Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#nostalgia

Fanatyk

w Hydepark

36piorunów

Pojechałem do rodziny na święta i odwiedziłem tzw. stare śmieci. Widoczny tu pociąg jedzie trasą w pobliżu drogi, którą jako dzieciak nie raz jeździłem z kolegami na rowerach w tle widać las i dach domu. Tego domu jako dziecko się bałem. Mieszkała tam starsza kobieta, którą dzieciaki się straszyły mówiąc, że jest czarownicą. Faktycznie była nieco dziwna, ale myślę, że to był po prostu efekt choroby, albo starości a najpewniej jednego i drugiego. Później pewnie zmarła i ktoś kupił ten dom, który dziś niszczeje. Za domem jest małe, leśne jeziorko i dość przyjemny teren, gdzie można odpocząć. Jestem tak stary, że pamiętam, jak przejazd kolejowy przy którym stałem robiąc fotkę pociągu opuszczany był przez dróżnika za pomocą korby. Facet wychodził z pobliskiego domku, gdy rozlegał się dzwonek i kręcąc korbką zamykał szlaban.

Fajnie było znowu tam zajrzeć. Wróciło sporo wspomnień.

Pokaż więcej komentarzy (1)

Gruba ryba

w Hydepark

8piorunów

Nowa gra w kolekcji, tym razem troche oldskulowo

Zręcznościowa gra rajdowa, przy tworzeniu której wzorem do naśladowania było Colin McRae Rally 2.0 z 2000 roku. Podobieństwa względem tej pozycji w Old School Rally dotyczą nie tylko grafiki w stylu retro, ale też fizyki, pracy kamery czy wyboru kultowych samochodów

Gruba ryba

w Hydepark

32piorunów

Przypadkiem trafiłem szukając info o jakimś sprzęcie Technicsa... Nostalgłem mocno, bo pamiętam jak to za gnoja wpadł czasem w ręce jakiś katalog sprzętu Hi-Fi i oglądało się go z wypiekami marząc jakby to fajnie było mieć taki sprzęt w domu. Pamiętam też jak to wysyłało się do różnych firm za granicę listy z prośbą o katalogi, coś nawet kiedyś dostałem, czułem się wtedy jakbym był wybrańcem 😁

https://www.hifi-archiv.info

Pokaż więcej komentarzy (11)

Fenomen

w Hydepark

6piorunów

Wszystko co bym teraz chciał, to cofnać się do 2016/2017 roku w wakacje kiedy jako młody student ze stówą na koncie bankowym, siedziałem z ziomkami nad Wisła, robiliśmy jednorazowego grilla, piliśmy browarki i słuchaliśmy podchmieleni dla beki gangu albanii

heszke w meszke, riszki sziki to król albanii

a teraz praca i powazne życie 30 letniego typa

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fanatyk

w Muzyka

10piorunów

i trochę i

Lato 1999 było dla mnie pewnym życiowym przełomem. To wtedy pierwszy raz zetknąłem się z tym, że ktoś młody, kogo znam i lubię nagle umiera. W wypadku samochodowym zginął wtedy Jurek, mój kumpel z osiedla. Jechał z innym kolegą na stopa do Zakopanego. Niestety skończyło się tragicznie. Tego lata poznałem też sporo ludzi i spędzałem dużo czasu ze znajomymi spoza mojego ścisłego osiedlowego kręgu. Dużo rozmów, piwa i nowych twarzy, co dla mnie zawsze wycofanego introwertyka było nie lada wyzwaniem. Poza tym dużo muzyki. Jako już wtedy wierzący i praktykujący punkowiec programowo odrzucałem mainstream i komercję, ale jednak nie do końca zamykałem głowę na te dźwięki. Jedną z płyt, która stała się soundtrackiem dla mojego lata 1999 było "Californiation" Red Hot Chilli Peppers. Nigdy nie byłem wielkim miłośnikiem ich twórczości, ale w tej płycie jest coś, co mnie przyciągnęło i do dziś ją lubię. Chyba sobie dziś odpalę.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fanatyk

w Hydepark

46piorunów

W dzieciństwie przed domem (dawna szkoła) mieliśmy duży plac zabaw i taką 4-osobową huśtawkę picrel. Zastanawiam się jak to możliwe, że się na niej nie połamałem 🙂 Zabawa polegała oczywiście na rozbujaniu huśtawki jak najwyżej, stawało się na oparciu i kiedy huśtawka była najwyżej i najszybciej rozpędzona skakało jak Małysz na ziemię 🙂

Pokaż więcej komentarzy (9)

Fanatyk

w Hydepark

46piorunów

Już Adam Mickiewicz pisał "o gdybym kiedyś dożył tej pociechy, żeby internet zbłądził pod strzechy" a może to nie był on... W każdym razie jestem tak stary, że pamiętam czasy kiedy to pojęcie jeszcze nie było obecne w słowniku. Podobno tacy ludzie już dawno nie żyją, ale jak widać jeszcze kilku ich chodzi po tym łez padole. Jednak do brzegu. Czy pamiętacie Wasz pierwszy świadomy kontakt z tzw. siecią? Szok, niedowierzanie czy po prostu świadomość, że jest to kolejny element rozwijającego się świata? W mojej pamięci zapisał się moment kiedy z niedowierzaniem patrzyłem, jak 11 lat starszy brat mojego kumpla z osiedla odpala Wirtualną Polskę. O ile dobrze kojarzę byłem wtedy chyba jeszcze w podstawówce, a więc musiało to być przed końcem czerwca 1997 roku. Później mój tata, który dorabiał w biurze lokalnej gazety zabierał mnie na popołudniowe dyżury i raz w tygodniu przez godzinę mogłem sobie w biurze redakcji skorzystać za friko z internetu. Szaleństwo. Otworzył się przede mną cały świat, a przynajmniej tak mi się wydawało. Kolejnym etapem było otwarcie kawiarenki internetowej w moim rodzinnym mieście. Rok 2000. Mania, szaleństwo. W dniu otwarcia nie można się było dostać do środka. W ciągu tygodnia mieli tylu klientów, że musieli wydłużyć godziny otwarcia do 23:00 i umożliwić branie tzw. nocek dla grup. Sam kiedyś wykupiłem z kumplami z osiedla taką opcję. Kwitło tam piractwo, bo gdy weszło się w bliższą zażyłość z właścicielami można było ściągać mp3 a oni za drobną opłatą nagrywali to na CD-R. Tuż po maturze w maju 2002 internet zawitał do mojego rodzinnego domu... to już zupełnie inna historia 😉 Mp3, filmy, noce na gadu-gadu, dziewczyny poznawane na czatach...

Pokaż więcej komentarzy (10)

Fenomen

w Hydepark

18piorunów

Moja babcia powoli odchodzi. 90 lat. Dziadek zmarł 4 lata temu. Rodzina od strony mamy to wielodzietna rodzina. Dziadkowie zawsze byli bardzo prorodzinni, głęboko wierzący i byli dobrymi ludźmi. Potrafili niesamowicie scalić rodzinę, by się kochała i była dla siebie. Mam super relacje z moimi ciotkami i wujkiem. Z kuzynkami jest ok, ale są one ode mnie od 5 do nawet 15 lat młodsze, to inaczej. Nie mieli wiele, robotnicza rodzina z blokowiska, czwórka dzieci. Wszystkie z nich są dziś dobrze poukładane finansowo, odchowały dzieci i dorobiły się "swojego", dodatkowo w tym moja mama bardzo dobre studia z masą certyfikatów i specjalizacjami robionymi nawet po 50rż.

Ściska mnie w gardle, bo tyle ile potrafili dać dziadkowie, to nie mogłem sobie lepszych wymarzyć. Jak sobie o tym pomyślę, to motyw niczym z ojca chrzestnego, rodzina na pierwszym miejscu. Nawet z niedołężną babcią moja mama z rodzeństwem super relacje i ja też ciągle gdzieś zaproszenia i zawsze mogę na nich liczyć.

Najbardziej boli mnie to, że sam mam 30 lat, nie wyszło mi w życiu prywatnym do tej pory i obecnie od 2 lat sam i mogę się skupić na sobie. Bardzo chciałbym osiągnąć to co oni, bo mogę być milionerem i mieć stos dyplomów, a i tak uważam, że to co im się udało osiągnąc ma wartość bezcenną i właśnie na tym mi bardziej zależy niż na dobrach materialnych, ale na razie nie stoję nawet 3 rzędy niżej od nich.

Rodzina od strony taty bardziej indywidualiści, bardziej na luzie, świetnie wykształceni i bardzo dobrze zarabiający. Zawsze byli dla mnie dobrzy, ale nigdy nie czułem stamtąd tyle ciepła, dobroci i troski.

Tyle się dziś młodzi ludzie tyrają, że nie chcą mieć dzieci, bo pieniądze, bo trzeba wszystko co najlepsze, bo to tamto. Właśnie, że nie trzeba. Czasem wystarczy minimum do tego, by dzieci wyrosły na ludzi, a najbardziej to po prostu trzeba się kochać i dbać o siebie. Naprawdę wtedy w życiu jest łatwiej, człowiek ma jakoś więcej szczęścia i idzie pewniej do przodu, bez presji i z dużym optymizmem.

Dbajcie o swoich bliskich i nigdy nie pozwólcie sobie na to, byście się od nich oddalili. Bo kariera, pieniądze, pogoń za dobrobytem. To wszystko jest w sumie c⁎⁎ja warte.

Jak sobie przypomnę jak mojego dziadka wynosili w worku, a ona krzyczała, że mają to odsłonić, bo chce go jeszcze zobaczyć, albo jak dziś półprzytomna nagle jak mnie zobaczyła odżyła i powiedziała ":mój wnuczek najlepszy", to mnie rozrywa w środku.




Pokaż więcej komentarzy (3)

Fanatyk

w Seriale

11piorunów


Z obecnej na zdjęciu 4 aktorów żyje nadal pani Sheree J. Wilson (ur. 1958)(wcieliła się w rolę prokurator)
Clarence Darnell Gilyard Jr. - Jimmy Trivette

1955-2022

Noble Henry Willingham - C.D. Parker

1931-2004

Carlos Ray Norris aka Chuck Norris - Cordell Walker

1940-2026

Fanatyk2piorunów

I będzie coraz gorzej

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fanatyk

w Hydepark

190piorunów

raczej nie

Często wspominając lata 90. romantyzujemy je i przypisujemy im jakąś bajkową wręcz wspaniałość. Też mi się to zdarza. Wiadomo, czas dzieciństwa, wakacje u babci na wsi, filmy z wypożyczalni video, przegrywanie kaset, bieganie z kumplami po osiedlu...Jednak zawsze, nawet w najbardziej miłych wspomnieniach pojawia mi się zadra w postaci wszechobecnej przemocy i drobnej przestępczości. Nie takiej uosabianej przez Pruszków i Wołomin czy przekręty Bagsika, ale takiej spod znaku dresów abidasa, tekstów w rodzaju "wyskakuj z kasy", "co się k...a gpisz?" itp. To było niemal wszechobecne. Nawet w małym mieście były ulice na których nikt rozsądny nie szedł w godzinach wieczornych i za dnia je raczej omijano. Na osiedlu trzeba było mieć wyrobione układy z patusami a jeśli się ich nie miało... to miało się po prostu przejebane. Jako dzieciak dobrze wiedziałem, które kamienice w mieście omijać, gdzie nie chodzić z kim rozmawiać a kogo obejść łukiem o ile to było możliwe. Krojenie było normą. Krojono w szkole, na osiedlu, w parku, na boisku. "Młody daj gałę. Fajna", "pożycz 500 zł. Nie pi⁎⁎⁎ol, że nie masz", "fajna czapka, daj ponosić". Norma, codzienność. Tak było przez całe lata 90. Mam wrażenie, że sytuacja zaczęła ulegać zmianie około lat 2006-2010. Ot takie jakieś przemyślenia mnie naszły.

Sum6piorunów

@WatluszPierwszy sytuacja diametralnie się zmieniła gdy wstąpiliśmy do unii a patusy wyjechały za euro - prawdopodobnie nie wrócili. Nagle przestały znikać radia i koła samochodowe, a na "niebezpiecznych" dzielnicach można było być obcym i to bez powrotu z fioletową twarzą. Ja sam tak czy inaczej już wcześniej jakoś omijałem problemy, mimo że bywałem i tu i tam, nie wszyscy mieli tyle szczęścia 😉

Inspirator5piorunów

@WatluszPierwszy CZY KTOŚ TU POWIEDZIAŁ "ROMANTYZOWANIE LAT 90.?"

Jak ja k⁎⁎wa nie cierpię tej dekady (rocznik '85, miasto gminne here). Jeśli jest coś, co mogę z tamtego okresu ocenić raczej dobrze to są to:
- popkultura (bo eskapizm dobrze działał jako odskocznia od reczywistości)
- wyjazdy do dziadków do innego miasta gminnego (bo zdecydowanie spokojniejsza atmosfera)
- jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi: mam wrażenie, że taki etap "nie posiadania niczego i zaczynania od zera" trochę zahartował nas jako społeczeństwo. Niestety, romantyzacja tego okresu przez utuczonych przez tą dekadę cwaniaków i nie żyjące wtedy Zetki sprawia, że może nie powinienem być tak stanowczy w tym punkcie ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Jak czytam Wasze komentarze, to muszę jednak przyznać, że miałem sporo spokojniejszy tryb życia, tym niemniej wszechobecna przemoc i strach bycia pobitym / skrojonym towarzyszyla mi przez wieksza czesc lat 90. Z takich "hajlajtów":

- jak mialem moze 9 lat i dostalem od ciotki z Niemiec taką nieco oczojebną czapkę. Szedłem sobie w niej przez ulicę i mijający mnie koleś (dorosły) patrzy na mnie i mi mówi "ściągnij tą czapkę k⁎⁎wa pajacu" :D
- w szkole podstawowej był taki spory dach nad schodami, przez które wchodziło ciało pedagogiczne. I raz wylądował tam bażant, by zdechnąć. Rozkładał się latami, bo ilekroć miałem lekcje angielskiego jego truchło widać było przez równolegle położone względem tego dachu okno :D
- jakoś tak jak miałem może 12 lub 13 lat, to nie było mnie parę dni w szkole i jak wróciłem, to się dowiedziałem, że doszło do pewnego "incydentu". Otóż w klasie 3 lata niżej (bodajże czwartej) był taki cwaniak Dawidek, co był strasznie pyskaty, ale nikt go nie ruszał, bo koleś miał jakieś plecy. Kolega Tomasz z klasy równoległej do mojej chyba to olał, bo jak mu Dawidek coś palnął, to Tomaszek wypłacił mu plaskuna. Zaraz następnego dnia w szkole zjawiły się plecy Dawidka w postaci dresów z miejscowości sąsiedniej i zaczęły atakować losowych uczniów - oberwał inny Tomasz (serio, oboje tak mieli na imię) i mi później mówi "Cohon, kuzwa, ja glodny przyszedłem do szkoły, a mnie jakiś c⁎⁎j w brzuch kopnął...". Z tego, co kojarzę, to sprawa skończyła się na policji, ale nie kojarzę samego finału;
- poza szkołą też nienajlepiej - alkohol jako odreagowanie stresów w pracy, tudzież jako środek do wkupienia się w łaski kolegów z pracy był narzędziem powszechnym.

Ech, no tej dekady naprwdę nie polecam ;/


Pokaż więcej komentarzy (96)

GURU

w Ciekawostki

70piorunów

Każdy z klubu miał ten widok z 'okna'.

Domyślna tapeta systemu Windows XP (który zadebiutował w 2001 r. i sam ma już 25 lat), czyli Bliss obchodzi w tym roku okrągły jubileusz - zdjęcie powstało w 1996 roku, a więc 30 lat temu :exploding_head:

Fotografia została zrobiona w Sonomie, w Północnej Kalifornii, w Stanach Zjednoczonych, a jej autorem jest wieloletni fotograf National Geographic - Chuck O'Rear.

Link do StreetView: https://maps.app.goo.gl/B4PTEq6SoxUJWVqF7

Lider5piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Pokaż więcej komentarzy (8)

Lider

w Hydepark

105piorunów

komu to przeszkadzało?

Fenomen0piorunów

@festiwal_otwartego_parasola byłem wtedy na studiach, zmagałem się z chorobą, problemami finansowymi (groźby eksmisji całej rodziny, brak jedzenia), stres patologicznej polskiej uczelni. J⁎⁎ać te lata.

Pokaż więcej komentarzy (44)

Fanatyk

w Hydepark

140piorunów

Jeździliście na Woodstocki?

Mnie zdarzyło się parę razy i z wielkim rozbawieniem wspominam kontrast między pierwszym a ostatnim (jeszcze lata temu).

Uwaga, długie i nudne xD

Pierwszy Woodstock

Miałam już skończone 18 lat, bo mama mnie wcześniej na żadne imprezy nie puszczała. Ale marzyłam o tym już od lat. Oczywiście nie było możliwości aby rodzice mi taki bezbożny wyjazd zafundowali, więc zaraz po maturze znalazłam robotę w jakiejś fabryce zapierdolu za zawrotne 700 zł miesięcznie.

Mimo że pracy fizycznej nigdy się nie bałam, to ta robota odebrała mi chęci do życia i cofnęła z radosnego życia licealnego do patologicznego środowiska gimnazjum.

Jak możecie się domyślić, w takiej fabryce pracują specyficzni ludzie, większość jak ja zatrudnieni przez pośrednictwo, czasem na chwilę, ale w większości dlatego, bo nie mają w życiu innych perspektyw. Ci drudzy działali na mnie najbardziej depresyjnie. W takim środowisku, ten kto zarabiał 10 groszy na godzinę więcej, był typowym dupolizem i z pogardą patrzył na zarabiających mniej biedaków.

Nie czułam się dobrze w tym środowisku, dodatkowo drenowanie nas przez technicznych zarządzających halą, którzy traktowali nas jak zarazę, szybko doprowadziło moje poczucie własnej wartości do poziomów krytycznych. Byłam przerażona, że tak wygląda dorosłość i praca, którą wkrótce będę wykonywać do usranej śmierci.

Mój introwertycznym i brak ochoty na jakiekolwiek znajomości tam, nie polepszał sprawy. A w tym miejscu rządziły układy i kto z kim plotkuje.

Wytrzymalam tam miesiąc. W nagrodę za męki dostałam swoje 7 stów i AZS z którym walczę do dziś.

No to w drogę! Za zarobione pieniądze kupiłam w końcu komórkę, bo od dawna byłam bez a to już były czasy, że pisanie smsów miało znaczenie.

Reszta kasy poszła na ciuchy, szlugi i zostało 100 zł, które miało starczyć na podróż do Kostrzyna oraz przetrwanie tam 4 dni.

Uzbrojona w pożyczony namiot, kostkę, dowód osobisty oraz 100 zł wyruszyłam na dworzec. Nie, nie miałam ze sobą nic więcej poza ciuchami na sobie, nie miałam nawet bluzy, bo przecież środek lata, lol. Spotkałam się ze znajomymi i poszliśmy na peron. Okazało się że nikt z nas nie ma doświadczenia w samodzielnej jeździe pociągami i nie mieliśmy zielonego pojęcia gdzie się kierować. Ale oto i pojawił się on, pociąg pośpieszny czy inne Intercity (w sumie nie wiem czy wtedy istniały), który na tablicy miał wpisany Kostrzyn. Znaleźliśmy nawet wolny przedział w którym można było jarać szlugi. Niestety kłopoty nadeszły szybko, bo na kolejnej stacji wsiedli ludzie, którzy twierdzili, że siedzimy na ich miejscach. Koncepcja rezerwacji miejsc w pociągach była mi wcześniej nie znana, bo za miasto zawsze jeździliśmy z rodzicami autem. Ale spoko, pociąg nie był przepełniony więc ulokowaliśmy się gdzie indziej. Nie na długo. Oto wszedł konduktor, cały na biało, i po zerknięciu na nasze bilety, stwierdził że jesteśmy w złym pociągu. Po zapoznaniu się z naszymi życiorysami (a raczej ich brakiem), stwierdził że mandatu nie dostaniemy, ale na najbliższym przystanku mamy wypierdalać. Zaczęliśmy w panice przeszukiwać kible w celu odnalezienia kolegi, który biletu nie miał w ogóle i na postoju opuściliśmy lokal. Trzeba było wcześniej ruszyć głową, że ten piękny, czysty pociąg zajmowany przez dostojnych panów z aktówkami, nie zawiezie nas do naszego celu. I właśnie po kondycji pociągu, wypełnionego drącymi mordy punkami, rozpoznaliśmy, że oto nadjechał nasz pociung.

W środku, wiecie, impreza, na⁎⁎⁎⁎ni ludzie już na podłodze, ciasno jak jasna cholera, ale już witaliśmy się z gąską.

Od tej pory zostaliśmy zwolnieni z myślenia dokąd należy się udać, na której stacji wysiąść, bo oto staliśmy się jednym tłumem, z własną świadomością.

Na miejscu wysypaliśmy się z pociągu i ruszyliśmy całą drużyną, niesieni przez ducha bliskiej zagłady.

Dotarliśmy! Nie wierzyliśmy własnemu szczęściu, bo oto co do tej pory widzieliśmy tylko w telewizji, teraz stało przed nami otworem. Zapach tojtojów wymieszany z zapachem pobliskiej fabryki zapiexów działał kojąco.

Znaleźliśmy całkiem dogodne miejsce do rozbicia się, w lasku, nieopodal głównej sceny. Znajomi rozbili spory, komfortowy namiot w którym mieli spać w trójkę, ja natomiast rozbiłam się obok, starym pożyczonym namiotem, który niebezpiecznie uginał się przy mocniejszym oddechu. O swój dobytek się nie martwiłam, miałam przecież tylko kostkę z ukrytym w doszywanej kieszonce dowodem i tym co zostało ze 100 zł po kupnie biletów.

Ruszyliśmy na szamę, nie pamiętam ile wtedy kosztowały, ale te 50cm zapiexy zdawały się warte swojej ceny. No ale nie po to przyszliśmy aby jeść, tylko aby pić! Stanie w gigantycznej kolejce do wodopoju, wynagrodziło nam chłodne tyskie, które na tamte czasy było szczytem naszych ambicji.

Ugółem było dobrze, impreza się rozkręcała, tyskacze wchodziły aż miło, poznawało się kolejnych zakręconych ziomków, wielu z nich ubranych zjawiskowo, co i mnie się wkrótce udzieliło, bo łaziłam obwinięta taśmą do kwiatów z uroczym napisem 'ostatnie pożegnanie', pic rel, bo zachowałam na pamiątkę.

Z czasem moja ekipa zaczęła się rozdzielać, dziewczyny były nieco bardziej 'rozrywkowe' i poniosły je jakieś dragi, co zupełnie nie było w moim klimacie, natomiast kolega gdzieś zabalował i nie widzieliśmy go do końca imprezy. Udało mi się spotkać różnych znajomych z Wrocławia, ale poznawałam też innych, na co pozwolił klimat miejsca i alkohol, który zdecydowanie osłabił mój introwertyzm.

Pierwszy dzień udał się znakomicie, problemy pojawiły się dopiero kiedy wróciłam do namiotu zwabiona obietnicą błogiego snu. Niestety namiot nie wytrzymał mojego nagłego wtargnięcia I zaszła potrzeba postawienia go ponownie, już w ciemnościach i innym stanie świadomości.

Ale oto i sukces, wszystko stoi, można iść w kimę. Muszę dodać że był to mój pierwszy w życiu nocleg na łonie natury i byłam absolutnie zaskoczona, że ziemia jest twarda, a wraz z odejściem słońca nastąpił chłód. A miałam na sobie tylko koszulkę z krótkim rękawem, jeansy i glany. Ciężka to była noc, nie zapomnę jej nigdy.

Nad ranem zorientowałam się, że nikt ze znajomych nie wrócił. Udałam się więc do kolegi od którego pożyczyłam namiot i poszliśmy na krysznę i rajd po sklepikach.

Nie wiem czego spodziewałam się po darmowym żarciu, ale na pewno nie tego że nie zdołam wciągnąć tego bez odruchu wymiotnego. Z całym szacunkiem. Wolę tanie zapiexy. Na krysznie spotkałam koleżanki, nie do końca ogarniające rzeczywistość, ale wychwalające to jedzenie niczym dar od bogów. Stoiska z fantami okazały się być kopalnią 'chcę to', ale mój budżet po ubiegłonocnej imprezie, pozwolił jedynie na stanie w bezpieczniej odległości. A byłam wtedy fanatyczką pieszczoch I koszulek z ulubionymi zespołami.

Myślę że od tej pory już nie pamiętam co się działo w jaki dzień i w jakiej kolejności, ale właśnie wtedy zaczął się prawdziwy melanż. Ostatnie złotówki poszły na tyskacze i zapiexy i od tego czasu uzbrojona w wymięty kubek po piwie, łaziłam po każdym kto miał choć trochę alko i żebrałam o małą dolewkę na bideną maturzystkę. Nie będę jeszcze mówić jaki miałam do tego stosunek na kolejnych woodstockach, ale wtedy jeszcze żebrałam bezwstydnie I z dużymi sukcesami xD

Ogółem wszystko było dzikie, fajne, bawiłam się jakby jutra miało nie być. Ale niestety nadeszło. W pewnym momencie zaczęłam czuć się źle, okazało się że mimo 18 lat, niezniszczalna nie jestem i dopadł mnie kac gigant jakiego nigdy w życiu nie miałam. Gdyby ktoś mi wtedy przystawił pistolet do skroni to powiedziałabym strzelaj! Mój namiot leżał na płasko, wczołgałam się więc do namiotu znajomych, gdzie wkrótce zjawiła się jedna z koleżanek i choć nie wiem co przeżywała, byłyśmy w tym cierpieniu razem.

Kolejny dzień przyniósł ulgę. Ale to nie znaczy że zwinęłam manatki I wróciłam do ciepłego, wygodnego domu. Impreza musi trwać.

Tym razem skupiłam się na koncertach i taplaniu w błocie. Przypomnę tu, że nie miałam ciuchów na zmianę, a glany miałam nieustannie na nogach od wyjścia z domu. Tylko nasrać na środku.

Ale zabawa była pryma sort. Pogo uwolniło całą wściekłość na zapierdol, który przeszłam aby mieć kasę na wyjazd. Czułam się z ludźmi niczym jedno ciało, które musi wyrzucić całą nienawiść i zwątpienia. Po raz pierwszy w życiu dostąpiłam crowd surfingu, to było niesamowite przeżycie płynąć nad tłumem, do momentu aż nie trafiłam na dziurę i nie zjebałam się prosto na glebę. Na szczęście alkohol nieco zamortyzował upadek.

Trochę bolała noga ale impreza musi trwać. Trafiłam tuż pod scenę, gdzie ludzie półlegalnie popijali browary. Bardzo fajnie spędziłam z nimi czas, ale coraz mocniej odczuwałam ból w nodze. W tłumie wypatrzyłam jakiegoś znajomego, który nie chcąc słyszeć słowa odmowy, zaniósł mnie na rękach na szpital polowy. Do dziś współczuję lekarzowi, który musiał zdjąć mi glana i opatrzyć stopę. Na szczęście nie było to nic poważnego, dostałam maść i bandaż, na który od razu włożyłam glana. Pozostał tam niesciagany do powrotu do domu.

Nie mam pewności, ale to chyba była ta noc kiedy przyszła burza. Wymęczona wróciłam do namiotu, okazało się że koleżanki kimają u siebie, więc podjęłam próbę postawienia swojego namiotu. Bez sukcesu. Sytuacja w tamtej chwili była beznadziejna. Padał deszcz, nie miałam ciepłych ciuchów, mój namiot leżał niczym ówczesna polska gospodarka. Walnęłam się na ten żałosny namiot i w zimnie i deszczu doczekałam poranka.

W dzień wyjazdu znalazł się kolega, zebraliśmy drużynę i niczym pochód zombi ruszyliśmy na stację. W pociągu te same stare mordy, jednakże nikt nie imprezował. Nocny pociąg z mięsem, tyle że w dzień. Wróciłam szczęśliwa że byłam, ale też że mam to już za sobą a własne łóżko nigdy nie było tak wygodne.

Ostatni Woodstock

Czyli parę Woodstocków później.

Jechaliśmy autem, tym razem z inną ekipą. Znaleźliśmy miejsce w fajnym punkcie, dość wysoko, z przyjemnym widokiem na kawał terenu. Rozbiłam swój ogromny, nowy, komfortowy namiot, 4 osobowy cały dla mnie. Nadmuchałam gruby, wygodny materac, ponadto miałam śpiwór i dodatkowy koc. Drugie buty na zmianę, kurtkę, bluzy, kilka par skarpetek, chusteczki nawilżane, tabletki przeciwbólowe, plastry, latarka, zapasowe baterie, telefon, power banki, ogółem byłam gotowa jak na wojnę.

Ale wojna nie nadeszła.

Tym razem bawiliśmy się raczej we własnej grupie. Wieczorem grzecznie wracałam do namiotu przebrać się do snu. Na żebrajacych o dolewkę browara patrzyłam raczej z politowaniem pijąc za własne pieniążki zarobione w komfortowej pracy biurowej.

Do błota nie wlazłam bo nie chciało mi się marnować zapasowych ciuchów, w pogo byłam, ale na spokojnie.

Jaki z tego wniosek? Nie wiem, zostawiam wam do oceny, niemniej jednak wspomnienia z pierwszego Woodstocku pozostaną we mnie żywe zawsze.

Gruba ryba3piorunów

@Shivaa ło Pani kochana, ale nostalgia mi wjechała xD

Byłem na 5 (albo 6?) woodstockach, rok w rok, piękne czasy. Aczkolwiek polegalem na doświadczeniu mojej dziewoji (dziś żony), która była na jeszcze dwóch brudstokach, zanim się poznaliśmy.

Z ludźmi z ekipy poznanej za pierwszym razem trzymam się do dziś, jeden ziomek jest moim sąsiadem, drugi uratował mnie przed kilkoma mandatami, jako policjant :grinning:

choć na wooda już od ponad 10 lat nikt z nas nie jeździ i nie ma ochoty xD dziś patrzyłbym z politowaniem na to wszystko, ale w wieku 18-25 nie ma lepszego miejsca, aby być na ziemi. To jest niesamowite jakim dobrem i pozytywnym zakręceniem bije ta masa ludzi. Ci, co byli wiedzą, a ci co nie byli nie zrozumieją, bo ciężko uwierzyć, że ponad pół miliona ludzi w jednym miejscu i czasie może czuć do siebie miłość.

Sum2piorunów

Teraz to z dzieciakami się jeździ pokazac im jak wygląda kolorowa Polska i żeby miały tez co wspominać. Poza tym myslę że wyrwanie siez haty jako 18 latek na woodstock to duże jazda bez kontroli daletego wolę to pokazac narybkowi z komentarzem ojca bawiącego się w pogo

Pokaż więcej komentarzy (73)

Lider

w Hydepark

213piorunów

Pewnego dnia odpaliłeś go po raz ostatni, a dziś nie masz nawet napędu w komputerze/laptopie

Fenomen2piorunów

Ci co mieli jako pierwsi wypalarki to robili niezły biznes swego czasu. Chodziło się i umawiało za 15 ziko za płytkę, wypalarkowicze byli jak bogowie naszych playlist i gier.

Twórca1piorunów

@WujekAlien największą (jefyną?) zaletą tego dziada była chwytliwa nazwa.

Cdburnerxp zjadał go na śniadanie pod każdym względem za jedyną słuszną cenę.

Pokaż więcej komentarzy (67)