BapitanKombaFenomen
0piorunów1155 + 1 = 1156
Tytuł: Tomek Beksiński. Portret prawdziwy.
Autor: Wiesław Weiss
Kategoria: biografia
Wydawnictwo: Vesper
Format: papierowa
ISBN: 9788377312438
Liczba stron: 736
Ocena: 2/10
Głupio mi się przyznać do tego, że książkę kupiłem dziesięć lat temu i dotychczas nie zdołałem przeczytać jej porządnie w całości. Raz przeczytałem jakiś jeden rozdział, innym razem zabrałem się za początek, ale różne okoliczności sprawiały, że kończyłem na dwusetnej stronie, w rocznicę śmierci Beksińskiego czytałem ostatnie rozdziały, zapowiadające tragedię. Gdzieś w maju lub w czerwcu podczas maratonów z Bondami wyjąłem jeszcze raz tę książkę, by zajrzeć do rozdziałów opowiadających o pracach nad tłumaczeniem filmów. Wtedy się zawziąłem i obiecałem sobie, że książkę w końcu przeczytam. No... zacząłem w ubiegłym w niedzielę, skończyłem dzisiaj.
Coś, co miało być fascynującą lekturą i książką obnażającą nieprawdy u Grzebałkowskiej i spółki okazało się być zdradą, której ofiarą jest bohater książki. Po lekturze jestem niesamowicie wkurwiony i zniesmaczony.
Wiesław Weiss nie ukrywał, że zabrał się za książkę, bo chciał pokazać prawdziwy obraz Tomasza Beksińskiego, bo go uraził obraz Beksińskiego z reportażu Grzebałkowskiej oraz filmu Ostatnia rodzina. Książka liczy sobie ponad 700 stron (670 z pominięciem źródeł i bibliografii na końcu). Jak wyszło to demaskowanie? Do reportażu Grzebałkowskiej odniósł się... kilka razy. (Nie liczyłem, ale po kilkuset stronach, jak już pojawiło się jej nazwisko to byłem zaskoczony. Wracając pamięcią udało mi się przypomnieć o trzech odwołaniach do jej reportażu, co jest bardzo słabym wynikiem). W książce nie ma indeksu, co stanowi nie tylko utrapienie dla czytelników, chcących na szybko znaleźć informacje o wybranych osobach. Zapewne indeksu nie ma z powodów finansowych, ale indeks stanowiłby jednoznaczny dowód, że Weiss po prostu okłamał czytelników, pisząc, że rozprawi się z tymi wszystkimi mitami, które były w poprzedniej książce, filmie-reportażu czy w filmie z Ogrodnikiem.
Jakby książka nie była reklamowana podtytułem „Prawdziwa historia” to nie czepiałbym się aż tak, że Weiss zdecydował się napisać książkę wspomnieniową, która ma być laurką na cześć przyjaciela. Nie lubię laurek, ale nie marnowałbym czasu na wypożyczenie takiej książki.
Weiss bardzo po łebkach potraktował relację dorosłego Tomasza z jego rodzicami, gdzie pisał, że w sumie wszystko było dobrze, tylko Zofia była zdecydowanie zbyt opiekuńcza, Zdzisław w mniejszym stopniu też, a Tomasz po prostu miał chwilowe awantury, po których następnego dnia przepraszał. Wszystko zostało spłycone. Grzebałkowska sporo miejsca poświęciła na trudny charakter Tomasza Beksińskiego i jego ekscentryczne zachowania. Ile w tym prawdy? Nie wiem, ale na dobrą sprawę - po co autorka miałaby celowo wprowadzać czytelników w błąd? W pamięci zapadła mi historia (nie cytuję dokładnie, reportaż ten czytałem kilka lat temu), w której ktoś odwiedza Beksińskich, w mieszkaniu jest Tomasz i tak się chamsko odzywa do matki, że gość wprost mu powiedział, że ma się hamować, bo zasługuje na dostanie w pysk. Weiss słowem się nie odniósł do tej historii. Weiss za pił do innej historii (nie pamiętam, czy z filmu z Ogrodnikiem czy do książki), że w dniu śmierci babci Tomasz miał wypalić, że „zostało ich troje, jak Genesis”. Przypomiam sobie o tym fragmencie dlatego, że w części właściciej książki babcia (babcie? Z filmu pamiętam, że były obie) pojawia się tylko w okresie sanockim i jej relacje z Tomaszem po przeprowadzce w zasadzie nie zostały poruszone.
Zresztą, Weiss nie miał jaj, by napisać we wstępie, jak nazywają się nielubiane przez niego filmy i książka. Pisanie o „Słynnym Reportażu”, „Słynnej Książce” i „Słynnym Filmie”, gdzie oskarża się autorów tych dzieł o „plugawe treściki” itp. jest po prostu żałosnym unikiem, w którym ucieka się od oskarżeń o zniesławienie.
Po takim doborze materiałów książka przestaje być wiarygodna. Nie wiem, dlaczego Weiss ponad 80% książki poświęcił wyłącznie na historie, jakim to Tomasz był wspaniałym przyjacielem i pracownikiem, którego jedyną wadą była zbytnia ufność wobec ludzi, którzy lubili go wykorzystywać. Pisząc nie wiem mam na myśli dylemat, czy jego dawny znajomy po prostu wypierał z siebie jakieś wydarzenia lub cynicznie sporządził nowy obraz Tomasza, na którym można było sporo zarobić.
Cały okres Weissa jest przesłodzony, przyjaciele właściwie tylko dobrze mówią o zmarłym, a jak krytykują, to jego nadmierne spożywanie Coca-coli i dań kuchni azjatyckiej, bo niezdrowa dieta rzutuje na samopoczucie, co mogło sprowadzić do katastrofy. Takie to wniosku. Jak ktoś bezpośrednio źle pisze o Tomaszu to wyłącznie z racji zawiści (redakcja Rock'n'Roll, Hołdys) lub po prostu zmyśla i nie wie, o czym mówił (Knapik). Interesujące jest to, że w tej książce bardzo mało jest wypowiedzi Piotra Dmochowskiego, który popularyzował obrazy Zdzisława Beksińskiego i znał się z rodziną. Jeśli te wypowiedzi się pojawiają, to wyłącznie w formie cytatów z poprzednich reportaży czy surowych taśm archiwalnych. Nie ma ani jednej nowej wypowiedzi, specjalnie na potrzeby książki. Nawet w książce nie pojawia się sugestia, że były próby nawiązania kontaktu. Bardzo źle to świadczy o kryteriach doboru świadków.
Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to, że do tej wielkiej manipulacji dochodzi coś, co moim zdaniem stanowi jawne sku⁎⁎⁎⁎⁎⁎stwo, po którym Weiss powinien zostać personą non grata w środowisku muzycznym. W książce pełno jest „cytatów” z listów Tomasza Beksińskiego. Zwłaszcza z listów do jego partnerek. Właściwie połowa książki to relacje miłosne, tłumaczenie się poprzednich dziewczyn ze swoich decyzji, a także tłumaczenia przyjaciół, jak to partnerki Tomasza nie pasowały do niego. Słowo „cytaty” specjalnie napisałem w cudzysłowie, ponieważ owe cytaty to właściwie prawie całe listy, z drobnymi ustępami w treści. Macham już ręką na problem czy taki zabieg to już nie naruszenie praw autorskich, ale do k⁎⁎wy jasnej – list, zwłaszcza miłosny, to rzecz bardzo delikatna, poruszająca bardzo osobiste relacje pomiędzy nadawcą a adresatem. Nawet jeśli Weiss dostał zgodę od wielu poprzednich dziewczyn Beksińskiego to z szacunku do samego Beksińskiego powinien zachować treść tych listów dla siebie i uniemożliwić ich wydanie w jakiejkolwiek formie, przynajmniej na czas, gdy... nie wiem, żyją wszyscy ludzie, z którymi znał się Tomasz i gdzie nowe pokolenia mogłyby na chłodno zbadać te listy? W książce jest trochę listów, których adresatką jest partnerka Beksińskiego, która kilka lat po nim popełniła samobójstwo. Nieznane są powody jej śmierci, nie będę bawić się w analizę, bo nie jestem osobą mają do tego jakiekolwiek prawo. Zmierzam do tego, że jeden z osobistych listów, zajmujących ponad osiem stron książki (!) jest datowany na 5 listopada 1999 (niecałe dwa miesiące przed śmiercią) i mógł stanowić jakiś punkt, po którym Beksiński zdecydował się popełnić samobójstwo. Weiss nie miał moralnego prawa publikować listów o tak delikatnej treści, nie mając zgody Beksińskiego. Napluł swojego przyjacielowi do urny i zarobił na tym pieniądze. Nawet jeśli robił wszystko w dobrej wierze.
Mając „Beksińskich. Portret podwójny” Grzebałkowskiej i „Tomka Beksińskiego. Portret prawdziwy” Weissa polecę poprzedni reportaż. Nie wiem, czy Grzebałkowska zniekształciła obraz Beksińskich, nie mam na to żadnych dowodów, ale jako osoba z zewnątrz jest po prostu wiarygodniejsza.
Szkoda, że ten strasznie skrzywiony obraz został podbity przez laurkowy biogram Beksińskiego na Wikipedii (opisany w zasadzie wyłącznie na książce Weissa, przy całkowitym pominięciu "Beksińskich" Grzebałkowskiej!), który będzie przez lata stanowić punkt odniesienia dla wielu osób, którzy po raz pierwszy zainteresują się jego życiem. Smuci mnie również, że na to oszustwo nabrało się setki osób, którzy na lubimyczytac chwalą tytuł i piszą, że dopiero Weiss zrobił dobrą robotę. Absolutnie nie zależy mi, żeby teraz pisać, jaki to z Tomasza Beksińskiego choleryk, egocentryk itd., bo nie chodzi teraz o wyciąganie brudów i walenie w człowieka dla samego walenia. Nie lubię po prostu, jak nieszczere hagiografię skutecznie zakrywają bardziej skomplikowany obraz, który może być niewygodny, skomplikowany, ale uczciwszy.
Ja nie dołączam do tej błazenady chwalącej tę książkę, brzydzę się hagiografiami opakowanymi w prawdę, pustymi frazesami o odkłamywaniu historii, gdzie to odkłamywanie to wyłącznie zamiecenie pod dywan niewygodnych spraw poruszanych w poprzednich dziełach i cynicznym wyciąganiu sekretów. Co mi po tych wszystkich ciekawostkach muzycznych i filmowych, jak książka jest tak toksyczna?
Prywatny licznik: 32/50
#bookmeter #czytajzhejto #bapitankombaczyta #beksinski (nie zostanę zjedzony za tag, poświęcony de facto wyłącznie ojcu Zdzisławowi?)
















