Dziś rocznica śmierci J. R. R. Tolkiena, który zmarł 2 września 1973 roku w wieku 81 lat :green_book: Jego ostatnie znane zdjęcie zostało zrobione kilka tygodni wcześniej przez jego najstarszego wnuka i przedstawia Tolkiena opierającego się o duże, stare drzewo - to jedno z jego ulubionych drzew, sosna czarna rosnąca w Oxford Botanic Garden. Tolkien przezywał ją podobno "Laokoonem" z uwagi na to, że jej konary przypominały mu trochę starożytną rzeźbę znaną jako Grupę Laokoona.
Sosna z Oxford Botanic Garden została posadzona około 1830 roku. W 2014 roku konary drzewa zaczęły pękać i odłamywać się pod własnym ciężarem, stwarzając zagrożenie, w związku z czym musiało niestety zostać ścięte. W 2021 roku, z okazji czterechsetnej rocznicy istnienia ogrodu botanicznego, posadzono w nim sadzonkę wyhodowaną z nasion oryginalnej sosny.
Nikt nie wie, dlaczego krasnoludy, które w domu, w górach prowadzą spokojne, uporządkowane życie, zapominają o nim natychmiast, gdy tylko przeniosą się do miasta. Coś nachodzi nawet najbardziej nieskazitelnego górnika rudy i każe mu stale chodzić w kolczudze, nosić topór, zmieniać nazwisko na coś w rodzaju Gardłołapa Łydkopacza i zapijać się do ponurej nieprzytomności. Może powodem jest właśnie to, że w domu prowadzą życie spokojne i uporządkowane. Zapewne pierwszym marzeniem każdego młodego krasnoluda, który - po siedemdziesięciu latach pracy dla ojca gdzieś na dnie szybu — trafia do wielkiego miasta, jest najpierw napić się porządnie, a potem komuś dołożyć.
Jeżeliś widział kiedy rękę odciętą albo nogę, albo głowę odciętą, leżącą gdzieś tam z dala od reszty ciała, to w takim położeniu stawia sam siebie człowiek – o ile to od niego zawisło – który nie godzi się na to, co go spotyka w życiu,(...) Jakbyś się sam oderwał od jedności nakazanej przez naturę! Jako członek jej bowiem urodziłeś się, a teraz sam siebie odrąbałeś. Ale w tym wypadku podziwienia godną jest ta okoliczność, że możesz znowu sam siebie z nią zjednoczyć.
Po wczorajszej miałem dziś dość ale trafiłem na inny wydział. Przejmuje zmianę i dowiaduje się że maszyny na pół gwizdka idą bo coś tam coś tam. Pytam Janusza czy coś z tym zrobił ale on mówi że się nie zna i on gadał z technikiem a i z kierownikiem i ma tak iść puki się kręci. Myślę sobie nie mój cyrk nie moje małpy ale w obecnej sytuacji wprowadziłbym procedurę XYZ i zobaczył co się stanie. No ale pyrkolą sobie te maszynki i alarm bo kolejna sekcja grzewcza się wyłączyła. No to sobie myślę że krytyczny błąd i będę zatrzymywał halę. Ale przypomniałem sobie o procedurze XYZ i ja wprowadziłem bez konsultacji. No i maszyna wraca na pełną wydajność właśnie. I nie nikt mi nie podziękuję xd
W trzecim tomie kończymy drugą grę. Tutaj poznajemy przeszłość głównego bohatera oraz bezpośrednio widzimy jego starcie ze zdrajcą. Dowiadujemy się sporej dawki informacji o pozostałych i o motywach dlaczego wciągnął swoich przyjaciół do gry. Główny bohater rzeczywiście zaczynał dość niepozornie ale się rozkręca, a panele przedstawiające twarze potrafią stawać się momentami niepokojące i bardzo mi się spodobały. Kończymy przygotowaniami do trzeciej gry.
|| Wyznaje, że jego wcześniejsze oskarżenie Makoto o morderstwo było kłamstwem, a to on sam jest mordercą. Choć przyjaciele, szukając wymówek, mają nadzieję, że był to wypadek, obsługa potwierdza, że Yuuichi zabił z premedytacją trzy osoby. Odsuwają się od niego przerażeni, że go w ogóle nie znają. Zmęczony ich narzekaniem stwierdza, że trzymał się z nimi tylko dlatego, iż ktoś dla niego ważny uczył go, że przyjaźń jest najważniejsza. Mimo, że tego nie rozumie to starał się postępować zgodnie z jej słowami.||
Odbanowałem se ICD10F20, bo to dobry człowiek jest tylko spamował czasem w nocy. Ale pozostałych trzech barabaszy nie uwolnię nigdy. Tych chinacebula itp nie liczę, bo to oczywiste