Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

Najnowsze dyskusje

gość

Typ wpisu

Fanatyk

w Hydepark

3piorunów

Ech klikłem se dość późno wyzwanie i tera trza pioruny zbierać. Ponieważ nie cierpię żebractwa, postaram się trochę zarobić.

Ostatnio posłuchałem kilku odcinków Smartgasm, co pomasowało mój mózg i w efekcie tego masażu zacząłem się zastanawiać skąd się wzięło życie na Ziemi.

Odrzucam oczywiście wszelkie wątpliwe teorie o zasianiu tego życia przez jakieś inne byty, bo to nie rozwiązuje problemu - te byty też się skądś wzięły, i po sznurku do kłębka, jakiś organizm był pierwszy.

No to wyobraźcie sobie jałową Ziemię, jeszcze przed pierwszym czymkolwiek - same skały i woda (w różnych stanach skupienia). Mamy taką wielką zupę przypadkowych składników wszechświata, przypadkowo mieszających się ze sobą przez miliardy lat. W tym przypadkowym mieszaniu się zupy atomy łączyły się w cząsteczki, aż wylosowały się związki organiczne. To dalej jest martwe, ale mieszamy, mieszamy w tej zupie kolejne setki milionów lat, mamy prawdopodobnie jakieś lipidy czy jakieś inne proste cegiełki tego co znamy później z nas samych. W pewnym momencie wydarzyło się coś dziwnego, coś czego nie wiemy, ale te kawałeczki zyskały zdolność kopiowania się i pyk, jesteśmy w domu.

Jaka to jest abstrakcja. Wyobrażam sobie dwie analogie: masz na stole jakieś klocki, jak LEGO. One sobie leżą tak po prostu, obok siebie. Wtedy dzieje się COŚ, powiedzmy świecisz latarką i te klocki zaczynają się kopiować. To są pierwsze jakieś protokomórki, protoorganizmy, nie wiem jaka nazwa jest poprawna (byłem słaby z biologii). Druga analogia to że grzebiesz sobie kijem w ziemi, w jakimś błocie, poświeci słońce i pyk, zrobiło się życie. Abiogeneza. C⁎⁎j wie co tak naprawdę. To jest równie pasjonująca zagadka co tematyka podróży w kosmos.

W ogóle 4,6 miliarda lat, ile liczy nasza planeta i miliardy lat na formowanie się życia. To jest trudne do wyobrażenia sobie. Miliard lat, miliard obiegów Ziemi wokół Słońca - gdyby każdy obieg trwał sekundę, to miliard sekund składa się na 31,7 lat. Czyli w tej skali Ziemia ma prawie 146 lat. A pierwsze organizmy jednokomórkowe są już około 120 lat. Homo Sapiens 3,5 dnia. Od Chrystusa liczymy nieco ponad pół godziny. Newton rozpoczął Naukę 5 minut temu, a minutę temu człowiek poleciał w kosmos.

Zostawiam was z tą myślą. Część będzie dumać w nocy, a część wstanie rano, przeczyta sobie do kawki i śniadanka i będzie mieć minę jak Jerry na obrazku.

Osobistość

w Rowerowy Równik

6piorunów

375 249 + 19 + 220 + 3 = 375 491

Zapraszam Państwa na niezbyt krótką, ale też niezbyt obszerną relację z ostatniego mojego oraz @vvitch wypadu po gminy w tą nieco gorszą część wschodnich Niemiec, czyli w szereg miejsc nieco już obumarłych, zwanych gdzieś dalej województwem zachodniopomorskim*. Dla tych z Państwa, którym czytanie nieco dłuższych i (być może) nieco bardziej zawiłych tekstów przysparza pewne trudności nie przygotowałem wersji skróconej.

Poranek był, delikatnie mówiąc, deszczowy, ale w najmniejszym nawet stopniu nas to nie zniechęciło. Wszak nie jesteśmy z cukru, choć obydwoje jesteśmy słodcy jak słony karmel. A kiedy już z sukcesem wytarabaniliśmy się z domu i rozpoczęliśmy z mozołem mozolną podróż na dworzec pozostający od dłuższego czasu w chwilowej ruinie, nie padało już niemal wcale. Tylko z kałuż zalegających na jezdni tu i ówdzie atakowani byliśmy brudnymi kroplami schnącego deszczu.

Podróż, dzięki uprzejmości PKP Intercity przebiegła nam w miłej i spokojnej atmosferze. Pociąg jechał, my zaś, zapakowawszy uprzednio weń swoje niewyspane i zbyt wcześnie obudzone osoby, podziwialiśmy zza brudnej szyby sielskie widoki zapadłych wsi i miasteczek.

Pierwszy etap podróży zakończyliśmy na dworcu w Chociwlu, w którym część pociągów zatrzymuje się planowo zaś część nie zatrzymuje się wcale. Od razu też, aby nie marnować czasu, rozpoczęliśmy z mozołem mozolny proces wytaczania się z miasta korzystając z przyzwoitego asfaltu zalegającego w śladzie drogi krajowej, ku zapomnianym cywilizacjom powiatu choszczeńskiego.

Zaraz za miastem wjechaliśmy w nieco już zapomniane przez drogowców, powiat i gminę (niekoniecznie w tej kolejności) dukty, które ostatni remont widziały u schyłku słusznie minionego wieku, a kolejnego na próżno wypatrują w coraz mniej pewnej przyszłości. Nic to jednak dla nas bo jakoś przejechać trzeba. Szczęśliwie województwo jakiś czas temu niemal całkowicie zakończyło budowę nowej drogi rowerowej z Marianowa do Ińska, której fragmentem mieliśmy zaszczyt oraz niemałą przyjemność jechać. Co prawda w jednym miejscu czekała na nas, stojąca na środku drogi, zawierająca w swojej nieprzepastnej kabinie kierownika tejże ciężarówka, zaś w innym koparka, w pocie serwomotorów i siłowników hydraulicznych usuwająca pozostałości dawno martwej kolei wąskotorowej, ale mimo tych drobnych niedogodności, jechało nam się ową droga nad wyraz przyjemnie i wcale nie powoli.

Szybko nawijaliśmy na koła kolejne kilometry dziurawych dróg powiatowych, których, jak już wspomniałem wcześniej, remontu od dawna nikt nie wykonał należycie jeśli w ogóle, i nim się spostrzegliśmy, minąwszy Dobrzany których istnienie odnotowaliśmy, a których zapamiętania powodów osobiście nie znalazłem, dotarliśmy do pierwszej przyzwoitej tego dnia drogi, która była oznaczona numerkiem dziesięć i nosiła dumne miano Drogi Krajowej.

Ów drogą, na której ruch odbywał się nieco większy niż dotychczas ale też nieco mniejszy niż się spodziewałem że będzie, dojechaliśmy do kolejnego miasteczka, którego istnienie obydwoje odnotowaliśmy (zatrzymaliśmy się bowiem na mały popas w zatęchłej Żabce), a którego zapamiętania po raz wtóry powodów nie dostrzegłem, czemu wyraz daję nie podając nawet nazwy tegoż.

Po kilku chwilach, które przeznaczyliśmy na chwilowe nie pedałowanie, ruszyliśmy dalej kierując się na południowy wschód. Szparko pognaliśmy przez kolejne nieco już zapadłe wsie i niewielkie przysiółki aby doturlać się do drogi wojewódzkiej oznaczonej numerkiem sto siedemdziesiąt pięć, a którą w niemałej wygodzie i wielkim spokoju (ruch bowiem był tam minimalny) szybo dojechaliśmy do Kalisza Pomorskiego, przemykając uprzednio przez Drawno. W Drawnie, w którym miałem już wątpliwy zaszczyt być kiedy wraz z Drożdżówkarzami jechaliśmy na pociąg z Krakowa do Świnoujścia, natknęliśmy się na poważnie wyglądający remont. Remont spowodował niemałe zamieszanie wśród dumnej braci posiadaczy praw jazdy z dodatkiem samochodów, którzy nie w porę zmiarkowali, że pchanie się na czerwonym świetle przez wahadło to taki k⁎⁎wa nie za mądry pomysł. Skończyło sie niemal panicznym zjezdżaniem owych na chodnik, aby nie blokować nadciągającej już z naprzeciwka kawalkady poprawnie jadących kierowników. My, włączając się do ruchu z niknącego nagle w chaosie odbywającego się remontu ciągu pieszo-rowerowego, czekaliśmy grzecznie na swoją kolej rzeczy.

Jak już Państwo, przynajmniej ci, którzy dotarli z lekturą aż tutaj, przeczytali wcześniej, dojechaliśmy do Kalisza Pomorskiego. Kalisz Pomorski, wbrew nazwie, wcale nie leży nad morzem, toteż bez zbędnych postojów i bez sentymentu, którego nic nie spowodowało, wyjechaliśmy zeń i skierowaliśmy swoje nieco już spocone osoby w kierunku Drawska Pomorskiego, obierając kierunek północny.

Droga do Drawska Pomorskiego (które dla odmiany również nie leży nad morzem) wyglądała dość podobnie jak droga, którą dojechaliśmy do Kalisza Pomorskiego. Numer miała ten sam (sto siedemdziesiąt pięć), jakość położonego nań asfaltu znacząco nie odbiegała od naszych dotychczasowych doświadczeń, ruch też odbywał się nie dość że spokojny, to jeszcze względnie niewielki. Różnice polegały głównie na wertykalnosci samej drogi, bowiem hopek było na niej bez mała kilka jeśli nie kilkanaście, a dodatkowo biegła (i nadal biegnie) przez środek poligonu, toteż zachodziła obawa dostania w czerep czołgiem.

Drawsko Pomorskie, które leży nad jeziorem o zupełnie innej nazwie niż Drawsko i wcale nie ma w swojej nazwie słowa "pomorskie" przywitało nas jedną zamkniętą Żabką, jedną otwartą Żabką (w której zatrzymaliśmy się na małe co nieco) oraz dwoma czołgami T34, których nie widzieliśmy bo nie.

Z miasta wyjechaliśmy obierając kierunek północy, lekko skręcający na wschód, korzystając z kolejnej tego dnia drogi wojewódzkiej, obok której ktoś zupełnym przypadkiem wybudował całkiem przyzwoita drogę dla rowerów z której ochoczo i z przyjemnością skorzystaliśmy. Ta dobiegła jednak po kilku kilometrach końca i dalszą część podróży odbyliśmy już, jak Bóg przykazał, jezdnią. Droga oznaczona numerkiem sto siedemdziesiąt trzy biegła pośród pól malowanych zapachem sianokosów, zaoranej ziemii, wapna nawozowego i okazjonalnie obornika, muskajac zmysły i nozdrza (głównie nozdrza) aromatem wsi spokojnej, wsi wesołej, wsi głównie bezrobotnej i nieco opustoszałej.

W tak pięknych okolicznościach przyrody, drogą wijącą się pośród polodowcowych wzgórz w zakamarkach których usadowiły się mniejsze i większe jeziora, dotarliśmy do kolejnej tego dnia drogi dla rowerów - do fragmentu Starego Kolejowego Szlaku, którego asfaltowa nić wiła się przez pola między Świdwinem a Połczynem.

Odbijając dalej ja północ, dotarliśmy do ostatniego tego dnia punktu gastronomicznego, którym dla odmiany była kolejna Żabka mieszcząca się w kolejnym tego dnia odwiedzonym przez nas zapadłym miasteczku, jakie odwiedziliśmy - w Rąbinie.

Dalej, nadal korzystając ze sprawnie wytyczonego na mapie Starego Kolejowego Szlaku, który tym razem dzieliliśmy wespół z samochodami, dotarliśmy do Białogardu, który to, będąc przedostatnim niemal już całkowicie zapomnianym przez Bogów i wojewodów miasteczkiem, uraczył nas swoim dualizmem infrastrukturalnym. Oto bowiem nitka drogi dla rowerów odbijająca w kierunku Koszalina, przygotowana, zaplanowana i wykonana przyzwoicie miesza się z żartem jakim są ciagi pieszo-rowerowe biegnące pośród dziurawych ulic i ropiejących już wstępnie ruder. Ciągi owe, byle jakie i na opierdol wykonane głównie z gównolitu i łez pedalarzy szosowych zaczynają się i kończą w losowych miejscach, posiadają najazdy powodujące wzmożony ruch u lokalnych stomatologów i z jakiegoś powodu, są oczkiem w głowie lokalnych władz posiadających ewidentny niedowład umysłowy. Nic to, jakoś przejechaliśmy.

Do Miasta nad Dzierżęcinką, zwanym dalej dla niepoznaki Koszalinem, który od Białogardu różni się nie tylko rozmiarem ale też nazwą, wtoczyliśmy się w okolicach Wieczorynki, podróż swą zaczynając około osiem godzin przed Teleexpressem i nieco na ostatniej prostej poprawiając średnią.

Odhaczyłem jedną gminę, zjadłem jedno latające, włochate coś i rogalika.

*wspomniałem o nim raz, nie podając jednak nazwy.

---

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

GURU

w Hydepark

11piorunów

Uwaga, będzie trochę seksistowsko.

Wczoraj z samego rana zadzwoniła do mnie dziewczyna z mocnym azjatyckim akcentem i zapytała, czy jesteśmy w stanie przewieźć dwa rowery z hostelu położonego wysoko w górach, z dość trudnym dojazdem, na stację kolejową w Windermere. Odpowiedziałem, że nie ma problemu i podałem orientacyjną cenę.Po około 10 godzinach, kiedy byłem już praktycznie w drodze do domu, odezwała się ponownie. Chciała zamówić kurs na następny poranek. Traf chciał, że był to Bank Holiday, więc dzień, kiedy wielu kierowców liczy wyższe stawki.Przez prawie godzinę wymienialiśmy SMS-y, ustalając wszystkie szczegóły: skąd, dokąd, o której godzinie, ile osób, ile bagażu i oczywiście cenę. W międzyczasie okazało się, że nie chodzi o dwie osoby i dwa rowery, tylko o cztery osoby i cztery rowery.Powiedziałem, że nie ma problemu. Zabiorę bagażnik rowerowy na hak, jeden rower pojedzie w samochodzie, a trzy na bagażniku.Dopytałem jeszcze, czy są to zwykłe rowery, czy może damskie. Odpowiedziała, że zwykłe. Zapytałem również, czy na pewno nie są elektryczne. Też usłyszałem, że nie. Na koniec wysłała mi zdjęcie jednego srebrnego roweru Marin, który wyglądał całkowicie normalnie.Dojazd do hostelu zajął mi około godziny.Na miejscu okazało się, że tylko jeden rower był taki, jak na zdjęciu. Pozostałe trzy były mocno stylizowane na rowery downhillowe – z bardzo nietypową geometrią ramy. Były tak skonstruowane, że nie dało się ich zamontować na moim bagażniku rowerowym.Skończyło się na tym, że trzeba było zdjąć przednie koła, złożyć siedzenia w samochodzie i zapakować do środka trzy rowery oraz jednego pasażera. Czwarty rower pojechał na bagażniku z tyłu.Na szczęście na wszelki wypadek zabrałem ze sobą skrzynkę z narzędziami, bo pani nawet nie wiedziała, czy w tych rowerach da się zdjąć koła ani czy mają do tego odpowiednie narzędzia.Ostatecznie wszystko skończyło się dobrze. Klienci zrozumieli sytuację, zapłacili wcześniej ustaloną kwotę, a pozostali pasażerowie pojechali drugą taksówką.Najbardziej zaskoczyło mnie jednak to, że wszyscy podobno pracują na uniwersytecie w Leeds albo w Yorku, więc można by się spodziewać, że będą bardziej precyzyjni przy odpowiadaniu na tak proste pytania.
Wystarczyłoby od razu wysłać zdjęcia wszystkich rowerów albo dokładnie opisać, co się przewozi. Oszczędziłoby to sporo kombinowania i stresu po obu stronach.
Tak wygląda kolejny dzień w życiu taksówkarza.

Autorytet1piorunów

@Taxidriver jak zobaczyłem te rowery z tyłu to przypomniało mi się jak znajomy był w Holandii i chciał sprowadzić rower bez zgody właściciela i auto mu padło w tunelu na mieście i po 5 minutach Policja podjechała go asekurować 😅

Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Wiadomości Polska

4piorunów

Krótka refleksja na temat tego, co się dzieje w tym momencie na stacjach paliw.

Fanatyk0piorunów

Pojechałem około południa w największą ulewę we wrocku i byłem drugi w kolejce. V-powera już nie było w ogóle, teraz to pewnie jak u ruskich sceny XD

Pokaż więcej komentarzy (2)

Kosmonauta

w Chrześcijaństwo

0piorunów

31 sierpnia 2026

Poniedziałek XXII tygodnia zwykłego

(Łk 4, 16-30)

Jezus przyszedł do Nazaretu, gdzie się wychował. W dzień szabatu udał się swoim zwyczajem do synagogi i powstał, aby czytać. Podano Mu księgę proroka Izajasza. Rozwinąwszy księgę, znalazł miejsce, gdzie było napisane: "Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnymi, abym obwoływał rok łaski Pana". Zwinąwszy księgę, oddał słudze i usiadł; a oczy wszystkich w synagodze były w Niego utkwione. Począł więc mówić do nich: "Dziś spełniły się te słowa Pisma, które słyszeliście". A wszyscy przyświadczali Mu i dziwili się pełnym łaski słowom, które płynęły z ust Jego. I mówili: "Czy nie jest to syn Józefa?" Wtedy rzekł do nich: "Z pewnością powiecie Mi to przysłowie: Lekarzu, ulecz samego siebie; dokonajże i tu, w swojej ojczyźnie, tego, co wydarzyło się, jak słyszeliśmy, w Kafarnaum". I dodał: "Zaprawdę, powiadam wam: Żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie. Naprawdę, mówię wam: Wiele wdów było w Izraelu za czasów Eliasza, kiedy niebo pozostawało zamknięte przez trzy lata i sześć miesięcy, tak że wielki głód panował w całym kraju; a Eliasz do żadnej z nich nie został posłany, tylko do owej wdowy w Sarepcie Sydońskiej. I wielu trędowatych było w Izraelu za proroka Elizeusza, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Syryjczyk Naaman". Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. Porwawszy się z miejsc, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na urwisko góry, na której zbudowane było ich miasto, aby Go strącić. On jednak, przeszedłszy pośród nich, oddalił się.

Luke 4:16-30

At that time: Jesus came to Nazareth, where he had been brought up. And as was his custom, he went to the synagogue on the Sabbath day, and he stood up to read. And the scroll of the prophet Isaiah was given to him. He unrolled the scroll, and found the place where it was written, ‘The Spirit of the Lord is upon me, because he has anointed me to proclaim good news to the poor. He has sent me to proclaim liberty to the captives and recovering of sight to the blind, to set at liberty those who are oppressed, to proclaim the year of the Lord’s favour.’ And he rolled up the scroll, and gave it back to the attendant, and sat down. And the eyes of all in the synagogue were fixed on him. And he began to say to them, ‘Today this Scripture has been fulfilled in your hearing.’ And all spoke well of him and marvelled at the gracious words that were coming from his mouth. And they said, ‘Is not this Joseph’s son?’ And he said to them, ‘Doubtless you will quote to me this proverb, “ ‘Physician, heal yourself.’ What we have heard you did at Capernaum, do here in your home town as well.” ’ And he said, ‘Truly, I say to you, no prophet is acceptable in his home town. But in truth, I tell you, there were many widows in Israel in the days of Elijah, when the heavens were shut up three years and six months, and a great famine came over all the land, and Elijah was sent to none of them but only to Zarephath, in the land of Sidon, to a woman who was a widow. And there were many lepers in Israel in the time of the prophet Elisha, and none of them was cleansed, but only Naaman the Syrian.’ When they heard these things, all in the synagogue were filled with wrath. And they rose up, and drove him out of the town, and brought him to the brow of the hill on which their town was built, so that they could throw him down the cliff. But passing through their midst, he went away.

https://www.youtube.com/watch?v=Pmm15VObh4E

Gruba ryba

w Rowerowy Równik

13piorunów

374 948 + 75 + 23 = 375 046

Na zamknięcie sierpnia. Liczyłem, że może jeszcze dzisiaj machnę setkę, ale mój organizm powiedział "dość" i to dość stanowczo, bo tak źle to dawno się nie czułem.

W sobotę pojechałem do rodziców po paczkę, którą nam odebrali pod naszą nieobecność, a że dołożyłem do tego rundkę po mieście to już inna sprawa.

A w niedzielę poszedłem zobaczyć jak to jest jechać z większą ilością biegów, bo samemu. Trasę zaplanowałem sprytnie - na początku było pod wiatr i górę, ale na powrocie z górki i z wiatrem w plecy. Dorzuciłem trochę nowych (zawsze używałem , nawet nie wiedziałem, że jest inny tag ^^)

---

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

Fenomen5piorunów

@Loginus07 sporo ludzi z równika na koniec sierpnia miało gorsze dni. Przecież i @Furto i @dzangyl i @Wagabundowy się pochorowali.

Tak reagują pedalarze na koniec wakacji i końcówkę lata xD Boli w kościach na samą myśl.

Gruba ryba4piorunów

@npnptcn jest to jakiś trop! ale nie wiem co się podziało, rano się czułem jakbym miał ze sto lat i miał umrzeć, popołudniu rozkręciłem sie i czułem się jakbym miał 70 lat tylko, liczę, że jutro zejdziemy do jakichś lepszych liczb

Fenomen4piorunów

@Loginus07 a lata jakieś gówno, nie wiem czy znowu nie jakieś covidy tylko gównowersje. Bo nie ma żadnej epidemii wielkiej jak grypy zaraz pewnie wpadnie, tylko masę osób ma właśnie takie przybicie na 1,2 nieraz 3 dni. Odczucia fatalne, ale w miarę szybko mija, to się nie płacze i nie leży tydzień w łożu.

Morowe powietrze xD

GURU0piorunów

@npnptcn mnie boli tylko to, że teraz muszę jeździć 27kilogramowym czołgiem, czytaj gazellą, tak to bym jeszcze ze 2 stówki lekko dokręcił, no ale nie bedę z tego powodu szlochał

Pokaż więcej komentarzy (4)

Osobistość

w Sztafeta

6piorunów

30 948,04 + 14,35 = 30 962,39

prawie zapomniałem zamknąć miesiąc na Hejto.

30 minut ciągłego w tempie nieco wolniejszym niż półmaratońskie + 1km w tempie na dychę. Tętno pod kontrolą, chociaż tempo dość nierówne

Prawie 200km w tym miesiącu, jeszcze trzeba formę dociągnąć do połóweczki I wtedy wrzucam na luz

---

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

Gruba ryba

w Dyskusje

3piorunów

Wzruszająca historia, szkoda że nieprawdziwa 😆 bo Krzyś jest tak głupi, że wrzucił zdjęcie z zatrzymania i internauci już ustalili, że został zatrzymany dokładnie w centrum wsi, a nie na jej obrzeżach. Poza tym jeżeli dostał mandat 3000 zł to znaczy, że już taki numer odwalił wcześniej, bo to kara przy recydywie

Autorytet0piorunów

Co za różnica gdzie dokładnie. Odjebał ch⁎⁎⁎wy manewr, trafił na Policję, zabrali mu prawko i tyle w temacie. Ale nie oczywiście wszyscy źli, policja zła bo stoją i mierzą prędkość w obszarze zabudowanym.

Droga zła. Szyny były złe itp itd. Za takie pierdolenie powinni mu połamać to PJ i nigdy nie oddawac

Gruba ryba

w Gry

4piorunów

129 + 1 = 130

Tytuł: Neverwinter Nights: Shadows of Undrentide
Developer: Floodgate Entertainment
Wydawca: Infogrames
Rok wydania: 2003
Gatunek: RPG
Użyta platforma: PC
Czas do ukończenia: ~16h
Ocena: 7/10

Neverwinter Nights był grą mojego dzieciństwa. W pewnym sensie. Otóż z Baldurs Gate się minąłem, byłem za młody by na rynku kupić tyle płyt, a jak wchodził NWN to miałem już stałe łącze i wiele razy wychodziłem na ulice tego miasta walczyć z zarazą. Jednakże za dzieciaka nie rozumiałem zasad DND, nie było też nikogo kto by mi pomógł, więc grę jako tako męczyłem, bo o budowie postaci nie wiedziałem nic i wychodziły potworki jak łowca/czarownik/czarodziej, bo chciałem korzystać ze zwojów 😛 w każdym razie po latach przeszedłem podstawkę, która mnie nie zachwyciła (pierwszy akt jest świetny, potem równia pochyła), a w tym roku stwierdziłem, że uzupełnię historię o 2 oficjalne dodatki.

Chronologicznie pierwszym jest Shadows of Undrentide i od tego zacznijmy. Historia zaczyna się jak nasza szkoła dla przyszłych bohaterów zostaje zaatakowana przez koboldy, a nasz mistrz Drogan zostaje raniony zatrutym sztyletem. Podczas gdy on walczy o życie my musimy odnaleźć skradzione niebezpieczne artefakty, które były ukryte na naszym odludziu. Nie wiemy jeszcze, że nasza podróż zaprowadzi nas do ruin cywilizacji potężnych magów z Netheru, którzy byli w stanie tworzyć latające miasta i których to upadek (i to dosłowny) był gwałtowny.

Gameplayowo to jest to pierwszy NWN ze sztucznym systemem turowym i wszystkimi jego wadami. Pierwsze potyczki są potwornie nudne, bo ani my przeciwników, ani oni nas nie mogą trafić, a każda runda to kilka sekund. Później już trafiamy, ale za to potwory stają się "gąbkami na pociski", więc walki dalej się dłużą. Ja sobie podczas nich robiłem duolingo czy łapałem pokemony, mojej interwencji mój bohater zbyt często nie potrzebował. Co jak na grę jest średnim wyznacznikiem jakości.

Z wad to warto też dodać tutaj grafikę, która moim zdaniem zestarzała się gorzej niż w Baldurs Gate 1 i 2. Tam mieliśmy ręcznie projektowane lokacje, które nawet po latach robiły wrażenie, tutaj pierwsze eksperymenty z 3D i widać ograniczoną liczbę klocków, jaką mieli do dyspozycji deweloperzy.

Natomiast gra ma 2 mocne punkty, które w mojej opinii ją ratują i to nawet po latach. Muzyka jest świetna i chociaż nadal wiele utworów jest z podstawki to nadal tutaj czuć i słychać kunszt Jeremy'ego Soule'a. Drugim, mniejszym walorem tej gry jest historia, która mi się podobała. Była krótsza niż w podstawce, a co za tym idzie nie zdążyła się znudzić. Do tego była logiczna i nie wyciągała nagle jakichś prastarych ras z d⁎⁎y, co bolało mnie w podstawce.

Podsumowując NWN: SoU podobał mi się bardziej niż podstawka i teraz moja postać zmierza zmierzyć się z Hordami Podmroku.

Wpis wygenerowany za pomocą https://gamesmeter.bieda.it/

GURU1piorunów

@Loginus07 muzyke robil ten sam gosc co w IWD? Mnie fabularnie SoU nie zachwycil - nie bylo zle ale nie bylo tez lepiej niz w podstawce. HoU znacznie lepsze. Co do mechaniki - bez znajomosci D&D nie ma sensu samemu gmerac w buildach (a granie na sugerowanych z tego co kojarze jest daleka od optymalnej).

Gruba ryba1piorunów

@aerthevist dokładnie ten sam ziomek, do scrollsów też tworzył swoją drogą, bardzo lubię jego muzykę

Mnie podstawka trochę odrzuciła wątkiem pradawnych, był taki z dupy, tutaj było lepiej, ale to może też dlatego, że o Netherze już słyszałem grając w BG3.

A co do buildów to wziąłem sobie kapłana z internetu i jak już się rozkręcił to bestia nie do zatrzymania, ale pierwsze walki to dramat ^^

GURU0piorunów

@Loginus07 muzyka z NVM, IWD i TES jest miodzio :grinning:

Kaplan jest jest solidny na poczatku i potem jako caster daje rade. Najgorzej gra sie na poczatku Czarodzejem - malo zaklec malo HP. Niby mozna skorzystac z najemnika lub przywolywac potwory i chowance ale jesli dobrze pamietam wtedy mniej doswiadczenia wpada, o biorac pod uwage ograniczone zrodla doswiadczenia mocno utrudnia zycie.

Pokaż więcej komentarzy (3)