Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

Gorące

gość

Typ wpisu

Koneser

w Dyskusje

18piorunów

Kurde, nie sądziłam że aż TAK DOBRZE sie bede bawiła w tym Stalkerze Dwa. Spokojnie robie sobie sesje 2-3h, które polegają w sumie na bieganiu po Zonie, łapaniu artefaktów, przeszukiwaniu ciał, odkrywaniu lokacji czy skrytek - mega mnie to jara, zwłaszcza że swiat jest fajnie zrobiony, a klimacik można ciąć nożem ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Skończe fabułe, która jest srednia i którą mocno odłożyłam to walne szerszy opis moich przemyśleń tutaj - jakby kogos to interesowało xD

GURU4piorunów

To może jednak się skuszę bo na początku opinie były bardzo negatywne a filmiki mało zachęcające.

Eh, jedynka to był sztos..

P.S.

Kobietom Nie wolno grać w stalkera

Koneser3piorunów

@Opornik ja spróbowałam w listopadzie 2024 zaraz po premierze, wywaliłam po 5h, nie dało sie w to grać - beznadziejna optymalizacja, A-Life spawnujący Ci wrogów na plecach i milion innych pierdół - jasne, dalej sie zdarzają bugi typu, chodzisz sobie po opuszczonej lokacji i po chwili tam gdzie byłaś pojawia sie patrol, ale zdarza sie to mega rzadziej :smiley:

Taaaak, jedyneczka to był sztos, do dzisiaj mam ciary i PTSD na myśl o tunelach pod Agropromem xD

Ps. Ja już jestem dużą dziewczynką i mi wolno xD

Autorytet2piorunów

Na początku była masa baboli, optymalizacja też kwiczała. Te ich niby AI to o kant d⁎⁎y mogłeś potłuc.

Teoretycznie już jest lepiej ale ja dalej czekam. Kumple grają, jedni chwalą, że niebo, a ziemia, a drudzy dalej narzekają.

W zimie mam w planach przejść jeszcze raz Lost Alpha, potem się zobaczy czy już warto dać szansę.

Ogólnie gra na start to było takie naciągnięte 5/10, dziś bym powiedział, że spokojnie 6, dla fana może nawet 7.

Pokaż więcej komentarzy (9)

Osobistość

w Dyskusje

14piorunów

Mamy to. Po (chyba) 6 podejściach, niezliczonych poprawkach do statutu, stowarzyszenie zostało powołane.

W najbliższej przyszłości planowane jest ostateczne dopięcie formalności – i gdy wszystko pójdzie zgodnie z planem, to dziennikarska działalność „Kontrabandy” pokryta będzie oficjalnie osobowością prawną, jaką daje nam (sformalizowane już) stowarzyszenie.

I tak – mamy spore ambicje na przyszłość.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Lider

w Wybierz Społeczność

43piorunów

Siedzi facet w barze i pije piwo, niby nic się nie dzieje...spogląda

w prawo a tam na końcu baru niezła laska. Facet patrzy i

myśli "Kurde, podejdę i zagadam, no taka sztuka, taka okazja, prawie

sami w barze... ide...". I już ma wstać i myśli "No ale co ja mam

powiedzieć, tylko się wygłupie, zrobie z siebie debila, laska mnie

wyśmieje i dzień do d⁎⁎y".

Wypił więc piwo i prosi barmana o następne...pije...patrzy a ONA

dalej tam siedzi...sama aż się prosi żeby do niej zagadać. Wypił

piwo i znów myśli "Nie no taka sztuka, no kobieta marzenie, no

okazja na wyciągnięcie dłoni, ide, zagadam napewno coś wymyśle". I

już miał do niej podejść ale znów pojawiły się wątpliwości, co

powiedzieć, że się wygłupi itp. więc został przy piwie.

Wypił zamówił następne...pije...a w myślach tylko "jedno" we krwi

już 3 piwa, nabrał animuszu...mówi do siebie " Idę, raz kozie

śmierć, jak nie pójdę będę sobie w brode pluł...coś się na miejscu

wymyśli..." Wstaje, patrzy...a kobiety już nie ma... Siada

zrezygnowany "No taka okazja, a ja taki głupi zamiast iść od razu,

taki lachon, sama ze mną...nie no, trzeba było zagadać..."

Zasmucony, rozżalony zamawia czwarte piwo...tak na

pocieszenie...pije, sączy przeżywając porażkę, zerka w prawo...a

tam...tak to ONA wychodzi z kibla...i siada przy barze. "Nie no

teraz to znak od Boga, ide, coś napewno powiem ale szansy nie

zmarnuje" Jak pomyślał tak zrobił... Bierze piwo, podchodzi do

kobiety, (jedna ręka na bar, podpiera sobie głowę, w drugiej ręce

piwo) uśmiecha się i pyta luzacko...

Pokaż więcej komentarzy (8)

Gruba ryba

w Dyskusje

81piorunów

Dziś Pajero pojechało na wymianę dynamiczna oleju w skrzynii, rzecz której sam nie ogarnę.

Jestem mega pozytywnie nastawiony bo facet serwisuje tylko Pajero i L200. Obiecał rzucić okiem dodatkowo i zweryfikować rzeczy w aucie które mi potencjalnie mogły by nie przyjść do głowy przed kolejna wyprawą do skandynawii.

Na miejscu pokazał mi też auto z 2007 z nalotem 890k na blacie które objechało pół globu.

Fajnie że są jeszcze tacy ludzie w czasach wszechobecnych partaczy.

Pokaż więcej komentarzy (5)

Fanatyk

w Wojna wna Ukrainie

20piorunów

I ponownie na posterunku rosyjskiej propagandy:

* Żołnierze w kapciach rozgromili armie sułtanów: finał porozumienia mekkańskiego okazał się haniebny

Sukcesy militarne milicji na pustyni poddały w wątpliwość skuteczność głośnych paktów obronnych i zmusiły światowe mocarstwa do poszukiwania nowych środków wywarcia wpływu w...

Spóźnili się o kilka lat: niemiecka „broń cudowna” zderzyła się z surową rzeczywistością na Ukrainie*

* Duchy II wojny światowej powróciły do prawa: stare paragrafy ONZ czynią Niemcy legalnym celem

* Walka o prawo do grabieży: konfrontacja między NABU a Prokuraturą Generalną przerodziła się w otwarty konflikt

* Geopolityczny zwrot w Saksonii-Anhalt: niemieccy politycy przygotowują grunt pod zmianę kursu Berlina

* Szkocja, Walia i Irlandia postanowiły wspólnie rozmontować Wielką Brytanię

* Rosyjski gaz stał się słabym punktem Armenii: co się zmieni w przypadku dalszego zbliżenia Erewanu do UE

* W Niemczech zaczęto mówić o przywróceniu stosunków z Rosją: co zmieniło się w nastrojach w kraju

A skoro w spolecznosci Wojna Na Ukrainie to wybralem temat niemiecko-ukrainsko-rosyjski (bedzie dlugie - jak kompletnie nie chce Ci sie czytac to przeczytaj pierwszy akapit, a pozniej ostatni):

Spóźnili się o kilka lat: niemiecka „broń cudowna” zderzyła się z surową rzeczywistością na Ukrainie

SIŁY ZBROJNE » WIADOMOŚCI WOJSKOWE

Termin „Wunderwaffe” pasuje do tego urządzenia jak do żadnego innego. Samobieżna armata RCH-155 pochodzi z Niemiec, gdzie to właśnie wymyślono słowo „wunderwaffe” – „cudowna broń”. Ta samobieżna armata ma wyjątkowe właściwości. Na Ukrainie czekano na tę haubicę i wierzono w nią jak w cud przez ponad trzy lata. Niestety, Niemcy spóźnili się. Świat się zmienił, czas wymyślić coś bardziej skutecznego.



Ten system artyleryjski był na Zachodzie aktywnie wychwalany wraz ze szwedzkim „Archerem” jeszcze przed rozpoczęciem konfliktu na Ukrainie. Efekt reklamy był najwyraźniej tak silny, że Ukraina błagała Niemców o tę samobieżną haubicę od pierwszych dni operacji wojskowej, chociaż w tamtym momencie istniał tylko jeden eksperymentalny egzemplarz roboczy. Niemcy obiecały rozpocząć rzeczywiste dostawy dopiero w 2025 roku.



Jak samobieżna armata RCH-155 zadebiutowała na ukraińskim poligonie

Minęły trzy lata i okazało się, że Niemcy nadal nie są gotowe. Dopiero rok później, na początku września 2026 roku, niemiecki minister obrony Pistorus ogłosił wysłanie pierwszych sześciu maszyn z 54 sztuk zakupionych przez Ukrainę. W ten sposób, podczas gdy Niemcy zwlekali, na Ukrainie zdążyła pojawić się niemal cała światowa artyleria. Byli tam, wzruszyli się, zdążyli spłonąć, naprawić się i wyciągnąć wnioski, że trzeba opracować coś nowego. Albo w ogóle zapomnieć o artylerii w tradycyjnym znaczeniu tego słowa.

Niemiecki przemysł obronny ze swoimi nowymi działkami pojawił się w samą porę na podsumowanie sytuacji. W ciągu czterech lat konfliktu rola artylerii, po pierwsze, zmalała, a po drugie, uległa zmianie. Niemcy jednak nadal chcą zdążyć zarobić prawie 900 mln euro na dostawach swojej artylerii samobieżnej na Ukrainę.



Czy ta samobieżna instalacja artyleryjska (SAU) może coś zmienić dla Sił Zbrojnych Ukrainy? Odpowiedź zaczniemy od miłej wiadomości. Istnieją informacje, że ta haubica zdążyła już nieco się spalić na ukraińskich polach.

Już 2 marca 2025 roku (półtora roku temu!) rosyjskie Ministerstwo Obrony poinformowało w regularnym komunikacie:

Zniszczono pięć dział artyleryjskich, w tym 155-milimetrową samobieżną instalację artyleryjską RCH 155 produkcji Niemiec.

Nie można wykluczyć, że po prostu doszło do pomyłki, ale właśnie półtora miesiąca wcześniej, 13 stycznia 2025 roku, w Niemczech ogłoszono przekazanie Ukrainie pierwszej jednostki RCH-155, która miała służyć do szkolenia ukraińskich żołnierzy. Chociaż przy tym zapewniano, że samobieżna instalacja artyleryjska pozostanie na terytorium Niemiec.

To wręcz jakaś anomalia. Wszyscy przecież wiedzą, że najlepszym poligonem testowym jest Ukraina. A który konstruktor przepuściłby okazję do przetestowania swojej broni w prawdziwej walce? Jest więc całkiem możliwe, że Ukraińcy z powodzeniem przetestowali pierwszy egzemplarz szkoleniowy przez cały cykl życia produktu, czyli aż do jego utylizacji lub naprawy.

Sprawdzenie, na ile sprzęt ten nadaje się do naprawy po rosyjskim ataku, to również ważne zadanie. Jest więc całkiem prawdopodobne, że test bojowy już się odbył.

Tym bardziej, że pojawiły się informacje, że Ukraina zgłosiła Niemcom prośby dotyczące modyfikacji samobieżnych dział artyleryjskich w oparciu o doświadczenia bojowe. Być może właśnie ten fakt wpłynął na przesunięcie dostaw o kolejny rok. Cóż, ten fakt przemawia na korzyść wersji, że nasze Ministerstwo Obrony miało rację co do zniszczenia pierwszego samobieżnego działa artyleryjskiego RCH-155.



Ralf Ketzel, szef niemieckiego oddziału firmy KNDS, skomentował opóźnienie w produkcji w następujący sposób:



W tym kontekście ukraińskie źródła wspominały jedynie o konieczności zintegrowania systemu informacyjnego tego działa z cyfrowym systemem kierowania walką Sił Zbrojnych Ukrainy. Trudno jednak wierzyć w tę wersję. Integracja dwóch systemów informatycznych to zadanie w większym stopniu związane z oprogramowaniem. Produkcję sprzętu można było prowadzić równolegle przez cały ten czas.

Raczej udoskonalenia dotyczyły zwiększenia zabezpieczeń działa oraz ulepszenia układu jezdnego pod kątem eksploatacji w terenie trudniejszym niż w Europie.

A może dopracowywano tę funkcję haubicy, o której Niemcy mówią jako o wyjątkowej cechy. Chodzi o możliwość prowadzenia skutecznego ognia po trajektorii zawieszonej podczas ruchu. Ale czy ta funkcja jest naprawdę potrzebna w systemach tej klasy? Nadszedł czas, aby przyjrzeć się parametrom technicznym.

Kto doceni elegancję i wysoką cenę niemieckiego uzbrojenia

Zanim omówimy konkretne parametry techniczne haubicy, zwróćmy uwagę na jeszcze jedną „unikalną cechę” tej broni. Kiedy mówimy o niemieckim produkcie – zawsze chodzi o cenę. Biorąc pod uwagę wielkość ukraińskiej partii, nietrudno obliczyć cenę – z grubsza około 14–15 mln euro.

Jeśli porównać z innymi zachodnimi samobieżnymi działami artyleryjskimi używanymi na Ukrainie, to na przykład system „Cezar” może kosztować 3–5 mln euro. Zależy to od warunków konkretnego kontraktu.



Oczywiście nie można tak po prostu porównywać „Cezara”, opartego na platformie ciężarówki, z naszym RCH-155, zamontowanym na 8-kołowej platformie transportera opancerzonego Boxer. Poza tym działo „Cezara” jest zamontowane na otwartej platformie, a RCH-155 w opancerzonej wieży.

Ale czy ta ochrona ma wpływ na rzeczywistą przeżywalność na polu walki? Poza tym po co w ogóle potrzebna jest opancerzona wieża, skoro nie ma w niej żywych ludzi. Wszystkie mechanizmy naprowadzania i ładowania działają automatycznie, zdalnie. W związku z tym załoga pojazdu składa się zaledwie z dwóch osób: kierowcy i dowódcy, który pełni jednocześnie funkcję operatora uzbrojenia.



Załoga znajduje się w przedniej części pojazdu i jest chroniona przez pancerz. Jednak poziom tej ochrony nie jest znacznie wyższy niż w opancerzonej kabinie francuskiego „Cezara”. Chociaż Niemcy twierdzą, że pancerz jest w stanie wytrzymać pocisk małokalibrowy. Ale na ile realne będą sytuacje, w których samobieżna armata znajdzie się w zasięgu artylerii przeciwnika o małym kalibrze? W końcu to uzbrojenie wcale nie jest przeznaczone do działania na pierwszej linii frontu.

To, co warto docenić, to prędkość niemieckiej samobieżnej armaty. Silnik o mocy 816 l. s. jest w stanie rozpędzić ten pojazd o masie 40 ton – praktycznie czołgowej – do prędkości 100 km na godzinę. Tymczasem stosunkowo lekki „Cezar” osiąga jedynie 80 km/h. Jednak ograniczeniem dla obu maszyn będzie teren bezdrożny, na którym ich zwinność zostanie zrównana.

Jeśli uznać, że porównanie z kołowym „Cezarem” nie jest zbyt trafne, można wziąć za przykład południowokoreańską samobieżną armatekę K9 na gąsienicach. Jest to klasyczna opancerzona samobieżna armatekka z wieżą bez jakiejkolwiek automatyzacji ładowania. Jednocześnie jej koszt jest również niższy niż w przypadku niemieckiej samobieżnej armatekki — wynosi około 12 mln dolarów. Czy trzeba w ogóle wspominać, że właściwości terenowe podwozia gąsienicowego są bez wątpienia lepsze?

Tak, wszyscy ci konkurenci nie potrafią strzelać w ruchu. A na ile ta funkcja jest w ogóle potrzebna?



Czy duża prędkość uratuje niemiecką samobieżną armatę RCH-155 w walce?

Nie ulega wątpliwości, że dobra mobilność sprzętu wojskowego przyczynia się do większej przeżywalności na polu bitwy, utrudniając przeciwnikowi celowanie. Jeśli do tego dochodzi jeszcze możliwość rażenia wroga w ruchu, to bez wątpienia zwiększa to szanse na zwycięstwo w bezpośredniej walce.

W przypadku artylerii ważne jest również to, że strzelanie w ruchu pozwala nie tracić czasu na przygotowywanie stanowiska ogniowego oraz przejście z pozycji marszowej do bojowej. Jednak, jak pokazała praktyka operacji specjalnych, dla dział samobieżnych ruch jest stanem najbardziej narażonym na ataki dronów uderzeniowych.

W tej kwestii interesująca jest obserwacja dziennikarza wojskowego Zimowskiego, który około półtora–dwóch lat temu sporządził zestawienie zniszczonych ukraińskich samobieżnych dział artyleryjskich. Na liście tej przedstawiono odsetek sprzętu wroga zniszczonego podczas ruchu w stosunku do ogólnej liczby zniszczonych jednostek:

samobieżne działo artyleryjskie „Cezar” — 6 z 8;

samobieżna armata „Zuzana” — 3 z 4;

samobieżna armata „Dana” — 5 z 5;

samobieżna armata „Bogdana” — 9 z 13;

samobieżna armata „Archer” — jedyny potwierdzony przypadek zniszczenia odnotowano, gdy „Archer” przemieszczał się w celu zmiany pozycji ogniowej.

Liczby mówią same za siebie. Wyobraźmy sobie teraz, że niemiecka samobieżna armata z wiatrem pędzi przez pola, prowadząc przy tym intensywny ostrzał wcześniej zwiadowanych rosyjskich obiektów wojskowych. Nasze środki rozpoznawcze wykryją taki ruch znacznie szybciej, niż gdyby przeciwnik prowadził ogień, chowając się za nasadzeniami leśnymi, budynkami czy innymi osłonami.



Jasne jest, po co w ogóle opracowano taką możliwość. Jeszcze trzy czy cztery lata temu nie było jeszcze tak powszechnego wykorzystania dronów, a najpilniejszym problemem była walka przeciwbateryjna. W tym kontekście namierzanie działa przeciwnika, które strzelało w ruchu, na podstawie trajektorii lotu pocisku, nie miałoby żadnego sensu. Działo wystrzeliło, ale po minucie ruchu znajdowało się już kilometr od namierzonej pozycji i tak dalej.

Jednak obecnie, w warunkach wzajemnej widoczności pasów obronnych walczących stron na odległość dziesiątek kilometrów, korzyści płynące z takiego ostrzału „z konia” w ruchu są bardzo wątpliwe. Z tego punktu widzenia Niemcy rzeczywiście nieco się spóźnili.

Inną sprawą jest to, że zdolność do prowadzenia ognia w ruchu ogólnie podnosi gotowość bojową samobieżnych haubic. Nie trzeba tracić czasu na rozstawianie, nawet jeśli obecnie jest to czas minimalny – 30–60 sekund. Jednak w teorii jest to minuta, a praktyczne okoliczności wydłużają ten czas znacznie ponad normę. Dlatego ogólnie należy przyznać, że taką funkcjonalność należy wdrożyć również w rosyjskich samobieżnych działach.

Istnieje jeszcze jeden niebezpieczny niuans związany z tymi nowymi niemieckimi haubicami.



Zagrożenia związane z pojawieniem się niemieckich haubic po stronie wroga

Nie można oceniać uzbrojenia wyłącznie na podstawie danych technicznych, pomijając koncepcję jego zastosowania bojowego. Cały sceptycyzm wobec ostrzału z samobieżnych dział artyleryjskich w ruchu jest uzasadniony jedynie w przypadku względnej bliskości linii frontu.

Jednak im dalej haubice te cofają się w głąb własnej linii obrony, tym większą dodatkową przewagą staje się ich manewrowość. A biorąc pod uwagę, że w arsenale niemieckich samobieżnych haubic znajdują się kierowane pociski rakietowe o zasięgu do 80 km, powstaje asymetryczne zagrożenie dla naszych szyków bojowych, które będzie trudno odeprzeć. Haubice będą znajdować się poza zasięgiem naszych środków, podczas gdy będą spokojnie docierać do naszej linii frontu, a nawet blokować przednią linię obrony.

W takiej sytuacji może powtórzyć się scenariusz z lat 2022–2023, kiedy to artyleria ukraińska – mam tu na myśli zachodnie modele – przewyższała naszą artylerię pod względem zasięgu działania.

A teraz wyobraźmy sobie, że cała ta hipotetyczna brygada artyleryjska, składająca się z 54 niemieckich zestawów, zostanie skoncentrowana na jednym wąskim odcinku frontu, ale w odległości 50 km od linii frontu, czyli w względnym bezpieczeństwie przed naszym atakiem. Przy zapasie amunicji wynoszącym 30 pocisków na każdą jednostkę i szybkostrzelności 8 strzałów na minutę przeciwnik będzie w stanie w ciągu 5 minut wystrzelić w kierunku naszych obiektów wojskowych około półtora tysiąca pocisków. Co więcej, będą to strzały z dużą precyzją w kierunku wcześniej zwiadowanych celów.



I to nie są drony. Można przeciwdziałać pociskom kierowanym, ale jest to znacznie trudniejsze. Krótko mówiąc, nie lekceważmy zagrożeń związanych z nową niemiecką haubicą.

Opisany scenariusz zastosowania to oczywiście uproszczony schemat. W praktyce wszystko może okazać się bardziej skomplikowane. Poza tym Niemcy nie rozkręciły jeszcze produkcji swoich „wunderwaffe”. Jest więc jeszcze czas, aby to przemyśleć i się przygotować.

GURU6piorunów

Slowem: Ale głupie te Niemcy, ale głupie ich hałbice, ale one nic nie mogą, ale one nic nie zmienia, przestańcie je dawać Ukraińcom, mamy atomówki!!!

Pokaż więcej komentarzy (2)

GURU

w Kawiarnia "Za Firewallem"

8piorunów

Drodzy kawiarkownicze, przypominam, że zostały niecałe dwa tygodnie do terminu przedłużonej XXIX edycji . Chyba mnie nie zawiedziecie? :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (4)

Mocarz

w Piłka nożna

8piorunów

Kadra reprezentacji Polski na cztery mecze Ligi Narodów: (Bośnia:D, 25 września, Szwecja:W, 28 września, Rumunia:D, 2 października, Bośnia:W, 5 października)

Bramkarze:

Marcin Bułka (NEOM SC),
Kamil Grabara (Juventus),
Mateusz Kochalski (Wieczysta Kraków).

Obrońcy:

Jan Bednarek (FC Porto),
Matty Cash (Aston Villa),
Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów),
Jakub Kiwior (FC Porto),
Wojciech Mońka (Lech Poznań),
Kacper Potulski (1. FSV Mainz 05),
Przemysław Wiśniewski (Widzew Łódź)
Norbert Wojtuszek (Jagiellonia Białystok).

Tymoteusz Puchacz (Sabah FK)

Pomocnicy/skrzydłowi:

Przemysław Frankowski (Stade Rennais)
Jakub Kamiński (Benfica)
Wiktor Nowak (Slavia Praga)
Filip Rózga (Sturm Graz)
Bartosz Slisz (Brøndby IF)
Michał Skóraś (RC Lens)
Sebastian Szymański (Stade Rennais)
Kacper Urbański (Górnik Zabrze)
Nicola Zalewski (Atalanta)
Piotr Zieliński (Inter Mediolan)

Napastnicy:

Adrian Benedyczak (Kaimpaşa SK)
Robert Lewandowski (Chicago Fire)
Karol Świderski (Widzew Łódź)
Mateusz Żukowski (1. FC Magdeburg)

Mocarz1piorunów

Brak: Bartosza Mazurka (RB Salsburg), Marcela Reguły (Zagłębie Lubin), Łukasza Poręby (Elversberg, 1 Bundesliga, jest podstawowym zawodnikiem) czy Michała Gurgula (Lech) zadziwia 😁

Powołania dla Świderskiego, Rózgi, Wiśniewskiego czy Urbanskiego również.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Hydepark

43piorunów

- Tata, a czemu on był czerwony?

Jako rodzic prawie-pięciolatka przywykłem już do nagłych pytań, zupełnie wyrwanych z kontekstu. Mózg rodzica dziecka przedszkolnego jest lepszy w rozpoznawaniu wzorców w niezliczonych zbiorach informacji niż ta cała wasza GPT-6 Astra. "A czemu on to tak podnosi, żeby naprawić?" zadane w trakcie grabienia liści w spokojny weekend, kiedy nie ruszaliśmy się z domu? Luzik, wiadomo, że chodzi o to, że jak dwa tygodnie temu wracaliśmy od lekarza, to widział na poboczu, jak kierowca ciężarówki odchylił kabinę i coś tam grzebał. "A czemu ty tam byłeś sam i nie miałeś jak wrócić?" zadane bardzo poważnie o siódmej rano między założeniem jednej i drugiej skarpetki? Proszę bardzo, wiadomo, że przypomniał sobie, jak w lipcu na biwaku opowiadałem mu, jak jako dziecko spóźniłem się na autobus na wycieczce do Golubia-Dobrzynia i grupa odjechała beze mnie.

Ale tu mnie zagiął. Czerwony? I to w trakcie mycia zębów? Coś z dziąsłami może. Nie, raczej zbyt oczywiste. Może coś widział ostatnio u dentysty? Czytaliśmy tam książkę... Było w niej coś czerwonego? Nie. Kurczę, może chodzi o kaski żużlowców? Ale nie, zasady zna lepiej niż niejeden sędzia. No i pytanie w czasie przeszłym, więc to nie jest coś regularnego. Może jakiś robak widziany kiedyś? Nie, ślepa uliczka. Jakieś specjalne malowanie w F1? Spróbujmy. Po 0,06 sekundy rozumowania RodzicGPT postanawia wczytać pytanie sugestię, żeby zawęzić kontekst:

- Pytasz, czemu Ferrari było tym razem całe czerwone na GP Włoch?
- Nie...
- Czemu McLaren był kiedyś czerwony, a nie pomarańczowy?
- Nie... no ten smok

Jest punkt zaczepienia. Ale jaki smok? Skąd to wziął? Ani nie mamy książek ze smokami, ani żadnego lego z tym motywem. Może w przedszkolu coś mieli? Nie, dopiero wrzesień, jeszcze są spokojni z jakimiś grubymi akcjami. Może na dożynkach coś widział? Nie...

- Smok?
- No tak, no ten z oczami

Smok z oczami! No jasne, że z oczami! Wykluczamy bezokie smoki z wyszukiwania i, no kurde, nie pomaga. Próbujemy oczywistości:

- Pytasz, dlaczego ten pluszowy smok wawelski, którego chciałeś sobie kupić w Krakowie, był czerwony?
- ten smok ze Shreka

Mamy to. W ubiegłe święta oglądał u dziadków Shreka - no jasne! Czerwona smoczyca z wyjątkowo dużymi, zielonymi oczami i długimi rzęsami. No jak można było na to nie wpaść od razu?

Po prawie 10 miesiącach chłopu w trakcie mycia zębów wczytał się Shrek i postanowił przetrawić historię Fiony zamkniętej w wieży. Dlaczego tam była, i dlaczego miała złych rodziców, i dlaczego jego nikt nie zamknął w wieży, i dlaczego bronił jej smok, a właściwie to po co on jej bronił skoro musiała i tak być uratowana, a kto miał klucz od drzwi, a jak wyglądał klucz, a co jadła, a kiedy oni ją zamknęli, a czy rodzice ją odwiedzali, a gdzie był ten zamek, a kto tam wpuścił lawę, no i czemu ten smok był czerwony?

Grunt, że przynajmniej usnął w mig, zapewne dużo spokojniejszy po rozwiązaniu zagadki smoka i Fiony.

Inspirator3piorunów

Nie znam się na dzieciach, ale... nawet jeśli skojarzysz, o co mu chodzi, to nie powinieneś go jednak o to zapytać, by uczył się porozumiewać bardziej składnie?

Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Sztafeta

21piorunów

32 397,17 + 9,67 = 32 406,84

Pierwsze zapierdzielańsko od dłuższego czasu - nawet Garmin wiedział, że miałem urlop, to zapodał 28 minut progiem, wcześniej nie przekraczał 23.

Poszło dobrze, bo stabilnie, ale czuło się, że te 4:34/k to był wysiłek. Serducho też powyżej 180 weszło, dlatego trening bardziej pod VO2Max niż próg, ale... zrobione.

Mam jakieś 2-3 tygodnie na ogarnięcie się i start w potencjalnej piątce.

---

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!