Lopez_Fenomen
11piorunówCzytam badania o tym, że "Zetki" odczuwają brak sensu w życiu. Pod tego typu postami w socialach masowo wypluwane są komentarze o tym, że nic nie mają. Drogie mieszkania, kredyty, słabe zarobki na start i ogólne poczucie niesprawiedliwości.
Powiem tak: zgodzę się i nie. Z jednej strony start jest bardzo ciężki, z drugiej są pokolenia, które pamiętają wysokie bezrobocie, brak perspektyw na życie, mało bezpieczne ulice po zmroku i absolutny brak rozrywek. Siłowni kilka na krzyż na mieście, głównie same karki patrzące się na ciebie oceniającym wzrokiem podczas ćwiczeń, o jakichś knajpkach, eventach i innych cudach nie wspominam. Robota w McDonalds to był rarytas, a pójście na obiad na miasto nawet w lepiej sytuowanych rodzinach był od święta. Pochodzę z trochęj lepiej usytuowanej rodziny i mimo to pamiętam nawet w okolicach 2005-2006 roku jak wyjście do restauracji z rodzicami (dziś istniejąca dalej i klasyfikowana w kategorii smażalnio-speluna) to było WOW.
Absolutnie mitem jest to, że każdy kiedyś miał mieszkanie, kupował za pół darmo lub dostawał od państwa. Jak się miałeś gdzie dorobić, to było zdecydowanie łatwiej, ale dziś masz full możliwości, by zarabiać, a kiedyś to nawet wyjazd za granicę nie był łatwy.
Zetkom banie zniszczył Instagram. Nierealne życie jak z bajki, podróże po świecie, drogie samochody, beztroski lifestyle, gdzie się leży, pachnie, zarabia i oddaje tylko przyjemnościom.
Dodatkowo, Żyd zakręcił korbom w głowach kobiet. Dziś ludzie żyją bez miłości, wiary (wiarę tu interpretuję szeroko - zarówno religię, jak i wiarę w siebie, w szczęście, dobrą energię etc), często bez pasji (bo kiedyś bez technologii musieli ją mieć, by nie zwariować), więc jak mają byc szczęsliwi? XD Oglądając rolki jakichś farmazoniarzy, że jeżdżą mercedesami za bańkę, bo zarobili jako influencerzy na youtubie i co miesiąc są w innym kraju? XD
Kiedyś jak spytałeś kogoś o jego marzenia, to powiedział, że chciałby coś osiągnąć zawodowo, mieć rodzinę, co roku w wakacje pozwiedzać trochę świata, dobre auto i tak dalej. Rzecz w tym, że na te marzenia ciężko zapierdalał i były one mierzalne i osiągalne.
Dziś jak spytasz takiego Zoomera to ci powie - Auto za bańkę (albo i kilka), 100 zwiedzonych krajów, willa nad morzem w Hiszpanii, własny jacht, dochód pasywny i c⁎⁎j wie co jeszcze wymyślą XD Oczywiście zapierdalają na to tak, że mają często mało ambitne prace i liczą, że samo się zadzieje.
Widziałem jakieś badania, że pokolenie Z jest pierwszym, które nie jest lepsze od poprzedniego. Czyli millenialsi, wychowani na pograniczu 2 światów (biedy i technologicznego), to jest chyba absolutnie najlepsze pokolenie po upadku II RP i to jest w sumie prawda.
#przemyslenia #gownowpis #zycie #rozwojosobisty #pieniadze #takaprawda #patologiazmiasta
Moim zdaniem to brak znajomości historii.
Przypomniała mi się historia (jakich było wiele) z książki, którą czytałem w weekend. Pan, który przerzył wielki głód w Mołdawii, w wieku ośmiu lat wywieziony w bydlęcym wagonie (przez 3 miesiące) na Syberię, wrócił do swojego kraju po 19 latach pracy i... musiał wykupić swój rodzinny dom, bo zajął go wójt.
Po prostu nie zdają sobie sprawy, że żyją w najlepszych możliwych czasach :upside_down_face:
Ja to uważam, że życie nie ma sensu, nigdy nie miało i mieć nie będzie. Sztuka w tym, żeby sobie znaleźć jakąś motywację, żeby jednak wstawać rano. Motywację czyli oczekiwania, ale oczekiwania możliwe do spełnienia. I tu przeszkadza instagram i ogólne podglądanie innych ludzi.
Po drugie podstawowe potrzeby są podstawowe - jeść, spać, srać, r⁎⁎⁎ać, to wiadomo. Dalej jest bezpieczeństwo, to wiadomo. Dalej jest przynależność i tu się zaczynają schody, bo social media rozwalają relacje, a zaczęło się w 2013 od masowego wprowadzania smartfonów. Dalej jest potrzeba uznania i samorealizacja i tu są drugie schody, bo jak nie masz wyzwań, to nie ma powodu, by wstawać. Mam w sumie podobnie, jak mam coś do zrobienia, to nie mam problemu z motywacją. Ale niech tylko przyjdzie weekend, to w sumie mogę nie wstawać. Nie mam co robić.
Coś pewnie pomijam, gdzieś się mylę, ale trochę racji też pewnie mam.









