Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#asperger

Osobistość

w Hydepark

29piorunów

W jaki sposób rozwiązujecie wasze problemy, jakie one są ? Jaka scieżka i drogą podążacie ? Jaki jest wasz cel ? Jaka myśl filozoficzna/religijna ? Jakie ksiazki w temacie waszych mysli filozoficznych/religijnych polecacie ?

Miałem odpisać pod postem @Krzakowiec odnośnie jego problemów ale jak zwykle wyszedł mi wysryw formatu A4 lub A3, o wszystkim i o niczym referat godny @Fafalala tylko nie ze szpitala a z samotni kogoś kto ma zbyt dużo czasu do namysłu . Więc tworze nowy temat.

Może i na małej próbce, ale nie znam nikogo kto miałby normalne dzieciństwo, albo przemoc albo nadopiekuńczość ze strony przynajmniej jednego z rodziców. Nie mówie tego żeby bagatelizować ten problem, ale skoro jest tak popularny a nie mamy aż tak tyle samobójstw to oznacza ze ludzie z tym żyją.

Nie ma jednej jedynej prawidłowej metody która rozwiązuje dany problem. Jedną i chyba najbardziej popularną jest to aby problem przepracować, sprawić by ten problem jakoś zniknał. Jeżeli sie uda to spoko, ale jeżeli nie to są też inne. Takimi metodami może być odwrócenie uwagi lub akceptacja.

Lubie czytać rózne filozoficzno/psychologiczne ksiażki i w taki sposób oprócz leków radze sobie z zaburzeniami lękowymi (na to są leki), ze spektrum autyzmu i fobią społeczną. Nie chłonie jednego nurtu, wybieram to co mi pasuje z każdego i póki co trafia do mnie to że:

Wszystko przemija (buddyzm) - to że teraz "jesteś w kropce" nie oznacza że będziesz w niej zawsze, to jakiś czas potrwa ale nie będzie stałym stanem, albo nastapi rozwiazanie, albo jakas akceptacja/odwrócenie uwagi a jeżeli nie to ludzki organizm ma bardzo silne zdolności adaptacyjne i człowiek jest w stanie przetrwać wszystko, nawet obozy koncentracyjne jeżeli ma określony cel, wie że coś na niego czeka (Logoterapia, ksiązka Człowiek w poszukiwaniu sensu).

Liczy sie tu i teraz (buddyzm) - obecne teraz za chwile będzie dniem wczorajszym, nawet jezeli teraz sie czymś zamartwiasz to za niedługo będzie to czasem przeszłym, wiec nie ma co do tego przykładać dużej wagi.
Nasze podejscie do własnej osoby i własnego stanu nie jest obiektywnym faktem, lecz nacechowaną opinią (stoicyzm), tą opinie trudno jest zmienić, ale warto o tym wiedzieć, probować postawić sie z perspektywy trzeciej osoby dla której te problemy byłyby bardziej błahe.

Zgadzam sie też z nihilizmem odnośnie braku celu i sensu życia, brakiem boga, zgadzam sie też z tym że powinniśmy dążyć do nadczłowieka - człowieka który pokonywać będzie własne ograniczanie i będzie stawać się bogiem sam dla siebie - jeżeli sie stanie to jako bóg nie bedą go obchodzić ludzkie ograniczenia w stylu potrzeba sensu i celu, ale uważam to za nieosiagalne, wiec skłaniam sie ku logoterapii - nadanie zyciu celu jakkolwiek obiektywnie głupi by on nie był. Zgadzam sie już nie pamietam czy z buddyzmem czy stoicyzmem że drogą powinno być unikanie cierpienia i akceptacja stanu neutralnego, ale nie zgadzam sie z jakimikolwiek formami ascezy ani przesąda w drugą stronę - nadmierną konsumpcją, zamiast akceptacji stanu neutralnego mogłbym dać dązenie do szczescia. Według mnie szczescie i nieszczescie jest jak huśtawka, wychylenie w jedną strone powoduje nastepnie wychylenie w drugą, ale całość dąży do stanu neutralnego. Z punktu widzenia biochemii mówi o tym ksiażka "niewolnicy dopaminy", kilka przykładów z życia to zadawanie bólu powodujące przyjemność jak bieganie i morsowanie, a w drugą strone to narkotyki.

Wierze też w wyjątkowo mała, lub nawet brak wolnej woli. Jesteśmy zaprogramowani poprzez geny i społeczeństwo, nasza osobowość kształtuje się do określonego wieku, a pózniej cokolwiek zmienić jest bardzo trudno lub jest to niemożliwe.
Na moim konkretnym przykładzie. Mam zdiagnozowane spektrum autyzmu, fobie społeczną i zaburzenia lękowe. Tkwie w błednym kole że jestem autystyczny więc zachowuje sie dziwnie ludzie reagują skrzywionymi minami, śmiechem a wcześniej dokuczaniem co powoduje izolacje i fobie społeczną która poteguje moje dziwne zachowania. Mogę działać wbrew sobie i wychodzić do ludzi, zdarzaja sie sytuacje że nawet wychodzi dobrze, tylko że ja ze strony układu hormonalnego nie mam żadnej pozytywnej reakcji na takie sukcesy a poza tym nie potrzebuje wiekszej ilosci ludzi niż garstki która wokoł siebie posiadam. Przygode z lekarzami zaczynam teraz, w wieku 27 lat, bardziej ze wzgłedu na potrzebe leków -bo lęki zaczeły się pojawiać bez kontaktu z ludzmi, zupełnie od czapy, potencjalne skorzystanie z benefitów związanych ze stopień niepełnosprawności, a reszte traktuje bardziej eksperymentalnie, za jakis czas (pewnie za 2 lata na NFZ, bo nie będe ładował w to własnych pieniedzy) trafie na terapie poznawczo behawioralną.

Teoretycznie mogę chodzić na terapie, a nawet wychodzić do ludzi wbrew sobie ale szanse że stane sie miłosnikiem ludzi bliskie są zeru, dopóki ludzie nie zaczna sprawiać mi przyjemności to będę siedział w samotni swej, tyle w temacie wolnej woli. Nie oczekuje zatem rozwiazania moich rzeczy, które z punktu widzenia innych osób nazywane są problemami, z mojego punktu widzenia, to standard. Poza tym zbytnie rozmyslanie i analiza swojego stanu powoduje u mnie problemy ze snem a z rzadka też kołatanie.

To wszystko powoduje ze prowadze tryb życia który obiektywnie można ocenić jako wegetacje - praca na pół etatu 3 dni w tygodniu za mniej niz minimalna, na szczescie z ludzmi którzy mnie tolerują a zwłaszcza to że na tematy poza zawodowe w ciagu 9 miesiecy zamieniłem z nimi dwa zdania. Z racji wczesniejszej pracy w IT - mam własna kawalerke wiec starcza mi na zycie, a nawet i cośtam odkładam. Przebywam w samotni z konktaktami ograniczonymi do dwóch osób. Partnerki brak ze wzgłedu na to że z ludzmi fizycznie wytrzymuje max 3h raz na 2 tygodnie, nie wytrzymam codziennego dłuższego pisania już nie mowiąc o spotykaniu sie do tego aseksualizm (albo uzaleznienie od porno, efekt jest jeden - seks z kobietami nie sprawia mi wiekszej przyjemności niż masturbacja). Wszelkie aktywności poza domem ograniczone do biegania (aby narwać królikowi trawe) i robienia zakupów - w godzinach i dniach gdy miasto jest puste. Aktywności w domu to jedzenie od 9 miesiecy tego samego i przewijanie czasu za pomocą tego co sprawia mi drobna przyjemność a są to gry komputerowe, filmy i audiobooki oraz .... króliki, od wczesnego dzieciństwa upodobałęm sobie te zwierzeta, może dlatego że są ciche i dystansują się od ludzi, ale jednak kontakt z ludzmi mają. Ich język, oparty na strachu jest dla mnie bardziej zrozumiały niż język ludzi, a w szczególności kobiet który jest operaty na emocjach.

Poniekąd króliki stanowią mój cel w zyciu i motywacje- dać im azyl w miejscu z dala od ludzi, którzy w wiekszości ich języka nie rozumieją. Dużo też z królików czerpie, one pomimo nienaturalnego i niedogodnego dla nich świata, żyją w nim, w wiekszości przypadków bez zaburzeń psychicznych, bez rozważań na temat sensu i celu istnienia, robią to do czego zostały stworzone, czyli kicanie jedzenie i realizacja innych króliczych potrzeb, myśle że od zwierząt możemy się dużo nauczyć.

Mimo wszystko ten styl zycia nie sprawia mi problemu, objawy fobii społecznej blokują tylko tą aktywność która jest długoterminowa typu zapisanie się do fundacji pomagającej królikom, z krótkoterminową typu jazda autobusem, załatwienie czegoś na mieście (innego niż zakupy) radze sobie albo poprzez odwrócenie uwagi muzyką albo poprzez myślenie "no i co z tego że teraz kołacze ci serce, skoro za 20 minut wysiądziesz i już nie będzie" , "no i co z tego że jesteś zmeczony praca i dojazdami, skoro odpoczniesz i nic ci nie bedzie, a poza tym to tylko 3 dni w tygodniu" problemem są nowe sytuacje i nowe miejsca, tego unikam jeżeli mam taka możliwość . Z innymi rzeczami w tym ze spektrum radze sobie głównie dlatego że nie porównuje się do innych ludzi tylko do siebie, jeżeli mi przyjemność sprawia życie pustelnika to dlaczego miałbym tak nie żyć.

Najwiekszym problemem dzisiejszych 30-40 latków jest to że zbyt bardzo chcą wpisywać się w standardy społeczne - chcą mieć dom/blizniak, suva, dzieci i wakacje kilka razy do roku a to wszystko za polską pensje za prace w korpo. Do tego stawianie sobie innych wygórowanych celów, cheć rozowoju i parcia do przodu bez czasu na nic nie robienie, które jest myśle bardzo ważne, a tak naprawde można żyć obojetnie jak, nawet jak szczur, wystarczy że ten sposób życia wpisuje sie w nasze potrzeby, nasze a nie te które narzuciło nam społeczeństwo, wmawiając że rozwijaj się, kupuj, konsumuj a będziesz szczesliwy - no nie koniecznie, nie ma jednej defincji szczescia, a poza tym dziwnym trafem wpisuje sie to w napędzanie obecnego systemu gospodarczo-społecznego. Brzmi to jak kontrola tłumu jak religia która mówi że bieda i cierpienie uszlachetnia, w czasach gdy biednych i cierpiących nie brakowało. Nadmierna konsumpcja za pensje Polaka nie da wam szczescia długofalowo, tylko krótkofalowo, im mniejszy będzie postęp w realizacji długofalowych potrzeb daną konsumpcją tym i radość będzie krótsza, za to taka konsumpcja tylko uwiezi was w pracy i kredytach. To co dla jednych jest szczesciem dla innych jest cierpieniem, w tym również czytanie tego posta, jedni mogą być szczesliwi że dotarli do końca tego wysrywu, drudzy mogą odczuwać cierpienie za zmarnowane kilka minut na jego czytanie.

Pokaż więcej komentarzy (9)

Inspirator

w Dyskusje

38piorunów

[#musztardoweasd](/tag/musztardoweasd) [#asperger](/tag/asperger) [#autyzm](/tag/autyzm)

[Opisuję śmieszne, nietypowe, zaskakujące sytuacje wynikające z ZA mojego syna. Każda osoba z Aspergerem jest inna, każdy z inną intensywnością odczuwa trudności w poszczególnych sferach. To, co charakterystyczne dla mojego syna, może zupełnie nie odzwierciedlać problemów i mocnych stron innych osób z ZA.]

Miało być czasem śmiesznie, postaram się następnym razem! Dzisiaj raczej śmiesznie nie będzie, bo chcę napisać parę słów o szkole, a konkretnie - o Nauczycielach Wspomagających.
Kiedyś przeczytałam takie zdanie, które dało mi do myślenia: Jakby ktoś miał za zadanie wymyślić najbardziej nieprzyjazne środowisko dla dzieci w spektrum autyzmu, wymyśliłby szkołę.

Kto nie jest w temacie, może nie wiedzieć, jakie narzędzia daje system edukacji, by wspierać dziecko z ZA. Dziecko, kiedy ma diagnozę, może starać się (a raczej rodzice) o wydanie Orzeczenia o Potrzebie Kształcenia Specjalnego. Takowe Orzeczenie, w zależności od tego, jakie zapisy się w nim znajdą, uruchamia całą machinę wsparcia dla potrzebującego ucznia. Organ prowadzący, któremu szkoła podlega, przekazuje subwencje - specjalną pulę pieniędzy dla szkoły na realizację zaleceń z Orzeczenia. A więc jeśli w Orzeczeniu jest zapis o potrzebie zatrudnienia Nauczyciela Wspomagającego, to szkoła otrzymuje pieniądze na zatrudnienie takiej osoby. Fajnie to brzmi, ale jak zwykle - papier wszystko przyjmie, gorzej z realizacją. Często jest tak, że Orzeczenie sobie, a rzeczywistość sobie.

W Orzeczeniu mojego syna, poza różnymi wyszczególnionymi formami wsparcia, jest zapis o konieczności zatrudnienia Nauczyciela Wspomagającego.

Kim jest Nauczyciel Wspomagający?

Jest to dodatkowy nauczyciel w klasie, który w razie potrzeby pomaga uczniowi. Tłumaczy mu niezrozumiałą dla niego treść zadania, przywołuje jego uwagę, gdy się rozproszy, jeśli dziecko ma silną potrzebę przerwy w trakcie lekcji, NW może wyjść z nim na korytarz. Gdy dziecko z powodu problemów z koncentracją nie jest w stanie napisać sprawdzianu w tym samym czasie, co pozostałe dzieci, NW zostaje z nim dłużej, albo w porozumieniu z nauczycielem prowadzącym ogranicza zakres sprawdzianu.
Ważnym aspektem pracy NW w kontekście dzieci w spektrum autyzmu jest wsparcie w sytuacjach społecznych. Powinien on, zwłaszcza na wczesnych etapach edukacji, dbać o to, by dziecko nie było wykluczane z grupy. Gdy pojawi sie konflikt miedzy rówieśnikami, powinien tłumaczyć podopiecznemu sytuację, perspektywę innych osób, wyjaśniać zawiłości różnych społecznych niuansów.
NW może i powinien wymyślać i dostosowywać metody do bieżących potrzeb. Z zasady powinna to być osoba cechująca się dużą elastycznością myślenia, będąca dobrym obserwatorem. Absolutnym warunkiem koniecznym do dobrej współpracy z dzieckiem jest nawiązanie fajnej relacji między takim NW a uczniem. Powinien od początku budować tę relację w oparciu o atmosferę wsparcia, pewnego rodzaju komitywy. Powinien zjednać sobie przede wszystkim zaufanie i sympatię dziecka, wejść trochę w jego świat, by potem łatwiej było mu dogadać się z nim, ustalić pewne założenia i mieć większą siłę wyegzekwowania rzeczy, na które się z dzieckiem umówił.

Kim Nauczyciel Wspomagający okazał się być w przypadku mojego syna?

Syn do tej pory (a jest w klasie 4.) przerabia trzeciego NW. O Nauczycielach Wspomagających mojego syna mogłabym napisać książkę. Byłby to dramat. Albo groteska. Nie chcę tutaj szczegółowo opisywać wydarzeń z udziałem NW syna, ale zapewniam Was, że poziom niezrozumienia tematu, niezrozumienia swojej roli przez osoby, na które trafił mój syn, to jest naprawdę coś szokującego.

W pierwszej klasie synowi przydzielono starszą panią, która biegała za nim i wycierała mu nos, chowała wystającą metkę, wyciągała za niego piórnik z plecaka i pakowała go po lekcji. Syn bynajmniej nie wymaga takiego wsparcia. Co najwyżej zwrócenia uwagi, aby to zrobił, bo stale jest rozkojarzony i o tym nie myśli. Rozumiecie - pierwsza klasa, gdzie dzieci uczą się w ogóle, jak wygląda szkoła, że to już nie przedszkole, są jakieś obowiązki, każdy siedzi w ławce, ma swój plecak i piórnik, których musi pilnować. Wszystkie te rzeczy pani robiła za niego, jednocześnie unosiła się honorem za jego nietaktowne zachowania (o których on nawet nie miał świadomości, że są nietaktowne). W moim odczuciu pani nie rozumiała kompletnie swojej roli i zamiast pomóc zbudować mu jakieś rytuały związane z funkcjonowaniem w szkole, zamiast go usamodzielniać, robiła coś zupełnie odwrotnego.

W drugiej i trzeciej klasie syn miał nową panią. Ta z kolei wytrwale usiłowała go "złamać", wyleczyć, sprawić za wszelką cenę, że będzie funkcjonował tak, jak inne dzieci. Jak miał ułożone kredki w piórniku kolorami, to dla zasady mu je mieszała, by przełamywać jego schematy, które pomagają mu funkcjonować. Karała go za to, że coś go zdekoncentrowało. Karała go za to, że odczuwał dyskomfort sensoryczny i szukał ucieczki od uciążliwego bodźca. Nie wiem, co też tę kobietę skłoniło do pracy w szkole, mogłaby zrobić zawrotną karierę prowadząc musztrę wojskową. Wszystko od kreski do kreski, cokolwiek wystaje poza ramy, ciosamy tak, by pasowało do reszty.

Podsumuję tylko, że osoby przyjmowane na stanowisko Nauczyciela Wspomagającego (czy też wg obowiązującej nomenklatury - Nauczyciela Współorganizującego proces kształcenia), są to osoby, które ukończyły studia z pedagogiki specjalnej lub osoby, które ukończyły inne studia magisterskie i zrobiły dodatkowo studia podyplomowe z pedagogiki specjalnej. Tak, ci ludzie specjalnie kształcą się z tego, jak wspierać autystycznych uczniów.
Tymczasem w środowisku szkolnym syn oprócz tego, że musi mierzyć się z trudnościami wynikającymi z jego zaburzenia, to musi mierzyć się z niezrozumieniem jego trudności przez osoby, które są tam TYLKO po to, by go wspierać.

Niestety o dobrego Nauczyciela Wspomagającego trudno. Zwłaszcza w zwykłej, publicznej szkole ogólnodostępnej. W szkołach integracyjnych nauczyciele dostają dodatek za trudne warunki pracy, w masowej szkole nie, mimo że na stanowisku NW wykonują taką samą pracę. NW w szkole masowej są słabo opłacani, więc jak tylko ktoś nabędzie potrzebne kwalifikacje, ucieka do szkół integracyjnych albo prywatnych. A więc chętnych jest jak na lekarstwo, a już jak się ktoś znajdzie, to często (przynajmniej w naszym przypadku) okazuje się, że nie ma totalnie pojęcia o co chodzi w ZA.

Szkoda, że cierpią na tym dzieci, które mierząc się w środowisku szkolnym z przebodźcowaniem, dekoncentracją, niezrozumiałymi zawiłościami społecznymi, dyskomfortem sensorycznym, przeciążeniem swojego "procesora", przemęczeniem muszą dodatkowo walczyć o krztę zrozumienia z nauczycielami - zwłaszcza tymi "wspomagającymi".

Pokaż więcej komentarzy (33)

Inspirator

w Dyskusje

65piorunów

[Opisuję śmieszne, nietypowe, zaskakujące sytuacje wynikające z ZA mojego syna. Każda osoba z Aspergerem jest inna, każdy z inną intensywnością odczuwa trudności w poszczególnych sferach. To, co charakterystyczne dla mojego syna, może zupełnie nie odzwierciedlać problemów i mocnych stron innych osób z ZA.]

Gdy mój syn miał 6 lat, pasjonował się astronomią. Oglądał filmiki, książki, albumy, łapczywie chłonął wiedzę. Potrafił wymienić np księżyce planet karłowatych, obudzony w środku nocy wyrecytowałby średnicę Ziemi, odległość do Słońca lub nazwę największej gwiazdy w naszej galaktyce.

Jego supermoc polega na tym, że cokolwiek przeczyta w życiu, mam wrażenie, że zapamiętuje na zawsze. Jego mózg działa jak komputer. Jak zapisze coś na twardym dysku, to ta informacja tam po prostu jest. Jego zainteresowania się zmieniają co jakiś czas (była astronomia, potem anatomia, dinozaury, gady i płazy, wulkany, chemia i pierwiastki, fizyka, flagi, dzisiaj - gdy ma 10 lat - geografia i geopolityka), ale to, co przeczytał te kilka lat temu, pamięta do dziś.

Potęga jego umysłu zapiera dech w piersiach i onieśmiela mnie samą. Gdybym poszła do milionerów, zdecydowanie ten młody człowiek byłby moim przyjacielem pod telefonem 🙂 W naszej rodzinie stało się już zupełnie normalne, że w ogniu dyskusji, kiedy pojawi się potrzeba sprawdzenia jakiejś informacji z kręgu zainteresowań młodego, często odwołujemy się do autorytetu tego 10-latka 😆

Zastanawiam się czasem, jak to jest, mieć większą wiedzę, niż własny rodzic.
Pamiętam jak w dzieciństwie mój tato imponował mi wiedzą, zwłaszcza z geografii. Mój syn nie może tego samego powiedzieć o mnie 🙂 Nie mam z tego powodu kompleksów, zastanawiam się jedynie, jak to jest z perspektywy dziecka, gdy widzisz, że rodzic tylu rzeczy nie wie, a które dla ciebie wydają się wiedzą podstawową 😁

Kiedy miał 6 lat, jednego wieczoru podczas usypiania opowiadałam mu wymyślaną na bieżąco historię. Oczywiście o kosmosie. Ekspedycja z Ziemi wyruszyła w kosmos i wylądowali na Jowiszu.
- Mamo, nie da się wylądować na Jowiszu! To gazowy olbrzym!
- No to rakieta zaczęła się zanurzać w warstwie gazu aż dotarła do jądra planety, na którym wylądowała.
- To niemożliwe, jądro Jowisza pokrywa ciekły wodór, nie mogliby wylądować! - Błagając w głowie o dodatkowe zasoby cierpliwości pytałam go w końcu, gdzie da się wylądować i po ustaleniu konkretów, składu atmosfery, temperatury i ciśnienia, mogłam dopiero kończyć historię, jednak trzymając się jakichś podstawowych chociaż zasad fizyki, a nie pleść farmazony jak ostatni ignorant :neutral_face:

Domyślam się, że to, co piszę brzmi trochę jak "fajnie, ale moja córka studiuje prawo", mimo, że nie tu leży sedno moich przemyśleń. Dla mnie, osoby, która jako dziecko miała problem z nauczeniem się tabliczki mnożenia, taki potencjał mózgu jest czymś niewiarygodnym, a ponieważ mam okazję obserwować jego funkcjonowanie każdego dnia, to od lat nieustannie nie mogę się temu nadziwić i tymi zaskoczeniami chcę się z Wami dzielić.

Równolegle, syn dostał w pakiecie trudności, które są naprawdę nie do pozazdroszczenia. Cześć mózgu odpowiedzialna za procesy poznawcze i pamięć rozwinęła się ponadprzeciętnie, ale kosztem kompetencji społecznych i umiejętności regulowania emocji. Te dwie garści mięcha w naszej czaszce potrafią się tak różnie rozwinąć u każdego z nas... Niezwykłe.

Pokaż więcej komentarzy (23)

Inspirator

w Dyskusje

73piorunów

[Opisuję śmieszne, nietypowe, zaskakujące sytuacje wynikające z ZA mojego syna. Każda osoba z Aspergerem jest inna, każdy z inną intensywnością odczuwa trudności w poszczególnych sferach. To, co charakterystyczne dla mojego syna, może zupełnie nie odzwierciedlać problemów i mocnych stron innych osób z ZA.]

Mój syn, gdyby miał być którymś ze smerfów, byłby zdecydowanie smerfem Ważniakiem. W dzieciństwie ten smerf z bajki wkurzał mnie niesamowicie. Teraz wiem, że Ważniak miał Aspergera 😉 Mój syn to taka mała, chodząca encyklopedia. W dziedzinach, które go interesują, potrafi wypowiadać się bez końca. Niech no tylko usłyszy słowo klucz, które go uruchomi... Nie potrafi wybrać ogólnych, najważniejszych informacji, którymi można zanęcić, kupić czyjeś zainteresowanie, aby zgłębiać temat z rozmówcą w harmonijnym dialogu, lecz od razu tak zatraca się w szczegółach i szczególikach, w pęczniejących dygresjach, które też trzeba rzetelnie omówić, że zapomina czasem wrócić do meritum. A częściej - wraca do tego meritum, ale okazuje się, że słuchacz już dawno się wyłączył i po dwóch zdaniach nie starał się nawet dalej nadążyć.

Syn nie potrafi monitorować stanu emocjonalnego drugiej osoby. Nie rozpoznaje sygnałów, które oznaczają, że zaczyna kogoś zanudzać. Nie czuje, kiedy staje się męczący. Uczy się tego, trenuje, ale nie ma tej wbudowanej intuicji. Zdarza się, że gdy bardzo chce coś powiedzieć, a ktoś mu zabrania (np nauczyciel podczas lekcji), to syn reaguje wzburzeniem. To jest właśnie objaw braku kompetencji do regulowania emocji. To wynika wprost ze specyficznej budowy mózgu i dysfunkcji takich obszarów mózgu jak ciało migdałowate czy płat skroniowy. To nie wynika z bezczelności, braku szacunku, ani braku wychowania!

Żeby go lepiej zrozumieć, staram się wtedy przywołać sobie z pamięci siebie i to, co czułam w sytuacji, gdy koniecznie chciałam zabrać głos. Np w towarzystwie, gdy poruszony zostaje jakiś temat, a ja mam idealnie pasującą anegdotkę. Wiem, że jak ją opowiem, to wszyscy będą ze śmiechu klepać się po kolanach. No muszę to opowiedzieć! I szukam tylko pauzy w rozmowie, żeby wtrącić swoją historię. Wiem, że to właśnie czuję mój syn, tylko kilkukrotnie intensywniej.

Kiedyś przeczytałam, że ten "Infodumping" może być jednym ze sposobów okazywania sympatii przez osoby w spektrum. Jestem więc wdzięczna, że syn okazuje mi sympatię. W ten czy inny sposób :slightly_smiling_face:

Jest to jednak równocześnie jedną z przyczyn, dlaczego mój syn i wiele dzieci z ZA ma tak mało przyjaciół wśród rówieśników lub nie ma ich wcale. Ciężko od dzieci oczekiwać takiego poziomu cierpliwości, nam dorosłym także często jej brakuje.

Cierpliwość otoczenia doskonale obrazuje finałowa scena każdego odcinka Smerfów, kiedy to Ważniak zawsze dostawał bęcki i lądował poza murami wioski smerfów z wykrzywionymi okularami na nosie.
Ważniaku, w ramach zadośćuczynienia za moją niechęć do ciebie w młodości, teraz wbijam z buta do wioski i staram się szerzyć wśród pozostałych smerfów świadomość o Zespole Aspergera.

Fenomen18piorunów

@Musztarda Nauczyłem się czytać samodzielnie z ukradzionego siostrze elementarza. Była o to niezła wojna, więc rodzice kupili jej drugi egzemplarz. Mnie motywowała ciekawość. Siostra codziennie kłuła mi w oczy swoim "oczytaniem". Jaki był efekt? Na pożegnanie przedszkola, jako jedyny z grupy dostałem opasłe tomiszcze o życiu w Arktyce, chyba Arcotwskich. Zero obrazków, książka jak cegła. Przeczytałem przed wrześniem. W szkole, wyrywałem sobie bark ze stawu na pytanie nauczycielki "kto wie?" Rozczarowany, gdy reszta dukała "to Ola, to As Oli" bardzo szybko zorganizowałem sobie "zajęcie pozalekcyjne".
Dzienniczek pełen uwag, wkurzeni rodzice, naderwane ucho, wrogie nastawienie reszty dzieciaków. To się nie zmieniło nawet w czasach gdy już popalaliśmy na ławce pod blokami. Dalej bym tym outsaiderem, tematem zjadliwych dowcipów, bo wciąż moja wiedza wyprzedzała rówieśników. To oczywiście były bardzo proste tematy. W stylu, czym jest prąd. Koledzy byli mniej więcej na etapie - boska siła. Trafiłem nawet do psychologa: dziecko bardzo nad wiek inteligentne. Powinno mieć indywidulany tok zajęć. Och, jak i ja byłem dumny! I gdyby tylko to było możliwe, to powiesiłbym sobie tą opinie na ścianie. Nie miałem pojęcia, że edukacja służy przycinaniu każdej odstającej makówki.
Czy mam aspegera? Nic mi o tym nie wiadomo.
Ten przydługi komentarz miał dowieźć, że i bez ZA bywa cholernie trudno.

A młodemu trochę zazdroszczę, takiej opieki i zrozumienia. W moim przypadku, wpłynęło to na całe życie.

Lider15piorunów

@Musztarda Jestem aspie i to co opisujesz, to niemal dokładnie moje zachowanie. Jestem z pewnością starszy od Twojego syna, stąd, w toku życia, udało mi się wyuczyć wielu trików - między innymi tego, żeby w sytuacjach towarzyskich (których serdecznie nienawidzę) skupiać się na ogóle, bez nurkowania w szczegóły, mimo wewnętrznego przymusu by robić na odwrót. I tak, ten przymus wynika z troski/pozytywnego nastawienia do interlokutora. Powinni wiedzieć dokładnie, o czym jest mowa - to nastawienie aspie. Trudno nam jest pojąć, że można zaspokoić się powierzchownym zrozumieniem.

Pokaż więcej komentarzy (27)

Inspirator

w Dyskusje

77piorunów


Opisuję śmieszne, nietypowe, zaskakujące sytuacje wynikające z ZA mojego syna. Każda osoba z Aspergerem jest inna, każdy z inną intensywnością odczuwa trudności w poszczególnych sferach. To, co charakterystyczne dla mojego syna, może zupełnie nie odzwierciedlać problemów i mocnych stron innych osób z ZA.

To było już chyba około trzy lata temu. Szłam z synem do sklepu. Z naprzeciwka minął nas sąsiad. Dopiero jak się z nami zrównał, mój syn powiedział mu "dzień dobry". Potem sytuacja się powtórzyła, znowu zauważyłam, że syn mówi "dzień dobry" dokładnie w momencie mijania się z osobą z naprzeciwka. Powiedziałam mu wtedy, że musi się przywitać wcześniej, jak widzi jeszcze twarz tej osoby. Ale dało mi to do myślenia. Czy to możliwe, że kiedyś ucząc go właściwego zachowania użyłam sformułowania :"kiedy mijasz się z kimś znajomym, powiedz dzień dobry"? "Kiedy MIJASZ SIĘ..."? I on to zrozumiał dosłownie? Bardzo możliwe, że tak to ujęłam. Mój błąd.
Ale rozważania o tym, w którym dokładnie momencie należy powiedzieć "dzień dobry", toczyliśmy jeszcze długo.
Z jakiej odległości - metr? Dwa? Kiedy nasze spojrzenia się spotkają? A jak się spotkają, kiedy jest między nami 10 metrów?? No bo nie ma wyraźnych wytycznych. Skąd ludzie to wiedzą?
Przecież serdecznego przyjaciela, którego na dodatek dawno nie widzieliśmy, to nawet z drugiego końca ulicy zawołamy, podbiegniemy do niego zbić pionę. A zdarza się i tak, że ludzie mimo że się znają, to mijając się na ulicy, odwracają wzrok. Jak tu się rozeznać, kiedy nie ma jasno ustalonych zasad, a przegięcie w którąś ze stron grozi uzyskaniem łatki creepa albo aspołecznego mruka?
Nigdy nie sądziłam, że będę dziecko uczyła, w którym dokładnie momencie, w zależności od jakich czynników, przyjmuje się zwyczajowo mówić "dzień dobry".

Za to byłam pewna, że kiedyś nadejdzie moment, gdy będę syna uczyć czytać. To z kolei nigdy się nie wydarzyło. Jako rodzic nie znam tego doświadczenia. Mój syn sam nauczył się czytać, zanim w ogóle o tym pomyślałam. Miał niecałe cztery lata, kiedy zorientowaliśmy się, że potrafi czytać. Na spacerach czytał szyldy sklepów, nazwy przystanków.
Bardzo szybko tę umiejętność rozwinął do tego stopnia, że nie nadążaliśmy z dostarczaniem mu świeżej literatury! Zauważyłam wtedy, że wcale nie tak latwo jest znaleźć książkę, która tematyką odpowiadałaby 5-latkowi, ale miałaby trochę więcej tekstu, niż dwa zdania na stronę + wielką ilustrację. Gdy miał 6-7 lat i nie było nowych książek, to czytał kolejny raz to samo (niektóre swoje książki przeczytał po kilkanaście razy), aż pewnego dnia sięgnął do naszej półki. Zaczęłam wtedy chować nasze książki, które nie były odpowiednie dla tak młodego czytelnika. Musiałam pochować wszelkiej maści kryminały, biografię kobiety z haremu Kaddafiego, "Tatuażystę z Auschwitz" itp.
Chowałam przed dzieckiem książki nie mogąc sama uwierzyć w poziom absurdu tej sytuacji.

Fanatyk1piorunów

Moja z ZS też bardzo szybko nauczyła się czytać, niestety teraz w wieku prawie 15 lat nie czyta w ogóle, co dla mnie nałogowej czytelniczki jest smutne 😢
Dosłowne rozumienie poleceń też jest mi dobrze znane, niestety nie tylko na jej przykładzie, sama jestem chyba trochę autystyczna bo brak zrozumienia w komunikacji z innymi jest moim życiowym problemem, dlatego też zawsze wolałam nauki ścisłe gdzie liczą się konkrety i nie ma niedomówień. Aspergerowcy zazwyczaj są umysłami ścisłymi

Fanatyk1piorunów

W ogóle to fajnie że o tym piszesz bo lepiej jest na sercu jak można się podzielić 'problemem' z kimś kto rozumie

Pokaż więcej komentarzy (41)

Inspirator

w Dyskusje

293piorunów

Jestem mamą asper-dzieciaka.
Potrzebuję spisywać swoje emocje i refleksje w ramach autoterapii.
Uwielbiam czytać wpisy @Fafalala, doskonale rozumiem, jak pisanie pozwala porządkować myśli. Może i dla mnie znajdzie się tu miejsce? A jeśli nawet nikt tego nie będzie czytał, nie szkodzi. Nawet nie wiem jeszcze, czy będę i chcę pisać o tym więcej publicznie.

Moje macierzyństwo wygląda zupełnie inaczej, niż sobie wyobrażałam, że będzie. Co do zasady, ciężko jest wyobrazić sobie ludziom bezdzietnym, jak bardzo życie się zmienia po przywitaniu potomstwa. Jednak jak już się dziecko pojawia, jesteśmy po pierwszym szoku niewyspania, zaczynamy łapać, o co w tym wszystkim chodzi. Sami uczymy się być rodzicami.

Pamiętam, jak ja uczyłam się być rodzicem. Pamiętam, jak często spotykało mnie zaskoczenie, że inni rodzice postępują inaczej. Kiedyś, na 5. urodziny syna przygotowałam w sali zabaw stolik dla dzieci i drugi, dla rodziców. Przy tym drugim siedziałam sama. Rodzice poprzyprowadzali dzieci i zapowiedzieli, że wrócą po nie za dwie godziny. Pamiętam mój szok, że tak się da. Że można dziecko zostawić na przyjęciu i iść na zakupy. Nigdy na to nie wpadłam, bo mój syn był na tyle wymagający, że nawet mi to nie przyszło do głowy. Zawsze musiałam być obok. Niekoniecznie TUŻ obok, ale w zasięgu, żeby w razie, gdyby coś było nie tak, móc zareagować.

Mój syn jest wysokofunkcjonujący, a więc to jeden z tych, którzy "nie wyglądają" na ZA. Zatem i ja długo nie wiedziałam. Długo trwało, zanim uświadomiłam sobie, że nie jestem szurniętą, nadopiekuńczą matką. To moje dziecko potrzebuje mnie bardziej, niż inne dzieci swoich rodziców. W zasadzie, to on nawet nie potrzebuje konkretnie mnie. Potrzebuje kogokolwiek, kto go zrozumie, zatrzyma się czasem z nim na chwilę.

Dzisiaj syn jest w szkole podstawowej. Jest świetnym chłopakiem, swoją wiedzą ogólną lub specjalistyczną z kilku ulubionych dziedzin przerósł mnie już parę lat temu. To jest coś absolutnie fascynującego obserwować jego rozwój, inny sposób rozumowania z tak bliskiej perspektywy. Nieustannie nie mogę się mu nadziwić, podziwiam mojego syna pod wieloma względami. Każdy z nas mógłby się tyle od autystów nauczyć! Ja sama staram się czerpać od syna dla siebie jak najwięcej.

Pokaż więcej komentarzy (78)

Fanatyk

w Hydepark

60piorunów

Nienawidze mojego aspergera. Nienawidze tego że za c⁎⁎j nie rozumiem podstawowych interakcji społecznych. Straciłem nadzieję że uda mi sie stworzyć z kimś zdrową relacje, bo nie jestem w stanie wyczuć kiedy wkurzam drugą osobę, ani tego kiedy moje pragnienia przytłaczają innych. Czuje sie jak Syzyf, bo nieważne ile próbuję, i co próbuję ze sobą zrobić - to c⁎⁎ja daje i wracam do punktu wyjścia. Mam w d⁎⁎ie wtaczanie tego kamienia. Będę siedział obok niego na dole góry i piorunował posty na hejto, bo po c⁎⁎j mam marnować czas na wtaczanie go. Całe szkolne życie byłem przymusowo wysyłany na terapie (razem z dziećmi które nie umiały mówić, i ciągle robiły w pieluche. Super towarzystwo), we własnym zakresie szukałem poradników do życia z tym gównem, chodziłem do psychiatry, i wszystko to mogę sobie wsadzić w d⁎⁎e.
Mając brak perspektyw na zmiany w życiu, myśląc że zawsze tak będzie... wyrobiłem w sobie fanatyczną wiare w to że kończenie przygody przedwcześnie jest złe, ale jednocześnie wiem że to fanatyczna wiara która zasłania rzeczywistość.
Znajomych troche mam, wyjścia z nimi jakies mam, ale nie mam nikogo bliskiego, i za⁎⁎⁎⁎ście mi tego brakuje. Już nie wiem co mam robić, oprócz wegetowania i siedzenia z własnymi myślami (kolorowymi jak widać).

Jedyny plus jest taki, że mam zjebany system odczuwania temperatur, i mogę chodzić w krótkim rękawku wtedy gdy inni chodzą w kurtkach.

Odpowiadając na pytanie które zawsze pada:
Tak, mam zdiagnozowanego Aspergera przez lekarza. To nie jest mój wymysł.

Tytan2piorunów

@redve Nie ma już czegoś takiego, jak "Asperger". Jesteś po prostu w spektrum autyzmu i, z tego co widzę, bez ODPOWIEDNIEJ terapii daleko nie zajedziesz.

Fanatyk3piorunów

Nie czytam komentarzy, więc wrócę, ale ja od ostatniego poważnego związku generalnie jestem sam i jakbym czytał o sobie - z tym, że ja jestem sam (mam psa) i mi z tym za⁎⁎⁎⁎ście dobrze. Nie chodzę na kawki, ogniska, grille, spotkania - za⁎⁎⁎⁎ście się czuję sam ze sobą i mi nie trzeba znajomych często.
Wręcz się wkurzyłem ostatnio na koleżankę, bo godzinę przez telefon gadaliśmy (zresztą pierwszy raz od dwóch lat) i ja już chciałem po prostu iść na spacer z psem, nad jeziorko.
A mam tak, że jak oglądam film to oglądam. Wkurzam się jak ktoś gada. Jak idę na spacer to nie będę gadać nawet na słuchawkach bo się wkurzam. Jedna czynność naraz.
Tylko mi tak dobrze, nie potrzebuję diagnozy. Za⁎⁎⁎⁎ście się żyje na uboczu.
Wrócę poczytać komentarze pod pracy, a Tobie @redve jedyne co mogę doradzić - ja poznaję kogoś - czy to nowych znajomych, czy fajną kobietę choćby na parę tygodni - gdy mam wywalone i nie chcę, nie szukam. Tylko to co działa u mnie niekoniecznie zadziała u Ciebie. Trzymaj się. Jest nas, zjebów więcej.

Pokaż więcej komentarzy (76)

Lider

w Hydepark

26piorunów

Wracamy z przedszkola. Rozmowa schodzi na obiad.
Młoda: Tata, mieliśmy dzisiaj bardzo słodki ryż na obiad. Zjadłam porcję Marcela bo nie chciał.
Ja: To pewnie był ryż na mleku.
Młoda: NIE EEEE, podany był na talerzu.
Starszy: Ale ale tacie chodzi, czy czułaś w nim mlekooo.
Młoda (z grobową miną): Nic nie czułam, miałam zatkany nos.

  

Pokaż więcej komentarzy (5)

Mocarz

w Hydepark

3piorunów

Autyści wysokofunkcjonujący powinni wyjść z cienia.
Powinni otwarcie powiedzieć, że najlepiej nadają się do rządzenia i mają najlepsze idee, czyli libertariańskie.
To nie powinien być przytyk do Korwina czy Mentzena, że to autyści (aspergerowcy), to powinna być otwarta zaleta, i tylko takich się powinno przyjmować do partii.

GURU2piorunów

@fewtoast 
Zapomniałeś o kluczowym czynniku - niekompetencji i przeroście ego. Bez tego żaden szanujący się autystyk nie ma tychże poglądów.

Pokaż więcej komentarzy (18)

Mocarz

w Przegryw

9piorunów

Leki co brałem z tego co wiem:
- pramolan - nie działa
- hydroksyzyna - nie działa
- fluoksytyna - nie działa
- alprazolam - nie działa
- duloksetyna - nie działa
- wenlafaksyna - nie działa
- olanzapina - nie działa
- pregabalina - troche nastrój poprawia
- sulpiryd - nie działa

- relanium - po tym miałem głosy w głowie, ale było lżej też

     

Pokaż więcej komentarzy (5)

Debiutant

w Hydepark

17piorunów

Już prawie pół roku mija jak staram się nie popaść w apatię i odmęty depresji.

Trochę już przeleżałem i przeżyłem z tą chorobą, więc staram się jak mogę, żeby nie popaść w kolejny epizod, ale powoli mi się kończą pomysły, a tkwienie w stanie pomiędzy życie jest za⁎⁎⁎⁎ste, a chcę się zabić, jest męczące xD

Złapało mnie przed urlopem w sierpniu i trzyma do teraz. Zmuszam się do wszystkiego. Żeby pograć, żeby coś obejrzeć, żeby wyjść z domu, żeby gdzieś pojechać, żeby poćwiczyć. Nie mogę w ogóle się zebrać, żeby cokolwiek z tych rzeczy zrobić, chociaż jak zacznę to jakoś to leci.

Jak nie zaplanuje sobie czasu to mogę przeleżeć cały dzień nie robiąc nic. Jedynie będę siedział w telefonie i zabijał czas przeglądając głupoty w internecie. Chociaż i potrafię bez telefonu bez celu chodzić po domu myśląc co zrobić, żeby się tak nie nudzić xD

  

Lider5piorunów

@Wokulski Jestem najprawdopodobniej ostatnią osobą, która powinna zajmować się terapią, ponieważ nie wiem nawet, czy jestem zdolny do odczuwania jakichkolwiek głębszych emocji. Wziąwszy jednak pod uwagę, że z pewnością nie jestem zdolny do ich współodczuwania, przy braku punktu odniesienia, nigdy się nie dowiem, czy poprzednie przypuszczenie jest prawdziwe.

Otagowałeś post  . Jednocześnie deklarujesz, że masz myśli samobójcze, co jest, z mojego punktu widzenia (aspie as fuck) nieco dziwne. To mnie właśnie zaintrygowało - ponieważ wyuczyłem się mieć świat neurotypowych głęboko w d⁎⁎ie to nie mam żadnego innego bodźca mogącego skłonić mnie w kierunku nieistnienia. Mój wewnętrzny świat jest perfekcyjny, i dopóki istnieje, jestem w nim szczęśliwy. I nie chcę jego końca. Stąd, dziwi mnie Twoje nastawienie - jakie jest jego źródło?
Apatia, stupor, są normalne w przypadku aspie. Potrzebujemy resetu - w końcu chłoniemy dane znacznie bardziej zachłannie, niż neurotypowi, jesteśmy intelektualnie bardziej aktywni, musimy zatem czasem odpocząć. W moim przypadku polega to na angażowaniu się, raz na jakiś czas, w całkowicie mechaniczne, bezcelowe aktywności. To zawsze trochę trwa, ale przechodzi.

W Twoim przypadku, wygląda na to, że ten stan się przedłuża. Może dlatego, że się przed nim usilnie bronisz?

Osobistość2piorunów

@ataxbras kolejny debil, co myśli że ma Aspergera. Downa masz, nie Aspergera. Depresja jest akurat niezwykle częsta wśród osób, które naprawdę są w spektrum. Jak mnie to wkurza. Są ludzie, którzy naprawdę cierpią zmagając się ze spektrum autyzmu lub ADHD, a teraz przychodzą tacy debile i twierdzą, że są chorzy, bo to modne, a oni nie mają nic ciekawego w swoim życiu.

Pokaż więcej komentarzy (19)

Mocarz

w Hydepark

16piorunów

Chłop wsiadł samemu do pociągu, pierwszy raz otworzyłem drzwi do wagonu guzikiem. I będę sobie jechał na spotkanie z rodzeństwem (które ogląda moje strimy). Ale zmężnialem że nie mam sraczki przed jechaniem pociągu samemu, którym jeździłem wiele razy z tatą. Nadal się czuje że nie wiem czy dobry pociąg.
Ale ciarki mi przeszły po plecach przy sprawdzaniu biletu.

O, już wyświetlają na ekranie że jedzie tam gdzie chce. ᕦ( ͡° ͜ʖ ͡°)ᕤ

Dzięki za pomoc mirki.

Teraz nauczyć się jeździć autobusem.
https://streamable.com/mi81bb?src=player-page-share

Gruba ryba3piorunów

Hmm.. Pozytywnie. Co prawda nie trzyma mi się kupy to, że z jednej strony się boisz jazdy pociągiem czy autobusem, a z drugiej nie masz oporów przed ujawnianiem swojego wizerunku i słabości przed całym światem (konkretnie przed tymi siedemnastoma ludźmi co na hejto wchodzą ;), ale co tam - może boisz się maszyn :smiley:
Ogólnie, jak mawiał kierownik sąsiedniego działu w jednej mojej robocie - "nie ma takiego bacia się!"*

*nie, nie używał tej formy żartobliwie :grinning:

Gruba ryba2piorunów

@qew12 fajnie ze się przełamujesz. Zawsze fajnie jest zwalczać swoje strachy, chociaż łatwe to nie jest. I nie jesteś zakałą rodziny, jesteś Tylko sobą. Masz swój pakiet doświadczeń i reaktywność, ale to nie czyni Cię ani lepszym ani gorszym. Czekam na kolejne wpisy. :)

Pokaż więcej komentarzy (6)

Mocarz

w Przegryw

17piorunów

Chuop jedzie samemu pociągiem. Bez taty. Do laryngologa tym razem.
Nie jest tak zle. Do stolerowania, bo tata czeka na mnie na stacji docelowej. Ale chyba nie na tyl dobrze żebym odważył się zdjąć kurtkę.
Miejsca nie ma za dużo. Musiałem usiąść obok jakiejś dziewczyny. Powiedziałem "można"? Jak siadałem obok.
Nie wiem czy tak się robi? Dobrze zrobiłem? Czuję się ok z tym.
Ofc w przeciwnych kątach siedzimy na siedzeniach 4x.
Nie odważył bym się pójść do innego wagonu szukać miejsca. Więc siadam jak wsiadłem.
Nie wiem co robią co ludzie co chodzą po wagonach? Szukają miejsca, czy do toalety chodzą?
Pociąg na szczęście miał napisane dokąd jedzie i się zgadzało więc wsiadłem.
Boże dziękuję ci że można kupić bilety przez internet, aplikacją. Gdybym miał kupić bilet u konduktora to nie wiem czy bym się odważył pojechać.

Był stres przy sprawdzaniu biletu, że coś nie tak i będę coś powiedzieć o iść z konduktorem, zapłacić karę. Ehh.
Dobrze że jest ekran co wyświetla jaka stacja teraz. Bez tego bym nie wiedział gdzie wysiadać.
I bez telefonu i internetu ani rusz. Mam lęki jak nie mam telefonu.

Do otolaryngologa jadę bo mam bóle głowy i mi powiedzieli na badaniu autyzmu, że to może być przerośnięta śluzówka i że mówię przez nos.
Do tego jak byłem u lekarza po skierowanie to miałem lekki obrzęk błony bębenkowej, więc też pani doktor chciała dać skierowanie do laryngologa.
Boję się że pan doktor mnie wyśmieje, bo nie będę wiedział co powiedzieć, a to co na powiem będzie niewystarczające.

Może uda się nagrać vlogaska gdzie mówię to co napisałem w formie pisanej. Www.YouTube.com/@qew12

Dzięki Mirko że dodajecie mi odwagi jak jeżdżę!
Pozdrawiam cieplutko. (Tak się mówi?)

Gruba ryba8piorunów

>Musiałem usiąść obok jakiejś dziewczyny. Powiedziałem "można"? Jak siadałem obok.
Nie wiem czy tak się robi? Dobrze zrobiłem? Czuję się ok z tym.

Wszystko zrobiłeś wzorowo. Trzymaj się tam, początki najgorsze, z czasem będzie lepiej.

Tytan3piorunów

Lekarz cię nie wyśmieje, oni już słyszeli wszystko a to co napisałeś brzmi zupełnie sensownie. Powodzonka

Pokaż więcej komentarzy (3)

Mocarz

w Hydepark

7piorunów

Chłop strimuje. Jak ktoś chce mi pomóc nauczyć się gadać to zapraszam https://www.twitch.tv/qew12twitch

Gruba ryba1piorunów

Fajnie że sobie możesz pograć. Ja czasami coś odpalę ale żeby usiąść do gierki na parę godzin to nie ma szans. Dzisiaj mnie w grach odpycha co przyciągało kiedyś. Za dużo ruchu, kolorów i ogólnie dynamiki. Jestem za stary. Ja to już wolę coś co dobrze znam, gry które są mało kolorowe i nie mają jakiejś wielkiej dynamiki.

Mocarz

w Przegryw

14piorunów

Spierdovlog ze sklepu.
Sklep był znajomy więc nie bałem się iść tak, ale czułem się jak dziwak chodząc z telefonem w łapie.
Dostałem wyzywanie od pewnej osoby żeby nagrać jak idę do sklepu w zamian za opłacenie obiadu.
No niestety dużo nie mówiłem więc nie jest to raczej ekscytujące.

Możecie dawać propozycje na odcinek w komentarzach.

    

https://www.youtube.com/watch?v=_qtd_PADz1Y

Lider2piorunów

@qew12 a może próbuj się trochę bardziej przygotować do takich vlogow? Przygotuj sobie coś do opowiedzenia, może będzie ci swobodniej jak sobie wcześniej przygotujesz coś co możesz powiedzieć

Pokaż więcej komentarzy (5)

Mocarz

w Przegryw

39piorunów

Jedziemy z tatą pociągiem. Specjalnie muszę dzisiaj jechać po pieczątke poradni której brakuje na wniosku o stopień niepełnosprawności.
Dzisiaj będę szedł samemu do poradni pierwszy raz. Na początku się nie stresowałem, bo co moze pójść nie tak. Najwyżej się wepchnę do lekarza czy coś.
Może potem nagram spierdovloga o tym jak było na wyprawie.
Trzymajcie się tam jakoś

Sum2piorunów

@qew12 w sumie tez sie kiedys denerwalem przed wizytami u lekarza czy w urzedzie. Nie do tego stopnia zebym tego nie robil ale byl to dla mnie niemily obowiazek zadawania sie z ludzmi z którymi nie chciałem sie zadawać. Dowiedzieć sie jaka kolejność gdzie iść, czekać aż zawołają czy wejść tam z buta. Teraz mam bardziej wyjabane wiem ze to oni tam siedza dla mnie i maja mnie obsluzyc wiec kulturalnie ide po swoje. Jak czegos nie wiem to pytam az wyjasnia. Jak wyjasniaja tak ze nie rozumiem to pytam az wyjasnia do konca.
Generalnie nie ma sie co przejmowac rola. Ty jestes NPC dla kazdego innego czlowieka.
Powodzenia!

Pokaż więcej komentarzy (6)

Mocarz

w Przegryw

21piorunów

Poszedłem samemu dzisiaj oddać wniosek o orzeczenie do zespołu. Strasznie się stresowałem, bo stwierdziłem, że zapiszę swoje zmartwienie w formie vloga. Beka z typa. Ale jakoś da radę i da się zrozumieć. Dałem radę i chyba troche mi pomogło skupianie się na mówieniu, bo nie myślałem o tym, co złego może mnie spotkać szedł na miejsce.
Potem poszedłem do sklepu i pierwszy raz sam w nim, kupiłem tusz do drukarki. Pan sprzedawca trochę się zaśmiał, bo wczoraj też kupowałem tusz, ale zły wziąłem.

Mówienie przy ludziach było bardzo, bardzo stresujące. Jestem jednak tak zdesperowany, że wszystkiego się chwytam, byle by mieć szansę na nie pójście do zwykłego kołchozu.

Reszta na filmie. Zdrówka. ᕙ(⇀‸↼‶)ᕗ
https://www.youtube.com/watch?v=uc-lV5WMM2E

Osobistość1piorunów

@qew12 Nie znam sie na tym az tak, ale nie probowales jakiegos leczenia mikrodawkami mdma, albo cos w tym stylu? Na netlifxie jest dokument, ze pomaga np w stresie pourazowym. Moze w jakims stopniu to Ci pomoze, ale zanim zaczniesz chociaz myslec o tym, poczytaj. Jestem tylko randomem z neta, ktory moze miec dobre checi, ale nie mam wiedzy, tylko domysly.

Kompan2piorunów

@qew12 Na filmie widać że stres jest, ale mam wrażenie że jest to do opanowania.
Wiem że każdy jest inny, inaczej odczuwa itp, ale sam kiedyś byłem takim cichym zestresowanym gościem. Jednak praktyka, wychodzenie do ludzi i przede wszystkim myśl o tym że nieważne co zrobisz, co powiesz to i tak większość spotkanych ludzi będzie miało na ciebie wywalone. Ot kolejny mijany człowiek w ich zyciu.
A jeśli czujesz że nagrywanie spacerów ci pomaga, rób to dalej - co jakiś czas pewnie zerkne co tam u ciebie słychać.
Powodzonka w dalszym wychodzeniu z bagna.

Pokaż więcej komentarzy (5)

Mocarz

w Hydepark

72piorunów

Jedziemy z tatą znowu do psychiatry. Nogi taty po lewej, moje na środku na dole. Strasznie jestem nerwowy mimo że jadę z ojcem.
Nie wyobrażam sobie bycia samodzielnym.
Jeszcze mnie młodzież mogguje wzrostem jak tylko wyjdę z domu.

Nie jest zbyt komfortowo jeździć pociągiem, bo nie ma miejsca do siedzenia połowę czasu. Zawsze się boje ze nie znajdę miejsca, nie otworze drzwi do pociągu albo nie dostanę się do toalety. Albo przegapcie przystanek. Na razie chodzę za ojcem.
W zasadzie nigdy nie byłem bez opiekuna długo. W szkole chodziłem za kolega, poza domem za rodzicem.

Jeszcze głowa boli ciągle. Pewnie to że stresu ale mam jest to nie do wytrzymania. Mam skierowanie do neurologa i laryngologa ale pewnie wizyta będzie za rok. Do tego muszę umawiać się przez ten cholerny telefon, co mnie wysysa z energii na cały dzień.

Psychiatrze powiem o autyzmie. Zobaczymy co powie na moje spanie po 20h, totalny brak sił i przygnebienie.
Chce żeby mi dał zaświadczenie do zespołu orzekania niepełnosprawności. Obecnie mam stopień umiarkowany przez problemy psychiczne z . Dostałem finasteryd od dermatologa. Mam nadzieję że psychiatra nie każe mi odstawić przez skutki uboczne w postaci większej depresji.

Inspirator10piorunów

@qew12 Wszystko będzie dobrze, już sam fakt że masz świadomość problemu i chcesz go rozwiązać dużo znaczy - to dobry prognostyk :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (16)

Mocarz

w Przegryw

20piorunów

No to chłop jedzie z tatą autobusem.
To będzie chyba ostatnie spotkanie terapii psychologicznej. Podobno nurt nie jest dobry dla osoby z aspergerem, dlatego być może będę musiał zmienić na poznawczo-behawioralną.
Pytanie ile zapłacę, bo to prywatnie. Na nfz mam terapię za rok dopiero.
Do tej pory i tak było tanio, jak będę musiał płacić 250x 4 razy w miesiącu to nie dam rady na

Było do tej pory okej, choć dojazd 1h w jedną stronę, ale przynajmniej aktywizowałem się wychodząc z domu. Bez ojca oczywiście bym nie dał rady dojeżdżać, przez lęki. Boje się w ogóle z domu wychodzić w większość miejsc.

Będzie magik za 2 lata ( ͡° ʖ̯ ͡°) w tym tempie.

Osobistość2piorunów

Przestan robic z siebie ostatnia sierote, da Ci to wiecej niz terapia za 250 zeta

Pokaż więcej komentarzy (13)