny. 12 lat to jeszcze nie okres burzy hormonów. przez cały wpis miałem nieodparte wrażenie, ze te chlastanie się to tylko wierzchołek, wartstwa zewnętrzna. Odreagowanie jakiegoś innego problemu, z którym sobie od dziecka nie radzisz, więc wyżywasz się na sobie. co tam się stało? rodzice cię nie zauważali? ktoś cię skrzywdził w jakiś sposób?

Pokaż więcej komentarzy (52)

Fenomen

w Hydepark

3piorunów

Dopadł mnie nawrót marazmu I nihilizmupo rozmowie o życiu mimo że miałem myśleć pozytywnie. No bo moja mama nie będzie żyła wiecznie to muszę się teraz usamodzielnić. Dostałem za zadanie do końca grudnia wysyłać CV i znaleźć pracę taką, która mi odpowiada i ma możliwości rozwoju. Nawet, żebym z wujkiem pogadał czy mógłby mnie czegoś nauczyć czy wziąć na staż do siebie bo w cyberbezpieczeństwie pracuje, ale ja wstydzę się to zapytać.Naprawdę nie potrafię się wziąć za siebie i co kowliek osiągnąć. Już próbowałem wysłać CV i nawet inni mi pisali, ale to nic nie dało przez co nie widzę szans na powodzenie teraz. Prawda jest taka, że nie umiem kompletnie nic, niby uczę się angielskiego, ale idzie mi to bardzo ciężko jak nauka czego kolwien przez całe życie a nigdzie nie wezmą takiego idioty. Pasji, hobby, zainteresowań też nie mogę znaleźć mimo, że jak byłem młodszy próbowałem różnych rzeczy a teraz na siłę już nie chce mi się. Nie rozumiem życia, że muszę pracować by mieć na podstawowe potrzeby i tak do śmierci jak będę stary może za mało wiem i za mało umiem by widzieć sens.

 

Pokaż więcej komentarzy (8)

Fanatyk

w Hydepark

46piorunów

Taki ksiądz jeden czy drugi w sumie też może powiedzieć, że pracuje w korpo. Kościół to jest jedna wielka korporacja, też istnieje ład korporacyjny i procedury na każdą procedurę. Jest prezes, wiceprezesi czyli kardynałowie i w ogóle. To normalnie jest firma, która sprzedaje swoje usługi na całym globie po prostu. Taka branża, stawki tylko bardziej elastyczne.

 

Fenomen2piorunów

Zastanawiałem się 3 lata temu czy nie iść na księdza, ale to już upadający zawód. U mnie w mieście jest też kościół protestancki i mają ośrodek wypoczynkowy to też normlana firma, ale jako fundacja nie płacą podatków.

Gruba ryba3piorunów

@evilonep prawda jest taka że nic dobrego z tego nie wynika. Jeśli ktoś poszukuje jakiegoś sensu w życiu to wręcz przeciwnie, religii musi unikać w miarę mozliwości.

Pokaż więcej komentarzy (12)

Gruba ryba

w Hydepark

14piorunów


TLDR: Gdy jest zbyt długo dobrze, to jest niedobrze.

12.
Ogółem z długotrwałym chorobami i zaburzeniami psychicznymi jest jeden, fundamentalny problem utrudniający leczenie. Gdy jest się już długo po⁎⁎⁎⁎nym i w sumie pojebanie robi się pewnego rodzaju normą, to zaczyna się robić dziwnie jak jest względnie dobrze. Głowa zaczyna świrować w nowej rzeczywistości.

Istnieje coś takiego jak tęsknota za depresją. Brakuje Ci z czasem głębszego odczuwania, wrażliwości, poczucia uwagi innych, tego że jak już jesteś na granicy życia i śmierci, to nie ma potrzeby się mocniej starać i takie trochę wyjebongo. Takich aspektów jest znacznie więcej. Można to też ująć tak: zajrzało się do samego piekła i nie bardzo chciałby się tam wracać, ale w sumie ciepło było. ¯\\(ツ)

Mam specyficzny problem z określaniem własnych potrzeb. Gdy słyszę od terapeutki, co mogłaby mi dać podczas tej sesji dostaje świra. Biegam rozgorączkowana w tej swojej głowie szukając danych. Niby wiesz co można powiedzieć, ale wstyd i poczucie bezsensu w komunikowaniu tego blokuje Cię na tyle skutecznie, że w ostateczności milczysz. I się robi dziwnie, przynajmniej dla mnie. Gdy większość życia bliscy ignorowali komunikaty o Twoich potrzebach, zaczynasz dostosowywać się do tego iiii... milczysz, czując wstyd, że w ogóle śmiesz śmiać potrzebować czegoś od świata. Pani Alicjo, chyba chciałam usłyszeć, że nie jestem taką kupą gówna za jaką się uważam i coś jeszcze ze mnie będzie.

BTW. W uj wali tymi świeczkami. Miało być romantico, a czuje się jak w luksusowym zakładzie pogrzebowym.

Mistrz1piorunów

Skąd ja to znam... Ale no całkiem serio mówię: schodzi epizod manii, zaraz wejdzie epizod depresji. Zapnij pasy

Pokaż więcej komentarzy (37)

Lider

w Rozkminy

3piorunów

Jeśli podróżowalibyśmy w czasie 3 godziny w tył i się spotkali i byłoby nas 2.

To lepiej żeby ten z przeszłości obciął włosy tego z przyszłości, czy na odwrót? :thinking_face:



Który scenariusz jest lepszy

  • Podróżnik w czasie obcina włosy swojej wersji z przeszłośći21% (4 głosy)
  • Wersja z przeszłości obcina włosy podróżnikowi w czasie79% (15 głosów)

19 głosów

Fanatyk7piorunów

@Deykun Generalnie fizyka podróży w czasie nie jest nam znana, bo podróże w czasie są tylko hipotetycznym pomysłem. Niezależnie od przyjętych założeń, bezpieczniejszym i bardziej unikającym paradoksów rozwiązaniem będzie układ, gdzie przybysz z przyszłości jest strzyżony.

Wariant odwrotny by prowadził do sytuacji gdy już ostrzyżony przybywasz aby kogoś (tj. siebie) ostrzyc, co ma większe prawdopodobieństwo wpłynięcia na strzyżenie, i może doprowadzić do paradoksu.

Personalnie jestem fanem Zasady Nowikowa w dziedzinie podróży w czasie: https://en.wikipedia.org/wiki/Novikov_self-consistency_principle (na polskiej wiki też jest, ale słabo wyjaśniona).

Novikov self-consistency principleThe Novikov self-consistency principle, also known as the Novikov self-consistency conjecture and Larry Niven's law of conservation of history, is a principle developed by Russian physicist Igor Dmitriyevich Novikov in the mid-1980s. Novikov intended it to solve the problem of paradoxes in time travel, which is theoretically permitted in certain solutions of general relativity that contain what are known as closed timelike curves. The principle asserts that if an event exists that would cause a paradox or any "change" to the past whatsoever, then the probability of that event is zero. It would thus be impossible to create time paradoxes. History Physicists have long known that some solutions to the theory of general relativity contain closed timelike curves—for example the Gödel metric. Novikov discussed the possibility of closed timelike curves (CTCs) in books he wrote in 1975 and 1983, offering the opinion that only...Wikipedia
Autorytet0piorunów

Ahh tak Paradoksy podróży w czasie. Gdybyś wskoczył do maszyny czasu, cofnął się o 5 minut i zmienił staremu siebie cofnięcie maszyny o 6 minut zamiast 5 to kto by się stało?

Pokaż więcej komentarzy (5)

Gruba ryba

w Hydepark

14piorunów

TLDR: Zakręcona, zakręcona... I zmęczona.

11.
Nie mogę się skupić. Moje myśli gnają w co najmniej pięciu różnych kierunkach. Chcę oglądać filmiki psychologiczne. Ucz się ucz, bo wiedza to potęgi klucz. 20 minut szukania, ale w końcu mam. Nawet ciekawy materiał, ale zanim się zorientuje już puszczam filmik gameplayowy: "ALL RIGHT EVERYBODY, WELCOME BACK TO ANOTHER VIDEO. TODAY, WE'RE PLAYING JANNA IN THE MID LINE..." Znów się nudzę. Poczytam komentarze w międzyczasie. O! Jeszcze to miałam zobaczyć. Nie kończę kolejnej rzeczy, już jestem w przeglądarce. Konieczne muszę zobaczyć rodzaje skorpionów heterometrusów. Mam nową fazę. Papierosek, jeszcze papierosek, koniecznie. Bez papieroska się nie liczy. O cholera, krostka. Zostawiam wszystko, muszę wycisnąć. W międzyczasie wpadam na pomysł, aby wrócić do malowania. Kurde, ale mi się chce. Muszę już malować. Zanim się za to wezmę, zdążę kupić że dwa komiksy. Natchnęło mnie. Zawsze je chciałam. C⁎⁎j, że nie mam kasy, ale ja mam ochotę kupić te komiksy. Przecież po coś pracuje. Sprawdzam czy można je odebrać za godzinę w empiku. Cholera muszę czekać dwa dni, przecież mam na nie ochotę już teraz. No cóż...zjadłabym wrapa z maka! Daleko nie mam. Podjadę. Zapierdzielam autem jakbym miała swój epizod w Szybkich i Wściekłych. To był dobry ruch. Miałam smaka na maka.
Wybija północ, godzina duchów. O 7 rano pobudka. Wypada się położyć, tylko zmęczenia ani widu ani słychu, czuje się jakby była 15. Włączę horror na usypianki, one zawsze jakoś przewrotnie mnie regulują. W trakcie sensu włączam grę. Nie wygrałam, wkurwiam się. Odinstalowuje. Nie mam do niej cierpliwości. A co tam się w ogóle w tym filmie dzieje... kurde, po ile ten heterometrus był?! Muszę sprawdzić. Znowu się w to wtapiam. O 2 w nocy wybieram terrarium. Jakoś ogarnę kasę. Znów ten moment, papierosek! Nie finalizuje zakupu. Dobra, będzie lipa jutro. Spróbuję zasnąć. Kładę się. Myśli zapierdzielają w ciszy jeszcze bardziej: to miałam zrobić i jeszcze to, może do grania na ukulele wrócę, mam ochotę wstać i grać. Ciężko mi się powstrzymać, ale nie ma opcji, powściągnij konie pannico. Twój chłopak słodko śpi już od godziny. Dobraaaa, to co teras?? Włączę sobie audiobooka, to nie będę musiała siebie słuchać. Już wiem, że w tym stanie spokojnie mogłabym odpuścić sobie próby zasypiania i zacząć, baaaaardzo powoli ogarniać się do pracy. Cholera, za głośno, za cicho, znów za głośno agrhhh. Okej, już i tak się nie wyśpie. Za ciekawa ta ksiażka, przestawiam opcje zasypiania z 30 minut na godzinę. Boję się, że za wcześnie się skończy i znów będę skazana na pastwę własnej, szalonej inicjatywy. Już nawet nie chce patrzeć na zegarek. Kręcę kółka łóżku, powtarzam w sekwencji: plecy, lewe ramię, brzuch, prawy bok i cyk! Znów na plecy. Świadomie robię tak z pięć razy, później powoli odpływam. Wyłącznie z wycięczenia. To już taka 3 noc. Już nic nie słyszę, już nic nie czuje. Uf, udało się, nie powiem że było łatwo. Tyle z tym roboty. Najchętniej odpuściła bym sobie spanie.

Specjalista1piorunów

@Fafalala Jak przestaje działać mózg, to zaczynasz od diety... i nie chodzi o jedzenie mniej, czy jedzenie warzyw i tym podobne pierdoły. Mózg może się odżywiać z dwóch źródeł energii, tj z glukozy lub ciał ketonowych. Jeśli masz w diecie wszelakie cukry to możesz być pewna, że dostaje energię, która go psuje. Diety niskowęglowodanowe są sposobem, aby twój mózg w końcu dostał energię z ketonów, czyli paliwo którego potrzebuje i za którym u ciebie może tęsknić. Dodatkowo częstym błędem jest stosowanie zbyt niskiej ilości cholesterolu. Mózg to prawie sam cholesterol i cholesterolu nie może brakować w diecie. Tłuszcze zwierzęce są potrzebne do życia. Człowiek jest mięsożercą, a w czasie ewolucji dostosował się jedynie do jedzenia pewnych pokarmów roślinnych, aby okresowo przeżyć gdy główne źródło pokarmu jest niedostępne. Jest jednak tryb awaryjny, który nie będzie działał na dłuższą metę. Często też taką dietę łączy się z postami lub postami przerywanymi i co jest charakterystyczne to wielki spokój i skupienie. To jest stara metoda, używana przez łowców, z czasów kiedy człowiek polował i musiał czasem w krzakach przesiedzieć kilka dni, a później używana przez filozofów, myślicieli itp. Nie znajdziesz większego spokoju i stabilności emocjonalnej jak podczas kilkudniowej głodówki.

Pokaż więcej komentarzy (18)