Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

YareckyZawodowiec

Dołączył/a:

  • 5 wpisów
  • 161 komentarzy
  • 0 obserwujących

Gruba ryba

w Hydepark

39piorunów

Jak uważacie w jakim wieku dziecko powinno zacząć zarabiać.na swoje wydatki? Nie mówię o jedzeniu czy mieszkaniu ale hobby, przyjemności, wyjścia ze znajomymi

Ja uważam że czym wcześniej tym lepiej, oczywiście bez przesady ale 16 latek powinien już coś na siebie zarabiac.

Większość życia w końcu spędzamy na zarabianiu, a brak pieniędzy to jeden z większych problemów jakie napotykamy. Warto więc zacząć gdy jeszcze nie ma presji a zarabiane pieniądze są dodatkowe a nie wymagane żeby przeżyć.

Młody człowiek może się przekonać że pieniądze rodziców nie spadają z nieba. Zwykle jest to prosta i mało płatna praca, która pokazuje dziecku że warto się uczyć i mieć później lepsze prace. Uczy też zaradności.

Własne zarobione pieniądze zwiększają też poczucie własnej wartości.

Jak sądzicie?

Kiedy pierwsza praca?

  • Przed 16 rokiem zycia24%
  • 16-18 lat42%
  • 18-20 lat16%
  • 20-24 lat9%
  • Po 24 roku życia/po studiach8%

427 głosów

Pokaż więcej komentarzy (37)

Gruba ryba

w Hydepark

10piorunów

Nie mogę dojść do porozumienia z drugą połówką. A więc pytanie do was - TV w salonie stojący czy wiszący? Argumenty za obydwoma opcjami mile widziane. Mi się bardziej podoba wiszący, szczególnie, że mój obecny TV ma 3-stronne, więc nie podświetliłby ściany pod telewizorem, a poza tym mam wrażenie że wiszący i tak byłby za wysoko, no chyba żeby go powiesić z niewielkim dystansem od szafki.

TV w salonie

  • stojący (na szafce)26%
  • wiszący (nad szafką)74%

240 głosów

Pokaż więcej komentarzy (48)

Osobistość

w Hydepark

10piorunów

Siostra myśli nad zakupem nieruchomości i ma dylemat : dom do remontu czy mieszkanie do zamieszkania.
Rynek wtórny, oczywiście kredyt hipoteczny max 500k
Mówimy tu o zachodniej ścianie polski (opolskie, dolnośląskie, lubuskie) więc trochę niższe ceny niż stolica.
Co byście brali?

Dom do remontu czy mieszkanie ?

  • Dom - jest kawalek placu62%
  • mieszkanie - niczym się nie martwisz38%

309 głosów

Pokaż więcej komentarzy (57)

Gruba ryba

w Hydepark

24piorunów

Muszę napisać bo i spać nie mogę.

byłem z żoną i córką na imprezie w naszej stajni z okazji święta Hubertusa. Cały dzień atrakcje dla dzieci a wieczorem impreza dla dorosłych z alko. Ja kierowca więc nie piłem ale mi to nie potrzebne, świetnie się bawiłem i wytańczyłem.

Ale był taki tatuś 50+ co jak przyjechałem to już był mocno pijany, zataczał się i zapraszał dziewczyny do tańca. Ja tam pilnowałem tylko żeby do żony i córki się nie zbliżał i generalnie go olewałem. Potem zezgonowal i ktoś go wyprowadził.

ale wracając w samochodzie do domu dziewczyny mi powiedziały że facet bezczelnie obmacywal dziewczyny jak któraś tylko była trochę pijana. Normalnie łapał za piersi i krocze. Jego córka podobno cały wieczór płakała. Szkoda że nie zwróciłem na to uwagi bo bym mu za⁎⁎⁎al na miejscu. Nosi mnie do teraz…

zastanawiam się co jutro zrobić bo skurwielowi odpuścić nie zamierzam.

Pokaż więcej komentarzy (26)

GURU

w Hydepark

21piorunów

Dobra bez heheszków. Szukam mieszkania. Drugiego. Mam gdzie mieszkać, ale chcę kupić mieszkanie dla córki. Jednak z uwzględnieniem, wynajmu, dopóki córka się nie usamodzielni. Czyli jeszcze kilka lat. Teren Interesuje mnie kawalerka, kwadrat do 38m. I tu pytanie? Jak jest z ogrzewaniem elektrycznym w kamienicach? Da się to jakoś ekonomicznie ogarnąć? Albo jak się ma w opłatach ogrzewanie pompą ciepła? Pchać się w coś takiego? Ktoś ma doświadczenia w takich systemach ogrzewania mieszkań? I druga kwestia. Mieszkania które mają status "spółdzielcze wł. prawo do lokalu".
Czytałem o tym artykuł, ale nie znam z autopsji takich ewentualnych zalet lub minusów. Ktoś ma w tej materii doświadczenia? Fota z d⁎⁎y, dla zasięgu.

Pokaż więcej komentarzy (63)

Gruba ryba

w Hydepark

15piorunów

Wreszcie to zrobiłem! Godzina na fotelu, ale ogarnięte wszystko za jednym bólem finansowym. Jakbym śpiął d⁎⁎ę rok temu to pewnie wyszło by taniej bo bez znieczulenia i mniejsze wypełnienie, ale jak jest się trochę głupim to się płaci więcej. Znieczulenie jeszcze mnie trzyma więc jeść nie bardzo a jestem głodny bo od 14 godzin nic nie jadłem. Zrobiony ząb główny i obok bo też go już zaczynała lekka próchnica brać a że był dostęp to po co odkładać.

Ząb główny 250
Ząb obok 200
Znieczulenie 30

Dentystka bardzo fajna starsza pani.

Pokaż więcej komentarzy (14)

Fanatyk

w Hydepark

95piorunów

Może to was zdziwi, ale żyję.

Warto wspomnieć, że skakałem z samolotu z około 3 km(skok w tandemie).

Rzecz miała miejsce kilka dni temu, ale dopiero teraz po tym ochłonąłem, więc mogę co nieco o tym napisać.

Wszystko zaczęło się od filmu Marcina Banota, w którym mówił że skakał wielokrotnie z samolotu.
Sprawdziłem i ceny bez kamerowania oscylowały w okolicach 800-1000zł a z kamerowaniem 1100-1300zł

Uznałem że to w miarę akceptowalna cena za taką nietypową przygodę. Byłem trochę do tego przekonany, lecz większość pozytywnych opinii w ostatnim wpisie na hejto przekonała mnie do końca i zarezerwowałem termin(około 2/3 tygodnie czekania).

Tak więc moje przygotowanie do tego, wraz z różnymi poradnikami wyglądało tak:
- lekkie ogarnięcie kondycyjne/fizyczne
- przygotowanie stroju sportowego(zwykły podkoszulek i spodenki po kolana) i odpowiednich butów(zwykłe buty sportowe i trampki)
- spożycie lekkiego posiłku przed skokiem
- wcześniejsze przeczyszczenie jelit by uniknąć incydentu kałowego - w przeciwieństwie do mojego ojca nie potrafię srać kiedy zechcę, więc musiałem sobie to zaplanować i udało się
- pozamykanie niektórych ziemskich spraw i pogodzenie się z możliwą śmiercią - zapewne część z Was pomyśli sobie "o czym do cholery pi⁎⁎⁎⁎li?", wyjaśnię później

Po przybyciu na miejsce okazało się że trafiłem na moment gdy szykowali poprzednią ekipę i co nieco pooglądałem sobie.
Ogólnie byłem dość spokojny, bo przygotowałem się mentalnie na to co może nadejść.

Najpierw było wstępne zapinanie uprzęży - już wtedy lekko była przyciasna
Potem było trenowanie pozycji lotu swobodnego - głowa do góry, ręce na szelkach, nogi złożone pod tyłek - klep klep w plecy i można ręce wyprostować
Głowa cały czas jak najbardziej w górze, by można było oddychać
Później trening lądowania spadochronem - nad tym nie miałem oczywiści kontroli oprócz podniesienia nóg do góry, by nie zaryć nimi o ziemię
Następnie przeszliśmy do samolotu gdzie na sucho testowaliśmy skok, inna uczestniczka zwróciła uwagę że można trafić w belkę samolotu źle wyskakując, ale instruktor zapewniał że on jest właśnie po to by tego nie zrobić.
Na końcu było kolejna weryfikacja uprzęży i kolejne dopasowanie
Instruktorzy wspominali że wcześniej tego dnia mieli incydenty wymiotne(całe szczęście, że niewiele zjadłem wcześniej) i raz czy dwa razy w sezonie że ktoś albo nie skoczył, albo zemdlał w trakcie skoku.

W końcu po nieco ponad godzinie przygotowań weszliśmy do samolotu idąc do niego tak jak to robili czasem w Top Gun.
Było nas z pilotem 5 osób i ja skakałem jako drugi - podczas lotu siedziałem tyłem do kierunku lotu a kobieta raczej przodem i jej technika skoku różniła się od mojej.
Nie wspominałem wcześniej że jeszcze nigdy nie latałem samolotem, więc byłem dodatkowo tym obciążony psychicznie.
Jedyne co mogę powiedzieć o starcie, to że nie było to zbyt przyjemne, bo jakoś nie mogłem przyzwyczaić się do skrętów i turbulencji.
Sam lot trwał chyba z 10 minut, choć nie miałem zegarka i ku mojej uciesze, nie stresowałem się zbytnio i głównie podziwiałem widoki.
A było co podziwiać, bo widać było fajnie porozrzucane domki, góry w oddali(albo pagórki, sam nie wiem) i lasy.
Niestety koło 3 km widok się pogorszył i widać było wszystko jak przez mgłę.
Mimo że przez zdecydowaną większą część lotu byłem oazą spokoju i przykładem poprawnego tętna, to mocne skręty powodowały we mnie wrażenie że jednak się gdzieś rozbijemy.
W między czasie instruktor przypiął się do mnie i potwornie mocno ścisnął wszystkie uprzęże - niestety ale było to konieczne.
Czułem się jak dziecko w takim nosidełku zawieszanym przez niektórych rodziców przed sobą.
Sygnał od pilota że została minuta do skoku i okulary poszły na gały.
Pytanie czy wszystko ok, bo jeszcze można było zrezygnować - ja powiedziałem że ok
Kobieta skacząca przede mną miała jakąś dziwną klęczącą pozycję i skok chyba do tyłu/w bok.
Trochę dziwnie się patrzy na kogoś, kto obok ciebie skacze z 3 km(w zasadzie to w ostatniej chwili się trzeba poddać instruktorowi, bo to on ogarnia początek) a potem jest kolej na ciebie.
Po jej skoku, zaczęliśmy przeczołgiwać tyłki do tyłu by dojść do wyjścia, instruktor dał wtedy nogę na belkę na zewnątrz samolotu, ja tam dałem dwie nogi, chwyciłem się za takie przepaski wystające z uprzęży, głowę przecisnąłem do tyłu na maxa i w tej chwili byłem tylko kukłą, którą instruktor wyrzucił z samolotu.

Sam lot to tragedia, bo wszystko dzieje się potwornie szybko, mimo że byłem na to z grubsza przygotowany.
Jedyne co widzisz to powoli zbliżający się grunt albo horyzont jeśli masz głowę skierowaną w górę.
Lecąc 200 km/h nie za bardzo masz czas na rozmyślanie gdy to ciebie wiatr maltretuje z całą siłą.
Śmierć jest blisko, ale w takich sytuacjach nie ma czasu na rozmyślanie, więc też strach jest ograniczony.
Na początku trzeba trzymać się uprzęży, głowa w górze i nogi na tyłek - tu coś skopałem, bo instruktor mówił że szarpało, ale uwierzcie że nie jest to proste, mimo że powtarzałem to w głowie sobie dziesiątki razy by zapamiętać.
Klep klep w ramię i wyprostowałem ręce. Była kamera więc próbowałem się pouśmiechać czy coś pokazać, ale wypadło to źle(czyli tak jak oczekiwałem, wiec zawodu nie było - nie jestem zbyt kameralnym człowiekiem)
Potem otwarcie spadochronu przez instruktora - nie spodziewałem że to będzie aż takie bolesne, ale czułem bardzo mocno uprząż wbijającą się w uda - jakoś spadochron musiał wyhamować nas.
Sam lot ze spadochronem był o wiele przyjemniejszy, bo sam też krótką chwilę sterowałem i przez większość czasu swobodnie spadaliśmy, ale na początku jakieś kilka ostrych kółek zrobił instruktor aż mi żołądek podskoczył do gardła(i pasy wbiły mi się bardziej).
Ostatnim krokiem było podniesienie nóg i ładne wylądowanie - które mimo mojej poprawnej postury nie zadziałało całkowicie i lekko zarzuciło nas na bok.

Tak jak wspominali, cała przyjemność wraz z przygotowaniem, czekaniem, wzlatywaniem i skokiem trwała około 2 godzin.
Wszystkie naszyjniki, zegarki, pierścionki, komórki, portfele są niedozwolone, więc nie udało mi się samemu nic pstryknąć oprócz tego zdjęcia przed skokiem.
Po wszystkim otrzymałem pamiątkowy dyplom i kilka dni później wideo ze skoku(którego z wiadomych przyczyn nie udostępniam).
Z obrażeń jakich doznałem, to przytarcie od uprzęży w górnej części uda i wysuszone jedno oko, bo okulary nie do końca przylegały, mimo że wyglądało jakby przylegały

Wracając do pogodzenia się ze śmiercią to myślę, że uświadomienie że mogę zginąć i w zasadzie to nic strasznego, pomogło mi wykonać ten skok.
Zapewne większość osób zawierza wszystko doświadczeniu instruktorów i statystyce i nawet nie chcą myśleć że mogą tego nie przeżyć i bronią się przed tym.
Porobiłem wstępne przygotowania na wielu płaszczyznach by mieć oczyszczony umysł i nie skupiać się na głupotach, np. pousuwałem z komputera pewne grubo kontrowersyjne memy które ktoś mógłby znaleźć, uporządkowałem zasoby materialne by łatwiej było je spieniężyć przez rodzinę etc.

Jeśli byście się mnie zapytali czy skoczyłbym jeszcze raz, to odpowiadam prosto i rzeczowo "Być może"
Na pewno nie w tym roku, jestem wypełniony wrażeniami więc będę chciał ochłonąć, ale nie mówię nie kolejnym próbom.
Podbiłem wysoko poprzeczkę głupoty w rodzinie, bo dotychczas najbardziej ekstremalny był chyba skok na bungee, ale być może uda mi się na następny rok szwagra na to namówić.

Fanatyk3piorunów

Świetna relacja, bardzo fajnie się czyta 🙂 przygody trochę zazdroszczę trochę współczuję bo jednak latanie i wysokości mnie trochę stresują 😅

Autorytet0piorunów

@krokietowy ja to bym nigdy się nie odważył. Już sam Twój opis mnie wystraszył :grinning:

Pokaż więcej komentarzy (14)

Gruba ryba

w Wojna wna Ukrainie

73piorunów

Tak dla tych spod znaku „to nie nasza wojna”
Nie wiem czy to nowy filmik ale ja widzę pierwszy raz 😉
kacapy twierdzą że zajmą Warszawę w niecały dzień ??

To najbardziej głupi film, jaki widziałem ostatnio, kwintesencja kacapskiej propagandy 😉

https://streamable.com/n00t6y

Sum4piorunów

Dzień ruskich specjalnych operacji to ile jest naszych lat? 😆

Pokaż więcej komentarzy (30)

Fenomen

w Hydepark

19piorunów

Ostatnio czytuje sobie rozkminy osób mieszkających w dużych miastach - ile im zajmuje dojazd, jak wygląda sytuacja w korpo i nic mnie tak nie cieszy, jak powrót do rodzinnego miasta. Pierwsza rzecz - ogarnąłem sobie tu pracę, którą lubię i mam w niej doświadczenie. W dodatku w sprzedaży b2b - sam sobie ustalam kalendarz, nie mam bicza nad sobą, wywiązuje się na razie ze swojej roli, kasa nawet ok (w dużym mieście miałem i tak ok 1700-1800 zł więcej kosztów stałych xD).

Teraz mam to, czego potrzebuję. Brak korków, szybkie dojazdy, bliskość klubów sportowych, siłowni, parków. Kawałek za moim powiatem są bory tucholskie. Na miejscu paczka znajomych, z którymi trzymam naście lat (większość w mundurze) i każdy weekend zajęty.

Ale do czego zmierzam - jak bardzo ludzie dusza się w dużych miastach, to przegięcie. Po co w ogóle tam jadą? Jaki jest sens pracować za 5-6k w dużym mieście i wynajmować pokój lub mieszkanie w 3-4 ze znajomymi lub dorzucanie sobie do niego obcych osób? Dojeżdżanie zbiorkomem 1h w jedną stronę do pracy?

Rozrywka? Trzeba wydać kilka stów na weekend, żeby się nie zanudzić. Ale przede wszystkim trzeba sobie wszystko dobrze planować, bo jak kolega/koleżanka mieszka 20km dalej na końcu miasta, to ustawiając się na piwo w sobotę, powodzenia w podróży zbiorkomem. Jeszcze gorzej jak musisz się przesiadać - np z SKM na autobus/tramwaj XD W drogę powrotną może uberek za 70-80 ziko XDD

Siedzą tam jak sardynki w puszce. Nigdy nie dorobią się własnego mieszkania, chyba że na totalnym wypizdowie na obrzeżach na kredyt pod korek i co najmniej 15-20 lat niewoli kredytowej. Ofert pracy dużo, często dobrze płatnej, ale jak odliczycie hajs za wynajem, paliwo (jeśli macie auto), różnice cen w usługach, to wyjdzie wam na to samo jak dobra praca zdalna lub dojazd 40-50 km do większego miasta z rodzinnego xDDDDD

Moja siostra siedzi 14 lat w Trójmieście. Tryb życia praca-->dom-->praca-->dom. Korpo atmosfera w robocie. Stres, brak zajęć w czasie wolnym poza spacerami z psem i wizytami w kawiarniach. Efekt to depresja, która zmusiła ją do długiego l4 i rozpoczęcia leczenia, bo już miała objawy somatyczne. Fajnie, co? Tak wielkomiejsko.

Najbardziej bawią mnie jednak argumenty o przewadze dużego miasta, że w mniejszym (30-100k) nic nie ma. No nic nie ma, jak się nie ma zainteresowań i rozrywki upatruje się tylko w knajpach, klubach i kawiarniach xD Inteligentny człowiek ma zainteresowania. Ja z moimi mógłbym mieszkać nawet w małym mieście. Jedyne ograniczenie to znajomi - to gdzie mieszkają.

U mnie w mieście mam: kino, kręgielnie, kawiarnie, restauracje, parki, korty do tenisa, boisko do squasha, parki, teatr, 3 kluby, jeziora nieopodal i tak dalej. Do 3 dużych miastach przy świetnej infrastrukturze (autostrada+droga szybkiego ruchu) - 70,80 i 100 km. A ludzie i tak pchają dupsko do korpocity, żeby tam wegetować na jakimś kwadracie z hindusami, gdzie CZĘSTO zawodowo i tak nie dojdą wyżej niż do pułapu 10k (jak jesteś kumaty i wiesz co chcesz robić, to w mniejszym mieście też znajdziesz rozwiązanie na zarabianie dobrze, ale zajmie ci to dłużej). Natomiast będą żyć od 1 do 1 i życie stracą na picie kolorowych drineczków w knajpach i nieustannym wyścigu jak chomik na kółku XD

Tytan2piorunów

@Lopez_ a te pracę zdalną to ogarnales bo przecież mieszkałeś w tym małym mieście i leżała sobie tak o na ziemi, co nie? Czy to jednak dzięki temu, że parę lat spędziłeś w dużym mieście? xD

Do tego to wszystko są dowody anegdotyczne, każdy mój znajomy w Warszawie po 10 latach licząc studia ma już swoje mieszkanie i nie mieszka z hindusami. Małe miasta są super, sam jestem zmęczony powoli Warszawą, ale to nie zmienia, że to jest miasto możliwości, ale nie każdy je wykorzysta i na tym skorzysta.

Osobistość6piorunów

@Lopez_ nie chce urazić, ale czytając takie wyśmiejące posty na temat innych ludzi, coraz bardziej skłaniam się do przekonania, że coraz więcej wykopu na tym hejto się robi. Wyśmiewanie się z innych, że ktoś chce dorobić w dużym mieście, Ty masz lepiej i jak tak być może skoro w mniejszym mieście lepiej. Są różne sytuacje rodzinne, finansowe. Jest pełno czynników dla których ludzie mieszkają w dużym mieście zamiast w mniejszym. Sprowadzasz to wszystko do spraw prozaicznych jak drineczki w klubie. Bardziej infantylnego wpisu dawno tutaj nie przeczytałem.

Pokaż więcej komentarzy (21)

Fanatyk

w Hydepark

56piorunów

Składam wniosek formalny o Dobry Dzień dla was wszystkich

Twórca2piorunów

@Gepard_z_Libii przyjmuje wniosek formalny i zabieram się za jego wykonanie.

Pokaż więcej komentarzy (8)

GURU

w Hydepark

32piorunów

Wczoraj gadając z kumplem żartowałem coś o jego pracy, ten mi odpowiedział, że niedługo będą szukać ludzi i da mi znać. Wiem, że to on będzie prowadził rekrutację, mniej więcej opowiedział mi niuanse pracy i rzucił mi dobrą stawkę. Wada jest taka, że to w sąsiednim mieście, no ale jest za⁎⁎⁎⁎ste połączenie pociągiem. Jak na razie jestem nastawiony na rozmowę, że pójdę bo co mi zależy. Branża całkowicie różna od tej w której obecnie siedzę ale to ponoć żaden problem, "wszystkiego cię nauczymy". Wiem, że to jest kumpel który na minę mnie nie wpuści, nie ten typ człowieka. Normalnie powinienem się cieszyć ale kurde, spędziłem 15 lat w obecnej pracy i szkoda mi będzie odchodzić. Lubię swoją pracę, szefa, ludzi ale czuję, że to dobra okazja do zmian. Nawet już mam osobę na moje miejsce, ale wiem, że mamy przechodzić w obecnej firmie na nowy program i miałem być za to z koleżanką odpowiedzialny. Ofc nie za darmo. Ale chciałbym im jeszcze w tym pomóc. To jest masakra jak człowiek może się przyzwyczaić się do pracy i ludzi. Nie wiem po co to piszę, trochę dla siebie żeby to wyrzucić

Zawodowiec3piorunów

Z minusów to poza dojazdem do pracy (jeśli jest dłuższy niż pół h w jedną stronę i uzależnia Cię od transportu publicznego) widzę jeszcze inny, potencjalny problem. Wspomniałeś w którymś komentarzu, że ten Twój kolega jest kierownikiem, więc jak rozumiem, będzie Twoim bezpośrednim przełożonym. Przejście ze stopy koleżeńskiej na stopę zawodową, gdy jest relacja przełożony - podwładny nigdy nie jest łatwa dla obu stron. Wiadomo, że w życiu prywatnym ludzie są trochę inni niż w życiu zawodowym, więc z czasem może się tu pojawić konflikt ról społecznych. Miałem okazję obserwować tego typu sytuacje, więc gdybym ja stał przed takim wyborem jak Ty, to pewnie brałbym pod uwagę także tę kwestię. No ale z drugiej strony wiadomo, że do pracy chodzimy dla pieniędzy, także duże znaczenie ma tu różnica w zarobkach. Jeśli jest duża to pewnie warto spróbować, jeśli nie no to może jednak warto znów przeanalizować wady i zalety tego posunięcia. Co by nie mówić, zmieniając pracę zaprzepaszczasz w dużym stopniu renomę oraz solidność, na którą pracowałeś w tej firmie kupę czasu. Skoro masz dobre relacje w zespole oraz jesteś tam doceniany to może warto byłoby wyłożyć karty na stół i po prostu zagadać o podwyżkę w tym miejscu, gdzie jesteś? Bez owijania w bawełnę, mówiąc że po prostu dostałeś o wiele korzystniejszą ofertę i mimo udanej współpracy, do pracy przychodzimy po pieniądze, więc skoro możesz zarabiać dużo więcej... Jakby się udało to miałbyś dwie pieczenie na jednym ogniu.

Fenomen0piorunów

Podziwiam podejście bo dla mnie jest obce. Ja nie potrafię do miejsca służbowego tak się przyzwyczaić po prostu 0 sentymentów tylko zrobić swoje

Pokaż więcej komentarzy (15)

Fanatyk

w Hydepark

24piorunów

Ostatnio gadałem z kumplami przy piwku i wywiązała się dyskusja na temat zużycia internetu w naszych telefonach. O ile są tacy jak ja, którzy mają pakiet unlimited i wykorzystują nawet do 100GB miesięcznie to są też osoby, którym 2-3GB w zupełności wystarcza.

Jak jest z tym u Was? Jaki pakiet internetu macie w abonamencie lub (jeśli macie prepaid) ile GB danych miesięcznie kupujecie? Ile z tego pakietu i na co wykorzystujecie?

Za ile GB płacisz co miesiąc?

  • 0-5GB23%
  • 6-15GB30%
  • 16-50GB24%
  • 50GB+ / unlimited23%

763 głosów

Gwiazdor1piorunów

Mam 40GB, wykorzystuję średnio 4. W domu telefon jest połączony z wifi, poza domem to głównie spotify nabija.

Osobistość1piorunów

Co dwa lata mam nowy telefon służbowy do użytku prywatnego z możliwościa wykupienia za 5% wartości i zabrania numeru ze sobą w przypadku rozwiązania umowy, więc korzystam tylko z niego i to jest mój jedyny numer z któego korzystam.
Niestety, firmowy pakiet to 2GB, więc tyle co nic. Dodatkowo mam dołożony e-sim orange flex i tam płacę 35zł miesięcznie za 40GB, z czego zużywam 9-11GB

Pokaż więcej komentarzy (65)