Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#bookmeter

Gruba ryba

w Książki

24piorunów

479 + 1 = 480

Tytuł: Czarna Kompania

Autor: Glen Cook

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Parlando

Format: audiobook

Ocena: 7/10

Czas trwania: 11h 20m

Czytał: Robert Jarociński

“Wojna to okrutne zajęcie wykonywane przez okrutnych ludzi. Bogowie wiedzą, że Czarna Kompania nie składa się z cherubinów [...]”

Część pierwsza cyklu Czarna Kompania

Czarna Kompania jest antytezą epickiego fantasy. Jest to opowieść o grupie najemników, w której na próżno szukać szlachetnych bohaterów, czy epickich misji ratowania świata, a moralność jest mało istotna, w końcu “to historycy zwycięzców decydują o tym, gdzie leży dobro, a gdzie zło”. Liczy się przetrwanie, zadanie do wykonania i zapłata. Krew, błoto i zmęczenie, od czasu do czasu urozmaicone złośliwymi kawałami dwóch rywalizujących ze sobą czarodziejów (tak, są czarodzieje, ale nie są wszechmocni).

Narracja jest toporna, prowadzona z punktu widzenia medyka i kronikarza Kompanii. Język jest więc oszczędny, opisy krótkie i sporadyczne, ponieważ spisuje ją kronikarz, nie poeta - wszakże banda żołnierzy, morderców i łotrzyków nie zajmuje się podziwianiem piękna krajobrazu, tylko namierza pozycje wroga.

Trochę ubolewam nad tym, że styl powieści oraz jedna z głównych zasad Czarnej Kompanii by nie pytać przeszłość (zakładając, że pozostaje ona przeszłością), nie pozwalają na nakreślenie głębszych portretów psychologicznych. Szkoda, bo poznanie motywów poszczególnych członków dodałoby im głębi i wiarygodności. Ponadto z powodu perspektywy ograniczonej do pojedynczego członka większej grupy czytelnik poznaje niekompletny obraz wydarzeń, co momentami utrudnia zrozumienie szerszej perspektywy fabuły.

Kiedy jednak potraktujemy to wszystko nie jako mankamenty, a jako cechy gatunkowe i uda się wczuć w tą surową atmosferę, to wówczas dostajemy kawał solidnego cynicznego fantasy okraszonego mrocznym humorem.

Spiski, morderstwa, walka o władzę i mimo wszystko ludzie.

“Wojna to okrutne zajęcie wykonywane przez okrutnych ludzi. Bogowie wiedzą, że Czarna Kompania nie składa się z cherubinów, ale są pewne granice.”

Anegdota na koniec: za każdym razem, gdy pojawiał się zbój o pseudonimie Kruk, to przed oczami wyobraźni miałem dżentelmena z drugiego obrazka XD

Lider

w Książki

40piorunów

478 + 1 = 479

Tytuł: Droga królów

Autor: Brandon Sanderson

Kategoria: fantasy

Wydawnictwo: Wydawnictwo Mag

Format: e-book

ISBN: 978-83-66409-67-5

Liczba stron: 1136

Ocena: 8/10

Potężna objętościowo książka stworzona przez Brandona Sandersona, jest naprawdę solidnym dziełem fantasy. Świat przedstawiony jest kompletny, spójny i jakże dziwny i odmienny od spotykanych w innych książkach. Zarówno zamieszkujące go rasy ludzi, potwory, fauna, flora, jak i kultura i systemy magii - wszystko to jest dosyć specyficzne i trzeba się do tego przyzwyczaić. Autor nie ułatwia tego zadania, bo wiele rzeczy, które są używane często w książce są wytłumaczone pod jej koniec, albo wcale i można się jedynie domyślać o co w tym wszystkim chodzi.

Zarówno przez objętość książki, jak i inność świata przedstawionego, ciężko było mi się początkowo w nią wciągnąć. Zazwyczaj czytając pierwsze 100 - 150 stron oceniam książkę czy jest dla mnie i podejmuję decyzję czy czytać ją dalej. W tym przypadku po 150 stronach byłem zagubiony w tym dziwnym świecie i początkowe skakanie autora po wątkach co 20 stron, wcale nie ułatwiało sprawy. Prawdę powiedziawszy, to gdyby nie sekta Świadków Jeho... Burzowego Światła z @Dziwen na czele, to pewnie na tym etapie podjąłbym decyzję o nie przeczytaniu jej. Byłoby to błędem, bo suma sumarum, wciągnąłem się w przygody Kaladina. A stoicka postawa Dalinara Kholina trochę wynagrodziła mi trudy wciągnięcia się w ten świat.

Ogólnie jest to dobra książka, choć moim zdaniem jest za długa. Jej objętość mnie przeraziła i niestety jest w niej trochę dłużyzn i nie ma zbyt wiele akcji. Pod koniec trochę się rozkręca i końcówka jest w miarę satysfakcjonująca i ciekawa, ale było to jakieś 200 - 250 stron z 1572 na Legimi. Podobna ilość stron na początku książki była potrzebna, żebym się mniej więcej połapał o co w tym wszystkim chodzi. Jeśli, więc ktoś lubi długie książki, to polecam!

Pokaż więcej komentarzy (5)

Inspirator

w Książki

51piorunów

477 + 1 = 478

Tytuł: My, dzieci z dworca Zoo

Autor: Christiane F.

Kategoria: biografia, dramat obyczajowy

Wydawnictwo: Iskry

Format: książka papierowa

ISBN: 9788324411320

Liczba stron: 224

Ocena: 8/10

Książka, którą trudno czytać obojętnie i myślę, że większość czytelników ze mną się zgodzi. Dlaczego? Ponieważ historia Christiane F. nie jest literacką fikcją ani sensacyjną opowieścią o świecie narkotyków - jest ona surowym świadectwem młodej dziewczyny, która w latach 70. w Berlinie Zachodnim wpadła w spiralę uzależnienia i nierządu. Książka powstała na podstawie rozmów przeprowadzonych przez dziennikarzy Kaiego Hermanna i Horsta Riecka, dzięki czemu ma formę reportażu, który oddaje głos samej bohaterce i jej bolesnemu doświadczeniu.

Historia jest pozbawiona upiększeń. Nie ma tu romantyzowania narkotyków ani prób tłumaczenia wszystkiego tzw. "trudnym dzieciństwem". Jest za to brutalna codzienność: samotność, strach, uzależnienie i powolne wpadanie w środowisko, z którego coraz trudniej się wydostać. Berlin pokazany w tej książce - zwłaszcza okolice tytułowego dworca Zoo - staje się niemal symbolem miejsca, w którym młodzi ludzie bardzo łatwo mogą się zgubić.

Czytając tę historię ma się wrażenie obcowania z czymś bardziej dokumentalnym niż literackim. Właśnie dlatego zrobić może tak duże wrażenie - bo nie próbuje być dramatem ani moralitetem, tylko zapisem rzeczywistości widzianej oczami nastolatki. Momentami boli, momentami przeraża, ale jednocześnie bardzo mocno pokazuje, jak wygląda życie na samym dnie uzależnienia. Wysoka ocena końcowa za autentyczność i namacalną siłę świadectwa.

14/52

6/25: Książka, która została zekranizowana

Fanatyk10piorunów

@Desmod miałam taki moment za podlotka, że czytałam dużo społecznie zaangażowanych książek. Ta była pierwsza. Po niej zdecydowałam nigdy nie tykać narkotyków. Ostatnio słyszałam w wywiadzie z Maleńczukiem, że hera jest lepsza niż alkohol... Odrazu przypomniała mi się ta książka

Gruba ryba0piorunów

@Desmod tu zaś pasowałoby 477 + 1 = 478
OCD ¯\\( ͡° ͜ʖ ͡°)/¯

Pokaż więcej komentarzy (13)

Gruba ryba

w Książki

29piorunów

476 + 1 = 477

Tytuł: Doktórka od familoków

Autor: Magdalena Majcher

Kategoria: literatura obyczajowa, romans

Wydawnictwo: W.A.B.

Format: książka papierowa

ISBN: 9788383183589

Liczba stron: 304

Ocena: 7/10

Niesamowite jest to, że wystarczy jedna osoba na właściwym stanowisku i we właściwym czasie, żeby bezpośrednio zmienić na lepsze życia setek, jeśli nie tysięcy osób, a pośrednio jeszcze więcej. Można gdybać, co by się stało, gdyby główna bohaterka, lekarka Jolanta Wadowska-Król, ograniczyła się tylko do zbadaniu paru dzieci, ale na szczęście nie musimy - kobieta zdecydowanie została pediatrą z powołania, co przełożyło się na zaangażowanie w leczenie małych pacjentów. A to z kolei miało ogromny wpływ na poszerzenie wiedzy na temat ołowicy, czyli zatrucia ołowiem.

Książka to fabularyzowana opowieść o tym, jak przebiegała praca pani Jolanty, autoryzowana przez lekarkę. Historia pediatry przeplatana jest perspektywą rodzin dotkniętych ołowicą. Jako że wszystkie chciały zachować anonimowość, autorka zdecydowała się powołać do życia Helenę i jej rodzinę, która utrzymywana była z pracy męża w hucie. To uosobienie wszystkich problemów i zmartwień, z którymi zmagali się ludzie. Nie dość, że mieszkali bardzo blisko trującej ich huty, to jeszcze żyli w totalnie beznadziejnych warunkach, w zagrzybiałych mieszkaniach bez bieżącej wody i toaletami poza budynkiem.

Uwielbiam, kiedy lektura wywołuje we mnie refleksje i tak też było w przypadku „Doktórki od familoków”. Zdałem sobie sprawę, że ludzkość często tworzy nowe problemy, z którymi później musi się zmagać, jak ołowica właśnie. Nieświadomie (czy aby na pewno, skoro na noc ściągano filtry z kominów?) truto pracowników i mieszkańców, w szczególności ich dzieci, którym w większości zabierano przyszłość. W końcu co to za przyszłość, skoro od dzieciaka jest się w tyle za rówieśnikami - wiele pociech z racji płynącego w ich żyłach ołowiu była opóźniona w rozwoju względem rówieśników. Wszystko dlatego, że nie zbadano wcześniej możliwych konsekwencji zamieszkania tak blisko huty i tak dalej.

Co prowadzi do wniosku, że tak naprawdę się nie uczymy na błędach. Przykładem social media, które kiedyś wydawały się świetnym pomysłem, a obecnie coraz częściej udowadniany jest ich szkodliwy wpływ na społeczeństwo, w szczególności na dzieci, które są bardziej narażone.

Wracając jednak do meritum, gdy szukałem w internecie potwierdzenia opisanych wydarzeń, natrafiłem na wpis autorki, która wskazała różne nieścisłości w netfliksowym serialu „Ołowiane dzieci”. Jaki jest sens przekłamywać fakty? Nie wiem. Tym bardziej, że nie wszyscy są dociekliwi i nie wszyscy sprawdzą, jak było naprawdę. Tym bardziej, że o serialu mówi się, że jest inspirowany prawdziwymi wydarzeniami i nie dziwi mnie, że ktoś może czerpać z niego wiedzę o tym, co stało się w Szopienicach.

Samą książkę polecam, mimo że autorka często gęsto się powtarzała. Nie są to szczegóły bardzo psujące przyjemność z czytania, ale mnie raziło, gdy kolejny raz natrafiałem na informację, że dziećmi lekarki zajmowała się jej mama, dzięki czemu mogła poświęcić się pracy na rzecz „ołowianych dzieci”. A to pierwszy z brzegu przykład.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz\

Pokaż więcej komentarzy (4)

Gruba ryba

w Książki

24piorunów

475 + 1 = 476

Tytuł: Chwila

Autor: Wisława Szymborska

Kategoria: poezja

Wydawnictwo: Znak

Format: książka papierowa

Liczba stron: 64

Ocena: 8/10

Mała książeczka czytana na raty, żeby nie połknąć bezmyślnie treści. Chwila okazała się zbiorem wierszy białych poruszających bardzo zróżnicowaną tematykę: relacja z przyrodą (Milczenie roślin), wspomnienia (Pierwsza miłość), przemijanie i nieuchronność śmierci (Przyczynek do statystyki), a nawet zamach na WTC z 2001 roku (Fotografia z 11 września). Nacechowane są przy tym zaskakującą spostrzegawczością i nieraz przewrotnością (Negatyw, Trzy słowa najważniejsze), często zakończone błyskotliwą puentą, bądź wręcz przeciwnie - rozpoczynające się tezą, rozważaną w dalszym ciągu. Nie znam się, więc nie zamierzam silić się na jakąś głębszą interpretację, natomiast subiektywnie najbardziej spodobały mi się zmuszające do przemyśleń: W zatrzęsieniu, Notatka.

Na uwagę zasługuje wydanie opatrzone reprodukcjami rękopisów i maszynopisów przed korektą, na których widać pewne różnice względem ostatecznych wersji.

- książka spoza strefy komfortu - kompletnie nie znam się na poezji, na co dzień nie mam z nią nic wspólnego i w ocenie opierałem się (jak zwykle zresztą) wyłącznie na osobistych wrażeniach z lektury

Fanatyk

w Książki

23piorunów

474 + 1 = 475

Tytuł: Victorian Psycho

Autor: Virginia Feito

Kategoria: horror

Wydawnictwo: Mova

Format: e-book

ISBN: 9788384174036

Liczba stron: 224

Ocena: 6/10

Do położonego gdzieś na prowincji dworu przybywa guwernantka, która ma zająć się wychowaniem dzieci zamożnej rodziny, wkrótce jednak wokół niej zaczynają dziać się rzeczy przerażające.

Autorka bawiąc się konwencją i nawiązując do klasyków gatunku, tworzy slasher w wiktoriańskim sztafażu, który w założeniu ma jednocześnie być zabawny i straszyć.

Nie poczułam się ani przez moment przestraszona ani rozbawiona, zabrakło mi też czegoś bardziej oryginalnego niż szokowanie zbrodnią.

Autorce nie udało się zbudować napięcia, ta książka jest po prostu zbyt krótka, krew zaczyna lać się zbyt wcześnie, żeby można było wczuć się w tę historię.

Można, ale niekoniecznie.

Czytelnicze bingo: Książka z elementem grozy

Osobistość

w Książki

48piorunów

473 + 1 = 474

Tytuł: Obłok Magellana

Autor: Stanisław Lem

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Format: książka papierowa

ISBN: 9788308086957

Liczba stron: 520

Ocena: 8/10

Kontynuując akcję sięgania po (prawie) pierwsze książki różnych autorów, na tapet wpada Lem i jego Obłok Magellana, druga powieść w dorobku rodaka.

No i od czego tu zacząć? Zanim docieramy do "zasadniczej" części książki, tj. wyprawy kosmicznej, mija dobra jej połowa. Wcześniej raczeni jesteśmy dzieciństwem bohatera, jego relacjami z członkami rodziny i innymi ważnymi dla niego osobami, szukaniem własnej drogi w życiu, okrężnymi ścieżkami edukacji i szeroko pojętego rozwoju osobistego oraz uczuciowymi doświadczeniami.

Tutaj też widocznie zaznacza swoją obecność aspekt, który szybko zniknie z późniejszych dzieł autora: ogromny optymizm co do przyszłości i wiara w nieograniczoną ludzką współpracę. W roku 3123 (i znacznie wcześniej) człowiek człowiekowi nie jest już wilkiem, z niemal dowolnego punktu na Ziemi można się dostać w praktycznie każdy inny w czasie trochę dłuższym niż okamgnienie (poziom skomplikowania porównać można do metra, nie lotu pasażerskiego choćby), nie ma parcia na konsumpcjonizm, gdyż każdy może sobie wedle potrzeb i chęci wytworzyć niemal wszystko w swoistych kreatorach, rywalizacja - tak czy siak z rodzaju tych zdrowych - obowiązuje co najwyżej w sporcie, a pewien odpowiednik władzy lub nadzoru - choć bardziej pasuje określenie duchowej opieki - stanowi grupa naukowych autorytetów. Podsumowując: nikt nie narzeka.

Tak jak pierwszą połowę książki mógłbym określić krótko "szukaniem siebie", tak drugą nazwałbym "próbami zachowania siebie". Wyprawa stawia przed załogą coraz to nowe wyzwania natury psychicznej, choć czasem i fizycznej, których po prostu nie dało się przewidzieć bez przekształcenia teorii w praktykę.

Jak przystało na stare książki z gatunku sci-fi, tak i tu nie obyło się bez ciekawych obserwacji. Lem już 70 lat temu pisał o rzeczach, których kwestia właśnie dziś zaczyna być widoczna w tak dużym stopniu; chodzi mianowicie o zlecanie automatom/botom jakiegoś zadania, które te wypełniają bezbłędnie, lecz my sami nie wiemy, jakie kroki do niego doprowadziły. W książce za przykład służy budowa wizualizatora życia gwiazdy (podtyp gyromatu, czyli tak jakby komputera), jej układu planetarnego i panujących w nim zależności między ciałami; z kolei propozycją z życia wziętą może być lubiany algorytm jutuba - karmi się go materiałami, każe analizować jedną rzecz, drugą, setną, następuję jeszcze n kroków i wreszcie, nie wiadomo jak, dociera się do rezultatu. Profesor poruszający te kwestie uważa za bezcelowe zgłębianie takich procesów, bo w rozwiniętym świecie analiza każdego pojedynczego przykładu zajęłaby cały dostępny ludzkości czas. Ktoś może do mnie powiedzieć "e tam, nie gloryfikuj tak tego przykładu, przecież to samo można powiedzieć choćby o projektowaniu np. w AutoCADzie: ty wybierasz jakieś narzędzia, coś tam przesuwasz, ale czy wiesz, jak działa to u samego źródła?". Wg mnie to zupełnie inna skala.

Jedna scenka, o gyromatach właśnie, pięknie ilustruje niewyobrażalne tempo postępu: w 1955 Lem pisał, że w 3123 ówczesne komputery, wielkości okrętu międzyukładowego, wykonywałyby 12mln operacji na sekundę. Dziś pecety robią ich miliardy.

Wspomnę jeszcze o pewnej bardzo ciekawej kwestii okołotechnologicznej, ale i w istotnym stopniu filozoficznej. W jednej scence autor, poprzez któregoś z naukowców, traktuje o badaniu i odkrywaniu najdrobniejszych prawideł stojących za stworzeniem arcydzieł m.in. malarstwa, a potem karmieniu tymi informacjami automatów i tworzeniu sztuki bez udziału człowieka. Brzmi znajomo, prawda? Rezultat jednak twórcę zamurował i zdecydował się projekt skasować. U nas też by się to przydało.

Fabuła przez większość czasu przebiega dosyć niespiesznie i bez znaczących niespodzianek (do czasu) - mają miejsce rzeczy, których można by się spodziewać po tego typu wyprawie - przez co też w pewnym momencie w lekturę samoistnie wkrada się lekkie poczucie nudy, a okrągły i potoczysty styl - nawet jeżeli coś sobą przekazuje i niekiedy ładnie wygląda - wcale w wytrwaniu nie pomaga.

Czytałem tę książkę i czytałem, i zastanawiałem się, o co tyle dymu z tą "pochwałą systemu". Koniec końców były w środku dwie sceny stawiające komunizm w poniekąd pozytywnym świetle, ale z drugiej strony niewiele liczyły sobie one stron, no i poza tym dziś mamy jeszcze odpowiedni kontekst. Z trzeciej strony, w ramach przeciwwagi, w jednym z ostatnich rozdziałów pojawiła się rzecz niewielka i niezbyt przychylna komunizmowi. Generalnie scen, w których ideologia ta jest albo wychwalana, albo gnębiona, znajdują się tu ilości homeopatyczne, a w posłowiu zaznaczono, że autor nie przepada za tą książką bardziej ze względu na wspomniany rozlazły styl i niepoprawny optymizm niż "nastrój systemowy".

W ogólnym rozrachunku, czego by nie mówić o większości książki, tak ostatnie kilka rozdziałów wgniata w fotel, a zakończenie poruszyło mnie w sposób, którego doprawdy dawno nie doświadczyłem. Czuć w nim było prawdziwe, surowe emocje, a nie ledwie wykreowane.

Dodatkowo, z cyklu "wyłapywanie błędów": przy obszernym wywodzie Goobar w złym miejscu postawił przecinek: człowiek w ciążeniu równym dwustu ziemskim ważyłby nie 1,5t, a 15t.

Czy ktoś to w ogóle czyta?

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fanatyk

w Książki

18piorunów

472 + 1 = 473

Tytuł: Czerwony Pająk

Autor: Katarzyna Bonda

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Muza

Format: książka papierowa

Liczba stron: 814

Ocena: 7/10

Bardzo fajne zakończenie cyklu kryminalnego z Saszą Załuską. Poziom zdecydowanie wyższy od poprzedniej części. Książka napisana solidnie, z fajnymi plot twistami.

Jak dla mnie dobre domknięcie zagadek i intryg, ponadto sporo akcji i przelanej krwi.

Została mi tylko pierwsza część, bo czytanie zaczęłam od drugiej, bez świadomości że warto czytać po kolei xd

Lider

w Książki

17piorunów

471 + 1 = 472

Tytuł: Kierunek zemsta

Autor: Riley Sager

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Mova

Format: audiobook

Liczba stron: 440

Ocena: 5/10

Punkt wyjścia tej powieści jest bardzo obiecujący. Luksusowy pociąg rusza w podróż, która z góry ma jasno określony cel - na pokładzie znajdują się wyłącznie osoby zaproszone na tę wyprawę. Nie ma przypadkowych pasażerów, nikt nie wsiada po drodze, a skład nie zatrzyma się przed stacją końcową. Szybko okazuje się, że każdy z obecnych ma związek z dawną tragedią, a cała podróż jest w istocie starannie przygotowaną grą o zemstę. Już na starcie widać więc wyraźne nawiązania do "Morderstwa w Orient Expressie" oraz "I nie było już nikogo" - książek Agathy Christie, tylko w bardziej otwartej wersji. Zamiast klasycznej zagadki "kto zabił?", dostajemy historię o tym, dlaczego ktoś zaplanował taką podróż.

Na papierze brzmi to świetnie: zamknięta przestrzeń, grupa ludzi z tajemnicami i napięcie wynikające z faktu, że nikt nie znalazł się w pociągu przypadkiem. Problem w tym, że sama realizacja nie zawsze dorównuje pomysłowi. Autor próbuje budować atmosferę nieufności i stopniowo odsłaniać motywacje bohaterów, ale wiele elementów intrygi sprawia wrażenie niedopracowanych. Niektóre decyzje postaci są mało przekonujące, a konstrukcja fabuły momentami traci wiarygodność. Do tego mamy tu sztampowy przykład: zabli go ale uciekł.

Szkoda, bo sama koncepcja - retelling Orient Expressu z jasno określonym celem podróży i zamkniętą listą pasażerów - ma w sobie spory potencjał. Niestety w trakcie lektury coraz częściej miałem wrażenie, że dało się tę historię napisać bardziej precyzyjnie i konsekwentnie, a samej niekonsekwencji jest tu sporo. Albo inaczej, jest tu sporo momentów, które mają zmylić czytelnika, ale nie po to, żeby ukryć trop, ale po to, żeby sprawić, że poczuje, że nic co czyta nie musi być prawdziwe i to jest w niej najgorsze. Nie muszę ufać bohaterom, ale jak już nie ufam autorowi, to jest lipa.

To thriller z ciekawym pomysłem wyjściowym, który jednak pozostawia poczucie ogromnej niewykorzystanej szansy. Niestety jest to najsłabsza książka autora, która nawet nie oferowała dobrej zabawy, co raczej u niego przyjmowałem za pewnik.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Tytan

w Książki

45piorunów

470 + 1 = 471

Tytuł: Projekt Hail Mary

Autor: Andy Wier

Kategoria: science fiction

Wydawnictwo: Muza

Format: audiobook

Liczba stron: 512 (18h)

Ocena: 8/10

Pierwszy audiobook od dawna przesłuchany.

„Projekt Hail Mary” to wysokiej jakości sci-fi o nauczycielu nauk przyrodniczych w szkole podstawowej, który budzi się samotnie na statku kosmicznym i stopniowo odkrywa, że od powodzenia jego misji może zależeć los całej ludzkości.

Książka łączy kosmiczną przygodę, zagadki naukowe i dużo napięcia, ale jednocześnie jest napisana lekko i bardzo wciągająco. To historia o przetrwaniu, pomysłowości i mierzeniu się z czymś znacznie większym od siebie.

Najbardziej przypadł mi do gustu naukowy tok myślenia głównego bohatera i jego metodyczne i algorytmiczne rozwiązywanie problemów. Sama historia nie jest też pozbawiona ładunku emocjonalnego. Moim zdaniem idealny miks surowej nauki i człowieczeństwa.

No i niedługo wchodzi ekranizacja do kin

Wirtuoz6piorunów

Po zobaczeniu pierwszego trailera filmu stwierdziłem że sprawdzę książkę, skończyłem ją w 2 dni :grinning: dawno mnie tak literatura nie wciągnęła, świetny tytuł

Pokaż więcej komentarzy (6)

Fanatyk

w Książki

34piorunów

469 + 1 = 470

Tytuł: Niebo ze stali - Opowieści z meekhańskiego pogranicza (tom 3)

Autor: Robert M. Wegner

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Powergraph

Format: e-book

Liczba stron: 624

Ocena: 10/10

Trzeci, doskonały tom, połknięty przeze mnie w trzy dni. Rozciągamy naszą historię o nowe miejsca, kontynuujemy wątek wędrówki z tomu 2 i poznajemy nowe szczegóły tego, co jest poza światem. W tym tomie towarzyszymy Górskiej Straży, części czaardanu Laskolnyka i wozakom Verdanno. Końcówka książki - to chyba tradycja zakończeń Wegnera - przykuwa do liter i kilka razy wyciska łzy z oczu.

Pokaż więcej komentarzy (3)

GURU

w Bazar

41piorunów

468 + 1 = 469

*

Tytuł: Rzecz o ptakach

Autor: Noah Strycker

Kategoria: popularnonaukowa

Wydawnictwo: Muza

Format: audiobook

Długość: 9h 29min

Liczba stron: 336

Ocena: 5/10

*

Przyznam szczerze, że pod pewnymi względami jest to jedna z najgorszych książek, jakie ukończyłem w życiu (bo złych lub przeciętnych najczęściej po prostu nie kończę). W zasadzie dobrnąłem do końca chyba tylko dlatego, że jest tak powszechnie polecana jako jedna z najlepszych pozycji o ptakach. Jeśli to faktycznie jedna z najlepszych, to aż boję się tych gorszych. No, ale zacznijmy od początku.

O czym właściwie jest ta książka? Wrzucę po prostu opis ze strony „Lubimy wkurzać tragicznym UI”:

W dzisiejszych czasach cechy uznawane za tradycyjnie ludzkie, zdają się już takimi nie być. Czy stwierdzenie, że ptaki wykazują również zachowania analogiczne do ludzkich emocji, byłoby zbyt daleko idące? „Inteligencja, altruizm, samoświadomość, miłość... Jak pisze autor: Badając ptaki, ostatecznie dowiadujemy się czegoś o nas samych.

Czy o tym jest ta książka? Moim zdaniem nie - i stąd moja niska ocena. Nie jest to jednak aż tak tragiczny tytuł, żeby schodzić jeszcze niżej w mojej skali. W praktyce dostajemy miks ciekawostek o ptakach, które z czasem coraz częściej stają się tylko pretekstem do „głębokich” przemyśleń autora oraz opowieści o ludziach, ich naturze i psychologii.

Żeby nie być gołosłownym, jeden rozdział zawiera w sumie może kilka zdań o omawianych ptakach i ich charakterystycznej cesze, a całą resztę stanowi wykład o dylemacie więźnia i jemu pokrewnym zagadnieniom u ludzi, jak i o altruizmie, przy którym Stryker stwierdza coś w stylu, że lepiej wierzyć, że on naprawdę istnieje, bo alternatywa jest straszna. No nie jest.

Autor często używa porównań, żeby wyjaśnić pewne ptasie zachowania - i to też mocno mnie męczyło. W jednym rozdziale spędza sporo czasu na tłumaczeniu zasad awansów w tenisie oraz różnicy między systemem pucharowym a kołowym, żeby… Wybaczcie, ale tak mnie tym zmęczył, że nawet nie wiem, do czego właściwie miało to prowadzić. To najbardziej jaskrawy przykład, ale podobnych dygresji jest tu mnóstwo.

Największym kuriozum jest dla mnie to, że w książce o ptakach jest po prostu za mało ptaków. Początek jest jeszcze całkiem niezły i tej ludzkiej narracji prawie nie ma, ale z każdym kolejnym rozdziałem jest jej coraz więcej, a autor ma też tendencję do zapętlania się w tych samych wnioskach, kończąc rozdziały jakimś moralizatorskim stwierdzeniem wyciągniętym z książek Coelho. Wiem, trochę wrednie tak napisać z mojej strony, ale serio, niektóre stwierdzenia pasowałyby do telewizji śniadaniowej.

Nie mogę się przyczepić do sposobu, w jaki tłumaczy ludzkie aspekty psychologiczne czy neurologiczne - w tych uproszczonych pojęciach raczej nie ma błędów. Akurat czytam teraz „Zachowuj się” Sapolsky’ego, więc mam jakieś porównanie. Pytanie tylko, czy tego właśnie oczekujemy od ornitologa i książki o ptakach.

Jestem w stanie zrozumieć, dlaczego ktoś może uznać tę książkę za interesującą. Im dłużej jednak o niej myślę, tym bardziej mam wrażenie, że można by ją zastąpić filmem o gołębiach z kanału Uwaga! Naukowy Bełkot i kilkoma artykułami na angielskiej Wikipedii - a człowiek tylko zaoszczędziłby czas. Zwłaszcza jeśli kogoś interesują ptaszki chwastówkowate, bo to im trafił się rozdział o dylemacie więźnia.

Trochę rozgrzeszę przez to, że to pierwsza książka autora, a do tego napisana na czyjąś prośbę jak miał 26 lat. Mimo wszystko nie polecam.

*

Książkę mam za darmo w klubie Audioteki. Gdybym za nią zapłacił, to pewnie płakałbym bardziej. xD

*

>


Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Książki

26piorunów

467 + 1 = 468

Tytuł: Kronika zapowiedzianej śmierci

Autor: Gabriel García Márquez

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Muza

Format: książka papierowa

Liczba stron: 102

Ocena: 7/10

Książeczka przewrotna i oryginalna w swej formie. Odwrócony kryminał - wiemy, że ktoś umrze, wiemy kto umrze i wiemy z czyjej ręki. Do morderstwa dochodzi pomimo tego, że o zamiarze jego popełnienia wiedzą niemal wszyscy w miasteczku. I choć nikt tak naprawdę tej śmieci nie chce, to wszyscy ją akceptują, a nawet uważają za uzasadnioną. Książka opisuje jak do tego zdarzenia doszło, z perspektywy czasu i w formie kroniki czy też może bardziej reportażu.

Tytuł wybrałem do w kategorii “książka autora z Ameryki Południowej”, choć bardzo pasowałaby również do kategorii “Książka krótka, ale intensywna”, bo w tej małej objętości zawarto całe mnóstwo postaci jak i pomniejszych wydarzeń.

Bardzo oryginalny jest język opowieści, gdyż zadania są wyjątkowo bogate w treść, ale zdarzają się i takie, w których druga ich część przeczy pierwszej, tworząc otoczkę dziwnie absurdalnego humoru w obliczu nieuniknionej tragedii.

Pokaż więcej komentarzy (5)

Lider

w Hydepark

32piorunów

466 + 1 = 467

Tytuł: Studnia Wstąpienia

Autor: Brandon Sanderson

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: MAG

Format: e-book

Liczba stron: 640

Ocena: 2/10

Nie, nie nie nie nie...

Każdy dialog urąga rozumowi, a ekspozycja, prezentacja postaci chyba najgorsza jaką w życiu czytałem.

Skończyłem na 20% tego czegoś i nie będę się więcej katował. Szkoda na to transferu z chomika.

Co za gówno.

Odradzam wszystkim.

2/10 bo jednak wątek Sazeda.

Gruba ryba

w Książki

25piorunów

465 + 1 = 466

Tytuł: Ciemniejący wiek. O niszczeniu świata klasycznego przez chrześcijan

Autor: Catherine Nixey

Kategoria: historia

Wydawnictwo: Filtry

Format: e-book

Liczba stron: 416

Ocena: 7/10

Autorka, bez silenia się na obiektywizm, rozlicza wczesne chrześcijaństwo z destrukcyjnego wpływu na ówczesny świat, a także na świat współczesny, bo zarówno nauka, jak i kultura często opierają się na pozostałościach antyku. Książka przedstawia różne aspekty tego, jak pierwsi chrześcijanie, rosnąc w siłę, opierali swoją aktywność na niszczeniu pogańskich pozostałości, likwidowaniu niezależnej myśli i prześladowaniach. Do tego autorka przytacza wiele przykładów zakłamania chrześcijaństwa, które lubi wyolbrzymiać własne krzywdy, robić z głupoty bohaterstwo i przemilczać, jak ogromne szkody wyrządziło.

Fenomen2piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Gruba ryba4piorunów

@Vampiress jest wspomniane, ale jest też wspomniane, że mnisi ścierali teksty by zapisywać ten sam papier na nowy czy brali też udział w rąbaniu bezcennych rzeźb, książka jest raczej o tej gorszej części

>W zacisznych skryptoriach mnisi uratowali wiele dzieł, ale jeszcze więcej bezpowrotnie zniszczyli. (...) W czasach, gdy o pergamin nie było łatwo, słowa wielu antycznych pisarzy starto, by ponownie zapełnić karty bardziej wzniosłymi treściami. Palimpsesty (starogreckie palin – ponownie; paso – ścieram) wskazują na czas, kiedy te antyczne dzieła zniknęły. Komentarzami Augustyna do psalmów zapisano ostatnią kopię O państwie Cycerona . Autobiograficzne dzieło Seneki zmieniono w kolejny egzemplarz Starego Testamentu. Dzieje Salustiusza zostały starte, aby pozyskać pergamin dla świętego Hieronima. Inne antyczne teksty utracono z powodu ignorancji. Pogardzane i porzucone na wiele lat rozsypały się i zmieniły w pokarm dla myszy, ale nie dla myśli. Całkowicie utraciliśmy dzieło Demokryta , jednego z największych greckich filozofów i ojca teoretycznych podstaw anatomii. Do naszych czasów przetrwał jeden procent literatury łacińskiej, dziewięćdziesiąt dziewięć – przepadło. Wiele można osiągnąć, posługując się tępym narzędziem obojętności i zwykłej głupoty.

Fanatyk3piorunów

@Vampiress Zawsze kiedy widzę jakąś antyczną rzeźbę bez nosa, to zastanawiam się, czy to jakiś bohaterski mnich albo inny nawiedzony wyżywał swoją frustracje na niej, czy to może jednak zwykła erozja. W zdecydowanej większości to niestety ta pierwsza opcja. Czasem nawet szli o krok dalej, i wykuwali krzyże, ale z reguły wystarczyło im tylko te rzeźby lekko oszpecić.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fanatyk

w Książki

31piorunów

464 + 1 = 465

Tytuł: Lew, czarownica i stara szafa

Autor: C. S. Lewis

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Media Rodzina

Format: książka papierowa

ISBN: 978-83-7278-175-8

Liczba stron: 182

Ocena: 8/10

Klasyczek - czworo rodzeństwa trafia przez szafę do magicznej krainy, w której z winy złej czarownicy trwa wieczna zima, ale nigdy nie ma Bożego Narodzenia.

Za każdym razem uderza mnie jak ta książka jest krótka i jak szybko się ją czyta, bo kiedy się o niej myślę, to mam wrażenie bardzo długiej i bardzo bogatej opowieści - nie wiem skąd się to bierze :smiley:

Za każdym razem też uderzają mnie wątki chrześcijańskie, których nie zauważa się raczej przy pierwszym czytaniu, gdy po prostu człowiek cieszy się tą opowieścią, gdzie dobro zwycięża zło i wszystko się dobrze kończy.

Polecam!

Czytelnicze bingo: Pierwszy tom serii

Fanatyk3piorunów

@KatieWee fajna historia. Przeczytałem dopiero niedawno, jako dorosły chłop a raczej żona czytała na głos naszym synom a ja słuchałem 😉 Przyznam, że też mi się wydawało, że to książka 500 stron a tu takie maleństwo. Starałem się wyprzeć z głowy te odniesienia chrześcijańskie, bo mi to psuło odbiór.

Lider

w Książki

50piorunów

463 + 1 = 464

Tytuł: Dungeon Crawler Carl

Autor: Matt Dinniman

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Czarna Owca

Format: e-book

Liczba stron: 540

Ocena: 9/10

Świat kończy się nagle i w bardzo dziwny sposób. W jednej chwili niemal wszyscy ludzie znajdujący się w budynkach i pojazdach giną, zostają zmiażdżeni, gdy cała infrastruktura Ziemi zapada się pod powierzchnię na potrzeby budowy lochów. Przy życiu zostają tylko ci, którzy byli na zewnątrz. Ocaleni szybko odkrywają, że planeta zamieniła się w gigantyczny dungeon, a oni są uczestnikami brutalnej gry transmitowanej kosmicznej publiczności.

Jednym z uczestników gry jest Carl, który trafia do lochu razem z kotką swojej dziewczyny - Pączusiem. I choć brzmi to absurdalnie, właśnie od tego momentu zaczyna się jedna z najbardziej zwariowanych i wciągających przygód w gatunku litRPG.

To książka, która doskonale rozumie, czym powinien być dobry litRPG. Mechanika gry - poziomy, klasy, przedmioty i rozwój postaci - są integralną częścią świata, ale nie przytłaczają fabuły. Dungeon pełen jest dziwnych pomysłów, groteskowych potworów i absurdalnych wyzwań, a jednocześnie cały czas czuć realną stawkę, bo porażka oznacza śmierć. Nie sterujesz innym graczem w grze, sam nim jesteś.

Świetna jest ta kontrolowana absurdalność świata. Cała apokalipsa okazuje się elementem kosmicznego show, w którym sponsorzy, reklamy i komentarze publiczności są równie ważne jak sama walka o przetrwanie. Zadania potrafią być groteskowe, system nagród bywa kompletnie niepoważny, a wiele potworów czy lokacji wygląda jak pomysł wyjęty z najbardziej szalonej gry komputerowej. Do tego dochodzą momenty, w których mechanika gry zderza się z realnymi emocjami bohaterów i właśnie ten kontrast działa.

Największym atutem powieści jest jednak duet Carl i Pączuś. Kotka bardzo szybko przestaje być tylko zwierzęcym towarzyszem i staje się jedną z najzabawniejszych i najbardziej charakterystycznych postaci w książce. Ich relacja dodaje historii ogromnej dawki humoru, który świetnie kontrastuje z brutalnością świata.

Nowe osią­gnię­cie! JAK ĆMA DO OGNIA.

Zaata­ko­wa­łeś i spo­wo­do­wa­łeś obra­że­nia u moba na pozio­mie o 75 wyż­szym od two­jego. Fakt, że je­steś teraz w sta­nie prze­czy­tać tę wia­do­mość, suge­ruje, że je­steś jed­nym z naj­więk­szych jeba­nych far­cia­rzy w Lochu. Pamię­taj tylko, że szczę­ście gra na dwie stro­ny, jak twoja stara.

Na­gro­da: otrzy­mu­jesz PLA­TY­NOWĄ SKRZYN­KĘ JEBA­NEGO FARCIARZA!

Pod koniec tomu nasz duet dostaje nawet opcję wyboru pupila, a to jego opis:

Ale Pą­czuś pa­trzy­ła tylko na ostat­nią klat­kę. Znaj­do­wał się w niej kuro­po­dobny dino­zaur po­kry­ty różo­wym pu­chem. Za­czął gru­chać do kotki i ćwierk­nął. Wyglą­dał żało­śnie. Na­tych­miast zro­zu­mia­łem, co spodo­bało się Pą­czuś. Znaj­do­wał się w samym cen­trum kate­go­rii este­tycz­nej „tak brzyd­kie, że aż słod­kie”. Mógł mieć ze dwa­dzie­ścia cen­ty­me­trów wzro­stu. Stał na dwóch no­gach i prze­chy­lał do mnie głowę. Wyglą­dał jak kawa­łek suro­wego kur­czaka, w któ­rego ktoś we­tknął przy­pad­kowo zna­le­zione piór­ka w odcie­niach różu. Za­miast skrzy­deł miał dwa tycie ra­mion­ka, a do tego wę­żo­wy ogon. Skrze­czał, otwie­ra­jąc dziób, odsła­nia­jąc przy tym rzą­dek ostrych ząb­ków.

Dungeon Crawler Carl to jedna z najlepszych książek litRPG, jakie czytałem - szalona, brutalna, absurdalna i jednocześnie niesamowicie wciągająca.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Pokaż więcej komentarzy (13)

Osobistość

w Dyskusje

23piorunów

462 + 1 = 463

Tytuł: Informacja Zwrotna

Autor: Jakub Żulczyk

Kategoria: kryminał

Wydawnictwo: Świat Książki

Format: e-book

ISBN: 9788382892444

Liczba stron: 528

Czas czytania: 12h18m

Ocena: 8/10

Absolutnie każdy w tej książce pali fajki.

No i przez to, że na okładce dali Jakubika to cały czas go widziałem w głowie. Serialu nie widziałem, ale raczej dopasowali go ładnie.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fenomen

w Książki

20piorunów

461 + 1 = 462

Tytuł: Wieczna księżniczka

Autor: Philippa Gregory

Kategoria: powieść historyczna

Wydawnictwo: Książnica

Format: e-book

ISBN: 9788324578849

Liczba stron: 552

Ocena: 7/10

Katarzyna (Catalina) Aragońska, najmłodsza córka królów Hiszpanii Izabeli Kastylijskiej i Ferdynanda Aragońskiego, była, jak niemal każde królewskie dziecko, pionkiem w rozgrywce politycznej rodziców. Już w wieku 3 lat została zaręczona z następcą tronu Anglii, Arturem Tudorem, najstarszym synem Henryka VII, potencjalnego sojusznika przeciwko Francji. W 1501 roku 15-letnia Catalina opuściła rodzinny kraj i udała się do Anglii, gdzie wyszła za mąż za Artura.

Gdy niecałe pół roku po ślubie następca tronu  niespodziewanie zmarł, zarówno dla rodziców, jak i teścia, Katarzyna stała się śmierdzącym jajem, z którym niewiadomo było, co zrobić, gdy obie strony weszły w konflikt o niewypłacony w całości duży posag infantki. Chociaż księżniczkę zaręczono z młodszym bratem Artura, Henrykiem, przez lata nie było pewne, czy małżeństwo dojdzie do skutku, a infantka popadała w coraz większą biedę, nie mogąc liczyć na lepsze alternatywy. W końcu jednak w 1509 roku Katarzyna i Henryk pobrali się. Nikt nie mógł wówczas przypuszczać, jak dramatycznie potoczą się losy owej pary…

Jak widać po ocenie, po irytującej Białej księżniczce, kolejny tom serii stoi już na znacznie wyższym poziomie. Wieczna księżniczka skupia się młodości Katarzyny – jej pierwszym małżeństwie, wdowieństwie i początkach drugiego małżeństwa z Henrykiem VIII. Pozwoliło to autorce odejść od standardowego ukazania królowej jako archetypicznej Podstarzałej Żony Puszczonej Kantem Dla Młodej Dziuni i stworzyć sugestywny oraz pogłębiony portret inteligentnej, zaradnej, silnej i ambitnej młodej kobiety, mającej wszelkie zadatki na bycie i stopniowo stającą się na oczach czytelnika wybitną władczynią.

Spodobał mi się też wątek jej małżeństwa z Arturem - fakt, miejscami za dużo lukru się posypało, ale to jedna z niewielu powieści, które kojarzę, w której zakochani rozmawiają ze sobą i pracują nad swoją relacją, a nie jedynie chodzą na morenkę albo schodzą się i rozchodzą, kłócąc o byle gunwo. Tutaj muszę nadmienić, że osobiście przychylam się do teorii, że pierwsze małżeństwo Katarzyny Aragońskiej zostało jednak skonsumowane – mam wrażenie, że wielu ludzi zapomina (a o czym przypomina ta książka), że Katarzyna nie była tylko bardzo religijną kobietą, której ciężko byłoby skalać się krzywoprzysięstwem, ale przede wszystkim córką walecznych i sprytnych monarchów, którzy drogę do tronu musieli wyrąbać sobie mieczami, lata panowania spędzili walcząc z zewnętrznym wrogiem i buntującą się przeciwko złapaniu mocniej za mordę szlachtą, i podstawy gry o tron mieli w małym palcu. Ciężko uwierzyć, że córka mężczyzny, który został przez Machiavellego podany jako idealny przykład sprytnego i wyrachowanego władcy w Księciu, nie znała motta owego traktatu „cel uświęca środki”.

Myślę, że to jeden z najlepszych tomów w serii, chociaż niepozbawiony wad. Standardowo obrywa się przedstawicielom dynastii Tudorów – Małgorzata Beaufort została ukazana, podobnie jak w Białej księżniczce, jako opętana obsesją kontrolowania wszystkiego i wszystkich stara jędza, Henryk VII jako podstarzały satyr, Henryk VIII jako bufon i rozkapryszony bachor z pamięcią złotej rybki. Osobiście uważam też, że część poświęconą wdowieństwu Katarzyny można było ciut skrócić.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider

w Książki

25piorunów

460 + 1 = 461

Tytuł: Czas łaski

Autor: John Grisham

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Albatros

Format: e-book

Liczba stron: 608

Ocena: 8/10

Trzeci i ostatni tom serii o Jake’u Brigance. Grisham ponownie zabiera czytelnika do Clanton w stanie Mississippi. Tym razem adwokat podejmuje się obrony nastolatka oskarżonego o zamordowanie policjanta. Jake zgadza się na bronienie chłopca tylko w przesłuchaniu wstępnym, a później ma go przejąć inny adwokat. Tak się jednak nie dzieje. Sprawa od początku wydaje się beznadziejna - dowody są przytłaczające, a opinia publiczna domaga się surowej kary. Jake próbuje jednak dotrzeć do prawdy stojącej za dramatycznym wydarzeniem i zrozumieć, czy za czynem chłopca kryje się coś więcej niż zimna kalkulacja. Proces szybko zamienia się w walkę nie tylko o wyrok, ale też o zrozumienie kontekstu tragedii.

Największą siłą "Czasu łaski" jest to, jak dobrze Grisham prowadzi sam proces. Autor po raz kolejny pokazuje, że wciąż jest mistrzem powieści sądowej - napięcie budowane jest nie przez spektakularne zwroty akcji, ale przez drobne szczegóły zeznań, emocje świadków i moralne dylematy stojące przed ławą przysięgłych. Historia ma też mocny, bardzo ludzki wymiar, bo zamiast prostego podziału na dobro i zło dostajemy opowieść o tragedii, która rozgrywa się na wielu poziomach.

Dla mnie to najlepszy tom całej serii. Grisham świetnie wykorzystuje znane już postacie i atmosferę małego miasteczka, a sam proces jest wciągający od początku do końca. Jedyną rzeczą, która zaczyna trochę zgrzytać, jest powtarzalność schematu zagrożenia życia Jake’a i jego rodziny. To element, który pojawiał się już wcześniej i tutaj znów wraca w bardzo podobnej formie, a szkoda, bo jest zupełnie zbędny.

Podsumowując: świetnie napisana seria thrillerów prawniczych, która potwierdza, że Grisham najlepiej czuje się właśnie na sali sądowej i potrafi zabrać na nią czytelnika tak, że sam poczuje, że siedzi na widowni, a momentami nawet na miejscu dla oskarżonego.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Pokaż więcej komentarzy (4)