Uznany kierowca rajdowy, wielokrotny Mistrz Europy, Sobiesław Zasada opowiada nam o tym jak powinna wyglądać prawidłowa technika jazdy. Mnóstwo oczywistości, pozycja za kierownicą, uważanie na wszystko i wszystkich. Najciekawsza część to opis poślizgów, świadomego jego wprowadzania, jego kontroli, i wychodzenia z niego. Różnice wynikające z zastosowanego napędu. Większość punktów okraszona krótkimi przykładami z życia rajdowego i codziennego. Ocena mocno obniżona, ponieważ połowa książki to anegdoty z udziałów w Rajdach Safari, co dosłownie znam z innej książki - "Polacy w Rajdach Safari"
Kontynuujemy drugą grę, w której kluczowe jest ujawnianie sekretów przyjaciół. Widzowie oceniają ich ciężar, co decyduje o tym, o ile pól do przodu przejdą. W oskarżeniach można kłamać, ale jeśli kłamstwo wyjdzie na jaw to autor zostanie ukarany. Do kolejnego etapu przejdzie tylko ten kto jako pierwszy ukończy planszę, ale w zamian przejmie długi pozostałych. Od razu odnoszę wrażenie, że lepiej nie wygrywać, aby nie obciążyć się długami całej grupy ale zobaczymy jak podejdzie do tego główny bohater.
Pierwsze ujawnione sekrety nie brzmią zbyt poważnie, jednak grupa reaguje na informacje o koleżance. "Sawaragi kocha Yuuichiego", "Byłym Sawaragi jest Tenji". Ponieważ dotyczą jednej osoby to dziewczyna przesuwa się o 5 pól. Makoto jest bardzo ciekaw, czy plotki są prawdziwe, a Tenji wyznaje, że wciąż ją kocha. Wszystko wskazuje na czworokąt miłosny. Ona interesuje się głównym bohaterem, podczas gdy pozostali nią. Zaczynają się oskarżać, jednak Yuuichi ich uspokaja. Przemawia im do rozsądku, tłumacząc, że jeśli im na niej zależy, nie powinni jej martwić tym jak się zachowują.
Kokorogi podchodzi do Sawaragi i pyta wprost, czy to prawda, że kocha Yuuichiego, co tamta potwierdza. Widać po niej zazdrość gdy podsumowuje, że Sawaragi ma duże powodzenie i główny bohater pewnie też się w niej zakocha. W międzyczasie obserwujemy administratorów w dyżurce. Komentują grę i zastanawiają się, kto jako pierwszy zaczął obgadywać swoich przyjaciół. Ktoś z uczestników kłamie, ale jest na tyle dobrym aktorem, że trudno go zdemaskować.
Kolejna tura przynosi trzy nowe rewelacje: "Makoto brał kąpiele z własną matką w gimnazjum", "Yuuichi nie mył się przez tydzień" oraz "Sawaragi przeszła operację plastyczną". Te sekrety również wydają się błahe, ale widać, że Makoto nie może uwierzyć, że ta która widocznie go interesuje jest po operacji.
Nareszcie tajemnice zaczynają się robić poważne, a ktoś ujawnia, że Kokorogi chodziła na płatne randki ze starszymi mężczyznami, na co dziewczyna reaguje natychmiastową histerią. Tłumaczy się, że była dręczona i potrzebowała pieniędzy, aby opłacać swoich prześladowców, by dali jej spokój. Makoto mówi Kokorogi, że wygląda zbyt niewinnie jak na dziewczynę, która straciła dziewictwo w gimnazjum. Ta natychmiast się broni, twierdząc, że w ostatniej chwili zawsze uciekała i wciąż nią jest. Widać, że bardzo zależy jej na tym, aby to Yuuichi jej uwierzył, dając wyraźne sygnały, że w tej paczce jest więcej miłosnych trójkątów. Yuuichi szepcze jej coś na ucho, co ją uspokaja, jednak dziewczyna wciąż nie chce stać obok Sawaragi, ponieważ tylko ona o tym wiedziała. Okazuje się, że operacja plastyczna nie była do upiększenia siebie tylko do usunięcia blizny.
Teraz widzimy perspektywę zdrajcy, kradzież pieniędzy z szafki, cieszy się ze zrywania więzi i wiemy, że zapisała ich do gry. Okazuje się, że to Tenji. Dowiadujemy się, że stalkował Sawaragi i założył jej podsłuch. Sugeruje Sawaragi, że Kokorogi mogła sama napisać swój sekret, by wzbudzić litość Yuuichiego, ponieważ ewidentnie obu dziewczynom on się podoba.
Po wrzuceniu kolejnych kartek z tajemnicami, Tenji konfrontuje się z głównym bohaterem, który policzkuje Sawaragi, a pozostali zaczynają się wzajemnie oskarżać. Tymczasem Tenji trzyma się blisko tej którą chce zniszczyć, pozując na jej najbliższego przyjaciela, któremu może wierzyć we wszystkim. Pojawiają się następne małe sekrety. "Sawaragi lubi chodzić w męskich bokserkach" oraz "Tenji jest o rok starszy, niż się wszystkim wydaje". Chłopak przyznaje, że tylko ona wiedziała o tym, że powtarzał rok przez problemy rodzinne, ale mimo to zapewnia ją o swoim pełnym zaufaniu.
Będąca na prowadzeniu Sawaragi trafia na pole szansy, gdzie może wybrać jedną osobę, której największy sekret zostanie ujawniony przez organizatorów. Kiedy ma już wskazać przerażonego Tenjiego, wtrąca się Makoto, twierdząc, że nie ma nic do ukrycia i niech wybierze jego. Okazuje się jednak, że organizatorzy coś na niego mają. Jego ojciec jest łapówkarzem i wykorzystuje kobiety. Mimo że nie jest to bezpośrednia wina Makoto, sekret przesuwa go na drugie miejsce na planszy.
Następny sekret to najpoważniejsze oskarżenie jak do tej pory czyli "Makoto Shibe kogoś zabił". Tenji jest zdziwiony bo jako zdrajca nic takiego nie pisał. Podejrzewa, że zrobił to Yuuichi kłamiąc ale sam Makoto nie potrafi udowodnić swojej niewinności i przechodzi dodatkowe pola. Wewnętrzny monolog Tenjiego w tłumaczy motyw i to, że chce zniszczyć Sawaragi, ponieważ odebrała mu coś najcenniejszego w życiu i zrujnowała jego przyjaźnie.
Yuuichi oświadcza grupie, że jest wśród nich zdrajca, i że całe zło, które ich spotyka, jest winą jednej osoby. Twierdzi, że wie, kto to jest, ale jeszcze im tego nie zdradzi. Dodaje również, że wie, jak najlepiej przejść tę grę. Tłumaczy, że gdyby szli o pojedyncze pola, dług by się wyrównał i wyszliby na zero, ale pierwsze pola zostały zaprojektowane specjalnie po to, aby ich skłócić dodając dodatkowy dług. Od teraz w każdej rundzie każdy, kto nie jest na pierwszym miejscu, ma pisać własny, drobny sekret i tak aż do samego końca. W ten sposób łatwo będzie zweryfikować, kto napisał kartkę, a kto nie. Odbierze to zdrajcy możliwość atakowania innych, dzięki czemu wszyscy przyjaciele przejdą do kolejnej gry, a zdrajcę zostawią za sobą.
Jednak okazuje się, że tym razem pojawiło się aż 10 sekretów. Każdy z graczy może zapisać dowolną liczbę kartek, przez co Yuuichi wciąż nie wie, kto dokładnie zdradził w tej rundzie. Sawaragi stoi na ostatnim polu przed metą, a gra wkracza w finałową turę. Administratorzy zauważają jednak ważny szczegół. Część zawodników nie ma na sobie zawieszki z imieniem oraz przypisanym długiem. Obserwatorka podsumowuje, że zwycięzca gry wciąż nie jest jeszcze pewny.
Poniżej moje przemyślenia i typy biorąc pod uwagę to co się działo w tomie. || Wiadomo kto jest zdrajcą i moim zdaniem trochę za szybko go ujawniono, miałem nadzieję, że będzie więcej czasu by samemu typować kto to może być. Odnośnie tego co widzi administratorka to sam brak zawieszek to trochę mało jak na zaskakujące rozwiązanie gry.||
||1. Tenji już sam przed czytelnikiem się przyznał to pewnym jest, że on ukradł pieniądze oraz zapisał ich do gry. Szczerze nienawidzi swojej byłej i chce zniszczyć jej życie. Tylko co z pozostałymi co on o nich myśli i tego jeszcze dobrze nie wiem. 2. Makoto niezbyt się popisuje i wygląda na niezbyt rozgarniętego ale może oczywiście udawać. Nie widzę żadnych dowodów by uznać go za złego.||
Zbiór siedmiu opowiadań, niby fantastycznych. Piszę niby bo w większości - może poza trzema ostatnimi - o fantastykę ledwo się ocierają, głównie osadzeniem akcji "gdzieś-kiedyś" czy nierealizmem sytuacji. Niestety są na tyle złe, że nijak nie mogłem zmęczyć tych głupich stu stron. Większość opowiadań bowiem nie ma zbytnio sensu, ot bohater kręci się bez celu aż do finału który zazwyczaj również niewiele wnosi do fabuły. Trochę lepsze są dwa ostatnie opowiadania, choć nic odkrywczego w nich nie znajdziemy, to od biedy można za nie podwyższyć ocenę o ten jeden punkt.
"Raj utracony" - Odległa planeta dawno temu skolonizowana przez Ziemian. Obecnie ich potomkowie żyją w mieście otoczonym pustynią, ale krążą słuchy że gdzieś tam daleko "jest inny, lepszy świat". Trójka bohaterów (płaskich i bezbarwnych jak całe to opowiadanie) wyrusza na wyprawę, ale gdy dochodzą do innego miasta to opowiadanie rychło się kończy - jakby autorowi skończył się koncept.
" Spotkanie najwyższego rodzaju" - Kosmos, Federacja zamieszkanych planet, zagadnienia związane z badaniem i kolonizacją innych, nowych światów. W porządku, choć styl szorstki jak papier ścierny i ponownie urywa się w połowie.
Nadrobisz zaległości podczas urlopu, mówili. No i dziesięć dni poszło na jedną powieść.
Fabułę każdy zna, jak ktoś śledzi wiadomości ze świata filmu to domyśli się, że poszła powtórka przed zbliżającymi się dwoma ekranizacjami. Przeczytany przeze mnie egzemplarz to dwutomowe wydanie z Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, wraz ze szczegółowym opracowaniem naukowym i przypisami Józefa Bachórza.
Powieść klasyka, historia do dzisiaj się broni, choć sam skróciłbym powieść o cały wątek paryski (nieudany) i znacząco ograniczyłbym uwagi Rzeckiego o Stawskiej. Książkę jednak czytało się bardzo wolno, właśnie ze sprawą licznych przypisów (mających wartość dodatnią, ale momentalnie rozpraszających), ale też przez natrętne i niekontrolowane przeze mnie wracanie do serialu, gdzie czytane fragmenty sobie wizualizowałem. Wyjątki stanowiły wspomniane uwagi Rzeckiego, bo tam przypominał się jeden z naczelnych trolli na Wykopie Krzysztof Dzong Un i jego obrzydliwe komentarze wokół Marii Andrzejczyk.
Zdecydowanie powinienem się leczyć. Tak jak i 3/4 bohaterów powieści ¯\\( ͡° ͜ʖ ͡°)/¯
Sięgnąłem po mangę, bo spodobała mi się ekranizacja początkowych wydarzeń. Sama historia jest już skończona, a tytuł, z tego co widziałem, miał sporo dobrych opinii. Nie jest jeszcze w całości dostępna po polsku, dlatego czytałem w wersji angielskiej. Z tego co widzę potrzeba około roku by wydać ostatnie tomy. Dzięki ostatnim aktualizacjom na hejto mogę nareszcie użyć funkcji spojlera by nie psuć zabawy innym odnośnie mojej opinii lub zwrotów akcji ale na początku postaram się opisać dość dokładnie fabułę.
Sam tytuł "Tomodachi Game", zgodnie z polskim tłumaczeniem "Przyjacielskie rozgrywki" mówi nam tylko tyle, że przyjaźń będzie głównym tematem, a sam gatunek, że to będzie thriller psychologiczny.
Na samym początku poznajemy głównego bohatera, który nazywa się Yuuichi Katagiri i chodzi do średniej szkoły. Widzimy go w retrospekcji jako dziecko, które licząc pieniądze słucha wykładu matki o tym, że pieniądze rzeczywiście są ważne ale przyjaciele są ważniejsi. Przedstawiony jest jako biedny chłopak, który dorabia sobie by odłożyć 70k jenów na wycieczkę szkolną (~1600zł) i bardzo mu na niej zależy bo chce jechać ze swoimi przyjaciółmi.
Dostajemy krótkie przedstawienie każdego z nich z krótkim opisem. Ich paczka liczy 5 osób, a pozostałymi osobami są:
1. Shiho Sawaragi - odpowiedzialna i praworządna
2. Makoto Shibe - bogaty syn polityka
3. Tenji Mikasa - najlepszy uczeń, inteligentny i spokojny
4. Yutori Kokorogi - nieśmiała dziewczyna, która była prześladowana w szkole
Okazuje się, że pieniądze na wycieczkę szkolną całej klasy, które zbierała Shiho i Makoto została skradziona. Kwota jest duża jak na uczniów 2mln jenów (~50k zł). Główny bohater dostaje list pod drzwiami od Shiho, żeby się pilnie spotkali bo ma mu coś bardzo ważnego do powiedzenia. Na miejscu okazuje się, że są tutaj wszyscy, którzy czekają na wyjaśnienia czemu Yuuichi ich tutaj zebrał i co on chce im powiedzieć. Nagle zostają zaatakowani, budzą się w tytułowej grze gdzie zostają poinformowani, że ktoś z nich zapisał ich wszystkich i wpłacił wpisowe w wysokości ukradzionych pieniędzy by spróbować zredukować swój dług 20mln jenów (~500k zł). Jeśli zdecydują się zagrać to każdy z nich dostanie równą część długów na siebie i będą musieli grać by go zredukować. Co ciekawe mogą odmówić ale wpisowego nie dostaną z powrotem dlatego Shiho namawia innych by spróbowali bo ktokolwiek z nich ma dług to nadal ich przyjaciel i grając mogą go usunąć bez względu na powód zadłużenia.
Pierwsza gra wygląda na bardzo prostą gdzie są dwie opcje TAK lub NIE i wielka moneta, którą mogą przesunąć na wybrane pole ale robią to wspólnie. Moneta przesuwa się zgodnie z jednomyślnością grupy lub z głosem mniejszości, który ma priorytet. By zaliczyć grę muszą minimum raz odpowiedzieć poprawnie na pytanie, a jeśli jej nie przejdą to osoba z najwyższym długiem dostanie wszystkie pozostałe. Każdy z nich otrzymuje plakietkę z imieniem i długiem ale jeśli ją komuś pokażą to ich dług zostanie podwojony.
Kolejni przyjaciele czytają bardzo proste pytania w stylu "Czy góra Fuji jest najwyższa w Japonii?" lub "Czy 1+1 równa się 2?" ale okazuje się, że cały czas ich odpowiedzi są na NIE co oznacza, że ktoś specjalnie sprawia, że przegrywają. Główny bohater odpowiada przedostatni i widzi kartę z pytaniem, która rozjaśnia mu sytuację. Pozwala mu ona wybrać pytanie ale jeśli odpowiedzą TAK to wygrają wszyscy, a jeśli NIE to jego dług zostanie zmniejszony o połowę. Gracze nie mogą rozmawiać w trakcie gry bo ich dług zostanie podwojony. Zastanawia się co zrobić, czemu ma się starać wygrać dla wszystkich jeśli to nawet nie jest jego dług. Myśląc o tym co zrobić patrzy się na ostatnią osobę jaka będzie czytać pytanie po nim i wygląda na to, że ktoś z nich chce zrzucił cały dług na Kokorogi. Dochodzi do wniosku, że musi się skupić na tym by chronić najsłabszego ale nadal moneta wędruje na NIE.
Gdy Kokorogi ostatnia czyta pytanie "Czy zawsze będziemy przyjaciółmi?" Yuuichi reaguje i zaskakując wszystkich dubluje swój dług mówiąc "Czy chcecie wiedzieć jaki kolor bielizny nosi Sawaragi?" i zwraca się bezpośrednio do każdego z pozostałych przyjaciół, którzy zmniejszyli swój dług w pierwszych rundach. Mówi o tym, że teraz on ma najwyższy dług i w jego pytaniu nastąpiła zmiana początkowych zasad. Teraz gdy przegrają to długi pozostałych otrzyma nie ten kto ma najwyższy tylko ten kto ma najniższy dług. Następuje ostatnia decyzja w tej grze i moneta wspólnym wysiłkiem ląduje na polu TAK dzięki czemu przechodzą dalej.
Po pierwszej grze główny bohater rozmawia z Sawaragi, którą nazywa najbardziej podejrzaną bo nie rozumie jak ktoś tak praworządny mógłby nie chcieć poznać tożsamości dłużnika tylko namawiała ich do gry w ciemno. Tłumaczy się tym, że zrobiła to dlatego bo bała się, że pieniądze ukradł Yuuichi i nie chciała go pogrążyć. Ma również drugi powód bo wyznaje, że on jej się podoba. Całą rozmowę podsłuchuje Tenji za drzwiami, a paczka przyjaciół przechodzi do drugiej gry.
Drugą grą to coś w stylu gry planszowej z obgadywaniem. Poruszają się po polach i każdy z nich przed kolejną turą może kogoś obgadać za pomocą karteczek wypełnianych w osobnym pomieszczeniu. Widzowie gry decydują który sekret jest najgorszy i obgadana osoba przechodzi więcej pól. Jeśli nie będą wyjawiać żadnych sekretów to przechodzą po prostu na kolejne pole. Zaczynają bez wypełniania kartek ale okazuje się, że pierwsze pole zwiększyło dług każdego z nich o 100k jenów, a drugie o jeszcze wyższą kwotę. Tom kończy się trzecią turą gdzie pojawiają się dwa sekrety:
1. Shiho kocha się w głównym bohaterze.
2. Byłym chłopakiem Shiho jest Tenji.
Poniżej moje przemyślenia i typy biorąc pod uwagę to co się działo w tomie.
Drugi tom zawiera kolejne 4 części powieści o Muminkach.
Zima Muminków - 9/10
Zaskakująco dojrzała opowieść o samotności, przemijaniu i śmierci, ale także o odnajdywaniu radości w niesprzyjających okolicznościach.
Opowiadania z Doliny Muminków - 7/10
Zbiór opowiadań różnych, nie tworzących jednej większej historii, spośród których niektóre wydają się skierowane do rodziców ("Opowiadanie o niewidzialnym dziecku"), a inne wyjaśniają pewne zagadnienia nurtujące czytelnika od dłuższego czasu (“Tajemnica Hatifnatów”).
Tatuś Muminka i morze - 7/10
Każdy choć raz chciał kiedyś rzucić wszystko w cholerę i wyjechać w Bieszczady. Tym razem padło na Tatusia Muminka, który postanawia opuścić Dolinę Muminków i zabrać rodzinę na odludną wyspę z samotną latarnią morską. Atmosfera opowieści zrobiła się dziwna, na tyle, że synek stracił zainteresowanie i wróciliśmy do książki po dłuższej przerwie. Tatuś Muminka staje się melancholijny i zdystansowany, pogrążony w swoich rozważaniach dotyczących natury morza. Mamusia Muminka ewidentnie nie czuje się dobrze w nowym miejscu i zmagając się z tęsknotą za swoim domem, usiłuje stworzyć przyjazny dom w latarni. Muminek zaś próbuje odnaleźć swoje własne miejsce w tym wszystkim i nawiązać nowe przyjaźnie, Mi natomiast staje się jakby bardziej złośliwa. W sumie ciekawa, choć z punktu widzenia dziecka raczej niełatwa opowieść o próbie odnalezienia się w nowej rzeczywistości.
Dolina Muminków w listopadzie - 5/10
A może trafniej Dolina Muminków bez Muminków opowiada o losach innych mieszkańców Doliny Muminków, którzy spotykają się przy domu Muminków. Nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że ta część została dodana trochę na siłę.
@saradonin_redux Według mnie zwłaszcza te późniejsze książki są raczej dla dorosłych niż dla dzieci. Czytałem kilka lat temu z synem (wtedy wczesna szkoła podstawowa). Mnie się one bardzo podobały, ale syn, który lubił kilka pierwszych książek, tymi z drugiego tomu nie był zachwycony.
@Aleksandros coś w tym jest. Przy pierwszym tomie mój sześciolatek domagał się kolejnego rozdziału. Tutaj natomiast momentami tracił zainteresowanie. Część opowieści chyba po prostu okazała się zbyt złożona i dojrzała. Kilka opowiadań jest wręcz ewidentnie skierowanych do rodzica np. wspomniane "Opowiadanie o niewidzialnym dziecku".
Guliwer to niespokojny duch, dla którego nudne życie rodzinne nie jest wystarczające dla pełnego spełnienia. Wyrusza więc w dalekie podróże po nieznanych lądach, gdzie spotyka niecodziennych mieszkańców.
Wszędzie spędza po kilka lat, uczy się języka tubylców i ich zwyczajów. Zawiera przyjaźnie mimo początkowej niewoli i na ile potrafi, wnosi coś nowego do społeczności w których się pojawia.
Kandyd jest optymistą wierzącym w dobro i piękno życia. Na skutek nieszczęśliwych wydarzeń zostaje wygnany z ojczyzny, zostawiając za sobą swoją miłość.
Jeżdżąc po świecie stale doświadcza zła, przemocy i oszustw i ciągle jego wiara w dobro zostaje wystawiana na próbę.
Książka jest satyryczna, choć krótka to obfita w wydarzenia podobne do wielu historii z książek tej epoki.
Kandyd rozważa czym tak na prawdę są najwyższe wartości i jaka jest ludzka natura.
„– Sen jest dobry – stwierdził. – Ale książki są lepsze.”
Trudno nie zgodzić się z Tyrionem Lannisterem, gdy notorycznie zarywałem noce, ponieważ wolałem czytać „Starcie królów” niż pójść spać. Fakt, że powieść jest okropecznie wciągająca, sprawiał, iż trudno było się od niej oderwać, a i zmęczenie nie dawało się aż tak we znaki. I to nawet pomimo, że obejrzałem cztery sezony ekranizacji, więc mniej więcej pamiętam, co się wydarzy, choć nie zapamiętałem wszystkich szczegółów i nie zawsze wiem, co doprowadziło bohaterów do niektórych miejsc.
W tej części Martin dobitnie pokazuje, że nie tylko potrafi tworzyć postaci, które lubi się już od pierwszych stron, ale też pisze świetne dialogi. Najbardziej spodobała mi się wymiana uszczypliwości pomiędzy Theonem a jego siostrą - no coś przecudownego, momentalnie się w niej zakochałem, taka była zadziorna. Podobne odczucia mam wobec Ygritte, obecnie bardziej spowodowane serialem, ponieważ w książce nie miała do tej pory zbyt wiele miejsca.
Podziwiam także jego zdolność do przedstawiania różnych perspektyw i nadawania postaciom ich własnego głosu. To mniej lub bardziej widoczne różnice w prowadzeniu narracji i wewnętrznych przemyśleń bohaterów.
Nie dziwię się też, że Martinowi z trudem przychodzi napisanie kolejnej części. Mnogość wydarzeń i wątków potrafi przytłoczyć czytelnika, a co dopiero autora, który musi je wymyślić, sensownie powiązać i przede wszystkim przedstawić. Podobnie z masą nazwisk i nazw własnych, dlatego nie dziwię się, że na końcu książki jest ich spis, żeby się nie pogubić. Co mnie i tak często się zdarzało, ale nie przejmowałem się tym aż tak bardzo.
Przyczepić się mogę jedynie do mało wiarygodnego przedstawienia Tyriona jako wojownika. Mimo że archetyp niziołka barbarzyńcy dzierżącego w obu dłoniach topór bojowy jest mi bardzo bliski (jedna ze stworzonych postaci taka właśnie jest), to trudno mi było uwierzyć w karła, który jednocześnie chodzi pokracznie i świetnie włada toporem właśnie. Jeszcze pierwsza bitwa z jego udziałem jako tako miała sens, tak szarża, na której czele jechał podczas oblężenia Królewskiej Przystani, wydawała się mało wiarygodna. Nie dość, że Tyrion jest niższy od typowego mężczyzny (co niby może ułatwić sprawę), to jeszcze ma krótszy zasięg rąk. Trudno mi uwierzyć, że mógłby tak dobrze walczyć.
Jednakże równie trudno jest mi wystawić inną ocenę niż kolejną dziesiątkę dla tak dobrej powieści.
“Our dreams cannot change the stars. But sometimes, our deeds can change the universe even if it is only by accident.”
I część cyklu The Horus Heresy: Siege of Terra
Długo mi zeszło, bo ostatnio miałem bardzo dużo pracy, wyjazdy i nie mogłem spokojnie usiąść z książką, więc czytałem tak trochę z doskoku, czasem tylko po kilkanaście minut.
Początek końca. 54 książki prowadziły do bitwy, którą rozpoczyna owa powieść. Syreny zawyły, gdy pierwsze okręty Mistrza Wojny dotarły na obrzeża Układu Sol. Siły Imperium od lat przygotowywały się na ten moment, więc drogi ku Terze strzegą liczne linie obrony.
Monumentalizm wraca do poziomu znanego z trylogii początkowej. Jest rozmach i pompa. Nieco chaosu też, gdyż autor starał się zawrzeć wiele różnych wątków zbiegających się ze sobą: od ogromnych bitew kosmicznych setek okrętów, po bardziej kameralną historię Mersadie Oliton, która to moim zdaniem okazała się najciekawszym elementem powieści.
Miara katastrofy jest przeogromna: umierają bohaterowie, okręty, stacje kosmiczne, czy nawet całe księżyce, a ich ofiara i tak wydaje się prawie nic nie znaczącą w skali całego konfliktu. John French jasno daje do zrozumienia, że opisane wydarzenia nie są tylko waśnią pomiędzy zbuntowanym synem a ojcem, ale pomiędzy Chaosem a ludzkością.
W tym odcinku Ezekyle Abaddon dostał swoje 5 minut i w końcu został pokazany nie tylko jako gburowaty wojownik, ale przede wszystkim jako zaufany generał Horusa, a przy okazji pojawiły się urywki jego młodości. Natomiast jeśli Layak łażący za nim niczym Wrzód za Bezim w Gothiku miał być zabawny, to niezbyt to się udało.
Rewelacyjnie przedstawiona historia ludzkości, opisująca chyba wszystkie z najważniejszych aspektów naszego istnienia.
Czytało się z przyjemnością, ponadto książka przedstawiła mi sporo tematów w całkiem nowy dla mnie sposób, pojawiło się sporo refleksji na temat tego kim jesteśmy i jak funkcjonuje nasze społeczeństwo oraz świat mocno nam podległy w ostatnim czasie.
Nie powiem, było też sporo tematów dość dobrze mi znanych, ale i tak czytało się je dobrze.
Książka, którą z czystym sumieniem mogę polecić każdemu.
Musowo zerknij na resztę pozycji. Bodajże tom 3 - Jak wrogowie stają się nieprzyjaciółmi jest kierowany do młodszej części czytelników ale też warto przeczytać
Gdy uniwersum Cosmere stało mi się bardziej znane i zrozumiałe, to i drugi tom Archiwum Burzowego Światła wszedł mi lepiej od pierwszego. Jednych bohaterów lubię mniej, innych bardziej, jednak każdy ma jakiś charakter, motywacje i rozterki. Podobało mi się ukazanie mniejszych, lub większych zmian osobowości bohaterów, na skutek wydarzeń opisanych w książce. Natomiast nie spodobało mi się w jaką stronę ta seria zmierza, bo wygląda na to, że bohaterowie, którzy już na samym starcie byli dla mnie OP w kolejnych częściach staną się superbohaterami.
Ech, coraz rzadzej tu zagladam a na pewno coraz rzadziej sie udzielam. Powodem tego jest troche brak czasu, do codziennych obowiazkow doszedl mi ogród - na co nie narzekam bo uwielbiam. Ale też zdalam sobie sprawę (no moze od dawna o tym wiedzialam), że internet sprawia ze więcej żyje zyciem innych ludzi albo wręcz pustymi informacjami zamiast po prostu żyć. Mieszkajac w bloku z malymi mozliwosciami wychodzenia z powodu opieki nad chorą mamą takie internetowe życie dawało mi dużo frajdy. To bylo moje okno na swiat, miejsce gdzie poznawałam fajnych ludzi (nawet tylko czytajac o nich). Odkąd się przeprowadzilismy i mogę spędzać duza czesc dnia na ogrodzie, nie ciagnie mnie juz tak do komputera i telefonu. Staram sie tez wygodpodarowywac czas na czytanie, ogladanie filmów i teraz nie udawaloby mi sie to nie rezygnując troche z internetow. Przeczytalam juz sporo ksiazek ktorych nie mam czasu wrzucić na tag #bookmeter. Co wiecej po raz pierwszy od wieeeelu lat nie czuje potrzeby dokumentowania tego co robie, czytam, robienia list posiadanych roslin, przeczytanych ksiazek, obejrzanych seriali, prowadzenia pamietnika. Dotąd czułam że wszystko wymknie mi sie z rąk jak nie będę miala tego zapisanego. Właśnie niedawno ogarnelam sobie Obsidian donprowadzenia notatek, porobilam fajne szablony i... poczulam, ze nie mam potrzeby notowania. To dla mnie na prawdę nowość. W związku z tym poczułam potrzebę żeby powiedziec Wam wszystkim, że jesteście fajna społecznością. Zawsze dobrze się tutaj czułam. Mimo, ze nie poznalam nikogo z Was osobiscie troche znam Was z waszych postow. Jestescie wszyscy fajnymi ludzmi. Nie zamierzam likwidować konta, bo lubię sobie polurkowac. Moze od czasu do czasu wrzuce jakis komentarz a moze kiedyś znowu zapragne byc czescia tej spolecznosci wiec troche się żegnam ale nie do końca. Na pozegnanko wrzuce pare zdjec mojego ogródka z ktorego jestem dumna. Trzymajcie sie wszyscy i bądźcie dalej dobrymi ludźmi. #przemyslenia
Książka, na tzw. strzała. Taki zbiór anegdot nt. stosunków na linii Warszawa-Kijów od wybuchu wojny. Odsłania trochę kulis i pokazuje dlaczego w stosunkach międzynarodowych potrzebni są dyplomaci, a nie politykierzy kierujący się własnym interesem.
Największy jej plus, że przybliżyła mi sylwetkę Jakuba Kumocha jako sprawnego organizatora i osoby na właściwym miejscu. Za wiki: "Deklaruje biegłą znajomość francuskiego, angielskiego, chorwackiego, hiszpańskiego, rosyjskiego, niemieckiego, tureckiego, w mniejszym stopniu ukraińskiego i arabskiego" " :D
Zaskoczenie to Dworczyk jako sprawny organizator (może gdyby potrafił lepiej zabezpieczać maila coś by z niego było ;)
Jestem teraz ciekawy nowej pozycji Parafianowicza ale nie mogę się zapisać do kolejki rezerwacji w bibliotece, za dużo osób ;)
Głupio mi przyznać, że faktyczna fabuła „Iliady” była mi wyjątkowo obca, ponieważ błędnie zakładałem zarówno czas trwania akcji (ostatnie kilkadziesiąt dni, a nie dziesięć lat), motyw z koniem trojańskim (sam koń jest wspomniany w „Odysei”, a jego dokładny opis przedstawił dopiero Wergiliusz w „Eneidzie”. I wreszcie głównym bohaterem poematu jest Achilles (nie Odyseusz), a jego czyny stanowią właściwie główny wątek w utworze. Cóż, chciałoby się napisać, że byłem głupszy od przeciętnego maturzysty, ale jak patrzę w przeszłość to mitologia grecka skończyła się w szkole podstawowej na wykuwaniu imion bogów i czytaniu tych ugrzecznionych mitów Parandowskiego. Głupio tak żyć z tym, że przez tyle lat było się chamem nieznającym kultury. Ogólnie miałem te same wrażenia co przy czytaniu „Odysei”, o której była poprzednia notka.
Mój egzemplarz „Iliady” to przekład Franciszka Ksawerego Dmochowskiego z przełomu XVIII i XIX wieku, wydany przez wydawnictwo MG. Czuć było w lekturze ten archaiczny język, przekład ten czytało się ciężej niż „Odyseję” Siemieńskiego. O moim niesmaku poziomem wydawnictwa i złości, że dałem się naciąć kupując te dwa tłumaczenia nie będę się rozpisywać, swoje uwagi podałem (w już tutaj przytaczanej) w notce o „Odysei”. Nie mogę jednak przejść obojętnie o jednym detalu, który dotyczy wyłącznie tego wydania „Iliady”. To był mądry pomysł, by na całą kartkę o wielkości mniej więcej formatu A5 dać ilustrację o wymiarach 3 na 5 cm. Może i sztucznie zwiększono liczbę stron, ale jakość ilustracji jest więcej niż zła.
Polecam przeczytanie „Iliady”, ale nie bądźcie mną i zwróćcie uwagę na przekład. Im nowszy i z przypisami tym lepiej. Zakładam, że nawet wydanie GREG-a (znienawidzonego wydawnictwa przez wszystkie znane mi polonistki) będzie lepsze od tego, czym uraczyło nas MG…
O ile pierwsza książka jako-tako pasuje do początku serialu, a druga już w serialu dostała zaledwie motyw w jednym z odcinków, to tu już mamy zupełny rozjazd fabuły. Ten tom jest wręcz... ezoteryczny? Generalnie już wcześniej było widać, że "mroczny pasażer" jest czymś niemal zewnętrznym, co daje Dexterowi pewnego rodzaju szósty zmysł. Tutaj się o nim dowiadujemy znacznie więcej.
@axel-pagoda Może właśnie dlatego, że tak mocno się to rozjechało. Oczywiście nie dało się wszystkiego przenieść do serialu - np. tego tomu (no i dzieci Rity, ale to na osobny wpis).
@axel-pagoda serial ma zupełnie inny klimat niż książki, książki są dosyć zabawne. Sięgnęłam po serialu i tego się nie spodziewałam. Mi się podobały, bardzo
"(...) nie wiadomo, czym się trzeba cieszyć, a czym martwić w życiu. Dobre sprowadza złe, złe sprowadza dobre. Kroczymy w ciemnościach pod tym, co jest zapisane w górze, jednako bezrozumni w naszych chęciach, w radości i strapieniu."
Jest to krótka, lecz nieco zawiła historia pewnej drogi, która nie wiadomo dokąd zmierza, nie wiadomo jaki jest jej cel, ani nawet nie ma szerszej perspektywy tego co napotyka po drodze.
Głównymi bohaterami są dwie postacie, sługa i jego pan. Sługa jest gadatliwy, wymyka się spod schematów, jego filozofia prowadzi go przez świat, który rządzi jego losem, wszystko jest zapisane w górze.
Pan jest małomówny, lubi słuchać Kubusia i zdaje się całkowicie na niego.
Tak na prawdę to sługa jest tu prowadzącym, co wynika naturalnie z ich charakterów, są w tym zgodni.
Ciężko tą powieść wrzucić w jakiejś ramy, jest tu wiele niewiadomych, niedokończonych historii. Postacie drugoplanowe luźno pojawiają się i znikają, wydarzenia nie mają wielkiego impaktu na podróż głównych bohaterów, najważniejszy jest dialog i wnioski z niego, które czytelnik sam musi wyciągnąć.
Tytuł: Samochód wysokiej mobilności średniej ładowności Jelcz 442
Autor: Wojciech Połomski
Kategoria: motoryzacja, militaria
Wydawnictwo: Agencja Wydawnicza CB
Format: książka papierowa
ISBN: 9788373392540
Liczba stron: 48
Ocena: 7/10
Bardziej broszurka niż książka, ale z kronikarskiego obowiązku...
Wojciech Połomski jest najlepszym polskim specjalistą od historii marki Jelcz. Tutaj możemy poczytać o początku powstawania Jelcza "Bartek" i dalszym rozwoju konstrukcji i jej technikaliów, a także z opisami zamówień i niektórych stosowanych zabudów. To, czego bardzo mi brakuje to właśnie rozbudowanego ostatniego punktu z wieloma zdjęciami i ilustracjami możliwych stosowanych zabudów, które mogłyby mi służyć do szybkiego rozpoznania tego, co fotografuję.
Mam tak, że jeżeli autor cały czas, w koło Macieju, serwuje identyczne badziewie, to jeszcze bardziej schodzę z oceną - to właśnie ten przypadek... Żartuję, tutaj - choć ciężko w to uwierzyć - dzieje się jeszcze mniej, a sceny, które każdy szanujący swojego czytelnika autor rozwiązałby raz dwa, Jordan przekształca w rozdziały - dosłownie.
Przykład? Proszę bardzo. Jeden dzień zleciał mi na czytaniu o całym rytuale kąpieli, mitrężeniu w garderobie, prężeniu wyimaginowanych muskułów wobec oponentek i zabawianiu - bez podtekstów - niepełnoletnich głów domów w salonowych minigierkach. To ostatnie to już w ogóle cyrk na kółkach i nawet nie chce mi się tej kwestii rozwijać.
Kolejny przykład. Gdzieś w połowie książki scenę zapowiedzenia, zwołania i otwarcia posiedzenia komnaty w ekranizacji dałoby się przedstawić w kilkanaście, góra kilkadziesiąt sekund; Robercik w najdrobniejszych szczegółach opisał wygląd każdej Aes Sedai, sposób jej wejścia do pomieszczenia, hipotetyczny pogląd na zapowiedziany temat rozprawy, wzajemne animozje z innymi ugrupowaniami itp. itd. To nie ma najmniejszego sensu.
Również i Mat dołączył do samobiczujących się idiotów dostających spazmów na myśl o zabiciu kobiety, nawet takiej, która swoimi czynami nie tyle może, co po prostu doprowadzi do śmierci setek sprzymierzeńców. Tym samym główni bohaterowie wreszcie stworzyli Trójcę Śniętą Miękkich Pip. Ależ to jest głupie. Gdyby tylko jeden z tych ciemniaków posiadał taką cechę, to byłoby to jeszcze zrozumiałe (choć Rand i tak osiąga pod tym względem nowe szczyty), ale w przypadku występowania u całej trójki wyraźnie mamy do czynienia z czymś wychodzącym głębiej od autora.
Bodaj nigdy nie zmuszałem się aż tak do czytania. "Aukcjoner" jest blisko, ale z innych powodów. On na szczęście był krótki, choć to też wyczyn wkurwić mnie na tak niewielu stronach. Tutaj z kolei na przemian nudzę się i irytuję na przestrzeni tysięcy stron. W tym przypadku - oprócz obiektywnej mierności tekstu - w grę wchodzi moje negatywne nastawienie. Seria musiałaby zaliczyć obrót o 180°, żebym zaczął jakkolwiek dobrze o niej myśleć, a tego się nie spodziewam.
W ogóle całe to doświadczenie jest intelektualnie męczące, bo - jakby nie patrzeć - od kilku miesięcy piszę o tym samym gównie i połowę sił wkładam tylko w to, żeby przy kolejnych wpisach się nie powtarzać. Nie mogę się doczekać powrotu do różnorodności.
Zauważyłem w tym tomie obecność wtrąceń w nawiasach, które w poprzednich częściach nie występowały. Zmianę tłumacza widać również w sposobie określania bohaterów: tak jak zawsze było "Perrin to, Mat tamto", tak teraz ich obecność zaznacza się również nazwiskiem.
Tytuł: Mike Tyson. Moja prawda Autor: Larry Sloman, Michael Tyson Kategoria: biografia, autobiografia, pamiętnik Wydawnictwo: Sine Qua Non Format: ebook Liczba stron: 447