Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

na_marginesieWirtuoz

Dołączył/a:

  • 13 wpisów
  • 107 komentarzy
  • 0 obserwujących

Kompan

w Hydepark

14piorunów

Mam zagwozdkę. Obecnie jadę na Pixelu 8, ale szczerze mówiąc, dopadło mnie znużenie. "Cukierkowość" i pastelowe klimaty Material You przestały mi siedzieć, szukam czegoś bardziej surowego, spójnego i "premium". W pracy używam MacBooka i bardzo cenię jego jakość wykonania, przez co wpadłem w "efekt halo". iPhone 17 z 120Hz (wreszcie!) wydaje się bardzo kuszący.

Moja strategia to "most": chcę używać iPhone'a w pełnej izolacji od ekosystemu Apple (tylko Bitwarden, Google Photos, Obsidian), żeby w każdej chwili móc bezboleśnie wrócić na Androida.

Pytania do Was:

Czy to tylko kosztowna próba oszukania nudy technologicznej, czy realnie poczuję różnicę w "jakości życia" z telefonem?

Czego w iOS nie przewiduję, a co może mnie ostro poirytować po przesiadce z Pixela?

Wiem, że to 4k PLN, więc nie chcę kupować "drogiego komunikatora do Messengera". Ktoś przerabiał podobny przeskok i nie żałuje?

Pokaż więcej komentarzy (24)

Gruba ryba

w Podróże

39piorunów

Ciąg dalszy poprzedniego wpisu:

https://www.hejto.pl/wpis/urlop-rozpoczety-i-juz-od-rana-pokusy-piwo-urlop

No i stało się, wylądowaliśmy w Korei.

Lecieliśmy trasą Wwa ->Zurich -> Seul.

Pierwszy raz leciałem samolotem długodystansowym, więc jestem mile zaskoczony. Miejsca nawet, nawet. Jedzonko i napoje spoko (jak na catering), tablet zapewniający rozrywkę również swoje zrobił.

Jedną z fajniejszych rzeczy był dostęp do kilku zewnętrznych kamer na samolocie oraz śledzenie trasy wraz z parametrami lotu.

W sekcji rozrywkowej sporo firmowych nowości.

Wybrałem niezobowiązujące kino "Running man".

Dokładam parę fotek z okna - skoro było obok, szkoda byłoby żadnej nie cyknąć.

To głównie przelot nad Alpami oraz brzeg morza czarnego.

Pokaż więcej komentarzy (7)

Gruba ryba

w Hydepark

159piorunów

TLDR: Esencja bólu, ale czuję że z dobrym zakończeniem.

TRIGGER WARNING: Temat dotyczy wykorzystania s. dziecka, a wpis będzie topił się emocjach, jak to u mnie. Nie czytaj jak może Cię to zbyt mocno zoboleć. No nie warto.

63.
Dobra, będzie grubo. Rozmawiałam przed publikacją z partnerem, co on o tym myśli i słusznie stwierdził, że jak już pójdzie to nie będzie odwrotu pod wieloma kątami, więc myślałam, myślałam, myślałam nad treścią, własną motywacją i słusznością mojego działania też uwzględniając Was jako odbiorców, ale jak widzicie jest. Najbardziej intymne wyznanie mojego życia. Uznałam, że skoro i tak wiele już wiecie o mnie, widzicie już prawie cały obrazek moich życiowych puzzli, to warto byłoby otrzymać ten ostatni, tłumaczący dlaczego jest jak jest, albo dlaczego tak było. Sama nie wiem. Zrozumiem jak pójdę u kogoś na czarno, za to wyznanie, jako zbyt mocną psychologiczną przeginkę.

To co teraz zrobie, jest eksperymentem, próbą, nadzieją że to odejdzie. Bardziej dla mnie, bo tutaj nie ma za bardzo o czym rozmawiać. Shit happens. Teraz to co robię, jest aktem dużej dawki egoizmu. Nie zależy mi na piorunach, komentarzach. Wylewam to z siebie trochę Waszym kosztem. Wybaczcie mi, ale potrzebuję tego.
Zresztą też usłyszałam, że jest to na tyle temat tabu w społeczeństwie, że ofiarom ciężko się jest przyznać do takich sytuacji. Ofiarom jest ciężko, nie oprawcom. Wyobrażacie sobie?!
Moja historia już nie będzie tabu. Pi⁎⁎⁎⁎le to.

Przedmowa będzie długa, właściwie już jest, a druga część, k⁎⁎wa druga część będzie raportem- najstraszniejszy z mojego życia.

Będzie to też obraz jak działa cPTSD. Będziecie zrazem obserwować mnie z przeszłości jak i mnie, osobę która pisze ten tekst.

Czy to dokończę, czy utknę, czy znów zakopię? Nie wiem, ale mam dość czucia się wspołwinną temu całemu zdarzeniu. Ten temat Epstaina znowu budzi to uczucie, od którego uciekam od tyłu pierdolonych lat. Próbowałam to olać, szukać sposobów, unikać triggerów, rozmawiać na terapii, nic nie załatwia sprawy. Wszystko kręci i memli się w głowie, szukając ujścia co raz w jakiś abstrakcyjny dla świadomość sposób. Usłyszałam, że dużo osób nie wyznawało swoich doświadczeń, bo sami czuli wstyd, lęk przed byciem niewysłuchanym, lub co gorsza - zostać odwinionym za to, a i tak się zdarza. To jest szaleństwo, sztuka pisana przez kompletnego wariata analfabetę. Przecież to Ty, zostałeś zraniony, powiedz o tym. Wykrzycz! Ale nie, właśnie nie. Masz wrażenie, że to Twoja wina, wina z powodu naiwności. Zasługujesz na to, zasługujesz, zasługujesz...

I to jest ten pierwszy raz gdy odważnie na forum powiem:
ZOSTAŁAM ZRANIONA.
TO NIE MOJA WINA!
TO NIE MÓJ WSTYD!

To historia większości mojego życia w tragedii:

Do 6 r.ż.
Przemoc, bezradność, terror. Brak stabilnych fundamentów, chwieje moją samooceną jak fale dziurawym statkiem, zabierając powoli na dno.

6 r.ż. (najgorszy moment, bez szczegółów, ale przebieg całego zdarzenia może być dla wielu z Was bardzo trudny, dlatego dodatkowo ostrzegam. Jednak warto przeczytać ostatni akapit).

Byłam na podwórku, Boże boli Boże... piszę wbrew sobie, odcinam się od zdarzenia, bo inaczej wracam tam całą sobą. Boli. Dam radę. Wdech, nie moja wina... bawiłam się w osiedlu obok swoich bloków. Grupka dzieciaków, głównie dziewczyny. Pamiętam kolory tamtego dnia. Zdecydowanie za bardzo. Zawołał nas jakiś facet, no to co podbiegłyśmy jak to dzieciaki lat 2000.

Wieki tak daleko nie byłam i tak świadomie jak teraz w tamtej chwili. Ostatnim razem składałam w ten sposób zeznania.

Deklarował że ma małe kotki w piwnicy. Oczywiście, kotki. Długo odpowiadaliśmy że nie, ale tego typu sk⁎⁎⁎⁎syny, mają podłą umiejętność wyłapywania najsłabszych w stadzie i tak, to byłam ja. Za słaba by się sprzeciwić. Odchodziłam z nim i już wiedziałam, że źle postąpiłam, ale nie umiałam zadbać o siebie, tak nie można. Ja nic nie znaczę, ja i moje zdanie.

W tym momencie walczy tak wiele rzeczy we mnie. Palce ledwo trafiają w litery. Wszystko jest powolne, a świadomość rozciąga się jak guma pod wpływem myśli "nie bój się, nie jesteś w niebezpieństwie, jesteś pod kołdrą w dobrym życiu", a "uciekaj, uciekaj, uciekaj, uciekaj z tej piwnicy!!". Dysocjacja, kolejna. Cholera jasna, zawieszam się jakby ktoś się włącznikiem od światła bawił. Z szacunku dla siebie i dla Was, bo nie mogę być tak podła, zachowam elementy ze zdarzenia dla siebie. Uciekając w labiryncie piwnicznych korytarzy bałam się, że na niego natrafię. Znalazłam długie schody w górę, modliłam się aby były otwarte. Modliłam, do wszystkich bogów, których tych, których nawet nie znałam. Schody w mojej świadomości się nie kończyły. Nacisnęłam na klamkę, a światło uderzyło w moja twarz jakbym trafiła do nieba. Wolność! A jednak nie do końca. Pod pewnymi kątami te drzwi, nigdy nie uległy pod wpływem naciśnięcia klamki.

Wróciłam do domu, nie wiedząc co, ale to było złe. Dzieci to czują, nie muszą rozumieć. I pojawił się wstyd, który kazał mi milczeć. Co rodzice powiedzą, będą źli, zawsze są źli. Gdybym mogła, to przytuliłbym siebie z całych sił w tamtym momencie mówiąc jej to, co wiem już teraz.

Tutaj mam w sumie najważniejsze do przekazania dla Was - Ludzi, niezależnie czy to rodzic, czy kontaktu z siostrzenicą:
Uczcie dzieci sprzeciwiania się dorosłym i zdrowej asertywności. Sugestia nie rozmawiaj z obcymi niczego nie tłumaczy. Dzieciaki w pewnym stopniu muszą znać sedno problemu. Ja porozmawiałam, ale to zgoda zadecydowała o moim losie.
I niech ufają Wam, niech nie boją się mówić. Niech nawet nie będą w stanie pomyśleć, że tego nie uniesiecie

Do 17 r.ż.

To był dziwny czas, zawieszony między dwoma rzeczywistościami. Ja istniałam, walczyłam z innymi rzeczami, a z drugiej strony pojawił się lęk przed dotykiem, wybuchy kortyzolu w losowych momentach, samookaleczenia, strach przed innymi, drętwienie, omdlenia, pogarszające się samopoczucie właśnie z jakiego powodu? Wyparłam, ale ciało nie. Przez jakiś czas to było wygodne i wystarczało.

Pierwszym ważnym elementem, jest to że ten sk⁎⁎⁎⁎syn miał wodogłowie. Aż mnie ściska jak widzę i słyszę to słowo. Był charakterystyczny. Spotykałam go niedaleko osiedli z jego mamą- niskorosłął czy jakoś tak. Byli straszni, jak z horrorów o upiornej rodzinie. Zwlasza dla mnie. Poza osiedlem widywałam go w kościele, katolik zjebany. Jak raz go zobaczyłam na procesji, będąc z mamą to wpadłam w tłum niczym w tunel czasoprzestrzenny. I to były takie kadry, tu uciekałam, tu się bałam i tak w kółko. Przypomniałam sobie, nie pamiętałam tego wcześniej, widzę wszystko, gdzie i o jakiej porze. Kiedyś zobaczyłam go między garażami jak przechodziłam, miałam wrażenie że mnie rozpoznaje, lecz on szedł, a ja? Ja walczyłam o życie.

Okazało się że Wielka Głowa, tak go nazwałam (to najstraszniejsze dwa słowa dla mnie, a jak są w połączeniu to automatycznie panika, klik w głowie, napięcie, kręcę wtedy głową, jakbym chciała wytrącić mechanicznie temat), próbował z innymi dzieciakami. Tą samą podłą metodą. Zaczaił się na moją dawną przyjaciółkę. Dowiedziałam się o tym bardzo naturalnie - jak we dwie spierdalałyśmy przed nim i tą jego matką. Powiedziała, że przed samą klatką uciekła, bo się przestraszyła, a ja powiedziałam że też. Też uciekłam. Znów ta złość na siebie, jak mogłam być taka głupia. Ona nie była, a ja byłam. Moja wina. Obie milczałyśmy w tym temacie od tego momentu.

Drugim ważnym wątkiem tego etapu jest to, że do kościoła chodził też inny pobożny chłopak z wodogłowiem. Większym, straszniejszym. Wtedy nie wiedziałam, że boję się dwóch zupełnie różnych osób.

17 r.ż.

Chciałam się zabić, odratowali mnie, potem szpital. W nim jedna dziewczyna, z którą zbudowałam relację zaczęła mi wyznawać, że jakiś chłopak się na nią rzucił kiedyś tam i coś chciał zrobić. Później się z tego wycofała, ale to co zrobiła było kolosalne do mnie. Wybuchłam, ale tak dosłownie wybuchłam płaczem tak wielkim, że rozrywał serce i paraliżował mięśnie. Nie mogli mnie ogarnąć, ja sama nie wiedziałam dlaczego. Mur wyparcia padł. Całe miasto runęło. Null. Chcieli mnie uspać lekami, ale ta szalona dawka adrenaliny była w stanie przeciwstawić się zastrzykom. Czułam się jak Hulk. Chciałam się powiesić, znaleźli mnie. Spędziłam 3 dni w pasach. Na korytarzu. Upodlona. Znowu.
W końcu mogli ze mną rozmawiać. Musiałam opowiedzieć, czułam że nie może być inaczej. Zaprosił mnie psycholog (fun fact: występował w jednym z odcinków "Jeden z dziesięciu") i to rozdarcie, które czułam w trakcie jest nie do opisania. Pamiętam głównie to, że w kółko prosił mnie o spogladanie w oczy jak mówiłam. On facet, ja mówię o tym pierwszy raz, przepotężny wstyd, lęk, a ten w kółko "Spójrz na mnie. Spójrz na mnie". Podnosił za brodę, abym patrzyła. Gdybym mogła to teraz bym go mokrą ścierą za to w łeb strzeliła. Obiecał, że nic nie powie, że to tajemnica lekarska, on chyba musiał sprawdzić czy mówię prawdę. Nie wiem, ale poza tym że było to przykre, to również wkurwiające. Zaprosił mnie parę dni później, mówiąc że musiał zgłosić to do prokuratury. Rzuciłam się na niego, jak mógł, ale za późno. Już poszło. Potem jeszcze jakby ze wstydem dodał, że rodzice też już wiedzą. Mogłabym wtedy go zabić. Zniszczył wszystko co budowałam tyle lat. Ten piękny papierowy zamek, obok wulkanu.

Mama przyjechała do mnie. Ja jak zbity pies, przecież to mój wstyd, lecz moja mamunia przytuliła mnie tak mocno, tak płakałam i powiedziała coś, co tak bardzo chciałam usłyszeć "Dojedziemy tego sk⁎⁎⁎⁎syna". To było ostre i bezkompromprisowe. Na chwilę dało mi to siłę. W końcu.

Mój ojciec też wiedział, ale nie mówił o tym do pewnego momentu.

Po 17 r.ż.

Wróciłam do domu po 3 miesiącach, tzw. ustabilizowana. Nie musiałam długo czekać. Dostałam wezwanie na komendę. Co?! Już tak szybko? Dajcie się trochę pozbierać, odpocząć, pooglądać seriale. Znów muszę mówić, znów facetowi, lecz z większą ilością szczegółów. To było k⁎⁎wa podłe! Kazali mi pokazywać wszystkie miejsca zdarzenia, gdzie robili mi zdjęcia z wyciągnięta ręka mówiącą: "proszę to tutaj mnie zniszczył".
W tym momencie zaczeło występować zjawisko wtórnej traumatyzacji. Wracanie do tych samych miejsc, fizycznie i myślą, przepalało mi styki. Przecież minęło 11 lat od zdarzenia. Zero zaopiekowania psychologicznego. Sk⁎⁎⁎⁎syny, kolejne.

Nawet złapała mnie moja przyjaciółka z dzieciństwa, którą powołałam jako osobę też znająca Wielką k⁎⁎wa pierdoloną Głowę. Cieszyła się, że ruszyłam w sprawie i pamiętam jak powiedziała krótkie i smutne "Czyli Ty nie uciekłaś?". Od tego momentu byłyśmy w tej sprawie razem, tylko z innym balastem.

I tutaj znaczyna się dla mnie najdziwniejszy aspekt ogarniania tej sprawy przez prokuraturę, ale to tyle na ten moment, już nie mam siły na więcej na ten moment. I tak zrobiłam gigantyczny, ale to gigantyczny krok. W dziwny sposób się cieszę, ale to w bardzo dziwny.

Tak jak pisałam wyżej, nie wiem czy wrócę do tego, mam nadzieję że tak, ale to ze względu na to, że chcę zamknąć tę sprawę w treści, a nie tylko w świadomości. Znaczy nie wiem jak to opisać. Ja już tak wiele robiłam w tym temacie, uwierzcie mi, ale tak jeszcze nigdy w ten sposób i liczę, że dzięki temu nie będę już tak boleśnie mptyzowała słysząc o bólu innych zranionych dzieci.

PS Jestem z siebie dumna. Napisałam to, już jest. Nie wyję, nie dysocjuje, nie mam flashbacków. Konwersuje z koleżanką. Tak zwyczajnie.

PS2 Poprawiam tekst, nadal myślę czy to puścić, ale jest łatwiej, lepiej się w tym rozeznać, oswoić. Wiadomo, bez rewelacji, ale chociaż telefon mi nie wyslizguje się z dłoni z powodu przepoconych dłoni. Ciało mniej reaguje, a ciało nie kłamie.

Pokaż więcej komentarzy (57)

Gruba ryba

w Gry

24piorunów

„Battlefield 6” w cierpi na te same bolączki, co poprzednie części.

Medycy z reguły nie podnoszą, nawet jeśli stoją obok Ciebie.


Członkowie Twojego oddziału z reguły nie podnoszą, nawet jeśli stoją obok Ciebie.

Ludzie nie myślą, niestety. Przeciwnik jeździ bezkarnie w czołgu? Zapomnij, że ktoś zmieni klasę na inżyniera, żeby pomęczyć wrogi pojazd bronią przeciwpancerną. Przez to często z kumplami musimy się bawić w strefę zakazu lotów czy biegamy z RPG-ami.

Ludzie nie grają na objective'y. Jest tryb „Rush”, w którym trzeba szturmować wrogie pozycje - co robią ludzie? Stoją na tyłach jako snajperzy. O przejmowaniu flag i innych takich nie wspominam.

Używanie granatów dymnych, żeby zrobić zasłonę? Zapomnij.

Niektóre bronie są lepsze od innych - balans kuleje.


Podobnie jak kuleje balans map w niektórych trybach. Jedna strona ma lepsze spawny, więc ma lepszy start.

Respawny to też śmiech na sali. W różnych trybach („King of the Hill” chociażby) potrafiłem zrespić się na oczach wrogach.

No ale strzelanie jest satysfakcjonujące, gra jest dobrze udźwiękowiona, z kumplami gra się naprawdę przyjemnie. Poza tym dostałem za darmo, więc nie mam co narzekać. ; )

Pokaż więcej komentarzy (21)

Osobistość

w Hydepark

98piorunów

Czy ktoś spotkał się z podobną sytuacją i może mi powiedzieć czy to co się dzieje jest normalne czy może po⁎⁎⁎⁎ne? xD Zmieniłem ostatnio pracę w IT i pierwszy raz w życiu wylądowałem w kontraktowni, czy może bardziej po polsku - w agencji pośrednictwa pracy. Dotychczas zawsze szukałem czegoś w firmach produktowych ale tutaj dostałem dobre warunki: 20% podwyżki względem poprzedniej pracy, gwarancja 100% pracy zdalnej, UoP - czyli wszystko na czym mi zależało.

Wszystko niby miodzio ale od miesiąca nic nie robię xD Ciągle nie zostałem przypisany do żadnego projektu. Nawet żadnych wewnętrznych rozmów rekrutacyjnych nie mam. Gdy pytam się mojego przełożonego o co chodzi to odpowiada, że to norma i "na pewno zaraz coś się znajdzie" xD Więc od miesiąca żeby zabić czas i udawać, że cokolwiek robię, zaliczam te korpo-gówniane kursy o zakazie klepania koleżanek po tyłku, brania łapówek, opowiadania żartów o śniadych kolegach - i normalnie płacą mi za to gruby hajs xD

I w końcu pytanie do osób doświadczonych w tego typu firmach: czy to jest normalna sytuacja żeby długie tygodnie siedzieć na ławce zamiast pracować dla klienta? Szczerze to nie palę się jakoś do pracy i hajs za bezczynność jest generalnie spoko ale obawiam się czy za miesiąc/dwa nie dostanę wypowiedzenia z powodu chronicznego braku projektu xD Mocno się zastanawiam czy nie zacząć szukać innej roboty.

Pokaż więcej komentarzy (40)

Inspirator

w Dyskusje

319piorunów

Kochani, moja ukochana mama zmarła...

jeśli ktoś z Was nie śpi, bądź wita dzień tak wcześnie, niech spojrzy w okno i wie, że ulatuje tam dusza wspaniałej i kochanej osóbki, której braku sobie jeszcze nie potrafię wyobrazić. Zaledwie 71 lat...


Mamo, jestem wdzięczny Ci za wszystko, byłaś najlepszą mamą na świecie!

Pokaż więcej komentarzy (40)

Wirtuoz

w Hydepark

44piorunów

Drogie koleżanki, drodzy koledzy.
Rok temu zamieściłem tutaj ten wpis https://www.hejto.pl/wpis/drogie-kolezanki-drodzy-koledzy-prawie-sie-tu-nie-udzielam-czasem-skomentuje-cos
Otrzymałem wtedy dużo ciepła i dobrych słów od grupy ludzi, których w ogóle nie znam. Dało mi to pozytywnego kopa i świadomość, że na świecie są dobrzy ludzie, mimo wszystko.

Minął kolejny rok z Wami, bo chociaż nie udzielam się tu zbyt często, to jestem tu z Wami codziennie. Dziękuję Wam, że tworzymy tu razem tak pozytywną społeczność, z Wami ten chory świat jest lepszy :)

Chciałbym napisać, że ten rok był super, no ale nie był. Wczoraj dowiedzieliśmy się, że moja żona ma tętniaka. Niby póki co nie powinniśmy się martwić, ale taka informacja to jak strzał w mordę i gdzieś z tyłu głowy będzie obecna każdego dnia. Było też kilka jej pobytów w szpitalu na przełomie całego roku.
Niedawno u starszego syna zdiagnozowano autyzm, co trochę przyniosło ulgę, bo wyjaśniło nam to wiele sytuacji, ale nadal jest to ogromne wyzwanie dla nas, jako rodziców i dla niego, jako człowieka, który będzie musiał radzić sobie jakoś w życiu.
Było też dużo mniejszych i większych zmartwień, ale u każdego przecież takie się znajdują.

Ale żeby nie narzekać, to są też plusy. Kupiliśmy działkę budowlaną i w przyszłym roku zaczynamy budować nowy dom. W styczniu zacząłem nową pracę, z której jestem bardzo zadowolony i pozwoliła mi się odbić zarówno od finansowego, jak i psychicznego dna. Pod tym względem jest super, wszystkie zmartwienia w tym temacie zniknęły. Wróciłem też po trzyletniej przerwie do wędrówek górskich, które kocham i dają mi chwilę na oddech i przemyślenie sobie wszystkich rozterek na spokojnie.

Życzę sobie, aby przyszły rok nie przyniósł żadnych negatywnych niespodzianek, niech będzie spokojny. A Wam wszystkiego co najlepsze w 2026 roku i obyśmy za rok znowu się tutaj spotkali. A kto wie, może spotkamy się kiedyś w rzeczywistości? :)

Cieszę się, że jesteście. Szampańskiej zabawy!

Pokaż więcej komentarzy (9)

Osobistość

w Hydepark

5piorunów

Po ponad dwóch miesiącach mogę się podzielić wrażeniami z użytkowania iPhone 16e. Czy kupiłbym go znów, gdybym wiedział, co sobą reprezentuje? Nie, zakupiłbym używanego iPhone 13 mini albo ostatniego SE, byle byłby niezniszczony, odesłałbym go na wymianę baterii i czyszczenie do jakiegoś sprawdzonego serwisu. I to nie chodzi o to, że iPhone 16e jest zły, jest po prostu duży i nijaki, w dodatku stracił wiele ważnych dla mnie cech, które były obecne w momencie zakupu mojego pierwszego iPhone, modelu 8.

Pulpit w iOS 17 czy teraz 26 jest bezsensownie skomplikowany, kosztem większej (ale wciąż mizernej) możliwości personalizacji. W iOS 13 było prosto, jeden ekran z widżetami, potem wszystkie apki. Żeby posortować je alfabetycznie, wystarczyło wejść w tryb układania ikon, a następnie potrząsnąć telefonem. Może nie intuicyjne, ale proste rozwiązanie. Kiedyś odblokowywałem telefon i już miałem główny ekran, dojście do ostatniej aplikacji wymagało trzy ruchy palcem, teraz jest osiem maźnięć po ekranie. Cóż, wolałem proste rozwiązania. Jedyne miejsce, gdzie mogę usuwać niepotrzebne ekrany, to centrum sterowania, to zrobili dobrze, szkoda tylko, że musiałem ręcznie odtworzyć to, co w starszym iPhone było dla mnie dobre.

Sama bryła telefonu jest nieprzyjemna do trzymania, zaokrąglone krawędzie z iPhone 8 lepiej sprawdzałyby się przy większym i cięższym telefonie. No i zamiana dyskretnego, małego przełącznika trybu wyciszenia na przycisk to pomyłka, do tej pory zdarza mi się mylić głośność z wyciszeniem, również zmiana funkcji przycisku bocznego nie przypadła mi do gustu. W moim odczuciu sam telefon raczej zbliżył się do chińskiej konkurencji, zamiast być dla niej wzorem.

No i to nieszczęsne USB-C, w poprzednim wpisie z pierwszymi odczuciami zostało mi wytknięte, że jestem frajerem, który wierzy w rozwiązanie "premium" od Apple, problem w tym, że sama budowa złącza USB-C względem Lightning, za którym tęsknię, jest gorsza dla tego rozwiązania. Ile kabli Lightning zepsułem przez 6 lat używania iPhone 8? Jeden, ten oryginalny padł po 5 latach. Ile kabli USB-C zepsułem przez te dwa i pół miesiąca? Trzy. Zdążyłem też zarysować obudowę telefonu od wkładania go na ładowarkę, wszak metalowa blaszka, otaczająca wtyczkę, ma tylko 0,15 mm grubości i ostre krawędzie. To się nie mogło zdarzyć ze złączem Lightning, bo miało zupełnie inną budowę. Samo wkładanie wtyczki USB-C do portu okupione jest cichym, ale słyszalnym, nieprzyjemnym pocieraniem plastiku o metal, na koniec słychać tępe stuknięcie. Po podpięciu wtyczki, czuć wyczuwalny luz we wszystkich kierunkach. W ósemce nawet po kilku latach, wsuwanie wtyczki w gniazdo było dużo przyjemniejsze, w końcu w gnieździe były ślizgi, które minimalizowały tarcie metalowego odlewu, a jeśli gniazdo było czyste, to cała operacja zakończona była przyjemnym kliknięciem, stąd złącze było luźne tylko w jednej płaszczyźnie. Czy zauważyłem jakieś zalety, względem portu Lightning, na przykład jego szybkość czy dostępność miejsc, w których mogę naładować telefon? No nie, dalej pliki przesyłam bezprzewodowo, a sam telefon ładuje tam, gdzie do tej pory, w samochodzie i przy łóżku. Za to mogę tam naładować też chińską latarkę, to jedyny plus. Oczywiście, złącze USB-C daje mi możliwość podłączenia do telefonu dwóch monitorów i machanie na nich dwoma myszkami, tak jak ktoś mi wytknął pod poprzednim wpisem, ale nie jestem typem człowieka, któremu staje na myśl o tym, że mogę tak zrobić.

Podsumowując - Apple wypłaszczyło swój pogląd na to, jak powinien wyglądać telefon, by zgarnąć dodatkowe kilka procent rynku. Ciekawe czy będzie to warte utraty tych kilku procent użytkowników, którzy wybierali te telefony, ze względu na ten charakterystyczny design? Zobaczymy.

Osobistość0piorunów

@aarahon A co byś polecił na następce iPhona 11. Żona bardzo chce właśnie IPhona z usb-c bo ma dosyć latania z jednym kabelkiem, kiedy wszystko ładuje z drugiego kabelka usb-c

Pokaż więcej komentarzy (13)

Fanatyk

w Hydepark

98piorunów

Ale bym sobie pograł w takie stare Wormsy. Mój ulubiony ruch to podejść do innego robaka, strzelić go z bejsbola tak aby wyleciał do wody :grinning:

Drugi ulubiony to wezwanie napalmu bądź air strike, przez to moja młodsza siostra nauczyła się aby wkopywać się robalami w ziemię 😉 Z kolei najgorszym doświadczeniem było wpakowanie się niechcący na minę - najgorzej jak poziom wody był wysoki i się tonęło.

Ehh i jeszcze te śmieszne animacje przed odpaleniem gry, chyba w Wormsach dwójce.

Fanatyk6piorunów

Pochwalę się bo kiedyś byłem w czołówce graczy w PL w wormsy, wwp dokładnie, grałem mecze ligowe z najlepszymi na świecie, założyłem nawet swój klan. Ta gra jest o wiele bardziej zaawansowana niż się większości wydaje.

Pokaż więcej komentarzy (18)

Wirtuoz

w Hydepark

132piorunów

Pozdrawiam z mojego ulubionego miejsca.

Gruba ryba7piorunów

Od małego, jak tylko go zobaczyłem po raz pierwszy, tak do dzis nazywam ten budynek domkiem Muminków i nic tego nie zmieni :)

Pokaż więcej komentarzy (24)

Fanatyk

w Hydepark

72piorunów

* Wybierz się na urbex do opuszczonego lub zapomnianego miejsca

Zapal świeczki i obejrzyj swój ulubiony film*

* Ułóż jesienną playlistę piosenek

Co prawda nie film, bo nie miałam na nic weny, ale The Office jako coś, co mogę oglądać w kółko i nigdy się nie nudzi :grinning:

Fajno, bo wymusiłam na sobie, aby znaleźć chwilę na tego typu rozrywkę w ostatnim zapierdzielu. Było milutko 😊

Pokaż więcej komentarzy (17)

Lider

w Książki

34piorunów

1475 + 1 = 1476

Tytuł: Schronisko, które przestało istnieć

Autor: Sławek Gortych

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie

Format: książka papierowa

ISBN: 9788327162144

Liczba stron: 363

Ocena: 5/10

Licznik : 12/12

Maksymilian Rajczakowski, młody stomatolog, wybiera się w Karkonosze, przy odwiedzić schronisko swojego stryja, który zakupił je kilka miesięcy temu, a następnie tragicznie zginął w niejasnych okolicznościach. Po przybyciu na miejsce odkrywa, że wuj poświęcił dużo czasu na badanie dramatycznych wydarzeń z przeszłości, wokół schroniska kręcą się różne osoby o nie do końca jasnych intencjach, a sam zaczyna otrzymywać anonimowe pogróżki.

Po książkę sięgnąłem zaciekawiony bardzo pozytywnymi recenzjami na które natrafiłem w sieci. Dodatkowo przemawiała do mnie lokalizacja powieści, która jest dla mnie krainą dzieciństwa, gdzie spędzałem niemalże każde wakacje, a każde z opisywanych miejsc miałem przed oczyma w trakcie czytania, przypominając sobie jak sam je odwiedzałem. Niestety, ale sama książka jest dla mnie kolejnym seryjnym kryminałem - poprawnym, solidnym, ale wtórnym względem innych powieści, których na pęczki wychodzi ostatnimi laty. Można, ale nie trzeba.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Wirtuoz3piorunów

@bori też przeczytałem stosunkowo niedawno, teraz jestem w trakcie czytania drugiego tomu i mam wrażenie, że jest ciut lepiej. Skusiłem się na książkę, bo jestem fanem kryminałów, a Karkonosze znam już jak własną kieszeń, więc było to coś dla mnie. Niestety miałkie dialogi i płasko napisane postacie to dla mnie największa wada tej powieści. Sam pomysł dobry, ale wyraźnie brakuje tu warsztatu pisarskiego. Mimo wszystko czytało się to przyjemnie, ale przewidywalność i wyżej wymienione dwie wady zabiły mój zachwyt i ciekawość, które towarzyszą mi często w trakcie czytania książek.

Pokaż więcej komentarzy (7)