Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#biegiultra

Lider

w Bieganie

267piorunów

Debiut i Zwycięstwo – Ultramaraton 101 km

Wystartowaliśmy kilka minut po 21:00. Temperatura przyjemna, słońce już zaszło, jeszcze całkiem widno było. Pierwsze kilometry wzdłuż morza, po plaży na przemian z wbieganiem po górkach kępy Redłowskiej i klifów Orłowskich. Po 5 kilometrze czas na pierwszy żel. Generalnie miałam taką zasadę, aby przyjmować coś do jedzenia co 5-6 kilometrów (Miałam ze sobą żele, batoniki, żelki i ciasteczka zbożowe). Pod drzewami już zauważalnie ciemno, czołówka poszła w ruch. Trasa pokręciła nas po Kolibkach. Koło dyszki wsunęłam batonika. Zdobyłam „kolegę” który mi towarzyszył do 54 kilometra. Okazało się, że nie ma żadnego sportowego zegarka z wgranym GPX, zatem leci tak jak znajdzie oznaczenie trasy (odważnie). Zostałam jego nawigatorem. 1 Punkt odżywczy na 13 km. Uzupełnienie softflasków na maksa, wsunęłam 2 kawałki sera, dwa paluszki, banana, kilka chipsów. Spojrzałam na mapę trackerów uczestników i zauważyłam, że chyba jestem pierwszą babą (chyba, bo na początku dosyć świrowały te nadajniki i niektórych pokazywało absurdalnie daleko). Dobra, to trzeba się zbierać. Na punkcie spędziłam nie całe 5 minut. Złapałam jeszcze krówkę na drogę.

Kilometr 14-15 – wykręciłam prawą kostkę. Poczułam charakterystyczne, nie mocne, chrupnięcie w kostce (miałam zza czasów szkolnych 2x skręconą kostkę i znam dobrze ten moment). Przez ułamek sekundy już miałam, a co jak to będzie już DNF? To fajny miałaś ultramaraton. Dwóch Panów (w tym koleżka) od razu mnie złapali z troski, gdyż delikatnie się przewróciłam pod wpływem przekręcenia kostki za co dziękuję. Stwierdziłam, że lecę dalej, „rozbiegam”. No i faktycznie, po 300-400 metrach kulejącego truchtu ból zszedł. Dalej na punktach obserwowałam tą kostkę, czy pod wpływem chwilowego odpoczynku kostka nie zaczyna puchnąć, bądź pod wpływem powrotu do pracy nie odczuwam jakiegoś strukturalnego bólu. Nic takiego nie wystąpiło w trakcie biegu.

Generalnie nie patrzyłam na cały dystans na zasadzie „ile mam jeszcze do zrobienia”. Dzieliłam wszystko na zasadzie „od punktu odżywczego do kolejnego punktu”. Jak wybiegałam z pierwszego punktu, to wiedziałam, że mam teraz do zrobienia 19-20 km do kolejnego i tego się trzymałam. Jeszcze 15 km, jeszcze dyszka, o już mniej niż dyszka, o jeszcze tylko 3, jeszcze 1 to pewnie zaraz będę widziała go w zasięgu wzroku. Czasem w skali całości widziałam pewne „check pointy” typu, przy 25 – o już ¼, przy 33 – już 1/3 – przy 50 – o, już większość za mną. No i tak tak sobie żyłam od punktu do punktu.

Ciemność wszędzie, noc wszędzie. Czołówka chodzi non stop. Nie chcę drenować baterii, więc jak biegnę/maszeruje odpalona jest na mniejszej mocy. W momenci gdy jest zbieg – odpalam na mocniejsze świecenie. Nie chcę mocno drenować baterii (miałam na zmianę, ale chciałam dopiero zmienić na spokojnie na punkcie odżywczym, gdzie nie będę musiała się bujać z oświetleniem rąk). Koleżka trzyma się mnie stale. Biegnie jakieś kilka metrów za mną. Jak przechodzę do marszu, to on również. Generalnie nie przeszkadza mi to, w sumie to nawet się cieszę że nie jestem sama w lesie, jest mi trochę raźniej bo dookoła nie widziałam żadnych biegaczy na horyzoncie. Czasem zamieniamy parę słów, informuję go gdy np. zapowiada się większa górka. Podczas wchodzenia na jedną z nich, koleżka mówi że na tych biegach ultra to faktycznie te kijki by się przydały. Mówię że moje czekają na mnie na przepaku, bo w drugiej połowie będzie dużo chamskich podejść, teraz jest lajcik. Koleżka mówi że nie ma przepaku i z rozmowy wyszło, że to jest jego pierwszy ultramaraton. Spytałam się go, czy nie myślał o tym aby najpierw zrobić coś krótszego typu 50-70 km, na co stwierdził że po prostu ta stówka się do niego od razu uśmiechnęła. Btw, to nie był jakiś młody koleś – na moje oko, około 40 latek. Miał ze sobą również (na szczęście) 1 softlaska, z czego zażartował bo zastanawiał się czy jest sens aby go brał.

Dobiegliśmy na drugi punkt odżywczy na 32-33 km. Zapytałam się wolontariuszy, czy była tu przede mną jakakolwiek inna baba z dystansu 100km. Odpowiedź brzmiała że nie, jestem pierwsza. Fajnie fajnie, czyli trzeba działać sprawnie. Zrobiłam siku w toi toiu, zjadłam zupę pomidorową i wypiłam herbatę zrobioną z granulatu. Chyba coś jeszcze przekąsiłam ale już nie pamiętam. Uzupełniłam płyny w softflaskach, wymieniłam baterię w czołówce. Zabrałam ze sobą dwa żele firmy Ale. Pod koniec mojego pobytu przybiegły 2 babeczki z dystansu 100 km. Wiedziałam, że muszę uciekać. Na punkcie spędziłam około 9 minut.

Odliczanie do kolejnego punktu odżywczego (wraz z przepakiem) – 22 kilometry przede mną. Odcinek między 40 a 50 kilometrem był trochę cięższy dla mnie. Byłam zmęczona, ale pod kątem snu. Podczas marszu, czułam oczy jak do snu, podczas truchtu było trochę lepiej. Ciemność dookoła też nie pomagała. Przyszło mi na myśl czy by już nie spożyć żelu z kofeiną dla pobudzenia, ale stwierdziłam że „przemęcze” się jeszcze te kilka kilometrów do kolejnego punktu, bo w planie było po nim przyjąć go. Sporo również było odcinków ewidentnie mniej uczęszczanych przez ludzi (w końcu już bardziej po okolicznych wiochach biegaliśmy) więc te podłoże też było dla mnie nie zbyt bezpieczne. Ścieżki z dużą ilością liści bądź wysokiej trawie, krzaczkach. Z uwagi na „nieuwagę” wcześniej i incydent kostkowy wolałam trochę przejść te mniej czytelne ścieżki.

Miałam nawet delikatne omamy pod koniec. Nie były to na pewno halucynacje, ale mózg już łatwo przyswajał dosyć niecodzienne rzeczy. Biegnąc sobie lasem, już niebo robiło się coraz jaśniejsze i powoli można było poszczególne kształty wyszczególniać swoim wzrokiem - Zauważyłam jakąś kłodę z 50 metrów przede mną, obok trasy. Na tej kłodzie był jakiś kształt i mój mózg przyjął oraz zaakceptował informację że to jakaś czarnowłosa typiara, nawet widziałam jak ręką ruszyła co mnie "utwierdziło" że to nie są omamy. W momencie jak przebiegałam, okazało się że to były korzenie z innego konaru opierający się o ten konar nr 1. Miałam bekę, że nawet nie przyszło mi na myśl nic racjonalnego typu - hmm mamy 3:00 i to by nie było zwyczajne że jakaś laska w środku lasu w jakiejś dziurze może tu siedzieć. xD

W okolicach 50 kilometra zrobiło się już wystarczająco jasno, że można było już wyłączyć czołówkę. Wybiegliśmy już na otwartą przestrzeń wśród pól. Koleżka chyba robił się już zmęczony, bo odległość między nami się zwiększała. Wybił 50 kilometr – najs półmetek za mną. I wtedy pojawił się on, punkt odżywczy nr 3 wraz z przepakiem.

Klasycznie uzupełnienie softflasków. Kubek kawy (czas zażyć kofeinę i odpalić ogień w d⁎⁎ie, wcześniej nie przyjmowałam w ogóle kofeiny jak i przed biegiem również nic). Kubek napojów. Pierogi ruskie haps, ser w kawałkach, mini pączusie i coś jeszcze, ale już nie pamiętam. Obsługa mówi, że kobieta nr 2 ma jakieś 2 km do punktu. Trza się streszczać. Odpalam przepak, uzupełniam jedzonko, zabieram powebanka wraz z kablem i przejściówką do Garmina i kijki do biegania. Poza tym w przepaku miałam jeszcze: buty na zmianę, spodenki na zmianę, 2 pary skarpet, chusteczki, plastry – wszystko awaryjnie.

Biorę w łape pół drożdżówki i zaczynam etap kolejny, 24 km.

Czuję się mocno nakręcona faktem, że dalej utrzymuję K1. Odpala mi się lekka rywalizacja. Zadebiutować i wygrać? I’m in. Przyjmuję zaraz żel z kofeiną (200mg kofeiny). Po kilometrze już ~murzyn~ pigmentododani piłuje kraty. Po chwili znalazłam „ustronne” miejsce. Dreptam sobie na płaskim i z górki. Na podejściach nie forsuje się, aktywnie maszeruje z kijkami. Zaczynają się chamskie podejścia. Nie patrzę się nawet w górę, skupiam wzrok na wysokości stóp i spokojnie krok za kroczkiem przemieszczam się wraz z wsparciem kijków. Pragnienie zaczyna rosnąć, od 70 kilometra nie mogę się doczekać punktu odżywczego. Mam jeszcze trochę płynów, ale muszę powoli je oszczędzać. Te 7-8 kilometrów delikatnie mi się dłuży. Na 77 km za każdym zakrętem wyczekuję już punktu.

W końcu jest i on, ostatni punkt odżywczy. Uzupełniam softflaski, piję sporo płynów. Siku w toi toiu. Jem wszystkiego po trochu co jest dostępne na punckie. Dziewczyny z obsługi mnie informują, że mam około 25 minut przewagi od kolejnej kobiety na trasie. Na punkcie spędziłam nie całe 10 minut. Trochę opita i podjedzona ruszam. Siły witalne powracają. Odpalamy final countdown, lecimy już do mety, już tylko lekko ponad półmaraton.

Do 85 kilometra jest naprawdę za⁎⁎⁎⁎ście. Wiadomo, czuję jakieś zmęczenie – ale czy by było to po 40, 60 czy 80 kilometrach – czułam się tak samo. Również całkiem fajną ogólną stawkę w zawodach utrzymywałam. Kręciłam się koło 20 slota na prawie 100 osób które wystartowało. Na 85 kilometrze pojawia się ściana płaczu (boczne wejście na długą góre w Gdyni), które jest przeokrutne. Na podejściu nie widać szczytu, profil bardzo stromy i do tego brak ścieżki, trzeba po starych liściach się przemieszczać. Po kilku minutach walki jestem na szczycie. I pojawia się on – kryzys.

Fizyczny – Nie jestem w stanie biec. Prawa stopa zaczęła mi się odzywać podczas biegu. Czułam taki „strukturalny” ból między piętą z kostką. Zmartwiłam się, czy to nie jest jakieś przemęczenie i nadwyrężenie naruszonej już kostki 70 kilometrów temu. Po jakimś czasie i druga stopa dokładnie w tym samym miejscu zaczęła mnie boleć więc uspokoiło mnie to pod kątem tamtej myśli. Po prostu, jakieś zmęczenie strukturalne. No nic, maszeruje zatem, i próbuję podtruchtać co jakiś czas chociaż te 100-200 metrów.

Wtedy wchodzi on, kryzys mentalny. Zaczęło się robić gorąco, ale nie odczuwałam tego. W lesie dosyć schowanie byliśmy od słońca. Bezpośrednio temperatura nie przeszkadzała mi. Ale tak bardzo chciało mi się pić. Nigdy nie miałam takiego pragnienia. Marzyłam o tym, by wziąć i haustem coś wypić ile się da. Miałam w softflaskach jeszcze sporo płynów, ale musiałam to rozsądnie rozdysponować aby do mety mi starczyło. To mnie tak mentalnie bolało, że nie mogę się napić. Co brałam łyk wody, to po chwili czułam suchość w ustach. Kryzys mentalny wzmagał też fakt, że przez to, że będę więcej maszerować i tym samym droga do mety zajmie mi więcej czasu – naszły i obawy czy w ogóle to co mam to czy mi starczy?

Przy którymś zejściu z lasu, przed 90 kilometrem, pojawił się on. Wybawca.

Obcy koleś, przyjechał z zgrzewkami wody i rozdawał je zawodnikom. Bardzo mu podziękowałam, bardzo tego potrzebowałam. Naraz wypiłam ciągiem. Po chwili od razu lepiej mi się zrobiło. Za jakieś 5 kilometrów spotkałam drugiego Pana w środku lasu który miał baniak wody i również pomagał zawodnikom. Również skorzystałam z pomocy. To nie były osoby z organizacji biegu. Jestem bardzo im wdzięczna za taką pomoc.

Człapałam się jakoś, kilometr za kilometrem. Sporo ludzi, zdecydowanie „żywszych” mijało mnie, byli to zawodnicy z krótszych dystansów. Co było dla mnie ciekawe, chyba tylko 1 biegacz z mojego dystansu wyprzedził mnie podczas mojego marszu. Czyli nie tylko ja umierałam. Na początku tego piekła, miałam w głowie, że mogę sporo wypaść z stawki.

95 kilometr, 96 kilometr, 97 kilometr, wielkie odliczanie do końca. Jest i on 99 i zaraz 100 kilometr. Do mety tylko 1,5 kilometra. Trasa już sprowadza do miasta. Jestem na chodniku, zmierzam do mety. Chcę podbiec, ale jest to bardzo bolesne. Dopiero na ostatnich 450 metrach, zaczynam truchtać – wiem że muszę to przecierpieć, to już koniec. Wbiegam na murawę Stadionu Rugby po godzinie 12:30, Speaker mnie woła przez mikrofon. Przekraczam linię mety. I dostaję kubeł zimnej wody na łeb :grinning:

Tak o to, pokonałam dystans 100 kilometrów. Zrobiłam to. A nawet i wygrałam – nie tylko wśród uczestniczek ale i sama z sobą.

Czy jest coś co zrobiłabym lepiej? Na pewno na takie warunki zabrałabym więcej pojemników na napój. Miałam 2 softflaski po 500 ml, jak dotąd na zawodach zawsze mi starczyły od punktu do punktu z zapasem – tak tutaj ewidentnie wraz z rosnącą temperaturą było tego za mało. Bukłak do kamizelki biegowej wraz z softflaskiem to absolutne minimum.

Dziękuję za wsparcie. Było mi przeogromnie miło czytając wasze komentarze.

Trypsyna

oraz dodaję nowy tag na tego typu posty jakby ktoś chciał podzielić się swoimi przygodami w przyszłości

Pokaż więcej komentarzy (65)

Fenomen

w Dyskusje

71piorunów

troche

izery ultra trail 50km 1200m wzniesien , 07:08:55, miejsce w open 130/406 , w skrocie: ja pi⁎⁎⁎⁎le ale goraco

od poczatku

przyjechalem w piatek odrazu ruszylem po odbior pakietu + sprawdzanie wyposazenia obowiazkowego(trzeba bylo miec kurtke przeciwdeszczowa xD) pozniej spacerek po swieradowej(calkiem ladne miasto) i spotkaalem evil ciastka ale ze nie chcialem meczyc nozek to poszedlem na ladowanie wegli final stage (bajgle z nutela)

dzisiaj pobudka 6 sniadanko kawka i pomaszerowalem na start(jako ze szedlem z przypietym pakietem to nawet kilka osob mi zyczylo powodzenia, milo)

start 8:00(w ostatnim momencie przeniesli z 9:00),

kazdy pnkt odzywczy to bylo schlodzenie przy pomocy gabki + uzupelnianie softflaskow

i co jakis czas zatrzymywanie sie przy strumyku zeby zmoczyc chuste na glowe

a konkretniej to :

1 odcinek

dluzsze podejscie wiec nawet sie zbytnio nie rzucalem na bieganko tylko spokojny powerhiking hehe

zlapalem jakies ciastka

2 odcinek

jakies 12km gdzie wiekszosc to bylo w dol wiec ladnie pobiegalem

przez caly odcinek humor gituwa zero zmeczenia, troche podjadlem kabanosow ciastek arbuzow i izo

3 odcinek

jakies 11km ale juz slonce zaczelo mocno grzac i pod koniec juz tracilem sily dodatkowo cos mi bylo niedobrze od zeli

ale jeszcze dzielnie walczylem i jakos sie doturlalem do punktu odzywczego i podjadlem zupki i przez chytrosc wypilem za duzo kolki i od tego momentu ciagle mi bylo niedobrze i juz mi sie odechcialo biegac

4 odcinek

jakies 10km i probowalem sie jakos zmusic do biegania chociaz kilkuset metrow ale juz calekiem mi psycha siadla, pomagalo jak ktos biegl obok i probowalem trzymac tempo :see_no_evil: powtorzylem blad z kolka na punkcie odzywzym i bylo tylko gorzej 😛

5 odcinek

glownie zbiegi, duzo asfaltu i jeszcze troche mnie motywowalo zeby zejsc sub7h ale sie nie udalo 😛

dotarlem na mete, polezalem troche na traawie, zjadlem sekacza,zupke, nalesniki i poszedlem na nocleg

wzialem prysznic i leze w lozku do teraz i jest mi jednoczesnie goraco i zimno jestem przetyrany przeokrutnie i nie wiem czy to kiedys powtorze :grinning:

juz wczesniej sie troche atencjonowalem ze biegne takze dzieki wszystkim za mile slowa

Pokaż więcej komentarzy (28)

Fenomen

w Dyskusje

20piorunów

zaraz start jakby ktoś chciał śledzić czy się nie przekręciłem ( ͡° ͜ʖ ͡°) https://gar.mn/JMdDxjYO6k

Pokaż więcej komentarzy (7)

GURU

w Hydepark

90piorunów

Nasz kolega @scorp niestety poległ na 110km.

Nie wiem dlaczego, informuję. Więcej informacji po 16.

Pokaż więcej komentarzy (19)

GURU

w Hydepark

43piorunów

@Trypsyna wyruszyła, tracker włączyła to można śledzić jak się wie jak wystalkować 😛

Śmieszne jest to, żę de facto nie jest wykluczone, że wpadnie na trasie na @scorp , bo trasy częściowo biegną jednym śladem. Kolega zaś dziarsko porusza się za punktem kontrolnym, połowa trasy już za nim :smiley:

A teraz przed nimi wyjątkowo krótka noc :smiley:

Obie trasy na raz: https://poltrax.live/f/ultra-way

Pokaż więcej komentarzy (19)

Lider

w Bieganie

91piorunów

Czas i na mnie. Do zobaczenia po drugiej stronie.

Trypsyna vs 101 km.

Plan? Za⁎⁎⁎⁎ście się bawić. 💪🏼

Pokaż więcej komentarzy (14)

Lider

w Bieganie

72piorunów

Od dwóch godzin ciężary w opór, pogoda wyniszcza. Z 49 startujących, już 6 podjęła się DNF.
@scorp zbliża się do 60 kilometra. Jeszcze jakieś 15 km do trzeciego punktu odżywczego. Czekają go jeszcze gorące 2-4 godziny, potem już pogoda powinna być bardziej łaskawa. Odżywianie i nawodnienie idzie całkiem ok, choć przed poprzednim punkcie odżywczym (na 50km), skończyła mu się woda. Pije sporo, ale raportuje że mocz jest mocno żółty, zatem jest trochę odwodniony. Pot na pewno uwalnia się z niego litrami.
W tej chwili miejsce spadło do 7.

Link do śledzenia: https://poltrax.live/ultra-way-160

Pokaż więcej komentarzy (16)

GURU

w Hydepark

17piorunów
"Daj mi Blüchera albo daj mi noc"

Myślę, że każdy kto dziś biegnie lub kręci na zawodach ma podobne motto w głowie. Na zawodach Gwiazda Północy (160km) gdzie biegnie nasz kolega @scorp DNF się ściele gęsto - ale nie jest to nic, czego byśmy się nie spodziewali. Kolega Tomek (imię zmyślone) idzie mocno, a za 4.5h startuje @Trypsyna - ona taktycznie wybrała by większość trasy zrobić bez słońca. Ale 100km do zrobienia będzie, a z każdym krokiem zbliża się słońce :smiley:

Na trasie biegnie też gwiazda polskiego kobiecego Ultra z tych w opór długich - Patrycja Bereznowska.

Kropki: https://poltrax.live/ultra-way-160 oraz https://poltrax.live/ultra-way-100 - jakie numery szukać to ja jak komendant w Kilerze - wiem, ale nie powiem. Jak będą chcieli sami się pochwalić to mogą to zrobić, ja nikogo nie doxxuje :smiley:

Jutro jeszcze na 60km startuje @winet - w jego przypadku nie będzie permanentnej inwigilacji, będzie musiał sam potem opowiedzieć co i jak :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (5)

Lider

w Bieganie

93piorunów

@scorp już 3,5 godziny na trasie, trzyma na razie 3 miejsce (° ͜ʖ °)
Nie dawno mi napisał, że lampa jest jak sk⁎⁎⁎⁎syn i mocno odbiera mu siły.
Jest już za pierwszym punktem odżywczym (na 25 km). Trzymajcie kciuki za jego nawodnienie. 👍

Fenomen4piorunów

Tutaj pytanie, czy to jeszcze jest sport, czy już surwiwal? Podziwiam za wytrwałość ale chyba takie ekstremum nie jest za bardzo zdrowe?

Pokaż więcej komentarzy (8)

Lider

w Bieganie

31piorunów

Oby drzewa w lesie były wysokie i chroniły przed słońcem xD
Istna patelnia się szykuję na moje i @scorp ultramaratony ( ͡ʘ ͜ʖ ͡ʘ)

Pokaż więcej komentarzy (6)

GURU

w Dyskusje

45piorunów

Diablak Ultra Trail 60:smiling_imp:

:straight_ruler: 63 km | :mountain: 3400 m przewyższeń

Noc przed startem spędzam we wiacie na Hali Barankowej. Z jednej strony dzwonki owiec, z drugiej techno w oddali. Gdy o 3:30 bas nadal dudni w tle, dochodzę do wniosku, że czyjaś impreza właśnie się kończy, a moja dopiero startuje:rolling_on_the_floor_laughing:.

Po śniadaniu w postaci żurku i pinsy ruszam na trasę. O 5:00 słyszę chyba najbardziej zaspane odliczanie w historii biegów. Bardziej przypominało pobudkę w internacie niż start ultramaratonu:yawning_face:.

Pierwsze podejścia szybko stawiają organizm do pionu. Przy nich kawa i energetyki mogą co najwyżej robić za izotoniki. Na Małej Babiej Górze widoki wzięły dzień wolny, ale przynajmniej mgła nie rozpraszała podczas biegu:rolling_on_the_floor_laughing:.

Zbieg do Markowych Szczawin pokonuję najszybciej w życiu. Najwyraźniej grawitacja i ja pozostajemy w bardzo dobrych relacjach, przynajmniej do momentu, gdy trzeba znów iść pod górę😁.

Na Perci Akademików bieganie zamienia się w coś pomiędzy wspinaczką a szybkim przemieszczaniem na czworaka. Ku mojemu zaskoczeniu idzie świetnie. Im bardziej pionowo i im gorsza pogoda, tym mój organizm bardziej uważa, że to doskonała zabawa:smirk:.

Pierwszy punkt żywnościowy to: pomarańcze, czekolada, krakersy i Cola. Dietetycy przewracają oczami, a poziom cukru osiąga orbitę okołoziemską. Niestety bukłak zostawiam zbyt mocno napowietrzony i podczas biegu chlupie tak, jakby stado bawołów przeprawiało się przez rzekę:man-facepalming:.

Na kolejnym punkcie pada magiczne pytanie: – Rosół z makaronem? Nie trzeba mnie długo namawiać:drooling_face:.

Po drodze spotykam panią fotograf ukrytą w trawie niczym snajper:camera_with_flash:, a później machającą z Mercedesa „uroczą blondynkę”, która z bliska okazuje się Romanem Fickiem:rolling_on_the_floor_laughing:.

Kolejne z podejść wyglądało tak, jakby ktoś narysował prostą kreskę na mapie i stwierdził: „będzie dobrze”. Wbijam kijki w ziemię i zaczynam rytuał podnoszenia kolan, jakbym próbował wejść po niewidzialnej drabinie.

Na zbiegach buty trzymają się błota jak kot zasłon, a ja lecę w dół tak płynnie, jakbym miał wbudowany gimbal😎.

Później zaczyna się zabawa z pogodą. Najpierw ulewa, jakby ktoś na górze przewrócił basen, potem palące słońce piecze skórę niczym gorące żelazko, a chwilę później kolejna ulewa dla zachowania równowagi:rain_cloud::sunny:. Pogoda najwyraźniej nie mogła zdecydować, czy chce mnie utopić, czy usmażyć.

Lewe kolano w pewnym momencie oznajmia, że pierniczy takie bieganie i wyjeżdża w Bieszczady:persevere:. Na finiszu funkcjonujemy już jak stare małżeństwo – ono narzeka, a ja i tak robię swoje:rolling_on_the_floor_laughing:.

Na ostatnim punkcie atmosfera przypomina dożynki. Biegacze zamiast tańczyć walczą jednak z przewyższeniami😆.

Na pół kilometra przed metą kibice zaczynają krzyczeć: – Dawaj, Zbyszek!

Odwracam się. Nikogo za mną nie ma.

– Zbyszek! Dawaj!

Skoro tyle serca wkładali w doping, szkoda było ich rozczarować. Na ostatnich metrach postanowiłem więc zostać Zbyszkiem😁.

Przekraczam linię mety przy akompaniamencie okrzyków dla Zbyszka, a zaraz po finiszu nie interesuje mnie medal ani wynik.

Szukam tylko jednej rzeczy...

Suchych skarpetek:zany_face:.

:soccer: Statystyki niczym z mundialu: :white_check_mark: 2 wślizgi na błocie :white_check_mark: 3 kopnięte kamienie(chyba odpadnie jeden paznokieć).

Po 63 kilometrach sędzia zakończył spotkanie, wręczył medal i można było uznać, że wynik jest korzystny😎.

Gruba ryba1piorunów

@Z_buta_za_horyzont

Jak wygląda pilnowanie płynów na takim ultra? Jadąc na rowerze są sklepy, a jak nie ma to można mieć 10 bidonów, bukłaki etc. Jak to się robi w konkurencjach biegowych, by nie paść? W końcu 2-3% odwodnienia, to 20-30% spadku wydolności.

Pokaż więcej komentarzy (39)

Gruba ryba

w Hydepark

59piorunów

W ostatni weekend odbyły się Mistrzostwa Polski Ultra w biegach górskich i oczywiście znowu doszło do kwasu, ale tym razem tak kuriozalnego, że szkoda gadać.

TLDR: nie wypłacili zwycięzcy nagrody; góralskie żydostwo skompromitowało się za 10 tysięcy złotych

Oświadczenie zwycięzcy Andrzeja Witka

Oświadczenie medialne dot. nagrody 10 000 zł od Tatra Fest podczas Mistrzostw Polski Ultra w biegach górskich Polski Związek Lekkiej Atletyki



To oświadczenie nie jest o pieniądzach, to oświadczenie jest o szacunku.



To będzie jeden z najważniejszych i najsmutniejszych postów, jakie muszę napisać jako sportowiec. Jest w nim wiele emocji, bo czuję, że organizator Mistrzostw Polski, które wygrałem, napluł mi w twarz. Zamiast świętować wielki sukces, czuję się upokorzony i pominięty. Przeżyłem w sporcie wielkie chwile radości z Orłem na piersi i pokazywałem Wam łzy po porażkach. Zawsze byłem i będę transparentny. Na zawodach kibice nie mówią mi „ale jesteś dobry!”, podchodzicie i mówicie: „Takich sportowców potrzebujemy – pracowitych, sumiennych, oddanych swojej pasji”. Takie słowa nieraz sprawiły, że do oka napłynęła mi łezka wdzięczności za Wasze wsparcie. Dziś w oku zbiera się łza smutku po sytuacji, jaka miała miejsce na Tatra Fest.



Oświadczenie:



W sobotę zostałem Mistrzem Polski w biegu Ultra, po raz kolejny. Wielka radość mieszała się z trudnym prywatnie czasem, jaki przechodzimy rodzinnie. Odbyłem kontrolę antydopingową, udzieliłem kilku wywiadów i o 17.00 wziąłem udział w ceremonii wręczenia nagród. Otrzymałem 5000 zł za wygraną oraz 2500 zł za najlepszy czas na premii górskiej. O wysokości nagród dowiedziałem się podczas dekoracji, ponieważ nigdy tego nie sprawdzam. Przyjechałbym na Mistrzostwa Polski nawet, jak do wygrania byłaby tabliczka czekolady. Po odebraniu medalu opuściłem okolice sceny w celu udzielenia kolejnego wywiadu. Wywiad przerwała jednak osoba z organizacji, która powiedziała, że pilnie muszę udać się na scenę, ponieważ zostanie mi wręczona dodatkowa nagroda.



Docierając na scenę, usłyszałem moje nazwisko i bardzo dużo pochlebnych słów. Pojawiła się Pani reprezentująca starostwo powiatowe, która z wielkim uśmiechem wręczyła mi voucher na 10 000 zł, mówiąc przy tym, że to „nagroda specjalna”. Myślę, że widziała to ponad setka osób, a ponadto Tatra Fest wciąż chwali się materiałem wideo z tego momentu na swoim profilu.



Byłem zaskoczony do tego stopnia, że poprosiłem o mikrofon. Przed całą publicznością powiedziałem, że jestem zaskoczony, ale i ogromnie szczęśliwy. Zawsze daję z siebie wszystko jako zawodnik, a wynik, jaki uzyskałem, będzie jednym z najlepszych w historii polskiego trailu. Promuję sport i biegi górskie od wielu lat. Takie docenienie moich osiągnięć podczas obrony tytułu i z rekordem trasy pobitym o 44 minuty to coś unikatowego dla każdego sportowca. Na tym voucherze mogłoby być napisane: „Dobrze robisz, ciśnij dalej, jesteśmy z Tobą!” i byłbym tak samo szczęśliwy, że zostałem doceniony „nagrodą specjalną”.



* Po 24 h od ceremonii otrzymuję telefon od organizatorki, że zaszła „pomyłka” i że te 10 000 zł organizator na scenie miał przekazać… organizatorowi. Te pieniądze „zostały już wydane”, cały czas „te pieniądze”, „te pieniądze”. Nie do końca potrafiłem to wszystko zrozumieć. Wysłuchałem do końca i po zakończonej rozmowie wciąż nie widziałem, o co chodzi, bo nie padł żaden konkret, żadna propozycja – nic.



* W poniedziałek (48 h po dekoracji) przeczytałem artykuł Kuby Pawlaka o tym, że organizator nie zachował parytetów w podziale nagrody na mężczyzn i kobiety (i zgadzam się, że to jest fatalne zachowanie organizatora). To, co jednak mnie uderzyło, to oświadczenie Tatra Fest, w którym napisano, że wręczenie „nagrody specjalnej” mojej osobie to błąd.



W tamtej chwili poczułem się, jakby ktoś napluł mi w twarz. Nikt nie zadzwonił do mnie z propozycją spotkania i wyjaśnienia sytuacji twarzą w twarz, a przebywałem cały czas w Zakopanem, o czym wiedział organizator. Nikt nie napisał do mnie nawet maila z wyjaśnieniem całej sytuacji. Jeszcze przed chwilą były uściski dłoni, wspólne zdjęcia, wspominanie, jakim jestem super sportowcem, a w poniedziałek oświadczenie: „To wszystko pomyłka – nie jesteś taki fajny, jak mówiliśmy”. Nawet nie wymieniając mojego imienia i nazwiska jako mistrza kraju i osoby, której dotyczy ta sprawa.



Od 4 dni czekam na zwyczajne ludzkie „przepraszamy” wypowiedziane prosto w twarz. Zamiast tego otrzymałem kolejny telefon (wtorek), tym razem ze Starostwo Powiatowe w Zakopanem od pani, która zadzwoniła z propozycją, żeby „podzielić pieniądze, bo mają problem wizerunkowy”. Dla pewności nagrałem tę rozmowę i pada tam wiele dziwnych propozycji tego, jak naprawić złą sytuację wizerunkową starostwa zakopiańskiego i Tatra Fest. Mowa jest m.in. o tym, żebym wziął 5000 zł, podał sobie rękę z Agnieszką i wspólnie ze starostwem zaczął komunikować w moich mediach społecznościowych zasadę „fair play” i równego podziału na płcie. Odparłem, że nie wezmę udziału w czymś takim i taka propozycja jest niegodna instytucji publicznej, i absolutnie nie będę uczestniczył w działaniach wizerunkowych starostwa w zaproponowany sposób. To jest w ogóle chore, że muszę to Wam pisać.



Dzisiaj, tj. 17.06, przeczytałem kolejne oświadczenie publiczne, tym razem, że nie otrzymam nagrody, bo wszystko było „pomyłką”. Ponownie, oświadczenie nie zawierało moich danych personalnych. Czemu Tatra Fest nie chce napisać wprost, że dali na scenie Andrzejowi Witkowi 10 000 zł, a teraz po 4 dniach postanawiają mi te pieniądze odebrać?



Czemu nikt nie chce spojrzeć mi prosto w oczy i powiedzieć „przepraszamy”? Uważam, że dlatego, że Tatra Fest i Starostwo Zakopiańskie cały czas myślą, że problemem w tej sytuacji są pieniądze. Wszyscy ze strony organizatora mówią tylko o pieniądzach. W tej sytuacji nie chodzi o pieniądze – chodzi o szacunek i godność sportowca:



* szacunek do Agnieszki, która została pominięta dodatkową nagrodą,



* szacunek do mnie, gdy nikt nie miał odwagi się ze mną spotkać, przeprosić i wyjaśnić sytuacji,



* szacunek do kibiców i odbiorców, którzy nic nie rozumieli z tłumaczeń i zmian narracji organizatora, ale również szacunek do osób, które były wtedy na miejscu, pod sceną i słyszały słowa wypowiadane w moim kierunku.



Tak po ludzku chce mi się płakać, gdy opisuję tę sytuację. Mam świetnych sponsorów, nigdy nie prosiłem ich o więcej pieniędzy. Często to oni pytają, czy mogą sfinansować coś, co pomoże mi jako sportowcowi, a ja odmawiam, że zapewniają mi wszystko w drodze do Mistrzostw Świata, czego potrzebuję na najwyższym poziomie – bo taka jest prawda.



Moja prawda o Tatra Fest jest taka, że dałem im jako sportowiec wszystko, co mogłem: wynik, sportowy spektakl, uwagę kibiców, koloryt wydarzenia. Otrzymałem splunięcie w twarz.



To po prostu smutne. Jestem najsmutniejszym Mistrzem Polski w historii i, co najgorsze, żałuję, że przyczyniłem się do promocji imprezy, która nie szanuje zawodników.

Pokaż więcej komentarzy (12)

GURU

w Sztafeta

32piorunów

20 675,12 + 62,73 = 20 737,85

Pobiegałem sobie dość nieźle, mimo cienkiego jak d⁎⁎a węża ostatniego treningowego miesiąca udało mi się przelecieć trasę poniżej 10 godzin😁. Było co podbiegać i co zbiegać. Na Babiej mgła i lekka mżawka ale na ostatnich 10km złapały mnie dwie solidne ulewy co mnie trochę odświeżyło i podniosło poziom ujebania od łydek po tyłek :stuck_out_tongue_winking_eye:.

Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastat.eu

Pokaż więcej komentarzy (10)

GURU

w Dyskusje

53piorunów

Ludzie dlaczego wy śpicie jak Zawojski Festiwal Biegowy trwa? :rolling_on_the_floor_laughing:

Startuję o 5:00, tym razem spokojny dystans Diablak Ultra Trail 60:smiling_imp:.

Linki do śledzenia:

https://poltrax.live/diablak-60

https://poltrax.live/diablak-100

Pokaż więcej komentarzy (24)

GURU

w Hydepark

13piorunów

Ostatnia dwójka na Ultra Trail Małopolska. Koronną trasę zaliczy 8 zawodników. Trupowozami zwiezionych zostalo 21 DNFów :)

Zasadniczo ta trasa jest trudniejsza jak hardcore. Przewyzszenia i limit czasu bardziej kopią zawodników jak 130km dodatkowej trasy.

GURU1piorunów

Choć w sumie limit do 19, jeszcze ich walka sie nie skończyła. Jednak teraz już z górki, powinni dać radę, choć na pewno styrani są konkretnie

GURU

w Hydepark

21piorunów

Update na wieczór - zawodnicy z czołówki już na ostatniej prostej. Liderowi zostal jeden większy masyw do mety, ale to wciąż 40km więc skończy jakoś głęboko w nocy. Za nimi kolejni zawodnicy, co raczej na spokojnie dociągną do mety - na czwartym miejscu pierwsza zawodniczka.

Teraz już DNFY zdarzają się coraz rzadziej. Czwórka zawodników będzie ścigała się z limitem, pozostała 9-tka powinna dość pewnie się w nim zmieścić

W trasie 170km prowadząca dwójka będzie za godzinę na mecie. Ich trud niemal skończony.

Pokaż więcej komentarzy (3)

GURU

w Hydepark

31piorunów

Poranny raport z Ultra Trail Małopolska:

1. Na trasie 240 km zostało 21 zawodników z 30 co wystartowało. Pierwszy zawodnik Marius Kazlauskas przekroczył właśnie 150km - czyli już wyraźnie za połową. Z górki już 😛

2. Na trasie 170km mamy 5 DNFów z 33 co wystartowało. Tam też pierwszy zawodnik, Wojciech Olejnik, jest za połową, a tam mają też nieco mniejsze te połowy

3. Właśnie ruszyła króciutka trasa na 105km

Pokaż więcej komentarzy (5)

GURU

w Hydepark

51piorunów

Za minutę startują kultowe zawody Ultra Trail Małopolska (organizowane przez naszego kolegę z hejto :P). Zawody tak trudne, że aż jest cała otoczka wokół DNFów (są pamiętkowe kubki DNF których inaczej nie niż DNFując zdobyć się niemal nie da).

240km, prawie 13km w górę. Oczywiście trochę błota na trasie organizatorzy też przygotowali :smiley:

https://poltrax.live/utm-240 - kropki

Pokaż więcej komentarzy (20)