TagujtoMocarz
9piorunów
TagujtoMocarz
9piorunów
ArmandoNumber5Gruba ryba
12piorunówJuż nie będzie bojowonastawionejowcy jako moderatora jutro. Pożegnanie bojowonastawionejowcy z moderowaniem Hejto... Dwa razy moderator: tysiące otagowanych wpisów, kilkuset zbanowanych trolli, jeden ma dalej gacie brązowe... Kilka lat moderowania. Fenomen moderatorski. Powtarzalność sukcesów przez lata, przez dekadę, a przecież pierwsze banowania na Hejto rozpoczął tu, na tej stronie, jako dwudziestoparolatek i było to przecież z milion lat temu. Coś niewiarygodnego! Codziennie siadaliśmy, jak do telenoweli, żeby zobaczyć komu przypędzlował banhammerem. Fenomen soocjologiczny! Ileż rzeczy można było mu przypisać podczas tej kariery? Że można w życiu wygrać ewidentnie bez układów. Że jest człowiekiem rzetelnym, solidnym, posłańcem wielkich wiadomości, wielkiej nadziei. Zaczynał jako moderator kryzysowy, który miał nas prowadzić jako ambasador wspaniałego skoku cywilizacyjnego do Internetu. Fenomen społeczny. Przecież my, dzięki hejtonews, żyliśmy życiem zastępczym. Był powodem ogromnej zbiorowej radości. Dał nam wiele. Bardzo wiele... Mam nadzieję, że z tych starych dziadów, którzy dzisiaj mają aspiracje, którzy oglądali Maksyma na Hejto, jak Mistrz Pędzla Dziwen, który powiedział, że Owcen go natchnął. Że uwierzą, że nie zmarnujemy tego fenomenu, jaki się stworzył przy przeglądaniu Hejto. Tego fenomenu popularności - 122 obserwujących, rekordowa widownia, kiedy banował Wyrocznię. 32 przeszło tysiące komentarzy. Ten jego ostatni wpis. To jego ostatnie banowanie i ta wielka radość nas, ludzi, którzy go oglądaliśmy. Państwo przed ekranami krzycząc, pisząc... Ja także krzycząc, pisząc... Po prostu... Było pięknie i coś się niewątpliwie zamknęło, ale miejmy nadzieję, że w moderowaniu będzie jakaś próba kontynuacji. Owcohammera już nie będzie nigdy. Natomiast ważne, żeby były sukcesy na Hejto i żeby coś po Maksymie trwałego, bardzo trwałego, zostało. Dziękujemy Ci bardzo, Maksym! Dziękuję Państwu. Do usłyszenia.
#owcaspam #pdk
AkmanTwórca
4piorunówCiekawe jak sobie poradził w życiu, co teraz porabia Dawid Pasieka.
:thinking_face:

DziwenGURU
82piorunów@entropy_ przez wzgląd na stare, odznakowe czasy. XD
*
#perypetiedziwena #czerstwyhumor i po takim czasie to chyba już #pdk #kiedystobylo #dziwenrysuje
Swojo drogo dodanie ziarna trochę podnosi jakość rysunku w moich oczach. Nie doceniałem tej opcji przez lata. XD

roadieGruba ryba
28piorunów
Yes_ManLider
34piorunówJest po 22:00 można znowu straszyć Tomeczki. Łysy lubi poziomo #pdk

4pietrowydrapaczchmurGruba ryba
11piorunówTo wstyd że pokojowa nagroda Nobla nie została wręczona Benjaminowi Netanjahu.
W końcu NIKT nie robi tyle co on dla pokoju na bliskim wschodzie.
Jak juz wybije wszystkich pelestyńczyków to będzie tam pokój po wsze czasy.
Zakładając oczywiście że do tego czasu Izrael będzie sie mieścił między dwoma rzekami.

peposlavFanatyk
7piorunówRodzice nastolatków!
To jest już pewne!
Mam wiarygodne informacje odnośnie tego co ma się wydarzyć JUTRO i POJUTRZE!
Informacje o tym wysłałem już do odpowiednich służb.
Nie posyłajcie jutro i pojutrze dzieci do szkół!
Trzymajcie się i dbajcie o swoją progeniturę!
Jak będziesz sobie tak jajcował to chociaż nastaw sobie budzik przed 6 żeby się ubrać przed odwiedzinami bagiet
peposlavFanatyk
34piorunówRodzice nastolatków!
Mam wiarygodne informacje odnośnie tego co ma się wydarzyć dzisiaj!
Informacje o tym wysłałem już do odpowiednich służb.
Między pierwszą, a ostatnią lekcją odbędą się zajęcia z matematyki!
Jeśli możesz - zostaw dziecko w domu! Niech liczy na Ciebie!
Być może Twoje dziecko dziś spotka W-F!
Trzymajcie się i dbajcie o swoją progeniturę!
Moja dostała pistolet na ciepły klej, sklej to!
@peposlav No i pudło, jesteś niewiarygodny!
fadeimageoneFanatyk
14piorunów
no chyba nie za bardzo #lagadyga
CinkciarzFenomen
14piorunówŚroda - Snuja powraca
Noc mija przy dźwiękach wspólnego chrapania. Wstajemy niespiesznie. Mamy w pakiecie śniadanie, więc zbieramy się do hotelowej restauracji. Sympatyczna kelnerka - ta sama co wieczorem (oni tu śpią, czy jak?) - przynosi menu śniadaniowe, ale wszystko podane cyrylicą. Używamy tłumacza Google, ale co to jest na przykład kaszkawał albo jajka Pokemona??? Ostatecznie wszyscy biorą jajecznicę z szynką, serem i grzankami. Na szczęście kawa z automatu jest no limit.
Przy śniadaniu K. mówi, że podjął decyzję i musi się zregenerować - dostał w kość i nabawił się kontuzji. Tu jest idealne miejsce, żeby odpocząć dzień dłużej, a do nas ma dołączyć pojutrze. Ogarniamy bajzel w pokoju, wszystko po kolei znika w sakwach, aż nie zostaje nic.
Wychodzimy, zapinamy wszystkie paski, krótkie "powodzenia" i ruszamy.
Przelatujemy przez miasteczko (na okolicznych plakatach Giro d'Italia - naprawdę jechali tędy?) i skręcamy w stronę pól. Ja jadę na końcu, bo z nas trzech jestem najwolniejszy. Nie chcę ich spowalniać, bo wiem, jakie to męczące jechać za kimś wolniejszym. Chłopaki odskakują swoim tempem, a potem w jakimś miejscu na mnie czekają. Doganiam ich, chcemy ruszyć dalej, ale Kove P. coś nie chce odpalić - rozrusznik ani drgnie. Najpierw pchamy, odpala, ale zaraz gaśnie. Zmęczeni pchaniem zapinamy go do drugiego motocykla na hol. Znów odpala i gaśnie. Za chwilę jednak rozrusznik zaczyna gadać jak powinien, a piec startuje. Voodoo jakieś.
W międzyczasie podjeżdża dwóch starszych panów na czerwonych Africa Twin. Chyba też będą robić ten kawałek TET, który my robimy dziś - to byliby pierwsi motocykliści, których spotykamy. Przedwczoraj był jeszcze tylko jeden pieszy turysta na szlaku, a poza tym nikt!
No dobra, to w góry!
Jedziemy lasem. Widać, że w nocy padało (akurat jak spaliśmy w hotelu 😁), coraz częściej pojawiają się strumyki, kałuże i błoto, a nawet dwie konkretne rzeczki, które musimy przejechać. Zastanawiam się, co będzie dalej, ale jakoś to idzie. Jadę swoim tempem, czyli na końcu, jak prawdziwy Kapitan Snuja #pdk :slightly_smiling_face:
Na konkretnej już wysokości wpadamy na wąziutki asfalt, a za chwilę jacyś mundurowi otwierają nam szlaban bez pytania, chyba nie wyglądamy jak sabotażyści. Jeszcze kilkaset metrów i widzimy ogromne jezioro, a w zasadzie zalew - Belmeken. Został utworzony dla największej bułgarskiej hydroelektrowni i wygląda nierealnie tu, między szczytami, na wysokości prawie 2000 m n.p.m. Znajdujemy miejsce niedaleko brzegu i robimy popas. Konserwy, liofile, przekąski i cisza. Można tu siedzieć bez końca i patrzeć na otaczające szczyty, po których wędrują cienie rzucane przez rzadkie chmurki w jesiennym, ale bardzo ciepłym słonku. Powietrze na tej wysokości jest za to dość zimne - nie chciałbym tu być przy gorszej pogodzie.
Kończymy popas, wsiadamy na kozy i ruszamy. Mijamy dziwne, jakby niedokończone bloki z cegły, których część jest prowizorycznie zaadaptowana i zamieszkana :face_with_raised_eyebrow: Niepokojąco to wygląda na tej wysokości i w tym miejscu. Nie pierwszy i nie ostatni raz będę się dziwił, jak tu ludzie żyją.
Jedziemy w dół. Droga jest prosta i przewidywalna, można ją przejechać samochodem (jeśli go nie lubisz), ale trzeba się mieć na baczności, bo leży na niej dużo luźnych kamieni, a z jednej strony ciągnie się strome zbocze w dół. Co jakiś czas drogę przecinają wiszące w poprzek ogromne pnie drzew, zazwyczaj da się pod nimi przejechać, a te które były za nisko zostały już pocięte. Ciekawe czy te drzewa spadają np. tylko np. przy wichurze czy zupełnie losowo :upside_down_face: Przed sobą widzę ogromny masyw ze skalnymi filarami - aż muszę stanąć i zrobić fotkę. Tradycyjnie już dzisiaj jadę sam z tyłu.
Mijam tablicę z napisem "Park Narodowy Rila", więc podjeżdżam poczytać. Otóż jest tu m.in. zakaz poruszania się quadów i skuterów śnieżnych, a motocykle... mogą parkować tylko w oznaczonych miejscach 😆 Tak w ogóle w Bułgarii legalne jest poruszanie się motocyklem po wszystkich oznakowanych szlakach, a w parkach po wybranych drogach, takich jak ta nasza. Gdzieniegdzie mijam jakieś zabudowania dla turystów, ale nikogo nie ma - może już po sezonie?
Doganiam chłopaków akurat pod tymi skałami wystającymi ze zbocza nad nami. Po raz kolejny mam kilka chwil na zachwycanie się widokami, jakie ten kraj ma do zaoferowania.
Niedługo potem zaczyna się asfalt, którym zjeżdżamy do cywilizacji. Na stacji zalewamy osiołki, bo plan na dzisiaj przewiduje spanie w dziczy z dala od cywilizacji. No to ruszamy znów w górę - chłopaki przodem, a Snuja stara się nadążyć.
Ale zaczyna się dziać coś, czego się nie spodziewałem. Coś kliknęło, przeskoczyło w mózgu: jakaś zapadka, jakieś nowe połączenie. Otóż żre! Trasa jak bajka, wszystko działa jak powinno: zjazdy, podjazdy, piaski, kałuże. Lecę jak nigdy, zapinam wyższe biegi, przeskakuję nad koleinami i robię zakręty "po bandzie". Kiedy jadę w zakręcie "na przeciwwagę", coraz spokojniej reaguję na uślizg koła, a nawet zaczynam go używać. Nie wiem, czy to trasa mi tak siadła, czy jednak czegoś się nauczyłem, ale ubaw mam niesamowity! Kiedy doganiam tych dwóch bandytów, puszczają mnie przodem i przez jakiś czas Snuja prowadzi, a reszta (ponoć) się nawet nie nudzi :grinning: Leśna droga, którą jedziemy, dostarcza mi dużo zabawy i emocji, są rozjazdy (jak w NFS :grinning:) i czasem wylosuję ten z największą kałużą, co chwila szybkie decyzje czy zwolnić, czy skakać przez muldy, a czasem wpadam na pełnej... w jakiś zeskok czy inną niespodziankę - ale cały czas panuję nad tym co się dzieje. W ten sposób mija jakieś 55 km, zmęczeni, ale zadowoleni, docieramy do naszego miejsca noclegowego wcześniej, niż planowaliśmy. Dzisiaj ani razu nie podnosiłem maszyny z gleby! Decyzja: jedziemy dalej, do miasta na zakupy, a potem się zobaczy.
Wyjeżdżamy z parku i znajdujemy się na jednej z gór zachodnich Rodopów, które całym pasmem otaczają ogromną dolinę rzeki Mesta (Места), która płynie stąd do Grecji (granica jest jakieś 15 km od nas). Jest to gigantyczna równina, na której wszystkie miasteczka widać jak na dłoni, a po przeciwnej stronie słońce razi w oczy zza samych wierzchołków gór.
My natomiast patrzymy na najbliższe miasteczko, które wygląda jak nic, co do tej pory widziałem - Kowaczewitsa (Ковачевица). Domki posiane na zboczu góry, zbudowane z drewna i kamienia, wyglądają jak starówka jakiegoś starego grodu, z wąską kamienną uliczką, wzdłuż której ludzie siedzą w grupach i spędzają ze sobą czas. Widzę nawet babuleńkę w tradycyjnym stroju - niesamowity klimat. Później czytam, że ze względu na ten wygląd nakręcono tu wiele bułgarskich filmów - wygooglajcie sobie. Robimy zakupy w sklepie i odjeżdżamy pozdrawiani przez grupę mężczyzn rozmawiających przed wejściem.
Udajemy się przez nizinę na zachodnią stronę. Kawałek drogi krajowej (zdążyłem się już odzwyczaić od aut na mojej drodze :slightly_smiling_face:) i ładujemy się znów pod górę, z dala od ludzi. Po zaledwie kilku minutach znajdujemy łąkę z cudownym widokiem na góry, z których przyjechaliśmy, oraz na miasta w dolinie, a pod drzewami leżą sterty suchych gałęzi. No lepiej się nie da, więc rozbijamy namioty i robimy kolację.
Zmierzch zastaje nas przy ognisku. Patrzymy, jak zapalają się światła w dolinie. Rozświetla się też jakieś sanktuarium wysoko na górze nad nami, podczas gdy żółty księżyc wyłania łysy łeb zza gór. To będzie piękna noc.

@Cinkciarz ale wiesz, że możesz zrobic artykuł zamiast wpisu i wtedy na⁎⁎⁎ać tam mnooostwo zdjęć pomiędzy tekstem. Przyjemnie się czyta, super wyprawa ale ciągle czzuję zdjęciowy niedosyt!!! Wincyj zdjęć kurła!! :grinning:
Yes_ManLider
54piorunówDobra, jest już późno więc można straszyć ludzi. Barber odbyty, klasyczne pozdro dla @Opornik i @Sweet_acc_pr0sa #pdk
Na glacy Proraso gdyby ktoś nie pytał 😉

Siema Kilroy
Benis
mannorothLider
42piorunówW nawiązaniu do moich przemyśleń mieszkaniowych zawartych w poniższym wpisie, chciałbym pociągnąć temat i opowiedzieć Wam historię sprzed bodaj 6 tygodni.
We wspomnianym okresie wybierałem się do szwagra żeby mu pomóc w pewnym temacie przy domu. W związku z tym wiele razy gadaliśmy przez telefon i zdążył mi napomknąć, że jego dalsza kuzynka ostatnio dużo pyta jego rodziców a naszych teściów o to jak mieszkamy, gdzie mamy dom, ile pokoi itp. Ledwo ją znam, na ulicy bym nie poznał, pewnie widziałem ją na jakichś rodzinnych imprezach, w każdym razie nie na naszym i nie na jej weselu, bo bym ją pamiętał. W każdym razie szwagier mi to powiedział, i dorzucił:
-Szwagier, jej córka idzie na studia u Was w mieście, także ja nic nie mówię, ale matematyka robi się sama :smiley:
Wybrałem się do szwagra, który ma chałupę relatywnie blisko teściów. Teściowa do mnie zadzwoniła że muszę wpaść na obiad i po pomidory (no kurła proste, po pomidory to bym z buta przez Saharę poszedł). Super, fajnie.
-A no i Ania, pamiętasz, gadałeś z nią 12 lat temu na festynie jak piłeś piwo z wujkiem Staśkiem, wujek Stasiek to ten co go potem Kazik w Małochwieju traktorem potrącił koło starej mleczarni co ją Oborniak....
-Dobradobra, tak tak, pamiętam.
-No to Ania się koniecznie chce z Wami zobaczyć, to jak u nas będziesz to ona przyjdzie.
No tak, jasne. Ale niech będzie, info od szwagra to pewien as w rękawie. Po ogarnięciu tematu u szwagra pojechałem do teściów na kawę, pozbierałem sobie pomidorów, no i przyjechała kuzynka. No ni ch.. bym jej nie poznał na ulicy, po prostu obca dla mnie osoba. Weszliśmy do domu, gadamy, co tam jak tam, no i w końcu pada nieuchronne:
A(Ania): A bo wiesz, Zosia to się "do was" na studia wybiera...
No tak, to było do przewidzenia. No to as w ruch i atak prewencyjny:
M(mannoroth): Oooo, to już stancji trzeba szukać, bo zaraz wszystko będzie pozajmowane.
Zawieszka Ani i milczenie spowodowane wybiciem jej z planowanego przebiegu konwersacji było potwierdzeniem podejrzeń szwagra co do intencji spotkania tudzież wytłumaczeniem nagłego zainteresowania rozkładem naszej chałupy.
A: Aha...Ahaa...
Udaję głupiego i ciągnę farsę dalej:
M: Mówię Ci, zaraz sama drożyzna zostanie albo jakieś klitki na obrzeżach. A szukaliście już coś? Jak coś to mogę podpowiedzieć gdzie najlepiej, w końcu to moje miasto hehe.
Dopijam kawusię idę włączyć czajnik, wracam.
A: Aha, no wiesz, bo my to nie wiemy gdzie najlepiej, tak u kogoś po kątach to słabo... A ciocia (tj moja teściowa) to coś mówiła że Wy ileś tam pokoi macie...
No mamy. I ch z tego? Udaję dalej że nie wiem o co chodzi.
M: No ale my nie prowadzimy wynajmu.
Ania oczy w słup, no i zaczynają się nieudolne guilt tripy tudzież dowody anegdotyczne...
A: A wiesz, mój Wiesiek jak w Niemczech pracował to u ciotki półtora roku mieszkał i problemu nie było...
M: Mhm. Zrobić Ci herbaty? Bo ja sobie zrobię.
Odpowiedziała mi cisza, taka sama jak jej na tą bezwartościową z mojego punktu widzenia opowieść o rodzinnej solidarności za granicą.
A: A nie dało by się żeby Zosia trochę u Was pomieszkała?
M: Co to znaczy trochę? No i w jaki sposób? U nas nie ma warunków do najmowania pokoi.
Słowo najem, wiążące się z odpłatnością, padało tylko z moich ust. Nie bez przyczyny. Pomału wywieranie presji, jakkolwiek nieudolne, zaczęło mnie nużyć:
A: Jakieś biurko by się znalazło...
M: Nie no, zaraz, my mamy wszystkie potrzebne meble. Jeżeli jest potrzeba przyjechać, posiedzieć parę dni, poszukać lokum, to nie ma problemu, zapraszam, pojeżdżę razem z nią, coś poszukamy i pooglądamy. Ale o ładowaniu się z całym mandżurem czy meblami mowy nie ma.
No i akt rozpaczy:
A: No... To ja nie wiem, czy ona na te studia pójdzie!
Piłeczka do pustej bramki. Z chłodnym uśmieszkiem:
M: No chyba jak składaliście papiery, to nie zakładaliście że będzie u nas mieszkać?
Cisza.
M: Jak jest potrzeba żeby poszukać mieszkania, to zapraszamy, nie ma sprawy.
A: No tak, tak, pomyślimy.
Widzę wyraźnego focha, pogadaliśmy przez kilka chwil o d...e Maryni no i sobie poszła pogadać z teściową na dworze, jak wyszedłem to już jej nie było. Po powrocie do domu powiedziałem o tym różowej, to się popukała w głowę, że w ogóle co to za pomysł. Ona sama praktycznie kontaktu z tą kuzynką nie ma, a jej córki to od 10 lat nie widziała na oczy. Tak, wiem, widziałem filmy z dorosłym facetem i 19stką pod jednym dachem #pdk , ale nie mam takich potrzeb :smiley: Za to w ogóle nie ogarniam, jak można było uznać, że mamy jakiś obowiązek czy uznamy za normalne, żeby kogoś gościć przez 5 lat? Zapytam w ankiecie, choć zluzuję kryteria "bliskości".
#gownowpis #przemyslenia #mieszkanie #studbaza
Wyobrażacie sobie gościć kogoś przez 5 lat u siebie w domu/mieszkaniu zakładając, że macie ku temu warunki np. osobny pokój?
270 głosów
Wytrzymałem kiedyś parę miesięcy z siorką i parę z mamą. Nigdy więcej.
Kurcze, taki plan był doskonale przygotowany, tyle osób zaangażowanych, a Ty się bezczelnie nie wpisałeś w scenariusz... Miałeś być niańką, sponsorem lokum, może i wiktu, opiekunku, a Ty bezczelnie nie dałeś się wpierdolic na minę... Jak mogłeś, miałeś odciążyć kuzynkę, której nie znasz
CzokowokoGruba ryba
21piorunówWłaśnie widziałem pod Biedronka jak matka z córką wysiadły z nowego Audi i niosły butelki do butelkomatu. Ja pi⁎⁎⁎⁎lę kupiły nowe auto, a musiały jak zwierzęta je nieść. Upodlenie człowieka postępuje..
Myślałem że ludzie zabiorą te butelki od nich a tu nic.. Chryste Panie, ten kraj nie ma przyszłości. Jeszcze potem sobie pewnie ręce ubrudziły i musiały w nowym samochodzie (pisałem że nowy i drogi?) dotykać kierownicy.
Zrobili z ludzi śmieciarzy..
😉
Czy to nie to samo co juz dzis latalo na wykoppeel?
@Czokowoko Błagam powiedz chociaż że miały oderwane nakrętki.
KlamraGURU
15piorunów#justhejtothings #grog #pdk @bojowonastawionaowca (° ͜ʖ °)

@Klamra eeeeeee w sumie fakt, dziękuję xD jutro będzie
zapomniałem po tym, jak problem sam się wyeliminował xD No ale warto będzie żebyśmy wspólnie ustalili podejście na przyszłość
Parsknięte xD
niebylemOsobistość
13piorunówMam jakiś inwazyjny gatunek grzyba na swojej działce. Jak chodzę to muszę uważać żeby nie wdepnąć, łażę z wiadrem i zbieram ale nie wiem jak sobie z tym poradzić ¯\\(ツ)/¯
Musiałem dokupić wczoraj bułki tartej i jajek XD Normalnie te które jeszcze nie rozwinęły się ładnie zostawiam i wracam za 2-3 dni na zbiory. Teren ogrodzony to nawet tabliczki z rezerwacją nie trzeba #pdk

Jaka Bułka? Tylko mąka, jajko, sól
Rozdeptuj. To purchawki.
Nie zbieraj.
RagnarokkGURU
15piorunówI tak sie zyje na tej wsi

mannorothLider
109piorunówNa podstawie zebranych doświadczeń, moich i cudzych, w ostatnich miesiącach, chciałbym się podzielić kilkoma doświadczeniami "mieszkaniowymi" i jednocześnie zapytać Was o opinię. Historii jest kilka i postaram się je rozłożyć na kilka dni. Mają różny stopień ładunku emocjonalnego, który postaram się stopniować. Dzisiaj wrzucę temat, który był chyba taką kroplą, która przepełniła czarę a wydarzył się w miniony weekend i mnie uruchomił. Ale zacznę od postawienia pytań:
Jak jest z dostępem do Waszych domów/mieszkań? W jaki sposób organizujecie odwiedzanie Was przez rodzinę lub znajomych?
Do minionego weekendu szykowaliśmy się od kilku ładnych tygodni. Zaprosili nas przyjaciele, bliscy nam ludzie, z którymi niestety widujemy się rzadko - mają nawał pracy i innych obowiązków. Kilka tygodni temu zaprosili nas na cały weekend u siebie pod miastem - sielaneczka, piękna chałupa, ogród, grill, pożegnanie lata no i jeszcze inna okazja, ale mniejsza o to. Mieliśmy taki luksus, że koleżanka zabrała nas z domu i w niedzielę miała odwieźć. Luksus. Sobota, pora obiadu, ja z kumplem delikatnie napoczynamy szkocką i wspominamy, koleżanka szykuje obiad, moja różowa jej pomaga. Dostaję telefon. Wujek:
-No cześć, będziemy u Was za jakieś pół godziny.
No tak k...a. Jak zawsze. Po co zaproszenie, po co uprzedzać. Koleś, który ma do mnie niemal 2 godziny jazdy informuje mnie łaskawie, że będzie za pół godziny w moim domu. Tyle razy prosiłem, i nie tylko jego, pół żartem pół serio - uprzedzaj, zapowiadaj się. To samo miałem z rodzicami, którzy kiedyś potrafili mi zadzwonić domofonem do mieszkania, że byli na spacerku i wpadają na kawę - np. w sobotę rano, jak leżę nieprzytomny, a mieszkanie na przyjmowanie gości średnio się nadaje. Bo moi rodzice są nauczeni, że się do nich wchodzi jak do siebie, tak samo jak do moich dziadków na wsi - tam nikt drzwi nie zamykał, sąsiad, listonosz - wchodzili jak chcieli. A dla mnie to nie jest normalne. Mi się w głowie nie mieści, że można kogoś informować, że zaraz się u niego będzie mając w poważaniu jego czas, prywatność i plany. Teściowie? To samo. Wpadli kiedyś do nas w niedzielę na obiad i byli zdziwieni, że nie bardzo mamy ich czym przyjąć - musiałem zasuwać po pizzę xD
Jakoś na przestrzeni lat udało się wypracować, że jednak rodzice do nas dzwonią, zanim do nas wpadną. Nie wiem, co Wy na to, ale według mnie, niezależnie od stopnia pokrewieństwa, tak powinno być. Ale wujo wie swoje...
Jw, będziemy u Was za jakieś pół godziny. Kręcę głową z niedowierzaniem i krótko i na temat odpowiadam:
-Nie ma nas.
-O! Słyszę wielkie zdziwienie w głosie, bo kto to widzioł, żeby w sobotę po południu nie być w domu. A gdzie jesteście?
-U znajomych pod miastem, wyjechaliśmy na weekend.
-A.... Bo wiesz, na kawę chcieliśmy wpaść, i cośtam mi w komputerze trzeba zrobić.
-Mhm, no lipa... Darowałem sobie komentarz, że jakby zadzwonił przed wyjazdem, to by sobie oszczędzili jazdy, ale wujo wie lepiej.
-To gdzieś za ile możecie być?
KURAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA! No pie*ony, wiem, że żyje w innych normach społecznych i za słuszne uznaje tylko te, które wyznaje sam, ale to było przegięcie pały. Mamy wszystko rzucać, olać, że kumpela się szykuje z obiadem, tylko wracać do domu. Nope.
-Nie możemy być, bo po pierwsze nawet nie mamy samochodu, a po drugie zaraz siadamy do obiadu.
Koleżanka się przejęła, że przecież może nas zawieźć jak coś pilnego, ale zacząłem spieprzać ze słuchawką i machać ręką, byle tylko wujo tego nie usłyszał xD
-A to ja mogę po Was podjechać.
-No nie, wujek, nie. Wracamy jutro wieczorem.
-AHA!
Pretensja w głosie słyszalna, ale mam to gdzieś. Pozwoliłem sobie na delikatnego prztyczka:
-Także następnym razem tylko zadzwoń wcześniej żebyśmy w domu byli, hehe #pdk
Różowa się przejęła, że może to coś pilnego, ale nie. Rozmowa się skończyła, niesmak pozostał, ale go spłukałem 😉
Ja wiem, że kiedyś było inaczej, ale ja nie żyję kiedyś tylko teraz i mnie nie obchodzi jak mi mama opowiada że kiedyś sąsiad do sąsiada to bez pukania wchodził a teraz mi opowiada jak to do niej koleżanki wpadają bez zapowiedzi, ale co mnie to? Nie znam ludzi z mojego pokolenia, u których by to w taki sposób funkcjonowało. A jak Wy uważacie?
#przemyslenia #mieszkanie #dom #niewiemjaktootagowac #gownowpis
W jaki sposób przyjmuję gości?
495 głosów
Brakuje opcji: Niech znajomi wpadają kiedy chcą, a rodzina niech się zapowiada xD
Absolutnie nie masz prawa mieć do siebie pretensji, miałeś plany i je realizujesz, to Twoje prawo. Nie masz obowiązku siedzieć w domu i czekać na kogokolwiek niezapowiedzianego, z kim się wcześniej nie umawiałeś. Jakbyś był w Zimbabwe, to też by wujo się wkurzył? Albo podjechał po was? Czasy się zmieniły, Ty masz swój dom ze swoimi zasadami i oni mają ich przestrzegać, a nie naginać je do swoich zasad. Jesteś dorosły, Twój czas jest Twój i niczyj więcej
ZielczanFanatyk
18piorunówStare rpgowisko ( ͡~ ͜ʖ ͡°)
Chcesz komcia i lajka?
SaucissonBorderlineAutorytet
35piorunówJedni na biwakach wybierają karpia, #pdk
nie oceniam jestem tolerancyjny, sam kiedyś chodziłem do fryzjera geja.
Jednak nawet najmniej mułowaty karp nie ma startu z mielona krową w brioszce, no nie ma
#heheszki
#gotujzhejto #gotowanie #jedzenie
Tak, tak, minimalnie przeciągnąłem buły, ale na zywo nie wygladaly tak źle jak na foto Xd

u mnie dzisiaj dwie sztuki wleciały
jutro też tak będzie
:upside_down_face: