Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#pdk

Osobistość

w #muzyka

1piorunów

jakoś mnie ominęła informacja że poszło się j⁎⁎ać szkoda, znam ich od pierwszych koncertów wraz z Indukti i rozmów na pl.rec.muzyka.rock https://youtu.be/kYVjB1ZawNo?is=VnjeUAq0HzGHOhOA

Osobistość1piorunów

słucham sobie ich klasyków i się popłakałem 😭 k⁎⁎wa mać, ego i pieniążki to zniszczyły

Pokaż więcej komentarzy (2)

Mocarz

w Hydepark

6piorunów

Apropos wczorajszej imprezy. Melanzyk byl piekny, az powrot do domu sie opoznil do nastepnego dnia. Podjechalem zobie z dziunia uberem do mety, zegnam sie jak pambuk przykazal a tu 2 rzeczy sie wydarzyly jednoczesnie:
1. Dziunia do mnie powiedziala “papa dzidzius”, gdzie ja juz po 60 jestem
2. Rowerzysta ktory akurat przejezdzal kolo nas najpierw prawie wpadl do rowu tak sie na mnie patrzyl, a potem na wstecznym jechal ze slepej ulicy zaraz obok. Wot tiechnika!





GURU1piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Pokaż więcej komentarzy (4)

Fanatyk

w Kawiarnia "Za Firewallem"

13piorunów

Dzień dobry się z Państwem,

Dzisiaj ostatni dzień zabawy więc trzeba wrzucić coś od siebie. Dla bieżącej edycji były dwie wytyczne - temat "Narodziny superbohatera" i limit znaków w liczbie 8000 ze spacjami. Jedną z nich postanowiłem naszym kawiarenkowym zwyczajem bezczelnie olać (chociaż bardzo się starałem nie). W każdym razie zapraszam do lektury.

*

Narodziny superbohatera

_Mówi się, że nie każdy bohater nosi pelerynę i że prawdziwi bohaterowie nie szukają chwały. Mówi się też, że każdy ma swoją historię._

_To jest właśnie jedna z nich._

*

Hanka spojrzała na zegarek i ze zdziwieniem stwierdziła, że jest już grubo po siedemnastej. Po raz ostatni przejrzała tabelki w Excelu, zapisała plik i załączyła go do maila z codziennym raportem. Kliknęła „Wyślij”, zamknęła klapę laptopa i tym prostym gestem, dzięki urokom “home office”, w jednej chwili wróciła z biura do domu. Nie ruszając się z miejsca.

Z kubkiem letniej już herbaty rozsiadła się wygodniej w fotelu. Za oknem, pogrążoną w zimowym mroku Warszawę rozświetlały latarnie, kolorowe neony i światła samochodów. Przez uchylone okno docierał hałas przejeżdzających tramwajów i klaksonów, przez który, raz na jakiś czas, przebijało się zawodzenie syreny karetki, straży pożarnej albo innego pojazdu uprzywilejowanego.

Zamknęła oczy i pozwoliła myślom swobodnie dryfować wraz z kojącymi odgłosami miasta.

Ból przyszedł nagle. Bez ostrzeżenia.

Jej ciałem szarpnął gwałtowny skurcz. Kubek wysunął się z dłoni i roztrzaskał na podłodze obok fotela. Przez kilkadziesiąt sekund nie była w stanie ani zaczerpnąć oddechu, ani się poruszyć. Kiedy spazm wreszcie ustąpił, równie nagle jak się pojawił, zachłysnęła się powietrzem. Przycisnęła dłoń do klatki piersiowej, jakby ten gest mógł uspokoić kołaczące się wewnątrz serce.

To, że dokładnie wiedziała, co ją czeka, pomagało tylko odrobinę. Odkąd się dowiedziała, miała dość czasu, by się przygotować. Poukładać sprawy. Pogodzić się z nieuniknionym. Teraz poczuła znajome uderzenie adrenaliny, które stopniowo przejmowało kontrolę nad ciałem.

Z wysiłkiem podniosła się z fotela. Wysłała krótką wiadomość do biura, dorzuciła kilka ostatnich rzeczy do spakowanego od dawna plecaka i była gotowa.

Odhaczając w myślach kolejne punkty listy, obrzuciła mieszkanie krytycznym spojrzeniem, po czym zamówiła taksówkę. Zjechała windą na dół i wyszła przed budynek. Nawet przez grubą, puchową kurtkę czuła ukłucia mrozu.

– Wytrzymaj jeszcze chwilę. Jeszcze nie teraz. – powtarzała te słowa w myślach, spodziewając się w każdej chwili kolejnej fali bólu.

Mimo przenikliwego zimna po plecach spływały jej krople potu. Na szczęście nie musiała długo czekać. Gdy biała Corolla zatrzymała się przy krawężniku, wrzuciła plecak na tylne siedzenie, wsiadła i podała kierowcy adres.

Samochód płynnie włączył się do ruchu i ruszył przez rozświetlone ulice miasta, które jak zwykle nie zamierzało zasypiać.

– Jeszcze trochę. Jeszcze tylko trochę. Wkrótce będę w dobrych rękach. Tam się mną zaopiekują.

Ta myśl przyniosła jej ulgę.

*

Obudziły ją odgłosy krzątania się po sali. Otworzyła oczy i przez chwilę wpatrywała się w biały sufit, próbując przypomnieć sobie, gdzie jest. Dopiero po kilku sekundach wspomnienia ostatniego wieczoru wróciły.

– Dzień dobry pani. Muszę pobrać krew do badania. – Spokojny głos młodej pielęgniarki ostatecznie rozwiał resztki senności.

Poród był krótki, ale bolesny. Skurcze wróciły już w drodze do szpitala, a akcja porodowa postępowała tak szybko, że na znieczulenie nie było już szans. Ledwie wysiadła z taksówki, personel zabrał ją prosto na salę porodową.

Kilka godzin później było już po wszystkim. Pod czujnym okiem położnej i lekarza przyszedł na świat Leon. Maleńki, różowy, z jasną czupryną i zaskakująco przenikliwym spojrzeniem błękitnych oczu, którymi patrzył na świat tak, jakby już coś o nim wiedział.

Pierwsze dni w szpitalu minęły spokojnie. Pod opieką personelu Hanka szybko opanowywała tajniki opieki nad noworodkiem. Zresztą niewiele wskazywało na to, żeby pomoc była jej naprawdę potrzebna. Instynkt macierzyński od pierwszej chwili przejął stery.

Dlatego też, już trzy dni później, niczym wielbłąd - z garbem plecaka i ciężkim nosidełkiem w ręku, przekroczyła próg swojego mieszkania. Postawiła nosidełko na stole i przez chwilę przyglądała się dziecku i jego spokojnej, czujnej twarzy.

– No. To jesteśmy. Ty i ja.

*

Gdyby ktoś zapytał Hankę, czym jest samotne macierzyństwo, bez wahania odpowiedziałaby, że przypomina jazdę rollercoasterem. Bywały dni, kiedy życie pędziło na złamanie karku i nie dawało jej nawet chwili wytchnienia. Łączenie pracy zawodowej z wychowywaniem dziecka oraz wszystkimi codziennymi obowiązkami — gotowaniem, sprzątaniem czy zakupami — wymagało od niej niemal cyrkowej sprawności.

Potem jednak przychodziły spokojniejsze okresy, podczas których mogła złapać oddech i nacieszyć się zwyczajnym szczęściem. Raz unosiła się kilka metrów nad ziemią, przepełniona dumą i radością, innym razem była gotowa usiąść na środku kuchni i rozpłakać się z bezsilności.

A jednak za żadne skarby świata nie zamieniłaby tego życia na inne.

Szybko okazało się, że Leon nie jest taki jak większość dzieci. Płakał niewiele i zawsze z konkretnego powodu, który Hanka nauczyła się rozpoznawać niemal bezbłędnie. Rozwijał się w tempie, za którym czasami trudno było nadążyć. Nim się obejrzała, raczkował po całym mieszkaniu. Kilka miesięcy później biegał już samodzielnie, przewracając przy tym wszystko, co znalazło się na jego drodze. Pilnowanie go wymagało od Hanki nieustannej czujności i refleksu. Mówić zaczął równie wcześnie, jak chodzić. Około drugich urodzin rozpoznawał już litery i cyfry, a liczba pytań, które codziennie zadawał, zdawała się nie mieć końca.

Najbardziej wyróżniała go jednak ciekawość świata. Kiedy coś przyciągnęło jego uwagę, potrafił poświęcić temu całe godziny. Rozkręcał zabawki na części pierwsze, żeby sprawdzić, jak działają, a potem składał je z powrotem. Zadawał pytania, na które Hanka często nie znała odpowiedzi, i nie odpuszczał, dopóki nie znalazł satysfakcjonującego wyjaśnienia.

Gdy poszedł do szkoły, szybko okazało się, że program nauczania nie nadąża za jego zainteresowaniami. Na lekcjach często się nudził, więc większość wolnego czasu poświęcał swojej największej pasji – rysowaniu.

Jego prace zadziwiały dojrzałością. Były pełne szczegółów i dopracowane w najdrobniejszych detalach. Z czasem Hanka zauważyła, że wszystkie łączy coś jeszcze. Własny, niepowtarzalny styl przypominający kadry z komiksu.

Na rysunkach regularnie pojawiały się te same postacie. Zawsze z charakterystycznymi, żółtymi oczami (). Byłoby to jedynie osobliwe artystyczne upodobanie, gdyby nie jeszcze jeden szczegół. Sceny przedstawiane przez małego Leona niepokojąco często znajdowały odzwierciedlenie w rzeczywistości.

Kiedy pewnego dnia zapytała go o te postacie, wzruszył tylko ramionami i uśmiechnął się tak, jakby odpowiedź była oczywista.

– To projekcje.

*

Kiedy Leon wychodził do szkoły, Hanka była już pogrążona w lekturze porannych maili.

– Pa, mamo. Wychodzę.

– Tak, tak… Okej. A śniadanie zabrałeś?

Odpowiedziało jej jedynie trzaśnięcie drzwi.

Sięgnęła po kubek z kawą, ale okazał się pusty. Westchnęła, wstała od biurka i poszła do kuchni. Uruchomiła ekspres, który jak zwykle rozpoczął swoją skomplikowaną procedurę płukania, rozgrzewania i wydawania serii dźwięków sugerujących rychłą awarię. Czekając na kawę, zauważyła leżący na stole szkicownik. Zmarszczyła brwi. Leon praktycznie nigdy się z nim nie rozstawał.

Otworzyła go na pierwszej stronie. Większość kartki zajmowała kobieca postać łudząco podobna do niej samej. Miała na sobie dopasowany kostium, powiewającą pelerynę i ogromną literę „H” na piersi. Pod ilustracją widniał wykonany kolorowymi, komiksowymi literami tytuł:

_„HANNAH – NARODZINY SUPERBOHATERA”_

Zaczęła kartkować szkicownik.

Kolejne plansze komiksu przedstawiały przeróżne historie i dynamiczne sceny, w których główną rolę odgrywała superbohaterka w powiewającej pelerynie w towarzystwie dziecka:

* Hannah używająca mocy „_Bezsenności Tytanów_”, by uśpić wyjątkowo nieskorego do współpracy noworodka...

* Hannah wykorzystująca „_Płaczowidzenie_”, dzięki któremu potrafiła błyskawicznie ustalić przyczynę dziecięcego kwilenia i natychmiast zażegnać kryzys...

* Hannah lecąca nad miastem w trybie „_Multitasking_”, z dzieckiem pod jedną pachą, zakupami pod drugą i telefonem przytrzymywanym ramieniem...

* Hannah siedząca przy komputerze, którą ostrzega zmysł „_Prekognicji Katastroficznej_”, po czym „_Superprędkość_” pozwala jej w ostatniej chwili złapać w locie spadającego z piętrowego łóżka syna...

Czując narastające wzruszenie, przewróciła kilka kartek dalej, na których postać dziecka nabrała nastoletnich kształtów. Zaczęła czytać dialogi w balonikach.

– Ty nie jesteś wszyscy. - Hannah przywołała Leona do porządku potęgą “_Antykonformizmu_”…

– Porozmawiam sobie z tobą w domu! – moc “_Retrybucji Domowej_” dosięgła Leona nawet przez telefon…

– Bo ja tak powiedziałam! – “_Aura Jurysdykcji_” sprawiła, że Leona zamurowało…

Poczuła czyjś wzrok na sobie i przerwała lekturę. Odwróciła się. W drzwiach kuchni stał Leon i patrzył na wzruszoną Hankę, trzymającą w drżących dłoniach zeszyt.

– Zapomniałeś szkicownika - wyszeptała wzruszona

– Właśnie po niego wróciłem.

– Naprawdę tak mnie widzisz?

Chłopak, a właściwie już niemal młody mężczyzna, podszedł do niej i ujął jej dłonie. Na ścianie oświetlonej porannym wiosennym słońcem ich sylwetki zlały się w jeden wspólny cień. Przez uchylone okno wpadł podmuch wiatru. Firanka uniosła się lekko, a cień Hanki na krótką chwilę zyskał coś na kształt łopoczącej peleryny.

– Kocham cię, mamo…

Cyferki dla ciekawskich: 1299 słów, 9227 znaków ze spacjami i 7955 bez spacji

*

Gruba ryba1piorunów

> _z jasną czupryną i zaskakująco przenikliwym spojrzeniem błękitnych oczu, którymi patrzył na świat tak, jakby już coś o nim wiedział._

To jest najlepsze zdanie jakie przeczytałem w tym tygodniu, a konkurowałeś (byc może nieświadomie) między innymi z panem Januszem Głowackim i z noblistą, panem László Krasznahorkaiem.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Hydepark

74piorunów

Fantastyczne zdjęcie pokazujące zdziczenie ludzi pod wpływem

Niczym Sąd Ostateczny Boscha - ludzie wypinają to i owo do obiektywu, kobieta gra na skrzypcach geje tańczą poloneza XD

Od mniej więcej tygodnia na Słowację najeżdżają hordy by zrobić zdjęcia czerwonej koniczynie kwitnącej na tle Tatr XDD

Autor zdjęcia to Paweł Uchorczak.

Tutaj można zobaczyć resztę fotografii: https://www.facebook.com/PawelUchorczakFotografia/posts/pfbid0rx8wwxG13YYvuqAGKiX8nQGhnji4WgMGTHj2Dog4w3QZEV2Q8UxfEiFyWWrWoCxml

Lider5piorunów

@ciszej u nas jest rzepak :smiley: moja rodzina ma znajomego ktory ma pole rzepaku przy dość ruchliwej drodze... dzicz mu to co roku zadeptuje xD

Fanatyk2piorunów

Od kiedy powstała fotografia dzieją się takie rzeczy, teraz po prostu skala jest inna i zakres...

Pokaż więcej komentarzy (44)

Gruba ryba

w Hydepark

15piorunów

Znawcy dobrej kuchni i smaku z hejto piszą że Polacy nie lubią dobrze i ze smakiem zjeść, ale to nieprawda ja bardzo lubię. Czasem nawet eksperymentuję w kuchni i dzisiaj zamiast ryżu do paprykarza kraftowego dodałem kaszy pęczak. Ależ to było dobre, prawdziwy fine dining ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

Gruba ryba1piorunów

@PlatynowyBazant z takimi umiejętnościami kulinarnymi mógłbyś startować w Hell's Kitchen, albo nawet i Gesslerowej❤️

Pokaż więcej komentarzy (7)

Lider

w Filmiki z wojny

22piorunów

A gdzie simsy ja się pytam 😁

https://streamable.com/lrfchw

Fanatyk1piorunów

Już chciałem napisać że mogli naprawdę kogoś złapać, ale obejrzałem i to faktycznie wygląda na inscenizację. Funkcjonariusze profesjonalnie delikwenta obezwładnili, wylegitymowali się i wsadzili go do samochodu, bez żadnego szarpania, kopania, obrażania ani bicia, nawet łeb mu przytrzymali żeby w futrynę nie przyjebał. Mam uwierzyć, że w Rosji tak się traktuje podejrzanych? Zwłaszcza podejrzanych o współpracę z ukraińskim wywiadem?

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Rower

22piorunów

Siemandero rowerowe świry!

Kontekst:
Zrobiłem sobie ostatnio z młodzieżą niezobowiązującą trasę rozgrzewkową na 50km, głównie asfalt, ale bylo też trochę szutrów. O ile moja d⁎⁎a jakoś sobie poradziła to na 30 kilometrze u młodzieży juz była w strzępach.
Wiem, że wynika to z braku "objeżdzenia" głównie, ale są jakieś metody na złagodzenie tego stanu...poza oczywistą "maścią na ból d⁎⁎y". ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

Pytania:

1. Czy wymiana sztycy siodła na amortyzowaną ma sens i dla jakiego typu roweru? A jesli tak to na co zwracać uwagę (jakies polecane modele w rozsądnej cenie)?

2. Ja jechałem Gravelem a młody Trekingiem w którym siodełko jest "kanapowe" w porównaniu do Gravela - czy w tym przypadku wymiana siodła na smutniejsze coś by wniosła do komfortu na dystansach do 100km (nie planujemy wiecej)?
Załączam fotki obu taboretów.

3. Polećcie jakieś błotniki do Gravela (żebym nie wyglądał jak "Pan Draska" jak popada🙃), pls tak żeby nie podwozić wartości rowerka.

Taak, jestem rowerowym ignorantem, wiem tylko jak nie spaść z rowerka ...nawet nazwę "sztyca" musiałem potwierdzić bo dla mnie to jakaś zwykla rurka była (nie wspominając o blatach, mostkach, saportach i całym tym szpeju od rowerów). ¯\\_(ツ)_/¯


Gruba ryba5piorunów

Na start bierzesz karton, kładziesz na twardej podłodze. Siadasz gołym dupskiem na nim, żeby odcisnąć ślady po kościach miednicy.

Mierzysz suwmiarką rozstaw między środkami dołków w kartonie, dodajesz 2 cm i tej szerokości całkowitej siodełka szukasz.

Jak postawisz rower na poziomym, na kołach, to siodło ma być poziomo.

Pozostaje jeszcze regulacja przód-tył, ale to powiedzą kolana i mięśnie

Osobistość1piorunów

Co do sztycy, mam sr suntour i robi robotę. Bardzo poprawia komfort jazdy. Minus: jest ciężka. Coś za coś.

Pokaż więcej komentarzy (32)

Fanatyk

w Heheszki

47piorunów


YellowKey zero-day exploit in BitLocker :clown_face:

> The process is dead simple: grab any USB stick, get write access to the "System Volume Information," and copy into it the "FsTx" folder and its contents. Shift+click Restart to get Windows to the recovery environment, but then switch to holding down the Control key and don't let go. The machine will reboot, and without asking any questions or showing any menus, will drop you in an elevated command line with full access to the formerly Bitlocked drive, without asking for any keys.


via https://www.tomshardware.com/tech-industry/cyber-security/microsoft-bitlocker-protected-drives-can-now-be-opened-with-just-some-files-on-a-usb-stick-yellowkey-zero-day-exploit-demonstrates-an-apparent-backdoor

Gruba ryba31piorunów

Tak jak nikt nie zrobił tyle co kler żeby zniechęcić ludzi do kościoła, tak też nikt tyle nie zrobił dla promowania Linuksa co Microsoft. Ostatnio to wręcz sprintem ruszyli w temacie.

Pokaż więcej komentarzy (16)

Fanatyk

w Heheszki

7piorunów

@Thereforee

Autorytet2piorunów

@fadeimageone OPie ale wiesz, że dosłownie wyszło w tym samym czasie kilka CVE na Windowsa, nie? xD

Fanatyk0piorunów

Microsoft nie udostępnia exploitów na One Day'e na Githubie przed prawidłowym załataniem kodu XD
Także człowieki Linux Developers Team zje%ali sprawę. Ktoś zrobił dekompilację i udostępnił działający exploit podnoszący uprawnienia do poziomu roota XDDDDDD przed wydaniem łatki.
Solucja? Wyłączenie sekcji XDDDDDD via Killswitch.

Fanatyk0piorunów

@fadeimageone - closed source w takim razie to zaleta :slightly_smiling_face:

Fanatyk0piorunów

@Thereforee

"Last week, two critical Linux kernel vulnerabilities were disclosed, prompting significant concern within the community. In response, developers are now reviewing a proposal for an emergency “killswitch” mechanism to reduce exposure following public disclosure of serious vulnerabilities.

Sasha Levin, an NVIDIA engineer and Linux stable kernel co-maintainer, submitted the patch. It allows system administrators to temporarily disable a vulnerable kernel function while awaiting a security update.

The concept is simple: if a dangerous code path is identified, the kernel can be instructed to stop using that function. Instead of executing normally, the function would return an error. While this does not resolve the underlying bug, it can block access to the vulnerable path until a patched kernel is available.

The proposal follows recent Linux kernel vulnerability disclosures, including Copy Fail and Dirty Frag. Copy Fail is particularly relevant, as the patch includes a self-test referencing CVE-2026-31431 to demonstrate how the killswitch could block the affected AF_ALG path.

Dirty Frag is not used as a direct test case, but it is also relevant and illustrates the broader issue: serious kernel bugs may become public before fixes are widely available. During this period, administrators may need a temporary method to reduce risk without waiting for the full update cycle.

Levin’s patch makes the feature available through the kernel’s securityfs interface. A privileged administrator can enable a killswitch for a specific function, causing it to fail immediately. This change takes effect at runtime and remains active until disabled or the system is rebooted.

The proposal targets code paths that most systems do not rely on daily. Levin cites areas such as AF_ALG, ksmbd, nf_tables, vsock, and ax25. In some environments, temporarily disabling these features may be less disruptive than running a kernel with a known vulnerability.

However, the feature carries clear risks. The patch does not include automatic safety checks to determine if a function can be safely disabled. Disabling the wrong function or returning an incorrect value could disrupt system behavior or cause new issues. Therefore, this is not intended as a general-purpose security switch for casual use.

It is also important to make it clear that this mechanism is not live patching. It does not replace vulnerable code with a corrected version, but only blocks a selected function from running. A full kernel update is still required to properly address the vulnerability. It could simply provide an emergency mitigation tool for the period between public disclosure and full patch deployment.

As of now, the killswitch patch is still under review and has not been accepted into the Linux kernel."

Autorytet0piorunów

Komentarz usunięty

Autorytet0piorunów

Komentarz usunięty

Autorytet5piorunów

@fadeimageone

O ja pierd...

1. Nie istnieje "Linux Developers Team".

2. "ktoś zrobił dekompilację" Chuj wie, o co chodzi - dekompilację czego, kogo, po co, jak. Ale dekompilacja. A że Linux jest otwarto-źródłowym oprogramowaniem (czyli niewymagającym do analizy dekompilacji) utrzymywanym przez społeczność a nie jakiś kurwa developers team to po co wiedzieć? XD

3. "Solucja? Wyłączenie sekcji XDDDDDD via Killswitch." To nie jest solucja, co jest napisane w skopiowanym przez ciebie tekście KILKA RAZY.

4. Zaproponowana mitygacja jest: Po pierwsze, manualnie uruchamiana przez administratora systemu. Po drugie, nie przeszła nawet review. Po trzecie, napisana zapewne w dużej mierze przez AI (co wiedziałbyś, gdybyś przeczytał co podlinkowałeś XD).

TL;DR idź trollować na wykop albo ogarnij dupsko

Pokaż więcej komentarzy (8)

Fenomen

w Hydepark

40piorunów

Co za weekend ja przeżyłem, klękajcie narody! Ale po kolei, bo emocje jeszcze trzymają.

Niektórzy z tagu pewnie pamiętają moją zeszłoroczną walkę z chińską materią przy wyborze moto pod Skandynawię. Plan się udał, ale na wyprawie, jako asfaltowiec od kilkunastu lat, byłem poza czarnym totalnie zesrany. Filozofia jazdy cała na odwrót :upside_down_face:, walka o życie na szutrówkach... no i ksywka Kapitan Snuja wpadła do portfolio. Ale ziarno zostało zasiane.

Od tamtej pory ganiam po łąkach i szukam różnych okazji, więc zdarzyło się też tak, że odpowiedziałem na pewnego posta na FB, dzięki czemu zostałem zaproszony na weekend . Chłop układał sam trasę, tak żeby było legalnie, a żeby nie trzeba asfaltem ganiać. Wyszła pętla na jakieś 500km od Śląska gdzieś pod Bełchatów i powrót przez Jurę. Legalnie, jak najmniej asfaltu, partyzantka. Wyjechaliśmy w czwórkę w piątek "po" pracy 😉. Pola, strumyki, kałuże, kilka gleb i dokręcanie śrubek, w końcu nocleg nad Liswartą. Suszenie butów nad ogniem, Perła Export, nieco zieleniny i męskie pogaduchy do północy. Klimat tak gęsty, że można go było kroić.

Drugiego dnia dobiło kolejne 3 raiderów z Katowic. I tu się zaczęło: piach po same ośki, rzeczki, przewrócone pnie. Co chwila jakieś sarny i bażanty, piękne zielone pola centralnej Polski z dojrzewającymi zbożami i rzepakiem, a my walka z grawitacją przy każdej glebie. Wieczorem obóz, a w zasadzie już małe miasteczko namiotowe gdzieś nad Pilicą. Jak siadła mgła, to zrobiło się wręcz filmowo. Żadnej spiny, same stare chłopy, kiełba z ognia i totalne odcięcie od świata.

Ostatni dzień powrót, ale w końcu słońce i 20 stopni. Na Jurze kawałek TET, było kilka wyzwań, jakieś mniejsze awarie, ale wszyscy cali dojechali do Jaworzna i zaczęliśmy się rozjeżdżać.

Nabrałem masę doświadczenia, zaliczyłem kilka gleb, przestałem bać się piachu, przeskakiwałem pnie i wjeżdżałem w miejsca, o których wcześniej bym nie podejrzewał że dam radę. No i najważniejsze - przez większość drogi miałem banana na gębie. Do tego skupienie na drodze nie pozwala myśleć o niczym innym, więc odpoczynek psychiczny od wszystkiego - mindfulness w najczystszej postaci.

Mam teraz jeden duży problem: asfalt przestał mnie jarać. Żeby poczuć tam adrenalinę, musiałbym zapierdalać 150 km/h, co jest zwyczajnie głupie. Off-road daje to samo przy 40 km/h, tyle że z większą dawką potu i mniejszym ryzykiem poważnych uszkodzeń. Czas zmienić ciuchy turystyczne na zbroję, potrenować trochę po hołdach w okolicy i szukać okazji do kolejnego wypadu :relaxed:

Zawodowiec2piorunów

i tak trzeba zyc . pozytywnie zazdraszczam. :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (19)

Fenomen

w Hydepark

23piorunów

805 + 1 = 806

Tytuł: Świadkowie Jehowy? Dylematy mojej matki

Autor: E. Bruce Price

Kategoria: religijna

Wydawnictwo: Orion Plus

Format: papierowa

Liczba stron: 142

Ocena: no nie da się ocenić w skali od 1 do 10, ale przynajmniej po lekturze dostałem status Rezydenta Wojewódzkiego Szpitala Zdrowia Psychicznego im. dr. Józefa Bednarza w Świeciu

Jadąc w ubiegłym tygodniu do Bydgoszczy znalazłem tę ciekawostkę w półce bookcrossingowej. Patrzę na okładkę i widzę, że może to być coś interesującego, bo na okładce są różne daty końców świata, które przepowiadali świadkowie Jehowy. Odwracam i na tylnej okładce widzę wydawnictwo Orion Plus. No to już wiem, że to coś będzie dla mnie.

Orion Plus to wydawnictwo adwentystów Dnia Siódmego. Czemu Orion? Cóż, adwentyści mają dziwne zainteresowanie gwiazdozbiorem Oriona, zakrawające o kult. Interesujące jak na kościół chrześcijański, ale to dygresja. Ważne jest, że znak Orion Plus sprawia mi tyle samo radości co logo The Cannon Group na początku filmu, zapowiadający niskobudżetowy, ale sprawiający pełno frajdy film wpierdolu z Chuckiem Norrissem. Logo wydawnictwa Orion Plus od razu wskazuje, kto stoi za książką. Jest Orion, a co za tym idzie będzie ciekawie.

Książka przedstawia historię pewnej australijskiej rodziny ze świadków Jehowy, którzy decydują się przejść do Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego. Jedno muszę przyznać – interesujące jest wyjście ze swojej bańki i czytanie krytyki sekty ze strony innego bardzo kontrowersyjnego wyznania religijnego. Cóż, adwentyści wierzący w biblijną wizję stworzenia świata i poważnie wierzący, że świat liczy 6 tys. lat, są takimi samymi szkodnikami co świadkowie Jehowy, którzy dosłownie czytając swój przekład Biblii również plują na naukę, przynajmniej na poziomie transfuzji krwi. W zasadzie gdybym potrafił obsługiwać wideo, miał warunki i za dużo wolnego... a nie, mam za dużo wolnego czasu, skoro czytam takie książki. W każdym razie gdybym rozpoczął serię filmów commentary o adwentystach to zrobiłbym SciFunowi dużą konkurencję wobec jego serii o płaskiej Ziemi.

Jak ktoś byłby zainteresowany argumentami, jakimi pastor przekonał świadków do swojego kościoła, to mogę przytoczyć, ale moim zdaniem byłoby to nudne dla przeciętnego czytelnika. To jest nic innego jak rozmowa o hrabinę Szlezwig-Holsztain, która przypadkiem nadepnęła na nogę cesarzowi Fryderykowi Hohenzelorowi Habsurgowi Trzeciemu w trakcie rautu w 1792 w ambasadzie Prus Mnie takie wymiany poglądów interesują, ale traktuje to jako intelektualne guilty pleasure.

Jak ktoś lubi tematykę sekt religijnych - polecam. Jak ktoś ma takie szczęście jak ja, że co trzy miesiące dostaje telefon od mormonów, na swoim przystanku autobusowym regularnie widzi wydawnictwa adwentystów, jako jedyny na osiedlu jest odwiedzany przez świadków Jehowy, a na Gdańsku Głównym gdy jest tłum z setką ludzi to tylko do mnie podejście bez powodu zielonoświątkowiec – no to też polecam, bo zawsze można czegoś się nauczyć i mieć tę dodatkową ripostę w głowie. Jak ktoś ma za dużo czasu – polecam. Kupić piwo i przeczytać cokolwiek innego, np. instrukcję obsługi pralki. Po serbsku.

Prywatny licznik: 17/50

Autorytet1piorunów

Bardzo ciekawa recenzja

Pokaż więcej komentarzy (2)

Lider

w cybulion jest inny

23piorunów

Wracam z bydgoszczy i mam dwie kiełbaski. To dziwne.

Fanatyk6piorunów

Ta bardziej żylasta to chyba wiem czyja. 😉

Lider2piorunów

@Ravm ale on jest nabity c'nie? Ciasteczko do schrupania

Pokaż więcej komentarzy (6)