Na bieganie się nie czuję dzisiaj. Rano w ogóle miałem dylemat czy nie wrócić na pokój i dzwonić po sickday ale zdecydowałem, że jak do 12°° mi się nie polepszy to idę zgłosić, że jestem chory... I od rana wskoczyłem w szelki i siup na rusztowanie jeb jeb rozbiórka, aż mi pot po plecach płynął i mi się lepiej zrobiło. xD
Na tyle lepiej, że poszedłem wieczorem na siłownię (bieganie nadal nie, zwłaszcza w tej pogodzie- jutro ma być ładnie) i bardzo ładny trening i nawet coś na nogi. Lało się jednak ze mnie jakbym wyszedł spod prysznica.
* Zjedzone: 4 000 kcal
* Spalone: 4 250 kcal
* Kroki: 11 700
* Rower: 14 km po zakładzie w pracy
* Trening: Upper B + cable crunch + leg press + calf raises (wyszedł prawie fbw xd)
* Książka: tak (po angielsku)
* Norweski: już robię
Trochę straciłem węch i zacząłem kaszleć, minus jest taki, że zawsze taki kaszel utrzymuje się u mnie w sezonie nawet do miesiąca. Lipa z tym.



















