Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

CinkciarzFenomen

Dołączył/a:

  • 89 wpisów
  • 2366 komentarzy
  • 1 obserwujących

GURU

w Hydepark

60piorunów

Na dobry początek dnia :/

Autorytet4piorunów

@Taxidriver Ludzie wyczuli to kilka lat temu i przestali rodzić dzieci. Gdzie te dzieci znajdą później pracę? Jako elektrycy i pielęgniarki?

Gruba ryba17piorunów

zarabiaj 8k na ukladaniu plytek
-nie zaloz wlasnej firmy i nie zatrudnij kolejnych do ukladania plytek, bo kazdy glazurnik juz ma wlasna firme i zarabia 8k
-populacja glazurnikow zwieksza sie
-jest coraz wiecej glazurnikow, a kazdy ma wlasna firme
-zarobki spadaja 
-jestes glazurnikiem, twoj sasiad to glazurnik, twoj listonosz to glazurnik, twoj mechanik to glazurnik, twoj lekarz to glazurnik,
-bułki w sklepie piecze ci glazurnik,są przez to bardzo rowno ulozone, ale twarde jak sk⁎⁎⁎⁎syn i trzeba je moczyc w wodzie
-wlosy obcina ci glazurnik przecinarką do płytek, przez co wygladasz chujowo
-na ulicach w calym miescie zamiast asfaltu i polbruku wszedzie glazura i terakota
-bloki sa budowane z glazury, bo przeciez kierownik budowi i architekt to glazurnicy
-ostatecznie premierem zostaje glazurnik
-powoluje do zycia glazurową republikę równej glazury
-jedyny przedmiot w szkole to glazurnictwo
-dzieci są uczone tylko rodzajów glazury i sposobu ukladania jej
-juz 6 latek napierdala glazurę jak szalony
-dochodzi do tego, że glazura jest jednorazowa i codziennie trzeba ją wymieniać, aby każdy glazurnik miał pracę, tak zarządziło ministerstwo rozwoju glazurnictwa 
-glazurowa republika równej glazury staje się glazurniczą potęgą światową
-umierasz jako spełniony glazurnik i zostajesz pochowany przez grabaża glazurnika w wannie obłożonej glazurą, przysypują cię ścinkami glazury, a grób i krzyż budują z terakoty

Pokaż więcej komentarzy (74)

GURU

w Hydepark

18piorunów

Emerytowany kapitan indyjskiej marynarki wojennej, Navtej Singh, uchwycił ocean na wysokości ok. 6000 metrów, dosłownie stojąc w otwartych drzwiach samolotu.

Był przytrzymywany jedynie przez uprząż, a jego prędkość lotu sięgała około 300 węzłów (czyli około 550 km/h)

https://streamable.com/gjd3se

Pokaż więcej komentarzy (5)

Osobistość

w Dyskusje

25piorunów

Wczoraj, po powrocie z wakacji, jak otwarłem drzwi wejściowe, to zostałem opieprzony przez koteczka. Cały blok słyszał, tak darł mordę na klatce schodowej.

Pewnie myślał, że gupi człowiek poszedł na polowanie, i już nie wróci.

Fenomen5piorunów

czeka mnie to w październiku, wywożę kociembę po raz pierwszy na dwa tygodnie do rodziców i jestem ciekaw jak się zachowa jak wrócę :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (3)

Koneser

w Dyskusje

108piorunów

Drugiego dnia szkoły zadzwoniła wychowawczyni mojego syna.

Godzina 10:43.

Nie lubię telefonów ze szkoły przed południem.

O tej porze placówka edukacyjna powinna przekazywać dziecku wiedzę, a nie generować zadania operacyjne dla rodzica.

- Czy może pan dzisiaj przyjść na rozmowę? - zapytała.

- W jakiej sprawie?

- Chodzi o zachowanie pańskiego syna na lekcji.

- Co zrobił?

Po drugiej stronie zapadła chwila ciszy.

- Wolałabym porozmawiać osobiście.

Nie lubię takich odpowiedzi.

- Czy sprawa jest pilna?

- Kilkoro dzieci płakało.

Odłożyłem długopis.

- Czy syn kogoś uderzył?

- Nie.

- Obraził?

- To zależy, jak rozumiemy obrażanie.

Czyli nie.

Pojechałem.

Wychowawczyni czekała w sali.

Syn siedział obok.

Spokojny.

Ręce na kolanach.

Przed nim leżała kartka w kratkę pokryta liczbami.

Usiadłem.

- Co się wydarzyło?

Pani westchnęła.

- Dzisiaj dzieci rozmawiały o wakacjach. Jedni byli w Hiszpanii, inni w Grecji, ktoś w Turcji, ktoś na Malediwach...

Klasyczny błąd.

Pierwszy tydzień szkoły.

Zamiast od razu wejść w matematykę, język polski i nauki przyrodnicze, nauczyciele uruchamiają dzieciom publiczny przegląd statusu majątkowego rodziców.

- I kilkoro dzieci zaczęło się śmiać z pana syna, że on nigdzie nie był za granicą.

Spojrzałem na niego.

- Śmiali się?

Syn wzruszył ramionami.

- Trochę.

- Co im odpowiedziałeś?

- Najpierw nic.

Dobrze.

Nie należy reagować na pierwszą rynkową prowokację.

- A później?

- Potem zapytałem jednego chłopaka, ile kosztował ich wyjazd do Grecji.

Wychowawczyni zamknęła oczy.

Jakby już znała dalszy ciąg i nadal nie potrafiła go zaakceptować.

- Powiedział, że nie wie, więc zapytałem, ile osób, czy na własną rękę i ile mieli posiłków. Podał mi wszystkie dane, a ja oszacowałem koszt.

Popatrzyłem na kartkę.

Na górze widniał napis:

„Niewykorzystany potencjał kapitałowy klasy”.

Poniżej tabela.

Kraj.

Liczba osób.

Liczba dzieci.

Szacowany koszt jednego wyjazdu.

Częstotliwość.

Hipotetyczna wartość inwestycji.

Musiałem przyznać, że układ dokumentu był przejrzysty.

Brakowało tylko źródeł danych i daty sporządzenia.

- Przyjąłem, że taki wyjazd kosztował około czternastu tysięcy złotych - wyjaśnił syn.

- I powiedziałeś to koledze? - zapytała wychowawczyni.

- Najpierw zapytałem, czy jeżdżą tak co roku.

- I co odpowiedział?

- Że prawie co roku.

- Co znaczy „prawie”? - wtrąciłem.

- Dlatego dopytałem.

Spojrzał na swoją kartkę.

- Siedem razy w ciągu ostatnich ośmiu lat.

- Następnie założyłem, że zamiast wydawać czternaście tysięcy rocznie, rodzice mogliby inwestować te pieniądze w szeroki ETF - kontynuował. - Przy założonej średniej stopie zwrotu wartość portfela wynosiłaby dzisiaj około stu trzydziestu tysięcy złotych.

- Jakiej stopy użyłeś?

- Osiem procent.

Zmarszczyłem brwi.

- Po podatku?

- Nie.

- Następnym razem zaznacz założenia.

- Dobrze.

Wychowawczyni spytała się:

- Czy pan uczy syna takich rzeczy?

- Uczę go, że każda decyzja ma koszt alternatywny.

Pani zacisnęła usta.

- Pan uważa, że to jest w porządku?

Zastanowiłem się.

- Zależy, co powiedział później.

- Powiedziałem, że jeżeli ktoś co roku wydaje kilkanaście tysięcy na wakacje, a potem mówi dziecku, że nie ma pieniędzy na mieszkanie na start albo edukację, to nie jest problem dochodów, tylko alokacji kapitału – odpowiedział syn.

Pani uniosła głowę.

- Właśnie o tym mówię.

- Ale to jest prawda - powiedział młody.

- Nie chodzi o to, czy to jest prawda!

Syn spojrzał na mnie.

Ja spojrzałem na niego.

To było jedno z tych zdań, po których człowiek zaczyna rozumieć, dlaczego edukacja finansowa w Polsce wygląda tak, jak wygląda.

Pani próbowała tłumaczyć:

- Dzieci mają prawo opowiadać o wakacjach. Nie powinieneś ich zawstydzać.

- Ja ich nie zawstydzałem.

- Powiedziałeś Mai, że jej rodzice „sprzedali 30 lat procentu składanego za zdjęcie z palmą”. Ona zaczęła płakać.

- Bo zrozumiała procent składany.

- Nie. Zaczęła płakać, bo powiedziałeś jej, że rodzice zabrali jej sto czterdzieści tysięcy złotych.

Musiałem interweniować.

- Proszę pani, oczywiście rozumiem, że forma mogła być zbyt bezpośrednia.

Syn spojrzał na mnie zaskoczony.

Podniosłem lekko rękę.

Jeszcze nie skończyłem.

- Ale nie możemy też udawać, że decyzje konsumpcyjne nie mają kosztu alternatywnego tylko dlatego, że robimy je w lipcu.

Pani patrzyła na mnie nieruchomo.

- Ja naprawdę nie chcę teraz prowadzić rozmowy o inwestowaniu.

- Ja też nie.

Wychowawczyni westchnęła.

- Chcę, żeby pański syn przeprosił klasę.

Spojrzałem na niego.

On spojrzał na mnie.

- Za co konkretnie ma przeprosić? - zapytałem.

- Za ocenianie rodziców innych dzieci.

Syn się wtrącił:

- Ale nie oceniałem wszystkich negatywnie.

Przesunął palcem po tabeli.

- Rodzice jednej dziewczynki pojechali pod namiot w Polsce. Koszt był niski, byli razem przez dwa tygodnie, a ona nauczyła się pływać kajakiem. Zaznaczyłem ich jako efektywnych kosztowo.

Nauczycielka była już zrezygnowana i powiedziała tylko:

- Proszę z nim porozmawiać.

Kiedy wyszliśmy na korytarz, syn zapytał:

- Mam ich przeprosić?

Spojrzałem na niego.

- Za to, że nie przedstawiłeś dokładnych założeń.

- A za resztę?

- Nie.

Skinął głową.

- A jutro mogę im pokazać, ile kosztują coroczne wakacje przez dziesięć lat przy założeniu średniorocznej stopy zwrotu w kilku wariantach?

Zastanowiłem się.

- Możesz.

Przerwa.

- Ale uwzględnij inflację.

Pokaż więcej komentarzy (13)

Gruba ryba

w Hydepark

44piorunów

Jaki cyrk z tym Windowsem. Mam windę 10, odpalam rano, loguję się - hasło błędne

Dziwne, jestem zaspany ale pamięć mięśniowa powinna była zadziałać. Jeszcze raz - hasło błędne

Teraz się skupiam - hasło błędne

Sprawdzam Capslocka - no nie, hasło błędne

Co jest k⁎⁎wa, wirusa złapałem i mi zablokowało komputer? No nic, restartuję działa i... HASŁO DZIAŁA.

Nienawidzę Windowsa.

Pokaż więcej komentarzy (15)

Osobistość

w Hydepark

40piorunów

Halko, halko!
Przypominam, że już 12.09 w . Zapraszamy ja i @Shivaa :>

Wpisywać w kalendarze! Nie słucham żadnych wymówek, że ktoś ma sprawy do załatwienia ;>

Do zobaczenia!

Pokaż więcej komentarzy (32)

Gwiazdor

w Hydepark

5piorunów

Cześć, takie szybkie pytanie o to czy i jak używacie cyfrowych kalendarzy.

Pytam głównie z ciekawości, bo z mojego własnego otoczenia mam wrażenie, że niewiele osób z tego korzysta, a jak już to najprędzej w pracy albo w minimalnym stopniu. Zastanawiam się, czy są osoby podobne do mnie, które bardziej opierają swoje plany na kalendarzu. Wydaje mi się, że nie jestem jakimś power userem, ale wszystkie ważne daty i umówione terminy śledzę kalendarzem.

Jak używasz kalendarza w telefonie / Google Calendar / itp.?

  • Planuję całe dnie / tygodnie i mam podpięte zewnętrzne kalendarze (np. Święta w Polsce)5% (6 głosów)
  • Planuję całe dnie / tygodnie5% (6 głosów)
  • Ważne daty (urodziny, imieniny) i umówione terminy (lekarz, urząd, serwis, spotkania) i mam podpięte zewnętrzne kalendarze (np. Święta w Polsce)32% (37 głosów)
  • Ważne daty (urodziny, imieniny) i umówione terminy (lekarz, urząd, serwis, spotkania)17% (20 głosów)
  • Wpisuję ważne daty (urodziny, imieniny) i mam podpięte zewnętrzne kalendarze (np. Święta w Polsce)2% (2 głosy)
  • Wpisuję ważne daty (urodziny, imieniny)3% (3 głosy)
  • Tylko to, co samo wpada (wakacje, loty)3% (4 głosy)
  • Tylko w/do pracy, prywatnie nie używam w ogóle6% (7 głosów)
  • Nie używam w ogóle23% (27 głosów)
  • Inne (napisz komentarz)3% (4 głosy)

116 głosów

Pokaż więcej komentarzy (28)

Lider

w Hydepark

61piorunów

Nigdy się małpy nie nauczą :grinning:

Wirtuoz4piorunów

O ile zgodzę się, że drogowcy (a ściśle ci, którzy projektują organizację ruchu i oznakowanie) to debile, to do jasnej cholery nie usprawiedliwia to kierowców tirów, którzy wpierdalają się pod wiadukty! Nawet z tym nie dyskutujcie!

Znak mówi: NIE możesz tu przejeżdżać jeśli masz więcej niż x wysokości. On nie mówi, jaki jest wysoki wiadukt. To zakaz wjazdu taki sam jak inne. Jak masz zakaz wjazdu pod prąd na drodze jednokierunkowej to też może Ci się uda przejechać, ale po prostu, do jasnej cholery nie wjeżdżasz! Nawet w nocy i jak nikt nie patrzy.

Pokaż więcej komentarzy (27)