Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#rozkminy

Fenomen

w Hydepark

19piorunów

Ostatnio spotkałem się z dość ciekawym terminem, który dał mi do myślenia i postanowiłem nico podrążyć na czym polega tak zwany sejfityzm.* Okazuje się, że termin pochodzi od angielskiego słowa safety (bezpieczeństwo). Oznacza postawę lub sposób myślenia, w którym najwyższą wartością staje się unikanie ryzyka i zapewnianie sobie maksymalnego poczucia bezpieczeństwa, często kosztem innych wartości – takich jak wolność, spontaniczność, odpowiedzialność czy rozwój.

* Na przykład człowiek kieruje się zasadą minimalizowania ryzyka, nawet jeśli to ryzyko jest niewielkie albo czysto hipotetyczne. Co więcej, zamiast podejmować samodzielne decyzje, oczekuje, że instytucje, przepisy czy inni ludzie zapewnią im ochronę. Przejawia się to w tworzeniu nadmiernych zasad i zakazów, które mają wyeliminować każde, nawet najmniejsze niebezpieczeństwo. Ostrzeżenia typu „gorące” na kubku z kawą czy zakazy zabaw uznawanych za zbyt ryzykowne dla dzieci zaczyna być ogromnym problemem, ponieważ poczucie zagrożenia, charakterystyczne dla sejfityzmu jest na tyle silne, że świat staje się niebezpieczny i należy nieustannie go kontrolować, by uniknąć szkód.

* Taki sposób życia w szkole, pracy, czy w przestrzeni publicznej lub w społeczeństwie rodzi patologie i niezrozumiałe, pogmatwane oraz często paradoksalne sytuacje.

* Zobaczcie jak to się przejawia w szkołach i nie tylko: zakaz biegania na przerwach, żeby uniknąć wypadków. Usuwa się tradycyjne zabawki z placów zabaw, bo „mogą być zbyt niebezpieczne” albo organizuje się wycieczki tylko w ściśle kontrolowanych warunkach, bez miejsca na spontaniczność.

* W pracy z kolei wprowadza się nadmiernie szczegółowe przepisy BHP, które regulują nawet najprostsze czynności. Na przykład zakaz korzystania z urządzeń biurowych bez dodatkowych szkoleń, mimo że są intuicyjne i bezpieczne lub inna kwestia w sferze mentalnej: pracownicy wolą nie podejmować decyzji, żeby „nie narazić się na odpowiedzialność”.

* Także w przestrzeni publicznej możemy spotkać się z ostrzeżeniami na każdym kroku („Uwaga, schody”, „Może być ślisko” – nawet przy dobrej pogodzie), albo ograniczanie dostępu do miejsc uznanych za „niebezpieczne” (np. wejścia na górki, skarpy, molo) oraz instalowanie zabezpieczeń tam, gdzie zagrożenie jest minimalne (np. barierki przy niskich krawężnikach). Niestety w codziennym życiu mamy do czynienia z podobnymi zachowaniami polegającymi na unikaniu kontaktu z obcymi, „bo to ryzyko”, nadopiekuńczy rodzice nie pozwalają dzieciom na samodzielne wyprawy ani nawet na drobne ryzyko, a popularność ubezpieczeń „na wszystko”, nawet na zdarzenia o bardzo małym prawdopodobieństwie, to norma, która zaczyna być nakręcana przez żądne zysku korporacje finansowe.

* Sejfityzm nie uszedł uwagi krytyków i postronnych obserwatorów śledzących ten kierunek i zaczynają nieco alarmować świat, bo propagowania takiego podejścia, choć z założenia wydaje się dobre, to okazuje się, że wpływa na ograniczanie wolności jednostki, prowadzi do nadopiekuńczości (np. wobec dzieci), hamuje zdolność do uczenia się przez doświadczenie i popełnianie błędów, a także rodzi postawy roszczeniowe – oczekiwanie, że ktoś inny zawsze zadba o nasze bezpieczeństwo.

Gruba ryba1piorunów

"Społeczeństwo przemysłowe i jego przyszłość" intensifies

Pokaż więcej komentarzy (6)

Osobistość

w Lifestyle

17piorunów

ZYCIE TO PUZZLE

Od jakiegoś czasu mam silną potrzebę robienia czegoś, co wymaga manualnych zdolności, czegoś, co można dotknąć, poczuć i zobaczyć efekty swojej pracy. Pewnie to wynik pracy biurowej, gdzie rezultaty są „niewidoczne”, nie można stanąć obok nich i ich podziwiać. Oprócz sklejania modeli czy kolorowania, padło też na puzzle.

Spontanicznie kupiłam zestaw puzzli z 1000 elementów i zaczęłam układać.

Porwało mnie to na długie godziny. Dawno nie miałam takiego poczucia, że myśląc, iż minęło pięć minut, naprawdę minęło pół godziny. Tak mnie to pochłonęło, że czas przestał istnieć. I choć była to czynność przyjemna i satysfakcjonująca, miała też dodatkowy wymiar, wiele myśli zaczęło układać mi się w głowie, zwłaszcza wtedy, gdy miałam trudność ze znalezieniem odpowiedniego kawałka.

Kiedyś mój przyjaciel powiedział: „Życie to szachy”, cytując jednego ze swoich ulubionych szachistów. Ja jednak, pół żartem, pół serio, powiem: życie to puzzle.

Sam proces ich układania można porównać do zmagania się z trudnościami czy nauki nowej umiejętności.

Na początku wydaje się łatwo, układasz ramkę z kawałków wyraźnie odróżniających się od reszty. To idzie prosto, po prostu zaczynasz i stawiasz pierwsze kroki. Ale co dalej? Zostaje masa elementów, które trzeba w jakiś sposób posortować. To zajmuje mnóstwo czasu, a progres nie jest tak wyraźny jak na początku. W życiu często mówi się, że najtrudniej jest zacząć. Ja się z tym nie zgadzam. Najtrudniejsze jest nie przestraszyć się przy pierwszych trudnościach, schować dumę i szukać rozwiązań poprzez poszerzanie wiedzy i doświadczeń innych. To układanie planu, podejmowanie prób i niezałamywanie się, gdy te próby nie przynoszą od razu efektu jest najcięższe do pokonania.

Frustracja przychodzi, kiedy nie możemy znaleźć jednego puzzla, na którym się zafiksowaliśmy. Zamiast odpuścić i iść dalej, maniakalnie go szukamy, choć i tak prędzej czy później się znajdzie. Jednak jak w życiu, skupiamy się na tym, czego nam brakuje, zamiast po prostu iść dalej i robić swoje.

Czasem okazuje się, że poszukiwany element był tuż obok, a nawet w naszej dłoni, tylko źle próbowaliśmy go dopasować. To frustruje jeszcze bardziej. Ale życie uczy, że nic na siłę, wciskanie niepasującego puzzla nie sprawi, że magicznie zacznie pasować. Trzeba umieć odpuścić i iść dalej, byle nie cofać się w progresie który udało się osiągnąć. Trzeba umieć też dać sobie czas, nie ma nic od razu to, że jedne puzzle znajdujemy szybko to nie znaczy, że zawsze tak będzie i na odwrót.

Jak w wielu dziedzinach, przychodzi też moment, w którym winimy wszystko i wszystkich, tylko nie siebie. Nie mogę znaleźć puzzla? Pewnie się zgubił albo trafił mi się wadliwy zestaw. To na pewno nie moja wina. Tymczasem pokora to cecha, która przychodzi z wiekiem, choć nie zawsze, czasem trzeba się jej nauczyć.

Najpiękniejszy moment następuje wtedy, gdy obraz zaczyna nabierać kształtu. Gdy elementy znajdują swoje swoje miejsc w sekundę, a efekty są coraz szybciej widoczne. Wtedy trud włożony w wcześniejsze próby zaczyna przynosić czystą przyjemność i satysfakcję. W życiu ten moment również przychodzi rzadko, gdyż rzadko człowiek staje się specjalista w danej dziedzinie, ale kiedy już się pojawi, pozwala nam rozwinąć skrzydła i poczuć się po prostu dobrym w tym co robimy.

Najtrudniejszy jednak jest koniec. Gdy włożysz ostatni kawałek, pojawia się pytanie: co dalej? Pojawia się pustka. Czasem nawet dziwna chęć, by zniszczyć obraz i ułożyć go jeszcze raz, szybciej, lepiej, sprytniej. Ale zwykle do tego nie wracamy. Idziemy dalej, wybieramy nowe puzzle, nowe umiejętności, nowe trudności. Z doświadczeniem i wiedzą zdobytą wcześniej jest już po prostu łatwiej. Byle do przodu, a zawsze jest się do przodu kiedy jest się bogatszym o doświadczenie:)

Gruba ryba3piorunów

nie mogę się zgodzić - życie jest nowelą!

Gruba ryba3piorunów

Cieplutkie podsumowanie. 😊

Pokaż więcej komentarzy (6)

Wirtuoz

w Hydepark

21piorunów

Ej, obczajcie, ze 2068 lat temu senat rzymski zebrał się i uchwalił, że miesiąc siódmy od tej pory będzie nazywany Iulius. Imperium rzymskie już dawno upadło, ale ów jeden dzień, to jedno głosowanie rzymskich senatorów, wywarło wpływ na wiele miliardów ludzi żyjących w kolejnych pokoleniach, którzy po dziś dzień stosują się do tej uchwały.

Mistrz11piorunów

@informatyk gorszą rozkminą jest to, że siódmy miesiąc tak naprawdę w wielu krajach jest 9 miesiącem (september), itd aż do grudnia

Pokaż więcej komentarzy (7)

Specjalista

w Rozkminy

5piorunów

A co by się takiego wydarzyło, jakby każdy przestałby korzystać z kart i aplikacji do sklepów. Jak każdy wyłączyłby lokalizację i przypisane do nic paragony. Ceny by spadły? A co jeżeli od dzisiaj klienci przestali stawać w kasach samoobsługowych?

Pokaż więcej komentarzy (5)

Osobistość

w Literatura

11piorunów

"THE ROAD"

Spoilery!

OSTATNIE DOBRO NA ZIEMI

„Droga” to książka uznawana za klasyk i jak najbardziej słusznie. Choć spodziewałam się, że będzie to dobra historia, to i tak mocno zaskoczyło mnie, jak przejmująca może być tak skromna opowieść o ojcu i synu, którzy przetrwali, a właściwie wciąż starają się przetrwać, apokalipsę.

Zwłaszcza, że nasza popkultura jest wręcz zalana wątkami postapo. Kanibalizm, niewolnictwo, głód, gangi, choroby to wszystko znamy aż za dobrze i często spotykamy w wizjach światów pozbawionych prawa, gdzie liczy się wyłącznie przetrwanie, a nie moralność. Więc co jeszcze może nas zaskoczyć?

A jednak autor pokazuje, że można więcej. I tym „więcej” są głębia, morał, pytania bez odpowiedzi i niedopowiedzenia, które pozwalają czytelnikowi jedynie domyślać się, co się wydarzyło lub co nadejdzie. To właśnie oferuje „Droga”, stan po przeczytaniu, w którym zadajesz sobie pytanie: czym właściwie jest dobro i czy warto o nie walczyć?

Dla Ojca było warto. To był jego cel w obliczu nieuchronnie zbliżającego się końca życia. Chciał ocalić ostatnie dobro na ziemi, jakim był jego syn. Niewinny, naiwny i altruistyczny, zupełnie niedopasowany do brutalnej rzeczywistości. Cechy, które normalnie byłyby zaletami, tutaj stawały się kulą u nogi. Bo w świecie, gdzie za puszkę gruszek ludzie są gotowi zabijać, potem zjadać samych siebie, dobroć wydaje się absurdem.

Jedna scena zapadła mi szczególnie w pamięć: chłopiec nalegał, by podzielić się odrobiną z trudem zdobytych zapasów z napotkanym samotnym starcem. Ojciec, niechętnie, ale uległ. Starzec jednak nawet nie podziękował. Dlaczego? Bo, on sam dla chłopca nie zrobiłby tego samego.

Ktoś w jednej z recenzji napisał, że „Droga” to bardzo depresyjna książka. Trudno się z tym nie zgodzić. Z każdą kolejną stroną narasta strach, że bohaterom stanie się coś złego, a jednocześnie szybko traci się nadzieję, że mogą przetrwać. No i to właśnie jest najtrudniejsze zarówno dla czytelnika, jak i dla bohaterów, trwać w nadziei.

Więc przychodzi pytanie co zrobiłoby się na ich miejscu. wybrałabym decyzję, jaką podjęła matka chłopca, czyli odejść ale na własnych zasadach, bez ryzyka gwałtu, kradzieży i brutalności od ludzi których prędzej czy później się spotka, czy też walczyłaby sie o życie do końca, mając wiarę, jak jego ojciec, że o źródło dobra warto walczyć, nawet jeśli wydaje się ono zupełnie niepasujące do zastanego świata?

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fanatyk

w Hydepark

2piorunów

Opracowałem se swój poradnik bezpieczeństwa, ale w wersji cyfrowej. Mam go w bani póki co. Przyjąłem następujące założenia. Budzę się w gdzieś w Kambodży, podstawowe rzeczy typu picie, jedzenie, wodę, gacie mam zapewnione, tym się nie oram. Dają mi nowy telefon, który ma dostęp do internetu i obsługuje esima i ma NFC. W starych gaciach jedyne co mam to dowód osobisty z warstwą elektroniczną. I teraz jak samodzielnie dostać się do wszystkiego, gdzie do wszystkiego kody SMS, 2FA, zastrzeżony PESEL itp itd. Jak dostać się sprawnie do banku, maila, do podstawowych usług w sposób bezpieczny i samodzielny. To trzeba też mieć rozkminione, a nie tylko latarkę czołową i radio. Do forsy trzeba się dostać.

Tera zabrać człowiekowi telefon i jest w czarnej piździe. W kraju jest w czarnej piździe odzyskać tożsamość cyfrową, a co dopiero za granicą.

Tytan0piorunów

Skoro masz dowód to w sumie wystarczy iść do banku?

Pokaż więcej komentarzy (7)

Gruba ryba

w Hydepark

13piorunów

Czy sztuczna inteligencja nas rozleniwi(a)?

Znajomy opowiedział kiedyś historię o opornym uczniu, którego próbował nauczyć angielskiego. Poprosił go o włączenie konkretnej angielskiej strony i ku swojemu zdziwieniu zobaczył, że ta automatycznie została przetłumaczona na język polski. Gdy zapytał ucznia o to, usłyszał, że po co dzieciak ma się uczyć angielskiego, skoro w każdej chwili może użyć tłumacza?

Tym anegdotycznym wstępem chciałbym przejść do dalszych wniosków na temat tego, jak sztuczna inteligencja (i technologia ogółem) moim zdaniem rozleniwia ludzi. Ostrzegam, że będzie więcej zaobserwowanych przeze mnie anegdotycznych przykładów.

Na przykład zauważyłem, że powoli zanikają rozmowy, w których ludzie próbowali przypomnieć sobie tytuł jakiegoś filmu albo słowo, które znajduje się na końcu języka. Po co się męczyć, skoro można zapytać „wujka Gugla” albo Chata GPT?

Inny znajomy pewnego wieczoru zastanawiał się, jaką bajkę opowiedzieć synowi na dobranoc. Kiedyś pewnie siedziałby i wymyślałby na bieżąco fabułę, wysilając się przy tym, żeby miała jako taki sens. Musiałby ruszyć mózgownicą. A teraz? „Panie GPT, proszę mi wymyślić historyjkę adekwatną dla trzylatka”. A potem można go poprosić o stworzenie kontynuacji.

Nie wiesz, jak sformułować maila? Napisz byle jak, co chcesz przekazać, a sztuczna inteligencja przerobi to na odpowiednią wiadomość. Chcesz go ugrzecznić? Proszę bardzo. Chcesz przetłumaczyć coś z obcego języka na polski albo na odwrót? Nic prostszego.

Na studiach były podobne sytuacje. Pamiętam, jak mieliśmy wykłady po angielsku i w ramach zajęć prowadzący zadawał nam różne zadania do zrobienia. Po oddaniu zadania można było zobaczyć odpowiedzi innych studentów. I co się okazało? Wiele osób wykorzystało Chata GPT i prawdopodobnie bezrefleksyjnie przekopiowało odpowiedzi - bądź co bądź GPT ma charakterystyczny styl, który rzuca się w oczy w przypadku kilku podobnych wiadomości.

Z kolei gdy zadawano nam zadania na ćwiczeniach, często pierwszym odruchem było zapytanie sztucznej inteligencji o sposób rozwiązania. Prezentacje? Z pomocą GPT. Referat? GPT pomoże. I tak dalej, i tak dalej. Brakowało mi na tych zajęciach takiej burzy mózgów, wymiany pomysłów et cetera, ponieważ kolegom i koleżankom wygodniej było skorzystać ze sztucznej inteligencji.

Albo bardziej osobisty przykład. Lubię poprawiać czyjeś teksty, ponieważ to też w jakiś sposób rozwija moje umiejętności pisania. Z bólem patrzę na to, jak moja dziewczyna woli poprosić sztuczną inteligencję o redakcję i korektę, niż mnie, mimo że to jej oferuję. :' )


Żeby nie było, nie winię ludzi za to, że ułatwiają sobie życie. Sam czasem (często) korzystam z AI, żeby ułatwić sobie pracę - na przykład przy odpisywaniu na maile po angielsku, ponieważ moja znajomość tego języka nie jest aż tak dobra, jakbym tego chciał i napisanie czegoś samemu zajęłoby mi znacznie więcej czasu. Jednak korzystam z takiego Chata GPT wyłącznie jako narzędzie i nigdy nie przyszło mi na myśl, żeby wykorzystać go przy mojej twórczości. Chcę się sam przy niej namęczyć.


Największym problemem, według mnie, nie jest jednak to, że sztuczna inteligencja rozleniwia ludzi, ale to, że poniekąd powoduje, że kontakt z drugim człowiekiem wydaje się nie być aż tak potrzebny.


Przykładowo z tą korektą czy chociażby różnego rodzaju ilustracjami. Kiedyś, gdy potrzebowałem ilustracji do postaci, musiałem albo przekopać się przez wiele stron w poszukiwaniu idealnego obrazka, albo poprosić kogoś o jego zrobienie. Albo najpierw znaleźć, a potem poprosić o przeróbki. Obecnie mogę całkowicie pominąć czynnik ludzki i po prostu poprosić AI o wygenerowanie odpowiadającej mi ilustracji (co już zresztą zrobiłem kiedyś w przypadku obrazka do opowiadania).


Co ani trochę mi nie pasuje. Pomimo tego, że jestem samotnikiem, to lubię też kontakt z ludźmi i większą przyjemność sprawia mi zapytanie kogoś o coś niż Chata GPT. Sztuczna inteligencja nie opowie mi ot tak jakiejś anegdotki, może nie zwrócić uwagi na jakiś charakterystyczny szczegół czy cokolwiek innego. Bardzo lubię ten czynnik ludzki, który sprawia, że dana rozmowa jest na swój sposób wyjątkowa.

No ale to już temat na inne rozważania.

Gruba ryba3piorunów

Panie, kiedyś to trzeba było taką gęś złapać, wyrwać z kupra pióro, naostrzyć je, zrobić inkaust z zakupionej ośmiornicy i poczerpać masę papierową sitem!

A teraz? Bierze taki papiru z kajetu, długopisadło jakieś i wielki z niego skryba!

Kiedyś to byo.

Autorytet1piorunów

Myślę, że jesteśmy jeszcze przed największą rewolucją.

Pokaż więcej komentarzy (8)

Osobistość

w Dyskusje

17piorunów

ŹRÓDŁO WRAŻLIWOŚCI

Mam takie pytanie do ludzi, którzy wychowali się na wsi, ale takiej prawdziwej że zwierzętami pod opieką. Nie wiem czy znajdą się tacy, ale zastanawia mnie to co właściwie jest źródłem wrażliwości.

Pewnie to nic odkrywczego, że regularne patrzenie na śmierć zwierząt czy inne ich cierpienia, odczula. Jednak coś we mnie drgnęła, że kiedy sama siebie uważam, jako wrażliwa na cierpienie zwierząt i mimo że lubię też je jeść, to wydaje mi się że jakbym miała swoje zwierzęta hodowlane to bym traktowała je jak najlepiej mogę, jadły by trwake, miały sporo swojego miejsca i jadły dobre jedzonko, a w międzyczasie bym je głaskała po główce.

Jednak jak by na moją wrażliwość wpłynęło to, że bym się wychowała w takim środowisku, gdzie żyje się z hodowli zwierząt, czy wtedy też bym patrzyła na nie jak na inwentarz, a ich cierpienie nie miałoby dla mnie znaczenia? Bo przecież życie na takiej wsi to nie sielanka a ciężka robota, więc chyba wtedy wrażliwość całkowicie umyka i miłość do zwierzątek.

Stąd moje pytanie, czy ktoś się z was wychował w takim otoczeniu i jak to wpłynęło na waszą wrażliwość w stosunku do zwierząt?

Autorytet1piorunów

Dokładnie o jakich cierpieniach mówisz?

Zawodowiec4piorunów

@Cori01 jak na mnie to wpłynęło? Mieszkam w mieście. Nie ma co dorabiać ideologii, nasi rodzice czy dziadkowie często nie mieli innego wyboru. Gdyby nastały trudne czasy, pewnie robiłbym to samo, ale na szczęście teraz możesz iść do sklepu i kupić mięsko bez całej tej sadystycznej otoczki. Ktoś inny robi za Ciebie brudną czy tam krwawą robotę

Pokaż więcej komentarzy (11)

Gruba ryba

w Hydepark

13piorunów

Ludzie chcieliby poznać odpowiedź na najbardziej fundamentalne pytania rzeczywistości, podczas gdy większość ludzi myśli, że pomidor to warzywo. Kuriozum. Z takim podejściem nigdy nie zrozumieją, czym są ludzkie przeżycia wewnętrzne, będą mylnie nazywać to świadomością. Z takim mylnym zestawem pojęć nawet nie ma co zaczynać tematu. Jeśli ktoś myśli w ten sposób, to już na samym początku grzęźnie w chaotycznych i błędnych kategoriach.

Fanatyk3piorunów

Nie kumam za bardzo o co ci chodzi z tym pomidorem, warzywo to tak ogólnikowo się chyba mówi, na potrzeby handlu, tak samo kalafior okiem botanika nie jest warzywem tylko kwiatem, można by się pewnie jeszcze nad kilkoma produktami pochylić, tylko serio nie kumam co to ma do poznawania odpowiedzi na najbardziej fundamentalne pytania? 😆

jeszcze nie czytałem tego co mi podesłałeś, za dużo roboty mam , jeszcze z miesiąc i będę więcej luzu miał, to siądę na spokojnie

GURU2piorunów

@DexterFromLab to prawda. Jak w ogóle zacząć rozmowę z kimś, kto nie wie, że papryka to owoc?!

Pokaż więcej komentarzy (20)

Lider

w Wybierz Społeczność

32piorunów

Jak to jest, że do telefonu za przykładowo 3 tysiące nie dodaje się ładowarki bo ekologia, a do maszynki do włosów ładowanej z USB-C za 100zł już kabel i ładowarkę dokładają?

Zawodowiec3piorunów

@Felonious_Gru bo wyprodukowanie takiej maszynki kosztuje więcej niż telefonu

Pokaż więcej komentarzy (10)

Fanatyk

w Hydepark

9piorunów

Nie wiem czy śnią mi się jakieś miłe rzeczy, za to bardzo często pamiętam te przykre.

Tak było i dzisiaj, kiedy obudziłem się cały zalany potem.

Akcja działa się w miejscu gdzie mieszkałem z siostrą i rodzicami. Siostra biegnie po klatce schodowej i wydziera się "zaraz zacznie się wojna, uciekajcie!!". Kilka sekund później widać i słychać za oknem spadające rakiety, jednak nie trafiają naszego budynku. Wszyscy uciekają ze swoich mieszkań, a ja z tego szoku otwieram lodówkę i pakuję wszystko co się da do reklamówek.

Nie pamiętam co dokładnie działo się bezpośrednio po tym zdarzeniu, ale późniejszy przebieg już tak.

Większość ludzi zabiły rakiety, jeżeli ktoś chciał być sprytny i uchować się pod ziemią, to ten plan nie mógł się udać.

Chodziło o to, że rakiety były tylko fazą wstępną. Pozwoliłem sobie wygenerować obrazek co mi się śniło. W dalszej części snu każdy metr kwadratowy rozwalały ogromne maszyny. Działało to na takiej zasadzie, że maszyna wbijała swoje długie nogi w ziemię i przez kilka sekund obszar był niszczony czymś w stylu eksplozji/ekstremalnych wibracji.

Z rana pomyślałem sobie jak muszą się czuć osoby dla których takie rakiety to codzienność, a nie nie tylko przykry sen.

GURU0piorunów

o wojnie w strefie gazy filmiki oglądałeś czy co?

Pokaż więcej komentarzy (2)

Lider

w Hip-hop/Rap

6piorunów

Czy utwór Jeden Osiem L - Jak Zapomnieć
tak naprawdę jest o amfetaminie?

https://youtu.be/bvgXQ5P4oms

Tytan0piorunów

@Seele jedyne co pasuje najbardziej to to
Snute kiedyś opowiastki, ja, Ty i srebrna taca,
Kiedyś to nie przerażało, już do tego nie chcę wracać,

Lider0piorunów

@cazpereq praktycznie cały tekst pasuje, wiadomo większość dość metaforycznie.

Gruba ryba0piorunów

@Seele druga i większość trzeciej zwrotki jak najbardziej

Pokaż więcej komentarzy (5)

Gruba ryba

w Hydepark

135piorunów

Ale ten rok zapierdala jak skurwol po mięsnym. Dopiero byl sylwester a juz jest pierwszy września i dzien coraz krótszy. Z takim tempem życia to niedługo trzeba bedzie sobie trumne chyba kupować xD

Fanatyk34piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Fanatyk9piorunów

@AndzelaBomba stalismy sie tym memem 😆

Fenomen8piorunów

Ledwo co Trumpa zaprzysięgały, wojnę kończył a tu już wrzesień i dalej Ukrainę bombardują

Pokaż więcej komentarzy (13)

Fenomen

w Hydepark

14piorunów

No tak to wygląda, niestety... :face_with_diagonal_mouth:

Kosmonauta3piorunów

Shein zły bo tanio sprzedaje

Fanatyk2piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Kosmonauta2piorunów

@AndzelaBomba no właśnie głównie chodzi mi o brak różnic w jakości względem sieciówek

Pokaż więcej komentarzy (3)

Osobistość

w Dyskusje

12piorunów

Koledzy mi mówią „nie da się funkcjonować bez Facebooka, bez Messengera” – a ja jakoś funkcjonuję. – „Czy nie omijają cię jakieś ważne informacje?” – pytają. – „Tak, omijają. Ale i tak tego nie chcę. Radziłem sobie 3-4 lata bez Facebooka, teraz też sobie poradzę”. To prawda, że efekt sieci dla wielu jest barierą nie do przejścia, ale prawdą jest też, że jeśli jest się wystarczająco upartym, to nas nie zatrzyma.

https://writefreely.pl/anedroid-thoughts/co-robilem-na-facebooku-przez-ostatnie-pol-roku

Mistrz4piorunów

@kontrabanda mój jedyny kontakt z FB to jak mi żona coś podeślę w co można wejść bez posiadania konta :grinning:

Lider3piorunów

@cebulaZrosolu ja trzymam jeszcze dla messengera i kilku kontaktów, które z jakiegoś niezrozumiałego powodu odmawiają przejścia na cokolwiek innego. Z fejsa nie korzystam już od lat, mniej więcej od momentu jak postanowili wjebać na mojego walla cały losowy śmietnik, reklamy i AI syf sprawiając, że "mój" wall już nawet nie przypominał tego co chciałem, żeby mi się pokazywało. W tym momencie stwierdziłem, że nie ma chuja, że będę się z tym męczył i doomscrollował dziesiątki jak nie setki chuja wartych postów, żeby znaleźć 1 mnie interesujący, który został celowo zakopany pod kupą śmiecia przez algorytm nastawiony na "budowanie engejdżmentu". Fejs wszedł na rynek jako "social ostateczny" po tym, jak poprzedni "socjal ostateczny", który miał nigdy nie upaść czyli myspace... upadł. Te same obiecanki, te same kity, to samo agresywne przejmowanie rynku, nawet jeszcze większe i w końcu ta sama stagnacja. Niech spierdalają.

Osobistość1piorunów

@NiebieskiSzpadelNihilizmu: z tego co wiem, możesz korzystać z przeglądarkowego klienta do Messengera (messenger.com). Jednak docelowo -- Signal, albo XMPP. Choice is yours.

Lider0piorunów

@kontrabanda w sensie tak, ja tylko z przeglądarkowego klienta korzystam skoro już muszę, jakbym musiał korzystać do tego z fejsa, to bym chyba dostał raka odbytu z przerzutami do oczu ಠ_ಠ Inna sprawa, że chyba ze 2 albo 3 razy robili żonglerkę tym, czy chcąc mieć messengera musisz mieć konto na fejsie czy nie- przez pewien czas można było nie mieć konta na fejsie, ale potem szybko to zmienili. A docelowo? Signal, jakieś XMPP, nawet WA jest lepszy na tym etapie, ale najlepiej by było jakby po prostu te kilka osób dało się przekonać na cokolwiek innego, nawet na Discorda szczerze mówiąc.

Gruba ryba2piorunów

W życiu konto na fb miałem przez jakiś miesiąc, ok. 2010 roku.

Da się funkcjonować bez tych raków, razem z insta czy tiktokiem.

Pokaż więcej komentarzy (11)

Gruba ryba

w Hydepark

22piorunów

Niesłuszne oskarżenia.

Wpis użytkowniczki @Cori01 (w końcu) zachęcił mnie do napisania posta, którego miałem w planach od dłuższego czasu.

W 2020 roku Chris Avellone został oskarżony o molestowanie i wykorzystywanie seksualne kobiet. Autorkami tych oskarżeń były dwie kobiety. Jak można było się spodziewać, Chris został „anulowany” - usunięto go z każdego projektu, przy którym pracował i został wpisany na czarną listę. Ot, zniszczono jego całą karierę. Tak po prostu, na podstawie paru tweetów, bez szans na obronę i wyjaśnienia ze strony Avellone'a.

Tweety pojawiły się w piątek 19 czerwca, w poniedziałek rano Chris otrzymał maile i telefony, między innymi od Techlandu oraz Gato Salvaje, z informacją, że współpraca została zakończona. Fajnie tak z dnia na dzień (roboczego) dowiedzieć się, że życie zawodowe legło w gruzach i nie wiadomo, czy uda się je odbudować.

Po jakimś czasie Avellone wrócił z dowodami na swoją obronę, a w 2023 roku został oczyszczony z zarzutów na podstawie poufnej ugody, na mocy której obie kobiety wycofały swoje oskarżenia. Opublikowały nawet oświadczenia, że Chris nigdy nie wykorzystał seksualnie żadnej z nich ani nie mają wiedzy o tym, żeby kiedykolwiek wykorzystał jakąkolwiek kobietę. Drobna pomyłka, prawda?

Z podobnym niepokojem obserwowałem sprawę Krzysztofa Gonciarza, którego również oskarżono o rzeczy, których według niego nigdy nie zrobił. Na przykład to (nie)sławne zdjęcie z lotniska, które od razu potraktowałem jako ustalony żart pomiędzy dwiema stronami, a nie jako dowód przedstawiający Gonciarza w niekorzystnym świetle. Wiele innych „dowodów” jednoznacznie wskazywało na jego winę i nie dano mu nawet przestrzeni na to, żeby mógł się do tego odnieść. Momentalnie przez wiele osób został uznany za przemocowca, seksistę, zwyrola i co tylko sobie ludzie potrafili dopowiedzieć. Jemu także nie dano szans na obronę.

I co? Okazało się, że wiele z tych jakże obciążających dowodów okazało się albo nieprawdziwych, albo wręcz sfabrykowanych tylko po to, żeby pasowały do narracji oskarżających go kobiet. Mimo to wiele osób bez zweryfikowania screenów, opowieści et cetera wyrobiło swoją opinię o Gonciarzu. Ba, nawet wydało wyrok - Gonciarz musi zniknąć z polskiego internetu, ponieważ w polskim internecie nie ma miejsca dla przemocowców.

Całe szczęście Krzysztof się nie poddał i mimo że niektórzy YouTube'owi twórcy żartowali sobie z niego, że „nieźle się odkleił”, to wrócił i w serii „Perseusz” wyjaśnił chyba wszystkie zawiłości całej tej sprawy z oskarżeniami wysuniętymi w jego stronę. Cholernie cieszy mnie, że znaleźli się na tyle odważni ludzie, by publicznie przyznać się do błędu, że tak pochopnie ocenili całą sytuację i przeprosić za to, że potępili Gonciarza, mimo że nie znali wszystkich szczegółów.

Temat oskarżeń bez możliwości obrony jest mi tym bardziej bliski, iż parę miesięcy sam prawie że padłem ofiarą pomówień. Na szczęście nikt nie dał im wiary i w żaden sposób mi nie zaszkodziły.

Boli mnie to, że z domniemania niewinności przeszliśmy do konieczności udowodnienia, że nie jest się winnym. Tak jak boli mnie to, że ludziom tak łatwo przychodzi ocena drugiej osoby i to często bez weryfikacji, czy to, co zostało o nich powiedziane, jest w ogóle prawdą.

Fanatyk4piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Gruba ryba3piorunów

@AndzelaBomba

Mam podobne odczucia względem .

Zgadzam się - odnoszę wrażenie, że zapędził się w tej chęci zemsty na Kasi i chwyta się czegokolwiek, co mogłoby jej zaszkodzić. Trochę go rozumiem: kojarzy mi się to trochę z Jessem Pinkmanem krzyczącym „He can't keep getting away with this!” i na pewno Gonciarz jest sfrustrowany, że Kasi udaje się z tego wszystkiego wybrnąć obronną ręką. Pod warunkiem, że rzeczywiście Kasia stoi za tym wszystkim.

Uważam, że sprawa z Anielą od początku powinna być tak transparentna, jak to tylko możliwe, żeby uniknąć takiej sytuacji, jaka ma miejsce teraz. Po czasie pojawiają się nowe informacje, które mogą zmienić odbiór sprawy. Nauczony doświadczeniem, żeby nie wierzyć tylko jednej stronie, powstrzymuję się od wydawania osądu.

No i fakt, Krzysztof wydaje się kolejny raz popełniać ten sam błąd.

Gruba ryba3piorunów

@AndzelaBomba @cyberpunkowy_neuromantyk sprawa z Aniela pokazuje hipokryzję Kasi. Co do samych oskarżeń Anieli, to są bardzo podobne do innych tego typu - twardych dowodów brak, jedynie słowo przeciwko słowu.

Fanatyk1piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Pokaż więcej komentarzy (8)

Osobistość

w Dyskusje

5piorunów

SYN PIERWORODNY

Pewnie, to co napisze nie będzie zbyt odkrywcze, aczkolwiek u mnie odblokowało, to pewne zrozumienie świata społecznego i zależności wobec których ludzie wykreowali kult i świetność.

Nigdy w zasadzie nie myślałam o tym dlaczego, tak ważna rolę w historii (następcy tronu) i religii (chrześcijanizm i nie tylko) pełni rolę syn pierworodny. Nie najmądrzejszy syn, nie najbardziej ogarnięta córką, a właśnie syn który urodził się jako pierwszy po zawarciu małżeństwa

Dla mnie w zasadzie zawsze to był jakiś element mocno religijny, sama nadawałam mu cechę niezrozumialwgo wyższego znaczenie ponad inne dzieci z małżeństwa, że coś może nadane przez Boga jest szczególne w takim dziecku. Później wyrosłam z religii i w zasadzie myśl o tym totalnie przepadła w moich rozważaniach.

Do momentu aż poznałam nowonarodzona córkę mojej koleżanki. Twarz dziecka była wręcz miniatura twarzy jej ojca, podobny przypadek jest u mojej siostry, jej pierwsza córką wygląda jak jej mąż kropka w kropke. Koleżanka powiedziała mi "jest taka legenda miejska, że dziecko jak jest nowonarodzone, bardziej przypomina ojca, żeby ten nie odrzucił dziecka".To mi nasunęło powort do myślenia o znaczeniu syna pierworodnego. Że w zasadzie taki syn (córka jako, że jest kobietą nigdy za bardzo znaczenia w historii i wladzy nie miała, więc to od razu ją skreśla z podstaw do bycia istotnym), który urodził się z zaliczonej dziewicy, był jedyną pewnością że jest on synem takiego króla czy innego ważniaka, potem on sobie wyjechał na wojnę czy do pracy xd i w zasadzie nie wiadomo czy żonka nie poszła w tango, skoro i tak takie małżeństwa najczęściej z żadnych uczuć nie były zawiązywane.

To mnie w jakiś sposób bawi, że ważność wychowywania i przekazania władzy swojemu potomkowi, a nie po "listonoszu* urosło do rangi świętości, a nawet kultu i gloryfikowania synków pierworodnych nawet zjebow ponad tych młodszych, ale bardziej ogarniętych. Zresztą w to samo można wpisać kult dziewictwa i wpędzanie ludzi, a zwłaszcza kobiet w poczucie winy jak im się nie uda ułożyć związku z typem którego zaliczyły jako pierwsze. Aktualnie mamy testy genetyczne więc ten strach przed wychowaniem nie swojego bąbla raczej nie powinien istnieć, a ważność pierworodnego też raczej nie ma już obecnie znaczenia, a przynajmniej w naszej kulturze, ale mimo wszystko jest to ciekawa zależność, którą po nitce do kłębka pokazuje, że najważniejsze jest po prostu dbanie o przekazanie swoich genów, a jako dziecko myślałam, że to ma jakiś wyższy sens, jakaś niezwykłość i szczególnie znaczenie dla świata, a na to wszystko jest prosta odpowiedź: BIOLOGIA 😅

Gruba ryba6piorunów

> To mnie w jakiś sposób bawi, że ważność wychowywania i przekazania władzy swojemu potomkowi, a nie po "listonoszu* urosło do rangi świętości, a nawet kultu i gloryfikowania synków pierworodnych nawet zjebow ponad tych młodszych, ale bardziej ogarniętych.
@Cori01 dziwne, ze Cię to bawi, skoro kawałek wcześniej wyjaśniłeś genezę takiego stanu rzeczy. Przekazanie własnych genów to instynkt pierwotny i motyw bardzo wielu naszych działań

Osobistość4piorunów

@FriendGatherArena tak właśnie bawi, mnie że naturalne zjawiska, są przekształcane w religie. Nie bawi mnie to że ktoś wychowuje nie swoje dziecko, a to że często taka religia oparta na zwykłej biologii prowadzi do masy absurdów i wywoływania poczucia nieuzasadnionego poczucia winy czy kamieniowana w krajach arabskich. Po prostu taki czarny humor jak człowiek, zwykłej Biologii nadaje wyższy sens, a tym samym stawiając siebie wyżej ponad zwierząta, którymi sami jesteśmy.

Gruba ryba1piorunów

@Cori01 naturalne zjawiska, potrzeby i pierwotne instynkty są przekuwane w naszym mózgu na wartości, wierzenia, filozofie. jesteśmy przede wszystkim organizmami żywymi, ze wszystkimi tego konsekwencjami. naszymi najbliższymi krewnymi sa małpy. Różnimy się przerośniętym mózgiem, dzięki ktoremu możemy rozwiązywać skomplikowane problemy. ale równocześnie nadal podstawową funkcją tego mózgu jest zapewnienie przetrwania naszego genomu, z tym ze juz w warunkach poszerzonej świadomości. wymyśla więc te wszystkie rzeczy i uczucia, jak miłość, zeby nas motywować do realizacji określnonych zachowań

Osobistość1piorunów

@FriendGatherArena no tak, dlatego wspomniałam o swoim spojrzeniem na rzeczywistość jaka jest, a kiedyś patrzyłam przez pryzmat wierzeń i religii, a geneza tych wierzeń jest prostsza niż myślałam, ale może dzięki nim właśnie jesteśmy cywilizacja, WHO KNOWS...

Pokaż więcej komentarzy (10)