Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

Hydepark Domyślna

Kategoria: Hydepark

  • 5752 członków
  • 252872 wpisy

Wirtuoz

w Hydepark

9piorunów

Słuchajcie, mam problem...i to ogromny ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)

Mam w pracy dziewczynę, wielką dziewczynę, ze 150 kilo wagi. I mam też w biurku szufladę ze słodyczami do kawy. Ot wiecie, jak mnie najdzie to sobie coś wezmę...albo jak ktoś inny ma chęć na coś słodkiego to wie gdzie przyjść. No i kilka razy było tak, że pytała czy mam coś słodkiego bo jej się do kawy chce. Luz, no wzięła coś tam i elo. Ale od jakiś dwóch tygodni jest koszmar.

Bierze bez pytania, potrafi zeżreć wszystko co tam jest, na drugi dzień nic nie mówi tylko jak mnie nie ma w pokoju to podrzuca to co zjadła (sztuka jest sztuka). Tylko co z tego jak rano podrzuci a po południu znowu wyczyści tę szufladę? Ostatnie klika dni to nawet już wszystkiego nie oddaje tylko wrzuci co nie zje i myśli że jest okej.
Zrobiłem mały eksperyment, w tygodniu miałem dzień wolnego i wiecie co zrobiłem? Zamknąłem szufladę na klucz i odłożyłem go na biurko pod dokumentami i papierami. Po dniu wolnym przychodzę, klucz w szafce i oczywiście szuflada wyczyszczona...

Ale, żeby tego było mało, przyniosłem sobie butelkę CocaColi, postawiłem pod biurko. Upiłem sobie pół szklaneczki, bo nie specjalnie przepadam za samą Colą (wiecie o czym mówię) a resztę odłożyłem z powrotem pod biurko. Następnego dnia upita o szklankę. Kolejnego o następną szklankę i następnego o kolejną... Z prawie całej butelki upiła 2/3. Kurde, wychlać komuś napój schowany pod biurkiem to trzeba mieć tupet.

Już pomijam fakt jakim całokształtem jest toksykiem, jak bardzo od paru lat się z nią męczymy i ciągle drapiemy się po głowie kto u diabła ją tu trzyma, ale kurde takie akcje odwalać? Chcę jej zwrócić uwagę ale boję się jej tego powiedzieć. Ja jestem prostym człowiek i wygarnę jej to w twarz ale ona weźmie to za atak, zacznie kłamać że to nie ona (choć w koszu wszystkie papierki się znajdują - pani porządkowa donosi), że nikt jej nie lubi i że to mobbing i wuj wie czy gdzieś z tym nie pójdzie.

Wiec pytam was - jak jej takie podpieprzanie żarcia wybić z głowy?? Środka na przeczyszczenie wolałbym nie stosować (╯°□°)╯︵ ┻━┻

Plus jest taki, że ta akcja zbliżyła mnie z żoną, bo co rano obstawiamy czego brakuje i zrobiliśmy z tego niezłą grę ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Fanatyk2piorunów

@sckb - zamykaj szufladę i klucz noś przy sobie.

Jak dobierze się do zamkniętej szuflady to zostaw w prywatnym plecaku - jak z niego słodycze znikną to rób aferę na całą firmę.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Sum

w Hydepark

4piorunów

Wniosek o pisanie egzaminu na wiosnę złożony. Sporo nauki i stresu.

Kompan1piorunów

Z czego egzamin chuop ma?

Pokaż więcej komentarzy (5)

Mistrz

w Hydepark

7piorunów

Czemu pociąg pospieszny ma się zatrzymywać w Aleksandrowie Kujawskim? :thinking_face:

Fanatyk0piorunów

@maximilianan Chwalenie się idealnymi czasami przez PKP, bez ogłaszania opóźnień na danej trasie jest bez sensu. Wiem, że aktualizowanie rozkładu jazdy na bieżąco to technologia poza zasięgiem PKP, ale mogliby chociaż przy sprzedaży biletu pokazywać średnie opóźnienia z ostatniego miesiąca, aby człowiek mógł sobie zaplanować wszystko.

W sobotę pokusiłem się o przejechanie jednej trasy pociągiem (deklarowany czas PKP 1:30h), zamiast autem (jest ~2h), bo uznałem, że zaoszczędzę czas i kasę. Przejazd trwał 2:30, bo PKP "zaskoczył" remont, trwający od jakiegoś miesiąca. W efekcie zamiast załatwić rzeczy na spokojnie, musiałem brać Ubery i biegać po mieście, gdyż musiałem zdążyć na pociąg powrotny. Oszczędności czasu ani kasy nie było, było za to trochę nerwów.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Wirtuoz

w Hydepark

4piorunów

Influencerka plus size miała problem z pasami w samolocie. W sieci zawrzało

Ewa Zakrzewska od lat propaguje ciałopozytywność i jest jedną z najpopularniejszych modelek oraz influencerek plus size w Polsce. I teraz pomyślcie że taka siada obok was w pociągu, autobusie czy samolocie i jej miejsca za mało na jej tłuszcz. I żeby nie było ja sam potrafiłem z 98

Lider

w Hydepark

14piorunów

Niemcy, mistrzostwa świata w wabieniu jeleni 2026. Panowie w kapeluszach z piórkiem dmuchają w drewniane tuby tak, żeby brzmieć jak jeleń na rykowisku, a jury z kamienną twarzą ocenia każde porykiwanie. Na koniec do rywalizacji staje też pani w zielonym kapeluszu, ale to już widok, który zniosą tylko najtwardsi z was.

Pokaż więcej komentarzy (4)

Gruba ryba

w Hydepark

12piorunów

Jeszcze jedno zdjęcie ze wczoraj.

Zlot był pod jednym technikuum/zawodówką. Akurat robiąc to zdjęcie to wybitnie nostalgłem bo ze sceny obok leciał Karmi i Remi - Explosion a chwilę potem Beattrax - Project Well. Ogólnie to miała być impreza dla klasyków ale był klimat taki lato 2005.

I tak skojarzyłem, że na tym parkingu pod szkołą z 20 lat temu mógł stać identyczny zestaw pojazdów: BMW E36 na flagówach należące do banana, maluchy uczniów dojeżdżających z wiosek, tuningowane cinquecento z lampami seksu pewnie ucznia mechanika, losowy Hyundai Pony, golf z którego mogłaby dudnić muzyka. Jedynie merol coupe psuje kompozycję.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Hydepark

14piorunów

Hackatony to jest super sprawa w teorii ale w praktyce to moje doświadczenia są słabe.

Na jednym organizator miał po jednym boardzie Arduino + RPI dla każdego i większość czasu spędziliśmy na debugowaniu sprzętu żeby finalnie okazało się że coś było zrypane (nie pamiętam już teraz co dokładnie, któryś scalak).

Na innym połowa zespołów znała już zadania i tylko przeklepywała sobie to co już w chacie zrobili.

Ale to było przed AI jeszcze.


Teraz idziesz na hackaton i jest konkurs kto pisze lepsze prompty i korzysta z lepszego modelu. Więc nawet element funu imo totalnie znika xD no bo ciężko jest być dumnym z aplikacji napisanej AI w taki sposób. Jeszcze widać na koniec kto z jakiego modelu korzystał bo ci co mieli Codexa mieli podobne style aplikacji i ci co korzystali z Clauda też 😅

Pójść raz żeby zobaczyć to spoko nawet ale więcej to bez sensu.

Osobistość2piorunów

@Czokowoko Najpiękniejszym zjawiskiem hackatonowym (dosłownie tak to nazywali) z jakim się spotkałem były wydarzenia organizowanie przez jedno korpo w którym miałem przyjemność zmarnować kilka lat życia.

Macie zdefiniowane z góry drużyny (normalne zespoły w których pracowaliśmy na codzień), przydzielone z góry zadania (normalne taski na ~2 tygodnie roboty), kupę papki motywacyjnej (innowacyjność, AI, nieszablonowe rozwiązania, blablabla), zimną pickę obok ekspresu do kawy. Klepnijcie w 12h to co powinno zająć dwa tygodnie a w nagrodę dostaniecie ciepłe piwo i uścisk ręki prezesa (albo i nie bo pojechał do domu). Że też regularnie część frajerstwa się na to rejestrowała xD

Fanatyk2piorunów

@Czokowoko a najlepsze są pracowe hackatony. Dostajesz z zespołem epiki które kiedyś by weszły, ale teraz PO chce je w 24h, bo to jest fun xD

Pokaż więcej komentarzy (6)

Fenomen

w Hydepark

40piorunów

Vox populi - vox dei, będzie pełna relacja z TET Bułgaria. Dopóki wpis będzie dostawał chociaż jeden piorun, będę wrzucał kolejny, więc zapraszam do czarnolistowania :)

Preludium

W czwartek przyjeżdża busem P. - wtedy się poznajemy, to nasz organizator i przewodnik. Zaplanował przejazdy, zarezerwował co trzeba. Zabiera mój motocykl na pakę. Oprócz mojego będą jeszcze 3 inne, z tego tylko moja CFMoto 450, a reszta Kove 800.

Piątek to pakowanie. Ciężko mi ogarnąć wszystko: sakiewki z narzędziami, sakwy ze sprzętem na camping i jedzeniem, drybag na ciuchy, śpiwór i materac, plus namiot. Sporo tego. Nie mam jeszcze doświadczenia z takimi wyjazdami - zawsze pod namiot jeździłem autem i nie było tego problemu.

Sobota o 3 rano zaczynamy road trip. Przyjeżdżają do mnie J. - którego poznałem w tym roku i jeździłem z nim na krótsze tripy offroadowe w PL - oraz K. - znajomy naszego organizatora. Ja mam C5 w kombi, więc przeładowują cały swój szpej do niego i ruszamy.

P. wyjechał wcześniej niż my, jedzie sam, więc jak mu się chce, to śpi w busie. Świt zastaje nas na Węgrzech, w Rumunii doganiamy busa i zjadamy razem lunch. Odtąd jedziemy razem na camping Starite Borove. Granicę przekraczamy w Calafat - mostem nad Dunajem (it's uuuuge). Pierwszy raz stoję na bułgarskiej ziemi. Szybkie zakupy w Kauflandzie i pół godziny później zaczynamy rozpakowywać maszyny i stawiać obóz.

Wieczorem siadamy do stołu w kempingowej kuchni, żeby przepłukać gardła i omówić ważkie sprawy wymagające omówienia 😉 Towarzyszy nam miejscowy piesek, kotka i pajęczyca z jakąś setką młodych na plecach (Hans...). Na koniec ostatni ciepły prysznic na jakiś czas i do spania...


Niedziela

Umówiliśmy się na 9:00, więc mój budzik dzwoni o 7:00. Nad ranem było jakieś 6 stopni - w środku nocy zakładałem softshell, mimo że miałem na sobie bieliznę z merino, to będzie nauczka na przyszłość. Nie chce mi się wychodzić ze śpiwora, ale wiem, że trzeba, bo pakowanie trochę mi zajmie. Zaczynam od zrobienia kawy i pochłaniam serek wiejski z wczorajszą bułą. Po śniadaniu wracam i widzę, że chłopaki już wstali. Każdy ogarnia się, jak umie: opróżniamy auta, ładujemy sakwy. Ja i K. wyglądamy jak cygański tabor, a J. i P. - jako ci bardziej doświadczeni - stawiają na czysty minimalizm. No, zobaczymy!

Ruszamy po 9:00, prawie planowo. Pierwsze 40 km to asfalt. W końcu na horyzoncie pojawia się pasmo górskie, a po chwili zajeżdżamy do miasteczka Белоградчик (Bełogradczik) dolać wachy. Ruszamy dalej, przelatujemy przez ryneczek, na którym - o dziwo - kręci się karuzela z konikami. Jeszcze dwa zakręty i szok! Mieścina leży tuż obok ogromnych skalnych ostańców. Klimat trochę jak w Karkonoszach, widoki wspaniałe, na parkingach kręci się trochę turystów, ale my tylko się rozglądamy i zjeżdżamy winklami w dół. Kawałek dalej, obok Боровица (Borovitsa) ciągnie się cała ściana takich skalnych „mnichów” wzdłuż drogi. Niezbyt wysokie, ale robią spektakularne wrażenie! Jedziemy dalej, zakręty się wiją, ale przecież nie po to tu przyjechaliśmy!

W końcu odbijamy z asfaltu. Na dzień dobry doganiamy jakieś konie, które luzem kłusują ścieżką do góry. Czy tu są dzikie konie? A jeżeli czyjeś, to dlaczego biegają bez opieki po lesie? W końcu odbijają na bok, mijamy je i natychmiast zaczyna się grubo. Droga jest sucha, ale strasznie rozjeżdżona: głębokie koleiny wyżłobione przez wodę, progi skalne i pełno luźnych kamieni. Czasem wykładam się ja, czasem K., który wyznaje, że taką drogą jeszcze w życiu nie jechał.

Ja padam na jednym z podjazdów - stromo w opór, wypadłem z koleiny i nagle mnie zarzuciło. Motocykl ciężko postawić w takim terenie. Próbuję ruszyć, ale znikąd nie da się nabrać prędkości na tych wertepach. W końcu wydrapuję się na bardziej płaski teren, ale po chwili znowu mnie zarzuca i leżę. J. pomaga mi postawić sprzęt, ale obwieszczam mu, że moje sprzęgło prawie nie chwyta. Sprawdza sam, próbuje podjechać i lipa. P. wraca do nas i stwierdza, że trzeba po prostu poluzować linkę. Kombinerki, chwila roboty, po czym P. próbuje startować, a ja pcham. Sukces! Wyjechał na prostszy odcinek, do którego muszę podejść jakieś 20 metrów. Stwierdzam w duchu, że za nic nie chciałbym iść tym szlakiem pod górę na piechotę.

Podjazdy robią się ciut łagodniejsze, wjeżdżamy w las, ale i tak trzeba bardzo uważać. W pewnym momencie stawia mnie bokiem i zaliczam kolejną wywrotkę. Jestem cały, chociaż stopa nieźle boli. Okazało się, że nie zauważyłem grubej gałęzi wystającej z boku drogi - wbiła mi się w sakwę i złamała, przez co nagle mnie przestawiło. Siedzę chwilę i masuję stopę, ale cieszę się, że mam dobre buty, a gałąź nie wbiła mi się w udo albo nie urwała nogi.

Dalej jadę już dużo ostrożniej, omijam większe kamienie i patyki, ale za chwilę staje P. - złapał kapcia z tyłu. Opona dętkowa, ma zapas, więc od razu zabiera się za wymianę. Badyl pod wahacz, klucz płaski i jazda. Mamy kompresorki, a chłopaki z niejednego pieca chleb jedli, więc praca idzie sprawnie. Schodzi na tym jakieś 40 minut. A kiedy w końcu ruszamy, okazuje się, że byliśmy zaledwie 100 metrów od wyjazdu z lasu na przepiękną połoninę. Nie mógł złapać gumy w pełnym słońcu, gdzie są takie widoki?!

Teraz jazda to już czysta przyjemność - zupełnie jak po Połoninie Caryńskiej w Bieszczadach, z tą różnicą, że dookoła nie ma ani żywej duszy. Zatrzymujemy się na szczycie, obok psów pasterskich, które na szczęście odchodzą, gdy słyszą gwizd pasterza. Na najwyższej skałce stoi ławeczka. Siadamy i podziwiamy krajobrazy - widoki są absolutnie niesamowite! Cykamy foty (wychodzą fantastycznie), pogoda jest dla nas łaskawa, tylko mocno wieje - ale trudno się dziwić na wysokości ponad 1500 m n.p.m.

Po dłuższej chwili siadamy na koziołki i ciśniemy dalej połoniną, z tą różnicą, że zaczyna się zjazd. W pewnym momencie drogę grodzi ogrodzenie pod napięciem - musimy odczepić przewody, żeby przejechać. Okazuje się, że pasą się tu krowy, które płoszą się na dźwięk silników. Odczepiamy kolejny drut i wyjeżdżamy.

Połoniny się kończą, wracamy do leśnej jazdy. Jadący na przedzie P. nagle się zatrzymuje. Schodzi z maszyny, patrzy... znów guma. Bierze trzy głębokie wdechy i mówi, że jak latali po Maroku, to w całej ekipie pękło 7 kapci, ale on sam nie złapał ani jednego, a tu ma dwa pod rząd! No trudno, kolejny postój i jazda z tematem. Łatanie trwa około godziny, bo zapasowa dętka poszła przy poprzedniej awarii.

Po ruszeniu ciągle w dół. Czasem robi się czysty hardcore: gołe skały, na których leżą kamienie różnej wielkości. Nie chciałbym tędy schodzić, a co dopiero zjeżdżać! Na szczęście w końcu pojawiają się pierwsze oznaki asfaltu oraz pierwsze wsie. Wyglądają jak opuszczone: budynki się walą, wszystko pozarastane, widać gołym okiem brak pieniędzy. W małym miasteczku parkujemy pod bułgarską „Żabką”, tuż obok wolno dekomponującej się buchanki. Kiedy K. robi jej fotkę, podjeżdża rozklekotaną Polówką jakiś gość i pyta, czy nie chcemy jej kupić za 1500 € xD. Robimy zakupy na wieczór, ale pieczywa niestety brak - w końcu to niedziela wieczór (ale humor gitówa!). Nie ma problemu, jak ktoś biedy zaznał, to i kiełbasę bez chleba zje 😉

Wjeżdżamy w końcu na szerszą drogę, ale niedługo potem odbijamy w stary, popękany asfaltobeton, ze szczelin którego wyziera mech. Żadnych aut, żadnych ludzi - klimat żywcem z Czarnobyla (na każdym znaku cyrylica), i tylko pozarastane cmentarze świadczą o tym, że kiedyś ludzie tu mieszkali.

Z tego odcinka skręcamy w las na końcówkę dzisiejszego offroadu. Jedziemy kilka kilometrów, lekko nie jest, ale bez większych niespodzianek docieramy do jakiejś polany. P. decyduje, że tu rozbijamy obóz. Parkujemy i od razu bierzemy się za rozkładanie sprzętu, bo słońce ucieka w mgnieniu oka. Tradycyjnie już chłopaki zazdroszczą mi namiotu rozkładanego w 5 sekund, a J. - wędkarskiego krzesełka.

Gdy obozowisko stoi, zbieramy drewno i rozpalamy ognisko na środku polany. Siedzimy do późna, a rozmowy podkręca zimne piwo i przywieziona z Polski wiśniówka. Zza drzew wychyla się łysy łeb księżyca, a z głośnika płyną klasyki - w końcu wszyscy tutaj mamy już solidnie wygrzane PESELe.

W końcu czas się rozejść do namiotów. Cieszymy się, że wszystko się udało i każdy z nas dotarł cało na nocleg. Pora spać.

Pokaż więcej komentarzy (9)

Lider

w Hydepark

23piorunów

Lider3piorunów

wow

orzechówka

pierwsza moja obserwacja

Pokaż więcej komentarzy (12)

Gruba ryba

w Hydepark

15piorunów

Poniedziałkowy bilans na plus:

* Wolne w pracy

* Mam bardzo dobry poziom elektrolitów

Na minus:

* Cała reszta

Wróciwszy po sobotnich zawodach ok. 23, zjadłem ten sam gulasz co dzień wcześniej ok. 15. Wszystko wydawało się być ok. Noc była kiepska, ale to dosyć standardowy temat po takim wysiłku. Średnie tętno w nocy 70, prawie 50% głębokiego snu, wiedziałam że kolejna noc będzie już w normie. Tak samo jak po lipcowym wyścigu na zbliżone 270 km. W ciągu dnia chciałem zmienić łańcuch i zrobić 1h rozjazdu na totalnym luzie. Gdzieś ok. 16 zauważyłem, że moje zmęczenie nie jest standardowe i postanowiłem darować sobie kręcenie na . Klapnęliśmy przed tv i gdzieś po 18 zaczęła boleć mnie głowa, odbijało mi się i miałem dreszcze. Przyjąłem 2 verdiny, ibuprom i jakieś 30 minut później poszedłem do toalety zwrócić żarcie. Temperatura ciała w normie. Poprawa okazała się chwilowa, po niecałej godzinie powtórka, bełt był 3x większy. Lekka gorączka 37,4.

Po 20 dałem znać w pracy, że dzisiaj mnie raczej nie będzie. Byłem słaby jak cholera, ale nie wiedziałem, że będzie jeszcze gorzej. Kolejne cofki, a temperatura powoli rosła. Po 21 byłem tak słaby, że leżąc przy kiblu, opierając się o szafkę, nie lada wysiłkiem było przełożenie głowy tak, by "dobrze trafić". Po 22 zjadłem dwa kęsy kleiku ryżowego, wypiłem rumianek i położyłem się spać. Przed 23 się obudziłem, ponowny pomiar temperatury i wynik 39,0. Luba stwierdziła że kończy mnie słuchać i dzwoni na 999. Nie miałem nawet siły się odezwać. Dyspozytor powiedział, że jest duży ruch i czy możemy sami zajechać na najbliższy sor. Moja podróż na fotel pasażera (30m) trwała z 10 minut. W windzie się położyłem, nie byłem w stanie ustać przez 30s. Nie sądzę aby istniał kolejny stopień osłabienia, dalej jest już chyba tylko utrata przytomności.

W szpitalu, gdzie dosyć niechętnie mówili, że może w innym będzie mniejsza kolejka, jak zobaczyli moje zwłoki, ledwo siedzące na wózku, od razu wzięli mnie na interwencję, czy jakoś tak. Zaczęło suszyć mnie tak, że wypiłem 5 kubków wody w 10 minut.

W gabinecie lekarz widząc mnie w takim stanie, po "tylko" zatruciu, ze 3x pytał mnie o niedozwolone substancje. Luba później się zaśmiała, że aparycję miałem podobną do "zawieszonych" bohaterów z ulic Los Angeles.

Zapięli mnie pod kroplówkę i przespałem tak 2h. Ze dwa razy zwracałem zawartość żołądka, ale była to już tylko minimalna ilość wody i kwasów żołądkowych. Czułem się jednak niekomfortowo leżąc na plecach, z powodu nacisku pod przeponą.

Po odłączeniu byłem z jakieś 10% silniejszy i nawet nie potrzebowałem wózka. Tuptałem jak 100 letni dziadzio po operacji biodra. Zanim wyszliśmy ze szpitala po 2, zaszedłem jeszcze do toalety i ponownie 5 razy puściłem pawia. Jak się okazało, prawdopodobnie ostatni raz.

W domu zjadłem jeden kawałek suchego pieczywa i położyłem się spać. Budziłem się ze 20 razy, ale teraz czuję się nieco lepiej. Może jutro będzie nawet przyzwoicie.

Pokaż więcej komentarzy (5)

Fanatyk

w Hydepark

18piorunów

Dziś w ponownie odwiedzamy Opolszczyznę, a to za sprawą urokliwego dworca w Bukowie. Parterowy budynek w całości zbudowany z drewna pochodzi z roku 1930 chociaż jest tutaj duża rozbieżność, gdyż oficjalnie konserwator zabytków podał, że dworzec wzniesiono już pod koniec XIX w. Późniejsza data podawana jest przez miłośników kolei i architektury kolejowej. Nie zmienia to faktu, ze dworzec uznany jest z zabytek i jest jedyną tego rodzaju w pełni drewnianą konstrukcją w całej Opolszczyżnie. Dworzec w Bukowie przez lata niszczał jednak okoliczni mieszkańcy nagłaśniali sprawę, co nie pozostało bez echa w mediach lokalnych. Budynek został dzięki ich zaangażowaniu wyremontowany a w 2016 roku na wniosek Wójta Gminy Murów, Opolski Wojewódzki Konserwator Zabytków wpisał drewniany dworzec do rejestru zabytków nieruchomych. Obecnie przystanek w Bukowie funkcjonuje jako czynny punkt zatrzymywania się pociągów regionalnych, choć dobowa wymiana pasażerska jest bardzo niska.

Źródło zdjęcia: Ogólnopolska Baza Kolejowa

Data: 2009

Autor: Tomasz Walczak

Osobistość

w Hydepark

6piorunów

Nie ma nic lepszego, niż czytać ból d⁎⁎y i kwik brytyjskiej mafii na X, ponieważ ich pupilek GR63 odpadł z wyścigu.

Ps. Nawet mi Żordża trochę żal, ale klątwa Kubicy to klątwa przepotężna. Najpierw pozbył się Kler z F1 a teraz pastwi się na Żordżu

GURU

w Hydepark

25piorunów

Taka ciekawostka z x.

Polska jest teraz znacznie ważniejszym rynkiem dla eksportu Niemiec niż Chiny: 6,4% vs 4,4% (styczeń–lipiec 2026).

2023–2025: eksport Niemiec do Chin −16%, do Polski +12%.

Styczeń–lipiec 2026: Niemcy wyeksportowały o 45% więcej do Polski niż do Chin.

Gruba ryba8piorunów

Niemcy robią bardzo dobrej jakości, dopracowane produkty - również samochody. Zaszkodził im amerykański model biznesowy - subskrypcje i obcinanie wszystkiego co się da przy maksymalizowaniu marży. To chwilowo zwiększyło zyski, po czym - zdycha kiedy straciło rozpęd.

Zawodowiec1piorunów

Pytanie czy jako eksport liczą się części samochodów, które jeden oddział Volkswagena sprzedaje drugiemu oddziałowi Volkswagena, żeby je zmontować pod Poznaniem i inne przypadki wykorzystania nas jako montowni?

Pokaż więcej komentarzy (3)